Dodaj do ulubionych

Desperacja

22.07.02, 14:47
Do pana Doktora Depko,
Jestem mężatką od 6 lat , od 3 trwa kryzys.Od pól roku nie uprawiałam z męzem
seksu. Ostatnia moja próba została ucięta słowami - daj spokój, zetrzesz mi
krem z twarzy.... Poddałam sie powiedziałam , jak będziesz miał ochote daj
znać i... i do dziś nic.
Nie wiem co robić,mąż nie chce rozmawiać. Wiem ,że ma stresującą i męczącą
prace - neurochirurg, przytył z 15 kg i dużo pali...może ma problemy ,ale jak
moge Mu pomóc lub choć Go zrozumieć skoro nawet nie chce rozmawiać na ten
temat.Już nie wiem co robić.
Pozdrawiam i prosze o pomoc.
M.

Obserwuj wątek
    • eva07 Re: Desperacja 22.07.02, 19:19
      MUSISZ porozmawiac, bo cała sytuacja się utrwali.Wiem (znam taki przypadek), że
      małzenstwo (nie stare) nie sypia ze soba latami. I nie jest lepiej. "Samo" się
      nie naprawiło. Spróbuj mu poiwedziec, że ci jest bardzo przykro, bo nie wiesz
      co jest, ze czujesz się jakbyś przestała byc kobietą i że tak nie możesz żyć.
      Może się przestraszy. Bo ta sytuacja, która znalam skończyla się wielokrotnymi
      zdradami... I niech twój misio schudnie :-) 15 kilo nadwagi to troszkę za
      duzo...
      • meg221 Re: Desperacja 23.07.02, 09:21
        Dziekuje!!!! A myślałam ,że jestem jedyna w takiej sytuacji..Gdy kolezanki
        opowiadają jak muszą czasami odganiac swoich facetów... ech.....
        Chce -uwierz mi ,ze chce i chciałam....ale jak grochem o ścianę....
        Mam różne pomysły czemu tak jest.....
        Na dokładkę mój mąż jest z gatunku tych co to wiedzą najlepiej i nigdy nie
        pzryznają sie do swoich słabości....
        Przyznam sie ,ze bliska jestem poddania się.....
        A Twoim znajomym udało sie wyjśc z tego ?
        • eva07 Re: Desperacja 25.07.02, 04:26
          Ta sytuacja o której piszę się dzieje. Własnie przy okazji desperacji się o
          niej dowiedziałam, bo moja przyjaciółka musiała komus to opowiedzieć. O ile
          wiem narazie doszło (wreszcie) do tego, że ze soba porozmawiali poważnie i bez
          wrzasków. I wreszcie on zgodził się, choc bardzo niesmiało, ze może coś jednak
          takze z nim jest nie tak,a nie że to jego zona wpadła w nimfomanię. Niestety,
          jak ci juz napisałam do przełomu doprowadziły zdrady. Bo sypia z nia czy nie,
          ale nie chce jej "oddać". Nagle czuje się zagrożony. Acha, charakterystyczna
          rzeczą było to, że na poczatku to on po prostu całkowicie lekceważył wszelkie
          stwierdzenia ze coś jest nie tak. Mówił, ze wszystko jest najzupełniej OK, a
          nawet jak nie jest, to zaraz się zmieni, za miesiąc(bo on skonczy te pracę czy
          coś) albo za dwa, jak juz zamienią mieszkanie itd, a poza tym ona chyba dostała
          jakiejś seksualnej manii.
          • eva07 PS 25.07.02, 04:35
            Skoro nie chce rozmawiać musisz zastosowac najostrzejsze srodki. Nie wiem
            jakie, ale może zgrozic, że jestes u kresu wytrzymałości i odejdziesz? Zmyslić
            faceta, który ci sie podoba? A może chciałabyś mieć jeszcze dziecko? Tak
            kombinuję jak kon pod górkę, ale po prostu nie znam waszej sytuacji. Napewno
            jednak musisz zrobić coś co nim potrząsnie. A swoja droga to ciekawe. On ci nic
            nie odpowiada? A co własciwie mówi, na cos w rodzaju: "tak lubię się kochac,
            czemu my tak dawno tego nie robilismy? Wiesz czuje się wtedy bardziej
            kobietą... A ty... nie brak ci tego? Bo mnie strasznie". A może on ma kogoś?
            Nie obrażaj sie to tylko teoretyczne pytanie. I jeszcze jedno lepiej tego nie
            mówic ani w łózku, ani w ramach tzw. poważnej rozmowy przy domowym
            stole.Najlepiej może kiedys na wakacjach, na spacerze.. Przytulic się i zapytać.
            • meg221 Re: PS 25.07.02, 08:32
              Jeszcze raz dzięki! Znam to aż za dobrze !!!!!!
              Jak zaczynam o ty mówić ...staje sie drażliwy i stara sie jak najszybciej
              opuścić pokój.....Znika za drzwiami łazienki lub balkonu skrupulatnie zamykając
              za sobą drzwi....
              Boli mnie ta obcość , która tak szybko między nami narasta.....
              No i jeszcze Jego przekonanie ,że skoro ciężko pracuje aby zdobyć kasę powinnam
              to doceniać ....i rozumieć,że sie spala....A mnie "fanaberie" w głowie....
    • nikt_inny Re: Desperacja 23.07.02, 21:12
      to on od pół roku ma ten krem na Twarzy a Ty dopiero teraz o tym piszesz..?
      • meg221 Re: Desperacja 24.07.02, 14:57
        nikt_inny napisał:

