Dodaj do ulubionych

rozwiesc sie?

15.04.04, 06:52
czesc Dziewczyny,

wlasnie maz (zwiazek trwa prawie 5 lat) popchnal mnie na drzwi tak ze klamka
wbila sie w moj posladek i wyrosl mi wielki guz.

problem malzenski: pracuje po kilkanascie godzin dziennie. on pracuje
kilkanascie godzin na tydzien. przed chwila wrocilam z pracy i poklocilismy
sie tak, ze szkoda gadac.

W naszym pozyciu malzenskim panuje dysonans (wieku: ja trzydziesci a on 40
lat, godzin spedzonych w pracy, zarobkow i chyba wspolnych celow tez). on
jest agresywny i apodyktyczny wobec mnie gdy juz wracam z pracy po 11
wieczorem. Mieszkamy u mojej rodziny, placimy jej symboliczne pieniadze
dodajac sie do rachunkow; plan byl taki ze rodzina nam pomoze i my zarobimy
na mieszkanie w Polsce i bedziemy miec dzieci. Jednak plan ma wszelkie szanse
aby sie nie powiesc, choc poczatkowo obie strony: on i ja sie na niego
umowilismy.

Moj maz nie liczy sie zupelnie z tym ze ja nastepnego ranka musze na osma byc
w pierwszej pracy a potem na 3 w drugiej. Halasuje do pozna,swieci swiatla,
mam wrazenie,ze robi mi na zlosc. Traktuje mnie protekcjonalnie, gdy prosze
go aby wylaczyl swiatlo, bo ja musze rano wstac. On gasi swiatlo wtedy gdy ma
na to ochote, jak gdyby to uwlaczalo jego meskosci aby posluchac zony. dla
mnie to znieczulica. A ja naprawde chce sie moc po prostu porzadnie wyspac i
jak najszybciej polozyc.


Problem trwa juz pare miesiecy. Prosze go od jakiegos czasu aby wyprowadzil
sie ale on twierdzi ze za malo zarabia aby cos sobie wynajac. Mieszkamy na
prowincji, rent jest tu rzeczywiscie koszmarny,wlasciciele chca security, 1st
i last deposit a do tego sprawdzaja credit history. On ma insufficient credit
history. Ja tez.
Pomijam fakt, ze nie mozemy sie dogadac w sprawach kto co powinien robic w
domu: np. ja gotuje w weekend kilka posilkow na tydzien, robie zakupy,na
ktore zarabiam, ale na codzien nie mam czasu ( a zwlaszcza SILY aby sprzatac,
jak wracam to w naszym pokoju jest balagan, a wiem, ze on przesiedzial pol
dnia. nigdy nie przyjdzie mu do glowy aby cos zrobic np. odkurzyc, albo zmyc
podloge. nie, nie jestem fanatyczka sprzatania... ale on jest ta osoba ktora
spedza 2/3 czasu w domu i tez kreuje ta sytuacje.

Chcialabym moc zostac u mojej rodziny, poza tym nie mam dokad pojsc. Tak jak
i on. Ale jak tak dalej pojdzie to sie pozabijamy. Coraz powazniej mysle o
rozwodzie.
Czy moge to zrobic tu na miejscu. Dowiadywalam sie juz tu w urzedzie i nawet
mam wszelkie papiery na ten temat. Ale sama idea rozwodu mnie przeraza.

Moja rodzina w nic sie nie wtraca,mysle, choc na pewno slysza te nasze
perturbacje, ale nie chca sie opowiadac po niczyjej stronie.

Zawsze tez jakos udawalo nam sie pogodzic do tej pory, ale ostatnio to juz
naprawde jest kiepsko, a ja mam pozadnego siniaka na tylku, dobrze,ze na
razie tylko tam.

Trudno mi sie zebrac w sobie i zlozyc wniosek o rozwod w USA. juz nie wiem
co robic..............wiem tylko ze dluzej tego nie wytrzymam.......

kobieta pracujaca
Obserwuj wątek
    • mickey.mouse Re: rozwiesc sie? 15.04.04, 07:22
      Chyba powinnas zrobic to o czym myslisz. Nie boj sie, w praktyce to latwiejsze
      niz sie na poczatku wydaje.
      • cmok_wawelski Przemysleć na spokojnie? 15.04.04, 14:31
        Ten facet utracił już jakiś czas temu Twój szacunek. Czy do końca i właśnie
        traci resztki - sama wiesz najlepiej.
        Widać to po tym jak opisujesz czego nie robi. O czym nie piszesz to to co robi,
        bo przecież poza jedzeniem, sikaniem, bałaganem i spaniem w dzień (dlatego
        tłucze sie po nocy?) coś musi robić. Co? Jest w czymś dobry? W oglądaniu
        telewizji, w damskim boksie, w czym? A może nie wiesz, skoro nie ma Cię tam od
        świtu do nocy?

        Co chcę przez to powiedzieć jest b. dalekie od trzymania jego czy czyjejkolwiek
        strony.
        Chcę powiedzieć, ze rozwód to chyba nie próba oddania nieoddawalnego biletu
        lotniczego, gdzie najwyżej stracimy $450. Wydaje sie byc droższy - n.p.
        emocjonalnie - o czym wspominasz.

        Odpowiedz więc sobie na pytanie: czy jesteś gotowa pójśc na policję dać sobie
        sfotografować siniaka na pupie i wystapić o nakaz separacji, kiedy nie bedzie
        się mu wolno do Ciebie (a więc i mieszkania) zbliżyć na określona odległość.
        Co mam na mysli to czy jestes gotowa do działania bo podobnie jak w ciąży - nie
        da się być częściowo rozwiedzioną. Albo będziesz, albo nie. Najgorzej jest
        kiedy byłoby dziecko - wtedy jest to inny wymiar tragedii.
        • aniutek Re: Przemysleć na spokojnie? 15.04.04, 17:38
          moim zdaniem - w buty z takim chlopem.
          jest duza sznasa, ze przemyslenie, jakies objawienie z jegos trony przyjdzie wlasnie po rozstaniu,
          zanim rozwod jest separacja i ona czesto uswiadamia obu stronom bledy. przypomina dlaczego sa/byli
          razem, uswiadamia brak ......
          dzialaj, zyc w takim zwiazku ciezko i po co??
          pozdrawiam
          anka
        • kobietapracujaca Re: Staram sie myslec na spokojnie i nie wiem... 16.04.04, 19:20
          Bylam niemal gotowa pojsc na policje i dac sobie sfotografowac
          siniaka........ Co mnie powstrzymalo to fakt, ze restraining order zrobi z
          mojego meza osobe bezdomna. To byloby ekstremalnem rozwiazaniem wobec osoby z
          ktora planowalam zyc dlugo i szczesliwie i miec rodzine....
          To dlatego zdecydowalam sie pracowac od switu do nocy aby ten cel ( zyc dlugo i
          szczesliwie i miec dzieci) udalo sie jak najszybciej osiagnac... Mialam
          nadzieje, ze on tez bedzie gotow na takie wyrzeczenia, ale on mowi,ze ma za
          slabe zdrowie aby imac sie jakiejkolwiek pracy byle zarobic pieniadze, i z tego
          powodu pracuje wylacznie w swoim zawodzie, w ktorym ma niecaly etat......( 18 -
          20 godzin na tydzien ?) Do pewnego stopnia to zaakceptowalam, i nie jest tak,
          ze nie szanuje go za to...
          Z drugiej strony, gdybym ja byla w domu w takim wymiarze jak on jest, a on
          pracowalby w takim wymiarze w jakim ja pracuje, to ja bylabym bardziej
          wyrozumiala wobec niego gdyby juz wracal z pracy po calym dniu...Nie mowie, ze
          sypalabym mu platki roz do stop z wdziecznosci, ze sie tak poswieca, ale jestem
          pewna, ze liczylabym sie z jego potrzeba odpoczynku po morderczych obowiazkach
          calego dnia. Czasami wydaje mi sie ze moje zycie przypomina jakas karuzele,
          ktora tak sie rozpedzila, ze nie mozna jej zatrzymac. Ale, chcialam tego i wole
          taki stan rzeczy niz moja dawna ospala polska rzeczywistosc pracy i zarobkow.
          Wydawalo mi sie, ze oboje to wybralismy. Liczylam na wieksza wyrozumialosc z
          jego strony i empatie, ale nie tylko nie otrzymuje tego, a jeszcze klocimy sie
          z byle powodu......
          Kiedys bylismy dobrymi przyjaciolmi z moim mezem, teraz bardzo trudno dogrzebac
          mi sie do tego naszego dawnego porozumienia.....Kiedy mysle o tej naszej dawnej
          przyjazni to mam duze watpliwosci co do tego, czy pojsc na policje i doniesc na
          niego ze mnie maltretuje........Mialabym wyrzuty sumienia gdyby on znalazl sie
          na ulicy, bo wiem ze nie mialby dokad pojsc....
          P.S. Moj siniak z czerwono rozowego zamienia sie wlasnie w jasno fioletowo
          siny. Ma srednice 6 cm. Dobrze, ze to nie jest podbite oko, bo nie moglabym sie
          pokazac w moich obu pracach nie wzbudzajac niezdrowej sensacji i domyslow.
    • maruda78 Re: rozwiesc sie? 15.04.04, 18:36
      Wydaje mi sie, ze decyzje juz podjelas, potrzebujesz tylko wsparcia w niej.

      Najwyrazniej nie jestes z nim szczesliwa i sytuacja wcale sie nie poprawia, a
      raczej tylko eskaluje (vide siniak) - juz to ostatnie powinno dac Ci sporo do
      myslenia.
      No i nie wyglada na to, zeby on mial na tyle dobrej woli, zeby walczyc z
      problemami w waszym malzenstwie (np. terapia, rozmowa).
      Ciesz sie, ze nie macie dzieci - chyba nie chcialabys takiego ojca dla swoich
      dzieci?
      Rozwod to nic przyjemnego, ale duszenie sie w takim zwiazku to chyba tez zadna
      slodycz.
      Powodzenia!
      • kobietapracujaca Re: rozwiesc sie? 16.04.04, 19:39
        maruda78 napisała:

        > Wydaje mi sie, ze decyzje juz podjelas, potrzebujesz tylko wsparcia w niej.
        >
        > Najwyrazniej nie jestes z nim szczesliwa i sytuacja wcale sie nie poprawia, a
        > raczej tylko eskaluje (vide siniak) - juz to ostatnie powinno dac Ci sporo do
        > myslenia.
        > No i nie wyglada na to, zeby on mial na tyle dobrej woli, zeby walczyc z
        > problemami w waszym malzenstwie (np. terapia, rozmowa).
        > Ciesz sie, ze nie macie dzieci - chyba nie chcialabys takiego ojca dla swoich
        > dzieci?

        Tak, masz racje, kiedy sie klocimy to jestem w 100% pewna, ze to jest niezdrowe
        dla mnie i byloby wysoce niewskazane dla ewentualnych wspolnych dzieci....Ale
        kiedy sie nie klocimy ( ostatnio niestety niezbyt czesto, bo nawet jesli sie
        nie klocimy to jest miedzy nami chlod albo mijamy sie po prostu) to jest idylla
        i ja wtedy mysle, ze mamy jeszcze jakas szanse, ze moze bedzie lepiej...ze po
        co zmieniac partnera, jak mozna sprobowac rozwiazac problemy... No i jeszcze
        obawiam sie, ze jesli nie umiem rozwiazywac konfliktow z tym partnerem, to co
        sie stanie,ze jak przeniose taka nieumiejetnosc na nowy zwiazek? Moze jestem
        surowa wobec siebie, ale szukam winy w sobie, zastanawiam sie co moglabym
        zrobic lepiej... On natomiast nigdy nie szuka winy w sobie, za to obwinia mnie.
        Mysle ze tez moglby zastanowic sie czasem nad soba...
        Boje sie rozwodu...Boje sie rozczarowania, ze sie nie staralam bardziej by
        uratowac ten zwiazek...Z drugiej strony czuje, ze jestem na granicy
        wytrzymalosci....A z trzeciej strony to jeszcze mysle, ze czlowiek moze zniesc
        wszystko....
        W pracy uwazaja mnie za osobe ktora jest cytuje: " soft and giving". Czasem
        mysle, ze nie potrafie byc inna. W mojej rodzinie kobiety byly ze swoimi mezami
        po 40, 50 lat, mialy jednego partnera przez cale zycie i ponosily rozmaite
        wyrzeczenia, a ich zycie bylo trudniejsze niz moje w tej chwili....
        Mam duzy metlik w glowie zwiazany z tradycyjnym wyobrazeniem o tym czym
        malzenstwo jest zwlaszcza ze model realizowany przez mojego meza i mnie raczej
        dalece odbiega od takiego stereotypowego myslenia moich dziadkow.
        Pozdrawiam wszystkich ktorzy wlaczyli sie do rozmowy :-)
        kobieta pracujaca
        • aniutek Re: rozwiesc sie? 16.04.04, 19:58
          nie rezygnuj a walcz.
          walka o zwiazek moze przybrac rozne twarze. to, ze sie rozstaniesz moze okazac sie bardzo budujace,
          moze uswiadomic i Tobie i jemu bledy, dac czas na przemyslenie, trzezwe spojrzenie na siebie.
          to ,ze Ty pracujesz tak duzo nie jest dobre, ja bylam i po tej i po tamtej stronie. bylam ta pracujaca po
          nascie godzin kiedy moj m pracowal znacznie mniej a pozniej bylam studentka a on pracowal ciagle. w
          obu wypadkach byly konflikty, minely ale nie bylo latwo. w koncu sie dogadalismy ale i mniej czasu
          spedzamy w pracy a wiecej razem.
          praca na maxa zawsze rzutuje na zwiazek i moim zdaniem tylko na krotki czas mozna z tym zyc im
          dluzej tym wiecej konfliktow, czlek jest po prostu zmeczony a wypoczety nie zrozumie zmeczonego.
          po jakims czasie zauwazysz, ze blizsi Tobie sa ludzie z pracy, lepiej Cie rozumieja, wiecej masz z nimi
          wspolnego....
          Plany byly dobre ale realizacja ich moze okazac sie niszczaca.
        • maruda78 Sluchaj 16.04.04, 21:17
          Tak naprawde nikt z nas nie zna ani Twojego meza ani Waszej sytuacji - w zadnym
          malzenstwie nie jest idealnie, klotnie i nieporozumienia zdarzaja sie w nawet
          najlepszych zwiazkach.
          Ja pewne rzeczy uznawalabym w zwiazku za niewybaczalne (przemoc fizyczna, brak
          szacunku), ale oczywiscie Ty nie musisz, jesli Ci to az tak nie przeszkadza -
          to Twoj wybor i Twoje zycie, my mozemy Ci mowic 'rozwiedz sie' albo 'zostan z
          nim' , ale tak naprawde to Ty poniesiesz skutki tej decyzji i Ty bedziesz
          musiala z nia zyc wiec sie zastanow.
          Wydaje mi sie, ze za bardzo siebie obwiniasz - zabawne, ze twoj maz widzi tylko
          Twoja wine (pewnie go 'sprowokowalas' zeby Cie popchnal na ta klamke...).
          Kobiety maltretowane w zwiazkach (niekoniecznie musi to ciebie dotyczyc) nie sa
          bite czy ponizane non stop, czesto przy mezach trzymaja je nieliczne dobre
          chwile, na zasadzie, ze przeciez on potrafi sie normalnie zachowywac, wiec,
          pewnie jakos sobie na to traktowanie kobieta 'zasluzyla'...
          W kazdym badz razie zycze powodzenia, mam nadzieje, ze uda wam sie jakos
          dogadac, chociaz na poprawe sytuacji 'samej z siebie' raczej bym nie liczyla.

    • cleo14 Re: rozwiesc sie? 17.04.04, 18:34
      sama juz od jakies czasu sie zastanawiam nad odejsciem od meza. bylo nam dobrze
      do czasu. ostatnie miesiace byly dla mnnie naprawde ciezkie, w mezu nie mialam
      zadnego wsparcia. wiecznie klocimy sie o pieniadze, on po prostu nie lozy na
      dom i dziecko. uwaza ze ok $100 wydanych na jedzenie i rzeczy potrzebne do domu
      powinno wystaczyc na miesiac. cokolwiek zarobi wydaje na gre w karty (pomocy
      nie szuka a jest nalogowym hazardzista. jest jedyna osoba pracujaca w domu, ja
      wciaz czakam na pozwolenie na prace, o ktore zlozylam podanie ok 2 miesiecy
      temu. w ciagu ostatnich trzech miesiecy udalo mi sie znalezc prace w malej
      restauracji niedaleko od domu, ale mojemu mezowi nie odpowiadala moje godziny
      pracy i nie byl w stanie pilnowac malucha. tyle wyszlo z mojego zarabiania na
      dom. nie mam tu rodziny, mojej mamie nie chce nic mowic, sama jest zdolowana,
      bo nie moze nas zobaczyc, do tego jej mama zmarla w lutym, nie chce dokladac
      jej nowego ciezaru. zastanawialam sie nawet nad odejsciem ale dokad pojde? nie
      mam zielonej karty z pracy na czarno nie bede w stanie pozwolic sobie na
      mieszkanie, jedzenie rachunki i opieke do dziecka.
      na razie jestem "stay at home mom": opiekuje sie dzieckiem i calymi dniami
      latam pod domu spraztajac po moim mezu. wstaje o 7mej, ide spac po polnocy.
      paznokcie poobgryzane mam do skory (nie robilam tego od kiedy mialam 10 lat).
      dla meza to nie jest praca, w zwiazku z tym nie mam prawa decydowac na co
      wydane beda jego pieniadze. oczywiscie dzisiaj znowu sie poklocilismy. tym
      razem przepil cokolwiek mial w kieszeni, a malenstwo nie mial nic dop picia. na
      szczescie udal mi sie wyszukac jakas reszte, chociaz o to nie musze sie na
      razie martwic.
      i tak juz od kilku miesiecy. gdyby chociaz moj status byl w miare uregulowany,
      udaloby mi sei zaoszczedzic wystarczajaco pioeniedzy na bilet do polski dla
      mnie i malenstwa. nawet nie mam gdzie sie wyprowadzic, bo gdzie pojde- do jego
      matki? ona zawsze trzyma moja strrone, ale co to by byla za wyprowadzka?
      i zeby nie bylo nieporozumien- rozumiem ze jest on jedynym zarabiajacym
      pieniadzede, nie kupuje sobie ciuchow co miesaic, nawet nie co dwa miesiace,
      nie wydaje kasy na tone kosmetykow i takie duiperele. ale tez nie mam glosu ile
      bedzie wydane na zkupy. jesyny czas kiedy mlody ma nowe ciuszki to kiedy ja
      dostane troche pieniedzy od mamy (raz na pare miesiecy) lub kiedy dostanie je w
      prezenicie od ciotek i babci. i bogu dzieki to wystarcza, tylko mnnie troche
      mierzi ze nie jestem w stanie pojsc do sklepu i kupic malemu ubranko, ktore je
      bym chciala.
      sama jzu nie wiem co robic. do tego moja sprawa w INS sie przedluza, co
      dodtakowo wplywa na nas nieciekawie. na dzi9en dzisiejszy chce jedynie wrocic
      do domu. moze w polsce nie bedzie latwiej z praca ale przynajmniej psychicznie
      lepiej sie poczuje.
      co do twojej sytuacji, kobieto pracujaca, jesli nie macie dziecka, masz prace i
      wlsane pieniadze to wywal chlopa z domu, gdybym miala twoje warunki tez bym tak
      zrobila. nie chce sie wyniesc to zloz podanie o PFA (w koncu uzyl wobec ciebie
      przemocy), wtedy nie bedzie mogla z toba mieszkac. oczywiscie zrob tak jezeli
      jestes pewna ze tego chcesz. jezeli chcesz probowac naprawic wasz zwiazek,
      probuj, moze sie uda. powodzenia.
      • cmok_wawelski Życie. 17.04.04, 19:08
        cleo14 napisała:

        > sama juz od jakies czasu sie zastanawiam nad...

        Bardzo poważny list.
        Naprawdę.
        Przypomina mi jakie ludzie mają problemy. Nie znam takich sytuacji wśród swoich
        najbliższych znajomych (aczkolwiek jak się zastanowić to niektórzy mieli różne
        przygody w przeszłości) ale jak widać nie oznacza to, że nie istnieją.
        Obawiam się, że jest tego nie tak mało.
        I dlatego właśnie czasami reaguję tak jak reaguję na liściki głupich lasek
        zastanawiających się tak intensywnie pomiędzy Acurą 4x4, Mercem lub czy składać
        czy nie składać o stały pobyt bo one chcą byc wolne jak ptaszki i lato spędzać
        w rodzinnym Sopocie a zimę w Orlando bo to tak dobrze wpływa na cerę.
        A de facto problem wśród kobiet to bywa pół-niewolnictwo i siniaki a nie cera.
        O czym na razie nikt nie napisał to te sytuacje, że ona tu bez papierów i
        czegokolwiek innego trwałego, sprząta te domy i sprząta a on tam w biednej
        Polsce, bezrobotny "dogląda gospodarstwa" i dzieci a raz na tydzień (a kto wie
        ile razy częściej) "tata jest pijany".
        A tu przyszedł właśnie list z DMV żeby się zgłosić z prawem jazdy bo się "SSN
        nie zgadza".

        Czytając czasem to forum odnosi się podobne wrażenia, jak te z czytania (a co
        tam czytać - bardziej jak PRZEGLĄDAĆ) "Twój styl" i chcąc wyciągnąć na tej
        podstawie wnioski o życiu kobiet w Polsce. Czyli, że same piękne, szczęśliwe,
        bogate i z problemami n/t koloru tapicerki w BMW cabrio.
        Świat czarów.
        • aniutek Re: Życie. 17.04.04, 20:03
          kurcze blade......
          Cleo, nie wiem co radzic ale cos zrobic musisz. Moze najpierw zapytam- w jakim wieku jest dziecko?
          moze moglabys poprosic kogos o opieke nad nim i sama isc do pracy, moze jakas kolezanke, tesciowa
          wlasnie.. kogos kto bylby odpowiedzialny i moglby to zrobic dla ciebie. Gdzie mieszkasz??? w jakim
          stanie? 2 miesiace na pozwolenie na prace to jest pryszcz na to sie czeka hmmm w NY 2 lata, napisz
          wiecej, jestem naprawde pod wrazeniem Twojego problemu i chcialabym jakos pomoc, moze wspolnie
          cos wymyslimy, ludzie znaja innych ludzi, instytucje, oferty pracy ect. Dobrze, ze napisalas.

          Cmoku, nie zawsze jest rozowo, wiele ups and downs mam za soba, teraz akurta przyszedl dobry dla
          nas czas. ech co tu gadac, trzeba dziewczynie jakos pomoc.
          • staua Re: Życie. 17.04.04, 22:06
            Wspolczuje bardzo Wam obu. Kobieto, na Twoim miejscu tez bym juz go wyrzucila.
            Cleo, plakac mi sie chcialo, jak czytalam Twoj post. I wstydze sie, bo ja po
            klotniach z mezem (klocimy sie jak rowny z rownym, dzieci nie mamy, zarabiamy
            po rowno i status taki sam, a ja czasem rzeczywiscie wydaje na "duperele")
            narzekalam na innym forum, a teraz widze, ze nie powinnam. Ale nie wiem, co bym
            zrobila na Twom miejscu. Czy myslisz powaznie o powrocie z dzieckiem do Polski?
            Moze mama albo ktos moze Ci chociaz pozyczyc pieniadze na bilet???
            • kobietapracujaca CICHE DNI I TESKNOTA ZA BLISKOSCIA 18.04.04, 05:07
              Dziekuje za odzew Cmoku, Aniutku, Staua i Cleo,

              Oto jak sytuacja wyglada na dzien dzisiejszy.

              Wciaz nie wiem czy naprawde rozwod jest sposobem na nasza sytuacje.

              Klotnie mnie przerastaja, rekoczyny tez, od ostatniej klotni ( tej z
              siniakiem ) mamy w domu CICHE DNI.

              Z jednej strony dobrze, bo jest CICHO, schodzimy sobie z tez drogi omijajac sie
              szerokim lukiem, i wreszcie tez moge sie WYSPAC (!!!).

              Przed ostatnia klotnia jak wracalam z pracy ok. 23:30 to ciagle musialam blagac
              meza aby zgasic swiatlo jak najszybciej. Ja po powrocie do domu mylam sie i
              pedzilam do lozka. On sie jakos nie spieszyl. Gdy ja juz lezalam w lozku, wtedy
              dopiero ON zaczynal swoje nocne oblucje. Ja bezskutecznie probowalam zasnac.
              On myl sie pol godziny, potem czytal ksiazke przez godzine. Ja w miedzyczasie
              zasypialam.

              On po mniej wiecej godzinie wracal do pokoju. Rzucal sie gwaltownie na lozko
              jak gdyby skakal do basenu na glowke, oczywiscie budzil mnie. Bylam rozzalona.
              Zaczynalam krzyczec, plakac, klac i bylam wybita ze snu. I tak co wieczor.
              Chyba robil mi na zlosc? No bo jak to wytlumaczyc???

              Teraz dawny problem zniknal, bo maz ( nieoficjalnie i doraznie ) - ze wzgledu
              na zaistniala sytuacje wyprowadzil sie do pokoju za sciana u mojej rodziny.

              Ponadto zauwazylam, ze przegladal ogloszenia w sekcji Real Estate o wynajmie
              pokoju w okolicy, co swiadczy o tym, ze on tez ma juz dosyc i ze chce cos z
              tym zrobic. Z jednej strony mysle sobie z ulga ze moze sie jednak nie
              pozabijamy, ale kulturalnie pozegnamy, jesli nie dane nam bedzie zyc dlugo i
              szczesliwie.

              Ale tez (o zgrozo !!!) lapie sie na tym, ze chodza mi takie pomysly po glowie
              jak np. zeby przytulic sie do mojego meza i lasic sie do niego, bo mi brakuje
              jego ciepla.

              Resztka przytomnosci umyslu podpowiada, zeby sobie raczej wylac kubel zimnej
              wody na glowe, bo mi wcale nie brakuje jego ciepla, tylko ogolnie LUDZKIEGO
              CIEPLA. Samotna, czuje sie od dawna, a nie od ostatniej klotni.

              Tesknie za mezem. Czy to jest normalne???

              Maz za ktorym tesknie to maz sprzed lat, z ktorym jezdzilismy na wyprawy
              rowerowe i wycieczki w gory i do lasu i nad jezioro i chodzilismy na spacery.


              Teraz on nie ma dla mnie czasu w moje nieliczne dni wolne, choc sam tez ma
              wolne wlasnie w te same dni ( i w jeszcze pare innych ). On nie tylko nie
              garnie sie do wspolnego spedzenia czasu ale jeszcze probuje mi udowadniac, ze
              jednak jest zajety i ze nie ma czasu.

              No wiec organizuje sobie samotne spedzanie czasu. Wypozyczam komedie, i sama je
              ogladam, a on zaslania sie ksiazka, ktora musi bezwzglednie przeczytac, bo to
              jest potrzebne do jego pracy, a moje filmy uwaza za - cytuje - "glupawe".

              Szukam wiec filmow pod katem upodoban meza, zeby jemu sie chetiej je ze mna
              ogladalo. On czasem laskawie obejrzy, i owszem POSMIEJE SIE (a ja zadowolona,
              ze on sie wciagnal w film, ze taki dobry film wybralam). Po obejrzanym filmie,
              na ktorym jeszcze przed chwila wydawalo mi sie ze on sie dobrze bawil maz tak
              mnie podsumuje:

              "Ale glupi film wypozyczylas...buaha ha ha ha"

              po czym jak gdyby nigdy nic wychodzi do swojej ksiazki........ :(

              kobieta pracujaca



      • monie_pl Re: rozwiesc sie? 18.04.04, 02:19
        Cleo,

        PRzecztalam i bardzo mnie poruszyla twoja sytuacja. Myslalam nad tym co molabys
        robic majac male dziecko i nie majac go z kim zostawic. tak sobie pomyslalam,
        ze skoro mozesz zajmowac sie swoim dzieckiem to moze moglabys zajmowac sie choc
        w czesci dnia jeszcze jednym dzieckiem. Wtedy nie potrzebowalabys zostawiac
        swojego pod czyjas opieka. Nie mysle tutaj o otwieranu przedszkola! Takie prace
        sa platne w gotowce, a tez wiele mam szuka dobrych opiekunek a twoje na pewno
        sliczne dziecko byloby zywym przykladem. Poczatek moze byc trudny, bo moga
        chciec referencji, ale...

        Moze za chwile oberwe za dawanie 'glupich' rad od Cmoka, ale na razie tyle mi
        rpzychodzi do glowy, bo sytuacja ejst trudna.
      • maruda78 Re: rozwiesc sie? 18.04.04, 03:13
        Cleo, bardzo Ci wspolczuje.
        Nie bardzo wiem co Co doradzic - jesli chcesz wracac do Polski to moze lepiej
        powiedz mamie co sie dzieje, moze bedzie mogla przyslac Ci pieniadze na bilet.
        Jesli chcesz zostac w us, to chyba poprostu bedziesz musiala sie pomeczyc z
        mezem do czasu uregulowania statusu :-( - caly proces (o ile bylas na
        przesiedzianej wizie to w sumie okolo 2 lata).
        Moze sprobuj pogadac z jego pracodawca, powiedz mu jaka jest sytuacja i czy
        moze kilkaset $$$ moglby Ci miesiecznie wyplacic z jego pensji na zycie - sama
        nie wiem, moze jest jakis 'ludzki' czlowiek i sie zgodzi...

        Serdecznie pozdrawiam

        M.
      • kobietapracujaca Re: rozwiesc sie? 18.04.04, 03:20
        CLEO 14,

        Twoje dziecko i Ty zalezni jestescie obecnie od humorow i nielaski tatusia/
        meza hazardzisty. Trzeba ten trudny czas przeczekac, choc nie jest to z
        pewnoscia dla Ciebie latwe. Przed Toba mozliwosc otrzymania pozwolenia na prace
        = otwarcia sobie drogi do niezaleznosci, moze wiec warto poczekac na te okazje
        i przemyslec sobie/ zaplanowac jak wyobrazasz sobie swoje zycie jesli juz
        dostaniesz to pozwolenie i prace. Czy wiazesz z tym duze nadzieje na poprawe
        swojej sytuacji?
        Czy jestes w trakcie sponsorowania przez pracodawce, czy tez sa to jakies inne
        okolicznosci - od tych okolicznosci zalezy dlugosc oczekiwania.... Jesli masz
        w niedalekiej perspektywie pozwolenie na prace i godziwe zarobki to moze warto
        zastanowic sie nad opcja szukania opieki dla dziecka na przyszlosc, tak jak
        Aniutek wspomnial, szukac opiekunki albo u jego mamy albo gdzies indziej. A
        Ty - do pracy i do niezaleznosci.

        Piszesz,ze malzonek niezbyt skory aby zajac sie malym. A zastanawialas sie
        kiedys nad takim pomyslem, ze moze Ty moglabys oglosic sie w gazecie lokalnej
        jako opiekunka do dzieci, i w czasie gdy zajmujesz sie swoim dzieckiem,
        moglabys tez zajac sie jakims dzieckiem z sasiedztwa, albo dwojka. To
        oczywiscie tez zalezy od tego czy masz do tego warunki u siebie na taka
        dzialalnosc i czy maz to bedzie sklonny zaakceptowac. Wtedy to siedzenie w domu
        w oczekiwaniu na pozwolenie na prace nie byloby takie ograniczajace finansowo
        dla Ciebie....

        Jego mama jest po Twojej stronie,a to juz cos na poczatek, sprobuj zorientowac
        na co mozesz ewentualnie liczyc z jej strony.


        Jesli masz ochote, to napisz do mnie na priva, moze razem cos wymyslimy?

        kobieta pracujaca
        • cmok_wawelski Zaplanować co dalej? Co po odejściu? Emocje na bok 18.04.04, 04:41
          1.
          A jeślibyś dostała jutro czy za rok pozwolenie na pracę to co wtedy?
          kilkanaście milionów ludzi w U$A powinno mieć a nie mają pozwoleń i pracują.
          Bo nie mają innego wyjścia.

          2.
          Problemem nr 1 ludzi chcących w USA zarobić jest nie pozwolenie na pracę ale to
          ile i jak zarabiać ale i czy mogą się dogadać. Jaki jest Twój angielski i co
          mogłabyś robić mając pozwolenia a co bez? USA to nie Niemcy, że bez pozwolenia
          ani rusz.

          Odpowiedz przede wszystkim sobie.

          3.
          Pozwól żeby pokusa powrotu do PL i nadzieji na spokój tam tym właśnie
          pozostała: planem "b" i nadzieją, że zawsze masz jeszcze drugie wyjście, czyli
          plan "b". Nie należy owtierać spadochronu zanim jeszcze nie jestesmy poza
          samolotem.
          W PL już tego "planu b" może nie być.

          4.
          Rozmawiaj z teściową. Nie martw mamy. W tym wypadku teściowa może Ci pomóc a
          mama nie i jeszcze przysporzyć zmartwień. On zaraz zauważy to, że zbliżyłaś się
          do teściowej.
          Teściowa może mieć na niego większy wpływ niż Ty. Na pewno też lepiej go zna.
          Problemy trzeba załatwiać po kolei: n.p. najpierw hazard.
          Albo odpowiedź "dlaczego hazard"? Co mu to daje czego nie dajesz mu Ty?

          Problem w tym, żeby się nie wydało tak od razu, że się jej skarżysz.
          Ona Cię być może rozumie, bo może nawet przeżyła coś podobnego, bo wielu
          dorosłych (n.p. może Twój facet) wniosło w dojrzałe życie to co widziało w
          dzieciństwie.

          I to nie ma być wojna tylko dyplomacja. Dyplomacja jest zawsze trudniejsza alw
          wielokrotnie tańsza. Dyplomację da się planować, wojna to zawsze chaos i da się
          tylko zaplanować czy zaczynasz czy nie a to za mało.

          • aniutek Re: Zaplanować co dalej? Co po odejściu? Emocje n 18.04.04, 04:52
            Cleo- czekamy na Ciebie :)
            • chlopaczek1 rozwod czy pozostac w zwiazku 20.04.04, 17:02
              hmmm, dziwny temat, odwazna sie okazalas piszac, to juz poczatek
              proponuje samotny wieczor, piwo, kartke i olowek
              napisz sobie co chcesz w swoim zyciu, gdzie sie chcesz znalezc za pare lat, czy
              to co bylo ciebie satysfakcjonuje czy nie, czy ten z kim jestes to czlowiek z
              ktorym chcesz byc czy nie i tak dalej wszystkie za i przeciw,
              nie polecam jednak doradcow internetowych rachunek sumienia musisz niestety
              sama wykonac i sama podjac decyzje,
              na forum juz wiesz ze niektorzy tobie wspolczuja inni maja to gdzies jeszcze
              inni cos innego, wazne jest jedno,
              1. ty sie zastanawiasz
              2. ty podejmujesz decyzje
              3. ty niestety ponosisz konsekwencje twojej decyzji i tych decyzji ktore
              podjelas w zyciu
              4. wiec niestety nie mozesz uciec od odpowiedzialnosci swojej decyzji
              5. nikt nie zna twojej sytuacji lepiej od ciebie wiec porady tutaj podawane
              moga niestety nie utrafic w twoja sytuacje
              a wiec do roboty i nie placz nad soba bo im dluzej placzesz (i teraz biore
              twoja strone) tym dluzej bedziesz cierpiec, a wiec do roboty.
    • cleo14 Re: rozwiesc sie? 23.04.04, 19:48
      dzieki za wasze posty, bo juz myslalam ze to ja wariuje.
      nie jest latwo. naprawde kocham meza, dlatego tak mnie to boli. nie pobralismy
      sie dla papierow tylko dlatego ze chcielismy byc razem. chyba po prostu
      rzeczywisytosc nam dokopala. duzo roazmawiamy. po ostatniej klotni ryczalam
      przez dwa dni. on w koncy przyznal, ze mialam racje i wie ze robi zle ale nie
      potrafi przestac ito go denerwuje, zwlaszcza gdy zadaje mu pytania. oznajmilam
      mu ze oka przymykac nie bede na marnowanie pieniedzy i za kazdym razem bede
      rozliczac no co wydal kase. i jesli go to denerwuje to jego problem.
      moj maz chyba po prostu nie umie inaczej. w sumie cala jego rodzina to
      hazardzisci. babacia ciotki graja w bingo 3-5 razy w tyg, jego ojciec jezdzi do
      Atlantic City dosyc czesto no i wszytscy kupuja te cholrene zdrapki.
      ech, sama nie wiem co robic bo w su,mie go kocham ale miloscia rodziny nie
      wyzywismy. gdyby mnie bil, zdradzal to moglabym wezwac policje. ale przemocy
      nie ma, fizycznej w kazdym raziem.
      no nic zobaczymy. naprawde dzieki za wasze posty.
      • cmok_wawelski Tylko kontrolowanie nic (dobrego) chyba nie da. 23.04.04, 20:18
        www.ncpgambling.org/
        www.gamblersanonymous.org/qna.html
        • cleo14 Re: Tylko kontrolowanie nic (dobrego) chyba nie d 23.04.04, 21:32
          wiem wiem, cmoku. ale on sam musi szukac pomocy, na sile go przeciez nie
          wysle...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka