Dodaj do ulubionych

przykro mi bardzo :(( co zrobic? (dlugie)

26.12.06, 23:06
Ten sam watek napisalam na forum Slub i wesele, ale zalezy mi na Waszych
opiniach. Poradzcie, prosze.

Jest mi strasznie przykro i nie wiem, jak sie mam zachowac. Sytuacja jest
bardzo skomplikowana i w sumie sama juz jestem nieobiektywna.

Po pierwsze: moj slub odbedzie sie na poczatku lutego 2007 w Ameryce
Poludniowej (co wyglada egzotycznie, ale w naszej sytuacji takie nie jest)
Zaczne od poczatku - ja mam 27 lat, moj narzeczony: 29. Znamy sie od 5 lat,
dwa lata temu przyjechalam do niego do Francji i zamieszkalismy razem. On jest
latynosem wychowanym w Paryzu.
Miedzy nami wszystko uklada sie bardzo dobrze, w ciagu dwoch lat mieszkania
razem poznalismy sie dobrze i bylibysmy zupelnie szczesliwi, gdyby nie ogromny
problem z moja rodzina.

Wczesniej moi rodzice mieli okazje spedzic z moim narzeczonym duzo czasu
(stwarzalam takie okazje za kazdym razem kiedy byl u mnie w Polsce, bo
wiedzialam, ze moga byc problemy). Poznali go wiec i zaakceptowali (nie jest
to tylko moja opinia, sami o tym mowia i powtarzaja to caly czas).
Po dwoch latach ciaglego jezdzenia zdecydowalam sie zamieszkac z nim, byla to
bardzo trudna decyzja, bo w Krakowie mialam calkiem niezla prace, przyjaciol,
dodatkowe zajecia i ogolnie sympatyczne zycie.

Moi rodzice sa bardzo tradycyjni i dogmatycznie katoliccy. Ja tez uwazam sie
za katoliczke, ale chyba bardziej otwarta na swiat. Mysle, ze slub bez
mieszkania ze soba wczesniej byl mozliwy dawno temu, kiedy znalo sie cala
rodzine narzeczonego do pieciu pokolen wstecz, a on sam mieszkal w sasiedniej
wiosce ;)
Te czasy, jak dla mnie, minely, a ja sama nie moglabym wyjechac do innego
kraju i byc zupelnie zalezna od przyszlego meza nie znajac go z codziennego
zycia. Jak dla mnie - logiczne.
Dla moich rodzicow ta decyzja to byl skandal. Jak moge mieszkac z kims bez
slubu?!?!
Przed wyjazdem rozmawialismy bardzo duzo na ten temat i mimo ze na ogol mam
dosyc choleryczny charakter, wysililam moja cierpliwosc i cala dobra wole na
jaka bylo mnie stac. Bylam dyplomatyczna i delikatna, staralam sie zrozumiec
argumenty moich rodzicow.
Oni natomiast wcale nie starali sie mnie zrozumiec. Moj ojciec jest domowym
despota i wszystkie rozmowy z nim konczyly sie jego powtarzaniem jak zdarta
plyta: "chce zebyscie najpierw wzieli slub".
Moja mama nie ma wlasnego zdania i we wszystkim slucha ojca.

Pierwsze tygodnie we Francji byly dla mnie bardzo ciezkie. Z D. od poczatku
bylo cudownie, ale moi przyjaciele sa daleko, nie znalam wtedy jezyka,
zrezygnowalam z satysfakcjonujacej pracy, a na dodatek moj ojciec dzwonil do
mnie i nie chcial rozmawiac o niczym innym, tylko powtarzal: "kiedy wezmiecie
slub?".
W koncu kiedy mialam troche gorszy dzien nie moglam sie kontrolowac i
powiedzialam dosyc ostro, ze mam dosc jego podejscia i ze jest to wylacznie
nasza decyzja. On na to, ze w takim razie mam wiecej nie pokazywac sie w domu
rodzinnym. I od tego czasu nie odzywa sie do mnie w ogole.
Probowalam nawiazac kontakt, ale na maile nie odpowiada, jesli on odbierze
telefon, to sie rozlacza, a jesli mama ze mna rozmawia, to musi konczyc kiedy
on wchodzi do domu.

Z tym sie juz w sumie pogodzilam. Przykre to, ale mam swoje zycie, a za
problemy emocjonalne mojego ojca nie odpowiadam.