        > to on od pół roku ma ten krem na Twarzy a Ty dopiero teraz o tym piszesz..?

        Po prostu teraz wreszcie jestem zdesperowana i nie wiem co już wymyśleć.
        Ciekawe ile razy Ty byś wytrzymał/ła odepchnięcie i takie czy inne słowa.....
        • sol_ Re: Desperacja 26.07.02, 11:32
          a moze nie zaczynac rozmowy od teamtu "brakuje mi seksu" tylko powiedziec Mu,
          ze oddalacie sie od siebie, ze zyjecie obok (wiem, troche dramatyzuje, ze moze
          trzeba mu to uswiadomic?). On pewnie powie, ze pracuje przeciez rowniez dla
          Ciebie, albo, ze kocha swoja prace. Powiedz, mu, ze dom jest wazny, ze On jest
          wazny, ze WY jestescie wazni. Spytaj czy widzi ile pali, ile przytyl,, spytaj
          czy tak jest dobrze, czy on sie teraz dobrze czuje, czy nie chcialby tego
          zmienic. Im blizej bedziecie siebie tym czesciej bedziecie sie kochac, ale nic
          na sile. Wazne, zeby przelamac Jego opor przed rozmowa, Jego ucieczke w inne
          tematy lub ucieczke wprost fizyczna. "dlaczego nie chcesz, ze mna rozmawiac,
          przeciez to jest wazne dla nas obojga, jesli powiesz, ze jest Ci ciezko nie
          staniesz sie przez to w moich oczach mniej meski, mniej wartosciowy". Nie
          wiem...moze tak..?
          • meg221 Re: Desperacja 26.07.02, 17:25
            Dzieuję za rady.
            Niestety mój Mąż nie lubi przyznawać sie do jakichkolwiek niepowodzień lub ,że
            cokolwiek co jest z Nim związane jest nie tak.........
            Wiem ,że powinnam postawić sprawę "na ostrzu noża" ale boję sie...
    • seksuolog Kryzys ale duzo wiekszy 26.07.02, 12:51
      meg221 napisał(a):

      > Do pana Doktora Depko,
      > Jestem mężatką od 6 lat , od 3 trwa kryzys.Od pól roku nie uprawiałam z męzem
      > seksu. Ostatnia moja próba została ucięta słowami - daj spokój, zetrzesz mi
      > krem z twarzy.... Poddałam sie powiedziałam , jak będziesz miał ochote daj
      > znać i... i do dziś nic.

      Jak widac sprawa nie jest tylko dla Dr. Depki. Jest to powazny kryzys calego
      zwiazku. Seks jest tu tylko jednym z problemow ale nie wiemy jakie sa inne
      problemy. Kryzys ten niestety przebiega typowo: od 3 lat, od pol roku brak
      wspozycia. Jezeli tego sie nie zatrzyma to zacznie sie powazne rozwazanie
      rozwodu i po 8 latach malzenstwa zakonczy sie ono. A wlasnie 8 lat to
      najczestszy wiek rozwodzacych sie malzenstw.

      > Nie wiem co robić,mąż nie chce rozmawiać. Wiem ,że ma stresującą i męczącą
      > prace - neurochirurg, przytył z 15 kg i dużo pali...może ma problemy ,ale jak
      > moge Mu pomóc lub choć Go zrozumieć skoro nawet nie chce rozmawiać na ten
      > temat.Już nie wiem co robić.
      > Pozdrawiam i prosze o pomoc.

      Na pewno stres pracy moze miec wplyw na meza.

      Jednak poniewaz kryzys trwa juz 3 lata to sytuacja wymaga calosciowej oceny
      zwiazku i spojrzenia z obu stron. Jezeli partnerzy oboje nie potrafia tego
      zrobic miedzy soba pozostaje poradnia malzenska, psychoterapeuta, duchowny lub
      przyjaciel czyli osoba mogaca spojrzec bezstronnie na sytuacje. Meza trzeba
      sklonic do procesu naprawczego stawiajac sprawe albo to albo rozpad bo tak czy
      owak sytuacja do tego zmierza. W ogole pozostawanie w kryzysie przez 3 lata
      z nadzieja ze cos sie samo zmieni jest niezbyt rozsadne.

      • meg221 Re: Kryzys ale duzo wiekszy - prosze o odpowiedź 26.07.02, 17:30

        >
        > Jednak poniewaz kryzys trwa juz 3 lata to sytuacja wymaga calosciowej oceny
        > zwiazku i spojrzenia z obu stron. Jezeli partnerzy oboje nie potrafia tego
        > zrobic miedzy soba pozostaje poradnia malzenska, psychoterapeuta, duchowny lub
        > przyjaciel czyli osoba mogaca spojrzec bezstronnie na sytuacje. Meza trzeba
        > sklonic do procesu naprawczego stawiajac sprawe albo to albo rozpad bo tak
        czy
        > owak sytuacja do tego zmierza. W ogole pozostawanie w kryzysie przez 3 lata
        > z nadzieja ze cos sie samo zmieni jest niezbyt rozsadne.
        >
        Panie Doktorze,
        Wiem ....ale myśłałam może jak już będziemy mieć własne mieszkanie przestanie
        brać tyle dyżurów , może da sie namówić na odpoczynek, może to może tamto...
        Pewnie sie łudze,ale boje sie stawiac sprawę ostro..biorąc pod uwagę reakcje
        męza na moje próby podejmowania rozmów na ten temat.
        Prosze mi pomóc - jak namówić faceta , który jest przekonany o swoich racjach i
        świetności ,że coś jest nie tak i że potrzebna Nam pomoc.
        • eva07 Re: Kryzys ale duzo wiekszy - prosze o odpowiedź 28.07.02, 05:10
          Najgorszym problemem jest niestety fakt, ze żaden doktor (nawet najzupełniej
          samozwańczy) nie zrobi tego za ciebie. To ty musisz go skłonic do rozmowy tak
          jak umiesz.Jeśli tego w porę nie zrobisz (ale zdecydowanie) to niestety
          najprawdopodobniej bedziesz gorzko załowała. Moja przyjaciólka,o której już
          opowiadałam, jakiś rok czy dwa temu (a może jeszcze wcześniej) udała się do
          seksuologa po pomoc. On spytał: chce się pani rozwieść? A na odpowiedź, że nie
          ddał, że może podjąc się terapi tylko obojga małżonków razem. Kazał
          przyprowadzic męża. I wtedy ta dziewczyna stchórzyła. Próbowała, on ją zbywał,
          a ona dała za wygraną...
        • eva07 Re: Kryzys ale duzo wiekszy - prosze o odpowiedź 28.07.02, 05:18
          Mała poprawka. To rozpowszechnione, ale błędne przekonanie,ze najwięcej
          malżeństw rozwodzi się po 7-8 latach. Owszem tak wychodzi, jak się policzy
          ŚREDNIĄ. To znaczy jedni się rozwodza po 3 inni po 5, a jeszcze inni po 12
          latach - średnio wychodzi, że po siedmiu, ale to tylko liczba "sztuczna",
          wynikająca z obliczeń. Jeśli obejrzeć natomiast realny czas rozwodu w
          poszczególnych latach, to najcześciej rozwodza się małżeństwa z krótkim stażem:
          2-3 lata. 7 lat stanowi niejako "środek". To znaczy, ze tyle samo małżeństw
          rozwodzi się do 7 roku trwania związku, co od 7 wzwyż. POzdrawiam Ewa.
        • seksuolog Re: Kryzys ale duzo wiekszy - prosze o odpowiedź 29.07.02, 08:48
          meg221 napisała:

          > Panie Doktorze,
          > Wiem ....ale myśłałam może jak już będziemy mieć własne mieszkanie przestanie
          > brać tyle dyżurów , może da sie namówić na odpoczynek, może to może tamto...

          Wydaje sie ze mamy tutaj przede wszystkim problem psychologiczny a nie
          seksuologiczny. Bez rozwiazania problemu psychologicznego nie ma co myslec
          o seksie.

          Krotkie stwierdzenie 'wlasne mieszkanie' nasuwa od razu mysl ze mozemy miec tu
          do czynienia z typowym problemem. Ludzie gonia do upadlego za kariera,
          pieniedzmi i dobrami materialnymi pozostawiajac sprawy osobiste na drugim
          planie. Niestety zaniedbania w tym wzgledzie wyjda na powierzchnie. Partnerzy
          ktorzy nie maja dla siebie czasu, zamykaja sie w swoich wlasnych swiatach a
          wobec siebie prezentuja zmeczenie i zdenerwowanie NA PEWNO beda sie od siebie
          odsuwac, najpierw psychicznie a nastepnie i fizycznie.

          Rzecz jasna posiadanie mieszkania jest tez pewnym minimum ktore nalezy osigac.
          Jesli jednak zapomni sie ze wspolne zycie wymaga chocby minimalnej pielegnacji
          czyli poswiecenia sobie czasu w stanie zrelaksowanym to katastrofa bedzie
          wisiala w powietrzu. A tymczasem mezczyzni potrafia wiecej czasu poswiecic na
          pielegnacje auta niz zwiazku z partnerka...

          > Pewnie sie łudze,ale boje sie stawiac sprawę ostro..biorąc pod uwagę reakcje
          > męza na moje próby podejmowania rozmów na ten temat.
          > Prosze mi pomóc - jak namówić faceta , który jest przekonany o swoich racjach
          > i świetności ,że coś jest nie tak i że potrzebna Nam pomoc.

          Sprawa jest trudna bo nie znamy opinii oraz motywacji partnera. Jednak jesli
          partner nie reaguje na twoje sygnaly sprawa jest powazna. Pytanie oczywiscie
          dlaczego nie reaguje: egoizm, faktyczne pochloniecie praca, skrajny
          materialista, lekcewazy ciebie, czy cos innego?

          Konkretnie mozna by zaproponowac wyjazd na dluzszy urlop "rehabilitacyjny": 3
          tygodnie lub miesiac w bardzo spokojne miejsce bez ludzi np. puszcza/jeziora.
          Pierwszy tydzien calkowity relaks bez wracania do przeszlosci. Partner
          powinien odreagowac swoj stres pracy. Drugi tydzien odzyskanie bliskosci i
          zblizenie cielesne (niekoniecznie od razu wspolzycie). Trzeci tydzien powrot
          do normy i proba zaplanowania przyszlosci zwiazku (np. 'weekendy sa naszym
          relaksem').

          Oczywiscie partner bedzie opieral sie ze nie ma czasu na takie rzeczy bo "praca
          na to nie pozwala". Jezeli bedzie absolutnie niewzruszony to nie pozostaje nic
          innego jak oficjalne przedstawienie mu sprawy ze zwiazek zmierza do rozpadu.

          Moze miec to forme spokojnego listu naswietlajacego sprawe z twojego punktu
          widzenia, tak by uniknac napiec zwiazanych z utarczkami slownymi. Jesli i to
          nie da efektu pozostaje upublicznienie sprawy np. na forum rodziny: 'przezywamy
          gleboki kryzys'. Jesli i to nie pomoze to jest praktycznie koniec. Nie da sie
          kontynuowac zwiazku w ktorym jedna strona nie reaguje w ogole na komunikaty
          drugiej strony. A przecez jesli jest neurochirurgiem to powinna sobie zdawac
          sprawe ze chodzi tu o dzialanie mozgu czyli jesli nie reaguje to znaczy ze cos
          w nim jest zle wyregulowane, zacielo sie lub zepsulo.
    • bajerful Re: Pan seksuolog???? 29.07.02, 09:41
      Błuehehehehe
      Śmiać mi się chce z was wszystkich, a w szczególności z autorki wątku, która do
      tej miernoty co się nazwała seksuologiem pisze Panie Doktorze
      kobieto.....to jakiś szczyl 17 letni, którego analizy są jeszcze płytsze niż te
      które wydaje weterynarz mojego psa.....
      Czego ty oczekujesz meg??? Twój chirurg pewnie ma już swoje latka. Jak byliście
      młodzi pewnie ty go ciągle odganiałaś teraz się role zmieniły i tyle.
      Może powinnaś się przebrtać za siostrę przełożoną. Pewnie jako chirurga takie
      zabawy go najbardziej rajcują..hehehe

      • meg221 Re: Pan seksuolog???? 31.07.02, 18:00
        Mój Drogi !
        Obojętnie kim jest stara sie pomóc.... Niestety Ty potrafisz tylko podpuszczać
        i negować i to na niskim poziomie i używając obiegowych stereotypów...
        PS. Gdybyś przeczytał całość wiedziałbyś ile lat ma Pan Chirurg...lecz pewnie z
        Twojego punktu widzenia i tak będzie to już próchno.....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka