awodnik74
15.02.11, 07:28
W skrócie: malżeństwo 15 lat,dwójka dzieci,po 11 latach on wychodzi z propozycją seperacji.Ja jestem w szoku,może nie było całkiem różowo ale było dobrze.Twierdzi,że nikogo nie ma...coś poszperałam znalazłam.Przyznał sie,że ma romans od pół roku.Po rozmowach, on z niej rezygnuje....mijaja 4 lata.Jest raz lepiej raz gorzej,mnie trudno przełknąc jego kłamstwa,oszustwa i zdrade.Moze gdyby sie bardziej starał naprawić swoje błędy...zadośćuczynic...On wychodzi z propozycją rozwodu-bez orzekania o winie.Zgadzam sie na rozwód ALE o jego winie.On sie wycofuje-,myslał,że chętnie sie na to zgodze.Znowu poszperałam..znalazłam.Założonych kilka poczt,meile od niej.Nie przyznał sie choc wszystko mu wywaliłam na pysk.W nocy pozmieniał hasła i nawet założył kod zabezpieczający na komórke.Pozwu do sądu nie złoży-nie chce uznać swojej winy,z mieszkania sie nie wyprowadzi.Ja jestem już wrakiem człowieka...On chce,zebyśmy tak żyli a moze każdy sobie kiedyś kogoś znajdzie i takie inne brednie.Przyznał,że żałuje ,ze wtedy nie odszedł bo mielibysmy już nowe związki.Zawsze używa słowa"my".Nie wiem czemu chce mi też ułożyć życie?zebym mu dała spokój?oczywiście wg.niego jestem atrakcyjna i na pewno kogoś poznam itd.MASKRA. I tak sie zastanawiam,że to to chyba ja wreszcie wniose pozew o rozwód,bo chyba nie ma już czego ratować zwłaszcza,ze tylko jedna strona tego chce.Żal mi tylko dzieci....