Znalazlam ja wreszcie ,te moja kozetke. Stala gdzies w
niebycie ,zakurzona, dziury wypalone papierosami, zachlapana
alkoholem.
Wyczyscilam, pocerowalam , mozna korzystac.
Skorzystam pierwsza, prawem wlasnosci

Tak mi ostatnio zle. Niby ciesze sie z wiosny ,tych wszystkich
rozkwitow, kolorow, zapachow ale jednoczesnie mysle o moim - juz nie
moim - ogrodku. Znam tam kazdy centymetr ziemi, wiem kiedy co
zakwita, co trzeba przyciac a co podlac. Patrze na czyjs ogrod i
mysle , o u mnie to juz pewnie tez zakwitlo.
Serce sie sciska ,bo kto zadba o te moje wychuchane dzieci, kto
poswieci im uwage.
Wiem ,to byl maly skrawek ziemi ale byl calkowicie moj wlasny.
Z mieszkaniem przyszlo mi sie dosyc latwo rozstac ,chociaz
pozostawilam tam tez wiele osobistych przedmiotow ale rozstanie z
ogrodem boli ciagle.
Wyplakalam sie Wam na kozetce ,bo i komu mam o tym mowic. Wiem ,ze
mnie zrozumiecie i pozalujecie troszke ,bedzie mi lzej.
Robie miejsce i zapraszam, kto nastepny?