Dodaj do ulubionych

Rodzice a nasze małżeństwo

05.03.10, 09:44
Witam.Niedawno zostałam mężatką.To zmienia układy z własną rodziną i rodziną
męża.Ciężko jest podzielić czas między wszystkich tak,żeby każdy był
zadowolony.Święta,uroczystości a także zwykłe odwiedziny urastają do rangi
dużych przedsięwzięć logistycznych przez co czuję się już zmęczona.Rodzina
męża jest większa przez co odwiedzamy więcej osób. Ostatnio mam wrażenie że
moi rodzice czują się zaniedbani że poświęcam im jako córka za mało czasu.Może
nieco zazdrośni?Staram się często u nich bywać,dzwonić itp.ale mam wrażenie że
to nie wystarcza.Próbowałam z nimi rozmawiać mówią że możemy robić co
chcemy,że się nie wtrącają ale podskórnie czuję że mają żal.Jako żona mam
przede wszystkim dużo obowiązków we własnym domu i nie wiem jak wyjaśnić
sprawę żeby wszystko było ok.A wydaje mi się że moje wysiłki to ciągle za mało
żeby ich zadowolić.
Obserwuj wątek
    • horpyna4 Re: Rodzice a nasze małżeństwo 05.03.10, 11:38

      No cóż, trzeba uczyć się asertywności.

      Przede wszystkim porozmawiaj z mężem. Musicie ustalić wspólny front
      w sprawie rzadszych wizyt u krewnych, bo na dłuższą metę nie da się
      tak żyć.

      Potem porozmawiaj z rodzicami. Uświadom ich, że masz własną rodzinę
      i to jej (na razie mężowi) musisz poświęcać więcej czasu. Niby
      oczywiste, ale czasem trzeba to jasno wyartykułować. I nie tłumaczyć
      się.

      Dużo zależy od nastawienia Twojego męża. Jeżeli lubi takie częste
      wizyty, to trudno będzie go przekonać, żeby przyhamował nieco. Może
      potrzeba trochę dyplomacji?
    • madziaq Re: Rodzice a nasze małżeństwo 05.03.10, 12:48
      A przed ślubem mieszkałaś z mężem, czy dopiero teraz, po ślubie, wyprowadziłaś
      się z domu? Bo jeśli to drugie, to w sumie normalne, że rodzicom Ciebie brakuje,
      tęsknią i maja uczucie, że za rzadko się postykacie. Minie im :) Przynajmniej
      moim minęło. Kiedy zamieszkaliśmy razem z moim wtedy narzeczonym, jedni i drudzy
      rodzice zapraszali nas na każdy weekend do siebie, ciągle narzekali, że za
      rzadko przyjeżdżamy itp. i było dla nich naturalne, że jak w sobotę jedzemy do
      jednych, to w niedzielę do drugich, a jedszcze od czasu do czasu wyjazdy do
      dziadków itp. Też pojawiła się zazdrość ze strony zwłaszcza moich rodziców, że
      do teściów to "ciągle" jeździmy, a do nich nie, co nie było prawdą. Nam to nie
      odpowiadało, bo w tygodniu praca, w sobotę wyjazd do jednych rodziców, w
      niedzielę do drugiach, a gdzie czas dla siebie? Więc po prostu zaczęliśmy
      odmawiać. Jak powód podawaliśmy prawdę - nie mamy wiele czasu wolnego w
      tygodniu, weekend chcemy mieć dla siebie. pomieszkać w domu, spotkać się ze
      znajomymi, posprzątać... Z początku były delikatne fochy, ale przeszło samo,
      przyzwyczaili się. Teraz z jednymi i drugimi spotykamy się co kilka tygodni i
      chyba wszyscy są w miarę zadowoleni :)
      • beauty_agadir Re: Rodzice a nasze małżeństwo 05.03.10, 13:23
        Madziaq mieszkałam z mężem przed ślubem i wogóle mieszkam długo poza domem.Fakt,że gdy byłam jeszcze sama częściej przesiadywałam u rodziców,mój poprzedni chłopak też uwielbiał u nich siedzieć (jak dla mnie nawet w nadmiarze).Może właśnie dlatego mimo że teraz jestem po ślubie dla rodziców jest normalne że powinniśmy często przyjeżdżać.Jest dokładnie tak jak opisujesz:wypominanie i foszki że z męża rodziną to więcej i ja bardziej lubię do nich jeździć co jest bzdurą! To chyba normalne że próbuję ułożyć sobie ze wszystkimi dobre stosunki. Więc miło czytać że jest szansa że im minie.
        • marynia8010 Re: Rodzice a nasze małżeństwo 07.03.10, 10:49
          Porozmawiaj z mężem, jedne święta u jednych rodziców drugie u drugich, innym
          razem może u Was?
    • evrin Re: Rodzice a nasze małżeństwo 09.03.10, 11:56
      Ja z rodzina meza zyje poprawnie, on sredniopoprawnie wiec moze dlatego u nas jest tak: ja u rodziny meza bywam od czasu do czasu, on sam bywa ciut czesciej. z kolei, ja czesto jestem u swoich rodzicow i prawie co dzien wisimy na telefonie, bo z mama sie przyjaznie :) wiadomo, ze maz i ja jestesmy teraz osobna komorka spoleczna ale nie jestesmy blzinetami syjamskimi, zeby wszedzie bywac razem, chyba bym oszalala :)

