Dodaj do ulubionych

wspomnienia

09.10.06, 14:08
Jakiś czas temu zaproponowano temat wspomnień dotyczących osób które niestety
po dzielnej walce z choroba odeszły. Propozycja założenia tego wątku padła
jakiś czas temu wiele osób się zgodziło ale na tym koniec. Ja nie chciałabym
tym watkiem odbierac nadziei tym którrzy walczą ani tym kórzy pomagają
najblizszym w tej walce ale osobiście potrzebuje podzielić się z innymi ludzmi
moimi odczuciami po odejściu najbliżeszej mi osoby. Myslę ze wątek ten
pomógłby wielu osobom które borykają się z podobnymi bolesnymi odczuciami. A
myslę też że dla ludzi walczacych byłaby to dobra lektura na co dobrze
zwwracać jest uwage aby niczego nie przeoczyć. Co myslicie o takim watku? To
forum bardzo mi pomogło nie pisałm tu w czasie gdy mama była chora tylko
dopiero po jej smierci odkryłam to miejsce. Bardzo mi pomogło pisanie tuttaj w
walce z uczuciami i samą sobą. Bardzo długo nie mogłam się otrząsnąć z bólu
bezradności złości nienawiści i wielu wielu innych. A tu ludzie właśnie na tym
forum pocieszali w specyficzny charakterystyczny sposób charakterystyczny dla
ludzi którzy to przesli bądz przechodzą. To forum właśnie dało mi nadzije na
lepsze jutro na słońce w tunelu na to że stanęł man nogi chcę bardzo pomagać
innym w walce z przeciwnosciami losu.
Obserwuj wątek
    • kol32 Re: wspomnienia 09.10.06, 15:43
      Witaj Patrycjo.

      To ja zaproponowałam ten wątek. Żadne głosy sprzeciwu nie padły. Po prostu ktoś
      musi zacząć.

      Nie miałam jednak na myśli wspomnień, które będą zawierały opisy objawów
      choroby i sygnałów ostrzegawczych. Taki już jest. Nazywa się 'jak to wszystko
      się zaczęło.' Chodzi mi o wątek, w który po prostu powspominamy kochaną osobę,
      napiszemy jaka była, co zapiętamy najbardziej ze wspólnego życia z nią, czego
      najbardziej nam bez niej brak. To taki bardzo osobisty wątek ale myślę, że dla
      tych, którym choroba kogoś zabrała może spełniać swego rodzaju funkcję
      terapeutyczną.

      Pozdrawiam Cię serdecznie.

      Kasia

      • aniawx Re: wspomnienia 09.10.06, 20:15
        Witam, ja straciłam najbliższą mi osobę trzy tygodnie temu - może kojarzycie
        Patryka (patryk2000-p1). Pisałam jak wygląda Jego sytuacja zdrowotna, jak On
        już nie mógł tego robić. Jestem za tym, zeby był taki wątek. Uważam, że warto
        poznać osoby, które nas opuściły nie tylko od strony choroby, ale również od
        strony ich "normalnego" życia. I tak którtko chciałam napisać Wam jaki był
        Patryk. Był po prostu WSPANIAŁY!!!!!!!!! Kochałam, przepraszam, KOCHAM GO ponad
        wszystko i bardzo, bardzo, bardzo mi Go brakuje. Był niesamowitym optymistą
        (oczywiscie miewał swoje gorsze dni), ale był cudownym, wesołym, romantycznym
        człowiekiem. Byliśmy ze sobą ponad 3 lata - to nie jest jakoś dużo, ale bardzo
        wiele sie wydarzyło w tym czasie. Spędzaliśmy ze soba prawie cały czas, w kazdy
        wolny, dający możliwości zdrowotne Patrykowi weekend wyjeżdzaliśmy na
        wycieczki. Nawet jak był tydzien po chemioterapii pojechaliśmy do Wiednia do
        Opery. Było świetnie. Po każdej chemii w zimie jeździliśmy na narty (oczywiście
        Patryk oszczędzał sie, ale zawsze to ze 3 razy sobie zjechał ze stoku). W
        poprzednich latach jeździliśmy w górki - Pieniny, Beskid Sądecki. A tego lata
        wyjeźdzliśmy na spływy kajakowe (kupiliśmy sobie kajak i korzystaliśmy z niego
        do bólu:) Spłynęliśmy Nidą, Dunajcem, byliśmy na Jeziorze Żywieckim itd. No i
        mieliśmy zaplanowany spływ Pilicą we wrześniu, no ale niestety - we wrześniu
        zakończył swoje ziemskie życie Mój MISIEK:(( Smutne to, ale prawdziwe. Mieliśmy
        tysiące planów - wybrany domek, który mieliśmy budować od wiosny, wyjazdy w
        miejsca, gdzie jeszcze nie byliśmy, a ludzie nam polecali, pływnie na jachcie
        (Patykowi sie udało popływac na jachcie, ja akurat wtedy nie mogła jechać) itd.
        Przykry jest fakt, ze Go nie ma, ale jak patrze na zdjęcia - te na których był
        w dobrej, i w tej gorszej formie, to stwierdzam że był cholernie dzielnym
        człowiekiem!! I wiem, ze jest teraz w niebie, bo takich Aniołków też tam
        trzeba!! I najbardziej pocieszający w tym wszsytkim jest fakt, ze ON czuwa nade
        mna cały czas:))) Opiekuje się mną:)) No i w ogóle cudownie mieć takiego
        osobistego Anioła Stróża!! Tylko kurcze widzi wszsytko co ja robie - już nie
        mogę Go oszukać:)) I wiecie co - On już się tam nie męczy, jest szczęśliwy!!! I
        czeka na mnie! I teraz musimy byc wszyscy dobrymi ludzmi, żebyśmy mogli się
        kiedyś z NIMI WSZYSTKIMI spotkać!
        To tyle co chciałam w skrócie napisac o Patryku!!
        Pozdrawiam Wszystkich, Ania
        • czekoladka4444 Re: wspomnienia 09.10.06, 21:32
          Aniu przepieknie napisałaś o Patryku.
          I myślę że taki wątek wspomnieniowy jest potrzebny ale...........
          W maju 2004 pożegnaliśmy naszą Mamę- akurat w Dziń Matki a za trzy miesiące
          dowiedziałam się że dopadł mnie ten śmieć.
          Jestem po operacji, leczeniu chemią,wróciłam dp pracy, wyniki są pozytywne ale
          myśl o śmierci gdzieś czai się w mojej głowie. I uwierzcie mi -żal wielki będzie
          mi odchodzić, nie widzieć bliskich ,słońca i ziemi ale gdzieś tam w głębi duszy
          już się z tym pogodziłam.
          I rozpacz nasza , tych co zostają chyba - nie wiem jak to nazwać.
          Jest czas rodzenia, czas życia i czas umierania. I to nieprzemija i choćbyśmy
          nie wiem co robili to są rzeczy nieuchronne, i każdego z nas spotkają.
          Czy Wasi najbliżsi chcieli by takiego płaczącego życia dla Was?
          cZY wY chcielibyscie żeby Wasi ukochani przestali żyć?
          A pamięć o nich jest w każdej minucie Naszego życia.

          • pdragun Re: wspomnienia 10.10.06, 08:53
            Własnie o takim wątku i ja myslałam. Ja chciałbym się z wami podzielić tym jak
            wspaniałą kochającą tolerancyjną a przede wszystkim dzielną osobą była moja
            Najukochańsza mamusia. Odeszła 5 mięsięcy temu 27 kwietnia 2006 r najgorszy
            dzień mojego życia. Ta na codzień pogodna pełna optymizmu zawsze twarda osóbka
            pewnego dnia zachorowała. Nie poddała się do końca choć wiem ile ta walka
            pożarła jej sił i energii. Wolę ją pamiętać jaką moją naukochańszą mamusię z
            którą spędzałam 24 godziny na dobę zawsze byłysmy razem rzadko oddzielnie.
            Wspólnie spedzałysmy każdą wolną chwilę na sprzątaniu gotowaniu dekorowaniu
            zakupach objadaniu sie az nas brzuch bolały i gadaniu. Ja z moją mamusia mogłam
            porozmawiać o wszystkim na każdy temat byłs powiernicą mych tajemnic osoba która
            umiała mnie zmotywować do działania jak trzeba to przytuliła ucałowała pokochała
            a jak trzeba powiedziała ostro co mysli. Za to wszystko i wiele innych rzeczy ja
            kochałam kochami i bedę kochała. Od kiedy odeszła brakuje mi tego bardzo owszem
            mam kochanego tatę brata którym niestety trzeba się cały czas opiekować bo jest
            niepełnosprawny ale który jest najukochańszą istota na ziemi, chłopaka którego
            bardzo kocham ale w tym wszystkim brakuj Jej mojej mamusi która zawsze do mnie
            mowiła: kocham cię kochanie jak stąd na koniec swiata i z powrotem. Ja tak samo
            mocno ja kochałam nie wyobrazałam sobie zycia bez niej. No bo powiedzcie cały
            wolny czas spedzałam z mamusią z nią wyjezałam na wakacje z nią po pracy
            chodziłam na zakupy a w weekend jezdziłam na rowerze bądz porostu
            spacerowałysmy. Mnie nie intersowały wyjscia z domu z przyajciołmi bo ja miałam
            moja mamusię. Teraz kiedy musiałm isć na zakupy bo po wszystkim bardzo schudłam
            to nawet nie uamiłam sobie spodni kupic bo byłam sama. Moja mamusia bardzo dużo
            w zyciu przeszła juz jako młoda kobieta przeszła kilkanascie operacji potem
            zdrowie wróciło,ale zawze od kiedy ja pamiętam była twarda nie ąłmała się z
            powodu bólu brzuch a czy głowy zawsze była uśmiechnięta i pełan energii do
            działania. Bardzo przezyła natomiast śmierć najpierw swojej mamy a potem ojca
            ale i wtedy nie dawała po sobie poznać jak ją to boli że ich juz nie ma. Tylko
            ja jedna wiedziałam co o na czuje bo my czytałymy z siebie jak z otwartych
            ksiązek. Dopiero choroba ją załamała ale dopiero w ostatniej fazie. Moja mamusia
            pomimo tego ze w zyciu nie było jej łatwo kochała świat ludzi a przede
            wszystkim swoją rodzinę to my bylismy dla niej najwazniejsi. wiele z tych rzeczy
            których mnie zdazyła nauczyć wcielam w zycie i mam nadzieje że w przyszłości
            bedę tak dobra mamusia dla swoich dzieci i tak kochającą zona dla meza jak była
            moja mamusia a itak wspaniałym pełnym ciepła dobroci dobrego słowa dla
            wszystkich człowiekiem. Taka własnie była moja mamusia o sobie myslała na samym
            koncu a wszystkim dodokoła to by gwiazdkę z nieba zniosła. Najpiekniej wspominam
            ostatnią wspolnie spedzoną Wigilie i świeta Bożego Narodzenia to były
            najpiekniejsze dni których do końcs zycia nie zapomnę Mamusia juz była chora ale
            pomimo leczenia była na tyle silna bysmy przygotowały piekne świeta, kupiłysmy
            tyle pieknych wspaniałych prezentów( mysle że już wtedy mamusia juz coś czuła)
            mielismy piekną choinkę i wogóle cała atmosfera była wspaniała. Bylismy wszyscy
            razem we czworo w wielkiej miłości. Czasem mysle sobie że to było niejako
            pozegnanie ze strony mojej mamusi bo potem już było niestety gorzej z jej
            zdrowiem przerzuty do mógu i wogóle. Mamusia moja nauczyła mnie kochać żyć
            zgodnie z zasadami byc dobra dla wszystkich a przede wszystkim starać się by
            nikt nigdy przez ciebie nie cierpiał. Moja mamusia była ideałem aniołkiem
            którego Bóg zabrał do siebie ale zaszczytem było być jej córką byc tak przez nią
            mocno kochaną. Pizę to i pomimo upływającego czasu leca mi łzy bo moja mamusia
            była dla mnie całym swiatem zyciem dla niej byłam w stanie posiwęcić wszystko bo
            tak mocno ją kochałam. Bardzo załuje że nie doczekała momentu gdy skoncze
            doktorat i tego że znalazłam druga połowę ktora pomogła mi sie podnieśc po
            smierci mamy i że nigdy nie usmiechnie i nie przytuli swoich wnuków i nie bedzie
            na moim slubie, i nie pomoże mi w trudnych chwilach. Kocham cie mamusiu i
            chciałabym byc w przyszłości takim samym wspaniałym ciepłym kochającym
            człowiekiem jakim ty byłaś i zawsze bedziesz w naszych sercach.
    • aniawx Re: wspomnienia 10.10.06, 22:03
      Witaj Czekoladka! Smutne jest to co piszesz:(( Bardzo mi przykro, że spotkał
      CIe taki los, ale pamietaj, ze można a nawet trzeba walczyć!!! Skoro wyniki
      dobrze Ci wychodzą, to znaczy że masz szanse na normalne życie! Nie mozesz
      ściągać na siebie nieszczęścia! Myśl pozytywnie, patrz optymistycznie na świat
      i korzystaj z niego!! Ja wiem, ze troszkę inaczej teraz postępowałabym, gdybym
      wiedziała, ze Partyk opuści mnie tak szybko. Nie spodziewałam się tego, On z
      resztą też. Oczywiście dużo rozmawialiśmy na temat śmierci, On był przygotowany
      na to bardzo dobrze. Przygotował sobie wszystko - ciuchy do trumny, zdjęcie na
      nagrobek, kolor i rodzaj kwiatów jakie chce na pogrzeb, napisał listy
      pożegnalne. To jest niesamowite, nikt nie wiedział kiedy to nastąpi i żył
      nadzieją, ze jeszcze nie teraz, ale... A Ty pamiętaj, ze Bóg zabiera nas w
      najbardziej odpowiednim dla nas momencie!! Każdego to czeka!! I wierzę, ze Ty
      pożyjesz jeszcze długo, długo długo!! Bądz dzielna! Pozdrawiam, Ania
        • pdragun Re: wspomnienia 12.10.06, 08:52
          Dziekuje Kasiu te wspomnienia poprostu wypływają ze mnie z drzemiących we mnie
          uczuć. Jakkolwiek uczucia te są bardzo rózne od przygnebienia złości bezradności
          zalu nie mogłam napisać nic nie optymistycznego o mojej mamusi bo ona taka
          zawsze była i bedzie teraz w naszych sercach. Jak mama zyła nie ywobrazałam
          sobie bez niej zycia funkcjonowania i faktycznie po jej smierci swiat mi sie
          zawalił poprostu najwiekszy koszmar mojego zycia. Było mi tak bardzo zle smutno
          i tak mocno teskniłam( tesknie mocno do tej pory) to powiem wam szczerze że nie
          mogąc sobie poradzić ze soba i swoimi uczuciami chciałam iśc do niej aby byc z
          nią przez długi czas walczyłam z tymi emocjami ale wyciagnał mnie z nich tata
          brat pies i chłopak a przede wszystkim mamusia. Przysniła mi sie którejś nocy i
          powiedziała bym nie robiła niczego złego bo mam tu dla kogo jezcze zyć mam plany
          a ona na mnie patrzy z góry i zawsze jak bede jej potrzebowała to o na bedzie na
          wyciągnięcie dłoni. Powiedzaiła że bardzo mnie kocha. Wiem że to był pewnie
          tylko sen i wymysł mojej podswiadomości bo tak bardzo chciałam by była przy mnie
          ale uwierzyłam jej. wiedziałam że nie mogę zsotawić chłopaków samych bo moj
          tata z całym szcunkiem jakim go darze i miłoscią nie poradziłby sobie sam a
          jeszcze by sie załamał. Miałam też okresi do tej pory mam złosci i żalu nie
          przeciętnego do Boga. Za to że pozwolił jej zachorowac po tym wszystkim dobrym
          co zrobiła w zyciu i po tych trudach zycia które miała za sobą. Ze pozwolił jej
          tak mocno sie mećzyć gdy umierała tak strasznie. Nie rozumiem po co to wszystko
          było. Bóg według mnie jest egoista który zabiera dobrych ludzi do siebie. Nie
          piszcie tylko że zabiera bo chce mieć Aniołki takie dobre wokół siebie i że robi
          to by nas czegos nauczyć. Kochałam moja mamusie miłoscią trudna do opowiedzienia
          słowami i kochać bede zawsze i nie zrozumiem dlaczego Bóg bedac kochajacym
          miłosiernym Ojcem pozwala człowiekowi tak się meczyć i zabiera go do siebie
          pozstawiając rodziny pogrąznoe w żąłobie. Staram sie zroumieć dlaczego to
          wszystko siętak dzieje ale nie potrafie i nie ufam już Bogu zawiódł mnie bardzo
          zabierając mi w takich meczarniach moje najukochansze szczęście. Przepraszma za
          taki ton i za to że ten post jest taki smutny ale to wynik zmian nastóju ajkie
          jeszcze przechodzę a poza tym chciałam sie zapytać czy macie takie same odczucia
          czy tak samo czuliscie bądz czujecie. Tego bólu straty nie da sie dobrze odpisać
          słowami tylko ktoś kto to przezył podobnie jak ja może mi pomoc odpowiedziec na
          te trudne i może dziwne pytania. Może kiedyś uda mi się zrozumieć dlaczego tak
          się stało i jaki cel miał w tym Bóg by mnie tak doświdczyć i zabrac mi moja
          ukochaną mamusie. Wiem że to co pisze jest ym razem smutne ale i otakch
          uczuciach trzeba mysle rozmwiać a z kim najlepiej porozmawiać jak nie z ludzmi
          którzy to przezywali przezywają i dobrze rozumieją co w danej chwili człowiek
          przezywa jak odbiera rózne rzeczy i jakie pytania czasem trudne sobie zadaje.
          Mysle że znalezienie odpowiedniej dla siebie odpowiedzi na te egzystencjalne
          pytania pomaga stanąc na nogi i w pewnym sensie pogodzić się z tym co sie stało
          ze strata bliskiej ukochanej osoby.
          Pozdrwiam ciepło
          Patrycja
          • tolka3 Re: wspomnienia 12.10.06, 09:20
            Patrycja, te słowa, Twoje odczucia... mogłabym napisać dokładnie to samo. Mam
            również żal do Boga, mnóstwo wątpliwości, złości. Każdego dnia staram się to
            zrozumieć, ale nie potrafię. Nie mogę pojąć, dlaczego tak przeraźliwie mama
            musiała cierpieć, fizycznie i psychicznie, dlaczego tyle bólu, tyle
            rozczarowań, tyle przykrych doświadczeń... Dlaczego musiała odejść w tak
            potwornych cierpieniach. A była taka dobra, cudowna, delikatna i ufna. A ja...
            nie dopilnowałam, było już za późno, a przecież byłam za nią odpowiedzialna.

            Patrycjo miałaś piękny sen. Ja chcę wierzyć, że tak właśnie jest, że Oni tam na
            górze są szczęśliwi, czuwają nad nami, muszę w to wierzyć. To jedyne
            pocieszenie. Ja często miewam sny, w których jest mama. Najczęściej w tych
            snach jest chora. Na dzień przed śmiercią mojej mamy obudził mnie sen. Byłam
            wtedy ponad 400 km od mamy, śniło mi się, że wchodzę do pokoju, w łóżku leży
            mama, na fotelu obok siedzi moja siostra. Staję w drzwiach, a siostra
            szepcze "mama umiera". Za chwilę dostałam telefon od brata, że z mamą jest
            bardzo źle, wsiadłam w samochód i pojechałam do mamy. Do szpitala dotarłam
            następnego dnia rano. Za kilka godzin mama odeszła. Pewnie ten sen to również
            po trosze podświadomość, choć faktem jest, że nie spodziewałam się tego... Nie
            wiedziałam, że z mamą jest aż tak źle. Dlatego wierzę, że poprzez sny ktoś
            jednak próbuje nam coś powiedzić. Wierzę, że Twoja mama w ten sposób przekazała
            Ci to, czego dla Ciebie pragnęła.

            A ja co wieczór proszę Boga, żeby choć we śnie zesłał mi mamę, bym mogła z nią
            porozmawiać, pobyć znią.

            Pozdrawiam serdecznie.
            • pdragun Re: wspomnienia 12.10.06, 11:51
              Do tolki3
              Dziekuje ci bardzo za te słowa chyba były mi dzis bardzo potrzebne. Ja też
              proszę Boga by moja mamusia mogła do mnie przychodzić czesciej we śnie i
              powiedziec mi jak jej jestem na gorze. Chciałbym ją zobaczyć usmiechniętą
              pogodna taka jaka była zawsze do momentu choroby. Ja też bardzo stram sie
              wierzyć że mama jest na górze i mnie pilnuje i jak ktos bedzie mi robił krzywdę
              to jak zawsze mówiła da mu kopniaka w pupę aż bezie leciał i leciał. Z mamusią
              od kiedy choroba była już w stadium zaawansowania rozmwiałysmy o odejsciu
              często. Ja wtedy bardzo sie na nią złosciłam mówiąc że jeszcze nie teraz że kto
              by cie chciał tam na górze, nie doczekałas się sie jeszcze na wnuki nie
              widziałaś jak zakłdam rodzinę jak bronię doktorat. Tyle rzeczy i tyle planów
              miałysmy przed sobą a teraz nie mam jej już obok.Bardzo ciezko zyje się ze
              świadomością że za wszystko jesteś odpowiedzialna sama że teraz nie ma pomocnej
              dłoni obok, ale wiecie nie to jest najgorsze tylko to jak bardzo brakuje jej
              mentalnie emocjonalnie psychicznie i duchowo. Czuje sie jakby zabrali mi połowe
              serduszka. Ale pomimo mojego bolu staram sie mysleć o mamusi tylko jak była
              zdrowa i pełna zycia. Staram sie zyć od nowa i stanąc na nogi znalezc jakis paln
              na zycie. to nie jest łatwe momentami czuje sie jak małe dziecko które uczy sie
              chodzic mówić. Choc mam 25 lat i dorosłam i dojrzec musiałam duzo wczesniej to
              jednak czasem chciałabym sie poczuc takim małym brzdącem bez problemów w
              objeciach ukochanej mamusi. Najgorzej jest gdy mysle o nadchodzących urodzinach
              jej imieninach rocznicy slubu czy wreszcie Swietach Bozego Narodzenia ogarnia
              mnie wtedy smutek zla ból a nie radosc. Mam nadzije że naucze sie z tym zyć choć
              jak wiecei bardzo trudno po takich przejściach dojść szybko do siebie. U mnie
              mineło 5 miesiecy zarazem długo i krótko. Staram sie jednak zyc według zasad
              wpojonych mi przez moja mamę i ucze sie jak znowu być szcześliwą tym razem bez niej.
              Pozdrawiam Was ciepło
              Kocham moja mamusie choc juz jej ze mna nie ma.
              Patrycja
          • aniawx Re: wspomnienia 12.10.06, 18:12
            Patrycjo, bardzo Ci współczuję, ze straciłaś mamusię. Ja jak pisałam straciłam
            chłopaka cztery tygodnie temu, z którym ślub planowałam na przyszły rok. Był
            dla mnie wszystkim. Ale widze, że Ty i ja mamy zupełnie inne podejście do
            śmierci. Ja jak dowiedziałam się, że Patryk zmarł poczułam ulgę, że sie już nie
            męczy, wręcz dziękowałam Bogu, że Go zabrał i prosiłam o to, zeby był przy nim.
            I wiesz co po dokładnie po tygodniu Jego śmierci przyśnił mi się Patryk -
            niesamowicie szczęśliwy, radosny, robiący mi kawały, po prostu wcielenie
            szczęścia. I powiedział mi we śnie "Kochanie mnie tu już nic nie boli, ja
            jestem szczęśliwy" - a jak to mówił, miał usmiech na całą buzię. I wierzę w to,
            ze Jemu jest dobrze wiec ja tez jestem szczęśliwa. Widze, ze Ty (nie obraź sie
            na mnie, że tak pisze) podchodzisz troszkę egoistycznie do tego - bo to Tobie
            jest źle. Ale pomyśl o mamusi, która jest szczęśliwa, bez problemów i tylko
            marti się o Was - o rodzinę. Uwież mi ONA chce waszego szczęścia, a nie
            rozpaczy. Ja bym przynajmniej tak chciała, jakbym sie znalazła po "drugiej
            stronie". Może się mylę i to co pisze jest brednią, ale mi się dobrze z tym
            myśleniem żyje. Pozdrawiam i życze dużo siły! Ania
            • pdragun Re: wspomnienia 13.10.06, 08:54
              Aniu

              Masz zupełną racje w tym co napisałaś. Faktycznie przez pewien czas tak właśnie
              się zachowywałam była jak w ogromnym dole z którego nie umiałam wyjść. Owszem
              myslłam tylko jak bardzo cierpię i jak ogromny jest mój ból. Rozpaczałam
              dosłownie bardzo długo i myslałam że sie nie podniosę ale dzieki pewnej osobie i
              czestym rozmowom z mamusią we snie zrozumiałam że ona jest i nadal czuwa nade
              mną. Kiedy mamusia odeszła z jednej strony tez poczułam ulge że sie już nie
              mećzy i juz ja nic nie boli jest zapewne szczęsliwa bo spotkała tam siostre
              brata ukochaną mamusię po której smierci bardzo cierpiała. Cieszyłam się też
              jest tam zdrowa ale ból straty i to w taki sposób w takich fizycznych
              męczarniach przysłonił mi inne odczucia. Nie uważam ze piszesz brednie ja też
              wiem wkońcu znałam moją mamę 25 lat że nie chciałby bym zamyksłą sie w sobie
              tylko chciałaby bym była szczesliwa bysmy wszyscy byli, bym zrealizowałą swoje
              plany o których tak duzo rozmwiałysmy byń popsrostu była w zyciu szczesliwa. Ja
              to wszystko wiem i ciesze się że tobie daje to siłe by zyc z dnia na dzień by
              pogodzić się z tym co się stało. Ale widzisz kazdy na swój sposób przechodzi
              stratę i każdy musi znalezc swój sposób żeby sobie z bólem i cierpieniem
              poradzić. Nie mozna więc mówić że ktoś jest egoista bo mysli tylko oswoim bolu
              i cierpieniu postracie bliskiej osoby bo to sa niestety uczucia które temu
              towarzyszą. Nie każdy potrafi sobie tak to wszystko wytłumaczyc jak ty piszesz
              .Kazdemuy z osobna potrzeba jest by pomalutku uporał się ze swoim bólem sam i
              doszedł do pewnych wniosków. Wiem że tobie jest też bardzo cięzko i cieszy mnie
              że jakoś to sobie pomału układasz ja niestety jeszcze soebie tego wszystkiego
              nie ułozyłam nadal b cierpię jest mi zle ale nauczyłam się też usmiechac na nowo
              więc to jakiś postep. Dziekuje za dobre słowa.
              Pozdrawiam i trzymaj się cieplutko
              Patrycja
              • aniawx Re: wspomnienia 14.10.06, 09:44
                Patrycjo
                Mam nadzieje, ze wkrótce będziesz miała poukładane towszystko tak, żebyś była
                radosna i optymistycznie patrzyła na świat. Wiem, ze to kiedyś nastąpi i
                będziesz szczęśliwą dziewczyną.
                Trzymaj sie dzielnie. Pozdrawiam, ANia
                • pdragun Re: wspomnienia 16.10.06, 11:49
                  Chciałbym sie podzielić z Wami moimi odczuciami po 6 miesiącach od smierci mojej
                  mamusi. Stanełam na nogi tak krótko mozna by to było nazwać.Już wydawało mi się
                  że sobie to wszystko poukładałam może nie tyle że się z tym pogodziłam ale
                  radziła sobie z bolem cierpieniem. Ale znów przyszedł moment kiedy coraz
                  trudniej mi z jej brakiem. Znów zaczeła odczuwac silniejszy ból częsciej płaczę
                  i coraz mniej się uśmiecham. Nie wiem czemu tak się stało może dlatego że jesień
                  i zima to były miesiace zawsze wazne w zyciu naszej rodziny. 24 pazdziernik to
                  imieniny mojego brata, 25 pazdzirnik to dzień w którym rok temu dokładnie
                  dowiedzieliśmy się o diagnozie a jednoczesnie co gorsza to byłaby 31 rocznica
                  slubu moich rodziców. Mój tatauś już to bardzo przeżywa. 3 grudnia i 9 grudnia
                  to odpowiednio urodziny i imieniny mamusi by były.No i nagorsze Swieta Bozego
                  Narodzenia pierwsze bez Mamy nie wyobrazam sobie tego. A i 1 listpoad Swieto
                  wszystkich zmarłych. Być może dlatego własnie jestem taka przygnebiona i znów
                  tak mocno odczuwam cierpienie i ból. Moja mamusia zostanie w moim sercu do końca
                  zycia i zawsze będzie w nim uczestniczyła. Nie może już tego robic bedęc obok
                  ale za to napewno chroni mnie patrząc z góry a przede wszystkim zyją w nas
                  wspominienia i wszystko czego nas nauczyła przez całe zycie. Moja najukochansza
                  mamusia nauczyła mnie bycia zawsze sobą, tolerancji, zasad które staram się w
                  swoim zyciu stosować, tego że rodzina jest najwazniejsza i przede wszystkim
                  ogromnej miłości. nikt tka jak ona nie umiał powiedziec nie zawsze słowami ale
                  czynem jak bardzo nas kocha i i le dla niej znaczymy. Umiała pieknie okazywac
                  uczucia czesto ptzytulała, głaskała, całowała, jak ta mamusia. nigdy przenigdy
                  nie wiało od niej chłodem zawsze była i penie nadl jest bardzo ciepłą, kochaną,
                  pełną miłosci dobroci osobą. Bardzo mi jej brakuje, jej dobrego słowa, naszych
                  wspołnych wypadów, wygłupów, godzinnych rozmów na wszystkie tematy, ciepła,
                  miłosci , dotyku, rady, poprostu całej Jej. Teraz w moim zyciu wszystko znalazło
                  swoje miejsce. Tatus pracuje, zdrowie podreperował, jest kochany jak nigdy
                  dotąd. Mamy ze soba świetny kontakt którego nie było jeszcze pare lat temu,
                  stramy sie nauczyć siebie na nowo. Brat moj pomimo swojej niepełnosprawności
                  umysłowej pracuje. tatus załatwił mu pracę więc tez jakoś sobie radzi. Ja
                  pracuje i robie doktorat w miejscu gdzie razem z mamusią chciałysmy i o na
                  wiedziała że o tym marzę. Znalazłam drugą połowę jestem z nim szczęsliwa, daje
                  mi poczucie miłosci i bezpieczenstwa. Wszystko sie poukładało i własnie teraz
                  tak bardzo odczuwam jej brak. Tak naprawdę do szczęscia brakuje mi juz teraz
                  tylko jej obecnosci i miłosci. kocham cie mamusiu bardzo i zawsze bedę. Zgodnie
                  z sentencja ktorą napisała na nagrobku na cmentarzu. Kovhac ciebie mamusiu było
                  łatwo zapomniec niemozliwe. Patrycja
                  • aniawx Re: wspomnienia 19.10.06, 20:51
                    Witaj Patrycjo,
                    ciesze się, ze chcesz się dzielić z nami tym, co przeżywasz. Ja tez sie
                    podziele. Własnie stwierdzam, ze zamiast coraz lepiej, to mi jest coraz gorzej
                    bez Patryka:(( Strasznie mi Go brakuje!! Dziś byłam na Mszy za Patryka i byli
                    prawie wsztscy z Jego pracy - miał wspaniałych współpracowników - jak to
                    napisał w liście pożegnalnym "Życzę wszystkim tu zgromadzonym, aby mogli
                    pracowac w tak troskliwej firmie jak moja. Mnie spotkało to szczęście." Zarówno
                    Oni Jego, jak On ich bardzo cenili i lubili. Było ok 50 osób i później
                    poszliśmy wszyscy na grób - wszyscy płakali jak na pogrzebie. Przeżyłam dziś
                    drugi pogrzeb Miśka:( Ale oczywiście nie rozryczałm sie na grobie - nadal nie
                    chcę zeby widział mnie płaczącą (tak samo jak w szpitalu). No tylko kurcze
                    strasznie mi przykro, że teraz nie spotykamy się na imprezach, wycieczkach z
                    ludzmi z pracy Patryka tylko na grobie:(( No i dlaczego Miśka nie ma wśród nas:
                    ((??? To jest strasznie przykre. Pocieszające jest to, ze Ci ludzie sa naprawde
                    wspaniali i wiem, ze NIGDY o NIM nie zapomna!!!!!
                    Jego szef jest cudownym człowiekiem - jak to pisał Patryk - ma facet
                    mnustwooooo kasy, ale nie uderzyła mu nawet troszkę do głowy! I to szczera
                    prawda - pomagał nam cały czas - zarówno finansowo, jak i psychicznie. Patryk
                    cały czas pracował - do odstatniego dnia, jak tylko był przytomny. Pracował
                    tyle ile mu Bóg dał szanse - i nie zmarnował jej. Teraz ważne jest, żeby nikt
                    z nas nie zmarnował szansy, która Bóg nam dał - tylko to takie ciężkie... Mówi
                    sie łatwo, ale wykonać...:(((
                    POzdrawiam Wszystkich, Ania
                    • pdragun Re: wspomnienia 20.10.06, 11:49
                      Witaj Aniu

                      Cieszę się również że dzielisz sie Aniu swoimi emocjami i przezyciami. Musze
                      powiedzieć że twój post dał mi bardzo wiele do myslenia. Spojrzałam na mój
                      stosunek do smierci mamusi troszke innymi oczkami. Dziekuje ci za to bardzo bo
                      wiem że tez borykasz sie z uczuciami braku tęsknoty ale umiałas przynajmniej tak
                      piszesz poradzić z tym sobie tłumacząc sobie że już twój ukochany nie cierpi. Ja
                      patrzyłam tylko ze swojego punktu widzenia, nie chciałam dac mamusi spokojnie
                      odejść. Nadal bardzo cierpie i mam ogromny zal do swiata ale staram sie mysleć
                      że mojej mamusi gdziekolwiek by nie była tez jest dobrze bo jest zdrowa nic ja
                      nie boli jest ze swoimi bliskimi którzy ja kochają i za którymi tu na ziemi
                      teskniła bardzo, ze swoja mamusią i tatusiem i że patrzy na mnie z góry i cały
                      czas nas pilnuje i nie da nam zrobić krzywdy i zawsze obdarzac nas bedzie
                      miłością. Staram sie robić wszystko tak jakby była ze mną i jak mnie tego uczyła
                      i to daje mi poczucie spokoju ducha, i ten ból staram sie przełozyc na czyny.
                      Wiem aniu że bardzo brakuje ci Patryka tak jak mnie mojej mamusi ale musimy
                      mysleć teraz tylko o tym czego oni by chcieli dla nas jak chcieliby bysmy zyli.
                      Dziekuje ci aniu naprawdę bardzo mi pomogłaś.
                      Trzymaj się cieplutko
                      Papapapapapapa całuski Patrycja
                      • aniawx Re: wspomnienia 20.10.06, 22:06
                        Witaj Partycjo,
                        Bardzo się cieszę, ze mogłam Ci choć troszkę pomóc w przeżywaniu kolejnego
                        dnia. Wiesz jak przeczytałam dziś te wszystki posty nasze to stwierdzam, ze
                        mamy straszne wahania nastrojów. Raz Ty piszesz o bólu i tęsknocie, a ja
                        pocieszam, a później jest na odwrót. Ale to jest dla mnie pocieszające, bo
                        wiem, ze inni znosza to tak samo jak ja. Raz lepiej, raz gorzej.
                        Ale chciałam napisac Ci coś odnośnie Towjej wypowiedzi wcześniejszej -
                        cytuję "nie potrafie i nie ufam już Bogu zawiódł mnie bardzo
                        zabierając mi w takich meczarniach moje najukochansze szczęście." Wiesz co
                        miałam podobne odczucie nie po stracie Patryka - On cierpnial i tak jak pisałam
                        śmierć to była pewnego rodzaju ulga dla Nas, ale po odejściu z tego świata
                        naszego wspaniałego Karola Wojtyły - Nasz wspaniały Papież!!! Wiesz jak zmarł,
                        to tak pomyślałam sobie, Boże tyle ludzi Cie prosiło o powrót do zdrowia dla
                        Niego, a tu nic. Taki cudowny człowiek, tyle dobrego zrobił, a Ty Go nam
                        zabierasz - dlaczego???? I wiesz, po jakims czasie tak sobie uświadomiłam, że
                        każdego z nas to czeka - nie wazne czy prosimy o zdrowie, o długie życie itd.
                        PO prostu teraz wiem, ze Bóg nas zabiera wtedy, kiedy dla nas to jest dobre, a
                        nie dla innych. Tak sobie to tłumacze - innego wytłumaczenia nie moge znaleźć.
                        Bo wiesz tak prawde powiedziawszy, nie ma takiego czasu, kiedy jest fajnie jak
                        tkoś bliski odejdzie - po prostu nie ma i koniec. Zawsze sa łzy, ból,
                        cierpienie itd. To widocznie my musimy sobie już zasłużyć na odejście z tego
                        świata i iść do lepszego!!! I jeszcze jedno - pisałaś, ze Towja Mamusi była
                        wspaniałym człowiekiem i że bardzo dużo sie od niej nauczyłaś - dobrego
                        podejścia do życia - no i widzisz, to własnie nam zostaje, te wskazówki, które
                        nam przekazali nasi bliscy, Wielcy ludzie!!! I musimy postepowac według nich -
                        bo skoro Oni sa zabrani przez Boga, to my tez kiedyś będziemy. Tylko trzymajmy
                        sie tego co nam przekazali - Tobie Mamusia, mi Patryk, i nam wszystkim Karol
                        Wojtyła (a pokazał wiele, wiele, wiele...dobrego) i wielu innych wspaniałych
                        ludzi.
                        Pozdrawiam,
                        Ania
                        • pdragun Re: wspomnienia 24.10.06, 09:33
                          Witaj aniu
                          Wiesz ja tez przecytałam te nasze posty i musze powiedziec że masz racje.
                          Zauwazyłam też że oprócz nas dwóch nikt więcej w tym wątku nie uczestniczy.
                          Kazdy człowiek wkońcu na swój sposób przezywa odejście bliskiej osoby i nie
                          kazdy tak jak my umie i przede wszystkim chce dzielic sie emocjami. Ja jednak
                          uwazam że to pomaga bo mozna spojrzeć na całą sytuacje tez z innego punktu
                          widzenia, ułatwia to również przezycie kolejnego dnia i przede wszystkim ta
                          świadomośc że jest gdzies inna osoba czy osoby które borykaja się z takimi
                          samymi emocjami, przechodzą wzloty i upadki to naprawde pomaga mieć do kogo
                          napisać jak minła kolejny dzień. To prawda Aniu że raz ja raz ty mamy lepsze i
                          gorsze dni ale na tym chyba to wszystko polega. Ja dziś niestety mam ten gorszy
                          dzień bo jutro tj 25 pażdziernika moja mama z tatusiem obchodziliby 31 rocznicę
                          slubu. Zawsze w kolejne rocznice organizowałam im kolacje we dwoje pomagałam
                          tatusiowi wybrac dla mamusi prezent mamusi dla tatusia. Zabierałm brata i
                          zostawialismy ich choć na parę godzin samych. W zeszłym roku niestety 30 okragłą
                          rocznicę słubu rodzice spędzili w szpitalu gdzie padła akurat tego dnia diagnoza
                          o chorobie i jej zaawansowaniu. Pomimo to jednak tatuś resztkami sił zaprosił
                          mamusie na obiadek wprawdze mało romantycznie bo w szpitalu ale liczy się gest.
                          We wczesniejszych latach natomiast pamiętam w 25 rocznice słubu pojechali na
                          weekend do Nałeczowa załatwiłam wszystko z tatusia znajomymi nawet nie wiedzieli
                          że pojadą. Spedzili dwa cudowne dni tylko we dwoje razem bo zawsze na to
                          brakowało im czasu. To bedzie niestety bardzo smutny dzień dla mnie ale martwię
                          sie również o tatusia który przezył zmamusią tyle lat i tak bardzo ją kochał.
                          Kupimy kwiatki ładne i zaplimy specjalnie na ten dzień kupiony przez tatusia
                          znicz. tylko tyle albo az tyle. A już 27 pazdziernika minie 6 miesięcy od
                          smierci mamusi. Z jednej strony to tak długo a z drugiej czas leci jak szalony.
                          Także ten tydziń mamy troszkę smutniejszy niz poprzednie. A no i oczywiście
                          niedługo 1 listopada kolejne swieto. Zawsze tego dnia chodzilismy na wazne dla
                          nas groby stawilismy znicze ale to nas bezposrednio jakoś nie dotyczyło z
                          zupełnie innymi emocjami to wszystko a teraz mamy swój grób najblizszej dla na s
                          osoby. A ty jak aniu sie trzymasz dsz radę przetrwac ten dzień? wiesz ostatnio
                          miałam też wizyte mojej mamusi przyjaciółki i wtedy zebrało sie na wspomnienia,
                          lzy łzy łzy ból i cierpienie które w sobie pomału układałam wybuchło z podójną
                          siła. Całą noc nie spałam bo ten bol wrócił z podwójna siła i kolejny dzień też
                          był ciezki. Nie moge jescze tak do konca wspominać mamusi z jej czy naszymi
                          znajomymi wiesz z toba i innymi na forum jest mi łatwiej i chę się z wami tym
                          dzielić a z moimi czy moich rodziców znajomymi nie bardzo. Masz racje też Aniu
                          co do tego że powinnismy wcielać w zycie wszystko to o czym wspolnie znaszymi
                          bliskimi marzylismy czy rozmawialiśmy. Bo to pomoże nam przetrwać a jednoczesnie
                          da poczucie bliskości z nimi ich obecnosci. Bardzo dobrze mi sie z tobą pisze
                          aniu i bardzo wiele mi pomagasz mam nadzijeę ze ja w jakimś stopniu tez ci sie
                          na cos przydam. Trzymaj się cieplutko
                          Patrycja
                          • tolka3 Re: wspomnienia 24.10.06, 10:01
                            pdragun napisała:

                            > Zauwazyłam też że oprócz nas dwóch nikt więcej w tym wątku nie uczestniczy.

                            Jestem pewna, że w tym wątku uczestniczy wiele osób. Tylko biernie, jak ja :)
                            Ja mam teraz te gorsze dni. Fatalne. Chwile, gdy wieczorem leżę już w łóżku,
                            wokół cisza i spokój, są nie do zniesienia, łzy rozpaczy, ogromnego żalu, to aż
                            boli... A zbliża się 1 listopada, choć tego dnia nie bojoę się tak bardzo jak
                            świąt Bożego Narodzenia. Nie chcę ich. Aż żałuję, że w tym roku Wigilia wypada
                            w weekend, bo poszłabym do pracy, czas by szybciej zleciał. Pozdrawiam Was.
                            Trzymajcie się :)
                            • pdragun Re: wspomnienia 24.10.06, 10:29
                              Do tolka3

