ewelina10
05.09.03, 14:24
Czy anglista z technikum toruńskiego był taki bezradny?
Czy jego strach powodował u niego całkowitą niemoc?
Dlaczego nikt nie zareagował? Dlaczego nikt nie był w stanie przerwać tego
dręczenia? ....i wiele innych pytań się nasuwa.
W pierwszej chwili ogarnia nas przerażenie. To potworność. Do tego już
doszło.?
Podobny już film ileś lat temu obejrzałam. Przyniósł go kolega mojego syna -
notabene bardzo dobry uczeń. Był w takiej klasie szkoły średniej obserwatorem
znęcania się jego kolegów nad nauczycielem.
Zadałam mu pytanie - co czułeś, dlaczego nie reagowałeś? .... no, bo wie
pani....to nie wyglądało tak strasznie, to były sobie takie jaja.... wie
pani, to dopiero zaczynało być niesmaczne, kiedy za długo już to
trwało...pani myśli, że z grupy można się było wyłamać?
Byłam przerażona.
Dopiero po jakimś czasie zaczęłam bez emocji ten fakt analizować. Szukać
przyczyn. Przecież, to nie może być tak, że rozmawiasz z chłopakiem normalnym
bez jakiś tam obciążeń, który w specyficznych warunkach przemienia się w taką
bestię, w takiego prymitywa.
Nasuwają mi się pytania:
Dlaczego nauczyciel ze szkoły toruńskiej dopuścił do takiej agresji młodzieży
i z czego ona wynikała ?
Dlaczego jedni pedagodzy mogą sobie zdobyć autorytet, a inni nie?
Wracając myślami do swojej szkoły - pamiętam nauczyciela, który dosłownie nic
nie musiał robić, głosu nigdy nie podnosił na uczniów, a było coś takiego w
nim, że na jego lekcjach była cisza, że przysłowiowym "makiem zasiał"
Co wywołuje u ludzi taką agresję.? Czy to osobowość wpływa, że dana osoba
jest w roli "ofiary"??? A fala w wojsku. Przemoc silniejszego nad słabszym.
Chęć popisania się przed grupą, zdobycia poważania u rówieśników???
A może zbyt liczne klasy? Za duża anonimowość w miastach???
Ktoś mi już kiedyś zarzucił, że nie mam kompetencji w tej dziedzinie.
Ukończyłam inną rzeczywiście dziedzinę, ale to nie oznacza, że nie mogę
zabrać głosu. Wychowałam 2-ch synów. Nigdy nie używałam mocnych "argumentów"
wychowawczych w stosunku do nich. Jestem zwolenniczką rozmów, ale wrogiem
monologów i tzw "kazań"- tzn wysłuchuję drugą stronę.
Nie jestem ekspertem, ale niech mi ktoś da gwarancję, że eksperci mają sposób
na wychowanie.
Przecież ten incydent wydarzył się w szkole, gdzie pracują ludzie z
wykształceniem pedagogicznym.
Słyszałam już takie argumenty.... bo szkoła jest za bardzo sfeminizowana.
Czyżby ten fakt miał znaczenie??? Wątpię - a dowodem jest ten incydent.
Przepraszam, że wywołałam ten temat do "tablicy", gdyż nie da się tu
wyłuszczyć swoich racji. Jednak nie mogłam nie zareagować po przeczytaniu
tego artykułu o angliście. W tym momencie pozostaje mi tylko bezsilność - a
to jest dla mnie najgorsze.