ewelina10
16.09.03, 14:46
Zwykły dzień roboczy. Godziny szczytu. Spieszę się z załatwianiem spraw, bo
muszę wrócić do biura. W myślach jeszcze rozkładam plan dnia....
Wisłostrada - na liczniku niecałe 130km/h a ograniczenia wskazują do 50...
Jana Pawła przy hali Mirowskiej wpadam w korek... a niech to szl...
Wszystie pasy zajęte... denerwuję się... czuję, jak pot mi spływa strużką po
plecach, klimatyzacja włączona, to nerwy.... przecież, ktoś tam czeka ...
walę dłonią o kierownicę...
Nienawidzę ich wszystkich w tej chwili. Przede mną sznury pojazdów...sięgam
do torebki po papierosa, zaraz zaraz - przecież ja nie palę od paru miesięcy.
UUUUUUch, jakbym sobie "macha" wzięła.
Relaksujące oddechy i płyta Chris Rea... dochodzi do mnie, że nic a nic nie
mogę zrobić... zaczynam się dokoła rozglądać... jakaś matka za kierownicą a z
tyły na siedzeniu w siodełku brzdąc zajadający sobie beztrosko ciasko...
znowu kawałek do przodu... jedyneczka nooo może dwójeczka... stoop. Zderzak w
zderzak. Raz mój pas troszkę do przodu, znów stoję, teraz na drugim pasie się
poruszyło. Jakiś facet z boku też nerwowo ściska kierownicę, zerka na
zegarek...nasz wzrok się w pewnym momencie krzyżuje...widzę udręczoną
twarz... ja już jestem całkiem spokojna... i znowu kawałeczek do przodu,
teraz sąsiad z sąsiedniego pasa...nasze oczy znów się spotykają, nawet w jego
oczach widzę, że w tym momencie nasze myśli są takie same - rezygnacja - ....
uciekam wzrokiem... no nareszcie trójeczka, czwóreczka....
Wreszcie normalna jazda.
Jechałam sobie dalej ...ale Ci ludzie w tych samochodach i Ci przechodnie
nie byli już tacy bezosobowi dla mnie.