josarna
06.01.05, 12:11
Nie jestem pewna, czy problem ten w większym stopniu dotyczy 40-, czy 50-
latków, a może nawet starszych ludzi - umieszczam go zatem na "chybił-
trafił". Postanowiłam o tym napisać po przeczytaniu wypowiedzi na temat
asertywności.
Na Zachodzie jest może nieco inaczej, ale tu, w Polsce (przynajmniej na
Południu), przyjęło się, że rodzina ma obowiązek zapewnić staremu człowiekowi
całodobową opiekę i odprowadzić go na "drugi świat". Od lat zadaję sobie
pytanie: "Gdzie przebiega granica pomiędzy więzią rodzinną, a zwykłym
wykorzystywaniem?". Mówiąc o ludziach starych nie mam oczywiście na myśli
sprawnych 80-latków, tylko ludzi ludzi wymagających (raczej żądających!)
stałego nadzoru, niekoniecznie chorych. Znam wiele przypadków, które wywołują
mój głęboki sprzeciw! Miałam dobrego kolegę, który nigdy nie mógł brać
udziału w naszych spotkaniach, bo bezwarunkowo codziennie musiał być u
mamusi; podejrzewam, że musiało się to dziać również kosztem żony i dzieci.
Kolega był przepracowany, obciążony poczuciem winy. Od 1,5 roku nie żyje....
Wylew.
Znam ludzi o uszkodzonych kręgosłupach z powodu dźwigania starego człowieka.
Znam kobiety, które uległy mamie i nie wyszły za mąż, zapewniając w ten
sposób mamusi opiekę kosztem własnego życia.
Co robić z całkowicie sprawną 91-letnią kobietą, której nie chce się wyjąć z
zamrażalnika gotowego, domowego posiłku i odgrzać, tylko zmusza do godzinnej
jazdy 70-letnią, chorą kobietę (moją mamę) - bo przecież ona jest młodsza,
więc powinna usługiwać!
Co o tym wszystkim mówi asertywność?