Erika kontratakuje

17.02.04, 18:04
Dwanaście segregatorów Gabrieli Lesser


Pod koniec lutego przed sądem w Hamburgu rozpocznie się precedensowy proces:
Związek Wypędzonych i jego przewodnicząca pozwali niemiecką dziennikarkę,
mieszkającą na stałe w Warszawie, która w publikowanych w Niemczech
artykułach krytykowała ideę "Centrum przeciw Wypędzeniom" oraz destrukcyjny
wpływ Eriki Steinbach na stosunki polsko-niemieckie.
Tomasz Potkaj / 2004-02-22



Gabriela Lesser skrupulatnie zakłada teczki tematom, którymi zajmowała się
dotychczas lub zamierza zająć w przyszłości. Układa je tematycznie i
alfabetycznie: "bieda" obok "bogactwa", "Solidarność" obok "Samoobrony",
Gierek obok Giertycha. Skrupulatność to nawyk z czasów studiów
historycznych: "Dobre archiwum to alfa i omega pracy historyka i
dziennikarza. Nie ma tu różnic" - mówi.

Szczególnie obszerny jest temat "wypędzenie": nie zmieścił się na półkach i
stoi na podłodze w salonie jej warszawskiego mieszkania, w dwunastu grubych
segregatorach.

W teczkach tych jest również dossier, poświęcone Związkowi Wypędzonych (Bund
der Vertriebenen, BdV) i jego przewodniczącej Erice Steinbach, wraz z
cytatami. Z powodu jednego z nich Gabriela Lesser pod koniec lutego stanie
przed sądem w Hamburgu. I choć sąd jest niemiecki, sprawa dotyczy Polski. I
to nie tylko dlatego, że komentarz, który doprowadził Lesser na salę sądową,
został nadesłany z Warszawy.

Dziwny kraj w środku Europy


Rok 1985. Początek jesiennego semestru akademickiego.

Młoda Niemka, stypendystka na wydziale historii Uniwersytetu Jagiellońskiego,
przyjechała do Polski zaledwie kilka tygodni wcześniej. Chce jak najwięcej
dowiedzieć się o dziwnym kraju w środku Europy. Stojąc na Rynku Głównym,
starannie układa w myślach polskie zdania, dobiera formy gramatyczne,
właściwą odmianę. Dopiero wtedy pyta.

List otwarty
w obronie Gabrieli Lesser



“Wszyscy mnie rozumieli. To była wielka frajda! Ale potem odpowiadali w takim
tempie, że stałam jak osioł i nic nie rozumiałam” - Gabriela Lesser wspomina
pierwsze dni w obcym kraju. Ale miała jeszcze inny problem: co druga
odpowiedź brzmiała: “Nie wiem”.

Lesser: “Nie mogłam pojąć, jak tylu ludzi może tyle nie wiedzieć. Po cichu
zaczęłam nawet podejrzewać, że może ci krakowianie po prostu są trochę
głupi...?”.

Do wyjazdu za “żelazną kurtynę” przygotowywała się starannie. Uprzedzono ją,
że powinna zabrać szampon do włosów, papier toaletowy i... korki do zlewu. I
że nie powinna się dziwić, iż półki sklepowe są puste, a żeby kupić mięso na
obiad, trzeba mieć specjalne kartki. “Ale kiedy po raz pierwszy jechałam w
Krakowie tramwajem - opowiada prawie 20 lat później - rzuciło mi się w oczy,
że choć w Polsce rzeczywiście nie było szamponu, ludzie mieli umyte włosy.
Jak oni to robią, dziwiłam się”.

Uświadomiła sobie, że Polska to kraj paradoksów.

Wtedy nawet nie wyobrażała sobie, że kiedyś zamieszka tu na stałe.

Z tamtych czasów pamięta także pytanie, które zadawała sobie na samym
początku pobytu w Polsce: “Dlaczego Polacy nie wyjadą masowo na Zachód?
Przecież w Krakowie było brudno, a zanieczyszczenie powietrza w mieście tak
wielkie, że trudno było oddychać”.

W akademiku poznała studentów, którzy przygotowali coroczny festiwal PaKA
(Przegląd Kabaretów Amatorskich). Z nimi objechała miasta, gdzie grały
studenckie grupy kabaretowe. “Wszyscy zrywali boki ze śmiechu, a ja nie
rozumiałam, o co chodzi. Wtedy jeszcze nie chwytałam ani jednego politycznego
dowcipu!” - wspomina.

Koledzy-studenci zaczęli jej tłumaczyć, z czego śmieją się Polacy. Pokazywali
książki, bez znajomości których obcokrajowcom trudno pojąć nie tylko polskie
poczucie humoru, ale także polską historię i teraźniejszość.
Lesser: “Nauczyli mnie czytać między wierszami, pokazali teksty kabaretowe,
przed i po cenzurze. Kiedy potem śmiałam się pierwszy raz, wiedziałam już, że
mam szansę na zrozumienie Polski i Polaków”.

W czasie tego pierwszego, rocznego pobytu zebrała materiały do pracy o
Uniwersytecie Jagiellońskim w czasie II wojny światowej. W 1990 r. za
poświęconą temu książkę “Leben als ob” (Życie na niby) otrzymała renomowaną
nagrodę im. Fritza Theodora Epsteina, przyznawaną przez niemieckich
historyków zajmujących się Europą Wschodnią.

Po raz drugi przyjechała na początku lat 90., gdy otrzymała kolejne
stypendium. W Krakowie i Warszawie spędziła rok. Potem wyjechała do Izraela,
a stamtąd do Anglii.
Lesser: “Zobaczyłam wtedy Polskę inną niż ta, którą poznałam kilka lat
wcześniej. Ludzi, którzy mówili: mamy wolność, ale co nam z tego, kiedy nie
mamy pracy”.

Wtedy, na początku lat 90., Gabriela Lesser przyjechała do Polski przede
wszystkim z powodu... Hansa Franka, w czasie okupacji tzw. generalnego
gubernatora, straconego po wojnie. Zamierzała napisać o nim pracę doktorską.

Powrót do współczesności

Po powrocie do Niemiec prowadziła zajęcia na uniwersytecie w Kolonii. Rano
wykładała studentom o II wojnie światowej, o okupacji niemieckiej i
sowieckiej w Polsce, o gettach i obozach koncentracyjnych, a po południu
pisała biografię Franka. Wspomina: “A ponieważ chciałam napisać ją w ten
sposób, by czytelnicy mieli »kino w głowie«, pisząc ją musiałam budzić
historię do życia, wiedzieć, jak ludzie wtedy mówili, jak się poruszali i
ubierali. Co wtedy czytali. Jakie wieści ze świata do nich docierały?
Obejrzałam wszystkie stare kroniki filmowe z Reichu i z Generalnej Guberni,
wszystkie filmy dokumentalne, na które trafiłam. Godzinami słuchałam audycji
radiowych z tego czasu”.

Pewnego dnia spostrzegła, że różnica między teraźniejszością a przeszłością
zaczyna jej się zacierać. Że lepiej wie, co działo się w roku 1942 niż 50 lat
później. Postanowiła pracować dla radia, bo to najszybsze z mediów.
Wspomina: “To był rodzaj autoterapii. Świadomie »przyspieszyłam« moje życie.
Musiałam się koncentrować na mojej codziennej audycji i już nie miałam czasu
na myślenie o II wojnie światowej”.

Początkowo miało to trwać tylko trzy miesiące. Ale i po tym czasie ciągle
budziła się nocami, dręczona przez koszmarne sny: “Wiedziałam wtedy, że już
nie mogę zostać w Niemczech, że muszę wyjechać”.

Książki i notatki o Hansie Franku poszły na półkę. Po kilku miesiącach
dostała propozycję pracy z berlińskiego dziennika “die tageszeitung” (w
skrócie “taz”wink jako korespondentka w Warszawie.

Trzecia podróż do Polski okazała się najdłuższa z dotychczasowych - i trwa do
dziś. Gabriela Lesser sprzedała swoje stare meble w Kolonii i przeprowadziła
się do Polski. Był rok 1995, gdy ciężarówka z 88 pudłami z książkami
przyjechała do Warszawy.

Pobyt zaczął się pechowo: od zapalenia mózgu, powstałego po ugryzieniu przez
kleszcza. Kolejni lekarze nie wiedzieli, jak pokonać chorobę. Zaczęła tracić
wzrok i słuch, siedziała już na wózku inwalidzkim. Leczenie trwało kilka lat.
Przez ten czas Lesser mieszkała w Warszawie, na leczenie jeździła co chwila
do Berlina, a korespondencje dla swej redakcji pisała, korzystając z pomocy
trzech polskich studentów. “Chyba nikt z moich czytelników nie zauważył, że
autorka tych artykułów prawie nic nie widziała i nie słyszała - wspomina. -
Jestem wdzięczna »taz«, że mnie wtedy nie zwolnili”.

Z powodu choroby właściwie od początku musiała uczyć się polskiego.

Dziś (oprócz ogólnokrajowego “taz”wink Gabriela Lesser pisuje do dwunastu
regionalnych dzienników niemieckich, od Bawarii po Szlezwik-Holsztyn, a także
do pół tuzina gazet żydowskich. Pisze o polskiej polityce i o problemach
szarego człowieka, o małych szkołach na wsi, górnikach ze Śląska i o
ekologicznym rolnictwie na Mazurach. Szczególnie interesuje ją zmi
    • juliusz_cezar1 Re: Erika kontratakuje(2) 17.02.04, 18:06
      Mazurach. Szczególnie interesuje ją zmiana mentalności Polaków w ostatnich
      latach.

      Nie szczędzi nam krytyki, np. opisując polską dyskusję wokół Jedwabnego albo
      komentując zaangażowanie Polski w Iraku (bywało, że jej opinie wywoływały
      sprzeciw u polskich kolegów-dziennikarzy, a nawet polityków).

      Śledzi też tematy polsko-niemieckie. Kiedy Erika Steinbach - deputowana CDU do
      Bundestagu i od maja 1998 r. przewodnicząca Związku Wypędzonych - zgłosiła
      pomysł zbudowania w Berlinie “Centrum przeciw Wypędzeniom”, jej nazwisko
      zaczęło coraz częściej pojawiać się w relacjach warszawskich korespondentów.
      Wśród nich w relacjach, jakie do swoich gazet słała Gabriela Lesser.
      Samoloty Eriki Steinbach

      Pierwszym pomysłem Eriki Steinbach był tzw. apel berliński z września 1998 r.,
      w którym przewodnicząca Związku Wypędzonych postawiła Polsce i Czechom warunki,
      na jakich mogą przystąpić do Unii Europejskiej. Pojawiły się słowa o
      odszkodowaniach dla wypędzonych oraz o tym, aby Polska i Czechy zezwoliły
      wypędzonym oraz ich potomkom na godny powrót w strony rodzinne.

      Rok później - po wojnie o Kosowo i pod wpływem obrazów wypędzanych przez
      Miloševicia Albańczyków - w Niemczech coraz częściej zaczął pojawiać się temat
      wypędzenia Niemców po 1945 r. Wtedy właśnie na łamach renomowanego
      dziennika “Süddeutsche Zeitung” Steinbach wezwała władze Niemiec i innych
      państw Unii, aby postawiły Polakom i Czechom warunek przystąpienia do Unii
      Europejskiej: Polacy i Czesi mieli najpierw “uleczyć rany, zadane przez
      zbrodnię wypędzenia”. W tekście znalazło się szokujące zdanie, wielokrotnie
      cytowane przez niemieckich i polskich dziennikarzy, że “leży we wspólnym
      interesie Europy (...), aby nie obniżać poziomu przestrzegania praw człowieka
      [przez państwa takie jak Polska i Czechy - red.]. Już nie potrzeba samolotów
      bojowych. Wystarczy proste weto”; w domyśle: w Brukseli.

      Część niemieckiej opinii publicznej przyjęła argumentację Eriki Steinbach.
      Uwierzyła, że los Niemców przypominał los Albańczyków i Bośniaków. “Choć w
      rzeczywistości jest inaczej - przekonuje Lesser - gdyż trafniejszą analogią
      byłoby porównanie losu Niemców do losu Serbów. I Niemcy, i Serbowie stali się
      bowiem ofiarami polityki agresji, jaką rozpoczęły ich rządy”.

      Niemieckiej opinii publicznej tym łatwiej było uwierzyć w argumenty Eriki
      Steinbach, że mówi ona innym językiem niż jej poprzednicy. Steinbach powołuje
      się często na prawa człowieka i w przeciwieństwie do działaczy Związku starej
      daty, stara się pilnować “politycznej poprawności” swych wypowiedzi.

      Na tych wypowiedziach oraz na własnej biografii “fałszywej wypędzonej” - jak
      latem 2000 roku ustaliła “Rzeczpospolita”, Steinbach urodziła się na terenach
      okupowanej Polski jako córka podoficera niemieckich wojsk, i to na terenach, z
      których Niemcy wcześniej wypędzili Polaków - Erice Steinbach udało się zbudować
      mocną pozycję polityczną. Dziś jest jedną z bardziej wpływowych osób w
      niemieckiej CDU.

      Steinbach versus Lesser

      Wiosną 2003 r., po referendach unijnych w Polsce i Czechach, Steinbach po raz
      kolejny podniosła ideę budowy “Centrum przeciw Wypędzeniom”. Wizja pomnika
      męczeństwa Niemców, wysiedlonych ze Wschodu wskutek przegranej wojny, wzbudziła
      w Polsce reakcje jednoznacznie negatywne, a niejasne z początku stanowisko
      władz Niemiec wobec projektu wpłynęło na pogorszenie się i tak nie najlepszych
      stosunków polsko-niemieckich. Erika Steinbach zyskała w Polsce złą sławę.

      W sierpniu 2003 r. Gabriela Lesser wysłała z Warszawy do swych gazet komentarz
      poświęcony polskim reakcjom na pomysł “Centrum”. Tekst, nieco zmieniony przez
      redakcję, ukazał się m.in. w lokalnym dzienniku “Kieler Nachrichten”
      (pt. “Coraz dalej od pojednania”wink. Styl ostry, ironiczny, forma felietonu. Teza
      tekstu jest jasna: fatalna i niepotrzebna awantura o “Centrum” popsuła stosunki
      polsko-niemieckie i sprawiła, że w Polsce zaczynają odradzać się fobie
      antyniemieckie (patrz słynna okładka tygodnika “Wprost” z Eriką Steinbach w
      mundurze SS, siedzącą okrakiem na kanclerzu Schröderze). Lesser przywoływała
      wypowiedź Bronisława Geremka, który stwierdzał, że “Centrum stanie się
      pomnikiem nienawiści dla młodego pokolenia” i pytała, czy polsko-niemieckie
      pojednanie ma się zamienić w dialog nienawiści.

      Nie był to pierwszy tekst Lesser o Związku Wypędzonych i jego przewodniczącej.
      Zresztą nie tylko ona, ale większość niemieckich korespondentów w Polsce i
      wielu publicystów w samych Niemczech pisało krytycznie o Erice Steinbach.
      • juliusz_cezar1 Re: Erika kontratakuje(3) 17.02.04, 18:07
        A jednak tylko na warszawski adres Gabrieli Lesser nadeszło pismo, podpisane
        przez prawnika Eriki Steinbach. Adwokat domagał się, aby Lesser podpisała
        zobowiązanie, że nigdy więcej nie opublikuje niektórych krytycznych uwag na
        temat projektu BdV i Eriki Steinbach. Są one nieprawdziwe - twierdził adwokat,
        mający opinię jednego z lepszych (i droższych) specjalistów od potyczek z
        mediami.

        Lesser odmówiła. Kolejne pismo, które otrzymała, było już oskarżeniem z
        konkretną datą posiedzenia sądu. Zdaniem Steinbach i jej adwokata wartość całej
        sprawy wynosi 60 tys. euro.

        “To kwota absurdalnie wysoka - Gabriela uśmiecha się ironicznie. - Może w
        przyszłości zażądam honorarium w podobnej wysokości, powołując się na panią
        Steinbach, która tak »ceni« moje teksty”.

        “Oczywiście nie chodzi o to, aby zabronić oskarżonej krytycznego wypowiadania
        się o BdV i jego przewodniczącej” - pisze w pozwie adwokat Eriki Steinbach.

        “To oczywiste, że chodzi o to, żeby zakneblować mi usta” - mówi Gabriela Lesser.

        Sąd nad historią?

        Rzeczywiście, zarzuty sprawiają wrażenie pretekstu. Na przykład, pisząc
        o “Centrum” Lesser użyła określenia “Mahnmal”. W języku niemieckim to więcej
        niż pomnik (Denkmal). To Pomnik Męczeństwa jak Yad Vashem w Jerozolimie, czy
        też Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie. Steinbach uważa, że używanie “Mahnmal”
        jest nieuzasadnione, bo zaplanowane “Centrum” ma służyć wyłącznie
        informacji. “Ale tam przecież ludzie mogą się modlić w tak zwanej Requiem-
        Rotunde - ripostuje Lesser. - Nigdy nie widziałam centrum informacyjnego, w
        którym ludzie się modlą”.

        Zarzuty adwokata Eriki Steinbach sprowadzają się, jeśli z pisma
        procesowego “odsiać” prawniczą nowomowę, do dwóch kwestii merytorycznych - o
        kluczowym znaczeniu historycznym i politycznym.

        Po pierwsze, Lesser twierdziła, że istnieje związek pomiędzy planami zbudowania
        w centrum Berlina (jak chciałaby Erika Steinbach) “Centrum przeciw Wypędzeniom”
        a budowanym dzisiaj, także w centrum niemieckiej stolicy, Pomnikiem
        Pomordowanych Żydów Europy (w skrócie Holocaust-Mahnmal; Pomnik Holocaustu).
        Dokładniej: że “Centrum” będzie, czy się to komuś podoba czy nie, istotnym
        punktem odniesienia i swoistą ideowo-polityczną odpowiedzią na Pomnik-
        Holocaustu: w ten sposób niemieckie ofiary wojny zostaną przeciwstawione
        ofiarom niemieckich zbrodni.

        Adwokat pisze, że Erika Steinbach nigdy nie miała zamiaru zestawiać “Centrum” z
        Pomnikiem Holocaustu. Tymczasem istnieją wypowiedzi prasowe przewodniczącej BdV
        sprzed kilku lat, w których żądała ona, aby ,,Centrum” stanęło w
        wyraźnej ,,historycznej i przestrzennej bliskości” Pomnika Holocaustu.
        Steinbach uzasadniała to tym, że Żydzi ,,w pierwszej fazie [prześladowań] także
        byli ofiarami wypędzeń” i ,,w gruncie rzeczy tematy »Żydzi« oraz »wypędzenie«
        uzupełniają się wzajemnie” (rozmowa w lokalnym “Leipziger Volkszeitung” z maja
        2000 r.).

        Po drugie, Lesser pisała, że Związek Wypędzonych nigdy nie odpowiedział
        pozytywnie na posłanie biskupów polskich do biskupów niemieckich z 1965 r., ze
        słynnym zdaniem “Wybaczamy i prosimy o wybaczenie”. Adwokat Eriki Steinbach
        twierdzi, że owszem, jeden z liderów BdV napisał wówczas, że list biskupów
        to “begrüssenswerte Geste” (dosłownie: gest, który należy powitać z radością) -
        i domaga się, aby sąd przyznał tu rację Związkowi Wypędzonych. Czyli: żeby sąd
        orzekł, iż Związek miał wówczas pozytywny wkład w debatę o pojednaniu...

        Problem jednak w tym, jak rozumieć jedno małe słowo: “pozytywnie”.

        Owszem, działacze Związku - nie tylko ten cytowany przez adwokata Eriki
        Steinbach, także inni - rzeczywiście przywitali list polskich biskupów z
        radością. Ale nie z tych powodów, jakie przyświecały jego autorom. Liderzy BdV
        oceniali list pozytywnie, ponieważ... dostrzegli w nim szansę na wprowadzenie
        do publicznej debaty swojego stałego postulatu: rewizji granicy z Polską.
        Prośba polskich biskupów o wybaczenie miała w ich oczach stać się argumentem
        etycznym na rzecz zmiany granicy.

        Wedle podobnej zresztą logiki wymianę listów między biskupami polskimi i
        niemieckimi oceniła... neonazistowska gazeta “Deutsche National- und
        Soldatenzeitung”: jako krok, który będzie można wykorzystać do kwestionowania
        granicy na Odrze.
        • juliusz_cezar1 Re: Erika kontratakuje(4) 17.02.04, 18:08
          Ale może o to właśnie chodzi Erice Steinbach? O stworzenie sytuacji
          precedensowej, w której to sąd miałby jej “pomóc” w realizowaniu jej
          politycznego projektu oraz jej strategii takiego reinterpretowania historii, w
          której Związek Wypędzonych miałby wystąpić w roli orędownika pojednania?

          Precedens prawny miałby polegać jeszcze na tym, że gdyby Erice Steinbach udało
          się - jakimś cudem - zamknąć usta Gabrieli Lesser, mogłaby wykorzystywać to
          później przeciw innym polemistom, krytykujących jej projekt.

          Podobnie jak Gabriela Lesser pisze w Niemczech wielu dziennikarzy. Tyle że w
          odróżnieniu od Lesser, która pracuje jako tzw. wolny strzelec, stoją za nimi
          koncerny prasowe, które w przypadku procesu nie muszą się bać finansowej ruiny.
          Nawet wygrany proces oznacza przecież koszty.

          “W gruncie rzeczy ten proces jest absurdalny - mówi Gabriela Lesser. - Może
          Erika Steinbach ma z jego powodu jakąś dziwną satysfakcję? Nie wiem. Nie
          rozumiem też, dlaczego ona nie słucha tego, co mówią Marek Edelman, Bronisław
          Geremek, Jerzy Holzer i wielu innych znanych polskich, czeskich i niemieckich
          intelektualistów”.

          Erika Steinbach zapowiedziała, że zbuduje “Centrum przeciw Wypędzeniom” mimo
          protestów w Polsce i Czechach, choćby miała czekać kilka lat.

          Lesser: “Erika Steinbach chce na siłę pokazać wszystkim, jak Niemcy świetnie
          potrafią się pojednać. Tylko nie z dawnymi ofiarami, ale przeciwko nim”.

          List otwarty w obronie Gabrieli Lesser
          Dyskusja polsko-niemiecka na temat projektu zbudowania w Berlinie "Centrum
          przeciw Wypędzeniom" trwa od kilku lat. Pojawiały się w niej opinie krytyczne,
          ostre, czasem niesprawiedliwe. Nigdy jednak żaden z jej uczestników nie
          odwoływał się do sądu, aby przeforsować swoje racje. Dlatego zdumiała nas i
          oburzyła wiadomość, że Związek Wypędzonych i jego przewodnicząca Erika
          Steinbach postanowili wytoczyć proces Gabrieli Lesser, niemieckiej dziennikarce
          mieszkającej w Warszawie, która w publikowanych w Niemczech artykułach -
          krytycznych wobec idei "Centrum" - relacjonowała także polski punkt widzenia.

          Po zapoznaniu się z zarzutami, jakie pozywający stawiają Gabrieli Lesser, mamy
          podstawy sądzić, że Erice Steinbach i Związkowi Wypędzonych chodzi o stworzenie
          precedensu: nie tylko o zamknięcie ust jednej dziennikarce, ale także innym
          polemistom, którzy krytykują projekt “Centrum”, dostrzegają merytoryczny
          związek między nim a budowanym właśnie w Berlinie Pomnikiem Holocaustu, i
          którzy twierdzą, że Związek Wypędzonych powinien w pierwszym rzędzie dokonać
          krytycznego rozliczenia ze swą rolą w stosunkach polsko-niemieckich.

          Jeśli więc Erika Steinbach gotowa jest pozywać do sądu Gabrielę Lesser, niech
          ma odwagę oskarżyć także i nas, gdyż mamy podobnie krytyczne zdanie na temat
          jej działalności, która dla stosunków polsko-niemieckich jest coraz bardziej
          szkodliwa.

          Władysław Bartoszewski (przewodniczący Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej, b.
          minister spraw zagranicznych RP); Marek Beylin (kierownik działu opinii "Gazety
          Wyborczej"); Ks. Adam Boniecki (redaktor naczelny "Tygodnika Powszechnego");
          Włodzimierz BORODZIEJ (historyk, Uniwersytet Warszawski); Marcin Bosacki
          (kierownik działu zagranicznego "Gazety Wyborczej"); Piotr Buras (publicysta,
          ISP PAN); Krzysztof Burnetko (kierownik działu politycznego "Tygodnika
          Powszechnego"); Marek A. Cichocki (dyr. programowy Centrum Stosunków
          Międzynarodowych); Marek Edelman (były dowódca Powstania w Getcie Warszawskim);
          Ks. Marek Gancarczyk (red. naczelny "Gościa Niedzielnego"); Konstanty Gebert
          (publicysta, b. redaktor naczelny miesięcznika "Midrasz"); Bronisław Geremek
          (były minister spraw zagranicznych RP); Jarosław Gowin (redaktor naczelny
          miesięcznika "Znak"); Jerzy Haszczyński (kierownik działu
          zagranicznego "Rzeczpospolitej"); Józefa Hennelowa (zastępca redaktora
          naczelnego "Tygodnika Powszechnego"); Jerzy HOLZER (dyrektor Instytutu Studiów
          Politycznych PAN); Jerzy KRANZ (b. ambasador RP w Berlinie); Zdzisław
          KRASNODĘBSKI (publicysta "Rzeczpospolitej", Uniwersytet Kardynała Stefana
          Wyszyńskiego); Marcin Król (redaktor naczelny "Res Publiki Nowej"); Adam
          Krzemiński (publicysta "Polityki"); Maciej Łukasiewicz (redaktor
          naczelny "Rzeczpospolitej"); Tadeusz Mazowiecki (były premier RP); Adam MICHNIK
          (redaktor naczelny "Gazety Wyborczej"); Zbigniew Nosowski (redaktor naczelny
          miesięcznika "Więź"); Rafał Pankowski (redaktor naczelny miesięcznika "Nigdy
          Więcej"); Piotr Paziński (redaktor naczelny miesięcznika "Midrasz"); Wojciech
          Pięciak (redaktor "Tygodnika Powszechnego"); Janusz Reiter (prezes Centrum
          Stosunków Międzynarodowych); Sławomir Sierakowski (redaktor naczelny "Krytyki
          Politycznej"); Adam Szostkiewicz (redaktor "Polityki"); Bella Szwarcman-
          CZARNOTA (redaktorka miesięcznika "Midrasz"); Róża Thun (prezes Polskiej
          Fundacji Schumana); Wojciech Wieczorek (b. redaktor naczelny "Więzi", b.
          ambasador RP w Berlinie); Stefan Wilkanowicz (wiceprzewodniczący
          Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej); Anna WOLFF-POWĘSKA (dyrektor Instytutu
          Zachodniego); Jacek Woźniakowski (b. prezes "Znaku"); Danuta Zagrodzka
          (publicystka "Gazety Wyborczej"); Juliusz Zychowicz (działacz społeczny, od lat
          60. zaangażowany w dialog polsko-niemiecki).
    • ignorant11 Steinbach nie wygra? 27.02.04, 20:23
      Sława!
      Steinbach nie wygra?
      Piątek, 27 lutego 2004 - 15:01 CET (14:01 GMT)
      www.wprost.pl/ar/?O=56954&C=72

      Hamburski sąd odroczył do 28 maja proces przeciw niemieckiej dziennikarce,
      oskarżonej przez BdV o rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji o
      ziomkostwach i projekcie Centrum przeciw Wypędzeniom.

      Przeciwko dziennikarce Gebrielle Lesser, która przebywa w Polsce jako
      korespondentka kilku niemieckich gazet wystąpił Niemiecki Związek Wypędzonych
      (BdV). Pozew skierowała do sądu w imieniu BdV jego przewodnicząca Erika
      Steinbach, zarzucając dziennikarce wyrwanie z kontekstu jej wypowiedzi i zmianę
      ich treści.
      Po wysłuchaniu pełnomocników obu stron izba ds. mediów hamburskiego sądu
      odroczyła rozprawę do 28 maja.

      "Mam wrażenie, że wszystko przebiega po mojej myśli" - powiedziała
      Lesser. "Zasygnalizowano mi, że w niektórych sprawach mam rację" - dodała
      zastrzegając, że sąd nie podjął jeszcze żadnej wiążącej decyzji.

      BdV zakwestionował fragmenty komentarza opublikowanego 19 września 2003 roku na
      łamach regionalnego dziennika "Kieler Nachrichten". W spornym komentarzu Lesser
      napisała m.in., że Związek Wypędzonych do dziś nie odpowiedział na list
      polskich biskupów z 1965 roku zawierający słynne przesłanie "przebaczamy i
      prosimy o przebaczenie". BdV uważa taką ocenę za nieprawdziwą wskazując na
      publikacje w biuletynie BdV. Zdaniem dziennikarki, sędziowie skłonni są jednak
      uznać za dopuszczalną taką opinię.

      "W sprawie Centrum przeciwko Wypędzeniom sędziowie są też po mojej stronie" -
      powiedziała Lesser. Jednak BdV ma możliwość przedstawienia w ciągu najbliższych
      trzech tygodni dalszych dowodów. Sprawą sporną jest zasugerowany przez Lesser
      związek pomiędzy decyzją Bundestagu o budowie pomnika ofiar holokaustu a
      będącym - jej zdaniem - odpowiedzią na to projektem BdV utworzenia Centrum
      przeciwko Wypędzeniom. Steinbach neguje jakikolwiek związek pomiędzy obydwoma
      projektami.

      Za całkowicie otwarty uznała natomiast Lesser wynik sporu o zrelacjonowanie
      wypowiedzi Steinbach z 1999 r., dotyczącej m.in. zadośćuczynienia dla
      niemieckich wypędzonych. Szefowa BdV zasugerowała w artykule opublikowanym na
      łamach "Sueddeutsche Zeitung", że aby skłonić Polskę i Czechy do przestrzegania
      praw człowieka "wystarczy zwykłe weto" wobec przyjęcia nierozsądnych kandydatów
      do UE. "Nie potrzeba samolotów bojowych" - twierdziła Steinbach. Użyte przez
      Lesser sformułowanie: "Obecnie nie trzeba już wysyłać do Polski bombowców, aby
      wyjaśnić Polakom, czym są +zachodnie wartości+" wypaczyło - zdaniem BdV - sens
      wypowiedzi Steinbach.

      Pod naciskiem BdV redakcja "Kieler Nachrichten" zamieściła w październiku
      sprostowanie i zobowiązała się do niepowtarzania zakwestionowanych opinii.
      Natomiast Lesser odmówiła spełnienia żądań BdV, uznając je za nieuzasadnione.

      42-letnia Lesser jest historykiem. Specjalizowała się w historii II wojny
      światowej i niemieckiej okupacji w Polsce. Od 1995 r. przebywa w Polsce jako
      korespondentka niemieckich gazet. Oprócz "Taz" zamieszcza materiały o Polsce
      w "Koelner Stadt-Anzeiger", "Kieler Nachrichten" i kilku innych lokalnych
      gazetach.

      Skierowanie przez Steinbach sprawy na drogę sądową uznane zostało przez liczne
      środowiska w Polsce za próbę zamknięcia ust dziennikarce nie kryjącej
      krytycznego stosunku do projektu berlińskiego Centrum przeciwko Wypędzeniom
      oraz obarczającej kierownictwo BdV odpowiedzialnością za pogorszenie polsko-
      niemieckich stosunków w ostatnich latach.

      Z inicjatywy "Tygodnika Powszechnego" 38 polskich intelektualistów podpisało
      list otwarty w obronie Lesser. "Mamy podstawy sądzić, że Erice Steinbach i
      Związkowi Wypędzonych chodzi o stworzenie precedensu: nie tylko o zamknięcie
      ust jednej dziennikarce, ale także innym polemistom, którzy krytykują projekt
      Centrum" - napisali m.in. Władysław Bartoszewski, Marek Edelman i Tadeusz
      Mazowiecki. Do listu przyłączył się także Krzysztof Skubiszewski.

      Jako "problematyczne" ocenił postępowanie Steinbach także Niemiecki Związek
      Dziennikarzy (DJV).

      em, pap



      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
      nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
      www.pajacyk.pl
      Ignorant
      +++
      • maria421 Re: Steinbach nie wygra? 28.02.04, 14:29
        Niedawno gdzies czytalam, ze w najblizszej przyszlosci bedzie sobie mozna kupic
        dzialke na Ksiezycu lub nawet na Marsie.

        Proponuje wiec zrzucic sie na taka dzialeczke dla pani Steinbach. Bilet
        dostanie oczywiscie tylko w jedna strone...)))
        • ignorant11 Re: Steinbach nie wygra? 29.02.04, 00:26
          maria421 napisała:

          > Niedawno gdzies czytalam, ze w najblizszej przyszlosci bedzie sobie mozna
          kupic
          >
          > dzialke na Ksiezycu lub nawet na Marsie.
          >
          > Proponuje wiec zrzucic sie na taka dzialeczke dla pani Steinbach. Bilet
          > dostanie oczywiscie tylko w jedna strone...)))

          Sława!

          A Ty znowu uprawiasz germański imperializm...

          Przeciez Księzyc od dawna stanowi terytorium Polski, gdzie Namiestnikiem jest
          pan Twardowski...
          smile

          A Mars mieszkaniem Boga Rzymian...
          smile

          Pozdrawiam i zapraszam na:
          Forum Słowiańskie
          nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
          www.pajacyk.pl
          Ignorant
          +++
          • maria421 Re: Steinbach nie wygra? 29.02.04, 14:08
            OK, wiec poprosim mosci Twardowskiego o wize dla Eriki...)))
Pełna wersja