quelquechose
29.02.16, 16:25
Był taki moment, że miałam migreny 3 tygodnie na 4. Wówczas wreszcie udałam się do neurologa i zaczęłam brać betablokery prewencyjnie. Pomogło znacznie - migreny pojawiały się już niemal tylko z okazji miesiączki. W związku z tym zaczęłam brać hormony non stop - przerwa po 3 miesiącach i znowu. Było więc całkiem znośnie w porównaniu do poprzednich proporcji. Niestety, od miesiąca wróciły mi migreny niezwiązane z okresem. Właśnie mi się przypętała kolejna (a jak na złość nie mam przy sobie tryptana - został w innej torebce!). Dawkę Emconcore biorę już maksymalną (zwiększyłam kilka tygodni temu do 10 mg) i obawiam się, że niewiele to pomogło - tylko gorzej śpię. Pojawiła się też depresja - wcześniej nie miałam, więc zastanawiam się, czy nie ma jakiegoś związku z emconkorem. Ostatnio, wstyd przyznać, jadłam jakoś więcej badziewia typu chipsy - może to mi szkodzi? Nie wspomnę, że na alkohol to już nawet spojrzeć nie powinnam, a łyk powoduje mega migrenę.
Generalnie, to mam strasznego doła, bo już sobie nie radzę, ledwo wstaję rano do pracy, a tu trzeba jeszcze sobie jakoś radzić, szef nie należy do zbyt wyrozumiałych. Zaczynam ponownie ogarniać, jak wiele symptomów jest powiązanych z tą przeklętą chorobą! Mam dość - ja chcę po prostu normalnie żyć, cieszyć się rodziną, moim poza tym dobrym życiem... Albo chociaż nie musieć pracować, bo nie wyrabiam :(