witomir
13.01.06, 17:18
Niektórzy świadomi ekspansji niemieckiego kapitału zwracają oczy za ocean.
"Wielki przyjaciel" - Stany Zjednoczone na pewno wybawi nas z opresji! Są to
marzenia! Zejdźmy na ziemię i zobaczmy jak wygląda w praktyce nasza przyjaźń
po 1989.
Od początku proamerykańskiej orientacji wykorzystano polską politykę i wojsko
w czterech imperialnych wojnach prowadzonych przez USA. Pomagaliśmy w
pierwszej wojnie Irackiej, w pacyfikacji Jugosławii, w podboju Afganistanu, a
dzisiaj kilka tysięcy Polaków walczy za amerykańskie interesy w Iraku. Na
marginesie warto pamiętać, że podejmujący decyzję o wysłaniu naszych wojsk,
złamali Konstytucję Polską, ponieważ Wojsko Polskie może być używane tylko do
celów obronnych.
Inwestycje USA w Polsce wynosiły do 2003 roku około 8 miliardów dolarów.
Głównie są to "strategiczne technologie", czyli McDonald, PepsiCo, Pizza Hut
oraz banki jak np.: Citibank udzielający kredytów na lichwiarskie
oprocentowanie sięgające 44% w skali roku. Obroty handlowe wyniosły poniżej 2
mld dolarów, przy czym import od USA dwukrotnie przewyższa eksport. Polska
konsumuje 0,1 %. amerykańskich obrotów zagranicznych. Klasycznym przykładem
amerykańskiej "życzliwości" dla polskiego przemysłu było otwarcie na polską
stal: pięcioletnie cło, w wysokości 63 %, nałożone, w 1993 r., na blachy oraz
w roku 2001 na pręty stalowe, chociaż Polski eksport nigdy nie przekroczył 1 %
stali eksportowanej do USA. Cóż, zagrażaliśmy ponoć amerykańskiej gospodarce!
Jak widać, "wolny rynek" oznacza po prostu protekcjonizm monarchy, gdy leży to
w jego interesie.
W 1990 r. Premier Mazowiecki podpisał z Bushem - ojcem, tajny, Polsko
-Amerykański Traktat Handlowy, którego istotą było zagwarantowanie Amerykanom
pełnego transferu zysków z Polski. Zapewniono USA pełną ochronę ich własności
intelektualnej, w tym także leków i artykułów spożywczych czy chemicznych.
Odtąd nie wolno nam kupować tańszych odpowiedników amerykańskich lekarstw.
Amerykańskim depozytom bankowym zapewniono dodatnią realną stopę procentowa,
której nie miały depozyty polskie. W uzgodnieniach około traktatowych strona
polska przyjęła amerykański dyktat w sześciu kwestiach w ogóle nie poruszonych
przez traktat. Polski rząd nie podjął się nawet policzenia konsekwencji
finansowych "partnerskiej umowy", za to przez rok ukrywał ją przed
parlamentem. W końcu traktat ratyfikował Wałęsa w sierpniu 1991 r.
Od tego czasu w dorocznych raportach Białego Domu o barierach w handlu, Polska
jest miażdżona butem krytyki jako wróg amerykańskiej gospodarki. Tak np.:
krytykuje się, iż polskie przepisy zakazują importu nasion zawierających
zarodniki, które mogą powodować choroby. "Polityka <> dla szkodliwych
zarodników może spowodować stratę potencjalnego rynku w Polsce dla
amerykańskich producentów nasion" - stwierdzał raport Biura Pełnomocnika Rządu
USA ds. Handlu Zagranicznego w roku 1998.
USA naciska uregulowanie kwestii dóbr pożydowskich. Polska powinna zwrócić
wszystko wszystkim od razu i najlepiej dopłacić czynsz dzierżawny za pół wieku
używania, a także odszkodowanie za straty moralne, bowiem - jak powszechnie
wiadomo w USA - "Żydzi w Polsce zostali wymordowani w polskich obozach
koncentracyjnych". Za każde antysemickie wystąpienie jakiegokolwiek polskiego
polityka czy księdza tłumaczyć powinien się polski prezydent, i to z głęboką
pokorą. Oczywiście, zgodnie z etyką biznesu - "po trupach do celu" nie ma
znaczenia, iż roszczenia kierowane są przez Żydów, którzy kiedyś zignorowali
informację o prowadzonej przez hitlerowców eksterminacji kilku milionów
polskich Żydów; nie ma znaczenia, że hitlerowska okupacja zniszczyła Polskę, a
dopiero powojenna praca Polaków odbudowała zniszczenia; nie jest też ważne, że
"demokratyczna" Polska jest bardzo biednym państwem..., a wreszcie Amerykanie
zapomnieli, iż w 1960 r. Gomułka zawarł z rządem USA umowę, na mocy której
Polska wypłaciła Amerykanom 40 mln USD z przeznaczeniem na odszkodowania za
pozostałe w PRL mienie obywateli Stanów.
USA sprzyjały Polsce we wzroście polskiego długu zagranicznego. USA nie
chciały zredukować nawet 3,2 miliarda dolarów (czyli mniej niż roczne odsetki
od całego polskiego długu w wysokości 46,5 mld dolarów) polskiego długu wobec
Waszyngtonu. Więcej, sprzeciwiał się także ustaleniom z Klubem Paryskim.
Dopiero publiczne wystąpienie dyrektora Deutsche Banku wskazujące, iż to USA
blokują negocjacje, wywołała - poza oburzeniem na te niedyskrecje - także
zmianę postawy wobec polskiej wierzytelności. Zapewne nie bez wpływu była tu
także pierwsza wojna z Irakiem i oczekiwania USA wobec Polski w tej kwestii.
Kolejnym dowodem wielkiej "przyjaźni" polsko-amerykańskiej są stosunki
dyplomatyczne. W 1991 r. Wałęsa jednostronnie zrezygnował z wiz dla
Amerykanów. W odpowiedzi obiecali zrezygnować z opłat wizowych dla Polaków. W
istocie, przez chwilę zwolnione od opłat były wizy turystyczne (studenckie,
pracownicze i dla rodzin pracowników - nie). W 1994 r. USA wprowadziły opłatę
administracyjną w związku z nowym systemem drukowania wiz, potem podniesiono
ją raz i drugi, aż do 100 dolarów za sam przywilej ubiegania się o wizę. Łatwo
obliczyć ile zarabiają Amerykanie, gdy w dwóch konsulatach amerykańskich w RP
o zaszczyt ten żebrze co roku około 200 tys. osób. Wiza uzyskana w ten uroczy
sposób jest jedynie promesą wizy, a Polacy są na lotniskach amerykańskich
traktowani przez Imigration Office jak bydło, skuwani łańcuchami,
przetrzymywani, przeszukiwani i odsyłani do kraju bez dania racji, a przydarza
się to co najmniej kilku, a czasem dwudziestu kilku pasażerom każdego
polskiego samolotu.
Kapitalista mówi jednak: maksymalizuj zysk! Dlatego wprowadzono w konsulatach
linie 0-700. Do konsula USA dzwoni się jak do audiotele i za podobne
pieniądze, bo najkrótsze połączenie trwa kwadrans (najpierw jest długie
powitanie, potem wbija się numerki, potem cię nie łaczy etc. 4,22 zł za minutę).
Historia Andre Zawitkowskiego, oficera lacznikowego FBI w naszym kraju,
wskazuje na to, kto rządzi w "partnerskich stosunkach" pomiędzy "wolnymi"
narodami. Powiedział on do zachodniej prasy, że polska reforma służb
specjalnych jest zła, bo staną się one mniej użyteczne z amerykańskiego punktu
widzenia. USA nie raczyło nawet odwołać dyplomatę uznanego w Polsce za persona
non grata. Zdarzyło się, iż ambasador Nicholas Rey wydawał w tonie
ultymatywnym polecenia polskim ministrom i posłom, domagając się, a to
rezygnacji z przetargu na koncesje na telefonie cyfrowa, bo Ameritech nie
będzie sobie zawracać głowy polskimi przetargami; a to rezygnacji z
chroniących polski rynek pracy uregulowań przyznających przywileje celne tylko
firmom zatrudniającym powyżej tysiąca osób.
Mimo, iż jesteśmy w NATO, mimo braku wyraźnego zagrożenia dla Polski w
najbliższych kilkunastu latach Polska zakupi nienowoczesne samoloty F-16 od
USA. "Latające cuda" będą kosztować ponad 6 mld dolarów, ale - jak twierdzą
specjaliści - po doliczeniu kosztów kredytów i obsługi ich należności mogą
wzrosnąć do 8 mld. W zamian obiecano nam ponad 12,5 mld dolarów w postaci
"offsetu", czyli dokonania w naszym kraju inwestycji i zakupów na kwotę nie
mniejsza niż wartość zamówienia. Po licznych zmianach okazało się, że
Amerykanie do offsetu mogą zaliczyć wszystko, co zainwestowali w Polsce na
trzy lata przed podpisaniem umowy offsetowej. Amerykańskie inwestycje wyniosą
tylko 33 proc. kwoty offsetu, a cała reszta to zakup towarów i usług. Na
pierwszy ogień poszły zakłady PZL w Rzeszowie, w których 85 proc. udziałów
zakupiła amerykańska firma United Technologies za ponad 70 mln dolarów płatne
przez 10 lat. Kwestia pomocy 5 milionom bezrobotnych Polaków nigdy nie była
przez Amerykanów poruszana (chyba, że jako żal "wobec ciężkiego losu biedaków").
Wiernopoddańcze wysłanie wojsk polskich, by walczyli w interesie Monarchy
kosztuje budżet państwa: w 2003 - 135 milionów złotych, a 2004 około 154
milionów. 2350 polskich najemników okupu