                              Przepraszam jesli to zabrzmiało zle nie chcłam tak tego ująć. Chodziło mi o
                              czynny udział ja wiem że tych którzy czytają ale nie mają siły jeszcze o tym
                              pisać jest bardzo duzo co zreszta napisałam w dalszej części posta mojego.Wierzę
                              i rozumiem twój ból rozpacz łzy. Wiesz jak napisałm wczesniej ja tez mam teraz
                              natezenie okazji które kojarzą mi się z mamusią bo to ona głownie była
                              organizatorka wszystkiego. Dzis imieniny mojego niepełnosprawnego brata, jutro
                              byłaby 31 rocznica słubu rodziców, 27 to z kolei 6 miesiecy od smierci mamusi, 1
                              listopada, potem 30 listopad imieniny tatusia które zawze organizoała mamusia,
                              potem 3 grudnia byłby urodziny mamusi, 9 grudnia byłyby imieniny mamusi no i
                              najgorsze dni czyli Świeta Bozego narodzenia które przerażają mnie również
                              najbardziej. Tuz po smierci mamusi ( mamusia moja zmarła 27 kwietnia) musiałam
                              przetrwac też bardzo trudne dni bez niej, dzien mamy w maju moje i tatusia
                              mojego urodziny w sierpniu i moje imieniny i to wszystko bez niej bez jej
                              wygłupów i pieknego pełnego ciepła usmiechu, zawsze na ten dzien miałą
                              naszykowaną jakąs niespodziankę która poprostu zwalała z nóg. Piszę to dlatego
                              żeby uzmysłowić Tobie że bardzo dobrze rozumiem twoje cierpienie twój ból
                              rozpacz łzy. Rozumiem jak ciezko znieść bycie samamu w domu ja do tej pory
                              uciekam do pracy albo szukam dużej liczby zajec w domu by nie mysleć. Wiesz ja
                              pomyslałam sobie i tak zrobimy że Swieta Bożego Narodzenia pierwsze bez mamusi
                              spędzimy u rodziny poniewaz nie wyobrażam sobie bycia w tym czasie w domu tylko
                              z tatą i bratem. To i tak bedą najsmutniejsze Swięta ale może wśród tłumu ludzi
                              jakoś przelecą i d się je przezyć. może tez pomysl o czymś takim żebyś nie była
                              sama i nie miała czasu na myslenie. My zawsze Swięta spędzalismy we czworo
                              rodzinnie a teraz Mojej Mamusi nie ma to koszmar na samą mysl mam łzy w oczach.
                              Nie wiem tez jak przetrwam ten czas przec Swietami chodzenie kupowanie prezentów
                              radosć bo to Swięto radosci. Ale nie możemy się poddawać trzeba dlatego pisać o
                              najskrytszych emocjach, o bolu rozpaczy łzach wtedy człowiek wyrzuca to z sobie
                              i jest mu chociaż troszeczke lżej. Jak dasz radę napisz o sobie bliskiej ci
                              osobie która odeszła takie małe wspomnienia. wiem popłaczesz sie przy tam bardzo
                              bedzie ci bardzo zle ale wylejesz te uczucia na papier i może choć w minimalnym
                              stopniu pomożemy ci przetrwać ten trudny czas. Spróbuj może pomoże. wiesz juz
                              nigdy nie bedzie tak samo rozpacz bol pozostana w nas do końca zycia ale łatwiej
                              jest dzielić to z ludzmi którzy tez przez to przechodzą.Pozdrawiam ciepło. Patrycja
                              • tolka3 Re: wspomnienia 24.10.06, 11:21
                                Patrycja, to nie zabrzmiało źle :) Napisałam, bo chciałam, żebyście wiedziały,
                                że Was podczytujemy ;) I wiem doskonale, że mnie rozumiesz, że wiesz, co
                                przeżywam, bo przeżywa to każdy z nas, na początku jest zaskakująco spokojnie,
                                działa adrenalina, nie ma jeszcze tej wielkiej tęsknoty, wraz z upływem czasu,
                                jest zdecydowanie ciężej.
                                Ja nie jestem na codzień sama. Mam męża, dziecko, jestem zabiegana, w ciągu
                                dnia nie mam za wiele czasu na rozmyslanie. Natomiast przychodzi taki moment co
                                wieczór, że mimo obecności najbliższych, jestem sama, a może nie sama, a z
                                mamą... Święta spędzamy zawsze w większym gronie, z moim rodzeństwem, z dziećmi
                                (każde z nas ma dzieci), często dołączają teściowie mojego rodzeństwa. Także
                                ludzi jest sporo. Mimo wszystko, będzie cholernie ciężko, może nawet jeszcze
                                ciężej, niż gdybym je miała spędzić jedynie z mężem i dzieckiem. Tak naprawdę
                                to chciałabym wyjechać gdzieś daleko, nie zasiadać do stołu, nie ubierać
                                choinki, nie kupować prezentów. Myślę, że tak byłoby łatwiej. I gdyby nie mój
                                tato, pewnie tak bym to zorganizowała.
                                • aniawx Re: wspomnienia 24.10.06, 11:51
                                  Cześć dziewczyny!!!
                                  No widzisz Patrycja, ja dziś mam lepszy dzień, bo jade na cmentarz:)) Niestety
                                  nie moge jeździć codziennie, ale dwa razy w tygodniu jeżdżę. No i dziś jest ten
                                  dzień!:)) Cieszę się, że będę mogła świeczke zapalić, podlać kwiaty itd. Patryk
                                  bardzo lubił kwiaty i to On zawsze dbał o nie, a teraz to ja musze robić. No
                                  ale już sie przyzwyczaiłam i nawet nie zapominam podlewać:) W listopadzie,
                                  dokładnie 24 Patryk skończyłby 28 lat. Już kupiłam mu prezent, ael dopiero
                                  zawioze mu 24. I wiem, ze sie ucieszy:)
                                  No a Was proszę o jeden uśmiech dziś!! I pamiętajcie, że nasi bliscy sa tam
                                  SZCZĘŚLIWI!!!! I tego chcą od Was!!! Wiec głowa do góry!!!
                                  Pozdrawiam,
                                  ANia
    • pdragun Re: wspomnienia 25.10.06, 09:29
      Aniu cieszę się bardzo że miałas lepszy dzien wczoraj. Jak było na cmentarzu i
      jesli to niedyskretne pytanie to niep pisz ale co kupiłas Patrykowi? Ja miałam
      wczoraj popołudniu troszke lepszy nastrój przyjechałam na cmentarz moim nowym
      samochodem i opowiadałam mamusi jaki jest fajny i jak fajnie się jezdzi. Ze
      jednego tylko mi brakuje jej siedziącej obok mnie i w drogę. opisywałam jej jaki
      jest jak się prowadzi i wogole. Poza tym opowiadałam jej jak bardzo się
      zakochałam i jak Mirek bardzo kocha mnie. To poprawiło mi nastrój na całe
      popołudnie ale niestety wieczorem i dziś jest już ciezko. Dzisiaj jest 25
      pazdziernika 31 rocznica słubu rodziców. Tatuś jest dzisiaj w kiepskiej formie
      pscychicznej j a zreszta też. Szczegolnie w takich dniach odczuwa się ten brak
      juz od rana pewnie planowałybysmy z mamusią niespodziankę dla tatusie i wogole.
      Ten dzien jest ciezki dla mnie dlatgo że dla mojego tatusia jest bardzo ciezki.
      Dziś mieliby staż 31 lat miłości trudno tak poprostu o tym nie mysleć. Wiesz
      Aniu ostatnio mi chyb Jej jeszcze bardziej brakuje bo nie mam z kim porozmawiać
      o takch sprawach wiesz jak to tylko z mamusią sie rozmawia. Mam nadzieje że nie
      sprawię ci bolu pisząc o zakochaniu wiem że ci teraz bardzo ciezko o tym mówić.
      Chaiłąbym się tym moim szczęściem z nią podzielic pogadać o tym i o wym wiesz o
      zym mowię ale nie moge bo jej nie ma. Ale musze sobie dzisiaj poradzić ze sobą
      dla tatusia bo to on dzis ma najtrudniej. Pewnie jak w kazdym małżenstwie były
      lepsze i gorsze dni, przeszli wzloty i upadki ale jedno było i jest pewne
      mamusia kochała tatusia bezgranicznie nie za coś tylko pomimo, natomiast tatuś
      świata poza mamusią nie widział, dla niej sciągnałby gwiazdke z nieba, oddała za
      nią zycie. Byli rózni moja mamusia taka stonowana, spokojna, wywazona,
      podchodzaca do wszystkiego z rozsadkiem, dla niej najwazniejszae było dobro
      rodziny szczescie meża i dzieci, w tym jednym byli podobni ale tak poza tym moja
      tatuś to choleryk, wszystko u niego jest na już na zaraz, raczej do wszystkiego
      podchodzacy sercem mało kiedy robiacy analizy za i przeciw. Jednak pokochali się
      31 lat temu i stworzyli dom ciepły delikatny bezpieczny pełny miłosci
      zrozumienia wyrozumiałosci. Przez wiele musieli przejsc w zyciu, zycie niestety
      ich nie ropieszczało, mamusia w młodości duzo chorowała na niedroznosci jelit,
      tatuś siedział przy niej w szpitalach dzien i noc, potem narodziny mojego brata
      który okazał się chory to tez przecież taki test na siłę uczuc, potem ja tez
      urodziłam się i dawano mi marne sznase na przezycie bo byłam taka malutka , no i
      pozniej z kolei walka o normalne zycie mojego brata, walka z tatusia problemami
      w pracy i nie tylko. Przeszli wiele ich miłosc wielokrotnie wystawiana była na
      próbe ale przetrwali to wszystko i kiedy juz zaczelismy wychodzic na prosta
      dopadła nas ta choroba. Niesteyt sama miłosc nie jest w stanie wyleczyć choć
      bardzo by się chciało. Mam nadzijee że w przyszlości stworze taki dom jaki oni
      stworzyli nam pełen ciepła miłosci i jeszcze raz miłości. Postaram się byc dziś
      przy tatusiu i wspomóc mu przetrwanie tego dnia. Razem napewno nam się uda.
      Pozdrawiam serdecznie Aniu przesywał tysiąc całusków
      Patrycja
      • aniawx Re: wspomnienia 25.10.06, 12:52
        Witaj Patycja,
        Wiem, ze dziś jest Ci bardzo ciężko, a szczególnie Twojemu Tatusiowi. Strasznie
        się jednak cieszę, że miałaś to szczęście żyć w szczęśliwej, pełnej miłosci
        rodzinie!!! To jest wielki szczęście, szczególnie w tych czasach. I jak
        pisałaś, prblemów było wiele, ale wszystkie dało się pokonać, no oprócz
        jednego, którego niestety miłość nie leczy:((( A szkoda:(( Patrycja pamiętaj,
        ze Mamusia bardzo Was nadal Kocha i jest z Wami, tylko nie fizycznie!!
        Cieszę sie, ze masz nowe autko:) Tylko jeździł pomału!!!!! I pamiętaj, ze po
        mieście jest 50 km/h (Patryk mi to zawsze powtarzał - jechałam 70, a on patrzył
        na mnie i mówił - Kochanie w mieście jest 50 - i kurcze teraz jak przekraczam
        50, to od razu widze Go siedzącego obok i pouczającego mnie). Cieszę się
        również, że jestes zakochana z wzajemnością. I mam nadzieje, ze będziesz
        szczęśliwa z Mirkiem. Sznujcie siebie na wzajem - pamiętaj, ze szacunek to
        podstawa do dobrego związku!!!
        No a na cmentrzu było jak zwykle spokojnie i przyjemnie. Wiem, ze to głupio
        brzmi, ale ja naprawde lubie tam chodzić. Oczywiście pogadałam troche z
        Patrykiem, no i Mu posprzątałam, bo ma pełno liści na grobie, podlałam kwiatki,
        zapaliłam lampki no i pomilczałam. Powiem Ci co kupiłam Patrykowi - tylko Mu
        nie mów:)) Kupiłam Mu w Ikei taki duży świecznik z matowego szkła - On bardzo
        lubił świeczniki i zamówiłam Mu czarne róże - On bardzo chciał czarne róże na
        pogrzeb, ale nie było i dostał białe, no a teraz na urodziny dam Mu czarne, jak
        chciał. Tylko pamiętaj, ani słowa!!!:))
        Trzymaj sie dzielnie dziś i nie dawaj przynajmniej przed Tatą poznac, ze coś
        jest nie tak. Wiem, ze Mu jest ciężko, ale jakoś trzeba przeżyc i te dni...
        Pozdrawiam,
        Ania
          • pdragun Re: wspomnienia 27.10.06, 09:21
            Witam wszystkich własnie poczytała posty na forum i popłakałam sie tata Kasi
            zmarł dzis pogrzeb, mamusia Joasi umiera podobnie jak moja mamusia w cierpieniu
            i bolu to jakiś koszmar. chciałabym pomóc tym ludziom przejsc przez te trudne
            chwile bo wiem co czują i co przezywają w środku. Ja też mam dzisiaj trudniejszy
            dzień dzisiaj dokładnie o 16 minie 6 miesięcy od smierci mojej mamusi. Z jednej
            strony czas tak szybko zleciał a z drugiej to wszystko co się stało jest we mnie
            bardzo swieże i rany są bardzo bolesne. Dzisiaj musze wam powiedzieć że chce mi
            sie płakać od rana już dawno nie byłam nasaczona tak smutkiem i bolem jak dziś.
            6 miesięcy temu moja mamusia umierała w strasznych męczarniach wtedy chciałam
            żeby to się skończyło jak najszybciej aby długo nie cierpiała ale gdy wydała
            osttnie tchnienie trzymając mnie za rekę i patrząc mi jakby swiadomie w oczy coś
            we mnie runeło. Nie mogłam w to uwierzyć że ode mnie odeszła że Bóg ją zabrał.
            Siedziałam tak blisko niej zamknełam jej oczka i trzyamła za rękę przytuliłam
            sie i tak bardzo chciałam żeby się obudziła żeby mnie przytuliła i powiedziała
            kocham cie kroliczku słoneczko moje zaraz wstaje. Ale ona tego nie zrobiła. Wiec
            to ja ją przytuliłam i nie mogłam sie od niej oderwać czułam sie jakby któś
            perfidnie przeciął pepowine i zostałam zupełnie sama. Pisałam juz wiele razy ze
            mamusia umierała w agonii 16 godzin mysmy byli poprostu po tygodniach
            nieprzespanych nocy a ja do końca miałam nadzijee że Bóg da nam jeszcze jedna
            sznasę. Potem zaraz akt zgonu jacyś ludzie przyjaciel tatusia przyjechał i
            pojechali załatwiać zakład pogrzebowy. Ja zostałam z mamusią i z bratem. Potem
            telefon że przyjada Panowie aby pomóc przy ubraniu. Zaczełam szukać wiedziałam
            co mam mamusi założyc jak chciałaby wyglądać robiłam to wszystko w jakimś amoku
            bo nic nie pamietam tylko takie jakieś elementy. Pamiętam jednak jak mamusie
            wkładali do trumny izamyksli wieko rzuciałam się za nią nie chiałam jej oddać to
            było straszne. Na drugi dzien był zaraz pogrzeb. Ale po tym jak mamusie zabrali
            powróciłam schodami do domu i coś jakby mnie uderzyło puste łózko, wyjący pies
            usiadłam w przedpokojku na dywanie i rozszlochałam się jak nigdy dotąd czułam
            sie taka pusta tak mi bło zle smutno chciałam krzyczec oddajcie mi ja. A potem
            godziny mijały doszło do pogrzebu z którgo nie wile pamietam tłumy ludzi duzo
            twarzy jakies słowa i tyle. Dzisiaj faktycznie nie jest ze mną dobrze Aniu bol
            sie nasilił i rozpacz i łzy napełniają moje oczy.Juz albo dopiero 6 miesięcy jej
            nie ma a ja mam wrazneie jakby to wszystko było wczoraj. Jak jeszcze wczoraj
            mnie tuliła głaskała smiała sie mowiła że kocha mnie ponad zycie i w jednej
            chwili tego nie ma. Ból rozpacz bezsilność tak własnie się czuje. myslałam że
            poradziłam sobie z tymi emocjami jakoś szczegolnie dzieki Ani ale dzisija jakos
            wyjątkowo jest mi bardzo zle ale moze jka po pracy pojadę do mamusi na cmentarz
            to bedzie mi lepiej.Porozmawiam z nią wypłacze się i znów bede miał nowe siły by
            się uśmiechać i jakoś zyć.
            Pozdrawiam
            Patrycja
            • aniawx Re: wspomnienia 27.10.06, 11:25
              Patrycja widzę, ze faktycznie ciężko dziś z Tobą:(( Patrycja Patryk napisał mi
              w liście pożegnalnym: "Nie chcę aby dzień mojej śmierci był dla Ciebie dniem
              smutku i rozpaczy...potrakyuj go jako dzień wesoły, który zakończył trwający
              prawie 2 lata koszmar". I tak właśnie ja to traktuję - tak jak chciał Patryk.
              Patrycja pamiętaj o tym, że MAMA jest szczęsliwa!!! Ona nie cierpi!! No prawie
              nie cierpi, bo uwież mi, że boli ja to, ze Ty tak cierpisz, tak rozpaczasz.
              Zrób to dla niej i idz na cmentarz i uśmiechnij się od ucha do ucha i powiedz,
              ze cieszysz sie Jej szczęściem!!! Spróbuj to zrobić dla niej.
              PS. Ja nadal nie zapłakałam nad grobem Patryka. Wiem, ze On nie chciałby tego.
              Płacze w domu, ale nie nad grobem!! Nie przy Nim.
              Trzymaj sie dzielnie.
              Pozdrawiam,
              Ania
    • pyrteczka Re: wspomnienia 27.10.06, 11:40
      Dzisiaj zdecydowałam się napisać o moim najukochańszym Tatusiu. Odszedł 12
      września, po roku walki z tą okropną chorobą. Tatuś był mi bardzo, bardzo
      bliski. Od małego ja byłam jego oczkiem w głowie, a on moim ukochanym Tatusiem.
      Rzadko miałam go przy sobie, był kierowcą TIR'a, czasem tygodniami nie było go
      w domku. Zawsze czekałam z ustęsknieniem jak wróci, nawet w środku nocy, jak
      wracał - wystarczyło tylko, że włożył klucz do zamka, a ja już się budziłam,
      zrywałam na nogi i szłam się przywitać. Potem często siedziliśmy w kuchni do
      rano, pomimo tego, że on nie spał od długiego czasu, a ja szkłam do szkoły.
      Często z Nim jeździłam, zwiedziłam całą Europę i takie wyjazdy, wakacje
      wspominam jako najlepsze w moim życiu. Był chyba najbardziej pogodnym i
      optymistycznie nastawionym do życia człowiekiem, jakiego znałam. Nigdy nie
      skarżył się i nie użalał nad sobą. Choć prawie 10 lat spędził mieszkając w
      samochodzie, będąc ciągle poza domem i nie mając łatwego życia. Zawsze wracał
      uśmiechnięty i zadowolony. Rok temu wiosną zaczął skarżyć się, że momentami
      traci wzrok w prawym oczku. Oczywiście nigdy nie miał czasu żeby pójść do
      lekarza. W końcu zjechał kiedyś na 2 dni i Mamusia zaciągneła go do okulisty.
      Początkowa diagnowa - jaskra. Pamiętam, jak po tej wiadomości płakałam - a
      teraz oddałabym wszystko, WSZYSTKO !!! - żeby na tym się skończyło. Niestety
      później telefon od Mamy - wykryli jakiegoś guza. Nie wiedzą co to jest, trzeba
      jechać na specjalistyczne badania do Krakowa. Badania w Krakowie za 2 tygodnie -
      Tatuś pojechał jeszcze w swoją ostanią trasę. Pojechali do Krakowa - badania -
      telefon od Mamy - nowotwór - czerniak, zaawansowane stadium - konieczne
      usunięcie oka. Tatuś wrócił z Krakowa i ani razu nie pokazał, jak bardzo ta
      wiadomość go zabolała, do operacji ciągle pogodny i wesoły. W końcu czerwiec -
      usunięcie oczka Tatusia w Krakowie. Niedziela - jedziemy do niego w
      odwiedzinki, czuł się świetnie, żartował i rozbawiał wszystkihc dookoła. Potem
      wtorem, pojechałam z moim chłopakiem po Tatusia, chodziliśmy jeszcze po
      krakowskim rynku, wróciliśmy do domku. Zapomniałam jeszcze napisać, że Tatuś
      zawsze mówił, że jak będzie na emeryturze kupi sobie pieska, a kilka tygodni
      przed diagnozą mój brat przytaszczył do domu bokserkę. Oczywiście od razu Tatuś
      się z niej zakochał, a ona w Nim - dzięki temu przez ostatni rok swojego życia
      miał swojego wymarzonego pieska, który poza Nim nie widział świata. Poztem
      wszystko się jakoś ułożyło, Tatuś dostał rentę, dorabiał sobie u Wujka. Tydzień
      przed Świętemi Bożego Narodzenia - badania kontrolne - USG jamy brzusznej -
      jakiś guz. Znowu rozpacz. Święta cudowne, Tatuś wesoły, nikomu nie pokazuje
      swojej choroby. Styczeń - tomograf, biopsja - przerzuty. I znowu świat nam się
      załamał. Operacja w Gliwicach, odbieramy Tatę po operacji, okazało się, że nie
      usunięto jednego guza. Mama rozmawia z lekarzem, ktory powiedział, że nie ma
      już ratunku, że nie ma sendu męczyć go chemią. Ale Tatuś szybko wraca do siebie
      po operacji, wraca do pracy, do codziennych obowiązków, znowu codziennie po
      jego wiezornym spacerze z pieskiem dzwonię do Niego i rozmawiamy, opowiadamy
      sobie cały dzień. Tatuś czuje się świetnie, a my znowu nabieramy przekonania,
      że będzie dobrze. Maj - USG - cała wątroba w naciakach, mnóstwo przerzutów.
      Tatuś rozpoczyna chemię. Po pierwszej czuje się dobrze, nie wymiotuje, po 3
      dniach wraca do pracy. Nie zapomnę jak przywiozłyśmy go do domku po pierwszej
      chemii, a on wszedł do łazienki i wyszedł trzymając w dłoni jasne włosie ze
      szczotki do czyszczenia smiejąc się żebyśmy ziobaczyły jak mu już wypadają
      włosy. Sam z siebie i z choroby żartował. Potem druga chemia i w końcu na
      początku sierpnia. I już po tej chemii Tatuś czuł się coraz gorzej, ale ciągle
      chodził do pracy i walczył. Jak się go pytałam, jak się czuje zawsze mówił, że
      jak mnie słyszy/widzi to czuje się świetnie. Nawet w dniu swojej śmierci
      wszystkim mówił, że czuje się dobrze, choć ledwo trzymał się na nogach. Nikogo
      nie obciążał swoją chorobą. Po chemii tomograf kontrolny - przerzuty do nerki,
      Tatuś nie kwalifikował się już do dalszego leczenia. Jeszcze tydzień przed
      śmiercią uparł się, że pojedzie na wieś (500 km ) do swojego brata, na grób
      sowjej Mamy, mojej Babci, która zmarła rok wcześniej. Wrócił w sobotę (9
      września), w niedzielę, gdy do Niego przyjechałam to nie poznałam własnego
      Tatusia, przed tydzień schudł i zmienił się tam bardzo, to było okropne.
      Poniedziełek - 11 wrzesnia - poszłam do niego po pracy, leżał w łóżeczku, potem
      usiadł i śpiewał mi piosenkę. Nie zapomnę tego, nie rozumiałam za bardzo słów,
      sprawiało mu to trudność, ale śpiewał ją dla mnie. W nocy z poniedziałku na
      wtorek zadzwoniła Mamusia, że było u Taty pogotowie, że zaczął się dusić, nie
      chciał do szpitala. Pojechałam tam w środku nocy, siedział na fotelu, ciężko
      oddychał, był półprzytomny, ale myśle ,że wiem, że byłam przy Nim, tam mocno
      ściasnął mi rękę, gdy wzięłam jego dłoń. Byliśmy przy Nim wszyscy - Mama, ja,
      mój brat, mój narzeczony. Trzymaliśmy go za rączki, Mama śpiewała mu kołesankę
      i ... zasnął. Mój najukochańszy, najzabawniejszy, najdzielniejszy Tatuś odszedł
      w wieku 57 lat. Pobrzeb miał piękny, tylu ludzi przyszło go pożegnać, nikt nie
      chciał w to uwierzyć. I chyba najlepiej mojego Tatusia opiszą słowa mojego
      Wujką , że "nie ma na kuli ziemskiej człowieka, który powiedziałby nie zdanie,
      ale choć jedno złe słowo na mojego Tatę". On był/ jest po prostu coduwny. Tak
      bardzo za Nim tęsknię. Kocham Cię mocno mój Tatusiu ..... Madzia
      • aniawx Re: wspomnienia 27.10.06, 11:59
        Madzia to jest piękne co napisałaś. Tylk znowu się popłakałam, a dziś sie od
        miesiąca umalowałam:) I znów sie rozmazałam:( Ale to naprawde jest piękne. Jak
        czytam o Twoim Tatusiu - to widze mojego Patryka - tez taki uparty i chętny do
        życia. Cudowni Ci nasi bliscy!!
        Trzymaj się Madziu ciepło.
        Pozdrawiam,
        ANia
        • pyrteczka Re: wspomnienia 27.10.06, 19:22
          Dziękuję Aniu. Tatuś był na prawdę cudowny - pewnie tak bardzo, jak Twój Patryk
          dla Ciebie. Ja właśnie złapałam duuuużego doła, pomyślałam o Świętach i nie
          mogę ich sobie wyobrazić. Dużo bym dała, żeby ich w tym roku po prostu nie
          było, żeby wyjechać gdzieś, gdzie nie ma Świąt, po prostu ich nie spędzać. Wiem
          jak mi i Mamusi bęzie ciężko... Jutro rano jadę do Tatusia na cmentarz, któy
          nazywam parkiem - Tatuś leży na cmentarzu, który nazywa się "Park Pamięci".
          Posiedzę sobie przy Nim, porozmawiam....
          Aniu, czy Tobie śni się Patryk ? Mi mój Tatuś od śmierci przyśnił się tylko
          raz, poza tym w ogóle nie śni się ani mi, ani Mamie. Chciałabym żeby odwiedził
          mnie we śnie...
          Pozdrawiam Cię serdecznie Aniu, papa
          • aniawx Re: wspomnienia 30.10.06, 20:55
            Witam Pyrteczka:)
            A ja cieszę się na Święta, traktuję je jako dzień Patryka - przyniose mu ładne
            kwiatki, lampki i spędzę z Nim więcej czasu niż zawsze. Bo to Jego święto.
            Oczywiscie nie zapominam o urodzinach, imieninach itd. To tez Jego święta. Czas
            na poświęcenie Mu więcej czasu, na modlitwę głębszą itd.
            Co do snów, to Patryk śni mi się dość często. Ale najważniejsze sny miałam
            zaraz po pogrzebie. Pierwszy sen był w noc po pogrzebie - Patryk siedział w
            szarym pokoju na wysokim czerwonym krześle i mówił coś do mnie ale nie
            pamiętałam, ale ogólnie był przerażony. Później snił mi sie trzy dni później,
            ale zupełnie inny sen - tym razem śniło mi się, ze Zmartwychwstał, ze wyszedł z
            trumny jak duszek, z uśmiechem na twarzy i też coś do mnie mówił ale nie
            pamiętam. No i ostatni taki najważniejszy sen, to w kolejną noc po tym drugim
            śnie. Ale ten sen był piękny - przyśniło mi sie, ze wstał z trumny, objął mie i
            poszliśmy na spacer, piękną łąką. Jak wstawał z trumny to spytałm Go czy On
            żyje, a On odpowiedział mi, ze "oczywiście, że żyję". A póżniej powiedział mi
            że On jest bardzo szczęśliwy, po czym zaczął tak krzyczeć, jak w szpitalu w
            czasie wylewu i jak Go spytałam czy znów Go tak bardzo głowa boli to powidział
            mi "Kochanie, zartuję sobie z Ciebie, zaczął sie śmiać i mówił dalej - Kochanie
            mnie już tu nic nie boli, ja nie czuję bólu. Już nie martw się o Mnie. Jestem
            szczęsliwy". I obudziłam się... To był na prawdę piękny sen i wiesz od tej
            pory już nie martwię się o Niego. Oczywiście modlę się za Niego, ale już mam
            taki wielki spokój wewnętrzny, bo wiem, ze On jest szczęśliwy.
            Mam nadziejem ze Tobie Tatuś też się kiedyś przyśni i powie, ze jest
            szczęśliwy. Ale wiesz co, moja sąsiadka po śmierci męża powiedziała mi że
            jeszcze jej się nie śnił (a zmarł w marcu). Ale kiedyś obudziło ją coś rano i
            zobaczyła na ścianie odbicie słońca (padało na półki i zrobił się wielki biały
            krzyż - i Ona stwierdziła, ze to właśnie jej mąż chciał powiedzieć, ze już jest
            wszystko dobrze). Może Ty też kiedyś będziesz miała takie znaki.

            Pozdrawiam, Ania
            • pdragun Re: wspomnienia 31.10.06, 08:51
              Jak zwykle Aniu dajesz nadzieję i powodujesz że ludzie zupełnie inaczej patrza
              na śmierć tej najbliżeszej osoby. Ja też podobnie jak ty spedze z mamusią wiecej
              czasu an cmentarzu choc jestem u niej codziennie, posiedzę z nia porozmawiam mam
              jej tyle do powiedzienia, zaniose kwaitki postawię znicze żeby siwtełko zawsze
              miała zapalone. Moja mamusia śniła mi się dwa dni temu była usmiechnięta radosna
              szczesliwa, mowiła coś do mnie ale nie pamiętam co tak bardzo chciałam ja
              dotknąć utulić ale nie mogłam. Mnie mamusia podobnie jak Ani Patryk sniła się
              zaraz po pogrzebie dajacmi do zrozumienia że mam przestac rozpaczać, płakać że o
              na czuwa nade mną i zawsze bedzie czuwała. Te sny dały mi wiele spokoju
              wewnętrznego a poza tym słowa Ani która kazał mi spojrzec na smierc mojej
              najukochańszej mamusi z innej perspektywy inaczej. To pomogło teraz wiem że jak
              jest gwiażdzista noc to ta gwiazdka która swieci najjjasniej to jest moja
              mamusia która ma ciezkie zadanie bo cały czas czuwa nade mna moim tatusiem i
              bratem. Kocham Ją bardzo za to jaka była osobą i kocham ja za to że nawet po
              smierci jest obecna cały czas w moim zyciu. Jej ciepło, miłosc dobroć udzielaja
              mi się do dzis pomimo tego że mineło już 6 miesiecy. Czasem myslę sobie ze to
              duzo czasem że mało, uczę się z tym zyć i cały czas myslę jak w danej sytuacji
              postapiła by moja mamusia co by zrobiła bo była jest i bedzie zawsze dla mnie
              najwiekszym autorytetem w zyciu.
              Pozdrowienia
              Patrycja
              Mamusiu kocham Ciebie
              • kol32 Re: wspomnienia 31.10.06, 11:06
                Jeszcze nie czuję się na siłach by napisać wspomnienie o moim Tacie ale opiszę
                sen.

                Tata przyśnił mi się trzy dni po śmierci, jeszcze przed pogrzebem. Dziwny był
                ten sen. Organizowaliśmy jakieś śniadanie na dworzu w okolicy kościoła, w
                którym było nabożeństwo żałobne. Byłam tam z mężem i synkiem. Kiedy
                nakrywaliśmy do stołu, nagle pojawił się Tata. Miał na sobie ubranie, w które
                ubralismy Go po śmierci. Byłam niesomowicie szczęśliwa widząc Go wśród nas.
                Dziwne było to, że Tata nie wyglądał ani tak jak wtedy gdy był zdrowy, ani tak
                jak ostatnio. Wyglądał tak jak jakieś trzy miesiące temu: schorowany ale wciąż
                sprawny. W tym śnie wiedziałam, że Tata ma przerzuty do kości. On też był
                świadom choroby. Wszyscy byliśmy też świadomi, że Tata zmartwychwstał.
                Narzekał, że od leżenia boli go kręgosłup i nie bardzo może chodzić. Ale za
                chwilę zaczął biegać i bawić się ze swoim wnukiem. Powiedział, że przychodzi do
                nas tylko na chwilę. Odbiegł gdzieś i zniknął. Chciałam sprawdzić gdzie jest
                ale synek mnie obudził.

                Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś mi się przyśni. Z takich snów człowiek nie chce
                się budzić.

                Kasia
                • aniawx Re: wspomnienia 31.10.06, 21:27
                  Kasiu mam nadzieje, ze wkrótce będziesz w stanie napisać nam coś o swoim
                  Tatusiu. Bardzo jestm ciekawa jak wyglądało Jego życie codzienne. Nie chodzi mi
                  tylko o chorobę, ale oczywiście o okres przed. Jak był zdrowym, silnym
                  mężczyzną.
                  Kasiu myśle, ze jeszcze nie raz Ci się Tatuś przyśni i że bąda to piękne sny.
                  Pomogą Ci przejść przez ten smutny okres w Twoim życiu.
                  Mam też nadzieje, ze zarówno Patrycja, ja i inni pomogą Ci choć troszkę w walce
                  z każdym następnym dniem.
                  Póki co trzymaj się dzielnie i spróbuj wyobrazić sobie jak szczęśliwy jest Twój
                  Tatuś teraz i jak bardzo by się cieszył, gdybyś Ty też była szczęśliwa.
                  Pozdrawiam,
                  Ania
                    • aniawx Re: wspomnienia 31.10.06, 22:14
                      Kasiu nie ma za co dziękować. Robię to z przyjemnością!! I zgodnie z tym, o co
                      prosił mnie Patryk w liście pożegnalnym. Robię to zarówno dla Ciebie jak i dla
                      Niego - żeby był ze mnie dumny. A Ty pomagasz mi w tym, żebym spełniała jego
                      prośby.

                      Słodkich snów życze,
                      Ania
                      • aniawx Re: wspomnienia 01.11.06, 19:54
                        Witam wszystkich,
                        Jak tam minęły Święta? Mam nadzieje,ze nie było tak przykro jak co poniektórzy
                        pisali. U mnie było bardzo przyjemnie, spokojnie, ciepło, kolorowo. Troszkę
                        wspomień przy grobie, troszkę płaczu, troszkę śmiechu, dużo zadumy i
                        przemyśleń. Ogólnie pozytywnie spędziłam ten dzień.
                        pozdrawiam,
                        ANia
                        • malgosiader Re: wspomnienia 02.11.06, 07:56
                          u nas było dużo zadumy, wspomnień, że przecież tak niedawno ..., ja przed tatą
                          i siostrą udawałam bohatera, oni przede mną zapewne też,
                          są piękne wiązanki, mnóstwo zniczy (to takie miłe, że tyle osób przyszło
                          zapalić Mamci śwaitełko, to świadczy o tym jakim człowiekiem była),
                          było zimno, deszczowo, wietrznie, ale my stalismy nie czując chyba tego zimna,
                          nie było śmiesznie ... nie było przyjemnie ... staliśmy jak takie opuszczone
                          sieroty ...
                          • pyrteczka Re: wspomnienia 08.11.06, 15:17
                            Witam wszystkich, Ja dzisiaj po pracy jedę do Tatusia, z czego bardzo się
                            cieszę. Zapalę mu znicze, poopowiadam co się dzieje. Najbardziej lubię chodzić
                            do Tatki sama, mogę się wtedy bardziej skupić nad wszystkim, "porozmawiać" z
                            Nim. Dzień Zmarłych minął spokojnie, byłam u Tatusia 3 razy, wiem, że było to
                            Jego święto. Wczoraj minęło 6 tygodni jak Tatuś zmarł. Śnił mi się ostatnio...
                            tyle tylko, że nie wiem dokładnie o czym był sen, wiem tylko, że Tatuś w nim
                            był. Pozdrawiam wszystkich i przesyłam dużo pozytywnej energii. Madzia
                            • kol32 Re: wspomnienia 10.11.06, 11:11
                              Ja też byłam wczoraj u Taty. To dziwne ale można powiedzieć, że byłam u Niego
                              na dwóch róznych cmentarzach. Najpierw zapaliłam świeczkę na grobie. Potem
                              postanowiłam pójść w miejsce, którego nie miałam odwagi odwiedzić od kiedy
                              byłam pewna, że Tata już tam więcej nie pójdzie. To działka - ukochane miejsce
                              Taty - zapalonego ogrodnika. To tam spędzał każdą wolną chwilę zbierając
                              nagrody za wygląd swojego ogrodu. To tam przed rokiem, gdy jeszcze nie
                              wiedzieliśmy o chorobie, zrobiłam Tacie ostatnie zdjęcie, na którym roześmiany
                              pokazuje swojemu wnuczkowi jak działa wąż ogrodowy. Teraz to miejsce umarło
                              razem z nim. Robocze ubrania Taty na wieszaku, suche badyle, liście, zgniłe
                              owoce... Tak bardzo tam widać, że Taty już nie ma.
        • vickie2 Re: wspomnienia 04.12.06, 13:37
          Łączę się w bólu z wszystkimi,którym umarli bliscy...Umarli na tak okropną
          chorobę,jaką jest rak.10 listopada odszedł mój Tatuś,odszedł po półrocznej
          chorobie,po półrocznym koszmarze,jakim była jego choroba.Pozwólcie,że trochę
          się rozpiszę,bo muszę to z siebie wyrzucić,a nikt tego tak nie zrozumie jak
          Wy.Mój Tatuś był taki jak Tata Madzi,zawsze wesoły,obrotny,zadowolony z życia,a
          ja zawsze byłam dla niego ukochaną córeczką.Mieszkam na Mazurach,prawie 600km
          od rodzinnego domu,więc zawsze gdy miałam przyjechać,to była dla niego ogromna
          radość,czekał z niecierpliwością na mnie i ukochanego zięcia.zaczęło się w
          maju...drętwienie lewej ręki,nogi,wręcz niedowład.Tata źle wyglądał,był
          blady,ale nie dopuszczał do siebie,że coś może być nie tak z nim-on,wielki i
          silny chłop chory???Byłam wtedy w 5 miesiącu ciąży,nosiłam w brzuchu jego
          wymarzoną wnusię,żebyście widziały jak on patrzył i głaskał ten mój brzuch!!!
          Opiszę teraz pokrótce jak się sprawy potoczyły-otóż neurolog wysłał tatę na
          tomograf,okazało się,iż ma guz w mózgu.operacja w Katowicach Ligocie.Bał się
          jej potwornie,mówił,że to głowa,a jak mu coś źle połączą,to będzie chodził do
          tyłu?(zawsze miał poczucie humoru,mimo strachu)Jakże byśmy chcieli,żeby jedyną
          konsekwencją tej operacji było chodzenie do tyłu...Przyjechałam po operacji(to
          był czerwiec,Boże Ciało)do szpitala,przeżyłam szok,tata nie mówił,nie ruszał
          lewą stroną wogóle,a na mój widok poprostu się rozpłakał...ja też,płakaliśmy
          strasznie,lekarz mnie wyprowadził,bo było ryzyko,że poronię.Niestety,lekarz
          prowadzący ciążę zabronił mi już jeździć tyle km aż do porodu.Okazało się,że
          musi być druga operacja mózgu,bo zrobił się obrzęk(taka była wersja mamy,która
          nie chciała mi powiedzieć prawdy)A prawda była taka,że ten guz to GLEJAK
          WIELOPOSTACIOWY,wtórny(wziął się z płuc)z przerzutami.Po drugiej operacji
          znacznie tacie się poprawiło,ja miałam z nim kontakt tylko tel.,odzyskał
          mowę,zaczął chodzić,jak ja się cieszyłam!!!!!!!!!!A on snuł plany,jak to
          przyjadą z mamą do mnie,będą czekać na poród,potem będzie bawił
          wnusię....czekał tylko na tomograf kontrolny i mieli przyjechać.17 września
          urodziłam Tacie wnuczkę,od tej pory koszmar po raz trzeci.Znów niedowład lewej
          strony,zanik mowy...Przeżuty wszędzie:krew,węzły chłonne,wątroba...Miałam 5
          tyg.dziecko,gdy mama powiedziała mi całą prawdę,co to jest u taty.Podjęłam
          decyzję,żeby przyjechać do domu,jechaliśmy całą Polskę z malutkim
          dzidziusiem,żeby chociaż zobaczył upragnioną wnuczkę.Przeżyłam szok jak go
          zobaczyłam:wychudzony,twarz zniekształcona chorobą,coś potwornego,ale musiałam
          być dzielna i nie pokazać mu jakie straszne wrażenie zrobił na mnie jego
          widok...tatuś uśmiechnął się na nasz widok leciuteńko(mama mówiła,że wogóle się
          nie śmiał),głaskał haneczkę,kładłam ją koło niego,Boże,jakie to było
          straszne,te jego oczy patrzące tak intensywnie na mnie,z takim żalem,że nie
          może jej wziąć na ręce,że nie może porozmawiać...Cieszył się nami 3 dni,potem
          zaczął gasnąć,gasnąć,aż w potwornych męczarniach,których nie zapomnę do końca
          życia,umarł 10 listopada,przy nas,w domu....Czuję ból nie do opisania,nie mogę
          się z tym pogodzić.nie wyobrażam sobie Świąt,kiedyś moich i taty
          ulubionych,jeszcze rok temu smażył karpia,cieszył się,że jesteśmy wszyscy razem
          na Święta...Chyba to co najgorsze związane z żałobą,dopiero przede mną..jeszcze
          nie dociera...Ale mam dziecko,muszę być silna,ale tak mi ciężko..DLACZEGO JEST
          TAK,ŻE ŻYCIE ZA ŻYCIE???!!!!???
      • kolia24 Re: wspomnienia 13.06.07, 04:14
        Najpiekniejsze wspomnienie jakie w zyciu czytalam. Boze moj dziadek byl
        identycznym czlowiekem, nigdy nie wybacze sobie, ze nie bylo mnie przy Nim, gdy
        umieral na raka. Trzymaj sie dzielnie!!!
    • ka_s_ka1 Re: wspomnienia 10.11.06, 15:33
      I ja też cos powiedziec a własciwie napisac !!!. Czas mija a ból wcale nie
      ustaje,nawet nasila sie.Wspomnienia o tym ,który odszedł,który byl
      kochany ,potrzebny,dobry,umiejący wszystkiemu zaradzić sa tak bolesne ,że az
      trudno żyć. A teraz Go brak :((( bardzo brak ,okrutnie za nim tęsknie,tak
      bardzo mi Go brakuje dosłownie na każdym kroku.Zaraz po smierci ,patrzyłam na
      filmy ,ma których jesteśmy,na Jego szelmowski usmiech ,i te jego Oczy zawsze
      wesołe i .................A teraz nie potrafie właczyc video,poprostu nie daje
      rady ,mam taki natłok bólu w sercu,taki żal do siebie ,do życia,do Pana
      Boga .Zastanawiam sie czym zawiniłam ,że teraz tak musze cierpieć,życ tak
      jakbym nieżyła,jestem pusta,wypalona.Kiedys było dobrze w sumie niczego nie
      oczekiwałam od życia tzn.wiecie bogactw,szumnego życia,wyjazdów.Załamałam sie
      bardzo,ledwo daje radę ile można płakać,ile krzyczec z bólu niepotrzebnej
      smierci.mimo wielu dobrych wspomniem ,wspaniałych chwil radości to ta chwila w
      której Go nie ma przesłania wszystko.to tak bardzo boli,tak bardzo.Kaska
      • aniawx Re: wspomnienia 10.11.06, 20:53
        Witaj Kasiu,
        Bardzo mi przykro, ze straciłaś bliską osobę. Nie wiem co Ci napisać. Mam
        nadzieje, ze czas jednak zagoi rany, że będziesz mogła włączyć video i
        popatrzeć na film jeszcze nieraz. Życzę Ci dużo siły!! I nie zastanawiaj sie
        nad tym, co złego zrobiłaś - bo pewnie NIC. I nie zadawaj pytania DLACZEGO? To
        nie ma sensu, a jeszcze bardziej dołuje i sprawia, ze jesteśmy negatywnie
        nastawieni do świata. Widzimy ludzi, którzy wyrządzili wiecej zła niż my, niz
        nasi bliscy zmarli, a jednak oni żyją. Dlaczego? Nie warto pytać, bo i tak nam
        nikt nie odpowie!!!! Kasiu spójrz na to tak,jak pisałam wczesniej - że IM jest
        dobrze, że opiekują się nami i przede wszystkim nie chcą żebyśmy rozpaczali!!
        Kasia i tak kiedyś sie spotkamy. Oni pojechali na delegacje i szykują dla nas
        tam miejsce!! Kasia bądz dzielna i nie wprowadzaj sie sama w smutek!!!!!
        Pozdrawiam,
        Ania
          • aniawx Re: wspomnienia 15.11.06, 19:58
            Witam wszystkich,
            dziś jest dla mnie szczególny dzień. Dokładnie dwa miesiące temu Patryk odszedł
            od nas:(( Jeszcze bardziej mi jest smutno z tego powodu teraz, niż wtedy...
            Coraz bardziej dochodzi do mnie ta prawde, że Go nie ma... Nadal mam Go przed
            oczami, nadal wspominam wszystko co nas spotkało dobrego i złego... Tęsknie
            coraz mocniej...Miśku śpij w pokoju! Kocham Cie - Ania
            • pdragun Re: wspomnienia 16.11.06, 09:12
              Witam wszystkich

              Chiałam Wam opowiedzieć o tym co spotkało mnie na cmentarzu nad grobem mojej
              mamusi wczoraj wieczorem. Moja mamusia zmarła 6 miesięcy temu. Od tego czas
              codziennie do niej jeżdzę na górb bo taką czuje potrzebę. Wczorja jak codziennie
              pojechał tam z moja druga połową. Zrobiłam porzadek a potem staneliśmy by
              chwilkę pomysleć. Mirek objął mnie ja spojrzałam w niebo i wtedy lekki ciepły
              podmuch wiatru jakby mnie otulił. Wczesniej nic nie wiało. To trwało dłuzszą
              chwilkę a potem ucichło. Poczułam się tak jakby przytuliła mnie moja mamusia i
              powiedziała do mnie córeczko kocham cie jak stąd na koniec swiata i z powrtotem
              i widze cie tam z góry, jestem i nigdy nie zniknę , zawsze bede przy tobie jak
              upadniesx podniosę cię, badz szczęsliwa ja zawsze bedę w twoim serduszku.
              Rozkleiłam się poczułam ten wietrzyk ale nie tak izwyły tylko bardzo ciepły taki
              jakby ktoś próbował otulić was czyms. Wiem że to była moja mamusia , wiem
              również że to mógłbyć zbieg okoliczności ale wierzę że jednak mamusia dała mi
              znać że jest i zawsze bedzie. Tak bardzo mi tego brakował, tak bardzo mi jej
              brakuje była moją druga połową dlatego im wiecej czssu upływa od jej smierci ja
              bardziej cierpię i bardzi mi jej brakuje. Wczorja od dłuzszego czasu się
              rozpłakałam ale wiem że ona jest czuwa nade mną opiekuje sie mną a ja bede zyła
              tak żeby zawsze mogła być ze mnie dumna. Kocham cie mimi jak stąd na koniec
              swiata i z powrotem albo jeszcze dalej.
              Pozdrawiam wsszystkich
              Patrycja
              • pdragun Re: wspomnienia 20.11.06, 12:01
                Witam wszystkich

                To znów ja Patrycja. Ostatnio pisałam Wam o tym dziwnym a zarazem wspaniałym
                uczuciu na cmentarzu którego doświadczyłam. Od tej pory wydawało mi się że juz
                jest dobrze, że ta równowaga którą dzieki temu forum i osobom tu piszacym
                wypracowałam jest w miarę trwała. Niestety nie jest. Otóz wczoraj byłam z moim
                chłopakiem i bratem na zakupach w centrum handlowym i wszystko było fajnie do
                momentu kiedy nie zobaczyłam na wszystkich już prawie wystawach sklepowych
                nastroju typowo świątecznego.
                Moja mamusia bardzo lubiła te szczególne Święta Bożego Narodzenia i zaszczepiła
                tą symaptią również całą naszą rodzinkę ze mną na czele. W tym roku jednak ten
                nastrój świąteczny potęguje we mnie ból, rozpacz i łzy.
                Nie wyobrażam sobie w tym roku Świąt bez mojej mamuni. Od jej smierci mija w tym
                miesiącu 7 miesięcy i czekają nas pierwsze święta bez Niej. To bardzo boli i tak
                naprawdę to muszę Wam powiedzieć że w tym roku mogłoby dla mnie nie być tych
                Swiąt. Chciałabym zasnąc na ten czas okołoświąteczny i obudzić się jak już
                bedzie po wszystkim. Mam piekne wspomnienia dotyczące tych swiąt z
                wczesniejszych lat ale najpiekniejsze mam z zeszłego roku. Mamusia moja była już
                chora tzn wiedziała o chorobie i była po pierwszysch naświetlaniach które miały
                na celu zniwelować ból. Tak też się stało mamusia w bardzo dobrej formie wróciła
                do domku w połowie grudnia także miałysmy czas na przygotowania. Mama była w tak
                swietnej formie że zorganizowałysmy tak piekne Swieta ze jak o tym pisze to
                płaczę. Nie wiem czy moja mimi coś czuła że stanie sie potem coś złego, że to są
                ostatnie wspólnie spedzone swieta ale tak je zorganizowała że były piekne.
                Nakupowałysmy ogromnie duzo rzeczy:ozdoby choinkowe, dekoracje na stół, na
                choinkę, nową zastawę stołową, nowe obrusy serwetki, wyczysciłysmy nowe sztućce,
                zrobiłysmy piekne stroiki swiąteczne itd itd. W sumie Swięta były u nas zawse
                piekne ale te były inne. Zajęłysmy się z mamunią wszystkim pomalutku nie na
                tepa, posprzątałysmy, ugotowałysmy, udekorowałysmy, nakupowałysmyy oiekne
                prezenty szczególnie mimi zależało na tym by tata dostał najwiekszy i
                najpiekniejszy prezent tak tez było a i mój brat. Ja dla mojej mamuni tez
                zrobiłam piekny prezent taki na jaki czekała. Pikna choinka zapachy nastrój
                swiąteczny i przede wszystkim mamusia usmiechnięta bez bólu. Zapamiętam te
                Swieta na zawsze jak zyczyłam jej powrtou do zdrowia, siły i jak przytulając jej
                mówiłam ze zawsze bedę przy niej i jak bardzo ją kocham jak stąd na koniec
                swiata i z powrotem. A mimi zyczyła i sukcesów wtedy w nowej pracy, obrony
                doktoratu i powiedziała mi że wtedy że zawsze bedzie przy mnie i nigdy mnie nie
                zostawi, kocha mnie i wiele ma jeszcze do zrobienia na tym swiecie. Ze jestem
                jej szcześciem miłoscią i nigdy nie zostanę sama bo ona bedzie walczyła. Jak
                nadchodził nowy rok myslałam ten taki parszywy był to ten 2006 bedzie lepszy
                niestety bardzo sie pomysliłam. Piekne święta i czas spedzony z moamunią
                usmiechniętą minał a potem było tylko cierpienie ból, łzy rozpacz cierpienie ból
                brak sił aż wkońcu 4 miesiące po tym pieknym czasie mamusia zmarła. Musze Wam
                powiedzieć że dla mnie w tym roku Swiąt mogłoby nie być bo dla mnie to łzy łzy i
                jeszcze raz łzy, ból i cieprpienie. Dlatego na ten czas Swiat jedziemy do
                Rodziny bo w domu tak pustym jaki jest od smierci mamusi nie wyobrażam sobie
                pozostać. To byłby koszmar. Kocham cię mamusiu bardzo i zawsze bedę.
                W tym roku chodzi o to by przeleciały jak najszybciej i jak najmniej je odczuć
                niestety bo bez mojej mamuni to nie jest to samo, wszystko jest jeszcze za
                świeże i za bardzo boli.
                Przepraszma za tak smutny list ale takie uczucia mnie ogarnęłyi chciałam z kimś
                sie nimi podzielić.
                Pozdrawiam ciepło
                Patrycja
                • pyrteczka Re: wspomnienia 20.11.06, 14:23
                  Kochana Patrycjo, ja również nie wyobrażam sobie Świąt bez mojego Tatusia ...
                  Ale chciałam się dzisiaj podzielić z Wami moimi przeżyciami. Pisałam tu kiedyś,
                  że nie śni mi się Tatuś. Ten weekend był przepełniony snami związanymi z Nim,
                  nie były to jednak miłe sny. Pierwszy był okropny, śniło mi się Święto
                  Zmarłych, że poszłam z moją rodziną na grób Taty. Na cmentarzu, gdzie Tatuś
                  leży był zwyczaj, że pod dużym krzyżem na środku cmentarza, bliscy i rodzina
                  zmarłych, którzy tam leżeli, składali zdjęcia, pamiątki, kartki i życzenia dla
                  Zmarłych. Cała łąka pokryta była różnorodnymi kartkami i zdjęciami. Ja,
                  strasznie płacząc, na kolanach przekopywałam wszystko, co leżało na łące i co
                  chwilę wyciągałam najróżniejsze rzeczy związane z Tatusiem. Było to mnóstwo
                  zdjęć, i to zdjęć odkąd był małym chłopcem i króciutkich spodenkach na
                  szelkach, poprzez zdjęcia z naszy wspólnych wakacji, i wiele innych. Ponadto
                  znalazłam mnóstwo kartek i listów dla Niego od znajomych, na każdym z nich
                  ludzie pisali, jak wspaniałym człowiekiem był Tatuś i jak bardzo za Nim
                  tęsknią. Potem, strasznie zapłakana, poszłam na grób Tatusia, a tam okazało
                  się, że ktoś obok powiększa istniejące groby i przez to grób mojego Tatusia
                  został bardzo zniszczony. Sen był na prawdę przykry, bardzo w Nim płakałam i
                  starsznie bolało mnie znajdowanie zdjęć Tatusia.
                  Kolejny sen, dzisiaj w nocy, również przedstawiał Święto Zmarłych. Tutaj także
                  odwiedziłam grób Tatusia, ale odwiedziłam ten grób właśnie z Tatą. Na grobie
                  było mnóstwo figurek aniołków, które przynieśli mu znajomi, a Tatko zachwycał
                  się tymi aniołami. To był krótsze sen, ale pewnie też miał ukryte znaczenie.
                  Najprawdopodobniej Tatuś prosi mnie w ten sposób o modlitwę.
                  Pozdrawiam Was wszystkich.
                  Madzia
                  • malgosiader Re: wspomnienia 20.11.06, 15:12
                    ja też od wczoraj znowu wszystko analizuję,
                    byłam wczoraj w kościele, było kazanie o przemijaniu, jakoś mi się smutno
                    zrobiło (choć zapewne nie taki cel miało owe kazanie) i sobie dudlam tu i
                    ówdzie...
                    • aniawx Re: wspomnienia 22.11.06, 18:47
                      Witam,
                      To znowu ja Ania. Chciałam Wam powiedzieć, ze wczoraj w końcu odważyłam się iśc
                      do lekarza, zeby podziękowac mu za opiekę nad Patrykiem. Lekarz przyjął mnie
                      bardzo miło, opowiedział co tak na prawde było Patrykowi. W końcu dowiedziałam
                      sie prawdy... Przykro mi mówić to, ale utwierdziłam się w tym, ze śmierć w tym
                      przypadku była najlepszym wyjściem (oczywiście najlepszy byłby cud!!!!, ale
                      mówie o ziemskim działaniu). Uświadomiłam sobie, że Patryk cierpiał jeszcze
                      mocnoiej niż mi sie wydawało... Przykre jest to co piszę, ale z drugiej strony
                      jeszcze mocniej wierze w to, ze On jest teraz szczęśliwy, bo w końcu nie
                      cierpi!!! I jeszcze jedno, cieszę się, ze Patryk nie wiedział, co Mu tak
                      naprawdę jest do końca. Mimo tego, ze dowiedziałam się tej strasznej prawdy, to
                      i tak wyszłam ze szpitala umocniona i w pewnym sensie szczęśliwa. Cieszę się,
                      ze w końcu poszłam tam i podziękowałam za to, ze lekarze walczyli z nami...
                      Ania
                        • pdragun Re: wspomnienia 27.11.06, 13:04
                          Witajcie

                          Dzis 27 listopada 2006 roku mija dokładnie 7 miesięcy od dmierci mojej
                          najukochańszej jedynej mamusi. Zmarła 27 kwietnia 2006 roku o 16.00. Dziś o tej
                          porze minie całe 7 miesięy z jednej strony to długo z drugiej bardzo krótko. Nie
                          umiem tego opisać ale dzisiaj wyjątkowo czuje ból, smutek , osmaotnienie. Tzn
                          codziennie to czuje ale dzisiaj jakby podwójenie. Nie wiem dlaczego ale o 16.00
                          bede u mamusi na grobie może tam nadejdzie spokój i łzy przestaną napływać do
                          oczu. tylko to że moge codziennie u niej być a od smierci mamuni nie ominęłam
                          ani jednego dnia daje mi siłę by nastepnego dnia wstać rano. Takie wsparcie mam
                          tez od taty , rodziny, przyjaciół, bliskiej mi osoby ale to że mogę isć do
                          mamuni i porozmawiać z nią daje mi duże poczucie spokoju.
                          Te uczucia smutku bólu są chyba dodatkowo potegowane faktem że z kolei w
                          niedzielę 3 grudnia moja mamunia skończy 58 lat. To też szczególny dzień dla
                          nas. Potem kolejne 9 grudnia imieniny mamuni no a potem Swięta których boję się
                          najbardziej i narazie nie wyobrażam sobie jak je przezyjemy.
                          Kochałam kocham i zawsze bedę ciebie kochała Mamusiu jakstąd na koniec świata i
                          z powrotem.
                          Patrycja
                          • pistacchio Re: wspomnienia 27.11.06, 13:55
                            Kochana Patrycjo, moja mamusia odeszla prawie rok temu, tuz przed swietami.Pamietam jeszcze jak radzilam sie na forum, jak zorganizowac wigilie.Niestety swieta musielismy juz przezyc sami. I kazdy nastepny dzien. Ale to ona nauczyla nas walki,cierpliwosci, wiary w lepsze jutro, cieszenia sie kazda chwila: tym , ze wyszlo slonce, ze zaspiewal ptak, tym jak pieknie pachnie kompot truskawkowy. I choc mamusi juz nie ma, my ciagle walczymy.Walczymy o to, zeby bylo tak, jak Ona by chciala. Cokolwiek robimy, zastanawiamy sie co Ona by powiedziala, jakby to skomentowala. Przescigamy sie w cytowaniu jej ulubionych powiedzonek i komentarzy. Dzieki temu jest z nami zawsze i wszedzie.Przy Wigilii, sniadaniu wielkanocnym, w kinie, w pracy, w szkole.Dla nas to sposob na rozpacz i pustke jaka zostawila.
                            Twoja mamusia tez bedzie z wami w te swieta. W waszych wspomnieniach, usmiechach, w waszych ulubionych potrawach, zwyczajach. Zrobcie wszystko tak jak zawsze, jakby ona chciala i badzcie razem.
    • malinka30 Re: wspomnienia 29.11.06, 08:12
      Przeszło 2 miesiące temu a dokładnie 11 wrzesnia ( pamiętna data)
      pochowaliśmy mojego tatusia tzn: Ja, 3 moje siostry i mama. Miał
      najgorszą odmianę raka- czerniak złośliwy. Od pierwszej operacji
      żył dokładnie 2 lata. 2 lata męki i cierpień nie do opisania.
      Każdy lekarz mówił że jeszcze takich przerzutów nie widział -
      żadki, "ciekawy " przypadek. Tata miał 55 lat.I już go nie ma.
      Ktoś kto tego nie widział nie jest wstanie w to uwierzyć, że rak
      tak może zjeść człowieka.Tata ważył 103 kilo, w ciągu ostanich 2
      miesięcy schudł do wagi 40 kg!!!Kiedy w sierpniu wyjechałam na dwa
      tygodnie do Angli to po powrocie , JA, najstarsza córka nie
      poznałam swojego taty - NIEPOZNAŁAM - myślałam, że na łóżku leży
      staruszek z Etiopii!!! Narazie tyle - nie mogę pisac bo płaczę...

      • liina Re: wspomnienia 29.11.06, 09:41
        Okropne.
        Nie pisałam w tym watku do tej pory, bo nadal jeszcze nie umiem przyznac sie do
        tego tak napismie, ze mojej mamy nie ma, ale straszne jest to co napisals. Wiem
        z reszta jak to wyglada. Na szczescie moja mama nie wychudla tak, bo udawalo
        nam sie po wielkich walkach podawac jej od czasu do czasu worki zywieniowe, ale
        widzialam w hospicjum stacjnarnym ludzi zyjacych czasem nawet od 3 miesiecy
        tylko na glukozie, nie wiem czy wazyli 40 kg.
    • malinka30 Re: wspomnienia 29.11.06, 10:29
      To znowu Ja. Co ja bym dała, żeby mój tata żył! Dopiero zaczęły rodzić mu się
      wnuki i wnuczki ( 5 letni Szymon, 2 letnia Zuzka i 6 miesięczna Martusia) oni
      nie będą znali dziadka! Moja Zuzka ( a wydawałoby się, że taka mała i nic nie
      rozumie) cały czss mówi, że dziadzi nie ma, że ma "ała" bo go osa ugryzła ( osa
      się wzięła stąd, ponieważ tata miał przerzuty skórne w postaci olbrzymich,
      czarnych, ropiejących guzów na plecach, klatce piersiowej, rękach) i Ona sobie
      tak to wytłumaczyła - 2 letnie dziecko!!!!!Szok! - czy jest ktoś kto był przy
      osobie chorej na czerniaka złośliwego z takimi przerzutami?.
      W tym całym nieszczęściu było kjedno "szczęście" - pracuję w firmie medycznej i
      znam trochę ludzi - kiedy tylko tata potrzebował pomocy lekarza NIE CZEKAŁ W
      KOLEJCE! Od razu był przyjęty - (czy to chodziło o receptę, czy konsultację
      innego lekarza, czy tylko żeby lekarz go uspokoił) - nie czekał w tych NFZ-
      towskich kolejkach - dzisiaj była potrzeba o to było załatwione. Mój tata miał
      takie " szczęście" ale tysiące ludzi nie ma takich możliwości. Moj tata
      wiedział wszystko ( że ma złośliwego raka, że nie ma na to lekarstwa, że na to
      się umiera) i ja myślałam, że on się z tym pogodził - NIEPRAWDA - tydzień przed
      śmiercią tata zadał sam sobie pytanie" " a może te guzy mi zejdą" - i to było
      najgorsze, ale nie dla TATY tylko dla NAS - co ja mu miałam odpowiedzieć?
      • aniawx Re: wspomnienia 29.11.06, 11:31
        Witam
        Po raz pierwszy porusze wątak synka Patryka. Nie jest mi łatwo o tym pisać...
        Synek Jego skończył 20 listopada 6 lat. Jest wspaniałym chcłopczykiem i mam
        nadzieje, ze wyrośnie na dobrego mężczyznę, na takiego, jakim był jego Tatuś.
        Wiem, ze Patryk walczył najbardziej dla niego,żeby miał jak najdłużej Tatę,
        zeby miał okazję zapamiętać, jaki był jego Tatuś. To był jedyny argument nie do
        odparacia dla Patryka, jak chciał przestać się leczyć. zawsze powtarzałam Mu -
        masz Syna, który Cie potrzebuje!! Ma dopiero 6 lat!! Niestety Patryk odszedł.
        Wiem, ze strasznie cieżko było było Mu się pogodzić z tym, że odchodzi, ze nie
        będzie mógł wychowywac swojego Synka. Patryk zostawił list do Syna. Prosił
        mnie, zebym mu przeczytała jak umrze... Zrobiłam to.. to było okropne
        doświadczenie... Nie wiem, czy nie gorsze niż informacja o śmierci.
        Wiem jednakjedno - Patryk opiekuję sie nim z "góry" i wiem, ze nie pozwoli go
        skrzywdzić. Kochał go ponad życie!!!
      • liina Re: wspomnienia 29.11.06, 18:51
        Moj wujek umarl tez na czerniaka, ale nie widzialam go w ostatnich tygodniach,
        nie wiem czy mial podobne guzy, ale widzialam go ostatni raz w pazdzierniku, a
        zmarł w styczniu i w pazdzierniku nie bylo po nim widac zadnych problemow. U
        wujka wszytko ruszylo sie tak szybko w ciagu czterech miesiecy, ale nie potrafie
        powiedziec czy objawialo sie to tak strasznie jak u Twojego taty.Wujo zyl 10 lat
        od momentu wykrycia.
        Cale szczecie, ze przy tak duzym cierpieniu fizycznym i psychicznym mialas
        jeszcze szybki dostep do pomocy medycznej.My sie zbyt dlugo naczekalismy. W
        grudniu moja mama dostała niedroznosci i zamiast ja zoperowac wtedy, to ja
        odeslano do domu, miesiac zyla sobie na kleikach jakos, a potem dostala z nowu
        juz ciezkiej niedroznosci , potem lezala w szpitalu i czekała miesiac na
        operacje, wiec ogolnie rzecz biorac, to 2 miesiace bylismy do tylu z czasem.W
        koncu jak ja otworzyli juz, to stwierdzili, ze nic z tego i ze zostaje tylko
        chemia, a nie byla w zlym stanie fizycznym. Gdyby wczesniej otworzona ja i potem
        podano chemie, to moze by jeszcze zycie przedluzyli, no ale biorac pod uwage
        fakt, ze po operacji trzeba odczekac ze 3 tygodnie na chemie, to w koncu zrobilo
        sie z tego 3 miesiace, a rak sie mnozyl.Jak nadszedl dzien podania chemii, to
        stwierdzili, ze zostalo tylko hospicjum i na tym sie skonczylo.
        • kizi10 Re: wspomnienia 26.01.07, 21:03
          W zasadzie dopiero teraz potrafię coś napisać, choć Tatuś odszedł w sierpniu
          2006. Nadal żyjemy w jakimś innym świecie i to właśnie chyba jest żałoba, choć
          nie ubieram się na czarno, bo Tatuś nie chciał.
          Kiedy zaczął chorować, nawet do głowy nam nie przyszło, że to się tak skończy.
          Był na tyle dziwny, że zaczęłyśmy się z mamą zastanawiać, jak go namówić na
          psychiatrę, potem przestał palić, co było naprawdę dziwne. No i końcu wylądował
          w szpitalu. Fizycznie - okaz zdrowia, jedynie z głową było coś nie tak. Dwa dni
          i wyrok - przerzuty w mózgu i płucach, brak ogniska pierwotnego. Potem operacja,
          przeprawy z lekarzami, bo wg nich tacie pozostało spisać testament i pożegnać
          się z nami, bo przed nim parę tygodni życia. Horror i walka o każde badanie,
          część robiliśmy sami. Radioterapia głowy, Bydgoszcz z PET-CT i mnóstwem innych
          badań, pierwsza chemia. Przez pierwszy rok choroby Tatuś był nadal zdrowy jak
          byk. Półtora tygodnia po usunięciu guza z głowy prowadził samochód i jechał do
          roboty. Na radioterapię zawiózł się sam własnym samochodem. Podobnie zresztą jak
          do Bydgoszczy i na każdą wlewkę jeździł tam (z Lublina)sam. Tzn z mamą, ale on
          prowadził. Przez ten rok, którego lekarze mu tak żałowali, zjeździł pół Polski,
          wyprawił mnóstwo imprezek - grał na gitarze i świetnie śpiewał - cały czas
          pracował, szalał z wnuczką, którą uwielbiał, i ogólnie był szczęśliwy. Po roku
          jednak zaczęło się psuć.Najpierw zaczął kuleć - lekarze oczywiście że to stawy -
          my wiedzieliśmy, że w głowie cały czas siedzi druga bestia - nie dało się jej
          usunąć bo była w miejscu niedostępnym. O płucach nie wspominam, bo po chemii
          zmiany zniknęły całkowicie. Jednak obrzęk mózgu narastał. Szykowali Tatusia do
          GammaKnife, ale z niewiadomych przyczyn w ostatniej chwili zrezygnowali. No i
          niestety cała nasza walka poszła na marne - kolejna radioterapia, po której już
          nigdy się nie poprawiło. Ale nawet to Taty nie zatrzymało. Kupiliśmy wózek
          inwalidzki i do roboty jeździł na wózku. Na imprezy też. No i na ryby. Później
          dostał kolejną chemię, po której czyste dotąd płuca wybuchły guzami, napady epi
          i zbliżał się koniec. Tatuś do końca był pogodny i wesoły. Nie poznał bólu,
          apetyt mu dopisywał. Do końca mieliśmy nadzieję. Nie udało się. Ale dzisiaj
          wiem, że zrobiłyśmy naprawdę wszystko - dieta, kiełki z brokuła (przy znajomych
          pokazywał, że mu urosły uszy, bo od jakiegoś czasu karmimy go jak królika, a
          później się okazało, że my mu tu jarzynkę z brukselki, a on jadąc do klienta,
          wstępował na golonkę), może gdybyśmy walczyły o ten GammaKnife, kupiłybyśmy mu
          jeszcze trochę czasu. Nie wiem. Nie wiedział że umiera. W ostatnim tygodniu mózg
          mu płatał figle, do tego stopnia, że zapomniał, że nie może już sam się
          przekręcić, nie rozumiał, dlaczego pije kawę w łóżku, a mama podstawia mu
          kaczkę. Cały czas mówił że już chodzi, strasznie martwił się co teraz zrobimy z
          tym łózkiem (elektryczne - rehabilitacyjne, bez niego nie poradziłybyśmy sobie,
          bo Tata do końca był bardzo duży), z tymi wózkami. Później przyszła śpiączka i
          koniec. Dla nas straszny, dla tatusia łagodny. W sylwestra wystrzelaliśmy jego
          petardy, które zbierał cały rok na tą okazję. Niezły arsenał. I w sumie przeżył
          jeszcze dwa dobre lata, na złość lekarzom, jak sam mówił, mimo że z ich punktu
          widzenia nie miał na to szans. Warto było zobaczyć minę neurochirurga, który mu
          operował głowę, kiedy Tatuś zameldował się u niego ponad rok po operacji na
          konsultacje. Strasznie mi go brakuje, był niepoprawnym optymistą, któremu zawsze
          wszystko się udawało a ludzie go uwielbiali. Nawet choroba obeszła się z nim w
          sumie łagodnie. Ciągle nasłuchuję, czy nie zawoła - Kaśka, dzwoń do Rosoła,
          jedziemy na ryby.
      • pyrteczka MALINKO 30.11.06, 22:32
        Ja pochowałam mojego Tatusia 15 września, zmarł 12. Do dzisiaj nie potrafię w
        to uwierzyć - że Go nie ma... Tatuś też chorował na czerniaka, zaczęło się od
        oka, potem wątroba, nerka... I też nie mogę zrozumieć postępowania lekarzy,
        Tatko miałw pierwsze kolejności usunięte oko, po półroku okazało się, że ma 2
        małę guzki na wątrobie, był operowany, po operacji okazało się, że jednego guza
        nie można było usunąć. Już wtedy lekarz powiedział nam, że mamy przygotować się
        na najgorsze. A kiedy Mama zapytała o chemię lekarz powiedział, że nie ma sensu
        męczyć go chemią. Potem czuł się świetnie, wierzyliśmy. Po 3 miesiącach
        zrobiliśmy kontrolne USG - okazało się, że była wtedy już zajęta cała wątroba.
        I dopiero wtedy lekarz zalecił Tacie chemię, która niestety nie pomogła.
        Dlaczego nie zalecili mu chemii, gdy na wątrobie był tylko jeden guzek.
        Nie zapomnę, kiedy Tatuś miał dostać 3 chemię - okazało się, że szpital nie ma
        leku. To było dla nas niewyobrażalne, jak traktują ludzi walczących o życie.
        Załatwiliśmy lek z innego szpitala - nie chcieli go wziąć, bo mieliby wtedy
        kłopoty z rozliczeniem się między szpitalami. Załatwiłam lek po dużych
        znajomościach w hurtwoni farmaceutycznej, chcieliśmy sami za niego zapłacić,
        szpital odmówił podania takiego leku. To było 7 dni walki i przepychanek ze
        szpitalem, ordynetorem dyrektorem. W końcu po wielkich awanturach zgodzili się
        ściągnąć załatwiony przez nas lek w innym szpitalu i Tatuś dostał chemię.
        Po 3 chemiach miał tomograf kontrolny, okazało się, że wątroba jest nadal
        zajęta, a dodatkowo jest przerzut do nerki. Pamiętam - to był 24 sierpień. Do
        tej pory Tatuś czułsię dobrze, walczył i nie poddawał się chorobie. 25 sierpnia
        Tata pojechał z wynikiem do Gliwic. Liczył może na jakieś naświetlania. I tam
        niezwykle "mądra" Pani doktor po obejrzeniu wyników stwierdziła, że chemii
        podawać nie będą. Tata spytać o naświetlania, na co powiedziała, że przy takim
        guzie naświtlania doprowadzą do jego pęknięcia. Na to Tatko spytał "czyli co
        teraz?" Doktor : "Trzeba czekac..." Tata powiedział "aha, czekać i liczyć
        dni..." i wyszedł. I od tego dnia Tatko poddał się zupełnie. Po 3 tygodniach
        zmarł. Z dnia na dzień obserwowałam jak się zmienia, starzeje, na prawdę nie
        poznawałam własnego Tatusia - mojego najukochańszego na świecie.
        Bardzo mi go brakuje, bardzo mi przykro, że nie zdążyłam dać mu na przykład
        wnuka, że nie przeżył mojego ślubu. Przeżył jedynie moje zaręczyny w kwietniu i
        widziałam jego łezkę i wzruszenie, Boże co on wtedy czuł.
        Kocham go nad życie i tęsknię za Nik niesamowicie.
        Trzymaj się Malinko, musimy być silne dla nich, na pewno patrzą na nas z góry i
        chcą być z nas dumni, więc róbmy wszystko, aby byli dumni i spokojni o nas.
        Tatusie- przesyłam Ci buziaka prosto do niego. Kocham Cię bardzo...
          • agaaga77 tegoroczne święta 02.12.06, 10:19
            ten rok zabrał mi dwie bardzo ważne osoby - bacię w maju i tatę 29/10. Ponieważ
            wszystkie wigilie mojego dotychczasowego życia spędzałam z nimi, jest mi
            podwójnie ciężko. Gdyby nie fakt, że mam 8 - letnią córcię, która z
            niecierpliwością oczekuje Świąt, pewnie nie było by u mnie w tym roku żadnej
            kolacji wigilijnej.
            Wczoraj dostałam zaproszenie na mszę w intencji taty i agapę w hospicjum, w
            którym odszedł i mimo że jestem bardzo wdzięczna za pamięć i ten gest, nie
            umiem tam wrócić.
            Od wiadomości o chorobie taty do jego odejścia minęło zaledwie 5 tygodni,
            pewnie powinnam się cieszyć, że nie cierpiał długo, ale ten krótki czas nie dał
            mi nawet pogodzić się z jego chorobą, a co dopiero ze śmiercią.
            Tylko tu potrafiłam o tym powiedzieć, za co Wam dziękuję.
            • kol32 Re: tegoroczne święta 06.12.06, 20:44
              Rozumiem co czujesz myśląc o nadchodzących świętach. Ja też - gdyby nie mój
              czteroletni synek - najchętniej zapomniałabym o tegorocznym Bożym Narodzeniu.
              Tata dopiero co odszedł. Pozostawił swoją 92-letnią mamę, na której zdrowiu i
              formie psychicznej opieka nad umierającym synem i jego odejście odcisnęły
              wyrażne piętno. Moja mama, której choroba tak bardzo osłabiła odporność
              psychiczną i fizyczną Taty, jest w szpitalu w stanie niewiele lepszym niż roku
              temu, gdy wszystko się zaczęło i gdy jeszcze nic nie wiedzieliśmy o nowotworze
              Taty. Jakoś nie potrafię się wprawić w świąteczny nastrój.

              Najbardziej boję się Wigilii. To Tata zawsze zaczynał łamanie opłatkiem
              wypowiadając te magiczne słowa: 'Obyśmy tak za rok doczekali...'. I nie
              doczekał. Mimo, ze miał tylko 63 lata.


              • pyrteczka Re: tegoroczne święta 06.12.06, 21:50
                Ja również Was rozumiem. Mój Tatuś odszedłwe wrześniu i szczerze mówiąc to dla
                mnie mogłby w ogóle tych Świąt nie być. On zawsze odgrywał tak dużą rolę w
                przygotowaniach świątecznych, uwielbiał karpia, kupowałgo zawsze ok 20 kg :)
                prawie cały dzień przed Wigilią "bawił" się z rybkami w łazience. To on
                odgrywał główną rolę w kuchni, to on rozbawiałwszystkich przy wigilijnym stole,
                zawsze składał mi tak piękne życzenia łamiąć się opłatkiem, zawsze przypominał,
                że jest ze mnie dumny. Rok temu, tydzień przed Wigilią dowiedzieliśmy się, że
                Tatuś ma przerzuty, ale gdybyście widzieli go podczas Świąt - był taki wesoł,
                pełen życia, taki kochany... Nigdy nie pomyślałabym, że to ostatnie z Nim
                Święta....Tak bardzo za Tobą tęsknię Tatusiu...Tak bardzo będzie nam Ciebie
                brakowało podczas tych Świąt ... To po prostu nie będą Święta....
                Przesyłam Ci buziaczka do nieba...kocham Cię Tatko..!!!
                • pdragun Re: tegoroczne święta 07.12.06, 08:48
                  Witajcie
                  Pyrteczko jak piszesz o swoim tacie i ostatnich z nim świętach Bożego Narodzenia
                  to przywołujesz mi na mysl moje ostatnie święta z mamusią moją. Zmarła w
                  kwietniu tego roku także Boże Narodzenie zeszłoroczne też było najpiekniejszym
                  wydarzeniem. Wiedzieliśmy już wtedy o nowotworze, mamusia była po radioterapii
                  więc nie odczuwała tak silnego bólu, miała dobrane leki, była przed chemią ale
                  była tak radosna szczęśliwa pełna usmiechu werwy energii. Nagotowałysmy wiele
                  smacznych potraw, kupiłysmy przeoiekne prezenty, mamusia przybrała jak nigdy
                  pieknie stół, złozylismy sobie pełne nadziei zyczenia. To były najpiekniejsze
                  Swięta. Teraz jak patrzę z perspektywy czasu to jak znałam moją mamusię to ona
                  tymi świętami chciała nam co ś powiedzieć, jakby czuła że odejdzie i chciała nam
                  wyprawić najpiekniejsze święta. Pamiętam że kupowała mnóstwo rzeczy na którymi
                  zastanowiłaby się wiele razy bo drogie bo nie niezbedne. Wtedy kupowała wszystko
                  co wydawało jej się że brakuje w domu i naprezenty też takie rzeczy. Jakby
                  chciała powiedzieć to nasze ostatnie święta i żegnała się z nami jakby,
                  przygotowując nas na jej odejście. Wtedy tak nie myslałam sadziłam że mamusia
                  lepiej się czuje i chce bysmy mieli piekne swieta jak co raoku. Cieszyłam sie żę
                  ma siłę werwę że się usmiecha.
                  W tym roku zdecydowalismy że wyjeżdzamy do rodzinki bo sami nie damy sobie rady
                  i nie chodzi tu o przygotowanie Swiąt( bo to ja już robiłam w kwietniu na
                  Wielkanoc wszystko sama bo mamusia była już w stadium krytyczny,) tylko pod
                  wzgledem psychicznym. Ubiorę mamusi tylko choineczkę na święta na grób i w domu
                  jakąs malutką i tyle. Jedziemy 23 grudnia i wracamy po świętach. Nie bedzie
                  łatwo wiem dla mnie już ten nastrój jest dołujący choć zawsze lubiałm święta,
                  nastrój zapach i wogóle całą otoczkę. W tym roku płaczę jak widzę dekoracje
                  tłumy ludzi kupujących prezenty itd. To bedzie dla nas wszystkich dla mojej jak
                  i dla was i waszych rodzin trudna chwila. Musimy ją przetrwać dla nich bo oni
                  tam z góry na nas patrzą cały czas.
                  Kochałam kocham i bedę cię kochać mamusiu mój aniołku jak stąd na koniec świata
                  i z powrotem.
                  Pozdrawiam wszystkich ciepło
                  Patrycja
                  • malgosiader Re: tegoroczne święta 08.12.06, 21:08
                    a ja dzisiaj tęsknię !!!!
                    Mamusiu Kochana brakuje mi Ciebie, tak smutno i źle, i nawet dzieci nie
                    potrafią wypełnic tej pustki....
                    dlaczego nas to spotkało? dlaczego???
                    przecież Ty miałas dopiero 55 lat! przed sobą Komunię swojego pierwszego wnuka,
                    na którą tak czekałaś i moja magisterkę...
                    nie doczekałaś niczego, a tylke serca włozyłas zebym ja miała lżej z dziecmi, z
                    pracą i ze studiami,
                    jedyne co mogę zrobic, to kupic kwiaty i położyc je na grobie, po cichutku sie
                    pomodlic, pogdac troche do siebie
                    i ... wrócic do domu, do Twojego męża, który cały czas walczy z pustką po
                    Tobie,
                    Mamusiu! bardzo Cie kochamy i bardzo tęsknimy, wszyscy....
                    • aniawx Re: tegoroczne święta 10.12.06, 16:21
                      Witam Was,
                      Ja jak zwylke jestem trochę inaczej nastawiona niż wszyscy. Już sie powaznie
                      zastanawiam nad sobą - czy ja jestem jakas nienomalna??
                      Ja wczoraj kupiłam choinke i bombki i łańcuch i szopke i to wszystko dla
                      Patryka na grób. Chce żeby miał ślicznie na Święta i żeby poczuł, ze to Święta
                      i żeby w końcu cieszył się ze Świąt, bo On nie lubił Świąt:( (zawsze
                      spędzaliśmy je osobno, bo ja mam rodzinę ponad 100 km od Niego, wiec tyko pod
                      koniec sie widzieliśmy, a On siedział w zasadzie sam w domu i nie znosił tego
                      czasu). Wiec teraz muszę Mu pokazać, ze Święta są wesołe i miłe i odwiedzę Go w
                      Święta i będe z Nim je spędzać, bo w tym roku rodzina do mnie przyjeźdza:)) No
                      i będę mogła do Niego jechać:))) Już sie nie mogę doczekać tych naszych
                      wspólnych Świąt:)) To że Go nie ma nie jest bardzo smutne, ale mam nadzieje, ze
                      mi sie przyśni:))
                      Kocham Cię Miśku i pamiętaj, ze jesteś dla mnie BOHATEREM!!!!
                      Ania
                      • malgosiader Re: tegoroczne święta 10.12.06, 17:55
                        ja też w sobotę zawiozłam Mamci stroik z gwiazdą betlejemską i znicze w
                        kształcie choinek, a we wazon włozyłam bukiet róż,
                        ciepło sprzyja narazie ciętym kwiatom, więc wykorzystuję to i na grobie mojej
                        Mamusi sztucznych kwiatów jeszcze nie było....
                        ale strasznie boję sie tegorocznych świąt,
                        zaraz po świętach zabieram tatę i jedziemy w góry, ale święta jakoś musimy
                        przetrwac.....
                        • pyrteczka Re: tegoroczne święta 10.12.06, 20:52
                          A ja bardzo boję się tych Świąt, bardzo... Szczególnie dlatego, że moja Mamusia
                          bardzo to wszystko przeżywa i wiem, że w tym roku w Święta nie zagości u nas
                          radość :(
                          Ja też byłam wczoraj u Tatusia, przystroiłam mu pięknie grób, kupiłam gwiady
                          betlejemnskie do wazonu, zaniosłam piękną szklaną choinkę ... Ma ślicznie i
                          bardzo jestem z tego zadowolona. Ale i tak muszę mu jeszcze przed Świętami
                          czymś ładnym przystroić grób.. Musi mieć pięknie.
                          Tęsknię za Nim bardzo, często nękają mnie dziwne sny, dotyczące Tatusia, ale
                          bez Niego...
                          Kocham Cię mój Tatko najukochańszy pod słońcem!!!
                          • aniawx Minęło trzy miesiące...:((( 15.12.06, 18:47
                            To już lub dopiero trzy miesiące jak Cie nie ma Miśku, a mi jest coraz ciężej:
                            (( Pracuje tu gdzie Ty pracowałeś, spotkam sie z tyi samymi ludzmi z którymi Ty
                            spędzałeś czas, wszyscy wspominją Cie bardzo gorąco i serdecznie. Nie ma dnia,
                            żeby ktoś o Tobie czegoś nie powiedział. Zawsze jest tylko - Patryk to...
                            Patryk tamto... Wszyscy bardzo bardzo bardzo tęsknimy za TOBĄ!!! Wiemy, ze
                            jesteś z nami cały czas, wiemy, ze opiekujesz się nami, za co serdecznie Ci
                            dziękujemy, ale mimo wszystko jest nam źle, smutno, przykro... KOCHAM CIE
                            MIŚKU!! Pamiętaj o tym i wiedz, ze CIe NIGDY nie zapomne!!! Wielki całus ode
                            mnie i pozdrowienia od całej załogi z pracy:))) Trzymaj sie tam dzielnie!!!
                            Kiedyś sie spotkamy i poplotkujemy i nie tylko:)))
                            Twoja na zawsze Ania!
                            • kol32 Re: Minęły dwa miesiące...:((( 23.12.06, 23:51
                              Dzisiejszego wieczoru minęły dokładnie dwa miesiące od kiedy przestało bić
                              serce mojego Taty. Jutro pierwsza Wigilia bez Niego...

                              Wszystkim forumowiczom, którzy stracili kogoś bliskiego życzę na ten jutrzejszy
                              wieczór dużo siły i wsparcia bliskich, aby udało nam się dzielnie przetrwać ten
                              najbardziej rodzinny wieczór w roku, patrząc na to miejsce przy stole, które
                              już na zawsze pozostanie puste.

                              Kasia
    • imarc Re: wspomnienia 24.12.06, 15:56
      Dla mnie to już drugie Święta bez Mamy. No cóż, nie jestem "twardzielem",siedzę
      przy komputerze a łzy same płyną..Taki to wieczór niezwykły,radosny i smutny
      zarazem dla wielu z nas.Dobrze że jest takie miejsce jak to Forum,gdzie ludzie
      są dla siebie tak bardzo życzliwi:)Dziękuję Asiu-balbinko i Aniu-gontcha i Wam
      wszystkim!Serdecznie wszystkich pozdrawiam , Wesołych Swiąt i zdrowia w
      nadchodzącym Roku 2007! Irek.
      • gontcha Wspomnijmy przy Wigilijnym stole... 24.12.06, 16:11
        Wspomnijmy tych, których z nami nie ma już...

        Patryka, Jarka (naszych forumowiczów), rodziców i bliskch, tych którzy gdzieś
        tam patrząc na nas z góry są z nami w sercach. Bo dopóki myślimy oni są zawsze
        wśród nas - nieobecni ciałem, ale duchem - jak aniołki na świątecznej choince:)


        W ten dzień będą z nami szczególnie...
        • kol32 Re: już po Wigilii 25.12.06, 00:11
          Strasznie się tego wieczoru obawiałam, ale było o wiele lepiej niż się
          spodziewałam. Spokojnie i mimo wszystko rodzinnie. Chyba Tata nie chciał, byśmy
          w ten niezwykły wieczór płakali.

          Tato, dziękuję, że byłeś dziś z nami.

          Kasia
          • estelka1 Re: już po Wigilii 25.12.06, 01:52
            Moja mama dzisiaj płakała przy dzieleniu się opłatkiem. Rok temu chyba nie
            wierzyła, że doczeka kolejnej Wigilii i w ten magiczny wieczór będzie miała
            obok siebie wszystkich swoich najbliższych: męża, obie córki (siostrę i mnie)
            oraz trzy ukochane wnuczki oraz zięcia (mojego męża), który wobec mnie
            niekoniecznie się sprawdza, ale dla mamy jest w stanie zrobić niemal wszystko.
            Kochane Gontcha, Balbinko, a szczególnie Ty Maju (mamamarysi) i pozostali
            wszyscy, których nie sposób wymienić, a którym wiele zawdzięczamy, mama i ja,
            dziękuję za ostatni rok. Bez Was nie dałabym sobie rady, a dzięki Wam, miałam
            siłę wierzyć, że jeszcze wiele dni z mamą przed nami i dzięki temu umiałam
            zmotywować mamę do tego, by się nie poddawała. Wierzę, że jeszcze niejedna
            Wigilia przed moją mamą :-) Może nie uwierzycie, ale moja "staruszka" tak jak
            zawsze przygotowała wszystko sama. Ja dostąpiłam zaszczytu zrobienia pierogów
            (ale robię je od co najmniej 10 lat) i kapusty z grzybami, którą rok temu
            robiłam po raz pierwszy w życiu, bo w ogóle całą Wigilię pierwszy raz w życiu
            robiłam sama, gdyż mama dzień wcześniej wyszła na przepustkę w trakcie
            radioterapii. Pamiętam, że mama nie mogła wtedy nic jeść, bo tak bardzo miała
            poparzony przełyk, ale przy tej kapuście wszelkie hamulce jej puściły i
            pochłonęła ją niemal w całości. Ale pozostałe potrawy przygtowała sama i choć
            zmęczyła się bardzo była szczęśliwa.
            Kochani, wszystkim tym, którzy walczą o zdrowie lub wspierają swoich
            najbliższych w dążeniu do zdrowia, życzę siły, pokonania raka i powrotu do
            pełnego zdrowia. Tym zaś, których najbliżsi już odeszli życzę wiary, że
            spotkamy się wszyscy pewnego dnia tam, gdzie nie ma chorób, cierpienia, a jest
            tylko wieczny pokój i radość. Agnieszka
            • malgoska182 Re: już po Wigilii 25.12.06, 15:30
              Wszystkim zycze spokojnych Swiat Bozego Narodzenia oraz blogoslwienstwa w Nowym
              Roku. Wczoraj byla pierwsza Wigilia be ztatusia , ktory odszedl od nas 20
              listopada. Od 15 lat Wigilie spedzam poza krajem , na zadnej nie bylam w
              Polsce. Rodzice byli u nas na 2 wigiliach. Ta miala byc szczegolna ,
              wiedzielismy od lipca o chorobie tatusia i postanowilismy ,ze 18 grudia
              polecimy do Polski , spedzimy z tatusiem Boze Narodzenie. Niestety nasze plany
              ulegly zmianom, tatusia nie ma juz wsrod zywych. Zwykle pieknie udekorowany dom
              zastapila jedynie symboliczna choinka , chociaz mamusia mowi, ze tatus napewno
              sie obrazil, bo On tak uwielbial te nasze dekoracje , swiatla , renifery ( co
              tu duzo mowic amerykanski kicz:))). Ale ja po prostu w glebi serca nie czulam
              tego zeby miec te swiatelka wokol siebie , jak naszego swiatelka zabraklo. W
              Polsce siosta z bratem i mamusia po Wigilii wieczorem poszli do tausia po
              dzielic sie oplatkiem , dzisiaj cala rodzina uczestniczyla we Mszy swietej za
              tatusia w kosciele poarafialnym . Tatus byl takim tradycjonalista , bardzo
              uwielbial "spedy" rodzinne , spiewanie koled, jedzenie. Wiem ,ze tatus byl z
              nami podczas tej wigilii, byly nasze lzy ale tez i wspomnienia o Wigiliach
              jak bylismy mali, wspaomnienia smieszne cudownych swiat. Tatusiu brakuje nam
              Ciebie ale wierzymy ,ze zawsze bedziesz z nami bo Ty bardzo nasz kochales.
              • pyrteczka Re: już po Wigilii 25.12.06, 20:23
                Ja również życzę wszystkim wszystkiego co najlepszego, przede wszystkim dużo
                spokoju i uśmiechu na twarzach, zdrowia...
                U nas bez Tatusia niestety nie czuć tej atmosfery świątecznej. Łzy podczas
                dzielenia się opłatkiem ,kolacji wigilijnej, trudny i ciężki czas. Wczoraj z
                Mamunią wspominałyśmy naszą ostatnią Wigilię, kto by pomyślał, że to ostatnia z
                Tatusiem.
                Już przed Świętami mieliśmy problemy :) To Tatko zawsze zajmował się karpiami,
                uwielbiał je, kupował zwykle ok 20 kg, i ich porcjowanie, filetowanie,
                przyrządzanie, smażenia to zawsze była całą ceremonia. Nikt nie mógł wchodzić
                do kuchni, ale trzeba przyznać, że tak pysznego karpia to już chyba nie zjem.
                No więc w tym roku umęczyliśmy się z rybkami, narzeczony zabił, poporcjował z
                Mamką, ja i narzeczony smażyliśmy. Ale to już nie to... Tatko nikomu nie
                zdradziłswojej tajemnicy dotyczącej rybek, zabrałją do grobu i pewnie nie źle
                się z nas naśmiał obserwując z góry jak się z nimi męczymy :)
                Tatuniu, byliśmy wczoraj u Ciebie, dzisiaj, masz tak pięknie na grobie. Wiem,
                że byłeś wczoraj przy nas, w innej postaci, ale tak nam trudno bez Ciebie, tak
                Cię brakuje, tak bardzo. Kocham Cię nad życie i bardzo mocno tęsknię. Buziak do
                nieba...
                • aniawx Re: już po Wigilii 26.12.06, 21:41
                  Już po świętach... Przeleciały na szczęście szybko:)) Nie obeszło sie bez łez
                  ale i tak jestem dumna z siebie:) Wiem, ze Patryk siedział ze mną przy stole
                  wigilijnym, wiem ze chodził ze mną wszędzie, bo przecież codziennie to robi:)
                  Kocham Go za to !!! Dbaj o mnie Miśku! A ja będę myślec o Tobie:)
                  Buziaki dla wszyskich
                  Ania
                  • kol32 Re: wspomnienie 28.12.06, 23:31
                    Kilka miesięcy temu, gdy czułam, że ziemska wędrówka mojego Taty dobiega już
                    końca, sama zaproponowałam taki wątek. Jednak, choć od śmierci Taty minęły dwa
                    miesiące, do tej pory nie zdobyłam się na to, by napisać wspomnienie o Nim.
                    Może dzisiaj się uda...

