Kiedy jest cos godnego uwagi w TV i zachece mzonka do wspolnego
obejrzenia, zawsze potem narzeka " ale ile stracilem czasu" !
Sklania mnie to do refleksji - co uwazemy za strate czasu ?
Im mniej go mam w perspetywie mijajacych lat, tym chetniej
poswiecam na male przyjemnosci

Dla mnie obejrzenie przepieknych
mozaik w Rawennie ( bylam tam wprawdzie, ale przed wielu laty, poza
tym obiektyw wiecej szczegolow pokazuje) nie jest strata czasu. Ani
kiedy posiedze gapiac w okno na piekne niebo i zolkniejacy orzech
na tle ciemnych iglakow. Co uwazacie za "strate czasu" w powszechnym
tego slowa znaczeniu ?