Spytalam rozwodzaca sie kolezanke jak zamierza zyc dalej, czy ma
jakies pomysly ,plany. Spojrzala na mnie zdziwiona i odpowiedziala,
ze czeka co los przyniesie.
Pomyslalam, co za beztroska, przeciez trzeba cos zaplanowac,
wymyslic sobie zycie od nowa bo wszystko sie zmienilo i nic nie
bedzie jak kiedys. Rok temu sama bylam pelna planow i pomyslow i
co? Wszystko potoczylo sie niezaleznie od planowania ale za moim
przyzwoleniem, czyli pomoglam troche losowi.
Powiedzcie mi ,jak to jest z tym zyciem. Komu udalo sie dokladnie
zaplanowac przyszlosc i realizowac krok po kroku. Czy to jest
mozliwe? Jesli nawet mamy pomysl na zycie czy oznacza to, ze
bedziemy szczesliwi?
Jaka konfiguracja jest najlepsza, razem czy osobno, niezaleznie z
pelnia swobody ale bez poczucia bezpieczenstwa czy we dwojke z
pewnymi ograniczeniami.
Sama powinnam najlepiej wiedziec bo przerobilam parokrotnie rozne
warianty. W tej chwili jestem za opcja razem ale kto wie co jeszcze
sie wydarzy

No wlasnie, czy macie w planie jakies zupelne przestawienie zycia?
Nowe miejsce, zmiana pracy ,partnerow, zapatrywan, pogladow czy
czego tam jeszcze?