Dodaj do ulubionych

happy end:-)

25.03.07, 08:43
Już nie mogę.
Autor: puch_marny1
Data: 02.09.06, 20:38


zarchiwizowany
Witam,
Nie wiem czy jestem młodziutką mężatką, czy może ciut starszą. Małżeństwem
jesteśmy od 3 lat. Porzuciłam dla niego rodzinne strony, zamieszkaliśmy razem
w Warszawie(on pochodzi z Olsztyna ja z "dalekich" Mazur). Urodził nam się
syn. Wszystko było w miarę OK. Mąż to cudowny, pracowity ciepły człowiek,
dobry i czuły ojciec. Od 5 lat kocham go niezmiennie, a on mnie, wiem to. We
środę stracił pracę. Zarabiał sporo i mimo, iż ja też pracuję to na jego
barkach głównie spoczywał obowiązek zapewnienia bytu rodzinie. Zostaliśmy z
kilkoma kredytami w wynajętym mieszkaniu z trzymiesięczną odprawą. Padł ofiarą
wyścigu szczurów i swojego profesjonalizmu ("wygryźli" go jego słabsi w
zawodzie i mniej doświadczeni "przyjaciele" bojący się po zmianie zarządu o
swoje stołki). Zadzwoniłam do mamy w piątek. Już nie płakałam. Schowałam się w
pracy w toalecie, żeby nikt nie słyszał rozmowy. Przeraziła się, ale prosiła
abym zaufała mężowi, bo jest odpowiedzialny, pracowity i bardzo zaradny i nie
da nam zginąć. Zaufałam. W Warszawie doświadczyłam masę różnych rzeczy i
dobrych i złych. Nie mogę już tu być. Od paru miesięcy zabija mnie tęsknota za
rodzinnymi stronami. Za ludźmi...jakże innymi od tych tutaj. Myślę o
spakowaniu kilku rzeczy swoich i dziecka i ucieczce. To myślnie donikąd nie
prowadzi. Marzę nie o pieniądzach, mężczyznach, ciuchach, karierze i innych
pierdołach, wszystko to już miałam. Teraz pragnę wychowywać dziecko w małym
domku z widokiem na jezioro i las. Pragnę aby mąż uciekł stąd ze mną, ale nie
ucieknie, programistów na Mazurach nie potrzeba... Uśmiecham się do niego,
promienieję, gdy mówi mi o kolejnych prywatnych zleceniach, które pozwolą nam
przetrwać zanim nie znajdzie nowej posady, a w środku krzyczę, łkam i jestem
maleńką przerażoną dziewczynką. Nie pokażę mu swojego lęku, on też mi go nie
pokazuje... nie straszymy się nawzajem z miłości... udając, że jest dobrze a
będzie lepiej. Ta utrata pracy to może jakiś znak... Może w końcu czas
powrócić do miejsc i ludzi, których tak strasznie mi brak. Nie oczekuję porad.
Wyżaliłam się, żeby przetrzymać do środy kiedy przyjedzie moja mama i wypłaczę
się jej w ramionach. Jestem rozdarta i chyba nieszczęśliwa. A mogłam wyjść za
jakiegoś miejscowego mechanika, zamiast szukać wielkiej miłości gdzieś w
świecie...
Pozdrawiam


Obserwuj wątek
    • puch_marny1 Re: happy end:-) 25.03.07, 08:53
      Tak było prawie 7 m-cy temu.
      Nie potrafię podnieść wątku z archiwum, dlatego skopiowałam posta, aby po raz
      kolejny nie pisać tego samego.
      Dziękuję za ciepłe słowa, które tu wówczas padły:-)
      Od prawie 7 m-cy mąż jest "na swoim". Nie wierzyłam, że się uda, ale cały czas
      wspierałam go nie mówiąc mu o moich obawach, nie chcąc podcinać mu skrzydeł.
      Jestem szczęśliwa, że mimo bardzo trudnych chwil ani razu nie wybuchła awantura
      o kasę. Ten trudny czas niesamowicie nas zbliżył do siebie, nie wiedziałam, że
      mogę być, aż tak silna, że mogę stanowić Jego opokę i wsparcie. A on nakręcany
      moją wiarą w niego (choć była b.krucha) pracował, pracował, pracował... Po 3
      m-cach prób i błędów, szukania i gubienia klientów coś zaskoczyło. Pierwsze,
      drugie, kolejne zlecenie, w końcu pierwszy stały klient. Dziś jest ich kilku.
      Mąż zaczyna zastanawiać się nad zatrudnieniem grafika, bo coraz trudniej
      dotrzymać mu terminów... I jest taki dumny i pewny siebie:-)))) Wizja kupna
      wymarzonej ziemi pod budowę domu staje się coraz bliższa. Już wiem, że nie można
      uciekać od życia, pewnie nie raz jeszcze będą gorsze dni, ale bogatsi o
      doświadczenia sprzed pół roku ze wszystkim damy radę!
      Pozdrawiam
      • lenchen Re: happy end:-) 25.03.07, 08:58
        Gratuluję wiary, siły, odporności psychicznej oraz udanego i kochającego się
        małżeństwa.
        Tak trzymać!
    • iskierka2929 Re: happy end:-) 25.03.07, 09:01
      Puchu marny , wiesz czemu poranne słońce jest zawsze takie piękne ? Bo wstaje po
      nocy ,a każda noc jest obietnicą poranka .Słońce w waszych oczach i ciepło
      waszych rąk i serc skruszy lody i ogrzeje zimne wiatry prozy życia .
      Pozdrawiam cię bardzo gorąąąco .
      • puch_marny1 Re: happy end:-) 25.03.07, 09:17
        Dziękuję za ciepłe słowa, jak zwykle można na Was liczyć:-)
        pozdrawiam
        • aniatko Re: happy end:-) 25.03.07, 13:39
          Gratulacje :) Ten post to piękna miłość i dużo wiary... :) Mam nadzieję, że
          Wasze marzenia będą się spełniać :) A to że mąż się nie załamał i Ty też nie
          świadczy o tym, że oboje macie dużo siły...a tacy ludzie naprawdę wygrywają.
          Trzymam kciuki :)
    • ewelita Re: happy end:-) 27.03.07, 10:33
      Łzy napłynęly mi do oczu, gdy to czytałam.... Gratuluję ci odwagi i
      wytrwałości. Jesteście wspaniali. Gratuluję, że wytrzymaliście gorszy czs i
      trzymam za was kciuki.
      Będzie dobrze!!
      Pozdrawiam
    • grubaska20 Re: happy end:-) 27.03.07, 11:13
      pięknie!:) gratuluję i pozdrawiam:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka