martekj
28.04.05, 20:29
przedwczoraj napisalma na tym forum, ze cos zlego dzieje sie w naszym
zwiazku, czego bardzo sie wystraszylam i bardzo staralam sie naprawic co sie
stalo. Powiedzialam wszystko co lezalo mi na duszy i tlumaczylam, ze robimy
obydwoje problemy z bzdur i ze uwazam ze nie stalo sie miedzy nami nic czego
nie mozna wybaczyc o czym nie mozna zapomniec. Gadalismy dlugo wiele lez
wylalam, ale on powiedzial ze czuje postke, ze nie widzi naszej przyszlosci
(jeszcze 3 mce temu tulac mnie miwil jak fajnie bedzie sie ze mna zestarzec,
jakie cudowne mamy zycie!!!) i ze potrzebuje czasu. Poczym dnia nastepnego
kiedy obiecal mi rozmowe wykorzystujac okazje ze ja usypiam malo wzial
kompiel przebral sie i byl juz w drzwiach (mial nocowac u rodzicow zeby razem
z ojcem z rana wyjechac, nie wazne)powiedzialam zebzy zaczekal i zebysmy
porozmawiali ale stwierdzil ze skoro ma wstac o czwartej to musi juz isc spac
byla wtedy 21. Prosilam zeby zaczekal weszlam do pokoju a on wyszedl,
zlapalam go na telefon powiedzial ze jutro porozmawiamy jak wroci. Dzis kiedy
przyszla w odwiedziny jego mama zapytalam kiedy byl u nich w domu (do nich
jest jakies 5 min drogi od nas) powiedziala ze o 22,30. Nie pytalabym jej
gdybym dzis nie odkryla, ze z naszej szafki w laziece zniknely prezerwatywy.
Wszystkiego sie bym po nim mogla spodziewac ale nie tego. Wiecie jak to boli?
Czy nie mogl poczekac choc do tego momentu kiedy powiemy sobie skonczone nie
ma juz nic? Boli bardziej niz cokolwiek innego na swiecie.....