                    Tata był zapalonym ogrodnikiem. Każdą wolną chwilę spędzał na swojej działce.
                    Wypieszczona, wypielęgnowana przynosiła mu nagrody i dyplomy. Zawsze życzliwy i
                    pomocny, cieszył się sympatią i szacunkiem innych działkowców. Soildny i
                    uczciwy, znajdował uznanie w pracy. Również sąsiedzi nie mieli powodów, by na
                    Niego narzekać. Nic dziwnego, że na pogrzebie kwiaty nie mieściły się wokół
                    trumny.

                    Taki Tata był dla ludzi. A dla mnie?

                    Od zawsze o wiele bardziej byłam związana z Tatą niż z mamą. Na zdjęciach z
                    dzieciństwa zawsze jesteśmy razem. Moje pierwsze wspomnienie to mała
                    dziewczynka biegnąca do Taty wracającego z pracy. Jako dziecko zawsze byłam
                    pierwsza, by zgłosić się, gdy Tata proponował jakieś wyjścia z domu. Dzisiaj
                    moze wydać sie to śmieszne, ale chodziłam z Nim nawet na ... pochody
                    pierwszomajowe. Tata nie był człowiekiem bardzo wylewnym ale zawsze wiedziałam,
                    że jest po mojej stronie: popiera moje dążenia, cieszy się z moich sukcesów.
                    Wykazywał niesamowitą cierpliwość, kupując ze mną ciuchy. To zawsze były długie
                    wyprawy, jako że córunia nie należała do mało wymagających:) Uczestniczył nawet
                    w wyborze sukni ślubnej dla mnie. Na słowo Taty można było liczyć. Nigdy nie
                    odmawiał pomocy. Zajmował się moim synkiem jak najtroskliwsza babcia. Zawsze
                    pamiętał o imieninach i urodzinach. W tym roku, 25 listopada po raz pierwszy
                    nie zadzwonił do mnie z imieninowymi życzeniami...

                    Gdy z mężem i synkiem odwiedzaliśmy rodziców, to Tata zawsze otwierał nam
                    drzwi. Pewnego sierpniowego dnia (gdy Tata więcej już leżał niż chodził) drzwi
                    otworzyła nam mama. Z pokoju usłyszeliśmy pytanie Taty skierowane do naszego
                    czterolatka: 'Widzisz co się u nas w domu zmieniło?'. Mały odparł, ze nie. Mama
                    też nie wiedziała. A na to ja: 'Synuś, odźwierny się zmienił.' Mama na to: 'No
                    tak, wy to się z ojcem rozumiecie bez słow.' Może to dziwne, ale to, że Tata
                    przestał pojawiać się w drzwiach wejściowych było dla mnie symbolem tego, że
                    odchodzi.

                    Brzmi to wszystko może zbyt pięknie, jak laurka. Ktoś mógłby pomyśleć, że
                    opisuję człowieka bez wad. Pewnie, że Tata miał wady, jak wszyscy.
                    Najważniejsze jest jednak to, że, jak napisałam w Jego nekrologu, był dobrym,
                    życzliwym Człowiekiem.

                    Tato, to już dwa miesiące bez Ciebie. A z każdym dniem bardziej mi Cię brak...

                    Kasia
                    • pyrteczka Re: wspomnienie 29.12.06, 10:58
                      Kasiu,
                      Gdy czytałam Twpje wspomnienia o Tacie to tak, jakbym widziała móje kontakty z
                      Tatusiem. Byli widocznie tak podobni do siebie. Ja teżzawsze bardziej związana
                      byłam z Tatusiem, on zawsze mnie popierał mówił, żę mi wierzy i ufa, że dobrze
                      zrobię. Był tak dobrym i życzliwym człowiekiem, do tej pory wszyscy to
                      powtarzają. Nigdy się nad sobą nie użalał, zawsze uśmiechnięty i wesoły. Nam
                      też zawsze drzwi otwierał Tatuś, tak się cieszył, gdy przyjeżzałam, tak nie
                      zawsze wycałował.
                      Też zawsze jako pierwszy skłądał mi życzenia imieninowe, czy urodzinowe. W tym
                      roku, 25 maja, kiedy nawet nie pamiętałam, że mam imieniny, czekał już na mnie
                      przed 8 raną, pod pracą, z koszyczkiem kwiatuszków.
                      A to życzenia, jakie dostałam rok temu na urodzinki (wtedy już wiedzieliśmy, że
                      Tatuś jest chory ) :
                      Długo Cię Kocanie rzeźbiłem, ale się udało. Duma mnie rozpiera.
                      Z okazji Twoich urodzin życzę Ci milionów beztroskich dni, z uśmiechem pod
                      ciepłym słonecznym niebem, u boku mężczyzny Twojego życia, czyli Dominika.
                      Wokół niech zawsze będą kwiaty i zieleń przyrody, konto niech zawsze będzie
                      pełne, a dopełnieniem niech będzie zdrowie i radość z żcyia.
                      Kocham Cie...."

                      Był najcudowniejszym człowiekiem !!! Kocham Cię Tatuniu !!! Bądź przy nas...
                      • mamamarysi do Estelki 03.01.07, 11:47
                        Agnieszko, dziekuję Ci ogromnie za ciepłe słowa...Twoja mama i Ty stałyście mi się bardzo bliskie,
                        śledzę cały czas Waszą historię i ogromnie się cieszę, żeTwoja mama czuje się dobrze. Myślę o
                        Was często, i trzymam kciuki przed kolejnymi kontrolami. Życzę Tobie i Twojej Mamie, aby ten rok i
                        następne, był pełen miłości i ciepła, zrozumienia i radości, aby zdrowie już nie opuszczało Waszej
                        rodziny. I Tobie życzę wszystkiego dobrego w Twoim domu i rodzinie tej najbliższej.
                        Odezwij się czasem na priv
                        pozdrawiam
                        majka
                            • aniawx Re: Niech nie zamiera ten wątek.... 29.01.07, 17:34
                              Witajcie. Już chwile nie zabierałam głosu na forum, bo nie bardzo potrafię. Nie
                              wiem co się dzieje, ale jakoś mi cieżko pisac na cokolwiek związane z rakiem.
                              Chyba mam dość tego, chyba muszę odpocząć. Wchodzę tu codziennie ale jakas
                              blokada mi się włącza i nie pisze. Chce zebyście wiedzieli, ze mimo tego jestem
                              z Wami i trzymam za Was wszystkich kciuki bardzo, bardzo mocno!!
                              A co do wspomnień, to nadal bardzo bardzo Kocham Patryka i nie chcę teraz tego
                              zmieniać! W sobotę byłam w kanjpie, gdzie się poznaliśmy. Spotkałam naszych
                              wspólnych znajomych, których poznałam dzięki Patrykowi i kurcze musze
                              powiedziec, ze było mi smutno:(( Pierwszy raz się odważyłam tam iść po śmierci
                              Patryka i chyba jednak za wcześnie. Wszystko mi tam przypomina Patryka, w końcu
                              to knajpa, gdzie wszystko się zaczęło, gdzie spędzaliśmy każda dającą
                              mozliwości sobotę. Nadal są tam Ci sami ludzie ten sam wystrój, ta sama muzyka,
                              ten sam klinat... ale nie ma Patryka, nie ma naszych wspólnych wygłupów i
                              tańców (patryk świetnie tańczył, a jeszcze lepiej się wygłupiał, zawsze nosił
                              mnie tam na rękach i robiliśmy dziwne wygibasy:)) To była nasz knajpa...

                              Ania
    • sonja12 Re: wspomnienia 29.01.07, 21:46
      Dzisiaj mija dziewiąty dzień , kiedy zmarła moja mamusia.Chwilami wydaje mi
      się , że to sen obudzę się i będzie tak jak dawniej. Ale niestety nic nie
      będzie tak jak kiedyś.Już nigdy nie siądziemy razem na huśtawce na ogrodzie,nie
      pójdziemy razem na zakupy,nie pośmiejemy się ,Moja mamusia była najcudowniejsza
      na świecie, jedyna , ona dała nam wszystko, mnie i bratu. Było jej w życiu
      bardzo ciężko, ponieważ sama nas chowała, była dla nas ojecm i matką.Nie
      wiem ,czy ktoś zniósłby takie życie jakie miała ona.Wszystko dla nas dla dzieci.
      Dzień przed śmiercią siedziałam przy mamusi i mówiłam tak ;mama , ale ty jesteś
      biedna.A mama na mnie spojrzała i mi odpowiedziała'Ja nie jestem biedna ,bo mam
      takie wspamiałe dzieci jak wy;po czym się rozpłakałam.
      Nigdy nie była na wszasach, bo zawsze dzieci były ważniejsze, zawsze mi mówiła,
      musisz sobie ułozyć życie , bo zostaniesz sama jak mnie braknie, ale ja sobie z
      tego nic nie robiłam, mama w pełni sił pracująca na ogrodzie. Kto by
      pomyślał,że tak się stanie........
      Tak bardzo bym chciała ,żeby mi się przysniła, nie wiem dlaczego nie śniła mi
      się jeszcze, żeby mi powiedziała jak tam jest, czy jest jej dobrze.
      Może nie śni mi się , gdyż ją oszukałam, nie powiedziałam o przerzutach,
      myslała do końca ,że wyzdrowieje,tak bardzo chciała zyć , chociaż 2 lata.
      A chorowała w sumie 4 miesiące. Nawet ja nie myślałam,że tak szybko odejdzie,
      czytając statystyki myślałam ,że 2 lata chociaż pożyje.Tak bardzo lubiła pracę
      w ogrodzie, kochała kwiaty,maj kochała ten miesiąc.Ja nie wierzę już w boga, bo
      go nie ma. Jutro idę na mszę za mamę , ale robie to tylko dla niej,może jej tam
      będzie lżej. Nie wiem jak dalej będę żyć bez niej, nie wyobrażam sobie tego,
      najchętniej to odeszłabym do niej.Czy tam coś jest?????
      Nieraz zadaję sobie to pytanie, wydaje mi się że coś tam jest.W maju przed
      chorobą mamusi miałam sen, że mama zachoruje na raka, i tak się 3 miesiace
      póżniej stało,gdybym ja wtedy wiedziała,że to będzie prawda...
      Dlaczego życie jest takie okrutne, jendym daje wszystko , a drugim nic, czyja
      to wina.........Nie mogę już więcej pisać .
      Nie ma dnia ,żebym nie czytała tego forum, wydaje mi się, że jest trochę lżej.
      Pozdrawiam.Ewa






      • kizi10 Re: wspomnienia 03.02.07, 20:06
        wiem, że pocieszanie w takiej sytuacji jest bez sensu, bo sama przez to
        przeszłam pięć miesięcy temu (Boże jak ten czas leci), mój tatuś miał przerzuty
        w mózgu, ale chorował dosyć długo. Ostatnie 8 m-cy praktycznie przeleżał, a
        ostatnie dwa w ogóle już nie wstawał i nie chciał. najpiękniejsze miesiące lata
        - uwielbiał lato - w sierpniu zmarł. największym bólem dla niego było to
        leżenie, on- zawsze w biegu - praca, działka, zespół muzyczny, albo chociaż
        wywieźć mamę nad jezioro - potrafił po całym, czasem 16 godz dniu roboty,
        zadzwonić do mamy ok 23 i powiedzieć ubieraj się jedziemy się wykąpać i wiózł ją
        na chwilę 30 km od Lublina, żeby się zamoczyła i z powrotem. taki był. I kiedy
        zaczął odchodzić zapomniał, że nie może już chodzić, pamiętam zachciało mu się
        siku, zaczął wstawać, powiedziałam tatku poczekaj, mama już leci z kaczką a
        tatuś na to nie - potrzeba tatko już chodzi - słyszę to do dziś. jakiś tydzień
        po śmierci śnił mi się, był szczęśliwy i mówił, że dość się należał, czas do
        roboty, ze wreszcie może chodzić. to mnie trochę podniosło na duchu. trzymaj się
        na początku jest trudno, potem jeszcze trudniej, ale powoli się ułoży. ja nawet
        nie mogłam płakać, teraz często coś sobie przypomnę i płaczę jak bóbr, ale to
        bardzo pomaga więc sobie nie żałuj. pozdrawiam serdecznie, jak chcesz pogadać to
        pisz ulawojtek@onet.eu
        • sonja12 Re: wspomnienia 03.02.07, 20:20
          byłam dzisiaj na cmentarzu u mamy , porozmawiałam, wyżaliłam się , i oczywiście
          popłakałam ,tylko nie wiem czy ona to słyszy, jak mi jej strasznie brakuje,tak
          pusto, żeby nie to forum, byłoby jeszcze gorzej.
          • gnulka Re: wspomnienia 03.02.07, 23:21
            Mamuńku rok cię już nie ma . Tyle się zmieniło.Przeprowadziliśmy się, nie
            widziałaś naszego nowego domu,Kubuś urósł i wydoroślał(już 15 lat). Doczekałaś
            do 18 urodzin Marty,tak bardzo ci na tym zależało. Teraz ma już 19 lat.Tak
            bardzo za tobą tęsknię.Z czasem coraz częściej myślę że do ciebie zadzwonie,i
            coś opowiem,myślę:mama nie wie jeszcze że umarł jej ulubiony Grechuta, na
            wyjazdach widzę rzeczy które mogłabym ci kupić(widziałam w Finlandii piękny
            wazonik,podobałby ci się). Często jak słyszę piosenkę w radio zastanawiam się
            czy by ci się spodobała. Śnisz mi się.To dobrze.Jesteś spokojna i uśmiechnięta
            jak zawsze. Wiem ,że tęsknisz za nami tak, jak my za tobą.Mówisz czasem do
            mnie "córeczko", "przytul mnie córeczko", jak w ostatnie dni w szpitalu.
            Z czasem nie jest mi łatwiej,już rok,a ciągle to zdziwienie - jak to
            możliwe,że ciebie nie ma , a świat istnieje nadal. I te wszystkie
            głupoty,bzdety, jakby to było coś warte.
            Całuję cię moja najpogodniejsza,najlepsza mamusiu.Wiem że jesteś przy nas.
            Cieszę się i dziękuję że to ty byłaś moją mamusią i było mi dane poznać cie i
            być z tobą chociaż tyle lat.
            Twoja Ania
      • ania19771 do sonja12 04.02.07, 00:20
        Kochana!!!
        Wiem ze świat dla Ciebie teraz nie istnieje...ani jesc ani spać...juz płakać
        nie ma sie siły
        Najpierw choroba potem śmierć...to okrutne przeżycia
        Z czasem ten ból ta złośc sie wypala a zostaje pamięc wspomnienia
        *********************************************
        Myśl o mamie mów do niej opowiadaj i płacz...bo jak sie nie wypłaczesz to
        bedzie Ci ciezko...
        Nie obrażaj sie na Boga...Jej jest tam lżej....nic ja juz nie boli...

        Pamiętam jak sama tak reagowałam jak sie dowiedziałam ze TATUS zachorował...był
        taki słaby ale....ehhhhhhhhh
        W dzień Slubu mojej siostry...przy naszej pomocy ...
        Jednak nie mogę o tym pisac
        28maja 2005 widziałm go ostani raz...dostał takich boleści ze z wesela wzięło
        go pogotowie...diagnozę postawili juz za godzinę...i jak tu wrócić do gosci jak
        sie śmiać zeby siostra sie nie dowiedziała...
        Machał do nas...uściskał moją córeczkę i uśmiechał sie -choć bardzo go bolało-
        jakby wiedział ze juz nas nigdy nie zobaczy...
        Zył jeszcze dwa tyg ale mi do niego nie pozwolili chodzić(bardzo cierpiał)-
        maiłam 3miesięcznego szkraba....musiałam myślec o nim a widok cierpiącego
        taty...
        Usnął w spokoju przy mojej Mamie
        Wielka ulga ale i ból mieszany z tęsknotą...złośc na Boga...

        Z pomocą przyszła koleżanka która poleciła mi wspaniała ksiązkę
        Po pół roku odważyłam sie do niej zaglądnąć przeczytać i tylko dzieki niej cała
        moja rodzina jakoś funkcjonuje
        ************************************************************************
        Wierze ze tatuś mnie widzi czuje moje myśli -sercem z nim rozmawiam i to
        pomaga...gdyby nie wiara ze wkrótce sie TAM spotkamy to nie dałoby sie
        normalnie żyć
        Ból jest zbyt wielki

        Trzymaj sie Kochana!!!!
        Myśl o Mamusi a ona w każdej chwili bedzie przy Tobie
        • aniawx Re: sonja 04.02.07, 12:15
          Zastanawiasz sie, czy Mamusia Cie słyszy.. Jasne, że Cie słyszy!!! Wiesz ja jak
          miałam duży problem to pojechałam do Partyka na grób i powiedziałam Mu, ze
          dopóki mi nie powie co mam z tym zrobić to sie nie rusze stamtad. Stałam 1,5
          godziny przy grobie i wpadłam na genialny pomysł!! Podziekowałam Patrykowi,
          zapaliłam Mu swieczkę i powiedziałam, zeby sobie nie myślał, że to wszystko bo
          będe do Niego przychodzić z każdym problemem, wiec niech siedzi i sie
          zastanawia jak je rozwiązywac:))
          Sonja Oni nie tylko nas słyszą, ale nam pomagają!!!!!
          Trzymaj sie dzielnie!
          ANia
          • pyrteczka śnił mi się... 04.02.07, 13:49
            Za nie dł€go minie 5 miesięcy jak Tatuś zmarł. Szczerze mówiąc ja chyba nadal w
            to nie wierzę, są momenty kiedy nawet nie mogę płakać, bo zdaje mi się, że On
            wróci... Tak bardzo mocno Go kocham. Dzisiaj śnił mi się po długiej przerwie.
            Ale nie byłto dobry sen, cierpiałw nim, strasznie bolał Go brzuch,, zwijał się
            z bólu i nie chciał wziąć tabletki... Czyżby On tam cierpiał ? Myślę, żę możę
            cierpieć, jeśli widzi co dzieje się w naszej rodzinie. Mamy z Mamką duży
            problem z moim bratek, który po prostu się stacza, sprawia Mamie wiele
            przykrości, nie jest żądnym wsparcie, wręcz przeciwnie. Możę dlatego Tatuś
            cierpi....??? Tatuniu błagam czuwaj nad Mamusią, kocham Cie mocno, tęsknie i
            gorąco całuję!!!
            Sonju, trzymaj się. Wiem, żę nie jest łatwo, wypłacz się - to pomaga. A Mamunia
            na pewno jest ciągle przy Tobie... Pozdrawiam Cię.
            • sonja12 Re: wspomnienia 20.02.07, 18:26
              dzisiaj mija dokladnie miesiąc , kiedy zmarła moja mama.Byłam na cmentarzu,
              zresztą chodzę codziennie.Chwilami nie mogę uwierzyć,że cię mamo juz nie ma.
              Jeszcze w maju byłysmy we dwie na grobie,jeszcze nie tak dawno
              rozmawiałysmy,jest mi tak ciężko, chociaż tutaj moge o tym powiedzieć, pożalic
              się . gdyby nie to forum , nie wiem czy poradziłabym sobie.Jest tak smutno bez
              ciebie,śpie w twoim łóżku i jest mi dobrze.Dlaczego mnie zostawiłaś,
              wiedziałaś ,że jesteś mi potrzebna szczególnie teraz.Nie mam do ciebie
              pretensji, bo to nie twoja wina ,że cię nie ma , ale co ja mam teraz zrobić,....
              jak życ dalej........
              • sonja12 Re: wspomnienia 20.02.07, 18:30
                jeszcze o czymś zapomniałam, dlaczego mi się nie śnisz, tak bardzo bym chciała,
                wydaje mi sie , że się na mnie obraziłaś, bo do końca nie powiedziałam ci
                wszystkiego o twojej chorobie.Przepraszam cię mamo....
                • ania19771 Re: wspomnienia 20.02.07, 22:15
                  Przyśni Ci sie -zobaczysz..daj sobie tylko czas-jak trochę sie uspokoisz to ją
                  zobaczysz...niesamowite uczucie ale potem żal bo mimo ze śpisz czujesz ze ona
                  nie żyje...
                  Doczekasz sie swojego cudownego snu
                  Pozdrawiam Cie Soniu
                  Trzymaj sie!
                  • kol32 Re: wspomnienia 21.02.07, 12:26
                    Witaj Soniu.

                    Twoja Mama na pewno się na Ciebie nie obraziła. Jeszcze Ci się przyśni. Z tymi
                    snami to różnie bywa. Mój Tata śni mi się dość często. Czasem są to jednak sny,
                    których wolałabym nie 'ogladać.'

                    Zazdroszczę Ci, że możesz spać w łóżku Mamy. Kiedy bywam w mieszkaniu moich
                    rodziców, zawsze odpoczywam na łóżku Taty. Ogarnia mnie wtedy takie niesamowite
                    ciepło, czuję się dobrze i natychmiast chce mi się spać. Dziwne, bo to przecież
                    tylko mebel...

                    Trzymaj się jakoś.

                    Pozdrawiam Cię ciepło.

                    Kasia
                  • monia.ja Re: wspomnienia 29.03.07, 15:46
                    19.03.2008 w poniedziałek o 4.40 zmarł mój Tata. Jest mi strasznie smutno i
                    bardzo ciężko. Odwiedzałam to forum, szukałam cudownych leków, nadziei i
                    wierzyłam, że stanie się cud. Niestety choróbsko zwyciężyło. Może to okropne,
                    co powiem, ale w sobotę modliłam się żeby to wszystko się skończyło, bo juz nie
                    dawałam rady z tam cierpieniem z tym przerażeniem i żalem w oczach mojego Taty.
                    Ostatni dany nam czas spędziłam w szpitalu przy jego łóżku patrząc czy to
                    już......Przez ten czas przeszłam swego rodzaju rekolekcje, myślałam o
                    kruchości życia ludzkiego i o tym, co tak naprawdę jest ważne. Mam tylko
                    nadzieję, że jest mu tam lepiej i teraz będzie już zawsze czuwał nade
                    mną.
              • pdragun Re: wspomnienia 22.02.07, 09:08
                Witajcie

                Bardzo dawno nie pisałam na tym forum i w tym wątku który zresztą założyłam.
                Czytałam tylko od jakiegoś czasu wasze wspomnienia ale nie miałam ochoty dodawać
                nic od siebie tzn nie miałam ochote napisać coś co podniesie nas wsystkich na
                duchu ale nie mogłam nic takiego wymyslić.
                Od śmierci mojej mamausi minie 27 lutego 10 miesięcy już nie długo bedzie rok
                ale ten czas zleciał. Niestety ja mam cały czas wrażnenie że to było
                wczoraj.Nadal mi jej bardzo brakuje nadal bardzo mocno za nią tęsknie bardzo
                często płaczę gdy ja wspominam ale też i usmiecham się kiedy wspominam co
                smiesznego i zwariowanego robiłysmy razem. Podobnie jak sonia ja też spię od
                smierci mamusi w jej łózeczku i od początku tuż po śmierci mamusi to był mój
                azyl ogarniało mnie ogromne ciepło spokój i czuje do tej pory jakby ona też tam
                była i codziennie wieczorem szła ze mną spać i budziła sie rano.
                Nie umiem napisać czy rzeczywiście czas leczy rany napewno trochę zabliznia ale
                nie dlatego że sie zapomina tylko dlatego że wpada się w wir codzienności i nie
                ma się czasu aby codziennie całymi dniami mysleć. Ja oczywiście od smierci
                mamusi codziennie chodze na cmentarz do niej bo tego nadal potrzebuje choć na
                chwilkę porozmawiać pobyć blisko niej choć wiem że ona cały czas jest blisko ale
                nie umiem się z nią rozstać.
                Ja po śmierci mamusi zostałam z tatą i bratem niepełnosprawnym wiele obowiązków
                na mnie spadło ale poprzez to czuje że mamusia jest obok że czuwa że pomaga mi w
                trudnych momentach, pomaga podjąc decyzje tak poprostu jest. Brakuje mi jej jej
                ciepłego tonu głosu, pomysłów delikatności czułości i przede wszystkim ogromnego
                zaangażowania w rodzinę. Chiałabym być taka jak ona i tatus często mi powtarza
                że jestem coraz bardziej do niej poodbna to i zaczynam się zachowywać jak ona.
                To dobrze bo chciałabym prowadzić dom i opiekowac sie nimi jak ona to robiła.
                Mnie jest żle i smutno i bardzo mi jej brakuje ale bardzo też wiem cierpi moj
                tatuś który został sam. W moim życiu tuż po smierci mamusi pojawił się ktoś
                wazny bardzo ważny kocham go i dzieki niemu miałam siłę by sie podnieść i
                walczyć. Czesto razem wychodzimy czy wyjedzamy na weekend wtedy moj tatuś
                zostaje sam z Rafałem moim bratem i czuje się wtedy bardzo samotny a ja mam
                wyrzuty sumienia że zamiast z nim być w domku to jak sobie wychodzę. Nie umiem
                sobie z tym poradzić. A wiem że jemu jest cięzko.
                Kocham ciebie mamusiu z tobą było łatwiej ale pomomo trudności chciałabym byś
                była ze mnie dumna zawsze
                Kocham cie Mimi
                  • sonja12 Re: wspomnienia 25.02.07, 19:57
                    Kochana mama,tak mi ciebie brakuje, dzisiaj chodzę i płaczę z tęsknoty,nie wiem
                    jak dalej zyć ,najchętniej poszłabym do ciebie.....Nie radze sobie ,taka pustka
                    w domu nie mam do kogo się odezwać,już nigdy nie porozmawiamy, nie mogę
                    pisać......
                    • pyrteczka Re: wspomnienia 25.02.07, 20:28
                      Tatuniu, ja też bardzo tęsknię.. To prawda, żę codzienne zajęcia czasem
                      pozwalają na chwilę zapomnieć, nie myśleć, ale gdy tylko zaczynam o Tobie
                      myśleć to marzę o tym, żęby zadzwonić do Ciebie jak co wieczór (zawsze
                      wiedziałeś, że to ja dzwonię i tak miło mnie witałeś), tak bym chciała się do
                      Ciebie przytulić, poczuć Twój zapach, tak chciałabym zjeść Twój obiadek - do
                      gotowania których zawsze wkładałeś tyle serca. Tak mocno tęsknię Tatuniu....
                      Kocham Cię nad życie!!!
                      • aniani3 Re: wspomnienia 25.02.07, 21:27
                        przeczytałam wasze wpisy i troche sie przeraziłam. Ten wątek jest dziwny, albo
                        to jestem inna, chyba jednak to drugie.
                        Mame pozegnałam niedawno, nie minął jeszcze miesiac, ale tak sie stać widać
                        musiało. Moja mamusia była silną kobietą, całe życie walczyła o wszystkich,
                        wiedziała, że jest chora, nie płakała tylko mnie pocieszała. Wszystko zostawiła
                        uporządkowane, posegregowane, zeby nie robic nam kłopotu.
                        Do domu przyniosłam mamy zdjecie, piękne....... uśmiechnięta dziewczyna około
                        30 patrzy na mnie teraz, jest taka młoda i pełna energii. Zdjecie jest czarno
                        białe z lekkim retuszem - klasyka.
                        Nie cierpię tak jak wy, ja sie pogodziłam z tym co mi los przyniósł, mam tylko
                        żal, ze tak sie stało........ no ale cóż... ja wiem, że moja mama nigdy nie
                        chciałaby mnie widzieć, jak płacze, była wesołym człowiekiem i kąciki ust do
                        końca życia się unosiły chociaz sił ubywało. I taką ją kocham i taka mi dodaje
                        odwagi do życia i wiem, że patrzy tam z góry razem z tatą i babcią i wszyscy
                        trzymają kciuki, żebym i ja i brat byli szczęśliwi tu na ziemi.
                        • sonja12 Re: wspomnienia 04.03.07, 16:30
                          Kochana mamo, tak mi dzisiaj ciężko,dlaczego nie dajesz zadnego znaku, jak ci
                          tam jest, dlaczego jeszcze mi sie nie przyśniłaś,tak jestem ciekawa, czy ty
                          mnie widzisz, jak ide spać, jak jestem u ciebie na grobie,czy płaczę, tak cie
                          proszę o sen z tobą, przysnij mi się ,czy tam po drugiej stronie cos jest,nigdy
                          Cię nie zapomnę......
                          • sonja12 Re: wspomnienia 11.03.07, 20:05
                            Kochana mama, dzisiaj mimo ,iz była niedziela poszłam na ogród posprzatać, tak
                            jak ty zawsze robiłaś, pograbiłam liście, zwiędłe kwiaty z ubiegłego
                            roku,których juz nie zdążyłas uprzatnąć, bo ten cholerny rak ci nie
                            pozwolił,gdyz juz nie chodziłaś,Tak mi ciebie brakowało,tak myslałam o
                            tobie,rozpaliłam ognisko, tak bardzo tesknie za tobą ,chociaz tutaj mogę pisać,
                            może to przeczytasz.Juz niedługo będzie dwa miesiace jak cie nie ma, a tu taka
                            pustka,ktorej nie moge wyrazic słowami.Jak ci tam jest, wiesz jakie mam
                            życzenie, tak prosze o sen ,wiesz jaki. Tak Cię bardzo kocham.
                            • aniawx minęło 6 miesięcy... 15.03.07, 19:32
                              od śmierci Patryka minęło dziś 6 miesięcy, a ja nadal nie wierze, ze Go nie
                              ma... Stałam nad grobem 2 godziny i rozmawiałam z Nim jak zawsze. Chyba już sie
                              przyzwyczaiłam, ze On nie odpowiada, ale jakoś mi to już nie przeszkadza. Nie
                              wiem czy będzie taki moment, ze będe wiedzieć, ze Go faktycznie nie ma juz tu
                              ze mną fizycznie... Ja nawet nie tęsknie za Nim, bo przecież On jest, ja czuję
                              Jego obecność i nie mam okazji tęsknić... Jakaś chyba nienormalna jestem:)
                              KOcham Cie Miśku...
                              Twoja Ania
                              • sonja12 Re: minęło 2 miesiace 20.03.07, 17:24
                                Dokładnie dzisiaj mija 2 miesiące odkąd moja mama nie żyje.Tak mi Ciebie mama
                                brakuje,już marzec wiosna , a ciebie nie ma,tak jak ty posprzątałam na
                                ogrodzie, pograbiłam liście,zawsze robiłysmy to razem,a teraz.......
                                Często zastanawiam sie skąd ta choroba sie wzięła u ciebie i nie znajduje
                                odpowiedzi,mam pretensje do boga w którego już nie wierzę, że przez niego tak
                                krótko żyłaś. Codziennie Cie odwiedzam, wiem ,że musze iść na cmentarz,
                                porozmawiać z tobą, ale to juz nie zastapi naszych rozmów i pogawędek.
                                Wiesz jakie mam życzenie i prosze Cię,aby ono się spelniło, przyśnij mi
                                się.Kocham Cie.Ewa
                                  • pdragun Re: do pdragun 21.03.07, 10:32
                                    Witajcie

                                    Owszem ostatnio faktycznie rzadko tu piszę co nie znaczy że nie zagladam i nie
                                    czytam nowych wpisów. Miałam ostatnio trochę problemów w domu poza tym wpadałam
                                    w wir pracy domu. Próbuje pozabierać mój swiat który zniknał rozpadł się od
                                    kiedy nie ma mamusi. Już nie długo minie rok od jej śmierci 28 kwietnia a ja
                                    nadal nie wierzę że już jej nie ma a tym bardziej nie wierzę że to już rok.
                                    Teraz wpadam w lekką melancholie, mam napady smutku bo wraca mi wszystko co
                                    działa się pod koniexc zycia mamusi, a to własnie zaczeło sie pogarszać tak na
                                    dobre pod koniec marca tuż przed swiętami wielkanocnymi. Zauwazyłam że cześciej
                                    popłakuje czesciej wracam pamięcią do tamtego czasu. choc minał rok nadal
                                    codziennie jestem u mamuni na grobie rozmawiam z nią i próbuje nauczyć się żyć
                                    na nowo. Bardzo dużo siły i tak naprawdę to nowe zycie dała mi moja druga połowa
                                    mirek jest najwspanialszym najbardziej delikatnym czułym cierpliwym mezczyzną na
                                    świecie. Nie było mu dane poznać mamy mojej ale chodzi ze mną na cmentarz
                                    codziennie stoi ze mną po pare godzin przytula mocno jak płacze. To daje mi siłę
                                    do zycia. Tatuś ciezko znosi smierć mamusi próbuje uciekać w alkohol ale walcze
                                    z tym czuje się samotny iopuszczony. Poza tym jakoś zyjemy choć nie jest łątwo
                                    naprawdę. Teraz zbliżają się kolejne swięta tym razem w domu we trójkę bedziemy
                                    je spędzać troszkę się boję bo w wigilie było cięzko bardzo ciezko choć bylismy
                                    u rodziny a teraz tylko nasza trójka i mamunia moja mam nadzieje tez bedzie z
                                    nami. Tesknie za nią bardzo i bardzo mi jej brakuje jej usmiechu rady
                                    przytulenia pogłaskania godzinnych pogawedek spacerów itd itd a czego mi nie
                                    brakuje? nie ma takiej rzeczy wszystko co związne z mamusią było wspaniałe
                                    wyjątkowe. Kocham ja bardzo i bardzo boli mnie że jej nie ma. Musze jednak sobie
                                    radzić bo zostałam sama z tatą i bratem chorym ale nie poddaję się choć mam
                                    chwile zwątpienia nawet często ale nie mamy wyboru musimy zyc dalej. Pozdrawiam
                                    wsa gorąco ciebie sonju bardzo bardzo bardzo mocno przytulam. Pisz wygadanie się
                                    jest najlepszym lekarstwem. Kocham cie mamusiu nad zycie. Patrycja
                                      • monia.ja Minęło 10 dni 29.03.07, 15:49
                                        19.03.2008 w poniedziałek o 4.40 zmarł mój Tata. Jest mi strasznie smutno i
                                        bardzo ciężko. Odwiedzałam to forum, szukałam cudownych leków, nadziei i
                                        wierzyłam, że stanie się cud. Niestety choróbsko zwyciężyło. Może to okropne,
                                        co powiem, ale w sobotę modliłam się żeby to wszystko się skończyło, bo juz nie
                                        dawałam rady z tam cierpieniem z tym przerażeniem i żalem w oczach mojego Taty.
                                        Ostatni dany nam czas spędziłam w szpitalu przy jego łóżku patrząc czy to
                                        już......Przez ten czas przeszłam swego rodzaju rekolekcje, myślałam o
                                        kruchości życia ludzkiego i o tym, co tak naprawdę jest ważne. Mam tylko
                                        nadzieję, że jest mu tam lepiej i teraz będzie już zawsze czuwał nade
                                        mną.
                                          • monia.ja Re: Minęło 10 dni 30.03.07, 20:14
                                            Dzięki za pociechę, chyba właśnie tutaj piszemy, aby otrzymac troche ciepła od
                                            osób które nas rozumieją, które są w podbnej sytuacji.

                                            Pozdrawiam Wszystkich bardzo, bardzo ciepło i zycze pokoju ducha, siły i
                                            mnóstwa pozytywnej energii.

                                        • madzian2 Re: to już 2 m-ce nieprzerwanej tęsknoty 30.03.07, 21:49
                                          Witajcie, czytam Wasze posty i nie jestem w stanie opanować wzruszenia :'( Mój
                                          Tatko zmarł 1 lutego...od tego czasu nie mogę się pozbierać :( Tyle jeszcze
                                          chciałam Tatusiowi powiedzieć...wyjaśnić...to była moja jedyna ostoja na tym
                                          ziemskim padole. Nikt nie rozumiał mnie tak jak On. Nie mogę się pogodzić z
                                          tym,że już nie będziemy mieli okazji nadrobić straconych dni, że taki dobry
                                          człowiek musiał tak potwornie cierpieć,a ja nie mogłam nic zrobić! Jedynym
                                          pocieszeniem jest dla mnie wiara,że Tatko jest już na tym lepszym świecie. Był
                                          cudownym Ojcem, mężem, dziadkiem...moje dzieci też tęsknią za
                                          dziadziusiem...każde na swój sposób...Synuś,który ma 10 lat, kiedy widzi że
                                          dokucza mi tęsknota, powtarza mi- "Mamo, nie smuć się, masz w niebie swojego
                                          Anioła Stróża", a córcia, która wkrótce skończy 3 latka, kiedy rano wiozę ją do
                                          żłobka codziennie prosi, bym jej odsłoniła szyberdach w aucie, bo chce zobaczyć
                                          dziadziusia. Dzieci są dla mnie balsamem kojącym na zbolałą duszę. Mam
                                          nadzieję,że i Wy macie małych lub dużych pocieszycieli...wiem jednak teraz
                                          doskonale,że każda strata bliskiego jest potwornym bólem... Ściskam Was gorąco.
                                          Trzymajcie się! Kiedyś wszyscy się spotkamy...z Nimi też...
                                          • alabina Re: to już 2 m-ce nieprzerwanej tęsknoty 06.04.07, 19:29
                                            za 3 dni bedzie rok jak odeszla moja mamunia 5 styczniastwierdzono raka potem
                                            operacja pierwsz druga chemia podobno profilaktycna nie zniosla tego nie
                                            wirezryla ze pokona smiecia umarla przy mnie nie odzyskawszy przytomnosci a ja
                                            nie moglam sie z nia pozegnac
                                            ale przez cala te spiaczke ktora trwala 5 dni mowilam do niej to co nie mowilam
                                            albo rzadko mowilam jej jak bardzo ja kocham, przepraszalm i wierzylam ze slyszy
                                            ale wiecie ja nie lubue chodzis na cmentarz jej tam nie ma ona jest w niebie
                                            boze jak mi jej brakujewszystko mi sie wali a jej nie ma
                                            ona byla moja j podpora doradca moja mama po prostu reraz kiedy na nowo musze
                                            stwic czola rakowi ma go moj maz moja polowka moj pocieszyciel brak mi sil
                                            wiary tak bardzo chcialbym abysmy go pokonali tym razem
                                            jak bardzo sa podobne odczucia po straci bliskich ja tez nie wyobrazalam sobie
                                            bozego narodzenia bez mamuski paralizowalo mnie to sama mysl ze jej nie bedzie
                                            ze jak to tak
                                            jutro jadze do taty i brata to nie beda swieta bez niej juz nic nie jest takie
                                            same bo z nia umarla czastka mnie
                                            pozdrawam serdecznie
                                            przepraszam was za chaos ale ciezko mipisac nie potrafie przelac tego tak jak
                                            wy
                                                • kol32 po Wielkanocy 10.04.07, 08:27
                                                  Tato, dobrze, że te Święta się już skończyły. Trudniej było mi je znieść niż
                                                  Boże Narodzenie. Całkiem nieświadomie usiadłam na miejscu, które w tamtym roku
                                                  Ty zajmowałeś przy wielkanocnym śniadaniu i musiałam się mocno skupiać, by cały
                                                  czas nie myśleć o tamtych strasznych Świętach, tuż po diagnozie. Patrzyłam na
                                                  cierpienie Twojej Mamy, która tak bardzo za Tobą tęskni i czułam okropną
                                                  bezsilność. Minęło już prawie pół roku a wciąż tak bardzo boli.

                                                  Kasia
                                                  • sonja12 Re: To już 3 miesiące bez mamy............ 20.04.07, 21:12
                                                    Jak ten czas zleciał, a tęsknota coraz większa,dokładnie dzisiaj 20 kwietnia
                                                    mija 3 miesiąc jak mamusia odeszła.Nadchodzi maj ulublony miesiąc mamy, ale
                                                    mama juz nie zobaczy zieleni, kwiatów,tak bardzo je lubiła,a mnie z każdym
                                                    dniem serce coraz bardziej pęka z tęsknoty.A najgorsze jest to,że mama mi sie
                                                    nie sniła.Dlaczego? Już tyle czasu minęło.Codziennie proszę mamę o sen jak idę
                                                    na grób. Mama miałysmy tyle do zrobienia razem,tak się cieszyłaś ze
                                                    wszystkiego,w zeszłym tygodniu zesiałam twoje kwiaty,a dzisiaj kupiłam bratki i
                                                    posadziłam w tym miejscu co ty rok temu.Nie obyło się bez łez i wzruszenia. Tak
                                                    bardzo chciałabym wierzyć,że widzisz mnie ,przysnij mi się ,proszę Cie. Kocham
                                                    Cie twoja córka.ewa
                                                  • sonja12 Re: To już 4 miesiące bez mamy............ 21.05.07, 21:07
                                                    Widać nikt już tu nie zagląda, ale ja będę tu pisać.Wczoraj minął 4 miesiąc
                                                    odkąd mama nie żyje.Tesknota , tęsknota to mogę napisać.Ciągle wspominam mame w
                                                    myślach, mam przed oczami Jej ostatnie dni , jej ból i cierpienie.W domu wielka
                                                    pustka, której nic nie wypełni.Jeszcze mi sie nigdy nie śniła, a tak mame o sen
                                                    proszę.Kocham Cie mama. Twoja córka.
    • magda2123 Re: wspomnienia 29.05.07, 14:42
      Witam wszystkich, ja zedcydowałam się dopiero dziś by napisć o mojej mamusi
      która zmarła 04.02.2007.
      Minęły już trzy miesiące a ja cały czas mam nadzieję że wejde do domu i ona tam
      bedzie.
      Moja kochana mamusia chorowała na nowotwór złośliwy pęcherzyka żółciowego,potem
      przerzuty na wątrobę.
      Przez cały czas była z nami w domku ostatnie cztery dni leżała w szpitalu.
      Ale byliśmy przy niej do końca.
      Mówia że czas goi rany a ja mam wrażenie że z dnia na dzień coraz bardziej
      odczowam jej brak, każdy kąt ja przypomina,a nawet słowa.
      Czytałam wypowiedz innych i zgodze się z tym że rozmowa na cmentarzu z bliskimi
      nam osobami bardzo pomaga mimo iż jest to monolog.
      Najgorsze jest dla mnie to że są ludzie którym się wydaje że jak człowiek wraca
      do pracy i obowiązków to zapomina i może żyć jak wcześniej,a tak nie jest i nic
      już nie jest tak samo.
      Wierze w to że tam jest jej lepiej,i że jest przymnie każdego dnia.
      Pozdrawiam wszystkich serdecznie i Zycze dużo siły,wiary,miłości i przyjaciół na
      których zawsze można liczyć.
      MAGDALENA
      • nom73 Re: wspomnienia 31.05.07, 08:10
        29 maja 2007 mój Tato odszedł. Miał raka dróg żółciowych, wykryty dokładnie 2
        miesiące wcześniej. Ostatnie 2 miesiące były dla niego bardzo ciężkie nie tylko
        z powodu choroby, ale dlatego, że musiał leżeć, był bardzo osłabiony. Tato był
        człowiekiem bardzo energicznym, ciągle w ruchu, ciągle coś robił. Do końca był w
        pełni świadomy, poddał się, już nie chciał walczyć. Teraz już nie cierpi, już
        jest szczęśliwy. Tak bardzo go kocham, dalej czuje jego obecność jak patrzę na
        jego rzeczy, myślę, że jest obok mnie blisko.

        Rafał.
    • anitaja Re: wspomnienia 04.06.07, 18:57
      właściwie nie wiem co chciałam napisac... ale też tak bardzo boli... moj tata
      zmarl 29 kwietnia i nie zapomne tego dnia nigdy. Tego cierpienia, bolu, smutku
      i tej przerazliwej checi zycia i jednoczesnie tego zeby juz nie bolało i łez w
      oczach "ja juz chce umrzec". Wiec odszedl tak spokojnie choc w takich bolach i
      tak pokornie i cichutko, chcoc tak bardzo chcial zyc...
      • kol32 Re: wspomnienia 12.06.07, 23:37
        Tato, jutro Twoje imieniny, pierwsze bez Ciebie tutaj.

        Pamiętam jak w tamtym roku, jakby na przekór losowi, czując, że masz przerzuty
        do kości podarowałam Ci buty. Wiedziałam, że nigdy ich nie włożysz. I tak się
        stało. Ale to i tak były piękne chwile.

        A jutro? Zostaje msza i znicz na świeżo postawionym pomniku...
    • ania19771 Mineło 2 długie lata 15.06.07, 12:28
      TATUSIU to juz dwa lata :-(
      Wczoraj Paweł miał urodziny za dwa dni ja-pamietasz , mielismy zrobic duze
      przyjecie dla wszystkich - to miała byc magiczna 30
      ale nie bedzie nic...cały czas o TOBIE TATKU myslimy...zreszta TY wiesz...tak
      nam CIEBIE brakuje
      Patryczek tak wyrósł -widzi CIE na zdieciu i woła DZIADZIA Boze tka sie
      cieszyłes z wnuka i co...NIE MA CIE
      KOCHAMY CIE
        • malgoska182 Re: Mineło pięć miesięcy 20.06.07, 23:37
          Tatusiu dzisiaj minelo 7 miesiecy od poniedzialku kiedy od nas odszedles. 5
          czerca byly Twoje urodziny, zbliza sie pierwszy dzien Ojca bez Ciebie. Wiesz
          Tatusiu ,ze kazdego miesiaca 20 pale lampke. Nie moge pojsc na Ciebie na
          cmentarz , ale Agniesia to robi . W sobote przyjedzie do Ciebie. Tatusiu kocham
          Cie bardzo,ale Ty przeciez to wiesz.
          Twoja coreczka
          • sonja12 Re: Minęło sześć miesięcy 22.07.07, 22:21
            Dokładnie przedwczoraj pół roku jak Ciebie nie ma mamo.Czasami wydaje mi
            się,że to nieprawda, że będzie tak jak dawniej,ale juz nic nie będzie jak
            kiedyś, tak tęsknię za tobą , brakuje mi twoich porad, rozmów,dlaczego bog mi
            to zrobił, tak mnie skarał??? Tak Cie kocham kochana mamo.Twoja córka.