Gość: sb21
IP: *.mobileonline.telia.com
03.06.12, 12:41
no hej. mam dość duży problem, a właściwie nie tylko ja ale również moja dziewczyna... może zacznę od początku... mam 21 lat. rok temu skończyłem szkołę i wtedy to wszystko się zaczęło. w szkole była dziewczyna która jak to bywa bardzo mnie zraniła... no ale cóż... przyznam nie mogłem się długo z tym pogodzić, bawiłem się życiem, żyłem jak lekkoduch nie widząc sensu w związkach oraz wszystkim co wiązało się z miłością że tak powiem. przyszły matury... po zakończeniu najgorszej którą miałem pojechałem do kumpla żeby się napić. i tam spotkałem ją... znałem ją wcześniej z autobusu szkolnego ale nigdy nie mieliśmy jakoś okazji żeby pogadać. wtedy nawiązała się rozmowa. była to bardzo mądra, inteligentna ładna dziewczyna z poczuciem humoru i jak to bywa... też zraniona. podstępem wziąłem wtedy od niej nr. pisaliśmy długo, przyjaciel jednak dowiedział się o tym i był bardzo niezadowolony. spotkałem się kilka razy z nią, ale nie pocałowałem nawet gdyż miałem na uwadze wszystkie głupie rzeczy które zrobiłem, o których jej powiedziałem i których się wstydziłem. nie chciałem też za bardzo rezygnować ze starego życia, z życia bawiącego się życiem singla. no ale w końcu przyszła taka noc... spotkaliśmy się w dość romantycznym miejscu... i wtedy mnie pocałowała... całowaliśmy się całą noc... jako facet miałem różne dziwne myśli, ale miałem do niej za duży szacunek... jakiego nie miałem jeszcze do żadnej dziewczyny. na następny dzień powiedziała że mnie kocha... też coś do niej czułem ale bałem się tego powiedzieć... bo nie byłem pewny czy jej nie zranię... spotykaliśmy się dość często. ale nasze prawdopodobnie przyszłe życie komplikował mój wyjazd za granicę... nie wiedziałem czy jak wrócę ona nadal będzie na mnie czekać... bałem się że poszuka sobie kogoś innego... cóż... i wtedy stało się coś co nie powinno się stać... spotkałem się z pewną dziewczyną... popędy wzięły górę... i zrobiłem to z nią... tlumaczyłem sobie to tym że przecież jestem wolny... tak naprawdę nie chciałem z niczego rezygnować... cóż... ona dowiedziała się o tym 4 dni przed wyjazdem... nie oczekiwałem że mi wybaczy. nie chciałem nawet żeby mi wybaczyła, po prostu chciałem zachować się jak tchórz i uciec za granicę... ale w końcu przyjechałem do niej...i przyznałem się do tego... ku mojemu zdziwieniu wybaczyła mi... pow wtedy że ją kocham i że to się nigdy nie powtórzy... no i nie powtórzyło się. no ale... zawsze jest jakieś ale... podczas pobytu za granicą oczywiście pisałem z nią i miałem cały czas z nią kontakt. widziałem że jej zależy. tylko że pewnego razu napisała do mnie jakaś napalona małolata... pow o tym osobą z którym byłem za granicą... pow że skoro jestem wolny to mam jej odp. podpuścić ją żeby wysłała zdj. no i dałem się namówić... pisałem z nią... i równocześnie z dziewczyną którą kocham... do dziś tego nie rozumiem dlaczego to robiłem... tylko że to nie było zwykłe pisanie... to było coś w rodzaju cybersexu.... tylko że nie masturbowałem się przy tym. podniecało mnie to ale traktowałem to tylko jak zabawę... niewinną zabawę... nie zdawałem sobie z tego sprawy że tak naprawdę znów to robię... zdradzam uczucia tej do której podobno tyle czułem... opamiętałem się i zakończyłem tą głupią znajomość jeszcze za granicą... chciałem to usunąć... ale wiedziałem że wtedy nie będę do końca fair z tą do której wracam, więc zostawiłem to żeby jej kiedyś to pokazać... że nie byłem do końca szczery... wróciłem do kraju... pojechałem do niej do mieszkania, jest studentką i mieszka w mieście gdzie studiuje. zaaranżowałem kolację... kupiłem obrączki i oficjalnie rozpocząłem nasz związek... to były najszczęśliwsze 8 mies mojego życia... robiłem dla niej wszystko co tylko było w mojej mocy... pokochałem ją jeszcze bardziej... ona mnie też... była we mnie w najtrudniejszych chwilach, ja z nią też... to było coś pięknego... wiedziałem jednak że muszę jej pow o tym... żeby być z nią do końca szczery... dałem jej hasło do profilu na którym pisałem z tamtą... ona jednak nigdy nie czytała tam żadnych wiadomości. ufała mi... zaplanowaliśmy sobie przyszłość... wszystko było dogadane... zmieniłem się... przestałem być lekkoduchem. cały mój świat opierał się na niej... i wiedziałem że to jest to... ale musiałem wyjechać jeszcze raz za granicę... by zarobić na wynajem mieszkania i na studia na które chciałem z nią iść... wszystko było dobrze... aż do momentu gdy ona w końcu weszła na te wiadomości... od tego minął rok... jednak od tego momentu gdy ona to zobaczyła zaczął się koszmar... pow że mi już nigdy nie zaufa... że nie wie czy jest sens to kontynuować... ale że za bardzo mnie kocha żeby ode mnie odejść... jednak zdecydowała się... i niedługo przyjedzie do mnie żeby porozmawiać... wydaje na tą wycieczkę dużą sumę... widzę że jej zależy... jednak boję się że już nigdy nie będzie jak zawszę... że mi bezgranicznie nie zaufa... cóż... ona jest całym moim światem... mimo iż wszystkie nasze plany na przyszłość legły w gruzach... nie potrafię bez niej żyć... niedługo przyjeżdża... co zrobić...? walczyć o nią i o to wszystko? czy po prostu odejść... lub pozwolić jej odejść... jeśli możecie napiszcie co zrobilibyście w jej sytuacji. z góry dziękuję