ignorant11
01.12.04, 21:08
Sława!
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_041201/publicystyka/publicystyka_a
_1.html
Juszczenko podkreśla jedność Ukrainy, równość wszystkich obywateli, bez
względu na narodowość, język, wyznawaną religię czy poglądy
Podział to mit
OLA HNATIUK
W ogromnej masie publikacji poświęconych sytuacji na Ukrainie, które pojawiły
się w prasie polskiej w ciągu ostatniego miesiąca, zdarzają się także teksty,
których autorzy idą na skróty, odwołując się do stereotypów. Do najbardziej
ugruntowanych mitów należy podział Ukrainy na prorosyjski wschód, posługujący
się językiem rosyjskim, oraz "nacjonalistyczny" ukraińskojęzyczny zachód o
proeuropejskiej orientacji. Dramatyczne rozdarcie jest w oczach wielu
publicystów immanentną cechą Ukrainy. Tymczasem jedyny realny podział to
podział na demokrację i demokraturę.
Państwo sezonowe
Ludzie piszący i mówiący o realnej groźbie podziału Ukrainy ulegają - być
może nieświadomie - sugestiom rosyjskich autorów. Po rozpadzie Związku
Radzieckiego Gorbaczow, zaskoczony obrotem spraw, pragnąc za wszelką cenę
powstrzymać proces, zaczął kontrpropagandę, przedstawiając wizję rozpadu
Ukrainy. Zaraz potem pojawiły się analizy, przeprowadzane właśnie w tym duchu
przez ówczesnych rosyjskich analityków, dzięki którym w rosyjskiej
publicystyce królowało stwierdzenie - Ukraina to państwo sezonowe. By
zrozumieć, jak obraźliwe było to dla Ukraińców, nie trzeba wielkiej
wyobraźni, wystarczy przypomnieć sobie osławionego "bękarta traktatu
wersalskiego". Za rosyjskimi analitykami nie pozostali w tyle amerykańscy
ekssowietolodzy przedstawiający przed dziesięciu laty prognozę rychłego
rozpadu Ukrainy na dwie części. Kreślono odpowiednie mapki, jako żywo
przypominające te publikowane od poniedziałku na stronicach różnych gazet. I
co? I nic! Nie doprowadziło to do ostatecznej kompromitacji analityków
wypowiadających takie sądy. Na dodatek scenariusz nie wylądował w koszu, ale
w archiwum niewydarzonych pomysłów.
Minęło dziesięć lat i historia się powtarza. Tym razem towar drugiej
świeżości, odpowiednio spreparowany przez specjalistów od czarnej propagandy
zasiadających w sztabie Janukowycza, serwują już nie analitycy, ale czynni
politycy - premier Ukrainy (sic!), mer Moskwy oraz ambasada rosyjska.
Urzędujący prezydent Leonid Kuczma uznał te działania za antykonstytucyjne,
lecz żadnych kroków nie podjął. A jedyną możliwą odpowiedzią na dążenia do
podziału państwa jest przecież usunięcie premiera Janukowycza z urzędu. Na
razie jednak Kuczma tego nie uczynił.
Cała kampania wyborcza Janukowycza została oparta właśnie na biegunowym
przeciwstawieniu Wschodu - Zachodowi. I to zarówno w wymiarze ukraińskim
(wschodnia i zachodnia Ukraina jako diametralnie różne), jak i światowym
(pachnie zimnowojenną propagandą).
Juszczenko - Bushczenko - faszysta
Zatrudnionym w sztabie Janukowycza rosyjskim specjalistom od czarnej
propagandy wydało się, że metoda oparta na stereotypie proweniencji
sowieckiej znakomicie chwyci na Ukrainie. Skoro taka propaganda jest
skuteczna w Rosji, to dlaczegóż by miała nie zadziałać na Ukrainie,
nieprawda? Stąd się wzięły pomysły oczerniania Juszczenki, ukazywania go jako
człowieka Busha - Bushczenkę - idącego na pasku Amerykanów, dążącego do
sprzedaży na pniu ukraińskich kopalni Amerykanom, którzy oczywiście
natychmiast je zatopią (nie wiadomo tylko, czy wraz z górnikami, jak to miały
w zwyczaju władze sowieckie?). Ponieważ nikt nie dbał specjalnie o spójność
propagandy, a każdy pomysł czarnego PR kupowano na pniu, więc
ten "amerykański wizerunek" uzupełniono innym czarnym wizerunkiem. Juszczenkę
konsekwentnie przedstawiano jako faszystę. Nie ma w tym żadnej przesady ani
przenośni: w materiałach propagandowych Juszczenkę malowano w mundurze SS,
nazywano faszystą, a jego zwolenników z Naszej Ukrainy - naszystami. Ukuto
nawet hasło: "Naszyzm nie projdiot!"
Nikomu ze specjalistów od czarnej propagandy ani też nikomu w sztabie
Janukowycza, do którego wchodzili członkowie rządu, bynajmniej nie zadrżało
pióro: ojciec Juszczenki był przecież więźniem Auschwitz. Ani fakty, ani
podstawowe wartości nie mają bowiem najmniejszego znaczenia. Po wyborach
bynajmniej nie zaprzestano stosować tych metod. Swoje przemówienie na
niedzielnym zjeździe w Siewierodoniecku gubernator Charkowa (a więc człowiek
z nadania Kuczmy) zakończył apelem parafrazą pieśni Aleksandrowa z czasów
Wielkiej Wojny Ojczyźnianej ("Wstawaj strana ogromnaja, wstawaj na smiertnyj
boj, s faszistskoj siłoj tiomnoju, s proklatoju ordoj"): "Powstań kraju
ogromny, wstawaj, by bój śmiertelny stoczyć// Z faszystowską siłą ciemną, z
pomarańczową dżumą!".
Ludzie ze sztabu Janukowycza hołdowali starej zasadzie (nie będę przypominać
czyjej, ale pochodzącej z tych samych czasów, co przytoczona pieśń), że
kłamstwo powtarzane wiele razy staje się prawdą. Odkopano też propagandowe
metody używane "za pierwszych Sowietów" (17.09.1939 - 22.06.1941) i
za "drugich Sowietów" (co potrwało trochę dłużej, bo od lata 1944 roku do
schyłku komunizmu) - szczucia jednych przeciwko drugim. Do stałego
instrumentarium należało ukazywanie mieszkańców Galicji jako faszystów,
zachodniego regionu jako siedliska zbrodniczych nacjonalistów. Używanie
języka ukraińskiego było - w tym propagandowym obrazie - znakiem
rozpoznawczym wrogiego elementu.
Całe to ksenofobiczne instrumentarium za sprawą specjalistów ze sztabu
Janukowycza poszło znowu w ruch podczas ostatniej kampanii. Mieszkańców
wschodniej części Ukrainy szczuto przeciwko współobywatelom z zachodu. Nigdy
dosyć powtarzać, że Ukraina jest krajem bez konfliktów etnicznych - i to w
odróżnieniu od Rosji, która w ostatnim dziesięcioleciu spływała krwią.
Szczucie w oparciu o etniczne stereotypy jest tępym przeniesieniem metody
odnoszącej skutki na gruncie rosyjskim. Wystarczy przypomnieć osławione:
osoba o kaukaskim wyglądzie i próbę wykorzystania tej sztampy w relacjach
rosyjskich obserwatorów z pierwszej tury wyborów prezydenckich: "w Kijowie
głosuje wiele osób o zachodnim wyglądzie". No comments.
Odgrzewano mit o uciskanym języku rosyjskim, któremu należy się pełnia praw
(każdy, kto choć raz był na Ukrainie, wie doskonale, że gadanie to można
między bajki włożyć - tak szeroko wykorzystywany jest język rosyjski: w życiu
publicznym i prywatnym, w mediach). W przededniu wyborów zaproponowano (a
uczynił to urzędujący - sic! - premier) wprowadzenie podwójnego obywatelstwa -
ukraińskiego i rosyjskiego. Nie ulega wątpliwości, że już wtedy rażąco
naruszono nie tylko zasady wyborczej fair play, ale i prawo. Jeśli do tego
dodać - co w Polsce trudno w ogóle sobie wyobrazić - że taka propaganda
wylewała się ze wszystkich kanałów telewizji państwowej i z większości
kanałów prywatnych (z wyłączeniem kanału 5, który jest telewizją kablową, a i
ten szczupły krąg odbiorców dodatkowo ograniczano środkami administracyjnymi,
próbując w przededniu wyborów doprowadzić do zamknięcia), trudno się dziwić,
że część wyborców, poddana praniu mózgów, uległa tej wizji.
By lepiej sobie uzmysłowić, w jaki sposób tego dokonano, można wyobrazić
sobie, że TVP 1, TVP 2, Polsat, TVN, TVN 24 zgodnym chórem propagują
kandydata X, a kandydata Y oczerniają. Kandydat Y może liczyć tylko na TVP 3
(z całym szacunkiem dla tego programu).
A jednak wygrał Juszczenko
Mimo braku dostępu do mediów (określenie "nierówny dostęp do środków masowego
przekazu" byłoby rażącym eufemizmem), mimo czarnej propagandy, mimo ciężkiej
choroby będącej skutkiem otrucia Juszczenko zdobył wielkie - jak wskazują
badania exit polls - 54-procentowe poparcie społeczne. A poparcie to zdobył
dzięki rozwadze, wyważonym poglądom i rozsądnemu programowi, ale zarazem -
wielkiej woli zmian. W niemal każdym wystąpieniu Juszczenko podkreśla jedność
Ukrainy, równość wszystkich obywateli bez wzg