ula_1981
21.05.08, 23:54
... ale w sensie negatywnym. Ja mam 27 lat, on 26 a od prawie 3 lat jesteśmy
małżeństwem. Przed ślubem mieliśmy pełno planów. Dom, podróżowanie, rodzina
... a dziś ?? nie ma żadnej z tych "rzeczy" i nie zanosi się na to aby było
cokolwiek z tego w najbliższym czasie. Załamka. A na prawdę zanosiło się na
udane małżeństwo. Jeszcze na nikim tak się nie zawiodłam jak na własnym mężu :(
W trakcie naszego małżeństwa miałam 3 prace ale były to tyko umowy zlecenia,
aktualnie jestem bezrobotna ale w trakcie intensywnych poszukiwań, parę podań
już złożyłam i jest szansa, że dostanę pracę w banku. Bynajmniej mam taką
nadzieję. Mąż prowadzi własną działalność. I póki co to pomagam mu, codziennie
z samego rana wstaję, zanim wybije godzina otwarcia i sprzątam jego lokal. On
wtedy jeszcze śpi, więc robię sobie i jemu śniadanie + kawa. Prowadzę mu
comiesięczne rozliczenia z ZUS i Skarbówką. Po za tym zajmuję się wszystkimi
domowymi czynnościami: sprzątanie, prasowanie, pranie, gotowanie, zakupy,
wynoszenie śmieci, sprzątanie bałaganu po mężu. A jego jedyny obowiązek to
zarabianie na nasze utrzymanie i rachunki ... ale miejmy nadzieję, że ja
również wkrótce zacznę pracę. Taki podział obowiązków on wprowadził, mimo
moich sprzeciwów ... ale cóż jak ja tego nie zrobię to on tym bardziej. Jestem
w szoku bo przed ślubem mieszkaliśmy z sobą rok czasu i obowiązki były
dzielone pół na pół. Teraz taka forma nie jest przez niego akceptowana. Mało
tego, przy jakichkolwiek sprzeczkach/kłótniach on ciągle mi zarzuca, że śpię
do południa i nic nie robię w domu. A prawda jest taka, że codziennie wstaję
wcześniej niż on. Mieliśmy razem jeździć sobie na wycieczki itd. ... ale nic z
tego, jemu nawet nie chce się iść na spacer, wiecznie zmęczony, wiecznie mu
się nie chce ... ale za to zawsze ma chęć odwiedzić kolegę i z nim piwko
wypić. Przestał dbać o higienę, często bywa tak, że przed snem nie myje się, a
jak mówię mu żeby się umył to odpowiada „dziś strajkuję” czasem jak już śpi
czuję nie miły zapach, a potem okazuje się że ma majtki ubrudzone na
„brązowo”. Ohydztwo! Czasami to płakać się chce. Przecież jak mieszkaliśmy rok
z sobą przed ślubem to codziennie mył się, bieliznę zawsze świeżą miał. Teraz
jak jest ciepło zaczął sobie urządzać wypady na ryby (jego hobby) w zeszłą
sobotę był cały dzień + noc i nigdy nie pyta mnie co ja na to, nie interesuje
go to, że może chciałabym ten czas jakoś z nim spędzić. Zaczął część
zarobionych pieniędzy chować, ostatnio przypadkiem znalazłam skrytkę. Pytam go
czemu, on na to, że to niby jego nowy system oszczędzania ... ale dlaczego ja
o tym nie wiedziałam. To tak jakby chował je przede mną. Mówiłam mu aby się
nie wygłupiał i kasę trzymał w naszym „miejscu” to się tylko głupio
uśmiechnął. Czasem jest tak, że jak da mi na zakupy to niekiedy woła o resztę.
Jakiś czas temu weszłam na temat, że może postaralibyśmy się o dziecko, zbył
mnie głupią gadką, że jego na dziecko nie stać itd. A ja uważam, że nas stać.
W zeszła niedzielę jak się obraził na mnie a raczej wściekł i to o byle co to
wykrzyczał mi w twarz, że mam zapomnieć o dziecku bo jakbym urodziła to bym mu
tylko dodatkowy obowiązek przysporzyła a z siebie uczyniłabym królową. Wyzwał
mnie od sierot itd. Szok – nie poznaję go. Dziś po skończeniu pracy
pojechaliśmy do jego kolegi, wzięliśmy go i pojechaliśmy po piwo, potem do
sąsiedniej miejscowości (a tak się przejechać) potem znów do sklepu po piwo i
znów do sąsiedniej miejscowości do lasu. Tam zaczęli pić piwo, ja oczywiście
musiałam siąść za kierownicą. Wczoraj obiecał, że w czwartek pójdziemy na mszę
(Boże Ciało) a dziś przy kumplu wręcz zaczął krzyczeć, że on do kościoła nie
pójdzie, bo księża to hu.. i skur... a on jest anty-kler. Księża to pijawki
itd. i powiedział przy kumplu, że jak kiedyś będzie miał dziecko to nie
pozwoli na chrzest w kościele, że sam je ochrzci. Mówię wam jak zaczęłam tego
wszystkiego słuchać to aż na niego podniosła głos przy tym koledze i wyszłam z
samochodu. czułam się tak jakby ktoś mi w twarz strzelił, szok szok szok. Niby
później już jak byliśmy w domu to rzekomo z tymi chrzcinami żartował. A
przecież przed ślubem to często było tak, że przyjeżdżał do mnie i razem
szliśmy na mszę, a dziś?? Nie wiem co się z nim stało. Tak dziś na niego
patrzyłam i myślałam „facet ja cię nie znam mimo tylu razem spędzonych lat” (a
będzie już z 10 lat !! ). Wychodziłam za mąż za zupełnie innego faceta. Owszem
są dni kiedy jest fajnie ale są takie dni że mnie przeraża i mam dosyć tego
małżeństwa.