mala220
14.12.09, 16:47
mieszkamy z mezem i 3- miesiecznym synkiem w kawalerce (28m2). metraz mowi sam
za siebie- rzadko sie spotyka tak male kawalerki. Po slubie nie mielismy gdzie
mieszkac i ta kawalerka spadła nam z nieba! Uwielbiałam to mieszkanko- dopoki
nie urodzil sie synus. Wiadomo jak to z dzieckiem- zrobilo sie ciasno. Jakos
pomiescilismy lozeczko i inne rzeczy, zmiescil sie nawet rozlozony wozek.
Tylko odkad jest nas troje, ja nie moge sobie znalezc miejsca. Jest mi za
ciasno, wszystko mnie przytłacza! Nawet nie ma jak z dzieckiem placzacym
pochodzic, bo zwyczajnie nie ma gdzie,zrobie 3 kroki w przod i trzeba zawracac
:) Ubrania wymieniam- letnie do piwnicy, przynosze zimowe i na odwrot. Zle sie
czuje w tym mieszkaniu, jak tylko jest okazja, ubieram dziecko i gdzies
wychodzimy, jedziemy. A jak nas ktos odwiedzii to juz calkiem tragedia.
Nie mamy na razie szans na wieksze mieszkanie (moze za rok albo dwa)
A ja sobie nie wyobrazam, ze synek bedzie sie bawil, bo niby gdzie? Staralismy
sie tak urzadzic aby wszystko pomiescic,nie moge narzekac, ale psychicznie zle
sie czuje. Czsem mam wrazenie ze sie dusze, to moja psychika.. W mieszkanku
jest ogolnie duszno i goraco, choc nie grzejemy. Czesto wietrze ale to malo
daje.. Jak mam sobie poradzic?