      a i tak wszystkim nie dogodzic a zaniedbywanie wlasnych rodzicow, zeby dogodzic rodzinie meza... :)
    • anihania Re: Rodzice a nasze małżeństwo 10.03.10, 09:43
      teraz przede wszystkim macie zadowalać siebie nawzajem, a nie przejmować się
      odwiedzinami rodziców...Trzeba odciąć pępowinę :)
    • szpaczek2702 Re: Rodzice a nasze małżeństwo 14.03.10, 21:16
      A do tego pępowinę należy odcinać zdecydowanie!! i nie ulegać presji rodziców.

      Ważne jest bardzo poznanie zdanie twojego męża i co on myśli o odwiedzinach u swoich, twoich rodziców. Bo może on uważa, że on swoich rodziców za rzadko odwiedza??

      Jak my rozwiązaliśmy ten problem (prawie 3 lata po ślubie, moi rodzice mieszkają jakieś 70 km od nas, teściowie 5 km od nas):

      Do rodziców męża staramy się wpaść raz na tydzień (czasami rzadziej, czasami jedzie tylko mąż "a ja pracuje w domu", ale mam zamiar zerwać z tym kłamstwem i mąż będzie mówił że odpoczywam). Zazwyczaj odwiedziny trwają od 30 min do 2 godzin (ale zazwyczaj jest to kawa z ciastkiem). Czasami dłużej jak jest impreza rodzinna. Jeżeli jest presja typu urodziny, imienny teściów staramy się o nich pamiętać i dzwonimy lub wpadamy do nich. Mąż raczej nie dzwoni do nich pogadać. Dzwoni raz w tygodniu do dziadka.

      Z moimi rodzicami staram się spotykać raz na miesiąc lub półtora miesiąca, na zasadzie że spotykamy się u mnie i jest to z 5 godzin(obiad plus gadanie) lub jedziemy do moich rodziców i wtedy zostajemy przynajmniej na jedną noc. Często dzwonimy do siebie: 2-3 razy w tygodniu przynajmniej tak 20-40 min.

      Święta: pomysł dosyć kontrowersyjny, w danym roku święta spędzamy u jednej rodziny (jest to ok, ze względu że Wielkanoc i Boże Narodzenie jest dosyć oddalone w czasie). Na początku poprosiłam moich rodziców o to by święta Bożego Narodzenia spędzę z mężem u jego rodziców - było im smutno ale zrozumieli. Później Wielkanoc u moich rodziców i foch teściowej, która jest w porządku ale jest super zaborcza. Do tego foch dziadka - po kimś teściowa to ma....

      Nie trzymamy się tej zasady bardzo sztywno, czyli jeżeli teściowa uprze się że w drugi dzień świąt BN zaprosi moich rodziców na obiad to mówimy ok. Jeżeli brat męża wrobi nas w robienie obiadku w lany poniedziałek, to zaprosimy również moich rodziców do nas(Wielkanoc wtedy wypadała u teściów, a dlaczego wrobieni?? o organizacji kolacji dowiedzieliśmy się w Wielki Czwartek...więc widzicie nasz zaskoczenie... do tego brat męża miał robić obiad u teściów żeby mama się nie męczyła ... oczywiście skończyło się na tym, że oni zrobili tylko sałatki/ całą resztą i tak odwaliła teściowa....).

      Na pewno podstawa to rozmowa z mężem i próba wyjaśnienia rodzicom ale raczej bez zażartej dyskusji. Ja próbowałam tłumaczyć, ale raczej dyskusja nie prowadziła do niczego. Należy wyjaśnić, poprosić o zrozumienie i zmienić temat!!

      Oczywiście jeżeli pojawią się dzieci to zastanowimy się, czy utrzymujemy ten model.

      Moja mama pomimo, że jest jej trochę smutno trochę mnie rozumie bo ona wszystkie święta spędza w domu i jeżeli już, to czasami kogoś zapraszamy na drugi dzień świąt. Do tego raczej nasi rodzice za sobą nie przepadają, więc na razie nie zachęcają do organizacji wspólnych świąt.

      Co mnie jeszcze zachęca do tej okrutnej metody??

      Nigdy nie zadowolisz wszystkich, a tak przynajmniej zadowalasz jedną stronę. Widzę to po bracie męża i jego żonie - on próbuję wszystkich uszczęśliwić ale zawsze jest foch, że już wychodzi albo się spóźnił godzinę a wszyscy na nich czekali....

      Święta to nie tylko stół, to też pewien czas dla Ciebie żebyś się zastanowił nad sobą, poszedł do kościoła... pędząc samochodem z jednego miejsca w drugie to raczej nie możliwe.

      Masz tylko jeden żołądek.

      Musisz się czasem pobawić w dom z mężem. Zakupy, pranie, praca... naprawdę zostaje bardzo niewiele czasu żeby być ze sobą.



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka