kobietapracujaca
15.04.04, 06:52
czesc Dziewczyny,
wlasnie maz (zwiazek trwa prawie 5 lat) popchnal mnie na drzwi tak ze klamka
wbila sie w moj posladek i wyrosl mi wielki guz.
problem malzenski: pracuje po kilkanascie godzin dziennie. on pracuje
kilkanascie godzin na tydzien. przed chwila wrocilam z pracy i poklocilismy
sie tak, ze szkoda gadac.
W naszym pozyciu malzenskim panuje dysonans (wieku: ja trzydziesci a on 40
lat, godzin spedzonych w pracy, zarobkow i chyba wspolnych celow tez). on
jest agresywny i apodyktyczny wobec mnie gdy juz wracam z pracy po 11
wieczorem. Mieszkamy u mojej rodziny, placimy jej symboliczne pieniadze
dodajac sie do rachunkow; plan byl taki ze rodzina nam pomoze i my zarobimy
na mieszkanie w Polsce i bedziemy miec dzieci. Jednak plan ma wszelkie szanse
aby sie nie powiesc, choc poczatkowo obie strony: on i ja sie na niego
umowilismy.
Moj maz nie liczy sie zupelnie z tym ze ja nastepnego ranka musze na osma byc
w pierwszej pracy a potem na 3 w drugiej. Halasuje do pozna,swieci swiatla,
mam wrazenie,ze robi mi na zlosc. Traktuje mnie protekcjonalnie, gdy prosze
go aby wylaczyl swiatlo, bo ja musze rano wstac. On gasi swiatlo wtedy gdy ma
na to ochote, jak gdyby to uwlaczalo jego meskosci aby posluchac zony. dla
mnie to znieczulica. A ja naprawde chce sie moc po prostu porzadnie wyspac i
jak najszybciej polozyc.
Problem trwa juz pare miesiecy. Prosze go od jakiegos czasu aby wyprowadzil
sie ale on twierdzi ze za malo zarabia aby cos sobie wynajac. Mieszkamy na
prowincji, rent jest tu rzeczywiscie koszmarny,wlasciciele chca security, 1st
i last deposit a do tego sprawdzaja credit history. On ma insufficient credit
history. Ja tez.
Pomijam fakt, ze nie mozemy sie dogadac w sprawach kto co powinien robic w
domu: np. ja gotuje w weekend kilka posilkow na tydzien, robie zakupy,na
ktore zarabiam, ale na codzien nie mam czasu ( a zwlaszcza SILY aby sprzatac,
jak wracam to w naszym pokoju jest balagan, a wiem, ze on przesiedzial pol
dnia. nigdy nie przyjdzie mu do glowy aby cos zrobic np. odkurzyc, albo zmyc
podloge. nie, nie jestem fanatyczka sprzatania... ale on jest ta osoba ktora
spedza 2/3 czasu w domu i tez kreuje ta sytuacje.
Chcialabym moc zostac u mojej rodziny, poza tym nie mam dokad pojsc. Tak jak
i on. Ale jak tak dalej pojdzie to sie pozabijamy. Coraz powazniej mysle o
rozwodzie.
Czy moge to zrobic tu na miejscu. Dowiadywalam sie juz tu w urzedzie i nawet
mam wszelkie papiery na ten temat. Ale sama idea rozwodu mnie przeraza.
Moja rodzina w nic sie nie wtraca,mysle, choc na pewno slysza te nasze
perturbacje, ale nie chca sie opowiadac po niczyjej stronie.
Zawsze tez jakos udawalo nam sie pogodzic do tej pory, ale ostatnio to juz
naprawde jest kiepsko, a ja mam pozadnego siniaka na tylku, dobrze,ze na
razie tylko tam.
Trudno mi sie zebrac w sobie i zlozyc wniosek o rozwod w USA. juz nie wiem
co robic..............wiem tylko ze dluzej tego nie wytrzymam.......
kobieta pracujaca