Dodaj do ulubionych

Psychoza i myśli.

26.02.12, 05:21
Czy uważacie że możliwe jest słyszeć myśli innego człowieka podczas psychozy?
Podczas stanu psychozy nie raz odpowiadałem żonie na pytania których nie zdążyła mi jeszcze zadać a ja je słyszałem tak jak by do mnie mówiła.
Miałem tak niejednokrotnie,moja żona nie wie co o tym sądzić a ja też nie rozumię tego.
Z córką też to się zdarzało i czasem w szpitalu z innymi ale rzadko.
Miał ktoś z was coś podobnego?
Obserwuj wątek
    • uwierz_w_to Re: Psychoza i myśli. 26.02.12, 05:29
      Ale najsilniejszym uczuciem odczuwalnym podczas mojej psychozy jest to że podczas spodkania załóżmy z inną osobą odrazu czuję jej stosunek do mnie.Tego jestem pewien na 100% tak miałem zawsze i bezbłędnie wyczuwałem intencję i osobę.Czasem było tak że nie zdążyłem zamienić z nią słowa i już nawet nie chciałem z nią rozmawiać,coś nieprzychylnego,nieuczciwego,fałszywego odczuwałem że ona nie ma dobrych intencji.
      A co do niektórych osób dosłownie mnie ciągneło i potrafiłem odrazu nawiązać bardzo pozytywną rozmowę.
      • uwierz_w_to Re: Psychoza i myśli. 26.02.12, 05:35
        Przy ostatnim pobycie w szpitalu miałem sen, że wchodzą dwie pielęgniarki i jedna podosi łóżko sąsiada a druga zaczyna ścielić drugie łóżko.Budzę się siadam na łóżko i patrzę wchodż dwie piguły i robią to dokładnie co mi się śniło tuż przed chwileczką.Ja jak z procy wyskakuję złoża i ide na palarnię w szoku.Ten przypadek miałem ostatnim razem.
        • uwierz_w_to Re: Psychoza i myśli. 26.02.12, 06:11
          Takie i podobne zdarzenia działy się zbyt często żeby można było to nazwać tylko chorobą,nie wiem co mam o ty mysleć,podam wam kilka przykładów które mi wpadły teraz do głowy a nad którymi kiedyś się zastanawiałem sporo ale do rzadnych wniosków nie doszedłem.
          1.Siedze przed komputerem już podczas psychozy i czytam nie pamietam już co, nagle telefon wydaje dźwięk tak jak bym smsa dostał biore go i na wyświetlaczu piszę że jestem 36 osobą w polsce,niewiem o co chodzi ale to zapamiętałem dokładnie 36 osoba w polsce.Po czym zamykam słuchawka wiadomość ale nie mam rzadnej wiadomości w odczytanych tak jak by nic nie przyszło.
          2.OIglądam telewizję a tu nagle ni z tąd ni z owąd wstawka i widze jak czarny papież jest wybierany i pamiętam jego twarz.Nagle myśl że to jakaś podpucha i ktoś podpioł sie pod moja kablówkę i to puścił.
          3.Jeszcze przed psychozą prubuje robić zdjęcia moja motorollą ale ona trzaska tylko mnie na zdjęciach i to od przodu,mam już kilka swoich zdjęć zrobionych ale nie mogę sfotografować nic innego.Zdjęcia zostaja ja prubuję ustawić aparat ale tam w ustawieniach nie ma takich opcji.Już po jakimś czasie w szpitalu kiedy juz jestem i dochodzę do siebie ide do gościa żby mi telefon ustawił,sprawdzami i dupa też nie wie co jest grane bo nie ma takich ustawień,prubuję robić zdjęcie i wszystko jest OK.Pierwsza myśl taka że Bóg zrobił mi tego psikusa i robiąc zdjęcia pokazuje mi najpierw żebym na siebie popatrzył jak żyję.Nie wiem co sądzić.
          4.Oglądam program w telewizji na zywo właśnie o tym o czym wcześniej myslałem tak jak by mi ktos mysli przetwożył,prezydent sie wypowiada akurat to był Kwaśniewski przed repotrerami a za chwilę program,jakis dokument w którym prowadzą ludzi do obozów i pokazane sa tylko buty i droga,ale patrze na buty a tu adidasy iwszystkie rodzaje butów jakie ludzie noszą wedruja i pokazane są nogi.Pierwsza myśl że to sa jakieś jaja ktoś moje obrazy z muzgu przetwarza na obraz cyfrowy.

