Ponarzekam troche , a co tam.
Wczoraj probowalam dodzwonic sie do paru instytucji w Polsce. Dzwonie na
centrale, wlacza sie przyjemna muzyczka i mily glos mowi - prosze czekac na
zgloszenie sie recepcji. Czekam. Piec minut - muzyczka gra, glos powtarza co
rusz - prosze czekac. Pomyslalam, moze panienka pije kawe, wylaczylam sie.
Po jakims czasie dzwonie ponownie, to samo ,czas oczekiwania - 7 min. bez
rezultatu.
Moja cierpliwosc skonczyla sie po czwartym razie.
Napisalam list i wyslalam, moze odbieraja tam chociaz poczte.
Nastepny telefon, do ZUSu i tu zaskoczenie. Polaczenie szybkie,panie mile i
kompetentne.
Ucieszylo mnie to i podbudowalo ,z nadzieja dzwonie do nastepnej firmy.
Pani wyraznie niezadowolona , ze smiem zabierac jej cenny czas. Pouczyla
mnie ,ze po dokumenty nalezy zgloszac sie osobiscie. Na moje niesmiale, ze
mieszkam poza krajem dostalam odpowiedz - takie sa przepisy (co nie jest
prawda).
Biurokracja trzyma sie dalej mocno a klient moze jedynie klac w duchu z
bezsilnosci.
Wyglada na to ,ze przepisy zmusza mnie do odwiedzenia Polski jeszcze w tym
roku co nie jest takim bardzo zlym pomyslem

))