bolko_turan
08.02.06, 11:16
Słowianie na fali
Bartosz Gondek, Gdańsk 31-01-2006, ostatnia aktualizacja 01-02-2006 11:31
serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,3140520.html
Słowiańską łódź z X wieku wydobyli w Pucku archeolodzy. To wyjątkowe
znalezisko. Nie tylko ze względu na wiek wraku, ale i na jego budowę
Średniowieczny port w Pucku datowany na X-XIII wiek przykuwa uwagę archeologów
od końca lat 70. W mulistym torfowym gruncie starego ujścia rzeki Płutnicy
świetnie zachowały się relikty umocnień portowych, pomostów oraz pięć
zatopionych wraków.
Drewnianym pozostałościom działalności człowieka sprzed tysiąca lat nie
zaszkodziły ani startujące nad nimi w latach międzywojennych wodnosamoloty,
ani toksyczne ścieki wylewane przez dziesięciolecia z sąsiednich Puckich
Zakładów Mechanicznych.
W sierpniu ubiegłego roku archeolodzy z Centralnego Muzeum Morskiego (CMM) w
Gdańsku zdecydowali się podnieść z dna jeden z większych puckich wraków
oznaczany dotąd jako P2. O jego istnieniu wiadomo było od 1978 roku. Już wtedy
podejrzewano, że ze względu na wiek może mieć dużą wartość historyczną. Po
wydobyciu P2 rozpoczęto szczegółowe badania elementów łodzi. A oto, co udało
się ustalić.
Do handlu i do walki
P2 była dużą, 18-metrową łodzią. Do dziś zachowało się 14 metrów kadłuba, mimo
że klepki poszycia mają zaledwie dwa centymetry grubości!
Brakuje tylnej części łodzi. Najprawdopodobniej była systematycznie niszczona
od około XI wieku przez lód. W tym czasie nieużywana już jednostka leżała przy
brzegu. Wykorzystywano ją jako strażnicę i maczalnię lnu. Służące zmarzniętym
strażnikom palenisko i włókna lniane z XI w. zachowały się do dziś wewnątrz
kadłuba. Odkryto też dulki (miejsca umocowania wioseł) i resztki lin, co w
przypadku tak starego obiektu zdarza się niezwykle rzadko.
Napędzana za pomocą żagla i wioseł P2 jest nieco szersza od pokrewnych
wikińskich langskipów. Większa szerokość sprawiała, że lepiej sprawdzała się
podczas sztormu, ale ustępowała swoim konkurentom w zdolnościach manewrowych.
Była najprawdopodobniej jednostką wojenno-handlową. Na jej militarny charakter
wskazują np. zamontowane na burtach pasy, do których najprawdopodobniej
przytraczano tarcze.
Prawdziwą sensacją stało się odkrycie, że wkład w budowę statku mieli nie
tylko Słowianie, ale także wikingowie. Większa część wraku wykonana dosyć
toporną technologią znaną z innych wczesnosłowiańskich łodzi pochodzi z X
wieku. Archeologów zastanawiało jednak kilka elementów, w tym spore jarzmo -
podstawa - masztu stworzone ze znacznie większą starannością i znajomością
sztuki szkutniczej.
Badania dendrochronologiczne (pozwalające bardzo dokładnie określić wiek i
miejsce ścięcia drzewa) wykazały, że jarzmo i niektóre elementy kadłuba są
ponad sto lat starsze od reszty. Jakość roboty i rodzaj drewna wyraźnie
wskazują na duńskie pochodzenie.
- Najprawdopodobniej słowiańska łódź uległa uszkodzeniu podczas wyprawy do
Danii - mówi Iwona Pomian, kierownik sekcji badań podwodnych z Centralnego
Muzeum Morskiego. - Tam naprawiono ją, korzystając z elementów zabranych z
jakiejś starszej wikińskiej jednostki. Taki wrak to prawdziwy rarytas.
Piraci znad Wisły
Rejsy Słowian do Danii - i vice versa - nie były niczym niezwykłym. Około 880
roku Wulfstan - Duńczyk na usługach króla angielskiego - opisał swoją podróż
morzem z duńskiego portu Haithabu do słynnego i bogatego Truso pod Elblągiem.
W X wieku kupiec Ibrahim ibn Jakub pisał o rejsach naszych przodków do Rusów,
Konstantynopola i rozbijaniu się ich łodzi o góry lodowe.
W okresie największego rozkwitu bojowe floty Słowian liczyły ponad pół tysiąca
jednostek. Rabowaliśmy i napadaliśmy na równi ze Skandynawami. Oni byli też
naszym głównym celem, choć istnieją zapiski świadczące o tym, że bywaliśmy też
ich sprzymierzeńcami. Głównie przeciw germańskim plemionom Sasów i Anglów.
Kres wojennej działalności morskiej naszych przodków przypada na rok 1184,
kiedy Duńczycy zatopili koło przylądka Darsin flotę księcia szczecińskiego
Bogusława. Dwadzieścia lat wcześniej Duńczycy zdobyli najbardziej znany
bastion słowiańskiego piractwa i zarazem ostatnią najważniejsza ostoję
pogańszczyzny - Arkonę na Rugii.
Do muzeum najwcześniej za dwa lata
Dziś w polskich muzeach możemy oglądać tylko pięć wczesnośredniowiecznych
morskich łodzi słowiańskich. Wrak z Pucka, będący od nich znacznie większy,
poddawany jest teraz pracom konserwatorskim. Jego elementy muszą być moczone
przez dwa lata w specjalnym roztworze zabezpieczającym, który wnikając w
drewno, zastąpi wodę. Gdyby po prostu wysuszyć znalezisko - łódź rozpadłaby się.
- Takich łodzi zachowało się do dziś wyjątkowo mało i z punktu widzenia
archeologii oraz historii są dla nas bezcenne - mówi dyr. Jerzy Litwin z
Centralnego Muzeum Morskiego. - Są namacalnym dowodem na rozwój cywilizacyjny
Słowian, którzy we wczesnym średniowieczu byli równoprawnymi partnerami
wikingów. Niewielu o tym dziś pamięta.
Centralne Muzeum Morskie chce otworzyć we Władysławowie muzeum archeologii
morskiej, w którym jednymi z najważniejszych eksponatów będą słowiańskie
łodzie (tak od lat robią Skandynawowie posiadający kilka muzeów łodzi wikingów).
Według badaczy CMM to jedyna szansa na pokazanie całego spektrum morskich
dokonań naszych przodków z zamierzchłych czasów.