          Takich przypadków było mnustwo i nie da rady wszystkiego spamietac i opisać.Nie podciagam tego wszystkiego pod chorobe bo wiadomo że podczas psychozy człowiek mysli i nie jest wariatem.Mam swoje zdanie na ten temat ale nie przedstawiam go narazie.
          Może wy też opiszcie przypadki które was spodkały.Wiem że tez pewnie macie tego mnustwo ale cosik opiszcie.
          • uwierz_w_to Re: Psychoza i myśli. 26.02.12, 06:24
            A i jeszcze z psem ciekawe przezycia miałem z popszednim,czego nie da sie opisać,podczas psychozy dosłownie nim sterowałem jak samochodzikiem zdalniesterowanym bez komed co było wręcz niemożliwe bo ten pies na komedy nawet nieragował.Ale zauważyłem jedna rzecz która wystepowała u niego kiedy tak jakoś myslami mu mówiłem co ma robić szedł jakw jakimś amoku i jedna rzecz przykuła moja uwagę aż sie wystraszyłem bo z nosa mu leciała ta psia maź czy cos co nawilża nos i to mu leciało ale nie strumieniem:) ale delikatnie wyciekało z obu dziurek.
            Takich podobnych przypadków jest mnustwo,nie mozna tego podpiąć wszystkiego pod chorobę, bo te rzeczy miały miejsce sa osoby trzecie świadkami i ni cholery nie mam o tym zdania.
            Czy my podczas psychozy i kiedy nasz umysł inaczej pracuje nie mamy czasem jakichs zdolności?
            Myslę że te przypadki nie tylko mi sa znane ale tez lekarzom i napewno ktoś też się tym interesował i napewno tez jakieś badania trwaja, gdzies tajne.Bo jest zbyt wiele pytań na temat psychozy i tego co człowiek podczas tej psychozy czasem robi.
            Znane sa przypadki i wiele takich jak np: kobieta wyrzucająca samochód w powietrze praktycznie jedna reką bo jej dziecko wpada pod niego, i wiele wiele innych niewyjaśnionych i nie wytłumaczonych a stan psychozy to porostu kumulacja tych wszystkich zdolności czy jak to tam nazwać.
            • uwierz_w_to Re: Psychoza i myśli. 26.02.12, 06:26
              Albo wracając do tego "jesteś 36 w Polsce" o co chodzi z ta wiadomościa sieciową mam to przed oczami do dziś i nic z tego nie rozumiem i nie mam pojęcia co o tym mysleć?
              • uwierz_w_to Re: Psychoza i myśli. 26.02.12, 06:35
                Jeszcze jedna ważna rzecz,jade podczas psychozy samochodem do szpitala i jak to wszystko pojąć i wytłumaczyć? Człowiek zdrowy prowadzący samochód skupia sie na drodze,a ja podczas psychozy na wszystkim,jadę patrze na droge w ułamku sekundy przykuwa moją uwage na sekunde mucha siadająca na bocznym lusterku,jade dalej kobieta stojąca i patrzaca na mnie,jade dalej i zamiast na drodzę się skupiać to ja wszystko dookoła widze łącznie z drogą i nawet miny ludzi przykuwaja moja uwage ruch głowy kobiety stojącej,ptak lecący.Chyba znacie to uczucie bo tez macie psychozy ale nie jestem w stanie i nikt zdrowy mieć tak ogromnej podzielności uwagi dosłownie na wszystko dookoła, dziesiatki sytuacji przeanalizowanych w ciągu jednej minuty w otocznieniu które mijamy jadąc samochodem,tak podzielona uwaga że wiesz co sie dzieje na jezdni panujesz kontoluje a oprucz tego dziesiatki sytuacji wokoło samochodu i ulicy.
                • uwierz_w_to Re: Psychoza i myśli. 26.02.12, 06:40
                  Dla zobrazowania sytuacji to np: jadac samochodem i w jednej sekundzie patrząc na kobiete stojacą obok masz dziesiątki mysli analizujących jej zachowanie.A czemu ona tu stoi?,a dlaczego ona patrzy przed siebie?,a co ona ma w recę? itd... kilkadziesiąt sytuacji analizowanych przez umysł w ciagu sekund na punkcie tej kobiety a sekunde puźniej już analizowana mucha na lusterku lub kilkadziesiąt innych sytuacji które dzieja sie w około ciebie.Umysł nasz wtedy porostu przetwarza dane jak najlepszy komputer świata.
                  • uwierz_w_to Re: Psychoza i myśli. 26.02.12, 06:55
                    A na koniec najlepsze! Ditta chyba wie bo jej zdaje sie mówiłem przez telefon.
                    Ktoś podał mnie że jeżdżę samochodem a mam schizofrenię i przyszlo pismo że mam sie zgłósić dl wojewudzkiego ośrodka medycyna na badania czy mogę jeździć.Lekarz był tak nastawiony że nie da mi prawka a ja robilem psychotesty ,testy i to jeszcze na zawodowego kierowce bo gnoj mnie na takie wysłał i robiłem je podczas PSYCHOZY !!! i zdałem bezproblemowo a dwa dni później juz byłem u tej samej psycholog w szpitalu która mi dwa dni wczesniej testy robiła:) i kto kur...a twierdzi że schizofrenik nie ma prawa jeździć?,podczas psychozy ja mam tak zwiekszoną podzielność uwagi na wszystko że to sie w głowie nie mieści i mniejsze prawdopodobieństwo wypadku niż jak jestem zdrowy więc o co chodzi?
                    • uwierz_w_to Re: Psychoza i myśli. 26.02.12, 07:01
                      Może naukowcy mogli by zacząć badać to zjawisko fenomenu a nie schizofrenikom zabierać prawko tylko dlatego że choruja na schizofrenię,może nie każdy ma tak jak ja a może i ma wiekszość.Ale niestety ten świat jest tak porypany jak ludzie którzy nim rządzą.
                      A tak sam od siebie to gdyby mi zabrali prawko i tak bym jeździł samochodem więc chyba lepiej jak jeżdżę legalnie tymbardziej że kupe lat choruje i nigdy wypadku nie miałem z mojej winy.
                      • uwierz_w_to Re: Psychoza i myśli. 26.02.12, 07:14
                        Przypomniał mi sie jeszcze jeden przypadek będąć w szpitalu, lerzał ze mną facet który był wojskowym ale nie wiem czy w czynnej czy juz nie nie pamietam bo to było pare lat temu.Twierdził że nie spał 15 lat.Oczywiście nie wierzyłem mu w to w tedy ale jakoś tak rok czy dwa lata później ja osobiście nie spałem 3 tygodnie zanim nie zdecydowałem sie jechac do szpitala i podleczyć.Oczywiście nie spałem 3 tygodnie podczas psychozy i sie bardzo dobrze czułem,nie czułem wsumie zmecznia ani jakichs zwid nie miałem,kiedys też wam o tym pisałem.Teraz mu wierze chociaż nie wiem czy nie kłamał ale dla mnie jest to mozliwe.Wsumie też dziwna sprawa bo człowiek zdrowy po 3 dobach ze zmeczenia ma już halucynację a w psychozie nic a nic.
                        • uwierz_w_to Re: Psychoza i myśli. 26.02.12, 07:18
                          Wróg nigdy nie śpi !!! typowo schizofreniczne powiedzenie:) czy to tylko powiedzenie czy coś w tym jest?
                          • uwierz_w_to Re: Psychoza i myśli. 26.02.12, 07:33
                            Zdaje sobię sprawę z tego co teraz piszę,kiedyś pisałem montemu że uważam że psychoza to nie jest choroba.Teraz jestem przekonany że tak jest że to nie choroba ,chociaż trudno to powiedzieć lądując w szpitalu i widząc ludzi w psychozie.
                            Ja osobiście przy początkach choroby tez podobnie wygladałem ale obecnie jestem świadomy tego co mówię całkowicie panuje nad psychozą,moge poweiedzieć spokojnie że jestem w pełni świadomy i racjonalnie mysle podczas psychozy,człowiek zdrowy nawet sie nie kapnie że mam psychozę ale też niedorówna mi w przypadku wiekszości tematów na którę bedziemy rozmwiali.To moim zdaniem tak jak bym był o jeden szczebel drabiny w ewolucji wyżej.
                            Śmieszne wam sie pewnie wydaje co teraz mówię ale weście pod uwage to że jestem teraz dzrowy i nie mam psychozy i to że człowiek zdrowy uwarza że to choroba ten który choruje a ja odwrotnie.Może i sie ze mną nie zgadzacie ale ja mam już z 15 psychoz za sobą więc coś niecoś moge powiedzieć o mojej psychozie.Jestem też tego zdania że nie każdy człowiek jest wstanie przezywciężyc i zrozumieć i mysleć podczas psychozy wiem to doskonale ale uważam i wiem że są takie jednostki jak ja które też doskonale rozumieją i panuja nad psychozą.
                            • ditta12 Re: Psychoza i myśli. 26.02.12, 11:50
                              Tak bardzo ciekawe jest to co piszesz że postanowiłam coś dodać na ten temat.Byłam na komisji w Zus i dostałam myśl że będę badana w pokoju 15.Rozglądam się gdzie jest ten pokój i nagle myśl-po co ja się rozglądam,przecież jeszcze nic nie wiadomo.Wychodzi pielęgniarka,przydziela ludzi do pokojów,daje mi papiery i mówi-pokój 15.
                              De ja vu.
                              Wiele miałam takich przewidywań.Wcześniej niż się wydarzyło,ja o czymś wiedziałam.Już przywykłam.My WARIACI a inni JASNOWIDZE :D
                              • monte_we_mgle Re: Psychoza i myśli. 26.02.12, 12:44
                                Podzielność uwagi tak, jak najbardziej i takie jakieś wyostrzenie zmysłów. Ja na przykład idąc ulicą słyszałem bardzo wyraźnie rozmowy innych. Normalnie tego nie mam, owszem słyszę, że ludzie o czymś sobie gadają, ale nie słyszę o czym, taki szum tylko. W psychozie słyszałem wyraźnie i strasznie mnie to męczyło, robiłem zakupy w nocy na stacji benzynowej, bo w sklepie bardzo mi to przeszkadzało.
                                • ditta12 Re: Psychoza i myśli. 26.02.12, 13:33
                                  Ja miałam wrażenie ze słyszę myśli mężczyzny który za mną szedł.Tylko ja i on szliśmy chodnikiem.Przeklinał na jakąś babę.Może ktoś w bloku przeklinał ale słowa dochodziły od jego osoby.Nie wiem jak się dźwięki rozchodzą.Rykoszet?
                                  • uwierz_w_to Re: Psychoza i myśli. 26.02.12, 14:28
                                    ditta12 napisała:

