listopadowa3
20.05.06, 14:26
napisze dla Was moja historie:krotko i zwiezle!
byla sobie dziewczyna ktora byla zle i chamsko traktowana przez swoich
tesciow,pech chcial ze musiala wyjechac i zamieszkac z nimi,byla na
ich"uslugach",mowiono jej co ma myslec,czuc,robic,gdzie pracowac itp...jej
rodzicow lekcewazyli,obie rodziny nigdy sie nie poznaly chodz od ich slubu
minelo 3 lata,rodzice chlopaka nie widzieli potrzeby "poznawania sie.."ojciec
naciskal w rozmowach i pytal dlaczego chociaz do Nas nie zadzwonia,czesto
tez
pytal jak corce jego sie zyje z tesciami,ona przez bardzo dlugi czas ukrywala
prawde o tym jaki koszmar przechodzi przez tesciow,ojciec byl w
szoku,kiedy sie dowiedzial prawdy,poniewaz bardzo martwil sie o swoja
corke,podupadl z czasem na
zdrowiu,aktualnie ma ciezko chore serce,corka dowiedziawszy sie o chorobie
ojca cala wine przelala na tesciowa,bo gdyby ta zachowywala sie od
poczatku"po ludzku" nie byloby zadnego problemu,tesciowa nie widzi w swoim
zachowaniu zadnej nieprawidlowosci,patrzy na synowa swoja jak na idiotke,nie
pyta jak tam ojciec,nic....to doprowadzilo do tego ze syn i synowa zrywaja
wszelkie stosunki z tesciami!
moje pytanie jest:czy synowa postapila slusznie?gdzie lezy wina i kogo jest
wina?jak mozna to bylo rozegrac inaczej?