Dodaj do ulubionych

Kłamstwo naftowe

08.05.06, 14:06
Sława!
Kłamstwo naftowe
Tygodnik "Wprost", Nr 1221 (07 maja 2006)
www.wprost.pl/ar/?O=89783

Drogie paliwo zawdzięczamy politykom, a nie wysokim cenom ropy naftowej

Aleksander Piński
Jan Piński

Na rynku jest dużo ropy, rośnie także jej przerób. Wzrost cen jest
spowodowany nie przyczynami makroekonomicznymi, a grą spekulantów, którzy
wykorzystują do windowania cen geopolityczną niestabilność w Iraku, Iranie,
Wenezueli i Nigerii". Tak mówił w ubiegłym tygodniu lord John Browne, prezes
brytyjskiego giganta naftowego BP. Na gorączce naftowej wywoływanej przez
spekulantów zarabiają przede wszystkim koncerny naftowe i... rządy państw
należących do Unii Europejskiej. Podobną opinię wyraził prezydent USA George
Bush, który 26 kwietnia zwrócił się do Departamentu Sprawiedliwości i
Federalnej Komisji Handlu, aby zbadała, w jakim stopniu wysokie ceny benzyny
na stacjach są rezultatem wysokich cen ropy naftowej, a w jakim -
wykorzystywania przez koncerny okazji do podwyższenia marż. Przy czym w USA,
co warto podkreślić, dzięki niskim podatkom benzyna jest prawie dwa razy
tańsza niż w Europie.

Ukryte dochody
To, co denerwuje amerykańskiego prezydenta, cieszy europejskich polityków, w
tym polskich. Wykorzystali oni rosnące od kilku lat ceny ropy do ukrytego
zwiększenia dochodów państwa. W 2005 r. kierowcy zapłacili w formie podatków
zawartych w cenie paliwa (akcyza, VAT i opłata paliwowa) ponad 30 mld zł. To
jedna szósta budżetu państwa! Co więcej, dochody państwa były o prawie 5 mld
zł wyższe, niż się spodziewano, głównie ze względu na wyższe dochody z
podatków od paliwa.
Polski system podatków nakładanych na paliwa kształtował się w czasach, kiedy
ropa kosztowała 10-20 USD za baryłkę, a litr benzyny można było kupić za 1,8
zł (tak było jeszcze w 1997 r.). Kiedy za litr benzyny trzeba zapłacić 4,15
zł, a wszystko wskazuje na to, że niedługo nawet 5 zł, obciążenia fiskalne
zwiększają się wprost proporcjonalnie do wzrostu cen. Chociaż w Unii
Europejskiej obowiązują minimalne stawki akcyzy (trochę wyższe niż u nas), to
u nas będą one obowiązywać dopiero w 2009 r. Minister finansów Zyta Gilowska
zapowiedziała, że kolejnej podwyżki akcyzy możemy się spodziewać już we
wrześniu 2007 r. I to mimo faktu, że obecnie, uwzględniając wysokość
zarobków, Polacy mają najdroższe paliwo w krajach UE. Tym samym rząd
Kazimierza Marcinkiewicza jest na najlepszej drodze do spełniania proroctwa
Donalda Tuska z września 2005 r., kiedy to szef PO przewidywał, że realizacja
programu wyborczego PiS sprawi, iż litr benzyny będzie kosztować 6 zł.

VAT + akcyza = becikowe
Polscy politycy, jak się okazuje niezależnie od opcji politycznych (prof.
Gilowska zanim została ministrem finansów, była zwolennikiem obniżania
akcyzy), serwują nam demagogiczne argumenty: "Nie możemy obniżyć akcyzy na
paliwa, bo nie starczy na służbę zdrowia, emerytury itd.". Tymczasem wzrost
cen paliwa bezpośrednio przekłada się na dochody państwa. Na przykład zawarty
w cenie benzyny VAT (22 proc.) liczony jest już od ceny paliwa na stacji
benzynowej. Przy cenie 4,15 zł za litr benzyny podatek ten wynosi 75 gr,
czyli jest ponad dwa razy wyższy niż pięć lat temu, kiedy benzyna kosztowała
1,8 zł za litr. Zawarta w cenie akcyza jest co prawda liczona kwotowo
(obecnie - 1315 zł za 1000 l paliwa), ale rząd stopniowo ją podnosi
- od 1 stycznia 2007 r. ma wynosić 1565 zł za 1000 litrów paliwa, czyli 25 gr
więcej na każdym litrze benzyny. Trudno się nie oprzeć wrażeniu, że kolejne
ekipy wyższe dochody z podatków pośrednich traktują jako bonus, dzięki
któremu sfinansują łapówki dla wyborców (na przykład becikowe).
O tym, że łupienie właścicieli aut jest zaplanowanym działaniem, pokazuje to,
że rząd podzielił opinię Jacka Wróblewskiego z Polskiej Organizacji Przemysłu
i Handlu Naftowego, który stwierdził że "polscy kierowcy jeżdżąc na
autogazie, oszczędzają kosztem rafinerii". Do niedawna polskie rządy, zgodnie
z zaleceniami Komisji Europejskiej, stosowały niższą stawkę akcyzy na autogaz
niż na benzynę, ponieważ jego spalanie jest mniej szkodliwe dla środowiska
niż benzyny. Problem polega na tym, że sprzedawany w Polsce autogaz pochodzi
z importu i polskie rafinerie zarabiają na nim znacznie mniej niż na
przerabianej w Polsce ropie naftowej. Dlatego od września 2006 r. planuje się
podwyżkę akcyzy na autogaz o 21 gr na litrze (aby jej dokonać, podnosi się
maksymalną dozwoloną przez prawo akcyzę z 700 zł na 1000 l do 1100 zł na 1000
l).

Skarb skarbu państwa
Skąd takie zainteresowanie rządu tym, by chronić dochody rafinerii? Skarb
państwa jest właścicielem 28 proc. akcji PKN Orlen, a także 59 proc. akcji
jej jedynego konkurenta, Grupy Lotos. W praktyce kontroluje obie firmy i może
decydować o ich polityce cenowej, dlatego łzy, które roni premier Kazimierz
Marcinkiewicz nad ciężkim losem polskich kierowców, należy traktować jako
działalność public relations. Ten sposób, w Polsce swojsko określany jako
metoda "na zająca", jest stary jak świat i wciąż skuteczny. Rolę takiego
zająca odgrywają "złe" rafinerie, a "dobry" rząd zbiera kasę.
Tylko od 2002 r. do 2005 r. zyski PKN Orlen wzrosły ponaddziesięciokrotnie -
z 421 mln zł do ponad 4,7 mld zł. Jedna trzecia z tego (1,31 mld) należy do
skarbu państwa, PKN Orlen musiał także od zysku zapłacić 700 mln zł podatku
dochodowego. Co więcej, stopa zwrotu z kapitału własnego (tzw. wskaźnik ROE)
PKN Orlen wzrosła w tym czasie z 5,05 proc. do 27,8 proc. To oznacza, że PKN
Orlen jest obecnie ponad dwa razy bardziej zyskowną firmą niż bez przerwy
oskarżana o nadużywanie pozycji monopolistycznej TP SA. Jeżeli do tego
dodamy, że skala marnotrawstwa w polskich rafineriach jest wyjątkowo duża
(m.in. kupują ropę od pośrednika, tajemniczej firmy J&S, zamiast taniej -
bezpośrednio od producentów), to stanie się oczywiste, że bez przeszkód można
obniżyć cenę paliwa. Jak bardzo, o tym świadczy wypowiedź prezesa PKN Orlen
Igora Chalupca, który alarmował, że jego firma musi kupić litewską rafinerię
Możejki, gdyż "grozi nam zalew taniego paliwa".

Pokusa nie do odparcia
Wykorzystywanie zamieszania na rynku ropy naftowej do windowania marży jest
grzechem nie tylko polskich rafinerii. W 2005 r. po raz pierwszy w historii
listę największych firm w USA tygodnika "Fortune" otworzył koncern paliwowy
ExxonMobil, wyprzedzając dotychczasowego lidera, firmę Wal-Mart. W ciągu
zaledwie roku przychody ExxonMobil wzrosły o jedną czwartą, do 339 mld USD
(dla porównania: roczny PKB Polski to około 200 mld USD). Co ciekawe, zyski
zwiększyły się jeszcze bardziej (o 42 proc.), co oznacza, że koncern
wykorzystał zwyżkę cen do podniesienia marży.
18 kwietnia 2006 r. Stowarzyszenie Podatników i Konsumentów Kalifornii wydało
raport o cenach benzyny w stanie, opracowany na ich zlecenie przez
niezależnego analityka sektora naftowego Tima Hamiltona. Z raportu wynika, że
od 3 stycznia 2006 r. do 10 kwietnia 2006 r. cena galona benzyny (3,785 l)
wzrosła z 2,21 USD do 2,81 USD. Z 60 centów podwyżki tylko 12 centów było
wynikiem wzrostu cen ropy naftowej, 4 centy to wyższy podatek stanowy, a 44
centy to zwiększona marża rafinerii. Te 44 centy dodatkowej marży na galonie
oznacza, że kalifornijscy kierowcy w kwietniu 2006 r. wydali na paliwo o 546
mln USD więcej niż w kwietniu 2005 r. i o tyle wzrósł czysty zysk rafinerii.
Lord Browne, szef BP, przyznał, że jeżeli cena ropy utrzyma się na poziomie
60 USD za baryłkę, to będzie w stanie wypłacić akcjonariuszom do końca 2008
r. dywidendę w wysokości 60 mld USD - jedną trzecią obecnej rynkowej wartości
firmy. Jak podał amerykański Departament Energii, w III kwartale 2005 r. 20
największych amerykańskich firm przerabiających ropę naftową zarobiło łącznie
22,55 mld USD. Tych 20 firm w III kwartale 2001 r. zarobił
Obserwuj wątek
    • witomir Re: Kłamstwo naftowe 08.05.06, 14:33
      Pamiętać trzeba, że w wydobyciu i handlu ropą nigdy nie obowiązywały zasady
      rynkowe, zawsze istniał tu splot politycznych i ekonomicznych interesów, zawsze
      manipulowano tu wydobyciem, cenami, kosztami etc. "Od samego początku "
      istniały silne związki pomiędzy firmami naftowymi i rządami: relatywnie mała
      liczba firm kontrolowała produkcję i ceny ropy i zawsze firmy te ściśle
      współpracowały z rządami. Rządy pomagały utrzymać dobre warunki rynkowe i
      zyskiwać nowe źródła ropy, współuczestniczyły w zarządzaniu cenami, zapewniały
      polityczne wsparcie i ochronę. Tak było od 1870 roku, kiedy John Rockefeller
      założył Standard Oil Trust i tak jest do dzisiaj. Nigdy żadne autonomiczne
      prawa wolnego rynku nie miały racji bytu w dziedzinie wydobycia i handlu ropą -
      szczególnie od lat 30. zeszłego wieku, kiedy to ropę zaczęto postrzegać jako
      surowiec strategiczny o ogromnym znaczeniu dla funkcjonowania armii, państwa i
      gospodarki.
      Funkcjonariusze wielkich amerykańskich koncernów naftowych to często quasi-
      dyplomaci rządowi, koncerny naftowe (podobnie jak zbrojeniowe) posiadają swego
      rodzaju paradyplomację, która rekrutuje się z urzędników administracji
      rządowej. Takie giganty jak (zbankrutowany) ENRON działają jako operacyjne
      ramię rządu i jako broń w walce gospodarczej i politycznej. Zawsze też w
      polityce USA polityczne koncepcje w mniejszym czy większym stopniu musiały
      zgadzać się z interesami wielkiego biznesu. Strategia polityczna, wojskowa i
      ekonomiczna są ze sobą wzajemnie powiązane, promocja interesów amerykańskich
      korporacji jest jednym z ważnych obowiązków państwa, które prowadzi swoją
      politykę zagraniczną także via korporacje przemysłowe i banki.
      • ignorant11 Re: Kłamstwo naftowe 08.05.06, 14:50

        Sława!

        No bez jaj!

        USa nie są krajem komunistycznym, a przecież to własnie Standart Oil podzilono
        na podstawie przepisów amerykańskich.

        Oczywiście rzady bardzo czesto wpływaja na rynek ropy, np kartel państw OPEC,
        ale jednak ceny nie sa ustalone przez rządy, ale przez giełdę...

        Forum Słowiańskie
        gg 1728585
        • witomir Re: Kłamstwo naftowe 08.05.06, 16:39
          Nie ma w USA ścisłego rozdziału pomiędzy sferą polityczną i gospodarczą: cały
          system funkcjonuje w ten sposób, że koła polityczne, administracja państwowa,
          korporacje przemysłowe i finansowe oraz aparaty bezpieczeństwa (agencje
          wywiadowcze, wojskowe etc.) w praktyce zlewają się w jeden aparat rządzący,
          wspólnie planują akcje polityczne, gospodarcze i wojskowe, między elitą
          polityczną i wielkim biznesem, między sektorem publicznym i prywatnym zachodzi
          stały przepływ ludzi w obie strony. Widać to choćby w przypadku relacji CIA i
          Wall Street - żeby wymienić Clarka Clifforda, który w 1947 roku napisał National
          Security Act powołujący CIA (bankier i prawnik z Wall Street), Allana Dullesa
          (partner dużej prawniczej Spółki pracującej dla Wall Street), Billa Casey`a
          (dyrektor CIA za Reagana, makler i prawnik Wall Street), Dave`a Roherty`ego
          (wiceprezes nowojorskiej giełdy i emerytowany pracownik CIA), Johna Deutcha
          (były dyrektor CIA i jeden z szefów Citigroup), Norę Slatkin (była członkini
          kierownictwa CIA i wyższy urzędnik Citigroup). Takich przykładów pokazujących
          związki pomiędzy sferą finansów i służbami specjalnymi jest oczywiście o wiele,
          wiele więcej.
          W ekipie prezydenta Busha ludzie powiązani z sektorem naftowym i energetycznym
          są bardzo silnie reprezentowani, żeby wymienić wiceprezydenta Cheney`a, który
          kierował gigantem w przemyśle naftowym firmą Halliburton w latach 1995-2000,
          sekretarza handlu Dona Evansa, wysokiego rangą dyplomatę Zalmay`a Khalizada czy
          wreszcie obecną sekretarz stanu USA Condoleezzę Rice, która 10 lat przepracowała
          w zarządzie Chevron Texaco (firma uhonorowała jej zasługi nadając jednemu ze
          swoich tankowców imię "Condoleezza "). Sam prezydent Bush zanim wszedł do
          polityki założył w 1978 roku firmę Arbusto Energy, którą kupiła w 1983 roku
          firma Spectrum 7 Energy Corporation przejęta w 1986 roku przez giganta
          energetycznego Harken Energy Corporation, George Bush junior był jednym z jej
          dyrektorów w latach 1986-1990. Te rozmaite zależności i powiązania najlepiej
          widać na przykładzie b.sekretarza stanu w rządzie Ronalda Reagana George`a
          Shultza, kierującego grupą doradczą Komitetu Wyzwolenia Iraku, organizacji,
          która bardzo mocno opowiadała się za wojną, a równocześnie będącego jednym z
          dyrektorów konglomeratu przemysłowego Bechtel, który walczy o lukratywne
          kontrakty na odbudowę Iraku.
          • ignorant11 Re: Kłamstwo naftowe 09.05.06, 05:08
            Sława!

            To chyba dobrze,że rządza ludzie zwiazani i wyrosli z realbego, a nie
            urzedniczego zycia.

            Ale napewno nie jest tak, że tam prezydent zwołuje narady kołchoxników jak na
            Białorusi...
            smile))


            Oczywiście reżim państwowy jest od tego aby slużyl realanym interesom narodu, a
            nie okreslał je w wyniku objawień skacowanego łojca narodu jak na Kubie, czy
            Korei...

            Forum Słowiańskie
            gg 1728585
            • witomir Re: Kłamstwo naftowe 09.05.06, 10:53
              Ty chyba jesteś niepoważny napychanie kabzy coraz to węższej grupie oligarchów
              naftowych nazywasz "realnym interesem narodu"? hahaha

              Problemem Amerykanów jest, to że sami pozwolili zniewolić siebie i swój kraj
              bandyckiej oligarchii, która wmówiła im, że co dobre dla niej to dobre dla
              Ameryki a co dobre dla Ameryki dobre dla świata...
              to istota najwyższej formy komunizmu czyli tzw. globalizmu

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka