Dodaj do ulubionych

kilka chwil

28.07.06, 00:14
Nie chcę żeby było chaotycznie, ale chyba będzie...
Ja- mężatka staż 8 lat, córka. On- żonaty staż 12 lat, dwóch synów. Jesteśmy
szczęśliwi w swoich własnych, prywatnych małżeństwach. Nasi najbliżsi wiedzą,
że jakoś istniejemy dla siebie, nie wiedzą dokładnie jak. To, że jesteśmy
sobie bliscy nie jest tajemnicą. Poznaliśmy się 6 lat temu, gdy mieszkałam
jeszcze za oceanem, przez internet. Rozmawialiśmy codziennie, chyba
zakochaliśmy się wtedy w sobie. Umieraliśmy bez siebie. Spotkaliśmy się zbyt
późno. Przelecieliśmy wiele mil żeby zobaczyć się na środku Ameryki. Taka
oczarowana nigdy nie byłam, jak przez tamtych kilka godzin. A później nigdy
tak bardzo nie bolało mnie serce, jak wtedy gdy już zrozumiałam, że trzeba to
skończyć. To przez niego wróciłam tu, do Polski. Tam był zbyt blisko. Mój mąż
to dobry człowiek, jest taki cierpliwy i tak mocno we mnie i w nas wierzy.
Jakoś więc żyłam, sama, z mężem, bez tamtego... Bez niego... Przez pół roku
udało nam się wytrzymać. To był najgorszy czas mojego życia, nie było dnia
żebym o nim nie myślała: co robi, co widział, czy już wstał, czy się
uśmiecha, czy miał dobry sen, czy mnie jeszcze pamięta. Aż przyszedł od niego
email, w którym pisał to, co i ja mogłabym mu napisać: że nie może już tak
dłużej, że nie daje sobie rady beze mnie, że jest mu tak cholernie źle, że
musi być blisko mnie, że mnie przeprasza... Od tego czasu mamy ze sobą
kontakt, tyle już lat. Nadal codziennie. Emaile, komunikatory, kamerki,
telefony. O stałych porach zasiadamy przed monitorami: ja tu, on tam. W
naszych domach to już tradycja, że mamy ten czas dla siebie. Chwilami znowu
możemy być jakoś dla siebie. Tak, jak możemy... Bardzo go kocham. Szalenie.
Jak to boli tak kochać. Więc kocham dwóch mężczyzn, nie wiem jak to możliwe.
Męża dobrze, przyzwoicie i bezpiecznie. Jego obłędnie. Żyję już tyle lat w
dwóch światach. Teraz przylatuje, przypadkiem, w pobliżu tu będzie, tak
niedaleko. Już tak niewiele dni zostało i będzie. I chce żebyśmy spotkali się
na środku Polski. Tylko kilka dni. Co to jest kilka dni w obliczu tych kilku
lat? Kilka chwil z nim. Bez naszych rodzin. Sami. Pewnie bardzo blisko.
Zrobimy te wszystkie zwyczajne i niezwyczajne rzeczy, o których zawsze
marzyłam. I nie wiem, nie wiem, nie wiem, nie wiem. Im bliżej tych dni, to ja
jestem coraz bardziej przerażona. Nie wiem, czy jechać na środek Polski, czy
schować się gdzieś w dolinie i przeczekać. Nie chcę skrzywidzić nikogo,
siebie też nie. Pojechałybyście?
Obserwuj wątek
    • langusta1980 Re: kilka chwil 28.07.06, 00:54
      Lepiej zalowac ze sie sprobowalo, niz zalowac ze sie tego nie zrobilo,
      carpe diem
    • prawie.normalny.facet Re: kilka chwil 28.07.06, 01:10
      Po pierwsze bardzo piekna historia.

      Prawdpodobnie wiele osob, ze wzgledu na dobro Waszych bliskich, odradzi Ci ten
      wyjazd. Ja jednak uwazam, ze powinnas pojechac. Wiesz dobrze, ze jesli sie z
      Nim nie spotkasz, to zawsze bedziesz juz zalowac tych niespelnionych chwil.
      I nawet jesli milosc, jak twierdza niektorzy, to tylko proces chemiczny
      zachodzacy w mozgu, to mimo wszystko jest to najpiekniejsza rzecz jaka moze nam
      sie w zyciu przydarzyc. Warto dla niej zyc i warto o nia walczyc.
    • ilekobietamalat Re: kilka chwil 28.07.06, 06:56
      nie pojediesz bedziesz zalowac, pojedziesz, jak wytlumaczysz mezowi? 'kochanie,
      wyjezdzam na kilka dni, taki maly skok w bok'?
      nie wiem co bym zrobila na twoim miejscu.
    • kiecha3 Re: kilka chwil 28.07.06, 07:47
      w kwestii wyjazdu się nie wypowiem.. bo mam mieszane odczucia...

      mam pytanko.. jakim cudem jeste.s z mężem??? tyle lat... jak on to znosi?? i czy
      myślisz że sie nie domyśla... Dlaczego mu to robisz..>?? nie prościej odejść i
      nie ranic choć jednej osoby??

      Szczerze podziwiam twojego męza.. za cierpliwość, za nadzieję...
      • janek_dolas Re: kilka chwil 28.07.06, 07:53
        wspolczuje twojej rodzinie .
    • caysee Re: kilka chwil 28.07.06, 08:57
      Ja bym pojechala, ale postawilabym samej sobie konkretna granice: nie zdradze meza.
      • ilekobietamalat Re: kilka chwil 28.07.06, 09:09
        caysee napisała:
        > Ja bym pojechala, ale postawilabym samej sobie konkretna granice: nie zdradze
        meza.

        przeciez ona juz go zdradza. wolalabym zeby moj facet przespal sie z dziewczyna
        raz i o niej zapomnial, niz sie w niej kochal od dobrych kilku lat:/
        biedny ten maz.
        • fidziaczek Re: kilka chwil 28.07.06, 10:21
          pojedziesz - skrzywdzisz i oszukasz meża
          nie pojedziesz - skrzywdzisz i oszukasz siebie
          trzeciej możlwiości nie ma :)

          zawsze zastanawiało mnie bezwzględność tego świata
          jeśli jak mówią niektórzy świat powstał jako projekt świadomej i poteżnej
          istoty to zaiste jej okrucieństwo 100-krotnie przewyżsa jej potęgę....
          • fidziaczek Przekleństwo monogamii :) 28.07.06, 10:37
            ta historia jest dwowodem na to że monogamia to błąd
            wiemy że na ziemi żyło conajmniej ponad 700 różnych kultur
            tylko trochę więcej niż 100 "wyznawało" monogamię

            nie ma to jak życie w stadzie, większośc problemów o których tu czytam znikłaby
            jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki :)
        • caysee Re: kilka chwil 28.07.06, 10:35
          > przeciez ona juz go zdradza. wolalabym zeby moj facet przespal sie z dziewczyna
          > raz i o niej zapomnial, niz sie w niej kochal od dobrych kilku lat:/
          > biedny ten maz.

          Zgadzam sie, ze maz biedny, nikt by w takiej sytuacji nie chcial byc :( Nie
          wiem, ile on wie o tej sytuacji w ogole?

          Jednak co zdradzania, to bym sie tak do konca nie zgodzila. Uczucia nie sa takie
          proste do kontrolowania jak bysmy chcieli. Sama kiedys bedac w zwiazku
          zakochalam sie (nie zauroczylam) w innym facecie, uwielbialam z nim przebywac,
          rozmawiac. Nie bylo (chyba) flirtowania, to bylo bardziej platoniczne uczucie,
          ktore mnie dobijalo, bo przeciez mialam kogos innego od 2 lat. Ostatecznie
          zdecydowalam, ze nie bede sie z facetem w ogole spotykac i samo w sobie to
          uczucie umrze i tak sie stalo (po dlugim czasie).

          Uwazam, ze po prostu nieraz tak jest, ze ludzie sie nawzajem przyciagaja, znam
          to ze swojego i cudzego doswiadczenia. Zakochania tak latwo zdusic sie nie da,
          nie mozna sie na sile odkochac albo zakochac, wiec wg mnie samo zakochanie sie w
          kims to nie zdrada. Zdrada jest wtedy, kiedy robi sie cos calkowicie z wlasnej
          woli, caluje sie albo uprawia seks z inna osoba.
          • ilekobietamalat Re: kilka chwil 28.07.06, 10:50
            no widzisz,to zalezy od podejscia. dla mnie to co ona teraz robi jest o wiele
            gorsza zdrada.. w dodatku niepotrzebnie katuje tym siebie i meza. jak to taus
            mowi 'szybka pilka' i po sprawie. albo w jedna strone albo w druga.
            samo zakochanie moze i nie jest zdrada,ale ciagniecie tego nie podejmujac
            zadnej decyzji, zeby to wszystko rozwiazac juz jest zdrada.
    • abeba Re: kilka chwil 28.07.06, 10:40
      czy to element akcji promocyjnej wchodząego na eksrany filmu "S@motnośc w
      sieci"? bo tak wygląda
    • makufkowa Re: kilka chwil 28.07.06, 11:20
      Dzięki za wszystkie posty, dają sporo do myślenia.
      Chciałabym coś jeszcze dopisać o moim mężu. Jesteśmy szczęśliwym małżeństwem,
      bardziej przyjaciół i rodziców niż szalenie zakochanych w sobie ludzi, ale mąż
      nie jest nieszczęśliwy. Nie potrafię tego dobrze wytłumaczyć, ale
      sugerujecie "biedny mąż". To nie jest prawda. Mam świetny kontakt z mężem, nie
      jest on w żaden sposób nieszczęśliwy. Mąż oczywiście wie o wszystkim, nie wiem,
      że kocham szalenie, ale że kocham tak. Tego chyba nie da się ukryć. O wyjeździe
      też wie, o wszystkim rozmawiamy. Tak samo jego żona, nie da się tyle lat o
      sobie nie wiedzieć. Oni się znają, czasami rozmawiają ze sobą. Ja znam jego
      żonę, bywa, że gdy dzwonię ona odbiera i rozmawiamy chwilę. Jakiś czas temu mąż
      mi powiedział, że cieszy się, iż tamtego mam, bo stałam się jakaś taka
      pełniejsza, szczęśliwsza. Ja próbowałam tamtego odsunąć, naprawdę. Bałam się
      właśnie, że kogoś skrzywdzę. Ale tak się nie udało i jakoś z biegiem lat
      wypracowaliśmy sobie taki, a nie inny układ. Można kochać dwóch meżczyzn. Inną
      miłością, ale można. Równocześnie. Nie dzieląc kogo mniej, kogo bardziej. Z
      mężem mam rodzinę, nasze małe szczęście, wiele lat małżeństwa i przyjaźni. Z
      tamtym mam małą namiastkę szczęścia, którego nigdy nie będę miała i mieć nie
      powinnam. Nie wiem, pewnie trudno to zrozumieć. Zostawmy to.
      Nie wiem czy jechać. Boję się. Że albo coś stracę, albo zyskam zbyt wiele.
      Trudno mi później będzie wyjść na prostą. Konsekwencje tego spotkania... Z
      drugiej strony, mogę już nigdy więcej nie mieć okazji spotkania go...
      • gospodyni2 Re: kilka chwil 28.07.06, 12:35
        przepraszam, ale dla mnie to jest nienormalne, ze wszyscy o sobie wiedzą i jest
        OK. Nie wyobrażam sobie będąc żoną wiedzieć o tamtej i tolerowac taki układ,
        gdzie w gruncie rzeczy wszystko jest fajne, są usmiechy, uczucia itp. a do tego
        jeszcze mąż szczęśliwy, ze ty kogos masz. To co to za związek i co to za mąż,
        który pozwala na takie układy...
        • makufkowa Re: kilka chwil 28.07.06, 13:06
          Jesteśmy dorosłymi ludźmi. Lepiej nie wiedzieć i ukrywać (o ile da sie ukryć
          to, ze ktoś jest ci bliski) uczucia, czy o nich rozmawiać? A jeśli nie
          tolerować to wtedy będzie ok, rozstać się i wszyscy będą szczęśliwi? Mamy
          zostawić rodziny i zbudować własny dom? Mamy zostawić siebie, by umierać i się
          zamartwiać? Zawsze byliśmy wszyscy wobec siebie szczerzy i bardzo staraliśmy
          się by nikt nie był tu skrzywdzony. Tak nam się po prostu przytrafiło. Nie
          planowaliśmy tego, nie chcieliśmy zdradzić rodzin i tyle lat tego nie
          zrobiliśmy. Zawsze stawialiśmy wszystkich dookoła na pierwszym miejscu, ale nie
          siebie. Pewnie gdybym go spotkała wcześniej, gdyby on nie spotkał żony, gdybym
          nie spotkała męża, gdybym nie wyjechała tam, gdyby... Jest jak jest. Mamy w
          ciągu dnia parę chwil dla siebie, czy to dużo? Wiecie jakie to trudne? Nie
          widzieć kochanej osoby, nie móc jej dotknąć, nie móc zrobić herbaty... Więc
          jest układ. Jakiś. Nam taki układ odpowiada, to chyba było najlepsze wyjście.
          Męża mam kochanego, dobrego, wyrozumiałego. Szanującego uczucia. Nie ma w
          naszym związku zazdrości i przykrych słów. Z tamtym dzieli nas ocean, to bardzo
          bezpieczna odległość do czasu. Czas ten się zbliża i może nie być bezpiecznie.
          Ok, to trudny temat, bo pewnie dla większości jest to nienormalne. Może na
          dniach jakoś to sobie sama ułożę.
      • nicola844 Re: kilka chwil 28.07.06, 12:45
        A ja nie wiem czy jest to niemoralne czy nie, ale czuje że na twoim miejscu bym
        się z nim spotkała.
        • fidziaczek Re: kilka chwil 28.07.06, 13:08
          Zamieszkajcie w czwórkę :)
          może Twój mąż polubi się z żoną Twojego przyjaciela, dobrze będzie wam się w
          brydża grało, no i macie szanse na stworzenie nowej jakości w relacjach
          międzyludzkich :)
          później wydacie ksiązkę na ten temat, zyskacie międzynarodową
          sławę....wspaniała kariera przed wami :)

          jeżeli jednak myśl że Twój maż mógłby się polubić i zbliżyć do żony Twojego
          przyjaciela jest dla Ciebie przykra to....zastanów się nad sobą,
          to będzie oznaczać że jesteś egoistką i hipokrytką :)
          • makufkowa Re: kilka chwil 28.07.06, 13:20
            Przeszło nam to już przez głowę, ale mąż twierdzi, że tamta mu się nie podoba.
            Nie jest dla mnie przykra myśl, że mój mąż może kogoś polubić i się z kimś
            przyjaźnić. Ma wiele koleżanek, przyjaciół, niekoniecznie wspólnych. Naprawdę,
            niepotrzebne są te uwagi.
            • fidziaczek Re: kilka chwil 28.07.06, 13:43
              ok, nie chciałem być złośliwy
              byłbym gdyby się okazało że meżowi na taką znajomość byś nie pozwoliła
              niestety znam wiele takich osób które mając przyjaciela nie widzą w tym nic
              złego, jednak jeśli druga połowa próbuje takiej samej znajomości to wtedy są
              wielce oburzone
    • g0sik Re: kilka chwil 28.07.06, 13:06
      Żyjesz złudzeniami i iluzją miłości do nierealnego faceta - faceta,
      wirtualnego, wyidealizowanego, któremu nie stawiasz wymagań. Skoro Twój mąż
      jest masochistą to jedź.....Gorzej jak się okaże, że to ostatni gwóźdź do
      trumny i rogacz nie jest wcale taki szczęśliwy nawet, jeśli wmawiasz mu, że
      jego poroże jest piękne. Zyskać nic nie zyskasz skoro przez tyle lat nie
      zrobiliście nic żeby być razem, możesz stracić męża....
      Co do kochanka...kto wie czy w realu nie okazałby się zwykłym dupkiem. Zresztą
      tak czy inaczej to dupek, bo nigdy nie uwierzę, żee jego żona wie o wszystkim i
      zgadza na taki układ. Tak więc jesteście siebie warci....
    • paulinek1 Re: kilka chwil 28.07.06, 14:05
      dla mnie to wygląda na ewidentne trollowanie, nie dajcie się zwieść moje drogie
      • malgorzata_i_mistrz Re: kilka chwil 28.07.06, 15:17
        Może, ale bardziej pasuje mi tu nadmierna egzaltacja, która z zafascynowania
        niecodziennym robi "obłędną miłość", pewnie jeszcze na wieki :> Tym niemniej, ja
        też wyczuwam tu pewien fałsz, bo gdyby rzeczywistość naprawdę przedstawiała się
        tak różowo (mąż, który rozumie, kochanek, który niczego nie oczekuje, żona
        kochanka, która nie ma pretensji), to by się nawet minuty nie zastanawiała nad
        spotkaniem, więc podejrzewam jednak wyrzuty sumienia, upchnięte gdzieś po kątach
        podświadomości. Bo że może dojdzie do seksu i będzie to takie straszne? Spójrzmy
        prawdzie w oczy - przy tym wszystkim, co ich już łączy, seks nie będzie miał aż
        takiego znaczenia. Chyba że jednak państwo małżonkowie trochę się inaczej na to
        zapatrują? Ale w takim razie nie uwierzę, że z takim spokojem i rezygnacją
        przyjmowali wszystko, co się działo do tej pory. Chyba że już ich splin dopadł,
        ale na dłuższą metę to takie dość niebezpieczne jest i osobiście nie byłabym z
        siebie dumna, blada i zadowolona, gdybym doprowadziła partnera do takiego stanu ;)

        ___________________________

        Twoja matka była chomikiem.
    • ela.buu Re: kilka chwil 28.07.06, 15:02
      Witam
      Powinnac pojechac .Ja tez przyjaznie sie ze swoim męzem
      i domysllam sie ze twoj mąż to przede wszystkim twoj przyjaciel
      I dlatego akceptuje takie relacje.
      Uwazam ze lepiej jest zderzyc wyobrazenia z rzeczywistoscia
      i lepiej jest przezyc te kilka chwil niz glowic sie reszte zycia co stracilas.

    • kasienka80 Re: kilka chwil 28.07.06, 15:38
      Ja chyba nic z tego nie rozumiem...skoro maz wie, toleruje, jego zona tak samo
      i wam wszystkim jest z tym dobrze, to o co sie boisz?
      Jedz.
    • makufkowa Re: kilka chwil 28.07.06, 17:00
      Dziękuję wszystkim tym, którzy zamiast oceniać udzielili odpowiedzi, co by
      zrobili na moim miejscu. Wiem, że sytuacja jest... że tak ją nazwę nietypowa.
      Nie wiem, chyba pojdę. Mogę nigdy więcej go już nie zobaczyć i co bym nie
      zrobiła, bądź co zrobiła, to tego moge sobie nie wybaczyć. Może niepotrzebnie
      zakładałam ten wątek, oczekiwałam... nie wiem, jakiejś rady, sugestii, może
      trochę zrozumienia. Pozdrawiam wszystkich.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka