Wyjeżdżałam , w skutek prognoz pogody , troche z duszą na ramieniu.
Gdyby nie mąż i Wy , każący mi nie marudzic tylko jechać, chyba zostałabym w
domu.
Droga nad morze cudowna.
Niebo błękitne,ani jednej chmurki.
Szosa pusta - wybralismy trasę przez Czarnków -Trzciankę - Wałcz - Czaplinek -
Połczyn - Karlino.
Czasami coś nas wyprzedzało , czasami jakies autko mijało się z naszym.
Za Trzcianką nad horyzontem zaczeły pojawiać się pierwsze chmurki - jakby
Wielki Indianin rozpalał fajke.
Potem robiło się ich coraz wiecej i wiecej , ale zawsze tylko na horyzoncie.
Dojechalismy wreszcie do , dla mnie ,jednego z piękniejszych miejsc.
Odcinka między Czaplinkiem i Połczynem .
Droga wije się tam serpentyną , właściwie to same zakrętasy na długości 11 km
po bokach jary , płonące czerwienią buków, rozzłocone modrzewiami i lśniące
jeziorkami.
Tak prawde powiedziawszy mogłabym tą droga jeżdzić wielokrotnie ,żeby się
napatrzeć , zachłysnąć pięknem .
Pokonuję pierwszy zakręt i oczom ukazuje się inny świat - biało , dopiero co
przeszła śnieżyca , szosa jeszcze mokra.
Robimy przystanek - nie tam gdzie najpiękniej ,ale tam gdzie można i
oddychamy cudwonie ostrym powietrzem , aż w płuca kłuje.
Robie oczywiście zdjęcia. w pamieci mam wpis Dado o spotkaniu jesieni z zimą
i podawaniu sobie rąk.Spotkały się własnie tu.
Dochodzę też do wniosku ,że jesień dziś jest już Dojrzałą Kobieta - ruda ,
odziana w brązy , czerwoności , machonie , oliwki i burgundy.
To nie to samo co Złota Polska Jesień.
Za Połczynem zima skonczyła się , albo tylko tam na trasie umówiła się na
spotkanie z jesienią.
Droga nadal prawie pusta, piątek godziny południowe, cos niesamowitego.
Wreszcie dojeżdżamy .
Morze huczy , wiatr wyje.
Jest cudownie.
Pokój mamy na 4 piętrze ,z widokim na morze.
Co ja robię na samym początku?
Oczywiście wychodzę na balkon i robię zdjęcia.
cd.nastapi

))