Dodaj do ulubionych

Maz ofiara losu.

16.11.06, 11:47
Moze to okreslenie jest troche za mocne, ale mysle ze dokladnie oddaje co
prezentuje soba moj mezus. Nie wiem czy to wynika z lenistwa czy wagodnictwa,
ale on sam nie jest w stanie nic zrobic. Ciagle pyta mnie co dalej jak
malutkie dziecko. Dziwi mnie to bo przeciez nie ma juz 15 lat i jakos zyl
zanim sie poznalismy. Efekt jest taki ze ciagle musze sie na niego wydzierac
zeby zrobil cokolwiek. On sie denerwuje ze ja mu rozkazuje, jednak gdy nic nie
mowie po 5 minutach zaczynaja sie patania typu: Gdzie mam zaparkowac, co mam
zjesc, co kupic, co bedziemy robic..... Jestesmy krotko po slubie a ja
zaczynam byc tym zmeczona. Nie chce doprowadzic do sytuacji zeby wszystko bylo
na mojej glowie. Wkoncu po cos ten facet jest.
Jak delikatnie zmobilizowac meza do odrobiny inwencji?
Obserwuj wątek
    • trusia29 :) 16.11.06, 12:30
      większośc (nie wszyscy) mężczyzn ma taka tendencję - wolą żeby im wszytsko
      pokazać, powiedzeć, zeby broń boże nie musieli za duzo mysleć o domowo-
      organizacyjnych sprawach. Mój małżonek ma podobne skłonności, ale staram się z
      tym walczyć, odpowiadając na jego głupie pytania żeby robil jak uważa. Do szalu
      doprowadzają mnie także pytania typu - Gdzie lezy rzecz X czy Y? choć od zawsze
      wszystko lezy w tym samym miejscu...
      Oczywiście w ważnych sprawach (kredyt, mieszkanie, samochod) wymagam od niego
      wspóldecydowania , choć i tak wiem, ze on zwykle (nie zawsze) zgadza się na
      moje wybory.
      • kachaa17 Re: :) 16.11.06, 12:55
        nieprawda, że większosć facetów tak ma. Mój tak nie ma. A byłam kiedys z
        chłopakiem, który taki był. Jest to kwestia charakteru lub relacji miedzy
        ludzmi. tzn. w relacji z kimś innym tój mąż mógłby zupełnie inaczej
        siezachowywac. moze ty jestes osoba dominującą i na poczatku wyręczałas go we
        wszytskim? Ale na tym też mozna popracowac
        • maziala Re: :) 16.11.06, 13:04
          kachaa17 napisała:

          > nieprawda, że większosć facetów tak ma. Mój tak nie ma

          ale trusia nie napisała że Twój facet tak ma, napisała, że tak ma większość i
          nawet dodała że nie wszyscy. Większość, to nie znaczy, że każdy.
          Fakt faktem większość tak ma. Faceci to takie duże dzieci. :))
        • empty-head Re: :) 16.11.06, 13:18
          To prawda ze przyzwyczail sie ze go wyreczam. Wyniklo to jednak z naszej
          sytuacji, ja jakis czas nie mialam pracy, on pracowal. Bylo dla mnie oczywistym
          ze zajmowalam sie domem, jedzeniem zakupami itp. Teraz pracuje i podzial
          obowiazkow ulegl zmianie. Pojawily sie tez pierwsze powazniejsze decyzje, zmiana
          mieszkania, samochodu i wyszlo szydlo z worka. Chce pewnego siebie partnera a tu
          mam dzidzie piernik.
          • kiecha3 Re: :) 16.11.06, 14:29
            odpowiadaj:

            nie wiem
            jak myślisz
            rób co chcesz
            a co byś chciał
            jakie ty masz zdanie na ten temat
    • agnes_plus Re: Maz ofiara losu. 16.11.06, 14:28
      Zacznij ty jego pytać - co zrobić na obiad, gdzie iść, czy wrzucić pranie do
      pralki. Jak się wkurzy, to delikatnie napomknij:
      - widzisz więc, jak ja się muszę czuć...
    • magdusinska Re: Maz ofiara losu. 16.11.06, 14:31
      Hehe a co powiesz na to.
      Małżon: Gdzie moje spodnie?
      Ja: Tam gdzie zawsze.
      Małżon: Ale gdzie zawsze?
      Ja: Tam gdzie od roku leżą.
      Małżon: Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć. I co ja mam teraz zrobić?
      Ja: A no z gołą dupą iść.

      Konsekwentnie nie mów gdzie, co, jak. Z czasem zrozumie, ale pewne głupie
      pytania będą się powtarzać. Pozostaje przywyknąć.
      • kiecha3 Re: Maz ofiara losu. 16.11.06, 14:38
        jateż tak mam... zwyklewygląda to tak

        Chłop: Niunia( już na początku mnie zmiękcza), gdzie jest moja koszulka do
        spania.
        Ja: Nie wiem(poirytowana), pewnie tam gdzie ją rano pier.doląłeś!!
        Chłop: czyli gdzie....

        agrrrrrrrr mam wtedy ochotę gryźć......
        • trusia29 Re: Maz ofiara losu. 17.11.06, 15:55
          no to u mnie zwykle tak samo, łącznie z ta "Niunią" :))))))
      • empty-head Re: Maz ofiara losu. 16.11.06, 14:46
        magdusinska z tymi spodniami to klasa sama w sobie. Powinnam pewnie tez
        zastosowac takia terapie. Probowalam ostatnio, mezulek poszedl sam na zakupy i..
        zapomnial kupic jedzenia:). Problem zaczyna sie jesli chodzi o sprawy
        powazniejsze. Jak juz pisalam chcemy sie przeprowadzic, a maz od miesiaca nie
        moze bidny zadzwonic to wlasciwiela mieszkania, ktore wynajmujemy. Jeszcze
        troche przetrzymam ale jak sie zdenerwuje... Mam przed oczami obrazek moich
        rodzicow. Ojciec na kanapie i wszystko, lacznie z naprawianiem samochodu, na
        glowie matki. Zaczynam wierzyc ze nieswiadomie powtarzamy losy rodzicow.
      • madziaq Re: Maz ofiara losu. 17.11.06, 12:10
        O, jak ja to kocham :D

        -Kochanie, a gdzie sa moje koszule???
        -W szafie
        -A gdzie w szafie?

        :-)
    • dr_kaczusia puenta babci :) 16.11.06, 14:38
      hahaha :)
      ja to juz przerabialam, ale nie odnosnie rzeczy oczywistych, ale moze nieco
      mniej... "kochanie gdzie sa reczniki?" albo "skad ja mam wziac ten obrus?"... z
      katowni nalepiej bo szlag mnie juz trafial :) poskarzylam sie babci, ze w kolko
      sie pyta i nie wie co gdzie w domu lezy, na co babcia, ze stoickim spokojem:
      "dziadek sie mnie 50 lat pytal, chociaz dokladnie wiedzial gdzie to jest" :)

      no coz... widac ten typ tak ma ;)
    • mynia_pynia Re: Maz ofiara losu. 17.11.06, 11:50
      Też takiego miałam, ale teraz mam innego ;)
      Zawsze chciałam mieć faceta, który wie, co zrobić, jest silny emocjonalnie. Ja
      jestem osoba władczą, więc jak ktoś ma słaby charakter to dominuję go, a nie
      chciałam mieć ciepłej kluchy.

      I mam, co chciałam, przez pierwsze miesiące latały noże, bo każde chciało
      rządzić, nie mogliśmy się dogadać w żadnej domowej kwestii, on próbował mnie
      ustawić ja jego. Czy nam wyszło??? Nie, dalej są śliskie tematy, ale ja nie
      wtrącam się w jego sprawy on w moje i nareszcie święty spokój ;)
    • paulek1 Re: Maz ofiara losu. 17.11.06, 15:36
      Ja mam taką żonę. Może nie zupełnie aż taką, ale ciągle czegoś szuka, bo
      zostawia rzeczy wszędzie tylko nie na swoim miejscu. Jak jej mówię, że wszystko
      powinno mieć swoje miejsce, to by nie szukała to się obraża.

      Jak mam dosyć i mówię zrób jak uważasz, tak podoba mi się, to też źle bo ją
      zbywaw i po co ona ma się pytać. Ale juz pomału przyzwyczajam się do tego
      bałaganu, a ona też trochę się stara.
      • magdusinska Re: Maz ofiara losu. 17.11.06, 18:12
        Paulek, bo Ty jednego nie rozumiesz. Taki bałaganiarz szybciej znajdzie
        konkretną rzecz w bałaganie niż jak jest na swoim miejscu. Ja przynajmniej tak
        mam. Jedyne miejsce uporządkowane to moja torebka.
        • kleo1 Re: Maz ofiara losu. 25.11.06, 10:16
          też mam to samo, jestem hmm.. lubię nieład artystyczny, mąz się wściekał, w
          końcu dał za wygraną po poważnej kłótni, a przynajmniej się nie czepia bo
          całymi dniami nas nie ma w domu to nawet nie mam kiedy ogarnąć, ale w przypadku
          gdy mam swój nieład na stole w kuchni(duży pokoj zostawiam w spokoju :P nie ma
          ten porządek) a on micoś ruszy to juz nic nie mogę znaleźć...
    • chlina1 Re: Maz ofiara losu. 17.11.06, 20:33
      empty-head napisała:

      > Moze to okreslenie jest troche za mocne, ale mysle ze dokladnie oddaje co
      > prezentuje soba moj mezus. Nie wiem czy to wynika z lenistwa czy wagodnictwa,
      > ale on sam nie jest w stanie nic zrobic. Ciagle pyta mnie co dalej jak
      > malutkie dziecko. Dziwi mnie to bo przeciez nie ma juz 15 lat i jakos zyl
      > zanim sie poznalismy. Efekt jest taki ze ciagle musze sie na niego wydzierac
      > zeby zrobil cokolwiek. On sie denerwuje ze ja mu rozkazuje, jednak gdy nic nie
      > mowie po 5 minutach zaczynaja sie patania typu: Gdzie mam zaparkowac, co mam
      > zjesc, co kupic, co bedziemy robic..... Jestesmy krotko po slubie a ja
      > zaczynam byc tym zmeczona. Nie chce doprowadzic do sytuacji zeby wszystko bylo
      > na mojej glowie. Wkoncu po cos ten facet jest.
      > Jak delikatnie zmobilizowac meza do odrobiny inwencji?należy porozmawiać z
      nim jak najprędzej i uzgodnić
    • kroplla Re: Maz ofiara losu. 23.11.06, 11:30
      trochę domorośle popsychologizuję;)
      być może mechanizmem obronnym Twojego męża jest mechanizm bierno - oporowy..
      <bierno -"gdzie to jest? co mam zrobić?"; oporowy - "nie, dziś nie zadzwonię do
      właściciela mieszkania".> Niestety nie mogę Ci powiedzieć, z czym to się może
      wiązać <być może z jego dieciństwem>, ponieważ zawodowo nie mam nic wspólnego z
      psychologią..
      Posiadam jednak w domu taki bierno - oporowy egzemplarz:) <Mój D. dowiedział się
      o tym od psychologa:) wie, na czym stoi, ale i tak bardzo często ten mechanizm
      (przerośnięty oczywiście;)) działa. W domu D. pomaga mi, a jakże! (kochany
      jest:)), ale śmieci np. wyrzuca tylko wtedy, gdy go o to poproszę. sam nie
      widzi, że z kubła się wysypuje:P
      A dziś np. miała miejsce taka sytuacja: musiałam zadzwonić w sprawie pracy <i
      rozmawiać po niemiecku, co mnie bardzo stresuje>. Zadzwoniłam o 9.15 - nikt nie
      odebrał, pomyślałam więc, że zadzwonię o 10.. o 9.30 porwałam się jednak do
      telefonu, bo stwierdziłam, że do 10 nie wytrzymam:P
      Kiedy rozmawiałam o tym z D, on powiedział: a ja bym mówił sobie: zadzwonię o
      10! a potem, o 10? pewnie kawę piją.. a potem: o 11? pewnie mają zajęcia..:PPP
      empty - head - może w głowie Twojego mżęża kłębi się to samo?;)>.
      Moja rada, to poczytać o mechanizmie bierno - oporowym, sprawdzić, czy może
      chodzić o to.. i porozmawiać. Albo jeszcze lepiej, porozmawiać z psychologiem:)

      p.s. ja sama długo nie wierzyłam w te psychologizmy wszelakie, ale wczoraj
      trochę się pościeraliśmy.. Doszłam do wniosku, że być może ta sytuacja
      odzwierciedla moje obawy pt. D. jest taki jak mój tata. taa.. czasem bawimy się
      w takie rozmowy;)
      Nie byłoby w tym nic ciekawego, ale.. po 2 godzinach rozmawiamy na zupełnie inny
      temat i nagle w potoku słow wypływającym z moich ust pojawia się: no tak, ale
      tatuś, wiesz..!!! aaaaaaaaa!!!!!:PPP
      • gehamorus Re: Maz ofiara losu. 23.11.06, 21:44
        :)))) widzę że nie tylko ja mam takiego męża i takie problemy z nim związane:))
        W domu jedna ręcznikami z obrusami a On się pyta skąd go ma wyciąnąć...czasami
        szlag mnie trafia i mam ochotę powiedzieć "a z d...." Chociaz nie powiem,i tak
        się już poprawił:)
    • carmelka77 Re: Maz ofiara losu. 23.11.06, 21:34
      Porozmawiaj z nim ze dalej tak nie moze byc. Moze ma jakies problemy a ty o nich
      nie wiesz.powodzenia
      • luana4 Re: Maz ofiara losu. 25.11.06, 08:34
        carmelka77 napisała:

        > Porozmawiaj z nim ze dalej tak nie moze byc. Moze ma jakies problemy a ty o
        nic
        > h
        > nie wiesz.powodzenia


        No nie sadze, zeby takie zachowanie wynikalo z tego, ze mezczyzna ma jakies
        problemy.
        BTW ja mam tez taka "ofiare losu" jezeli chodzi o znalezienie czegokolwiek w
        domu. Dzis rano pyta, gdzie sa te moje nowe koszule? Sa w szafie, ale wiem
        kochanie, ze szafa dla ciebie to prawdziwy labirynt, wyzsza szkola jazdy i ty
        niczego tam nie znajdziesz:)
        • qwe77 Re: Maz ofiara losu. 25.11.06, 16:49
          doskonale cie rozumię już też mial podobnie, jedynak nigdy nic w domu nie robił
          więc z porządkami domowymi to był koszmar smutne ale on nawet nie wiedziałjak
          się dokładnie żelazko trzyma, więc ja zaczęłam go wszystkiego uczyć jak małe
          dziecko oczywiście nauczył się szybko i teraz po roku czasu robi bardzo dużo
          starałam sie tak może co dwa dni dawać mu jakąś nową rzecz do zrobienia (raz
          prasował parę rzeczy nie wszysko żeby go nie zniechęcić, raz mył podłogi,
          zdejmował firanki, gotował zupę, to znowu ciasto, oczywiście ja byłam cały czas
          z nim robiłam w tym czasie coś innego,chwaliłam go za to i dzięki temu on czuł
          się strasznie ważny naprawde można to zmienić
        • qwe77 Re: Maz ofiara losu. 25.11.06, 16:52
          aha jeszcze jedno nie wydzieraj się na niego to naprawdę nic nie da ja też tak
          miałam na początku aż w końcu on mnie uświadomił że nigdy nic nie robił mama mu
          nie kazała więc robił tylko to co jemu było potrzebna, przy samochodzie,
          komupterze itp. szkoda tylko że kochana mamuśka mnie ma za taką co to się z
          choinki urwała i nic nie potrafi zrobić i do wszystkiego ma 2 lewe ręce, ale
          dzięki tym dwum lewym rękom jej syn już nie jest ofiarą losu. Wredna baba
    • empty-head Re: Maz ofiara losu. 26.11.06, 17:36
      Wiem, ze moze brakuje mi cierpliwosci. Nie moge pogodzic sie z tym ze jak ja
      cos robie to jest normalne, a jak maz sie ruszy to wielkie swieto i trzeba mu
      dziekowac, chwalic zeby sie nie zniechecil. Moglam sobie dziecko sprawic, zeby
      je uczyc zycia a maz... hmmm myslalam ze jest do czegos innego. Zreszta, kazdy
      jest inny i wiem ze niektore kobitki lubia opiekowac sie swoimi "Sierotkami
      Marysiami". Ja niestety nie z tych. No ale zycie stawia przed nami wyzwania i
      trzeba je podejmowac. Wiec, do boju!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka