Rodzinka...

26.08.04, 08:44
Wiem,ze nie bede oryginalna, tesciowa to watek bardzo stary;) Ale szwagier?
Dziewczyny, jak Wam sie ukaladaja kontakty z rodzinami mezow? Jak sobie radza
te, ktorym sie nie ukladaja?
Ja sie bardzo staralam przez 9 lat- po to,zeby mojemu chlopakowi, a potem
narzeczonemu nie robic przykrosci, zaciskalam zeby, gdy jego brat mnie
lekcewazyl, obrazal...Dluga historia, co wyprawial.
Ale kiedy na naszym slubie zaczal wykrzykiwac przed kosciolem, ze nic go to
nie obchodzi, ze mamy go o nic nie prosic itp. tak,ze obcy ludzie zaczeli go
uspokajac, kiedy ostentacyjnie nie przyszedl na obiad po slubie, tylko
pojechal do domu, kiedy potem, kilka tygodni pozniej raz jeszcze wykrzyczal,
ze nic go nie obchodzi nasz slub i to co sie z nami dzieje- jak mam mu
darowac to wszystko? Probowalam rozmawiac z tesciowa /moj maz tez/, ale brat
meza zawsze byl jej ukochanym syneczkiem, pozwalala mu na wszystko- teraz tez
stwierdzila "dziecko bylo w porzadku i jest w porzadku"!! Dodam,ze "dziecko"
jest kilka miesiecy mlodsze ode mnie, czyli ma 24ty rok.
Od tamtej awantury minelo pare tygodni- dla mnie te kontakty sa skonczone,
ale widze, ze maz po chwili zlosci znow probuje tlumaczyc, ze "Mlodemu juz
przeszlo"... A mnie nie ! To nie jest argument dla mnie- wiele wybaczylam,
ale teraz tak go prosilismy, zeby na slubie byl w porzadku...
Cale szczescie, ze nie uleglismy tesciowej i nie byl swiadkiem:))Ufff:)
Tylko co ja mam teraz zrobic? Nie rozmawiamy ze soba, on tez tego nie chce,
ale jak czegos potrzebuje to bez krepacji dzwoni do meza. Tesciowa probowala
nas namawiac na ocieplenie stosunkow, ale szwagier przy niej tez krzyczal,
jak to go bardzo nie obchodzimy i za nic nas nie przeprosi...
Jak sobie radzicie z podobnymi rzeczami? Przeciez nie da sie znosic
wszystkiego w imie wiezow krwi! Mamy wspanialych przyjaciol, ktorzy traktuja
nas milion razy lepiej niz tzw.rodzina, dlaczego wiec mamy udawac,ze jest
inaczej? Jak mam przekonac meza, ze to nam nie sluzy?
Macie jekies pomysly na moj przydlugi i chaotyczny poscik?;)
Dzieki jesli jeszcze nie zasnelyscie:)
Pozdrowionka
    • menadka Re: Rodzinka... 26.08.04, 08:57
      Powiedz, że swoim niestosownym zachowaniem na WASZYM ślubie bardzo Cię zranił
      (w końcu to bardzo ważny dzień w życiu dla każdej kobiety). Jeżeli chce
      utrzymywać z Wami dobre kontakty - musi Cię przeprosić - to jest oczywiste. Do
      tego czasu nie wpuściłabym go za próg własnego mieszkania.
      Bez względu na to czy on Cię lubi czy nie lubi, to jesteś jego szwagierką i
      powinien to uszanować chociażby ze względu na brata i zachowywać się w stosunku
      do Ciebie przynajmniej z poprawną uprzejmością.

      Pozdrawiam
      • dr_tusia Re: Rodzinka... 26.08.04, 09:11
        Tez tak mysle... I powiedzialam mu o przeprosinach- powiedzial: 'nigdy ich ode
        mnie nie uslyszysz'... Totez wpuszczac go nie chce:) ani innych kontaktow z nim
        utrzymywac. Jednak moj maz wcale nie jest taki przekonany-mmiota sie po prostu
        miedzy zloscia i zalem do brata, a jakimis wspolnymi wspomnieniami z
        dziecinstwa itp.
    • abere8 Re: Rodzinka... 26.08.04, 10:25
      Wiecie co, jak Wy opowiadacie takie historie o tesciowych czy szwagrach, to
      mnie sie to po prostu w glowie nie miesci! Nic a nic :-) Ani moi rodzice nigdy
      nie miewali takich sytuacji (chociaz jedna moja ciocia - siostra mamy - nie
      przepada za moim ojcem), ani ja teraz z tesciami.

      Tusiu, a ten szwagier tak bezinteresownie sie Was czepia, czy ma jakis swoj
      powod? Nie podoba mu sie, ze jego brat w ogole sie ozenil, czy ze z Toba? Ja
      bym sie do niego nie odzywala, bo zachowuje sie po prostu chamsko. Dorosli
      ludzie nie krzycza na ulicy, w dodatku w tak waznym dniu, ze im sie cos nie
      podoba. Twoj maz niech utrzymuje z nim kontakt (jesli chce), bo to jego
      rodzina, ale moim zdaniem Ty takiego obowiazku nie masz.
      • kokosia1 Re: Rodzinka... 26.08.04, 12:05
        Tusia mam nadzieje że nie pogniewasz sie ze napisze moje zdanie tutaj, a nie na
        gg. Młody sie zmienił i to bardzo, wszczyscy mysleli że z niego wyrośnie fajny
        i porządny gościu,a tu sie okazało że wyrósł egosita, który uważa ze wszyscy są
        gorsi od niego i wszystkich ma w d.... Twoi przyjaciele i znajomi zgadzaja się
        z Tobą w zupełności bo byli swiadkami jego zachowania, już nie wspominając o
        dniu Waszego slubu ( miałam ochote mu poprzestawiać zęby bo widziałam co sie
        święci). Tusia on całe życie był rozpieszczany, wszystko co tylko zechciał to
        miał, teraz też wszyscy sa na jego skinienie, jest przystojny i zdaje sobie z
        tego sprawę.co dodaje mu jeszcze pewności siebie.Wyglada na to że dopóki bedzie
        mu sie wszystko układałao jak po maśle to nikt mu nie bedzie potrzebny ani TY
        Tusia ( bo on Wie co sadzisz o jego zachowaniu, ani Ż., ani nikt inny). Z.
        sie niedziwie że jest rozdrty, bo wkońcu to jego brat, ale teraz to Wy
        jesteście rodziną i to Ty jesteś teraz najwazniejszą osoba w rodzinie Ż, a
        Młodego traktuj tak samo jak On Ciebie. Jak kiedyś odwróci się los ( czego mu
        nawet zyczę, bo taki zimny kubeł wody mu sie przyda) to przybiegnie do Was sam
        i wtedy bedzie przepraszał.a narzie olej to i żyjcie swoim życiem. Pozdrowionka
        • dr_tusia Re: Rodzinka... 26.08.04, 16:14
          Przypuszczalam,ze sie odezwiesz:) Nie mam nic przeciwko, przeciez Ty i tak
          wiesz wszystko, a ja sama podalam to na Forum. Caluski
    • merlott Re: Rodzinka... 26.08.04, 12:52
      no ja tez chcialam zapytac o to skad sie takie zachowanie szwagra bierze, ale
      kokosia troche wyjasnila. ja bym ignorowala jego osobe zupelnie. nie lubie sie
      klocic, wiec pewnie przyjelabym taktyke, ze go nie zauwazam. moze kiedys
      chlopak dojrzeje.
      • dr_tusia Re: Rodzinka... 26.08.04, 16:12
        Tak tez staram sie robic..Odpowiadajac na pytania-on nie ma zadnego
        konkretnego powodu, w kazdym razie proby rozmowy, wytlumaczenia czegos nic nie
        daly. Problem tkwi chyba w rozdarciu mojego meza... Zaczynamy unikac tego
        tematu, ale przeciez oboje wiemy,ze to niedobrze, ze dlugo tak sie nie da...
        Ach, przykre to. Jestem niestety jedynaczka, zawsze myslalam,ze brat mojego
        meza bedzie moim braciszkiem:(
        Tusia
        • kitana Re: Rodzinka... 27.08.04, 13:28
          Tusia, pamiętaj, że życie to nie bajka. nie zawsze wszystko układa się po
          naszej myśli, ale pewnych rzeczy tolerować nie musisz. i tu jest świetny
          przykład. na pewno sytuacja ze szwagrem jest trudna. masz prawo wyrażać swoje
          zdanie na temat brata i jego zachowania, a mąż powinien Cię wysłuchać. teraz to
          Wy wspólnie tworzycie rodzinę, a "mamusie, tatusiowie i cała reszta tego klanu"
          musi to w końcu zaakceptować. najlepiej nie kłóć się ze szwagrem, to w niczym
          nie pomoże, a nawet zaszkodzi. daj spoj też teściowej, bo skoro to jej pupilek,
          to zrobisz sobie kolejnego wroga. ja skupiłabym się na rozmowie z mężem i
          opracowałabym jakiś wspólny plan działania. nie chcesz szwagra widzieć i
          dobrze, mąż chce widzieć brata - nie zabraniaj mu. po swoim przykładzie wiem,
          że dobrą taktyką jest nabranie dystansu do tego problemu. wyluzuj, a na pewno w
          końcu zobaczysz, że szwagier to tylko sierota życiowa, nad którą należałoby się
          ulitować. agresja wobec takiego człowieka, to jak prezent gwiazdkowy. tylko
          czeka, żeby dać Ci następną porcję jadu.
    • karo_lina79 jak jest u mnie 27.08.04, 22:27
      O, widzę Tusia, że jednak nie masz tak różowo.
      Wiesz co, nie jestem jeszcze (a może wcale nie będę) mężatką, ale jestem z moim
      chłopakiem od pięciu lat i przez ten czas miałam okazję poznać jego rodzinkę.
      Mój chłopak mieszka z rodzicami (oni na dole) i z siostrą, jej mężem oraz ich
      dwuletnim dzieckiem (oni na górze).
      Jak się przyjdzie do nich, to sielanka, nie ma kłótni, nikt nikomu nie wchodzi
      w drogę.
      Ale to pozory, które zobaczyłam dopiero dzięki małemu, a właściwie dzięki temu,
      że uczy się mówić.
      I jak kochane dzieciątko mówi do ojca? "Ty kut**sie". O matce mówi, że jest
      głupia krowa i robi ple ple... Podobnie wyraża się o dziadkach.
      Poza tym stałym słowkiem jest "won", a czasem też "spier***laj" - bo jego matce
      zdarza się tak do niego w złości powiedzieć.
      Ostatnio gdy rozmawiałam z moim chłopakiem przez telefon głośnomowiacy i do
      pokoju wszedl maz siostry, slyszac ze go witam powiedzial cos wstretnego, po
      czym z przestrachem zapytal mojego chlopaka "ona chyba tego nie mogla uslyszec,
      nie?". Bardzo żałuję, że naprawdę go nie usłyszałam.
      Ale najbardziej dobija mnie chłód uczuciowy. Tam każdy jest zostawiony sam
      sobie. Każdy sam sobie gotuje obiad, każdy zmywa i sprząta tylko po sobie. Nie
      ma takiej zwykłej serdeczności, do której przywykłam w moim domu. Oni nie mają
      nawet tradycji rodzinnych posiłków, co jest nie do pomyślenia u mnie w domu!
      Nie obchodzą też swoich urodzin, nie składają sobie życzen, nie ma zwykłych
      czułych gestów ani słów, jedynie w stosunku do dziecka jest takie szczebiotanie
      (w chwilach, jak nie klną, chyba dlatego, ze ja patrzę...).
      Okropne jest i to, że nie można liczyć na pomoc z ich strony. Mój chłopak
      nauczył się, że jak ma problem, to nikomu nic nie mówi, tylko sam go
      rozwiązuje, ale pomyśl sobie - jak chcę z niego wyciągnać jakieś zwierzenia, na
      przykład o naszej wspólnej przyszłości, to muszę się nieźle namęczyć.
      Bo on, jak twierdzi, nie ma zwyczaju gadać o kłopotach. Nie umiem go nauczyć,
      że może mi mówic o wszystkim, bo będzie mu łatwiej, bo może coś mu doradzę, a
      nawet jeśli nie, to chociaż powiem "wszystko będzie ok".
      Trochę mnie przeraża, że te nawyki z domu będą mnie dobijały, gdy kiedyś
      zamieszkamy razem. Postanowiłam go tresować od pierwszego dnia wspólnoty
      mieszkaniowej.
      Ale sprzątanie da się jeszcze wytłuc, za to ze zwierzeniami gorzej. I tym się
      poważnie martwię.

      A w kwesti ewentualnego dziecka - już zapowiedziałam, że będzie siedziało z
      MOJĄ mamą, a nie jego, chyba, że pod moim okiem. Siostrzeniec mojego chłopaka
      juz zna piosenki do wódki i o tematyce erotyczno-sielskiej. To z kolei szkoła
      dziadziusia.
      Koszmarna rodzinka....

      Skąd ten mój luby taki wspaniały, co?
      • annakto mam tak samo jak TY Tusiu :( 28.08.04, 09:53
        karo_lina79 napisała:

        >> ma takiej zwykłej serdeczności, do której przywykłam w moim domu. Oni nie
        mają
        > nawet tradycji rodzinnych posiłków, co jest nie do pomyślenia u mnie w domu!
        > Nie obchodzą też swoich urodzin, nie składają sobie życzen, nie ma zwykłych
        > czułych gestów ani słów, jedynie w stosunku do dziecka jest takie
        szczebiotanie
        wiesz ... Ja z mezem znałanm sie przed slubem tez 5 lat i u niego nie ma takich
        tradycji .

        Tusiu mam to samo z mojm szwagrem pogadamy kiedys na gg to po prostu dla
        pocieszeni ze na mojego szwagra po mału zaczyna sie wylewać,kubeł zimnej wody
        no ale ...
        mi jest ich troche zal ( mówie o szwagrze i jego narzeczonej) szczególnie zal
        jest mi jej bo i jej nie omija ten kubeł a on sie smiał z nas albo wogóle nie
        przejmował sie tym co sie z nami dzieje zadne prosby o pomoc nie trafiały, do
        jego uszu.Szkoda czsem mówic ... pozdrawiam anna rozumiem tysiu cob musisz czuc

        A ja tez nie uległam namową tesiowej by był naszym swiadkiem ... i to nasze
        szczescie
      • dr_tusia Re: jak jest u mnie 28.08.04, 12:49
        Świetnie Cie rozumiem- u mojego meza w domu tez kazdy byl samotna wyspa,
        zamykal sie w swoim pokoiku i nie rozmawial z nikim. Tez mialam problem ze
        zwierzeniami... Czasem jeszcze sie to odzywa, ale postęp jest duzy. Tylko ja
        marze o tym, zeby kontakty z jego rodzina ograniczyc do minimum, nie rozumiem
        tych ludzi, fatalanie sie czuje wsrod nich, oni tez mnie nie rozumieja... Nie
        chcialabym, zeby mieli jakikolwiek wplyw na nasze przyszle pociechy. Ilekroc
        sie w cos wmieszaja, zawsze sa klopoty.
        Ach, smędzę;) Juz przestaje i łączę się z Wami w bólu:))) Pozdrówka wielgachne,
        • karo_lina79 Trzy paski na mózgu 28.08.04, 23:51
          Tusia, widzisz, Ty masz wręcz otwartą wojnę ze swoim szwagrem, a mnie z kolei
          bardzo lubią w rodzinie mojego chłopaka. Uznałam kiedyś, że to ich dom i ich
          sprawy i nie będę tego komentować, więc jestem okropnie fałszywa, bo się słodko
          uśmiecham i zachwycam, jak siostrzeniec kopie psa (bo przecież dziecko takie
          sprawne i inteligentne, wie w co kopać...).
          Mój chłopak wie, co ja myślę o jego rodzince, zresztą on też nie przepada za
          moją. Jak twierdzi, moi rodzice ograniczają mi wolność, bo muszę informować
          kiedy wrócę do domu, mam też obowiązek jadać rodzinne posiłki itd.
          U niego nikt nie mówi gdzie idzie, ani kiedy wróci, każdy też je kiedy i gdzie
          popadnie.
          Wiesz, jak mnie to dobija???
          Kiedy mamy jakieś nieporozumienie, zawsze nachodzi mnie czarna myśl, że pewnie
          ten związek jest bez sensu, bo różnice wyniesione z domu rozbiją uczucie.
          Ciągle mu nawijam o mojej wizji wspólnego żcyia, o tym, jaka ważna jest
          przyjaźń i wzajemne zrozumienie, a przede wszystkim rozmowa, ale czasem mam
          wrażenie, że on tak słucha aby słuchać, a myśli swoje.
          Boję się, że ta jego rodzinka wylezie z niego i to będzie jak gwóźdź do trumny.
          Mówię mu, co mi się w nich podoba, że są prostaccy, że wszystko im zwisa i
          nawet nie ma o czym pogadać, bo najwazniejsze kto, gdzie i kiedy.
          Nie znoszę jego rodziny i wiem, że kiedyś wygarnę jego siostrze (jest tylko dwa
          lata starsza ode mnie), co myslę o jej metodach wychowawczych, a zwłaszcza o
          permanentnej głupocie, której nie zniszczyły nawet wyższe studia.
          Po prostu rodzina mojego chłopaka to wsioki. Najzwyklejsze umysłowe wsioki,
          które mają na mózgu trzy paski i kupują w Biedronce. Rany, znienawidziłam
          Biedronkę, od kiedy wiem, że oni tam kupują pierogi z nadzieniem niewiadomego
          pochodzenia.....
          W ogóle siostra mojego chłopaka tylko czeka na moment, aż on się wyprowadzi z
          domu, bo zaraz zrobi sobie w jego pokoju sypialnię. Bo jak robili remont na
          pietrze domu, to wypieścili wszystko, oprócz jego pokoju. Musiałby dać
          pieniądze na farbę, to może wtedy.... Nieważne, że jeszcze się uczy i nie
          pracuje.
          Nie znoszę ich i przestałam do nich jeździć.
          I nie pozwolę, żeby kiedyś źle mówili przy moim dziecku i używali wulagaryzmów
          i nasycali je mentalnością "Życia na gorąco" (gazetka teściowej, br!).

          Ech, od razu lepiej, jak się człowiek wygada.
          I jeszcze dodam, że mam złośliwą satysfakcję, jak pomyślę, co powiedzą, gdy im
          zakomunikujemy, że wesela nie będzie, bo nam szkoda pieniędzy, a ślub tylko
          cywilny i to jeśli w ogóle będzie jakis ślub.
          Jedyny plus, przyznam szczerze, że się wprost nie pytają, kiedy się zaslubimy i
          nie ma głupich aluzji na ten temat, tylko nam szwagier mojego chłopaka życzy na
          sylwestra co roku "jakiegoś ślubu w końcu". Chociaz mój chłopak mówił mi, że go
          podpytywali o plany, ale jako wykwalifikowany introwertyk nic nie powiedział.
          Chyba jednak czasem ta skrytość staje sie zaletą:)))

          Z pozdrowieniami dla szczęśliwych kobiet na forum,
          Karola
          • dr_tusia Re: Trzy paski na mózgu 29.08.04, 10:39
            Hehe, Karolinko, nie zazdroszcze caloksztaltu sytuacji, alem sie zdrowo
            usmiala, czytajac Twego posta- masz, dziewczyno, poczucie humoru i juz Cie za
            to lubie! :))
            A co do tych obaw o roznice z domu wyniesione- reaguje dokladnie tak samo! Za
            kazdym razem, gdy cos nie wychodzi, boje sie, ze to te nawyki z niego wylaza i
            ze wkoncu zatruja nam zycie... Myslisz, ze nie przesadzamy z tym gryzieniem sie?
            • karo_lina79 Re: Trzy paski na mózgu 29.08.04, 19:49
              Myślę, że przesadzamy, ale co zrobić, taki nasz już los...
              Co prawda moi rodzice też pochodzą z diametralnie różnych środowisk, a zgrali
              się doskonale i są nierozerwalnym tandemem.
              Liczę więc na to, że i mnie się uda...
              Ale pomarudzić na zapas nie zaszkodzi:)
              Pozdrówka!
              • dr_tusia Re: Trzy paski na mózgu 29.08.04, 19:59
                I to mnie natchnelo optymistycznie. Wobec tylu nieudanych zwiazkow wokol, kazda
                historia szczesliwego malzenstwa jest jak perelka i daje nadzieje...
                • karo_lina79 Re: Trzy paski na mózgu 30.08.04, 10:54
                  To może założymy wątek "Wpisujecie historie szczęśliwych małżeństw - ku serc
                  pokrzepieniu!!!"?
                  :)
                  • dr_tusia Re: Trzy paski na mózgu 30.08.04, 19:10
                    Nie ma sprawy:)) Najbardziej pokrzepiajace beda te, ktorym sie udalo mimo
                    roznic...
                    • zdrowazocha Re: Trzy paski na mózgu 10.09.04, 11:09
                      witam!
                      ja juz gdzieś kiedys pisałam o mojej szwagierce, ale tak mi się nasunęło a
                      propos ślubu, który wzięliśmy w zeszłym tygodniu... moja rodzinka jest skłócona
                      i myślałam, że będzie kwaśno, ale zaskoczyli mnie pozytywnie - pełna kultura. No
                      ale za to szwagierka...
                      Ubrała sie jak lafirynda, na pół goło (a urodą nie grzeszy, coż), ale niewiele
                      to chyba dało, bo nikt jakoś na nią w sensie pozytywnym uwagi nie zwrócił. Za to
                      mam małpią satysfakcję, bo choc na co dzień się nie maluję, nie stroję, tego
                      wyjatkowego dnia udało mi się wyglądać naprawdę świetnie i zostałam zasypana
                      gradem komplementów (kurcze, wzrosła mi samoocena :)
                      No i szwagierka zaczeła robic kino - najpierw demonstracyjnie wyszła z obiadu,
                      potem powyjmowała mi kwiatki z wiązanek i poszła sobie z nimi w siną dal na
                      "spacer", jak robiliśmy zdjęcie grupowe wszyscy musieli na nią piętnaście minut
                      czekać, bo "nie ma ochoty", ale najlepsza była moja teściowa, która latała za
                      nią z kwiatkiem i starała sie ją udobruchać, bo biednej Joasi coś chyba
                      zaszkodziło..... ufffff
                      • dr_tusia Re: Trzy paski na mózgu 12.09.04, 11:34
                        Oj, nie zazdroszcze... A co na to Twoj mąż?
                        • zdrowazocha Re: Trzy paski na mózgu 12.09.04, 14:19
                          wkurzyl sie, ale juz sie przyzwyczailismy, ze to i tak nic nie da, bo u moich
                          tescoiw tak juz jest, ze co zlego to my, a joasia jest swieta...
                          • amber22 Re: Trzy paski na mózgu 14.10.04, 09:25
                            U mnie podobnie. Mój mąż ma okropną żonę (zdanie teściowej, o którym
                            dowiedziałam się przez przypadek, bo mnie i mojemu mężowi opowiada jak to bardzo
                            mnie lubi). Drażni mnie ta fałszywość!!!! Dla teściowej liczy się wygląd i to co
                            kupiliśmy sobie nowego - przyjeżdża i sprawdza (sic!) i zamiast się z nami
                            cieszyć to zazdrości, albo u niej za jakiś czas pojawia się taki sam przedmiot.
                            Szwagierka egoistka, której manna kapie z nieba - dostała wszystko od rodziców
                            (mieszkanie, samochód), my natomiast musimy się sami wszystkiego dorabiać i
                            nawet jeśli coś nam kupują - to z każdego 10 zł się rozliczamy. Ale miało być o
                            szwagierce.... Ukochana córósia, nie wiem może to normalne, opowiada mamusi
                            codziennie w co ubrała się do pracy, z kim była w pubie (łącznie z imionami,
                            nazwiskami, stanowiskami itp. osób z którymi była), jakie śniadanko dostała od
                            swojego faceta itp. Jej wolno obrażać mojego męża i mnie (tylko, że mnie za
                            plecami), zachowywać się nonszalancko i wyniośle, wszyscy koło niej biegają, bo
                            ona taka biedna, mało zarabia, schorowana (hipochondria mojej teściowej), ale
                            nie robi nic by to zmienić. Nikt natomiast nie widzi, że my zapiepszamy od rana
                            do wieczora i nie mamy za przeproszeniem czasu podrapać się po tyłku. Usłyszałam
                            kiedyś od teściowej, jak powiedziałam, że muszę rano wstać w niedzielę bo mam
                            dużo roboty, że każdy sobie układa sobie jak mu pasuje, po czym usłyszałam jak
                            ona (szwagierka) jest biedna i zmęczona bo wróciła z kolejnej imprezy. Szkoda mi
                            w tym wszystkim teścia, bo jest pod pantoflem i się nie odzywa jak teściowa robi
                            wszystkim dookoła wyrzuty, że nie ma kolejnego sweterka...
                            Może mi ktoś odpowie, czy to normalne, że matka z córką rozmawiają godzinami
                            codziennie przez telefon opowiadając sobie co dziś robiły, z kim się widziały,
                            co kupiły itp., ja nie muszę np. pytać szwagierki kto jest na zdjęciu z jej
                            imprezy pracowej, bo teściowa wie kto jest kto jak ma na imię itp. - aha... one
                            mieszkają w innych miastach. Nas traktuje przedmiotowa.... męża też już to
                            drażni, ja nie chcę za mocno naciskać, ale szlag mnie trafia.
                            • anett26 Re: Trzy paski na mózgu 15.10.04, 22:22
                              ojoj, mhm, ale sie naczytalam tych niestety malo radosnych zwierzen.
                              ale napisze Wam cos optymistycznego, chodzi tu bardziej o tesciowa niz o
                              szwagierke, no, ale i tak opowiem:)
                              na poczatku, gdy sie przeprowadzilam do kraju mojego obecnego meza, on jeszcze
                              mieszkal w domu rodzinnym, z rodzicami i siostra ( w moim wieku). tak na
                              poczatku mialam nadzieje, ze bede miala fajna kolezanke, niestey okazalo sie,
                              ze nadajemy na calkowicie innych falach. ja przeprowadzajac sie moglam zabrac
                              ze soba tylko 30kg bagazu, wiec brakowalo mi pare rzeczy, codziennego i
                              niecodziennego urzytku. nie mielismy takze wiele pieniedzy, wiec moj maz jak
                              szlismy na kolacje sylwestrowa z jego rodzina przyniosl mi perfumy siostry, ja
                              nie chcialam ich urzyc, on nalegal i mowli, ze ona tych perfum nie urzywa,
                              dostala je w prezencie i nie podoba jej sie ten zapach. wiec napewno nie bedzie
                              milal nic przeciwko jesli sie poperfumuje. niestey sie pomylil, potem ( co sie
                              dopiero okazalo pozniej) nastawiala tesciowa przeciwko mnie. tesciowa wierzyla
                              do tego stopnia, ze w dniu sylwestra nie stuknela sie ze mna kieliszkiem ( ja
                              nie pilam alkoholu , a ona odpowiedziala, ze sokiem sie nie bedzie stukac).
                              wszyscy przy stole zamarli i nastala cisza. gdy moj obecny maz poszedl z nia
                              porozmawiac slyszala to tez jego siostra i wybychla, ze teraz to on tylko anett
                              widzi, ze nie respektuje jej, ze nic poza mna go nieinteresuje. co sie
                              calkowicie mija z prawda, maz jest bardzo rodzinny i wiele pomaga rodzicom,
                              wlasciwie przy kazdym problemie jest z pomoca.
                              teraz po 2 latach jak juz mieszkam blisko jego rodziy ( juz osobno), tesciowa
                              zrozumiala, ze to, co opowiada jej corka o mnie nie jest prawda, naprawde
                              musze przyznac,ze jest super tesciowa. a szwagierka? przestalam sie nia
                              przejmowac, obydwoje z mezem nistety twarzamy pozory, ze wszystko jest ok,
                              staramy sie ograniczac kontakty, bo wiemy , ze ona mam zle zyczy.
                              napisalam to po to, zeby przekazac, ze ludzie tez potrafia zrozumiec swoj blad,
                              tak jak moja tesciowa, i, ze mozna zyc nawet jak niw wszyscy z rodziny meza sa
                              zyczliwi.
                              dr tusia, staraj sie nie mysle o tym , co zlego Ci szwagier zrobil, cos takiego
                              zjada od srodka. skup energie na czyms pozytywnym, na Twoim zwiazku na
                              przyklad:)
                              ja wierze, ze to co sie z siebie daje zawsze do Ciebie powraca, od innej osoby,
                              w innym czasie , ale uwazam , ze tak jest. i naprawde nie warto trzymac w sobie
                              cos negatywnego, zwlaszcza, ze uwazam , ze ta osoba nie jest warta tak wielu
                              Twoich mysli i nerwow.
                              trzymaj sie, i zycze wszystkiego dobrego wszystkim tu osobom:)
Pełna wersja