                                    > Ja miałam wrażenie ze słyszę myśli mężczyzny który za mną szedł.Tylko ja i on s
                                    > zliśmy chodnikiem.Przeklinał na jakąś babę.Może ktoś w bloku przeklinał ale sło
                                    > wa dochodziły od jego osoby.Nie wiem jak się dźwięki rozchodzą.Rykoszet?

                                    Tak jak piszesz to chyba faktycznie myśli,bo ja mam tak samo często z zona i dzieckiem podczas psychozy ona nie zdarzyła jeszcze nic powiedzieć a ja już słyszałem co myslała i jej odpowiadałem ale nim zdążyła coś powiedzieć,ja ja słyszałem tak jak by do mnie mówiła ale ona jeszcze nic nie powiedziała a już jej odpowiedziałem.
                                    Ona do tej pory nie rozumie tego skąd i jak mogłem wiedzieć co ona chce powiedzieć, ja zresztą też nie.
                                    • uwierz_w_to Re: Psychoza i myśli. 26.02.12, 14:30
                                      I właśnie pytanie, dlaczego i czy to mysl może być tak słyszalna jak by ktoś do ciebie mówił? bo dosłownie słyszałem jak mówi kiedy nic nie powiedziała.Ale jej już odpowiadałem.
                                • uwierz_w_to Re: Psychoza i myśli. 26.02.12, 14:24
                                  monte_we_mgle napisał:

                                  > Podzielność uwagi tak, jak najbardziej i takie jakieś wyostrzenie zmysłów. Ja n
                                  > a przykład idąc ulicą słyszałem bardzo wyraźnie rozmowy innych. Normalnie tego
                                  > nie mam, owszem słyszę, że ludzie o czymś sobie gadają, ale nie słyszę o czym,
                                  > taki szum tylko. W psychozie słyszałem wyraźnie i strasznie mnie to męczyło, ro
                                  > biłem zakupy w nocy na stacji benzynowej, bo w sklepie bardzo mi to przeszkadza
                                  > ło.

                                  Dokładnie monte, mnie nie męczyła ta podzielność uwagi ale tak jak piszesz dosłownie wszystko słysz widzisz co sie dzieje wokoło ciebie w jednym momęcie,a zaobserwowałem jeszcze że czasem przewidujesz co nastąpi po paru sekundach ale to tak instynktownie.
                                  Ostatnim razem w szpitalu patrzę sobie w okno i ni z tego i owego nagle patrzę w jeden punkt jakoś instynktownie a tam wyłania sie dwoje ludzi.
                                  Nie wiem jak to wyjaśnić ale takie instynktowne zachowania po których coś nastepowało dosyć często miałem.
                                  Zmęczenie twoje podczas psychozy w zwykły dzień rozumiem, też miałem często dosyć w dość zatłoczonym miejscu czy w mieście kiedy umysł penetrował i analizował całe otoczenie to już po jakimś czasie potrzebne było wyciszenie.
                                  • uwierz_w_to Re: Psychoza i myśli. 26.02.12, 14:52

                                    Jak mnie zaskoczył schizofrenik

                                    Styczeń 25, 2012


                                    Nie umiem rozmawiać z osobami chorymi na schizofrenię.

                                    Żeby było gorzej, wydawało mi się, że umiem.

                                    Bo Kępiński czytany pasjami przed snem przez lata, bo wizyty w szpitalu psychiatrycznym do kogoś z rodziny, kto miał szczęście (to nie sarkazm) dzielić salę ze schizofreniczką, bo przyjaźń kogoś bliskiego ze schizofrenikiem, bo “Piękny umysł”, bo Van Gogh, bo, naturalnie Philip K.Dick.

                                    Bo Edmund Monsiel i Kubin. Geniusze, artyści, chorzy. Nie pisze się o ich chorobie, pisze o geniuszu, a tymczasem choroba może się manifestować wbardzo zaskakujący sposob, który przerasta najsmielsze oczekiwania. I robi to znienacka.

                                    Czym innym jest też spotkanie schizofrenika, który jest w fazie wypierania się własnej choroby, żyje sobie zwykłym życiem i choroba, nieleczona, z niego dysketnie wyłazi, na tyle dyskretnie, że taka ja, nafaszerowana casusami i teoriami, staję się zupełnie bezbronna- w sensie intelektualnym.

                                    Pojawiła się ona.

                                    Z tożsamością zaprezentowaną mi na wejściu jako jedna jedyna (czyli zupełnie przeciętny człowiek z ulicy, choć o niezwykłych oczach, co w sumie mogło być dla mnie sygnałem- wszyscy schizofrenicy, jakich znałam, mieli niezwykłe spojrzenia, osob więcej wiedzących, więcje i inaczej czujących- cóż, znowu cytuję Kępińskiego, on jest w moich kościach już). Opisała zagrozenie, jakie na nią chyha, więc się wzięłam za zwalczanie zagrożenia z racji wykonywanego przez się zawodu, choć niestety było ono opisane tak abstrakcyjnie, ze musiałam ją poprosić o uściślenie sprawy.

                                    Uściślenie sprawy nabrało nieoczekiwanego obrotu- bo w sprawy ziemskie, jak się okazało, zaingerowały sprawy cokolwiek nie z tego łez padołu. Bóg sam nie, ale diabeł już tak. Diabeł w porozumieniu ze służbami tajnymi wielu krajów, którzy wspólnie co noc prześwietlali czaszkę klientki, aby w zakamarkach jej umysłu wyłapywać ukryte myśli, spychane do podświadomości.

                                    Jako nielekarz, nie byłam przygotowana na takie dictum

                                    Moja przyjaciółka była lekarzem. Kiedy robiła praktyki na oddziale psychiatrycznym, jedna z chorych klientek, gdy już zdobyła jej zaufanie, opowiedziała o międzynarodowym spisku osob jedzących jogurty truskawkowe. Że się razem trzymają i szykują zagładę. Przyjaciółka skamieniała, bo właśnie miała wyjąć z torebki jogurt truskawkowy na drugie śniadanie- co cofnęłoby całą relację o lata świetlne, albo ją zakończyło.

                                    Przyjaciel mojej Mamy, gdy zbliżały się schizofreniczne zawirowania, pojawił się u nas w domu, by przedstawić nowy sposob numerowania stron, uznawszy stare a poczciwe 1,2,3…itd za przeżytek ( w sumie miał trochę racji- na Kindle`u zamiast numeracji pojawia się informacja, ile procent publikacji mam już za sobą, co mnie bardzo denerwuje, bo zawsze byłam kiepska z procentów). Jego pomysł zawierał dodawanie i odejmowanie i, jesli mnie pamięć nie myli, jedną niewiadomą.

                                    W szpitalu u osoby bliskiej zawsze witał mnie pacjent, który we własnym świecie był pułkownikiem. Witał mnie po żołniersku, pielęgniarki obserwowały to z niejakim rozbawieniem (miałam 14 lat), a potem prowadził, zamaszyście maszerując, do osoby bliskiej. Ponadto, w jej sali przebywała kobieta w wieku postbalzakowskim, która znajdowała się pomiędzy dwoma kluczowymi siłami- Jezusem Chrystusem a Diabłem. Gdy pochłaniał ją Diabeł, utykała na jedną nogę, bo w kolanie znalazł sobie złośliwe schronienie, a kiedy Bóg- rozpuszczała włosy.

                                    W Waszyngtonie, gdy pojechałam z pewną organizacją karmić bezdomnych obok Białego Domu, wielu z nich było chorych na schizofrenię. Jeden z nich miał zaklejone plastrem uszy, na oczach gogle, na głowie czapkę z anteną. Do wszystko miało chronić go przez infliltrującą jego głowę CIA, ale antena miała jednocześnie przechwytywać wrogie impulsy.

                                    Steve Lopez, genialny publicysta z Los Angeles Times (jest na Facebooku!), napisał cudowną książkę “Solista”o Nathanielu, czarnym muzyku ze schizofrenią, którego wyrzucono z renomowanej Julliard School i który znalazł się na ulicy- co go uszczęśliwiło, bo uznał, że hałas miejski wspaniale współgra z muzyką Beetovena i w żadnym razie nie chciał zmienić otoczenia, bo się z nim zlał w jedno.

                                    I wtedy przyszła ona.

                                    Jakże inna jest literatura od życia.

                                    Nie jestem już dzieckiem, nie poruszam się w przestrzeni literackiej, nie jestem też niezaangażowanym widzem, tylko osobą, do któej zwrócono się o pomoc.

                                    Której nie mogłam dać, bo urojenia tej osoby mieszały się z rzeczywistością tak zgrabnie, że nie mogłam ich odróżnić. Wiedziałam tylko, ze najprawdopodobniej nie bierze leków, ale ze ma swojego pracownika socjalnego, który ją wspiera w każdy możliwy sposob. Ale nie moze jej zmusić, by brała lekarstwa, które ujarzmiałyby jej halucynacje (bo te z czasem stają się coraz bardziej przerażające).

                                    Tyle tylko, że stałam się nagle dla niej ostatnią deską ratunku.

                                    Którą nie byłam, bo miałam pomóć walczyć z urojeniami. I prowadzić rozmowy o bardzo wysokim stopniu abstrakcji, co mi przychodziło z trudem.

                                    Bez lekarstw. Na ziemi, zza biurka, wykonywać telefony, pisać maile i z urojeniami rozmawiać i przekonywać je, żeby się uspokoiły (urojenia były rasistowsko nastawione do mojej klientki).

                                    Nie powiem, co się dalej działo i jak się sprawy toczą. Ten wpis jest jedynie swoistym przypomnieniem, że uczymy się całe życie, a i tak nic nie wiemy.

                                    Ale jeśli jesteście urażeni tym pedagogicznym zakończeniem, to powiem inaczej: wiem, wiem coraz intensywniej, ze nic nie wiem.

                                    (A pani z jej urojeniami jest pod dobrą profesjonalną opieką, a ja się uczyłam jej świata, ale bardzo ostrożnie- jako że z lekami jest na bakier, musiałam uważac, żeby nie stać się dla niej kimś zbyt bliskim, bo wtedy nasze światy mogłyby się zazębić, jak w “Soliście”- paradoksalnie mogłoby to wyrządzić jej większą krzywdę niż mnie, jeśli omija medykamenty szerokim łukiem)
                                    • uwierz_w_to Re: Psychoza i myśli. 26.02.12, 15:00
                                      Filmowa uroda schizofrenii
                                      Dekada Literacka 2002, nr 3-4 (185-186)



                                      Piękny umysł (Beautiful Mind) Reżyseria: Ron Howard, Scenariusz: Akiva Goldsman ma podstawie książki Sylvii Nasar, Obsada: Russell Crowe (John Nash), Ed Harris (Parcher), Jenniffer Connely (Alicia Nash).


                                      Medyczny termin „schizofrenia” oznacza po grecku dosłownie „rozszczepiony umysł”, inaczej – pęknięty na dwoje, pozbawiony naturalnej spójności i harmonii. Dla postronnych obserwatorów schizofrenia manifestuje się u dotkniętego nią człowieka dziwacznymi i niezrozumiałymi zmianami w zachowaniu, które rozmijają się z wymogami rzeczywistości i oczekiwaniami otoczenia. Stopniowa dezintegracja ludzkiego umysłu przejawia się, najogólniej mówiąc, rozkojarzeniem myślenia, ambiwalencją w przeżywaniu świata i siebie, wyobcowaniem, kryzysami tożsamości, wielkimi napięciami uczuciowymi, potem zaś zobojętnieniem, apatią, bezczynnością, wycofaniem z aktywnego współżycia i współdziałania z otoczeniem w wewnętrzny świat przeżyć chorobowych. Przyczyny schizofrenii nie są znane, występuje u około jednego procenta populacji, atakuje ludzi młodych – zaczyna się najczęściej w drugiej lub trzeciej dekadzie życia, przebiega w postaci nawrotów oddzielonych okresami poprawy samopoczucia, jest nieuleczalna, dezintegracja umysłu postępuje w różnym tempie i osiąga różne nasilenie.

                                      Znakomity krakowski psychiatra, Antoni Kępiński, nazywał schizofrenię chorobą królewską, a to z tego powodu, że dotyka nieraz umysły wybitne i subtelne, oraz że ma wielkie bogactwo objawów, „pozwalających ujrzeć w katastroficznych rozmiarach wszelkie cechy ludzkiej natury”. Opis objawów tej choroby jest niezmiernie trudny i stanowi zawsze „najwyższy i najbardziej ryzykowny sprawdzian wnikliwości psychiatrycznej” (Schizofrenia 1974, s. 3).

                                      Schizofrenia jest chorobą straszną – zagnieżdża się w mózgu i sprawia, że dotknięty nią człowiek przestaje postrzegać rzeczywistość w realnych wymiarach. Jego umysł zaczyna przekształcać istniejący wokół świat według sobie tylko wiadomych reguł: wyznacza nowe zależności między ludźmi, tworzy zupełnie odmienne motywacje dla działań własnych i cudzych, wreszcie – produkuje urojenia słuchowe i wizualne, zwane omamami lub halucynacjami. Ten nowy świat, stworzony w umyśle człowieka i rzutowany na rzeczywistość, jest dla niego samego w pełni wiarygodny, ponieważ schizofrenik naprawdę „widzi”, „słyszy”, „czuje” i „rozumie”. Wszystko, czego doświadcza, układa mu się w logiczną całość, jego zmysły potwierdzają istnienie omamów, a umysł gwarantuje prawdziwość halucynacyjnej wizji świata.

                                      Ponura spektakularność schizofrenii sprawiła, że ta straszna choroba znalazła się w kręgu zainteresowań kina. Zrazu schizofrenicy pojawiali się w thrillerach, którym patronował dobry doktor Jekyll – z noweli Roberta Louisa Stevensona Dziwna historia dra Jekylla i pana Hyde’a – przeżywający rozdwojenie jaźni w wyniku zażycia tajemniczego eliksiru, wyzwalającego z jego psychiki złego pana Hyde’a: Janusowe oblicze (1920) Murnaua, Dr Jekyll i Mr Hyde (1932) Mamouliana i Fleminga (1941), Testament dr Cordeliera (1959) Renoira, Mary Reilly (1996) Frearsa. Od lat sześćdziesiątych schizofrenicy uzyskali w filmach specjalny status bohaterów zagrażających porządkowi świata i życiu innych ludzi, ich choroba wywoływała tylko przerażenie. Zapewne najsławniejszego schizofrenika-mordercę w dziejach kina stworzył Alfred Hitchcock w Psychozie (1960), ale ten typ bohatera fascynował także wielu innych twórców (Podglądacz (1960) Powella, Co się zdarzyło Baby Jane? (1963) Aldricha, Kolekcjoner (1965) Wylera, Wstręt (1965) Polańskiego, Siostry (1972) i Strój mordercy (1980) De Palmy, Lśnienie (1980) Kubricka).

                                      Rychło jednak okazało się, że pokazywanie filmowych schizofreników tylko jako groźnych wariatów beznadziejnie banalizuje „królewską chorobę” i wpisuje chorych w paskudny stereotyp. Zaczęły się więc pojawiać filmy opowiadające po prostu o samej chorobie i o tym, jak zmienia ona życie dotkniętego nią człowieka oraz jak wpływa na jego stosunki z innymi ludźmi: David i Liza (1962) Perry’ego, Czerwona pustynia (1964) Antonioniego, Dotknięci (1988) Saniewskiego, Fisher King (1991) Gilliama, Mr Jones (1994) Figgisa. Pokazywano schizofrenię w szerokim wyborze jej objawów, nie tylko tych groźnych dla innych ludzi, ale przede wszystkim tragicznie destrukcyjnych dla samego chorego i jego najbliższych. Szukano sposobu, by przedstawić chorobę jako przejmujące doświadczenie egzystencjalne, jako tragedię rodzinną, czy wreszcie zjawisko na poły społeczne. Starano się wzbudzić w odbiorcach współczucie dla chorego i zrozumienie dla jego cierpienia.

                                      Z takich właśnie założeń wyrasta film Rona Howarda Piękny umysł (2001), opowiadający autentyczną historię prawdziwie „królewskiego” schizofrenika – profesora Johna Forbesa Nasha Jr., wybitnego matematyka amerykańskiego, laureata Nagrody Nobla. Piękny umysł przynależy do tzw. filmów biograficznych, przedstawia życie głównego bohatera w okresie pięćdziesięciu lat, od chwili gdy młody Nash w 1947 roku przybywa na Uniwersytet Princeton na podyplomowe studia matematyczne aż do otrzymania przez niego Nagrody Nobla w 1994 roku. Opowieść układa się dość stereotypowo: towarzyskie kłopoty nieobytego, ale bardzo ambitnego prowincjusza na ekskluzywnym uniwersytecie, zaciekła i zrazu bezowocna praca naukowa, nieudane romanse, stworzenie genialnej pracy na temat teorii gier, która podważa dotychczasowe koncepcje matematyków w tym zakresie, wykłady w prestiżowym Massachusetts Institute of Technology, udane małżeństwo z piękną studentką Alicią, tajna współpraca z wywiadem wojskowym nad wykryciem spisku komunistycznego w USA...

                                      Kariera Johna Nasha idealnie przystaje do reguł hollywoodzkiego filmu biograficznego: ambitny prowincjusz podbija wielki świat, ktoś nieznany odnosi spektakularny sukces i staje się sławny, upór i ciężka praca zostają nagrodzone majątkiem, miłością kobiety, ludzkim szacunkiem. Nash jest co prawda nieco dziwny, ale jego nietypowe zachowanie można tłumaczyć najpierw nieobyciem towarzyskim, a potem arogancją geniusza matematycznego, który nie chce dostosować się do pętających go norm współżycia społecznego. Awantury, które prowokuje, wydają się zabawne, pasują przy tym do wyobrażeń o zachowaniu ekscentrycznych naukowców, zajętych bardziej swoją pracą niż przestrzeganiem kodeksu towarzyskiego. Nash ma dużo wdzięku i ciepłego uroku, jego życiowe gafy usprawiedliwia „piękny umysł” matematycznego geniusza. Sposób, w jaki tropi w tajnej bazie wojskowej kody komunikacyjne komunistycznych spiskowców, wpatrując się w wielkie tablice pełne długich cyfr, a jego umysł pracuje lepiej niż najwspanialszy komputer, jest doprawdy imponujący.

                                      Praca profesora Nasha dla wywiadu wojskowego zaczyna być niebezpieczna, interesują się nim już nie tylko służby specjalne, ale także złowrodzy spiskowcy komunistyczni, którzy chcą pogrążyć Stany Zjednoczone w nowej wojnie. Organizują zamachy na jego życie. Po jednym z wykładów atakują go na terenie uniwersytetu, ścigają, łapią, wiążą...

                                      Reżyser Pięknego umysłu, Ron Howard, przygotował dla swych widzów zaskakującą niespodziankę. Dotąd w tradycji filmów o schizofrenikach było tak, że widzowie kinowi znajdowali się zawsze na zewnątrz halucynacyjnego świata stworzonego w umysłach chorych. Natomiast w połowie filmu Howarda my, widzowie, orientujemy się ze zdumieniem, że historia profesora Nasha opowiadana była dotąd z punktu widzenia bohatera, że zostaliśmy wprowadzeni do środka świata, który wykreował jego chory umysł, że wraz z Nashem braliśmy jego „myśli za osoby i rzeczy”, co według angielskiego poety, Samuela Coleridge’a, jest najkrótszą definicją szaleństwa. Niezwykłość filmowego przedstawienia polega na tym, że właściwie aż do momentu
                                      • uwierz_w_to Re: Psychoza i myśli. 26.02.12, 15:02
                                        Reżyser Pięknego umysłu, Ron Howard, przygotował dla swych widzów zaskakującą niespodziankę. Dotąd w tradycji filmów o schizofrenikach było tak, że widzowie kinowi znajdowali się zawsze na zewnątrz halucynacyjnego świata stworzonego w umysłach chorych. Natomiast w połowie filmu Howarda my, widzowie, orientujemy się ze zdumieniem, że historia profesora Nasha opowiadana była dotąd z punktu widzenia bohatera, że zostaliśmy wprowadzeni do środka świata, który wykreował jego chory umysł, że wraz z Nashem braliśmy jego „myśli za osoby i rzeczy”, co według angielskiego poety, Samuela Coleridge’a, jest najkrótszą definicją szaleństwa. Niezwykłość filmowego przedstawienia polega na tym, że właściwie aż do momentu schwytania Nasha – jak się okaże przez lekarzy psychiatrów – ufamy wizji świata, przedstawionej na ekranie, identyfikujemy się z przeżyciami bohatera, lubimy go, podziwiamy i lękamy się o jego bezpieczeństwo, gdyż rzeczywistość, na którą patrzymy, wydaje nam się prawdziwa, logiczna, sensowna.

                                        Nagły szok poznawczy sprawia, że musimy zweryfikować całą poznaną dotąd prawdę o Johnie Nashu, wstecznie „poprawić” opowiedzianą nam już historię, oddzielić ludzi i wydarzenia rzeczywiste od ludzi i wydarzeń urojonych w chorym umyśle matematyka. My, widzowie, robimy to szybciej niż sam Nash, on jeszcze długo wierzy, że pewne osoby – kolega ze studiów, jego mała siostrzenica, agent tajnego wywiadu, oraz pewne wydarzenia – spisek komunistów, praca w wywiadzie, zamach na jego życie były prawdziwe. Wreszcie dzięki heroicznemu wysiłkowi „pięknego umysłu” Nash potrafi zdystansować się do swych halucynacji i uwierzyć w nękającą go chorobę: dostrzega, że dziewczynka nie zmienia się, nie rośnie, nie przybywa jej lat. Umysł Nasha, przyzwyczajony do logicznego wyciągania wniosków, nie może odrzucić tak ważnej przesłanki: jeśli dziecko nie zmienia się wraz z mijającymi latami, znaczy to, że istnieje tylko w jego urojeniach, że nie jest prawdziwe. A jeżeli dziecko nie jest prawdziwe, to nieprawdziwe są także inne osoby i zdarzenia, które dotąd za takie uważał. Jeśli tylko on jeden je widział i przeżywał, jest chory.

                                        Druga połowa filmu Howarda opowiada o walce Johna Nasha z chorobą, o heroicznych, trwających latami staraniach, by zdrowa część „rozszczepionego” umysłu zachowała kontrolę nad częścią chorą. W tej walce Nash nie pozostaje sam. Wiernie towarzyszy mu żona i syn, wspierają go dawni przyjaciele z Princeton, uzyskuje pozwolenie, by przychodzić na uczelnię i w kącie biblioteki mazać na okiennej szybie tajemnicze, matematyczne szyfrogramy, wreszcie po latach odzyskuje prawo nauczania, zdobywa aplauz swych kolegów – niezwykle wzruszająca scena, gdy wybitni profesorowie Princeton rytualnie darowują mu w dowód uznania swoje pióra – oraz Nagrodę Nobla. Jednak schizofreniczne rozszczepienie umysłu, choć kontrolowane, nadal nie opuszcza profesora Nasha: Charles, jego mała siostrzenica i agent Parcher – symbolizujący chorobę – ciągle mu towarzyszą, pojawiają się nawet na uroczystości wręczenia Nobla. Są dowodem na wieczną skazę pięknego umysłu genialnego matematyka.

                                        Hollywood jest jak król Midas, który w greckim micie zamieniał wszystko, czego dotknął, w złoto. Produkcje hollywoodzkie potrafią – wierzę w to głęboko – każdą najnudniejszą nawet biografię zamienić w efektowne widowisko. Cóż jest filmowego w matematyce – nic, cóż jest filmowego w pracy myślowej – nic, cóż jest filmowego w psychicznej chorobie – nic. A jednak fachowcy z Hollywood uczynili z matematyki, myślenia i schizofrenii kinowy spektakl: zajmujący, pouczający, wzruszający, krzepiący i – nie bójmy się tego słowa – efektowny. Bardzo dobry scenariusz, dynamiczne opowiadanie, wymyślny zabieg narracyjny, wizyjne piękno wielu scen (np. gdy Nash „zapala” dla ukochanej żony gwiazdy na niebie i gdy „tropi” spiskowe kody), znakomite aktorstwo Russella Crowe’a (nagroda Złotego Globu) jako profesora Nasha i Eda Harrisa jako agenta Parchera (Jennifer Connelly, nagrodzona Oscarem za drugoplanową rolę Alicii, wydała mi się zaledwie poprawna) składają się na bardzo efektowne widowisko à la Hollywood. Nic więc dziwnego, że Amerykańska Akademia Filmowa nagrodziła Piękny umysł Oscarami za najlepszą reżyserię i dla najlepszego filmu 2001 roku.

                                        I nie ma znaczenia, że życie prawdziwego profesora Johna Nasha (był gościem na uroczystości wręczenia Oscarów) wyglądało podobno nieco inaczej, niż to pokazano na ekranie. Ważna jest efektownie zrobiona opowieść filmowa o genialnym matematyku, którą oglądają widzowie na całym świecie; ważna jest choroba, która w filmie staje się niezwykle spektakularna, ale nie przestaje też być straszna i tragiczna; ważny jest płynący z ekranu szacunek i współczucie dla schizofreników, które udzielają się widzom, ucząc ich tolerancji; wreszcie ważne staje się przesłanie Pięknego umysłu, które nakazuje podejmować walkę nawet w sytuacjach z pozoru zupełnie beznadziejnych.


                                        Grażyna Stachówna
                                        • ditta12 Re: Psychoza i myśli. 26.02.12, 15:26
                                          Widziałam w tv program gdzie pacjenci wystawiali sztukę "Złota rybka".Było pięknie a jeszcze piękniej by było gdyby to była pantomima.Po co było im gadać?
                                          • uwierz_w_to Re: Psychoza i myśli. 27.02.12, 06:42
                                            Tu dodam jeszcze stan psychozy na początku jest makabryczny,kiedy wylądowałem 2-3 pierwsze razy w szpitalu to była masakra.Obecny stan psychozy jest dla mnie całkiem zrozumiały,pojełem duzo rzeczy,tak jak bym się uczył funkcjionowac w tym stanie, wcześniej nie pisałem bo zapomniałem ale oczy człowieka jak ktoś wie zdradzają też ten stan.A stan umysłu jest dosłownie wspaniały wszechświat i wszystko co nas otacza robi się bardziej przejrzyste wyostrzone i to że są inne cywilizacje robi się porostu normalne w tym stanie już się nie zastanawiasz czy są ale porostu wiesz że są.
                                            Przypomniał mi się jeszcze jeden motyw z ostatniego pobytu w szpitalu.Pamiętam kolesia który często ze mną rozmawiał ale ja nie otwierałem się i zgrywałem głupa pomimo tego że miałem psychozę.Przykuła mnie telewizja,nagle po dosyc długim okresie czasu spokoju w telewizji od wiadomości z afganistanu leciało sporo wiadomości i bardzo często,urywki filmów na żywo rzołnierza który wali z karabinu ciężkiego i śmieje się do kamery i trochę podobnych lub innych i różnych ale o wojnie.Trwało to może 2-4 dni.A ten koleś często ze mną rozmawiał, on palił głupa i ja paliłem głupa sam już niewiedziałem czy ma psychozę czy nie ale po kilku dniach podchodzi do mnie i ni z tąd ni z owąd mówi że teraz już leci normalna telewizja, a ja na to że cały czas leciała chociaż właśnie miałem zastrzeżenia do tego.Przysięgam ludzie że to niebyła normalna telewizja a gostek miał rację ale nie zdradziłem tego że to wiem tylko zgrywałem chorego.Musiałem kamuflować się z moją jasnością umysłu podczas psychozy bo miałem bardzo duże powody które mogły zaważyć na moim dalszym życiu.Więc nie ufałem nikomu a wrecz przeciwnie były 3 osoby które mnie właściwie cały czas wyczuwały,ale mistrza nikt nie oszuka:).Akurat to co opisuję z ta telewizją to naprawde najprawdziwsza prawda nie rzadne psychozy i moje zwidy.A koleś który mi powiedział że leci teraz już normalna telewizja myslał że jest cwańszy o demnie.
                                            Może i myslicie że jestem czubkiem ale niedbam o to jestem pewien że schizofrenicy pracują w wojsku i w różnego rodzaju służbach specjalnych, jestem przekonany na 100%.
                                            Schizofrenik dojrzewa jak to powiem im więcej razy miał psychozę tym bardziej panuje nad nią i umie z niej korzystać i są agencje które na 100% to wykorzystują bo taki człowiek to broń nieoceniona!.
                                            Dla wiekszości psychoza to choroba patrząc na tych ludzi błąkających sie po korytarzach i pierdzielących bzdury niespójne ale tak jak pisałem sa jednostki podobne do mnie i nie tylko ja o tym wiem ale wojsko już zapewne od lat.
                                            A też moje przemyslenia podczas psychozy sa tak niesamowite że to co zostało już wprowadzone w niektórych dziedzinach życia lub agencjach czy tajnych służbach to tylko schizofrenik mógł na to wpaść.Takich żeczy jeszcze bym parelat temu nie pisał,tylko wpierdzielał tabletki i pierdzielił że to choroba jak 100% i 99% ludzi ale mam swoje odmienne zdanie na ten temat.Zbyt wiel pojełem i doszedłem w psychozie żeby twierdzić że psychoza to choroba,to jest jakiś inny stan świadomości który niebardzo współgra w tym obecnym społeczeństwie ale egzystować w nim można, ciężko bo ciężko ale się da.
                                            100% z was stwierdzi po przeczytaniu tego że mówię bzdury jestem pewien, ale to wasza opinnia i wasze poglądy ja swoje wyssałem z 15 psychoz na oko i też mam swoje.
                                            • ditta12 Re: Psychoza i myśli. 27.02.12, 07:20
                                              W szpitalu niektórzy chorzy mówili do mnie tak jakby wiedzieli o czym ja myślę.Nie wspomnę co się działo z papierosami często.Skaczące papierosy :D
                                              • uwierz_w_to Re: Psychoza i myśli. 01.03.12, 06:05
                                                ditta12 napisała:

                                                > W szpitalu niektórzy chorzy mówili do mnie tak jakby wiedzieli o czym ja myślę.
                                                > Nie wspomnę co się działo z papierosami często.Skaczące papierosy :D

                                                Odbierałaś to sugestywnie ja tez tak kiedyś,obecnie funkcjionuję w psychozie inaczej mój umysł ,już nie odbieram sugestywnie.
                                                • ditta12 Re: Psychoza i myśli. 01.03.12, 22:08
                                                  Skaczące papierosy były,widziałam jak wypadają komuś zęki,skaczą w górę i przewijają się kilka razy a osobnik siedział zaskoczony bardzo :D
                                                  • uwierz_w_to Re: Psychoza i myśli. 02.03.12, 05:14
                                                    ditta12 napisała:

                                                    > Skaczące papierosy były,widziałam jak wypadają komuś zęki,skaczą w górę i przew
                                                    > ijają się kilka razy a osobnik siedział zaskoczony bardzo :D

                                                    nie jaraj Ditta marysi w szpitalu:)
                                                  • Gość: marka Re: Psychoza i myśli. IP: *.doplaty.gov.pl 02.03.12, 14:38
                                                    uwierzwto - napisz do mnie na pocztę proszę. Mam parę pytań do Ciebie, pozdro.


                                                    marka33@gazeta.pl
                                                  • uwierz_w_to Re: Psychoza i myśli. 02.03.12, 22:26
                                                    Gość portalu: marka napisał(a):

                                                    > uwierzwto - napisz do mnie na pocztę proszę. Mam parę pytań do Ciebie, pozdro.
                                                    >
                                                    >
                                                    > marka33@gazeta.pl

                                                    Marka napisałem.
                                                  • uwierz_w_to Re: Psychoza i myśli. 02.03.12, 22:31
                                                    Gość portalu: marka napisał(a):

                                                    > uwierzwto - napisz do mnie na pocztę proszę. Mam parę pytań do Ciebie, pozdro.
                                                    >
                                                    >
                                                    > marka33@gazeta.pl

                                                    marka nie prościej było napisać do mnie i tylko powiedzieć że mam wiadomość na poczcie:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka