Dodaj do ulubionych

Czy my za dlugo zyjemy...?

27.02.05, 21:18
Ostatnio bylam na babskim wieczorze. Wygladalo na to, ze wszystkie bylysmy
w mniejszym lub wiekszym stopniu zawiedzione swoimi malzenstwami,
ze wsrod naszych znajomych na palcach jednej reki mozna policzyc takie pary,
ktore przynajmniej sprawiaja wrazenie szczesliwych.
Moja kuzynka, w pewnym momencie, rzucila teze: instytucje malzenstwa
wynaleziono wtedy, gdy ludzie z trudem dozywali 40-tki.
Teraz zyjemy dwa razy dluzej. Czy aby nie za dlugo dla tej instytucji...
A jesli tak, to jak to z sensem zmienic i czy wogole jestesmy w stanie
to zmienic? Co o tym myslicie?
D.
Obserwuj wątek
    • bodzio49 Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 27.02.05, 21:30
      Też się nad tym zastanawiałem. To znaczy nie nad tym czy za długo żyję smile
      tylko dlaczego statystyki szczęśliwych egzemplarzy w starszych małżeństwach są
      takie kiepskie. Może zbyt wiele czasu razem szkodzi? Może w miarę "pozbywania
      się" pewnych wspólnych obowiązków warto spróbować zastępować je indywidualnymi
      zainteresowaniami. Rozwijać je.
      • mammaja Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 27.02.05, 22:21
        Mysle, ze ludzie za duzo sie spodziewaja. Przeciez starzeja sie obie strony.
        Zamiana "na nowszy model" bylaby chyba coraz trudniejsza. I ryzykowna smile
        Trzeba jakos sobie ulozyc zycie ze soba i obok siebie. Tzn. dac szanse tej
        drugiej stronie na indywidualne zainteresowania - jak napisal Bodzio.
        Dla mnie wazne jest np. poczucie ze w moim zwiazku zawsze mozemy na siebie
        liczyc w trudnych chwilach. I nawet jak mnie mzonek czyms wkurzy to martwie sie
        o niego kiedy np. spoznia sie. Lubie jak sobie jest i cos tam robi a ja robie
        swoje. Niestety wielkie namietnosci zmieniaja swoje oblicze. Dobrze jak w ogole
        byly!
        • marialudwika Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 27.02.05, 22:52
          Nic dodac,nic ujac Mm!!!
          Moge sie tylko podpisac!!!
          ml
          • jan.kran Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 28.02.05, 02:51
            W moim otoczeniu raczej przewazaja dlugoletnie zwiazki , czesto udane.
            Jezeli malzenstwo , a znam takich kilka, przetrwalo w miare spokojnie i
            szczesliwie 20 , 30 lat to albo obydwie strony wlozyly w to duzo wysilku albo
            jedna bardzo duzo a druga sporo.
            Ciezko byc na codzien z drugim dosc obcym czlowiekiem smile)) Kran.
    • fan-j23 Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 28.02.05, 08:49
      O czym Wy mówicie?smile.Ja mam tego samego mzonka od 24 lat i ciagle mnie
      zaskakuje!Moze trzeba pamietać,ze my się wiążemy na dobre i na złe?
      Jasne,ze tych gorszych chwil nie brakuje,ale kiedy człowiek ma nastawienie,ze
      musi te chwile przetrwać,bo potem zawsze jest cos ładnego,to wytrwa i nie szuka
      jakiejś winy w małżeństwie.Byłam wczoraj z moim "starym" w kinie na Nikiforze i
      były momenty kiedy trzymaliśmy się za ręce..i dla tych momentów warto być razem.
      Jestem za małżeństwem,wiem,że daje mi siłe i oparcie,ale moze dlatego,że mnie
      się udało?Tylko czy to jest tylko zasługa ślepego losu,czy jednak nasza ciężka
      praca?
      • verbena1 Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 28.02.05, 19:01
        Dado, jestem podobnego zdania .Zyjemy za dlugo z tymi samymi partnerami i to
        jest niezdrowe i meczace.smile)
        Dlugoletnie zwiazki w wiekszosci staja sie nudne i nieciekawe. Cechy naszych
        panow ,ktore kiedys nas bawily teraz zaczynaja denerwowac, wiemy co kazde z nas
        mysli i powie za moment. Sprawy intymne....zero inwencji i zapalu obustronnie.
        Podobno przyczyna tkwi w tym ,ze kobiety intelektualnie rozwijaja sie cale
        zycie a mezczyzni zatrzymuja sie na pewnym etapie. Popatrzmy ile kobiet
        zaczyna byc aktywnych po czterdziestce, ile maja jeszcze energii.
        Nie pisze tu o panach 40++ bo mi sie jeszcze oberwie ale nie znam zadnego
        rozwijajacego sie.smile
        Co nas jeszcze czeka na starosc? Interesujace rozmowy o wspolnych
        dolegliwosciach, przypominanie o wzieciu lekow, na polce w lazience miejsce na
        rozne rodzaje masci rozgrzewajace, szklaneczki na zeby itd.
        Zyjemy zdecydowanie za dlugo i bedziemy zyc jeszcze dluzej.

        Tym pesymistycznym akcentem koncze i pozdrawiam
        • jej_maz Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 28.02.05, 19:11
          verbena1 napisała:

          > Zyjemy za dlugo z tymi samymi partnerami i to
          > jest niezdrowe i meczace.smile)

          smile)) moze rzeczywiscie cos w tym jest, ale przyzwyczajenie jest druga natura
          czlowieka... czyzby lenistwo przemawialo przezemnie? wink
        • skaarby Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 28.02.05, 19:23
          verbena1 napisała:

          > Nie pisze tu o panach 40++ bo mi sie jeszcze oberwie ale nie znam zadnego
          > rozwijajacego sie.smile

          niee, no coś ty... ja znam
          co prawda ignoruję wiek w relacjach z ludźmi, ale jak już sięgnąć po ten
          argument, to znam świetnych facetów 40+ i 40++
          świetnych - czyli do tańca, do gadania i do wysmakowanej intymności;
          twórczych i rozwijających się właśnie...

          co do zapału... ojj, lubię ten 40+ zapał...

          • verbena1 Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 28.02.05, 19:34
            Skaarby, Ty to masz szczescie,tylu interesujacych panow 40+.
            Moze patrze niezbyt uwaznie albo wzrok juz nie ten?
            Poza tym,polscy panowie sa rzeczywiscie lepsi w tancu i maja wiecej fantazji a
            ja jestem skazana na wylacznie zagranicznych sad
            • skynews Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 28.02.05, 19:54

              Verbena:

              "Podobno przyczyna tkwi w tym ,ze kobiety intelektualnie rozwijaja sie cale
              zycie a mezczyzni zatrzymuja sie na pewnym etapie. Popatrzmy ile kobiet
              zaczyna byc aktywnych po czterdziestce, ile maja jeszcze energii.
              Nie pisze tu o panach 40++ bo mi sie jeszcze oberwie ale nie znam zadnego
              rozwijajacego sie.smile"

              Powoli,powoli nie tak szybko.
              Moze byc tak ze to na co kobieta potrzebuje cale zycie(intelektualnie rozwijanie
              sie), mezczyzni osiagaja bardzo szybko,tylko pewien etap zycia jest do tego
              potrzebny a pozniej w miare potrzeb i wyzwan.

              W jakim celu kobiety rozwija sie cale zycie inteaktualnie - czy po to aby w
              wieku 40+++ popadac w depresje.

              Nie smucic sie.
              Jeszcze troche i bedzie wiosna.
              Slonce pobudza hormony.
              Czas zadbac o siebie,zrobic sie na bostwo i wtedy...umrzesz ale z rozkoszysmile))
              • verbena1 Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 28.02.05, 20:17
                O,przepraszam bardzo, kobieta 40+ w depresji?
                Czy wiesz co kobieta w tym wieku musi przejsc? Burze hormonalna, hustawki
                nastrojow swoich i partnera ,ktory nagle zauwaza ,ze sie starzeje i zaczyna
                histeryzowac. Dlatego to ona musi byc podpora i podnosic ego mezczyzny.

                Rozwoj intelektualny - dziewczyna 20 letnia jest juz wiele madrzejsza od
                rowiesnika a potem ta roznica sie tylko poglebia na korzysc kobiety.

                ps. a mowilam ,ze mi sie oberwie,
                • bodzio49 Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 28.02.05, 20:22
                  Sky, to nie o nas to o zagranicznych smile))
                  • skynews Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 28.02.05, 20:39

                    Bodzio,
                    to sluszna uwaga.
                    My jestesmy najlepszymi kochankami swiata,nieoficjalnie oczywisciesmile))

                    Verbeno,
                    nic Ci sie nie oberwalo,to mialo Cie rozbawic.
                    Uwiedz swojego faceta na nowo.
                    Zaskocz go tak zeby go zatkalo i zeby mu galy na wierzch wylazly.
                    Przeciez wy Kobiety to potraficie,macie do tego wrodzone i naturalne
                    predyspozycje i talentsmile))

                    A jak juz przypadkowo pojawi sie w Twoim otoczeniu jakis "Lover" to juz na pewno
                    dostanie zezasmile))
                • bodzio49 Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 28.02.05, 20:26
                  Sky, to nie o nas to o zagranicznych smile)
        • dado11 Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 28.02.05, 22:35
          Ranyyy, Verbeno, az mi dreszcze po plecach przelecialysad(((
          I na to mamy zmarnowac reszte naszego jedynego zycia??? Toz to bez sensusad
          Mam nadzieje, ze nie dam sie wpuscic w takie maliny...
          Marze o niezaleznosci, mozliwosci otwierania glowy na inne swiaty,
          o kreacji... Tego sie nie da zrobic w takiej atmosferzesad
          A faceci nie reaguja na subtelne komunikaty, trzeba lupniec o charakterze
          ostatecznym....sad
          Rownie pesymistycznie, pozdrawiam, D.
      • skiela1 24 lata i wciaz razem 01.03.05, 14:02
        i wlasnie tak ma byc.To nie los sprzyja dobremu zwiazkowi a ciezka praca obu stron.
    • no_no Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 28.02.05, 21:05
      dado11 napisała:

      > Teraz zyjemy dwa razy dluzej. Czy aby nie za dlugo dla tej instytucji...
      > A jesli tak, to jak to z sensem zmienic i czy wogole jestesmy w stanie
      > to zmienic? Co o tym myslicie?
      > D.
      -----

      Jak to zmienić? Już śpieszę z radąsmile
      Należałoby bez zbędnych dywagacji i ociągania się, wprowadzić możliwosć
      wielożeństwa, praktykowaną zresztą z powodzeniem w wielu narodach i kulturach,
      które bardziej rozumieją potrzeby natury i woli bożejsmile, niż wszyscy święci
      i filozofowie razem wzięci.
      Normalnie każdy facet powinien mieć minimumsmile dwie żony. Jedną np. do miłości,
      a drugą do przyszywania guzikówsmile

      Na koniec mały cytacik mego ulubionego Oscara Wilde:

      "Ludzie, którzy kochają w życiu tylko raz, to w rzeczywistości istoty puste.
      To, co uchodzi w ich pojęciu za wierność i uczciwość, jest albo siłą
      przyzwyczajenia, albo imaginacją" smile)

      no_no - nie imaginujcie za dużosmile)
      • skaarby Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 28.02.05, 21:10
        no_no napisał:


        > Normalnie każdy facet powinien mieć minimumsmile dwie żony. Jedną np. do miłości,
        > a drugą do przyszywania guzikówsmile

        to ja tak chcę! ale mężów, nie żony >smile

        szwaczka ze mnie marna, przydałby mi się mąż przyszywający guziki...
        mąż, który pichci przysmaczki...
        mąż, który zawwsze......





        • skynews Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 28.02.05, 21:22

          A ja myslałem że do przyszywania guzików są maszyny a nie żony
          (obojętnie jedna czy druga)sad
      • verbena1 Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 28.02.05, 21:14
        No_no, swiete slowa, wielozenstwo to jest to.
        Kazda kobieta powinna miec dwoch mezow, jednego do milosci ,drugiego do
        zarabiania pieniazkow. Poza tym powinna byc wolna i niezalezna od humorow
        obydwoch.

        Sky, nie czuje sie obrazona, rozbawiles mniesmile
        • skynews Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 28.02.05, 21:33

          Aaa,
          dochodzimy powoli do sedna: "syndrom Kleopatry" - miala
          Cezara,Antoniusza,Oktawiana i decydowala o losach imperiowsmile)
          • glodn_y Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 28.02.05, 21:34
            skynews napisał:

            >
            > Aaa,
            > dochodzimy powoli do sedna: "syndrom Kleopatry" - miala
            > Cezara,Antoniusza,Oktawiana i decydowala o losach imperiowsmile)
            >
            Z Oktawianem to pewny jesteś?
            • skynews Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 28.02.05, 21:40

              Glodny,
              masz racje,Oktawian jej nie chcial.
              Ten nie byl czuly na kobiece wdzieki,wolal chlopakow.
              Dzieki za zwrocenie uwagismile))
    • jutka1 Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 28.02.05, 21:40
      seryjna monogamia, tak sobie umyslili powinno byc.
      a moze nie, nie wiem.

      moj byly maz byl ode mnie sporo starszy, nie jestem pewna, czy sie jeszcze
      rozwijal, moze - ale wielka przyjemnosc mu sprawialo wmawianie mi, ze ja z
      definicji musze byc glupsza i gorsza. Dlaczego? bo nie znalam jeszcze
      francuskiego, i nie czytalam rozpraw filozoficznych, oraz nie pindolilam pardon
      powaznie 150% czasu.

      i kto jest teraz szczesliwszy?
      bo nie moj eks

      J.smile))
    • skiela1 Zycie nie jest sprawiedliwe... 01.03.05, 00:14
      Moze za krotkie moze za dlugie ale czy sprawiedliwe??????

      Byl sobie facet,ktory bardzo dbal o swoje cialo.Pewnego razu stanal przed
      lustrem,rozebral sie i zaczal sie podziwiac.
      Ze zdziwieniem stwierdzil ze cale cialo jest pieknie opalone oprocz czlonka.Wiec
      postanowil cos z tym zrobic.
      Poszedl na plaze,rozebral sie i przysypal cale cialo piaskiem pozostawiajac
      wiadoma czesc ciala na zewnatrz i czekal na efekt opalajacego dzialania slonca.
      Przez plaze przechodzily dwie staruszki.Jedna opierala sie na lasce.Przechodzac
      ujrzala cos wystajacego z piasku.
      Koncem laski zaczela to potracac to w jedna to w druga strone,poznala niegdys
      jej bliski organ i filozoficznie stwierdzila-zycie nie jest sprawiedliwe!!
      Czemu tak mowisz?spytala kolezanka-
      Bo jak mialam 20 lat to bylam tego ciekawa
      gdy mialam 30 lat bardzo to lubilam
      w wieku 40 lat juz sama o to prosilam
      gdy mialam 50 lat juz za to placilam
      w wieku 60 lat zaczelam sie o to modlic
      a gdy mialam 70 lat to juz o tym zapomnialam
      Teraz kiedy mam 80 lat,te rzeczy same rosna na dziko,a ja nawet nie moge
      przykucnac...............................................smile)))))))))))))))))))))
    • luiza-w-ogrodzie Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 01.03.05, 00:17
      Malzenstwa rozpadaja sie nie tylko z powodu dlugosci zycia - kobiety maja teraz
      wieksza mozliwosc wyboru niz piecdziesiat czy sto lat temu. Kobiety nie musza
      byc mezatkami zeby przezyc, nie musza znosic humorow pana i wladcy, ktory z
      definicji jest madrzejszy, nie musza rodzic bez przerwy. Kobiety maja teraz
      swoje pieniadze i zainteresowania. I wiecej wymagaja, bo mezczyzna nie jest juz
      dla nich tylko portfelem na dwoch nogach, zabezpieczeniem na przyszlosc i
      jedyna przepustka do zycia w glownym nurcie spoleczenstwa. Tak, kobiety bardzo
      sie zmienily zas mezczyzni prawie wcale i tu widze najwieksze niebezpieczenstwo
      dla stalosci zwiazkow.

      Pozdrawiam
      Luiza-w-Ogrodzie

      ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
      .·´¯`·.. ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
      • skiela1 Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 01.03.05, 00:25
        Zgadzam sie ze wszystkim-kobieta nie musi ale..............dlaczego to Ona jest
        zawsze w rozpadnietym zwiazku ofiara nieprzystosowana do zycia?Mozemy mowic o
        feminizmie a realia sa realiami.
        • luiza-w-ogrodzie Ofiara nieprzystosowana do zycia 01.03.05, 00:39
          skiela1 napisała:

          > Zgadzam sie ze wszystkim-kobieta nie musi ale..............dlaczego to Ona
          jest
          > zawsze w rozpadnietym zwiazku ofiara nieprzystosowana do zycia?Mozemy mowic o
          > feminizmie a realia sa realiami.

          Nie ma w tym zadnego feminizmu, raczej rownouprawnienie ;OD

          Realia polskie sa faktycznie takie, ze kobietom jest trudniej (chociaz moze nie
          ZAWSZE) - o o to dbaja sady i polskie prawodawstwo, nie mowiac o tym, ze w
          Polsce z jednej pensji nie da sie wynajac mieszkania i oplacic rachunkow. Ze
          nie wspomne o traktowaniu kobiet jak istot nizszych, Matek-Polek zdatnych tylko
          do rodzenia i do kuchni, wysmiewaniu sie z osiagniec w nauce i pracy.

          Moze brzmie gorzko, ale wczoraj odebralam dwa telefony z Polski od kobiet
          mlodszych ode mnie, nieszczesliwych w malzenstwie, ale nie majacych mozliwosci
          odejscia bo finanse nie pozwalaja.

          W Australii o rozpadzie zwiazku mozna zadecydowac majac komfort, ze jesli sie
          pracuje, bedzie stac osobe odchodzaca na wyprowadzenie sie i prowadzenie w
          miare normalnego zycia. Niepracujace samotne osoby z dziecmi (glownie kobiety)
          otrzymuja zasilki wystarczajace na wynajecie mieszkania, skromne utrzymanie,
          uzywane ciuchy, szkole dla dzieci itp. Sama tak zylam po odprawieniu mojego
          meza, przez kilka lat uczylam sie (panstwo dofinansowywalo college) i
          utrzymywalam dwoje dzieci, zyjac bardzo skromnie, ale mieszkajac w przyzwoitej
          dzielnicy. Dlatego serce mi sie kraje jak slucham opowiesci zza morz i oceanow.
          Kiedy kobietom w Polsce zagwarantuje sie prawa i opieke jakie maja kobiety w
          bardziej ustabilizowanych krajach?

          Pozdrawiam
          Luiza-w-Ogrodzie

          ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
          .·´¯`·.. ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
          • jutka1 Re: Ofiara nieprzystosowana do zycia 01.03.05, 01:51
            Luizo, zgadzam sie z toba.
            Teraz wiele kobiet ma wybor - byc z kims, czy sama. A o to, zeby kobieta zostala
            w zwiazku, trzeba sie starac. Tak, i w druga strone to tez jest prawda.

            Niestety, czesto w Polsce (choc nie tylko) ludzie pozostaja w malzenstwie ze
            wzgledow
            finansowych, lokalowych, i " bo co ludzie powiedza". To ostatnie szczegolnie
            widac na tzw. prowincji.

            Trudno sie czasem wyplatac z powiazan rodzinno-towarzyskich i zawodowych, nawet
            jesli sie ma finansowe podstawy do zycia w pojedynke.
            • luiza-w-ogrodzie Re: Ofiara nieprzystosowana do zycia 01.03.05, 02:59
              jutka1 napisała:

              > Niestety, czesto w Polsce (choc nie tylko) ludzie pozostaja w malzenstwie ze
              > wzgledow
              > finansowych, lokalowych, i " bo co ludzie powiedza". To ostatnie szczegolnie
              > widac na tzw. prowincji.
              >
              > Trudno sie czasem wyplatac z powiazan rodzinno-towarzyskich i zawodowych,
              nawet
              > jesli sie ma finansowe podstawy do zycia w pojedynke.

              Jutko, ja mowie raczej o tych przypadkach, gdzie rozklad zwiazku jest widoczny
              i wszyscy o nim wiedza, i jedna ze stron chce sie uwolnic a nie moze, bo
              skazalaby sie (i dzieci) na nedzne wegetowanie za kilkaset zlotych.

              Mnie tam zadne powiazania towarzysko-zawodowe nie przeszkodzily odciac sie od
              mojego ukochanego meza po kilkunastu wspolnie spedzonych latach. (BTW on
              wlasnie sie rozwodzi po raz trzeci i ma juz nowy model na oslode, tym razem
              poltora roku starszy od naszego syna ;oD)

              Pozdrawiam
              Luiza-w-Ogrodzie

              ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
              .·´¯`·.. ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
              • jutka1 Re: Ofiara nieprzystosowana do zycia 01.03.05, 04:20
                luiza-w-ogrodzie napisała:
                > Jutko, ja mowie raczej o tych przypadkach, gdzie rozklad zwiazku jest widoczny
                > i wszyscy o nim wiedza, i jedna ze stron chce sie uwolnic a nie moze, bo
                > skazalaby sie (i dzieci) na nedzne wegetowanie za kilkaset zlotych.
                ***********
                Luizo, dlatego napisalam, ze czasem ludzie pozostaja w zwiazkach ze wzgledow
                finansowych i lokalowych (m.in.). Bo nie maja innego wyjscia.
                Szczegolnie w krajach gdzie sa klopoty ze znalezieniem lokum a trudno uzyskac
                mieszkanie "socjalne", i gdzie o pomoc panstwa trudno. Na przyklad w Polsce,
                choc nie tylko.

                pozdrawiam,
                J.
          • skiela1 Re: Ofiara nieprzystosowana do zycia 01.03.05, 03:11
            Ty piszesz tylko i wylacznie o sytuacji samotnej matki w Australii.Moze w
            Australii kobieta nie musi...to czy tamto, niestety ale reszta swiata nie ma
            tak dobrze rozwinietej opieki socjalnej.No moze Niemcy...jeszcze moga dolaczyc
            ale nie jestem taka pewna.
            • luiza-w-ogrodzie Re: Ofiara nieprzystosowana do zycia 01.03.05, 03:23
              skiela1 napisała:

              > Ty piszesz tylko i wylacznie o sytuacji samotnej matki w Australii.Moze w
              > Australii kobieta nie musi...to czy tamto, niestety ale reszta swiata nie ma
              > tak dobrze rozwinietej opieki socjalnej.No moze Niemcy...jeszcze moga dolaczyc
              > ale nie jestem taka pewna.

              Opieka socjalna w Australii nie jest taka znowu wspaniala, ale jesli ktos nie
              pije, nie pali i... umie liczyc, to wystarczy. W pelni zgadzam sie z tym ze w
              porownaniu z Australia kobiety w Polsce maja ciezkie zycie i wychodzac z
              malzenstwa nie maja ani porzadnej ochrony prawnej, ani zorganizowanej pomocy
              (hostele) ani zrozumienia ze strony spoleczenstwa, ktore wrecz im dokopuje. I
              to mnie martwi - te sygnaly od rodziny i przyjaciol z Polski, ktorzy tkwia w
              sytuacjach nierozwiazywalnych w polskich realiach.

              Pozdrawiam
              Luiza-w-Ogrodzie

              ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
              .·´¯`·.. ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
              • jej_maz Re: Ofiara nieprzystosowana do zycia 01.03.05, 03:30
                Luizo, przepraszam ze sie wtracam, ale zadalem Ci gdzies tam pytanie o powod
                dla ktorego malzenstwo rozpada sie po tak dlugim okresie. Czy rzeczywiscie
                niezgodnosc charakteru moze byc az tak dlugo niezauwazana?
                • jutka1 Re: Ofiara nieprzystosowana do zycia - Marku 01.03.05, 04:33
                  Pytanie postawiles do Luizy, ale pozwole sobie pare przemyslen wtracic..
                  Pytasz: "Czy rzeczywiscie niezgodnosc charakteru moze byc az tak dlugo
                  niezauwazana?"

                  Sadze, ze nie zawsze ta niezgodnosc musi byc obecna od poczatku... jesli pod tym
                  sformulowaniem rozumiesz "brak zrozumienia", "odmienne poglady na zycie i na
                  zwiazek" etc.
                  Ludzie sie z czasem zmieniaja, rosna jak dwie rozne rosliny
                  • jej_maz Jutek! 01.03.05, 14:31
                    Dzieki - ladnie to napislas, a ze zwrocilem sie z pytaniem do Luizy, jako ze
                    ona zasygnalizwala pewne zjawisko.
                • skiela1 niezgodnosc charakteru? 01.03.05, 13:58
                  Trzeba byc dobrym artysta zeby ukrywac swoj charakterek przez np.20lat.Jezeli
                  maz opuszcza zone po 20-25 latach malzenstwa to nie z powodu niedobranego
                  charakteru.
                  • jej_maz Moge rozpetaz burze z premedytacja i sadyzmem? 01.03.05, 14:37
                    skiela1 napisała:

                    > Jezeli
                    > maz opuszcza zone po 20-25 latach malzenstwa to nie z powodu niedobranego
                    > charakteru.

                    A z jakiego powodu? Moze z powodu zony, ktora nie potrafi, nie umie albo po
                    prostu najzwyczanjniej w swiecie zapomina, ze powinna od czasu do czasu
                    sprobowac byc atrakcyja dla wlasnego, tego od wiekow posiadanego meza, a nie
                    traktowac go jak cos na co ma prawo wlasnosci... wlasnie; na wieki??
                    • skiela1 Re: Moge rozpetaz burze z premedytacja i sadyzmem 01.03.05, 14:47
                      To dziala w dwie strony.A poza tym pytanie dotyczylo charakteru a nie zlych nawykow.
                • luiza-w-ogrodzie Do Jej-Meza 01.03.05, 23:36
                  jej_maz napisał:

                  > Luizo, przepraszam ze sie wtracam, ale zadalem Ci gdzies tam pytanie o powod
                  > dla ktorego malzenstwo rozpada sie po tak dlugim okresie. Czy rzeczywiscie
                  > niezgodnosc charakteru moze byc az tak dlugo niezauwazana?

                  Jutka czesciowo odpowiedziala ;oD ja jestem podprzypadkiem w jej teorii.

                  Co do szczegolow: wyszlam za maz mlodo za kolege z liceum. Wszystko bylo
                  pieknie dopoki bylismy biednymi studentami, calkowite partnerstwo itp. Problemy
                  zaczely sie po ukonczeniu przez meza drugiego fakultetu, kiedy nastapil w
                  Polsce boom IT i on zaczal zarabiac znacznie wiecej niz sie spodziewal. To mu
                  zawrocilo w glowie, zaczal lekcewazyc rodzine. Troche sie utemperowal po moich
                  interwencjach. Potem wyjechalismy do Australii i nastapila powtorka bo
                  trafilismy na boom w IT - to znaczy, on trafil i znow zarabial kokosy, a ja nie
                  znajac jezyka nie moglam pracowac zas on nie pozwolil mi sie edukowac.
                  Usilowalam z nim rozmawiac przez rok, potem przestalam i spakowalam mu walizki
                  wyobrazajac sobie nastepne 40 lat zycia z nim na wzor jego rodziny: matka -
                  wycieraczka, szmata, sluzaca, ojciec robiacy to co chce i laskawie zauwazajacy
                  dzieci raz na miesiac. On sie wsciekl ale poszedl, a ja odetchnelam, mialam
                  wreszcie w domu spokoj, zrobilam dyplom, znalazlam prace, podrozowalam,
                  wychowalam dzieci (tatus osiem lat temu zwial do Anglii zeby nie placic
                  alimentow, dzieci widuje raz na rok-dwa lata, czestotliwosc wizyt i telefonow
                  zalezy od tego czy jest zajety jakas pania czy nie).

                  W sumie wyszlam na plus ;oD co nie znaczy ze polecam wszystkim
                  nasladownictwo. Czy taka odpowiedz wystarczy?

                  Pozdrawiam
                  Luiza-w-Ogrodzie

                  ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
                  .·´¯`·.. ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
                  • jan.kran Re: Do Jej-Meza 03.03.05, 00:22
                    Ja tez sie czesto zastanawiam jak moze sie rozpasc malzenstwo , ogolnie udane
                    pod wieloma wzgledami w ciagu krotkiej chwili.
                    W moim przypadku po prostu mnie szlag trafilsmile))
                    Wszystko funkcjonowalo dobrze dopoki maz byl zadbany, mogl sie zajmowac swoja
                    praca i hobby, obiadki znakomite wjezdzaly na stol a dzieci za bardzo mu pod
                    nogi nie wchodzily.
                    Mnie to pasowalo, bo maz mial sporo zalet , zarabial dobrze, zainteresowania
                    mielismy wspolne , o innych zaletach malzenstwa nie wspomne , bo jestem
                    pruderyjnasmile))
                    Ale maz stwierdzil , ze powinnam wreszcie zacazc zarabiac jakis piniadz i
                    znalezc robote.
                    Ja na to jak na lato tylko , ze do calego arsenalu obowiazkow dolozylam sobie
                    intensywna nauke jezyka ( jedyna mozliwosc zeby znalezc prace w nowym kraju) i
                    padlam. Zaczelam chorowac
                    To byl moment kiedy zobaczylam , po wielu latach , Jego egoizm , bute , jego
                    ciagle depresje i proby wychowania mnie i uksztaltowania na swoja modle.

                    Przerosly mnie obowiazki bycia sluzka i podnozkiem + kobieta pracujaca i
                    niezalezna.
                    Wystawilam walizki trzy lata temu i nie moge sie do dzis nacieszycsmile))
                    Wreszcie czuje sie wolna , pelna energii i planow na przyszlosc. Z ex mam coraz
                    lepsze stosunki, bo jak wreszcie do Niego dotarlo ze ma walizki na wycieraczce
                    to troche sie opanowalsmile)
                    Do dzis nie rozumie do konca czemu sie rozstalismy... Kran.
                    • skaarby Re: Do Jej-Meza 03.03.05, 12:19
                      jan.kran napisała:


                      > Wystawilam walizki trzy lata temu i nie moge sie do dzis nacieszycsmile))
                      > Wreszcie czuje sie wolna , pelna energii i planow na przyszlosc.

                      Podpisuję się pod tym na wszystkie sposoby smile))
                      Pozdrawiam bardzo !
                    • skiela1 DO Jan.Kran 03.03.05, 14:39
                      Rozumiem z twojej wypowiedzi ze problemy zaczely sie w momencie kiedy maz
                      zasugerowal ci zebys poszla do pracy.Czyli sa dwa powody -albo chcial zebys
                      odeszla w koncu od tych garow i zajela sie swoim rozwoje zawodowym albo on nie
                      nadazal zarabiac i prosil cie po prostu o pomoc.Wiele kobiet (szczegolnie tych
                      na emigracji)nie zdaje sobie jakim stresem i obciazeniem jest dla mezczyzny
                      bycie JEDYNYM zywicielem rodziny.Ja bym sie wcale z nimi nie zamianila,oni musza
                      pracowac zawodowo a my mamy wybor.Zwykle jest to niedoceniane.
                      Stres robi swoje ,wylaza jakies przerozne dolegliwosc ktore w innych warunkach
                      nie mialyby prawa egzystencji.Choroba dopada albo...bardzo czesto jest to
                      ucieczka w chorobe.Tak mozg nasz ma niesamowite zdolnosci i bardzo czesto
                      czlowiek sobie nie zdaje sprawy ze on sam jest sprawca tych dolegliwosi.I w
                      takich kryzysowych sytuacjach kiedy to pieniadze,praca,obowiazki domowe,choroba
                      mieszaja sie razem dziala to jak jakas mieszanka wybuchowa,ludzie slabi
                      psychicznie,nie umiejacy w poprawny sposob wyrazac swoich mysli eksponuja swoje
                      slabe strony(tak jak twoj maz).Mnie sie wydaje ze ty sama siebie traktowalas jak
                      sluzaca a jemu nawet do glowy to nie przyszlo.Zadowolona zona,matka to
                      zadowolony maz i zadowolone dzieci.My same powinnysmy sie ksztaltowac i dbac o
                      siebie bo nikt za nas tego nie zrobi.
                  • jej_maz Re: Do Jej-Meza 04.03.05, 03:05
                    Wiecie co? Zaczynam nie lubiec forum. Nie ze tego konkretnego, ale calej tej
                    formy kontaktow i rozmow. Zaczyna mi powaznie przeszkadzac brak jezyka ciala,
                    intonacji, zabarwienia glosu czy spojrzenia. Dawno nie bylem tak zrelaksowany,
                    otwarty na wszystko i wszystkich jak ostatnio, a pomimo tego mam wrazenie ze
                    nie lapie albo mnie nie lapia. Odnosze wrazenie, ze zwykle pytanie lub uwaga
                    jest odbierana jak przytyk i odpowiedz jakby byla zza podwojnej gardy. A moze
                    tak nie jest? Ale wlasnie; to "moze" jedynie utwierdza mnie w przekonaniu, ze
                    slowo pisane powinno byc na zasadzie monologu lub informacji.

                    Luiza - strasznie Cie lubie i ogromnie szanuje. Moje pytanie, aczkolwiek jak
                    zaznaczylem postawione dla wzburzenia, bylo tylko pytaniem a nie oskarzeniem i
                    wynikalo z czystej ciekawosci kobiecej opinii. Chcialem napisac co mnie
                    skolnilo do jego postawienia, ale jakos mi przeszla ochota, chociaz przyznam,
                    ze w duzej czesci zaspokoilas moja ciekawosc - musze przyjrzec sie blizem
                    mojemu malzenistwu z takiego punktu widzenia jaki przedstawilas. Dziekuje Tobie
                    i wszystkim Paniom za opinie smile
                    • luiza-w-ogrodzie Do Jej-Meza - nie widzisz ze sie usmiecham? 04.03.05, 03:14
                      jej_maz napisał:

                      > Wiecie co? Zaczynam nie lubiec forum. Nie ze tego konkretnego, ale calej tej
                      > formy kontaktow i rozmow. Zaczyna mi powaznie przeszkadzac brak jezyka ciala,
                      > intonacji, zabarwienia glosu czy spojrzenia.

                      **Mnie to tez przeszkadza. BTW, czyzbys zrozumial moj post w jakis negatywnie
                      emocjonalny sposob? Chcialam tylko podac kilka faktow, to wszystko.

                      > Luiza - strasznie Cie lubie i ogromnie szanuje.
                      ** Oprawilam sobie w ramke ;oPPPP

                      >Moje pytanie, aczkolwiek jak zaznaczylem postawione dla wzburzenia, bylo tylko
                      pytaniem a nie oskarzeniem i
                      > wynikalo z czystej ciekawosci kobiecej opinii. Chcialem napisac co mnie
                      > skolnilo do jego postawienia, ale jakos mi przeszla ochota, chociaz przyznam,
                      > ze w duzej czesci zaspokoilas moja ciekawosc - musze przyjrzec sie blizem
                      > mojemu malzenistwu z takiego punktu widzenia jaki przedstawilas.

                      **Ja sie nie obrazam - ale teraz Twoja kolej na opinie!

                      Pozdrawiam jesiennie i chmurnie
                      Luiza-w-Ogrodzie

                      ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
                      .·´¯`·.. ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
                      • jej_maz Re:Luizo 04.03.05, 03:31
                        Kochana jestes i wiem ze sie nie obrazasz, ale jakos tak mi sie zrobilo dziwnie
                        tym bardziej ze mnie Skiela nieslusznie (moim zdaniem) ochrzanila na Bursie wink)

                        Moje zdanie? Trudne do sprecyzowania na razie, ale tak na goraco, to zaczynam
                        zalowac ze nie grzeszylem i zastanawiam sie czy nie zaczac grzeszyc i
                        ewentualnie pozniej zalowac. Myale, ze to te dwadziesia lat robi swoje. Chyba
                        rzeczywiscie za dlugo zyjemy; zony zmeczone sluzeniem (ich zdaniem) mezowie
                        widza o polowe mlodsze z jedrniejszymi posladkami chetne do... no... grzechu.
                        Najgorsze jest poczucie winy (chyba, bo jeszcze nie wiem), chociaz dla nas to
                        ciekawosc+fizjologia, dla Was to takie tragiczne... chyba sie za bardzo
                        starzeje sad(
                        • luiza-w-ogrodzie Alez Mezu (Jej) 04.03.05, 03:59
                          jej_maz napisał:

                          > Kochana jestes i wiem ze sie nie obrazasz, ale jakos tak mi sie zrobilo
                          dziwnie
                          >
                          > tym bardziej ze mnie Skiela nieslusznie (moim zdaniem) ochrzanila na
                          Bursie wink)
                          *** Co ma Bursa do Dlugosci Zycia i Tematow Luzno Zwiazanych? Zreszta Bursa to
                          za duzy watek, zebym mogla go przeczytac wiec nie wiem o co chodzi (ale kto
                          wie, moze w srode, jak w pracy u mnie troche zelzeje to poczytam).

                          > Moje zdanie? Trudne do sprecyzowania na razie, ale tak na goraco, to zaczynam
                          > zalowac ze nie grzeszylem i zastanawiam sie czy nie zaczac grzeszyc i
                          > ewentualnie pozniej zalowac. Myale, ze to te dwadziesia lat robi swoje. Chyba
                          > rzeczywiscie za dlugo zyjemy; zony zmeczone sluzeniem (ich zdaniem) mezowie
                          > widza o polowe mlodsze z jedrniejszymi posladkami chetne do... no... grzechu.
                          > Najgorsze jest poczucie winy (chyba, bo jeszcze nie wiem), chociaz dla nas to
                          > ciekawosc+fizjologia, dla Was to takie tragiczne... chyba sie za bardzo
                          > starzeje sad(

                          ***He, he, he, jakbym slyszala mojego eksa, he, he, he, oj, bo nie moge. Ku
                          przestrodze: on po kazdej coraz mlodszej budzi sie z reka w coraz wiekszym
                          depresyjnym nocniku a potem dzwoni do mnie zeby sie wyzalic (zdazyl sie sklocic
                          z rodzina i przyjaciolmi i nie ma z kim pogadac). Jesli to tylko o te posladki
                          chodzi, nic tak nie ujedrnia jak plywanie, chodzenie i czeste uzywanie.
                          Probowales zone ujedrnic?

                          Pozdrawiam sklaniajac sie w strone raportow.

                          PS Cos w tych posladkach jest... mnie nie biora meskie typy w widocznej ciazy
                          albo z siedzeniem obwisajacym po obu stronach krzesla. Nie mysl, ze kobiety sa
                          az TAK uduchowione.
                          PS2 Zmykam, zanim mnie nakryja na czynnosciach pozasluzbowych
                          Luiza-w-Ogrodzie

                          ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
                          .·´¯`·.. ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
                          • jej_maz Re: Alez Mezu (Jej) 04.03.05, 04:03
                            Ej! Pomarzyc juz nawet nie wolno? smile)))))))

                            Pozno juz i tez juz lece... do mojego szczescia wink Milego raportowania.
                            • luiza-w-ogrodzie Alez Mezu (Jej), ujedrniaj, ujedrniaj... n/t 04.03.05, 04:23

                              • swietlista Re: Alez Mezu (Jej), ujedrniaj, ujedrniaj... n/t 04.03.05, 04:27
                                Nic tak nie ujedrnia posladkow jak cwieczenia przed spotkaniem z
                                ukochanym ...nie koniecznie mezem ...lub koniecznie nie z mezem ....mysle ze to
                                jedno i to samo smile)))
    • fan-j23 Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 01.03.05, 08:59
      Uwielbiam kiedy inni wiedzą lepiej niż ja,albo moze tylko olewają moje
      wypowiedzi,bo im nie pasują do ich "lepiejwiedzenia".
      Trudno,ja jestem szczęśliwa,a Wy mądrzejsiwink)
      Pa!Na zawsze mądrale życiowe!!!!!!!!!!!
      • meg_s Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 01.03.05, 11:36
        łomatko - jaka obrażalska smile))

        nikt tu nie pisze, że "wie lepiej od Ciebie" o Twojej sytuacji
        każdy pisze o tej którą zna najlepiej - czyli swojej i bliskich - i nie ma to
        nic wspólnego z "olewaniem" ani "nie pasowaniem"

        a że najwyraźniej jesteś w lepszej sytuacji niż reszta obecnych - to się po
        prostu tym ciesz

      • mammaja Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 01.03.05, 11:39
        Ruda, poprostu w tym watku jest mowa o nieudanych zwiazkach, co wcale nie
        podwaza istnienia tych szczesliwych. Nikt nie olewa twoich wypowiedzi, tylko
        panie zastanawiaja sie nad czym innym smile))
        Natomiast jakos dziwnie nikt nie napisal, ze sa jeszcze dzieci, ktorych dobro
        tez czesto malzonkowie biora pod uwage. Nie mowie oczywiscie o sytuacjach
        krancowych, kiedy partnerzy zija nienawiscia i zatruwaja rodzine, ale o
        takich "przecietniakach", ktorzy powolali kogos do zycia i czuja sie wspolnie
        odpowiedzialni. Moze to rowniez cementowac zwiazki.
        • verbena1 Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 01.03.05, 12:10
          W Holandii rozwiesc sie mozna bardzo szybko,jesli obydwie strony sa zgodne.
          Na mieszkanie z tanim czynszem trzeba troche poczekac ale pozniej kobieta
          dostaje doplaty do czynszu, rozne znizki i moze bardzo skromnie przezyc.
          Alimenty na dzieci wyplaca panstwo ,potem sciaga je od ojca.
          Dlatego rozwody sa tu na porzadku dziennym, ludzie rozwodza sie za szybko i za
          latwo,czesto po roku-dwoch.
          Dzieci zbyt czesto zmieniaja tatusiow, mamusie, mieszkania, kolegow, szkoly.
          Sa bardziej samodzielne ale nie sadze, aby te zmiany dobrze wplywaly na ich
          psychike i wiezi rodzinne.
          • skiela1 Feminizm 01.03.05, 13:54
            To to samo co rownouprawnienie,i tylko kobiety ktore daza do niego i maja
            wieksze albo mniejsze rezultaty wygrywaja na tym.Niby zyjemy w czasach kiedy to
            kobieta nic nie musi.Jest to bardzo pozorny bunt.Kobieta musi przede wszystkim
            zadbac o swoj los bo nikt za nia tego nie zrobi.
    • ewelina10 Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 01.03.05, 17:13
      dado11 napisała:
      > Teraz zyjemy dwa razy dluzej. Czy aby nie za dlugo dla tej instytucji...
      > A jesli tak, to jak to z sensem zmienic i czy wogole jestesmy w stanie
      > to zmienic? Co o tym myslicie?
      Czy kogoś tym nie zgorszę ??? smile))
      Czasami czuję się jak relikt z poprzedniej epoki. Z moim małżeństwem jest tak
      jakoś na przekór - im starsze tym jest trwalsze smile
      Kiedyś może i tak, ale teraz nie chcę niczego zmieniać! Męża znam od szkoły
      średniej (miałam 16 lat), jest o rok starszy ode mnie. Przeżyliśmy już wiele
      sytuacji podbramkowych, myślę jednak, że żadna nie była taką, w której
      moglibyśmy do siebie stracić zaufanie. To, co kiedyś mi się u męża nie
      podobało, przestało po latach mieć już takie pierszoplanowe znaczenie. Znam
      wszystkie, noo ... prawie wszystkie jego wady i zalety wink Rano nie muszę się
      budzić sama w łóżku smile Złe prognozy jakoś nam się nie sprawdziły. Nawet i ta,
      że byliśmy bardzo młodzi a listopad był miesiącem, w którym braliśmy ślub.
      Łatwiej chyba jest przedzierać się przez to życie we dwójkę ?
      Czy może być coś bardziej sensownego ? Nooo niie wiem ? wink
      hmmm ... nie posądzajcie mnie za nieskromność, bo ja tak w ogóle to nie mam
      recepty na dobre małżeństwo wink
      • skiela1 Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 01.03.05, 19:03
        I to jest wlasnie milosc.
        • verbena1 Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 01.03.05, 19:18

          Dziwne, ze piszemy o szczesliwym zyciu z pewnym zazenowaniem. Moze boimy
          sie ,ze nam nie uwierza, beda zadroscic? Umiemy pieknie narzekac a krepujemy
          sie mowic o pozytywnych rzeczach. Sama jestem tez taka narzekaczka i nie
          potrafie sie chwalic.

          Ewelino, podoba mi sie to co napisalas.
          • skiela1 Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 02.03.05, 03:39
            Tak z narzekania to Polacy slyna,nie potrafimy przyjmowac komplementow i
            wszystko nam nie wychodzi.Nie potrafimy rozmawiac o uczuciach a mezowie rowno z
            nami ...no bo po 40 -tce o takich rzeczach sie juz nie mowi.Ile razy w tym
            tygodniu uslyszalas(es)-kocham albo maz cie przytulil ot tak bo tak milo.Zaraz
            uslyszysz..no tak ale po 40-tce to jakos to dziwnie brzmi i wyglada.A moze tu
            zaczyna sie problem ze ludzie im starsi tym bardziej sie oddalaja ze swoimi
            uczuciami.Tylko ze bardzo czesto ten maz ma romans albo odchodzi z 25 lat
            mlodsza kobieta i wtedy jakos mu glos wraca,piekne slowka,obiecanki,przytulanki
            itd...czyli mozna ale nie z wlasna zona,no bo ona taka troche juz
            zaniedbana(jaki pan taki kram)i chyba hormony juz jej daja sie we znaki,kremy
            upiekszajace tez jakos nie chca nic pomoc.Najlatwiej wymienic na nowe.A co tam.
            smile))))))))
            • mammaja Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 02.03.05, 11:24
              Taki cytat z Szymborskiej:

              Milosc szczesliwa. Czy to jest konieczne?
              Takt i rozsadek kaza milczec o niej
              jak o skandalu z wysokich sfer Zycia.
              Wspaniale dziatki rodza sie bez jej pomocy.
              Przenigdy nie zdolalaby zaludnic ziemi,
              zdarza sie przeciez rzadko.
              • no_no Re: Czy my za dlugo zyjemy...? Miłość? 02.03.05, 11:49
                A co to jest miłosć?smile

                Mój ulubiony autor, Oscar Wilde twierdził, że:
                "Miłość jest złudzeniem"

                Natomiast Antoine de Saint - Exupery zdawał się twierdzić, że miłość
                istnieje i nie musi być złudzeniem, a może być nawet prawdziwasmile,
                pod warunkiem, że nie oczekujemy od partnera(partnerki) nic w zamian.
                Hmmm, bądź tu mądry i pisz wiersze...

                Co to w końcu jest TA miłość...? Chyba jakiś szczególny przypadek chorobysmile)
                rodzaju żeńskiegosmile)? A może to też i przypadłość, której podlegają również
                osobniki męskie?smile)

                Jakby jednak nie było, Pascal Blaise pisał: "Kropla miłości znaczy więcej, niż
                ocean rozumu", a Pelicco Silvio stwierdził autorytatywnie: "Życie bez miłości
                jest pustynią".

                Hmmmsmile)
                • skaarby Re: Czy my za dlugo zyjemy...? Miłość? 02.03.05, 12:09
                  a ja właśnie czekam na miłość!
                  zdmuchnęłam z pamięci wspomnienia po przeszłej
                  i już jestem - wreszcie - gotowa na miłość
                  to będzie miłość na długą dobrą resztę życia

                  (jeszcze nie wiem, kiedy i jak,
                  ale już się cieszę, bo przecież będzie)
                  • no_no Re: Czy my za dlugo zyjemy...? Miłość? 02.03.05, 12:15
                    skaarby napisała:

                    > a ja właśnie czekam na miłość!
                    > zdmuchnęłam z pamięci wspomnienia po przeszłej

                    > (jeszcze nie wiem, kiedy i jak,
                    > ale już się cieszę, bo przecież będzie)
                    ----
                    Nie czekaj skaarby, wyjdź miłości na przeciw...
                    Ona czeka na Ciebie, tuż "za rogiem"smile) Idź...
                    Powodzeniasmile)
                    • skaarby Re: Czy my za dlugo zyjemy...? Miłość? 02.03.05, 12:17
                      też tak sobie myślę, że tuż-tuż...
                      no_no, dzięki smile
                      • no_no Re: Czy my za dlugo zyjemy...? Miłość? 02.03.05, 12:20
                        NO!smile Widzisz, jak była blisko?smile)
                        Pozdrawiam z miłością w głosiesmile)
    • ewelina10 Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 02.03.05, 12:32
      Chociaż nie przejawiam fascynacji - od wczoraj uparcie chodzi po mojej głowie
      piosenka duetu Jopek i Hołowni z albumu "Szeptem". Wyszukałam na wyszukiwarce
      internetowej i pozwoliłam sobie teraz wkleić.

      "Moja i twoja nadzieja"

      Spróbuj powiedzieć to, nim uwierzysz, że nie warto mówić kocham.
      Spróbuj uczynić gest, nim uwierzysz, że nic nie warto robić.
      Nic naprawdę, nic nie pomoże, jeśli ty nie pomożesz dziś miłości.
      Musisz odnaleźć nadzieję i nie ważne, że nazwą cię głupcem.

      Musisz pozwolić by sny, sprawiły abyś pamiętał, że...
      Nic naprawdę, nie pomoże jeśli ty nie pomożesz dziś miłości.
      Moja i twoja nadzieja, uczyni realnym krok w chmurach.
      Moja i twoja nadzieja, może uczynić dziś cuda.
      Spróbuj powiedzieć to...
      • swietlista Re: przeminelo z wiatrem.. 04.03.05, 03:34
        tak malzenstwo udane i ta nadzieja na udane wydaje sie czaic w naszych snach i
        marzeniach, naszych fantazjach nawe. A co robic jesli jednego dnia obudzimy sie
        z tego cudownego snu i odzyskanym jakims tam cudem wzrokiem
        zauwazymy ze jestemy w innej bajce ...ze to co bylo tak wielkim uczuciem ( jak
        nam sie wydawalo ) uczuciem nie moglo byc , bo mialo na to podstaw?
        Chce tylko powiedziec , ze po 20 - 30 latach mozna sie przebudzic i
        stwierdzic ....Boze co ja tutaj robie ? Co wtedy ?
        Czy warto rzucic to wszytsko w poszukiwaniu tego , o czym marzymy , tego co
        moze nie istnieje ...
        Jej maz napisal ....istnieje jeszcze przyzwyczajenie ....a ja mysle ze to nie
        tak , ze to ludzie sa inni ...jedni sa odwazni i uciekaja i szukaja ...kiedy
        inni z " przyzwyczajenia " wracaja do tego samego domu dzien po dniu , klotnia
        po klotni ...on robi swoje , ona swoje , zyja obok siebie , niby sie
        usmiechaja , niby sa a jednak ich nie ma ....czy warto zyc dla
        przyzwyczajenia ? czy warto?
        Pewien starszy pan ktory przezyl ze swoja zona 40 moze 50 lat oddal ja do domu
        starcow bo byla w pol sparalizowana ....czy to jest ta przyjazn na ktora sie
        liczy po latach malzenstwa ?
        ja mysle ze jak czegos nie bylo , to to sie nie znajdzie ...a jak wygaslo to
        juz na zawsze ...nie wierze w odgrzewane malzenstwa ...kobiety maja za dobra
        pamiec ....
        -
        swietlista
    • skiela1 Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 02.03.05, 13:33
      Z powyzszych wypowiedz wynika ze wiosna czuc w powietrzu.No i bardzo dobrze.
      • lablafox Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 03.03.05, 20:38
        meg napisała:
        łomatko - jaka obrażalska smile))

        nikt tu nie pisze, że "wie lepiej od Ciebie" o Twojej sytuacji
        każdy pisze o tej którą zna najlepiej - czyli swojej i bliskich - i nie ma to
        nic wspólnego z "olewaniem" ani "nie pasowaniem"

        a że najwyraźniej jesteś w lepszej sytuacji niż reszta obecnych - to się po
        prostu tym ciesz


        Wydaje mi się ,że problemu razem czy samotnie nie można rozpatrywać w kategorii
        kto lepszy.
        Jednym jest dobrze w związku, innym osobno i to są osobiste zwycięstwa.
        Z moim meżem jesteśmy razem od 30 lat .
        Miłość nasza przez te wszystkie lata przeżywała metamorfozy.
        Teraz jest inna niż przed żlubem czy po. Mozna powiedzieć że sparwdziliśmy się
        w zdrowiu i chorobie , na dobre i na złe.
        Najwazniejsze jest to ,że nadal świat widziany wspólnie jest piękniejszy.
        Że tęsknimy do siebie , gdy jestesmy osobno i wracamy do domu z radością .
        Mitologią jest , moim zdaniem , twierdzenie ,że fascynacja seksualna z iloscią
        przeżytych lat zmniejsza się czy zamiera.
        Jest to bardzo wazny element kazdego związku i czasami powód rozwodu ,
        zakamuflowany, ale czasami pierwszorzędny.
        Seks bardzo łączy partnerów , ten małżenski i wieloletni też .
        Trzeba wykazać jednak obopólną inwencję i cóż z tego ,że ciało już nie tak
        piękne jak onegdaj i nie tak sprawne.
        Nie prawdą jest ,że potrzeby te zanikają, to tylko grzech zaniechaniasmile)))
        Oprócz tego musi być coś co łączy , wspólnota duchowa, tak sadzę,dbałość o
        partnera i wiele , wiele innych malutkich , przyziemnych spraw , ale nie chce
        się wymądrzac.
        Wiem tylko ,że fascynacja i miłość przez tyle lat wymaga trochę wysiłku i
        dobrej woli.
        • foxal Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 04.03.05, 02:31
          Lablafox,

          Bardzo madrze to sformulowalas i tego wlasnie a czego innego powinno i pmozna
          oczekiwac od partnera a ta fascynacja i milosc zawsze beda zywe i kwitnace.
    • kamfora Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 05.03.05, 23:20
      dado11 napisała:

      > Moja kuzynka, w pewnym momencie, rzucila teze: instytucje malzenstwa
      > wynaleziono wtedy, gdy ludzie z trudem dozywali 40-tki.
      > Teraz zyjemy dwa razy dluzej. Czy aby nie za dlugo dla tej instytucji...

      Zrobiłam sobie w myśli "przegląd" znajomych małżeństw...Większość
      z tych, które się rozpadły - rozpadły się po jakiejś znaczącej poprawie
      stanu finansowego, z inicjatywy tej strony, która miała w tejże
      poprawie większy (lub jedyny) udział bezpośredni.
      Wygląda na to, że małżeństwa zawarte zostały nie z tą osobą, z którą
      się chciało, tylko z tą, "na którą wtedy było stać".
      • jej_maz Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 05.03.05, 23:57
        Ciekawa teoria, aczkolwiek znam pare przypadkow, gdzie na on sie uczyl a ona
        zasuwala dniami i nocami nie majac (moze nie chcac) czasu na swoj rozwoj. Po
        tym jak on (hmm... wlasnie... zawsze to on sie uczyl, nie ona...) znalazl inna,
        tez wyuczona, bo "wspolny jezyk" a ona zostawala na lodzie. Czy to pasuje do
        tej teorii? Chyba tak. Problem polega jednak na udziale; czy rzeczywiscie tylko
        jedna strona? Jezeli tak, to... ktora?
        • skiela1 Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 06.03.05, 00:26
          Tak sie bardzo czesto dzieje ale poza granicami Polski,gdzie malzenstwo bardzo
          czesto musi zaczynac od nowa(zaczynawszy od nauki jezyka),zwykle to kobieta
          pozostaje w domu z dziecmi,ma jakies dorywcze prace ale nic nie wnoszace do
          rozwoju zycia zawodowego.Zwykle to on pierwszy zaczyna robic kariere zawodowa
          pierwszy,trzeba tu wziasc pod uwage to ze edukacja kosztuje i to baaardzo
          duzo.Nie ma pieniedzy na to zeby oboje robili kariery.Trzeba wybrac.On sie
          wspina do gory,ona pozostaje w tyle i tak zostaje.
          • jan.kran Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 06.03.05, 00:51
            skiela1 napisała:

            > Tak sie bardzo czesto dzieje ale poza granicami Polski,gdzie malzenstwo bardzo
            > czesto musi zaczynac od nowa(zaczynawszy od nauki jezyka),zwykle to kobieta
            > pozostaje w domu z dziecmi,ma jakies dorywcze prace ale nic nie wnoszace do
            > rozwoju zycia zawodowego.Zwykle to on pierwszy zaczyna robic kariere zawodowa
            > pierwszy,trzeba tu wziasc pod uwage to ze edukacja kosztuje i to baaardzo
            > duzo.Nie ma pieniedzy na to zeby oboje robili kariery.Trzeba wybrac.On sie
            > wspina do gory,ona pozostaje w tyle i tak zostaje.

            To rzeczywiscie czesta opcja.
            U mnie bylo tak , ze ex osiagnal maximum zawodowo co mogl ale ciagle byl
            sfrustrowany.
            Ja natomiast stracilam cierpliwosc do Jego depresji, samodestrukcji i ogolnego
            zawracaniu doopy i sie Go pozbylam.
            Po czym znalazlam prace, wprawdzie fizyczna i daleka od mojego wyksztalcenia ,
            ale w ktorej robie karieresmile)), nauczylam sie blyskawicznie jezyka i wybieram
            sie na studiasmile)
            Puenta jest taka , ze powodem rozpadu malzenstwa moze byc brak rownowagi.
            Kran.
            • foxal Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 06.03.05, 03:16
              > Ja natomiast stracilam cierpliwosc do Jego depresji, samodestrukcji i
              ogolnego zawracaniu doopy i sie Go pozbylam.
              > Puenta jest taka , ze powodem rozpadu malzenstwa moze byc brak rownowagi.
              > Kran

              I tu wramy jako przyklad, ze majac 20 lat, nie jestesmy przygotowani zyciowo do
              podejmowania decyzji na reszte swojego zycia. Przeciez Twoj malzonek nic sie
              nie zmienil jak 20 i 40 lat do momentu jego pozbycia sie, tylko w mlodym wieku
              albo tego nie widzimy, albo sie boimy, ze juz nic poza nim nic wiecej nie ma.

              Wlasnie w mlodosci powinno sie szukac partnera(ki) zrownowazonego i
              odpowiedzialnego za swoje czyny i rodzinne obowiazki, ale zeby na to wpasc, to
              trzeba miec troche doswiadczenia z innymi mlodymi ludzmi potencjalnymi
              partnerami. Jesli nawet rodzice widza, ze ten wybranek(ka) jest nie odpowiednia
              to mlodzi i tak nie przyjmuja tego do wiadomosci. Stad sa czeste rozwody i
              straty czasu i moralne zahamowania na przyszlosc.
              • kamfora Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 06.03.05, 10:15
                foxal napisał:

                > I tu wramy jako przyklad, ze majac 20 lat, nie jestesmy przygotowani
                > zyciowo do podejmowania decyzji na reszte swojego zycia.

                Jest takie przysłowie: "Gdyby młody wiedział, gdyby stary mógł" wink
                Całe życie podejmujemy decyzje, do których "nie jesteśmy przygotowani",
                podejmując ryzyko.

                Ale. Niedawno rozmawiałam z 20+ płci żeńskiej. Mimo tak młodego wieku
                - "po przejściach" i to takich, że starczyłoby na niejedno 40+ sad
                Powiedziała: "Głośno się do tego nie przyznam, a na pewno nie moim rodzicom,
                ale uważam, że zbyt pochopnie została odrzucona instytucja swata-rodzica
                czy przyjaciela rodziny. Należało ją doskonalić, a nie odrzucać".
                W jej ustach te słowa brzmiały jak herezja wink
                • jan.kran Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 06.03.05, 15:12
                  Ja juz nie wiem jak to jest z wyborem partnera. Szczescie , przypadek, chec
                  bycia ze soba?
                  Mamusia wziela sie za rece z Tatusiem jak mieli 16 i 20 lat.Przezyli 33 lata ,
                  naprawde moj tato mial ciezki charakter , ale jedna podstawowa zaletesmile))
                  Uwielbial Mame . I byli w sumie szczesliwi choc nie bez burz i zawirowan.
                  Starszy Brat poznal swoja zone jak mial 17 lat a Ona 19. Sa chyba najlepszym
                  malzenstwem jakie znam. Sa 37 lat razem i naprawde na dobre i na zle. Bratowa
                  od kilku lat jest ciezko chora i nie mozna znalezc lepszego Przyjaciela i
                  opiekuna jak moj brat.
                  Drugi brat tez sie mlodo ozenil i zyje ponad 25 lat w udanym zwiazku choc moja
                  bratowa powinna pojsc zywcem do nieba za to , ze to malzenstwo dobrze dziala:-
                  )))
                  Brat jest uroczy ale ma trudny charakter:-ppp

                  Ja sie naprawde staralam i mysle ze moje malzenstwo mialoby szanse gdyby ex
                  choc kiwnal palcem , zeby utrzymac ten zwiazek, bo ja jestem spokojna,
                  pracowita i spolegliwa:-ppp
                  Kran.
            • skiela1 jan.kran 06.03.05, 03:23
              A ja bym powiedziala ze wstretny egoizm twojego ex.
              • foxal Re: jan.kran 06.03.05, 15:57
                Jeden z prominentnych psychologow w USA powiada, ze ludzie we wzajemnych
                relacjach tak sie traktuja, na ile jeden z partnerow na to pozwoli. Inaczej
                mowiac jesli nie wymagasz, to nie zostanie to dostarczone i egoim jednego z
                partnerow tak urosnie, ze nie jest w stanie zobaczyc krzywdy jaka wyrzadza.

                Problem polega na tym, ze na poczatku relacji wkladamy tyle dobrej woli, ze nie
                widzimy tej granicy naduzycia - a pozniej jest juz za pozno.

                Zawsze sie mowilo, ze dobre malzenstwo to wygrany los na loterii - czy to
                prawda, to kazdy z nas ocenia na sobie. Bardzo duzo pozornie dobranych
                malzenstw ma swoje zgrzty,tylko dobrze maskowane przed otoczeniem i rodzina.
                • lablafox Re: jan.kran 06.03.05, 17:04
                  W tym co napisałeś jest bardzo dużo prawdy.
                  Ja nigdy nie ukrywam swoich odczuć czy uczuć .
                  Mówię wprost "jestem na ciebie zła bo...., nie lubię Cie teraz ponieważ ....i
                  wyłuszczam za co , nie ogólnie bo Ciebie nie lubię , albo bo ty zawsze czy
                  jakoś tam ogólnie i nie odnoszę tego do mojego męża w całości , tylko do
                  konkretnych zachowań.
                  Potem okazuje się, że on , jako przybysz z innej planety , wogóle nie
                  przypuszczał ,że jakieś tam coś mogło spowodowac taką , a nie inną moją reakcję.
                  Od początku naszego małżeństwa zakreślałam kręgi "gostępności" granice
                  przyzwolenia i starałam się tego nauczyć mojego męża , który na początku , gdy
                  czymś go uraziłam to milczał i stroił miny , a ja nie wiedziałam dlaczego , ale
                  pytałam o przyczynę jego zachowań.
                  Oczywiście mówimy sobie też dobre słowa , których jest zdecydowanie więcej od
                  tych złych.
                  Posługując się skrótem myślowym -ROZMAWIAMY ZE SOBĄ O WSZYSTKIM CO NAS
                  DOTYCZY.To jest powodem , chyba , tego ze przez tyle lat nadal fascynujemy się
                  sobą równocześnie szanując swoją odrębność.
    • skiela1 Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 06.03.05, 18:06
      Wina jest zawsze po dwoch stronach.Brak porozumienia na pierwszym
      miejscu.Kobietom sie wydaje ze wyrazaja sie jasno(nawet na forum widac jak sie
      czasami rozumiemy LOL),mezczyzni slysza ale nie sluchaja.To fakt-my jestesmy z
      innych planet(z Venus z Marsa?)i trzeba na prawde duzo madrosci obu stron zeby
      dany zwiazek egzystowal w zgodzie.
      • mammaja Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 06.03.05, 18:46
        Niestety ludzie sie zmieniaja. Jedni na korzysc inni nie.Jednych burze zyciowe
        szlifuja w szlachetne diamenty (na dnie popiolu smile) inni robia sie
        zgorzkniali, malostkowi, upierdl. To tez trzeba brac pod uwage.
        Powiedzenie "stary zgred" ma swoje umocowanie w rzeczywistosci. I z tym
        niestety tez trzeba sie liczyc! Zycze pogody na starosc smile)))))
        • jej_maz Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 06.03.05, 18:51
          mammaja napisała:

          > Powiedzenie "stary zgred" ma swoje umocowanie w rzeczywistosci.

          Wlasnie; a dlaczego rodzaj meski a nie zenski?

          smile
          • kamfora Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 06.03.05, 18:59
            jej_maz napisał:

            > mammaja napisała:
            >
            > > Powiedzenie "stary zgred" ma swoje umocowanie w rzeczywistosci.
            >
            > Wlasnie; a dlaczego rodzaj meski a nie zenski?

            Rodzaj żeński to "stara gropa" wink
            • jej_maz Re: Czy my za dlugo zyjemy...? 06.03.05, 19:06
              A wiesz ze tego nie znalem? cool smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka