floro-fil
22.12.07, 11:50
Witam,
Tak się złożyło że rozstałem się dwa miesiące temu z żoną. Byliśmy razem 17 lat. Teraz ona zabrała ze sobą dzieci (syn 15, córka 4 lata), ja zaś zostałem sam w pustym mieszkaniu.
Przypominam sobie teraz, jak w wieku parunastu lat cieszyłem się z "wolnej chaty". Po czterdziestce jednak nie jest już tak prosto. Mam dosyć tego, że kiedy wracam do mieszkania zastaję ciszę i zgaszone światła. Nie mogę się przyzwyczaić do tego, że nikogo nie ma za ścianą, w pokoju obok, że nikt się nie krząta w kuchni, że dzieci nie hałasują...
W pracy jakoś się trzymam - tam przynajmniej spotykam jakichś ludzi. A potem przychodzę do domu i godzinami wpatruję się w telewizor albo komputer - moich jedynych towazyszy.
W sumie nie wiem po co to piszę. Może kiedy to wszystko z siebie wyleję zrobi mi się jakoś raźniej? A może znajdę kogoś kto jest jeszcze w takiej sytuacji? Bo póki co widzę tylko jedno rozwiązanie...