romullos
08.04.15, 14:04
W swej najnowszej książce "Verschlussakte" ("Tajny dokument") Roth pisze, że katastrofa samolotu Tu-154M pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 roku nie była wypadkiem, lecz morderstwem, w które zamieszane były rosyjskie służby specjalne.
W wywiadzie dla "Bilda" Roth twierdzi, że jego teza opiera się na raporcie agenta BND. W tym sporządzonym w marcu 2014 roku dokumencie, skierowanym do przełożonego, funkcjonariusz wywiadu informuje, że "wiodący oficer rosyjskiego FSB" umieścił na pokładzie prezydenckiej maszyny kilka ładunków TNT ze zdalnie sterowanymi zapalnikami. Rosyjski agent wspierany był przez polskich pomocników na lotnisku w Warszawie - twierdzi Roth dodając, że w raporcie wymienione jest nazwisko rosyjskiego generała.
[...]
Jak podkreśla Roth, raport opiera się na dwóch niezależnych od siebie źródłach z Polski i Rosji. Oba źródła opisują szczegółowo proces umieszczenia materiału wybuchowego - czytamy w "Bildzie.
Zdaniem Rotha motywy sprawców są oczywiste. Prezydent Lech Kaczyński był "zaciekłym przeciwnikiem Kremla i (Władimira) Putina". Jak dodaje, Kaczyński sprzeciwiał się podpisaniu umowy z Gazpromem.
Roth zaznaczył, że nie może całkowicie wykluczyć warunków pogodowych i błędu pilota jako przyczyn katastrofy. - Jednak moje informacje, jak również informacje niezależnych naukowców wskazują na to, że wcześniej (przed upadkiem samolotu) doszło do wybuchu na pokładzie. Wrak maszyny został następnie świadomie zniszczony i leży do dziś, podobnie jak czarna skrzynka w Moskwie - mówi Roth.
fakty.interia.pl/raporty/raport-lech-kaczynski-nie-zyje/aktualnosci/news-ksiazka-rotha-oficer-fsb-podlozyl-ladunki-w-tu-154m,nId,1712473