Problem jest taki: nasz slub zorganizowalismy w ameryce i cala moja rodzina
teraz uwaza, ze ich odrzucam, ze jestem egoistka itd itp...
Ja tlumacze, ze po prostu poszlismy tam, gdzie nas chcieli...

Na slub przyjezdza moja kuzynka z chlopakiem (ciesze sie niesamowicie) i moja
przyjaciolka. Moja mama miala przyjechac, ale tydzien temu powiedziala mi, ze
w koncu podjela decyzje, ze nie przyjedzie.

Jest mi strasznie przykro. Strasznie...
Wiem, ze to daleko i ze drogo, ale zaproponowalam mojej mamie kupno biletu,
wiec nie chodzi o pieniadze. Poza tym moja rodzina nie narzeka na braki
finansowe, a o naszych planach wiedzieli od ponad roku, wiec mieli czas na
zorganizowanie podrozy.
Dodatkowo, okolo rok temu moja siostra wziela slub polaczony z tradycyjnym
polskim weselem, ktory zorganizowali w 100% nasi rodzice. Kosz biletu na nasz
slub nie jest nawet 1/4 ceny tamtego wesela, a na miejscu maja juz wszystko
zapewnione (za wiekszosc rzeczy placimy my, z pomoca rodzicow D.)
Przez to tez czuje, ze to niesprawiedliwe i ze moi rodzice zachowuja sie okropnie.

Opisuje ta historie, bo chcialabym, zebyscie powiedzialy mi, co o tym
sadzicie. Ja nie jestem obiektywna, a naprawde chce wiedziec co zrobilam zle.
Teraz zostaje jeszcze miesiac do wesela i nie wiem... moze powinnam zadzwonic
do rodzicow (wiem, ze jesli by chcieli, mogliby jeszcze przyjechac)?
Jestem zagubiona w tym wszystkim i czuje sie beznadziejnie.
Co o tym myslicie?
Obserwuj wątek
    • anula36 Re: przykro mi bardzo :(( co zrobic? (dlugie) 26.12.06, 23:29
      Podjelas decyzje o samodzielnym zyciu i ponosisz tego konsekwencje.Gdybys grzecznie siedziala do dzis w domu pewnie dalej bylabys ukochana coreczka, tak jak siostra.
      sytuacja jest klarowna - wyrwalas sie z pod dominacji ojca, ktory jak sama piszesz nie zaakceptowal tej decyzji. Nie dziwie sie matce ze woli nie przyjezdzac na slub- z wami bedzie pare dni - z ojcem kolejne kilkanascie lat wypominania jak mogla cos zrobic przeciw niemu.
      Jedyne co mi sie nie podoba w twojej postawie to przeliczanie pieniedzy rodzicow - to ich pieniadze i moga je wydac na co zechca.Rownei dobrze przegrac w kasynie, jak kupic bilet na samolot.
      • anula36 Re: przykro mi bardzo :(( co zrobic? (dlugie) 26.12.06, 23:33
        acha - co zrobic. Mysle ze jedyne co poprawiloby stosunki z ojcem to przyjazd z narzeczonym do domu, gorace przeprosiny, pokajanie sie, zapewnienie ze slub koscielny odbedzie sie na dniach i prosba o blogoslawienstwo. Inaczej tego nei widze skoro telefon odklada, a na maile nie odpowiada.
        • przyszla_mezatka Re: przykro mi bardzo :(( co zrobic? (dlugie) 27.12.06, 10:16
          Anula36, troche ostro piszesz o przeliczaniu pieniedzy, ale oczywiscie, masz
          racje. Jestem dorosla, utrzymujemy sie razem z D. i nikogo nie prosimy o pomoc.
          Chcialam tylko pokazac, ze finanse nie sa problemem dla moich rodzicow, jesli
          chodzi o przyjazd (zaproponowalismy im zreszta kupno biletow, w razie gdyby
          jednak byl problem, odmowili).

          Ale jesli chodzi o wesele mojej siostry i przyjazd na moje - pozostaje mi caly
          czas jakis taki niesmak. Moi rodzice wlozyli bardzo duzo wysilku
          (organizacyjnego, ale i finansowego) w jej wesele i chwala im za to. Dla mnie
          nie chca tego wysilku zrobic, chociaz nie prosze o duzo, tylko o to, zeby
          chociaz moja mama byla na moim slubie. Czy to takie dziwne?


          Nie zamierzam jechac do Polski i uskuteczniach goracych przeprosin, bo jak
          piszesz (a ja sie z tym zgadzam) - jestem dorosla, podjelam wlasne decyzje i
          ponosze ich konsekwencje i niczego nie zaluje. Uwazam, ze zrobilam wszystko,
          zeby sytuacja w mojej najblizszej rodzinie byla pozytywna, tylko ze dwie strony
          musza tego chciec. Ze strony moich rodzicow tej checi brak.
          Zawsze wydawalo mi sie, ze zycie jest ciekawe, bo ludzie sa rozni. Ja roznie sie
          od moich rodzicow pogladami na zwiazek, co oznacza, ze jestem wykleta i skazana
          na banicje ;)
          I tylko o to mi chodzi, ze mimo roznic chcialabym miec normalne kontakty z
          rodzicami i chcialabym zeby byli na moim slubie. Nic wiecej.
          Czy to sa zbyt duze wymagania?
          • anula36 Re: przykro mi bardzo :(( co zrobic? (dlugie) 27.12.06, 13:11
            to sa normalne wymagania. tylko zeby stosunki rodzice dzieci byly dobre albo chociaz poprawne musza tego chciec OBIE strony. Twoim rodzaicom dobrej woli zabraklo.
            Z tymi przeprosinami chodzilo mi o to ze gdybys przyznala ojcu racje i sie pokajala oraz przyznala sie do bledu jego autorytet zostalby nienaruszony i moglby wybaczyc bladzacej owieczce rodzinnej, bez utraty " twarzy". A tak kazde z was okopalo sie na swoich pozycjach- i kazde uwaza ze robi dobrze, ojciec ze cie wyklal z rodiny, ty ze poszlas swoja droga.
            Siotra podejrzewam poszla po linii wytyczonej przez rodzicow - wiec byla ta " dobra " corka, ktora zasluzyla na nagrode.
            jest jeszcze szansa ze czas badz wnuk troche top wszystko naprostuje.
            • przyszla_mezatka Re: przykro mi bardzo :(( co zrobic? (dlugie) 27.12.06, 14:42

              Wiem, ze nie jestem obiektywna, bo jestem w samym srodku tej sytuacji, wiec
              dlatego cenie bardzo opinie "z zewnatrz". Dziekuje wiec za szczere slowa :)

              Ja jestem okopana na moich pozycjach, ojciec tez, to fakt. Staralam sie dac
              szanse mojemu ojcu na zachowanie twarzy i "pierwszy krok" zrobilam juz tyle
              razy, ze mam dosc. Nikt nie patrzy na moja godnosc i na to, ze takie zebranie o
              to, zeby przyjechali na moj slub jest troche przeciwko niej.

              Rzeczywiscie, moja siostra jest "dobra coreczka", bo konsultuje wszystkie swoje
              decyzje z rodzicami, pamietam tylko jak przed jej weselem rodzice decydowali za
              nia, a ona plakala rozmawiajac ze mna przez telefon, ze nie pozwalaja jej sie
              wtracac do organizacji wlasnego wesela. Teraz za to popiera ich na calej linii i
              jest przeciwko mnie.

              • arwen8 Re: przykro mi bardzo :(( co zrobic? (dlugie) 27.12.06, 18:11
                przyszla_mezatka napisała:

                > Rzeczywiscie, moja siostra jest "dobra coreczka", bo konsultuje wszystkie
                > swoje decyzje z rodzicami

                Twoja siostra jest po prostu UZALEŻNIONĄ córeczką i dlatego jest tak
                bardzo "ceniona" przez rodziców. Ty uniezależniłaś się, podejmujesz samodzielne
                decyzje, które są dobre dla Ciebie, i dlatego ponosisz skutki takiej wolności.
                Zawsze możesz zaniedbać swoje szczęście i przyczołgać się na kolanach z
                przeprosinami, tylko CZY WARTO? Twoi rodzice szantażują Ciebie, chcą upokorzyć
                za wszelką cenę. Jeśli na to się zgodzisz, bedą w ten sposób traktować Ciebie
                do końca życia. Czy tego chcesz? Być może ślub bez ich obecności będzie o wiele
                lepszym rozwiązaniem niż oglądanie ich posępnych twarzy w najszczęśliwszym dla
                Ciebie dniu czy wysłuchiwanie ich narzekań? Jeśli nie zależy im na Twoim
                szczęściu, jeśli nie potrafią okazać Ci żadnego szacunku, jeśli ciągle tylko
                domagają się ślepego posłuszeństwa, to może nadeszła już najwyższa pora
                przestać żebrać o ich miłość i akceptację?
                • przyszla_mezatka Re: przykro mi bardzo :(( co zrobic? (dlugie) 27.12.06, 18:41
                  Arwen, daje do myslenia to co piszesz.

                  To jest bardzo ciezkie, kiedy uswiadamiam sobie, jak toksyczni sa moi rodzice.
    • czekolada_orzechowa odetnij w końcu pępowinę 26.12.06, 23:47
      skoro jesteś na tyle dorosła, zeby wyjsć za mąż, to nie musisz się przejmować
      głupimi fochami tatuśka.A to, jak zastraszył twoją matkę, najgorzej o nim
      świadczy.
      --
      Trzy resorty dla Ligi, co ich Roman wiedzie, Siedem dla Samoobrony, z Andrzejem
      na przedzie, Dziewięć dla PiSu, pod wodzą Kaczora, Jeden dla władcy - Ojca
      Dyrektora
      • przyszla_mezatka Re: odetnij w końcu pępowinę 27.12.06, 11:28
        Czekolada, masz racje. Pepowine trzeba uciac bez litosci ;)

        Slub jest taka okazja, gdzie jednak czuje sie troche bardziej wiezy rodzinne i
        po prostu chcialabym, zeby rodzice mi towarzyszyli w waznym momencie, tak jakby
        "ponad podzialami".
        Mysle, ze jesli rzeczywiscie nie przyjada, to bedzie zerwanie nie tylko
        pepowiny, ale tez jakichkolwiek relacji. Tak sie czuje w tym momencie.
        • arwen8 Re: odetnij w końcu pępowinę 27.12.06, 18:26
          przyszla_mezatka napisała:

          > Slub jest taka okazja, gdzie jednak czuje sie troche bardziej wiezy rodzinne i
          > po prostu chcialabym, zeby rodzice mi towarzyszyli w waznym momencie

          To jest zrozumiałe. Ale Twoi rodzice wyraźnie i niejednokrotnie dali Ci do
          zrozumienia gdzie mają Twój "ważny moment" i w ogóle Ciebie. Poprzez milczenie
          (ojciec) stosują zwykły szantaż emocjonalny, czekają, aż zaczniesz ich błagać,
          przepraszać, prosić. Wtedy będą triumfować, że udało im się ustawić Ciebie tam,
          gdzie Twoje miejsce - na pozycji małego, wystraszonego i totalnie uzależnionego
          od nich dziecka. Czy tego naprawdę chcesz?
          • przyszla_mezatka Re: odetnij w końcu pępowinę 27.12.06, 18:40
            To jest bardzo bolesne, ale niesamowicie prawdziwe.
            Nie chce "zebrac" o to, zeby przyjechali, zreszta nawet zwykle proszenie moze
            byc zdradliwe...
            Wyobrazam sobie taki przyklad, zalozmy, ze uwielbiam dostawac kwiaty i moj maz
            wie o tym, zbliza sie jakas specjalna okazja, a ja juz wiele tygodni wczesniej
            zaczynam blagac o to, zeby kupil mi bukiet, prosze i prosze, on nie chce, ale w
            koncu daje sie przekonac i mowi: "no dobra, jak juz ci tak strasznie zalezy to
            kupie ci te badyle".
            Cos takiego dzieje sie wlasnie z moimi rodzicami, jak ich tak bede prosic, to
            moze sie w koncu zgodza, ale to bedzie nieszczere, takie "wyzebrane" :(
            Nie chce czegos takiego.

            • arwen8 Re: odetnij w końcu pępowinę 27.12.06, 19:21
              przyszla_mezatka napisała:

              > Cos takiego dzieje sie wlasnie z moimi rodzicami, jak ich tak bede prosic, to
              > moze sie w koncu zgodza, ale to bedzie nieszczere, takie "wyzebrane" :(
              > Nie chce czegos takiego.

              Dokładnie! Tym bardziej, że oni (ojciec) właśnie czekają i liczą na takie
              żebranie. Wtedy poczują się silniejsi od Ciebie, dowartościowani. Poczują, że
              znów mają nad Tobą władzę i kontrolę. Zwyciężą, a Ty będziesz się czuła źle.
              Twoja intuicja dobrze Ci podpowiada.

              Nie bój się tego, że jest Ci przykro z powodu takiego traktowania przez
              rodziców. Masz prawo do takich uczuć. Mas zprawo być wściekła na nich. Masz
              prawo czuć się zraniona i zawiedziona. Wszak rodzice pokazali Ci, że
              najważniejszy dla Ciebie dzień jest dla nich nic nie wart. Twoje poglądy i
              Twoje szczęście są nic nie warte. Rodzice też mają prawo czuć się źle z powodu
              Twojej decyzji. ALE... I tu się mocno róźnicie. TY zrobiłaś ze swojej strony
              WSZYSTKO, co mogłaś, próbowałaś na ten temat rozmawiać, proponowałaś różnego
              rodzaju rozwiązania, etc. ONI, a szczególnie ojciec, nie zrobili ze swojej
              strony NIC, żeby tę sytuację wyjaśnić i znaleźć rozwiązanie. Twój ojciec
              szantażuje Ciebie swoim milczeniem. Czy tak zachowuje się dorosły, świadomy
              człowiek, któremu zależy na utrzymywaniu DOJRZAŁYCH kontaktów z córką?

              Skoro Twój ojciec nie chce nawet przez telefon rozmawiać z Tobą, to możesz
              jedynie napisać do niego list (jeszcze masz czas przed ślubem). Możesz mu dać
              do zrozumienia jak bardzo przykro Ci jest z powodu takiego jego zachowania.
              Możesz wyraźnie powiedzieć mu, że szantażując Ciebie milczeniem NIC nie zyska,
              wręcz przeciwnie. Nie błagaj i nie pomniejszaj sieb ie jeszcze bardziej, ale
              powiedz o swoim uczuciu przykrości. Masz do tego pełne prawo.
              • przyszla_mezatka Re: odetnij w końcu pępowinę 27.12.06, 20:26
                Dzieki Arwen za odpowiedz :)

                Wiem, ze mam prawo do tego, co czuje, ale jedna sprawa mnie meczy: caly czas nie
                wiem, czy zrobilam wszystko co moglam. Oczywiscie, z moimi rodzicami uczucie, ze
                nie jestem wystarczajaco dobra towarzyszylo mi caly czas, a teraz jest tylko
                kolejny przyklad.
                Zawsze mozna zrobic wiecej, ale wydaje mi sie, ze gdybym robila cos jeszcze, to
                juz byloby proszenie ponad miare.

                Zastanowie sie nad napisaniem listu... Troche sie tego boje, bo jest to znowu
                pierwszy krok z mojej strony i niestety, moze byc potraktowany jako
                przepraszanie z mojej strony. Zastanowie sie nad tym.
                • arwen8 Re: odetnij w końcu pępowinę 27.12.06, 20:46
                  przyszla_mezatka napisała:

                  > Wiem, ze mam prawo do tego, co czuje, ale jedna sprawa mnie meczy: caly czas
                  > nie wiem, czy zrobilam wszystko co moglam.

                  Masz rację, jednej rzeczy nie zrobiłaś jeszcze - nie przyczołgałaś się z
                  przeprosinami do ojca. Mogłabyś to zrobić tylko i wyłącznie wbrew sobie, wbrew
                  swoim przekonaniom, pozbywając się wszelkiego do siebie szacunku. Po co?

                  Nie możesz całej odpowiedzialności za zaistniałą sytuację brać na siebie.
                  Obydwie strony muszą CHCIEĆ znaleźć rozwiązanie. TY dzwoniłaś, rozmawiałaś,
                  proponowałaś. A co zrobili ONI? Jakie były konstruktywne propozycje z ICH
                  strony? Zrobiłaś wszystko co mogłaś, co było zgodne z Twoim sumieniem i
                  przekonaniami. Jesteś w porządku wobec siebie i wobec rodziców.

                  > Zastanowie sie nad napisaniem listu... Troche sie tego boje, bo jest to znowu
                  > pierwszy krok z mojej strony i niestety, moze byc potraktowany jako
                  > przepraszanie z mojej strony. Zastanowie sie nad tym.

                  To tylko taka sugestia. Jedna z wielu możliwych. Chodzi właśnie o to, by nie
                  pisać tego w postaci "przeprosin" (lub czegoś, co w ten sposób może być
                  odczytane). Chodzi o niedefensywną postawe i wyraźne danie do zrozumienia, że
                  manipulacjami i szantażem rodzice niczego nie osiągną.

    • caysee Re: przykro mi bardzo :(( co zrobic? (dlugie) 27.12.06, 09:00
      Zyjesz wlasnym zyciem i masz do tego pelne prawo. Jest was dwoje i logicznym
      jest, ze slub musial sie GDZIES odbyc, albo u ciebie albo u niego, wiec fochy o
      to, ze akurat u niego to dziecinada. Mysle, ze moglibyscie zdecydowac sie na
      wyjscie posrednie - cywilny tu, koscielny tam, ale podejrzewam, ze teraz na to
      za pozno. Zreszta wczesniej chyba nie podejrzewaliscie takiego obrotu sprawy...
      • przyszla_mezatka Re: przykro mi bardzo :(( co zrobic? (dlugie) 27.12.06, 10:23
        Fochy ojca byly od poczatku i kiedy myslelismy o tym, gdzie zorganizowac slub,
        wybralismy kraj narzeczonego, z dwoch powodow: bo i tak tam chcielismy jechac na
        wakacje i razem z jego rodzicami wpadlismy na pomysl, ze moze by to polaczyc ze
        slubem, po drugie dlatego, ze poszlismy tam gdzie nas chcieli. Ze strony D.
        nigdy nie spotkalo nas nic nieprzyjemnego - szczere i czasem trudne rozmowy
        owszem, ale nie obrazanie sie, pretensje i inne dziwactwa.

        Slub cywilny juz sie odbyl, na poczatku listopada w Paryzu. Tutaj mieszkamy i
        byloby duzo trudniej zorganizowac to w Polsce bez czyjejs pomocy, a ja naprawde
        nie wiem, czy moge liczyc na pomoc mojej rodziny. W tym czasie moja mama byla
        prawie pewna, ze przyjedzie na slub koscielny, wiec nie przeszkadzalo mi to, ze
        jej nie bedzie na cywilnym. Dopiero przed swietami podjela ostateczna decyzje,
        ze nie jedzie :(
        • mgla_jedwabna Re: przykro mi bardzo :(( co zrobic? (dlugie) 27.12.06, 23:11
          W tym, co piszesz, pobrzmiewa odrobina zazdrosci wobec siostry- ze dla niej sie
          postarali, a dla ciebie to y sie starasz a oni nawet zaakceptowac nie racza.
          Ale tak naprawde to ty jestes w najlepszej sytuacji:
          - czy chcialabys, tak, jak twoja siostra, miec wszystko po cudzej mysli
          zorganizowane? Zobacz, jaka ona jest uzalezniona- juz nigdy nie bedzie mogla
          sie sprzeciwic itp., bo przeciez rodzice maja na nia "argument"- mysmy ci
          wesele zrobili, mysmy ci tyle dali... Ona bedzie taka dziewczyna, ktora np. dba
          o zeby dziecka a babcia je karmi slodyczami- a ona nie moze podskoczyc.
          - twoja mama ma jeszcze gorzej. Uwazam, ze to patologiczna sytuacja, ze ona
          nawet z wlasna corka przez telefon nie moze porozmawiac i odklada sluchawke,
          jak wchodzi ojciec. Z wlasna corka! Wyobraz sobie, ze twoj maz zabrania ci
          rozmow z dzieckiem...

          a teraz uwaga, zaboli: twoja mama najprawdopodobniej chce przyjechac na twoj
          slub i to bardzo. Tylko ojcu sie to nie podoba, wiec oczekuje ze cala rodzina
          dostosuje sie do jego widzimisie.
          Sprobuj ponamawiac sama mame, moze przyjedzie, moze jeszcze nie jest za pozno.
          Jesli chodzi o ojca, to ciesz sie, ze go nie bedzie, bo niewykluczone, ze
          zepsulby ci caly ten piekny dzien. O cos takiego nietrudno nawet przy dobrej
          woli (przy slubach osob wychowanych w 2 roznych kulturach, roznicach jezykowych
          itd), a tej mu chyba brakuje.
          i to wszystko katolicy p.....cy o milosci blizniego...
    • aanista81 Re: przykro mi bardzo :(( co zrobic? (dlugie) 27.12.06, 12:12
      Wyslalam ci maila na gazetowy, odpisz
    • anya.po.prostu Re: przykro mi bardzo :(( co zrobic? (dlugie) 27.12.06, 23:24
      Przykro mi o pisać, ale zawsze bardzo trudno mi zrozmieć jak rodzice mogą
      sprawiać taką przykrość swojemu dziecku, tak się zacietrzewiać, wykląć z
      rodziny itp w imię jakiś idei czy zasad religijnych.
      Zawsze wydawało mi się, że miłość rodzicielska jest tak silna i bezwarunkowa,
      że jakieś kościelne zasady nie są w stanie jej złamać.
      Nie pojmuję, że dla Twojego ojca zamieszkanie z facetem jest tak straszną
      zbrodnią, że jest gotów się do Ciebie nie odzywać.
      Nie pojmuję takiego katolicyzmu, gdzie nie ma miejsca na przebaczenie.
      Przebaczenie własnemu dziecku.
      Ale wiem, że niestety są tacy ludzie.

      Piszę to wszystko po to, aby Cię zapewnić, że to nie jest kwestia Twojego
      obiektywizmu lub nie. Twój ojciec zdecydował, że jego racje, jego poglądy i
      przekonania są ważniejsze od Twojego życia, Twoich decyzji, Twojego szczęścia.
      Nawet od rozmowy z Tobą.

      Co możesz jeszcze zrobić? Nie wiem, nie wiem ile można żebrać i błagać. I czy
      nawet jak już wyżebrasz to czy będziesz się umiała cieszyć z tego, nawet jeśli
      przyjadą. Ja wiem, że napewno nie potrafiłabym w nieskończoność przepraszać i
      zabiegać o akceptację moich decyzji.
      Myślę, że w naszym dorastaniu dochodzimy do momentu kiedy opinia rodziców ma
      coraz mniejszy wpływ na nasze decyzje i ich aceptacja coraz mniejsze znaczenie.

      Ja też mam bardzo dominującą mamę i ona też bardzo różnymi metodami próbowała
      wywrzeć na mnie presję w różnych kwestiach. Ale im byłam starsza i bardziej
      pewna swoich decyzji tym mniej ta presja na mnie działała i im mniej przykrości
      sprawiała mi dezaprobata mojej mamy. Z czasem moja mama zorientowała się i
      pogodziła z tym, że jej szantaż emocjonalny po prostu na mnie nie działa i sama
      z siebie go zaprzestała. Jak sama stwierdziła szkoda jej już "strzępić języka
      na mnie" bo ja i tak zrobię po swojemu.
      Nie ukrywam, że musiałam wyjechać z kraju by to było możliwe i tę pępowinę
      przeciąć.

      Jednej mądrej rzeczy się nauczyłam. Musiałam zrozumieć, że ja swojej mamy nie
      zmienię. Tak samo jak Ty nie zmienisz swojego taty. Nie jesteś w stanie sprawić
      aby on myślał i czuł inaczej i aby zaakceptował coś, co dla niego jest nie do
      zaakceptowania.
      Jedyne co możesz zrobić to zmienić siebie, swoje relacje z nim. Wtedy on
      również będzie musiał się zmienić i dostosować do nowej sytuacji, nowej
      relacji, nowej Ciebie.
      Proszenie, przepraszanie, zabieganie wydaje mi się mało skuteczną metodą.
      Wydaje mi się, że konsekwencja i pewność w swoich decyzjach pokaże ojcu, że
      wiesz czego chcesz i on niestety musi się z tym pogodzić.
      Ale może być też tak, że się nie pogodzi i zadecyduje że nigdy Ci nie wybaczy
      Twego "strasznego grzechu".
      Wtedy Ty możesz albo się tym zadręczać i do końca życia błagać ojca o
      wybaczenie. Albo się z tym pogodzić, co oczywiście nie będzie proste.

      Myślę, że najważniejsze w tym wszystkim jest Twoje własne poczucie. Pewność w
      Tobie samej, że nie zrobiłaś nic złego. Że nie zrobiłaś nic na tyle strasznego
      aby zasłużyć na wyklęcie z rodziny.
      I to chyba jest najtrudniejsze, bo w dzieciach zawsze niesamowicie silna jest
      wiara i potrzeba wierzenia, że ich rodzice są dobrzy, kochani. I w imię tej
      potrzeby bardzo często dzieci biorą na siebie odpowiedzialność za błędy
      rodziców.
      Rozgrzeszają rodziców, biorą winę na siebie, bo łatwiej im żyć ze świadomością,
      że to one są złe i winne zaistniałej sytuacji, niż że to rodzice nie kochają
      ich bezwarunkowo i że to rodzice popełnili błąd.

      Coś co ja zrobiłabym napewno na Twoim miejscu to napisałabym list do ojca.
      Właśnie po to aby tę odpowiedzialność przywrócić. Wytłumaczyłabym mu jak bardzo
      mnie zranił. Że nie potrafi zaufać i zaakceptować moich decyzji. Że nie potrafi
      pozwolić mi na życie moim życiem, cieszenie się moim szczęściem. Że na
      pierwszym miejscu postawił swoje zasady religijne i nie chce uszanować moich
      zasad. Że wreszcie nawet jeśli uważa to co zrobiłam za śmietrelny grzech to nie
      potrafi tego grzechu przebaczyć i pozwolić mi żyć z własnym sumieniem.

      List w tej sytuacji ma wiele zalet. Ojciec nie będzie mógł po prostu rzucić
      słuchawką. Najprawdopodobniej nie wyrzuci go wprost do śmieci tylko przeczyta
      przynajmniej raz. A słowo pisane ma większą moc niż mówione.
      Samo pisanie listu pomoże Ci uporządkować swoje własne emocje. Ułożyć wszystko
      tak jak chcesz i powiedzieć to co najważniejsze, a nie to co akurat wmknie się
      w gorączce kłótni.

      Nie zazdroszczę sytuacji. Ale jedno mogę powiedzieć ze swojego doświadczenia.
      Gdy jesteśmy dziećmi rodzice mają nieograniczony wpływ na nasze życie.
      Gdy jesteśmy dorośli możemy świadomie zadecydować jaki ten wpływ będzie. Co
      więcej, my też mamy wpływ na życie naszych rodziców i na wzajemne relacje.
      Życzę powodzenia.
    • przyszla_mezatka Re: przykro mi bardzo :(( co zrobic? (dlugie) 28.12.06, 20:37
      Dziewczyny, sytuacja sie rozwija calkiem pozytywnie. ;)

      Pomyslalam, ze Wam opowiem, moze jeszcze ktos czyta ten watek.

      Wczoraj zadzwonila do mnie moja mama. Ja omijalam temat slubu, bo nie chce mi
      sie juz wiecej prosic zeby przyjechali, ale to ona zaczela temat. Zadowolonym
      tonem powiedziala, ze na pewno bede sie swietnie bawic.
      Ja na to, ze chyba wcale nie tak swietnie, bo nie bedzie ze mna mojej
      najblizszej rodziny. Oczywiscie, moja mama zdziwiona, ze nie jestem szczesliwa
      (ona myslala, ze jak oglosi mi swoja decyzje, to problem sie skonczy, bo dla
      niej najtrudniejsze bylo to, jak mi powiedziec, ze nie przyjezdza).
      No i porozmawialysmy sobie bardzo szczerze, ale spokojnie (tzn. ja nie moglam
      powstrzymac lez, no ale ogolnie bylam dosyc spokojna).
      Rozmowa skonczyla sie tak, ze moja mama stwierdzila, ze nie licze sie z jej
      uczuciami, ze jak to mozliwe ze nie rozumiem...

      A dzisiaj: niespodzianka. Sms od mamy: Przyjezdzam na slub.
      Zadzwonila pozniej i powiedziala, ze przemyslala jeszcze raz sprawe i kupila
      bilet! Ja bylam w szoku, ale cale to napiecie z naszych poprzednich rozmow
      gdzies zniknelo. Slychac bylo, ze mama tez sie cieszy.

      Oczywiscie ojciec nie przyjezdza, moja siostra tez nie, ale obojetne,
      przynajmniej mama bedzie mi towarzyszyc. :))))
      • monia816 Re: przykro mi bardzo :(( co zrobic? (dlugie) 02.01.07, 09:10
        Super, śledziłam Twój Wątek i trzymałam kciuki. Cieszę sie, że twoja mama
        zdecydowała sie przyjechać na slub. Dla córki to bardzo wżne by miec poparcie
        matki. Ona Ci pokazała, ze jestes dla niej bardzo ważna. Nawet naraziła swoje
        relacje z mężem. Życze ci wspaniałego ślubu i duzo szczęścia w życiu!!!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka