23.11.09, 19:42
Meczy mnie to moze kogos znajde chociaz nie czesto tu zagladam moze kogos tu
znajde kto przyzwyczail sie do samotnosci?wiem to jest przerazajace troche ale
tak jest w moim przypadku jakos z tym zyje ale jak tylko pomysle o tym to mi
ciarki przechodza po plecach,dlugi czas jestem za granica ale wczesniej jak
bylam mlodsza to byl ktos przymnie a teraz od 6ciu lat jestem okropnie
samotna i przywyklam do tego wrecz wmowilam sobie ze tak ma byc?czy zemna
ok????piszcie
Obserwuj wątek
    • frozenman Re: samotnosc 23.11.09, 19:55
      Tu jest wielu takich, ale za granicą to chyba jest jeszcze gorzej.
    • listopad02 Re: samotnosc 23.11.09, 19:57
      Pewnie ok.
      Próbuje sie wmowic, na przekór sobie, ze wszystko gra, nawet jak nie. No i zapominamy o tym, a jak przypomnimy, to czujemy naprawdę mocno i niezbyt dobrze.
      Wiele osób zyje samotnych lata po mieście, goni, chodzi, ale nie wiem, to półsrodki na zapchanie braku.
      Lubisz ten stan?
      • claire.ampres Re: samotnosc 23.11.09, 20:53
        > Próbuje sie wmowic, na przekór sobie, ze wszystko gra, nawet jak nie.

        Ja to inaczej odczuwam. Akceptacja samotnego stanu nie oznacza dla mnie poddania się i rezygnacji z marzeń. Wręcz przeciwnie. nie szarpię się, bo wiem, że los może mi przynieść przeróżne rzeczy, jeśli jestem na nie otwarta. I na samotność i na niesamotność jestem przygotowana. Niczego sobie nie wmawiam, cieszę się życiem. Mimo że jego większość spędziłam samotnie.


        > Wiele osób zyje samotnych lata po mieście, goni, chodzi, ale nie wiem, to półsrodki na zapchanie braku.

        Listek, a to nie jest po prostu życie? Jeśli się nie ma nikogo, to co robić? Usiąść i płakać? Za dużo czasu przepłakałam, więcej nie chcę płakać. Chcę żyć.
        • listopad02 Re: samotnosc 23.11.09, 22:34
          Piszę o sobie pewnie. Nie płacze, choc czasem naprawde źle.
          Ja to czuje i zadne srodki tego nie wymażą.
    • magl-owa Re: samotnosc 23.11.09, 20:04
      A ja oswoiłam samotnosc wink juz nie cierpię jak kiedyś, juz nie
      frustruje sie. tolerujemy sie. widocznie ona ma mnie czegos nauczyc.
      Jeszcze nie wiem czego, ale czegoś na pewno big_grin
    • kawamija Re: samotnosc 23.11.09, 22:31

      ........przyzwyczaić się do samotności ???
      tak jak się przyzwyczaić do....no własnie do czego ? do swojego
      koloru oczu ?....

      temat często powraca i chyba trudno jednoznacznie
      odpowiedzieć.....na dziś tylko taki aspekt poruszę, że chyba jednak
      ważny jest czas....czym dłużej jesteśmy sami tym gorsze
      rokowanie........bo bardziej się zamykamy na innych ...tak sobie
      pomyslałam....i mniej nam się chce chcieć sad
      • magl-owa Re: samotnosc 24.11.09, 07:11
        Nie, przezwyczajenie i oswojenie to co innego!
        Przezwyczajen niekoniecznie chce się zmieniac. Oswojenie to taka trochę niezgoda
        na stan rzeczy; wiadomo (przynajmniej dla mnie), że w każdej chwili samotnośc
        może się zmienić w tandem.

        Byle do wiosny! wink
    • kajmi Re: samotnosc 24.11.09, 09:11
      ja się nie przyzwyczaiłam i nie chcę jej oswoić; czasem jest tak
      ciężko, że nawet jak zasnę to budzi mnie atak panikisad ja wiem, że
      nie chcę być sama/samotna tylko jak to zmienić.......? jak czytam
      ile osób tu jest samotnych to nastraja mnie to jeszcze gorzej,
      czasem jak czytam posty to mam wrazenie, że tyle jest osób samotnych
      (zdecydowania większość to kobiety) i nawet na forach tematycznych
      takich jak to, gdzie szuka się wsparcia a problewmy były/są podobne
      ludzie nie znajdują nie tylko drugiej połówki ale nawet pzryjaciela
      w realu na wieczory/ weekendy itp. Jak to jest i dlaczego tak się
      dzieje?
    • robert.83 Re: samotnosc 24.11.09, 09:22
      Obawiam się, że to będę trochę ja.

      Nie mówię jak ma być albo jak nie ma. Nie przesądzam ani nie biadolę... Po prostu... czuję jak trochę sam siebie zaszachowałem. Te myśli o drugiej połowie, o prawdziwym oddaniu, całkowitym zaufaniu i oparciu na sobie... tak na zawsze. Te myśli wymagają pewnej wiary. A czas i życie dzień po dniu śmieje się z tych bajekbig_grin.

      Nie wiem czy nie zaczynam się przyzwyczajać. Uważałem, że mam sporo do zaoferowania, że jestem zajebistym gościemwink. Ale skoro kobiety szukają czegoś innego... wolna wola.

      Sam czy nie sam - nie będzie żadnych półśrodków, żadnych dopasowań na siłę... Albo wszystko albo nic.
      • magl-owa Re: samotnosc 24.11.09, 09:31
        Popieram Robert smile

        Zadnych kompromisów: żonaci precz! jednonocne przygody precz!
        ma być zwyczajnie, przyjacielsko i miłośnie smile
        • robert.83 Re: samotnosc 24.11.09, 09:45
          To ja Cię zaskoczęsmile.

          Nie mam nic przeciwko jedno nocnym przygodom i jakimkolwiek innym aktywnościom. Pod warunkiem, że obie osoby naprawdę wiedzą czego chcą i żadne nie czuje się wykorzystywane. Czemu nie? Jeśli ktoś lubi...

          Widzę, że Ty też wiesz czego chcesz. Możesz sobie wyobrazić jakiś lepszy start?smile
          • b.wicia Re: samotnosc 24.11.09, 10:21
            bez sensu..tak do łóżka i koniec? i wstać i każdy wraca do swoich czynności, jak
            gdyby nigdy nic..czyli sprowadzić pękny akt seksualny do zwykłej czynności
            jak...parzenie herbaty czy wypadu do kina?ale racja..jak obie strony tak myślą,
            to już ich sprawa...a może tak mi się zdaje, że bez sesnu, bo nigdy nie
            próbowałam...okazje były, więc chyba wiara w moje przekonania wygrała..uff, lżej
            od razuwink
            • robert.83 Re: samotnosc 24.11.09, 10:36
              Różnie w życiu bywa. Może kobiety i my mamy inne spojrzenie na ten
              temat (tak średnio w populacji). Już przestałem krzyżować ludzi za
              takie numery. Niektórzy traktują to naprawde mechanicznie i
              bezemocjonalnie....

              ...a co jeśli połączy Cię z kimś coś niesamowitego, czysta pasja,
              jakieś mistyczne zrozumienie... ale jednak nie miłość?
              • b.wicia Re: samotnosc 24.11.09, 10:48
                Ale ja również nie krytykuję takich osób. Mam znajomych, co właśnie nawzajem tak sobie pomagają, że tak to powiemsmile jeśli im to daje satysfakcję, to niech tak postępują, i tyle. Mamy inne podejście, kobiety niestety chyba mają gorzej..bo One jednak po takiej nocy oczekują przytulenia, jakiegoś miłego słowa...a nie udawania...
                Jeśli tak będzie, jak piszesz...nie wiem, ciężko mi powiedzieć, ale chyba mogłabym się zdecydować..tylko czy potem tylko ja nie będę cierpieć? I czy jeśli to jest osoba dla Ciebie ważna i chcesz z nią nadal utrzymywać relacje czysto kumpelskie, czy taki wypad łóżkowy tego nie zepsuje?
                I zależy za czym bardziej tęsknisz...ja tęsknię za tym, żeby móc zadzwonić do kogoś i opowiedzieć, jak mi mija dzień...żeby ta osoba naprawdę o mnie myślała, a nie tylko gdy...
                I jeszcze jedno, a czy seks nie jest piękniejszy, jeśli powoli poznajesz kogoś, Jego potrzeby, Jego ciało?
                Ale pewnie tak jak mówisz..to jest chwila...teraz piszę "na trzeźwo", a co by było gdyby obok zjawiła się ta osoba, z którą łączy mnie mistyczne zrozumienie...chwila zapomnienia i moje przekonania biorą w łeb (?)
              • claire.ampres Re: samotnosc 24.11.09, 12:04
                Rooobert... ile tego mistycyzmu mamy w życiu, no powiedz mi tak szczerze? Nie
                dorabiajmy ideologii do spraw nieideologicznych. Myślę, że mistycyzm może się
                pojawić raz na kilkadziesiąt tysięcy przypadków, u uduchowionych dusz i ciał. Na
                co dzień jest to po prostu pożądanie. Na nim opierają się romanse. Zawsze to
                lepsze niż zupełnie beznamiętny seks dla zwykłego wyładowania napięcia.

                Generalnie nie chciałabym, żeby świat w ten sposób funkcjonował, ale może
                przestanę tu generalizować. Sama mam jedną rzecz na sumieniu. Mimo że nikogo nie
                skrzywdziłam, mimo że nie czuję, że zrobiłam coś złego, mimo że było fajnie,
                męczy mnie to jeszcze często przed snem. Nie zmieniłabym tego kawałka
                przeszłości, ale niekoniecznie chcę o tym pamiętać. I gdyby mnie cofnęło w
                czasie, zrobiłabym to jeszcze raz. Człowiek czasem popieprzony jest.
                • b.wicia Re: samotnosc 24.11.09, 12:37
                  Myślę, że wiele osób ma różne takie przygody za sobą, ale tłumacząc jedno,
                  trzeba by było się zagłębić w drugie..itd, itd.
                  Pożądanie musi byćwink
                  • claire.ampres Re: samotnosc 24.11.09, 12:55
                    > ale tłumacząc jedno, trzeba by było się zagłębić w drugie..itd, itd.

                    Whaaat...? smile
                    • b.wicia Re: samotnosc 24.11.09, 13:48
                      hahasmile a mogę nie rozwijaćsmile?
                      • claire.ampres Re: samotnosc 24.11.09, 13:56
                        No możesz... ale nie musisz wink
                • robert.83 Re: samotnosc 24.11.09, 12:47
                  No też ja nie mówię, żeby bzykać wszystko co nie uciekniesmile!
                  To co mnie absolutnie nie rajcuje to stricte fizyczne podejście do
                  tematu. Oparcie aktu na niwie mniej lub bardziej finezyjnej
                  czynności. W takim wypadku to ja naprawdę wolałbym internettongue_out.

                  Zaczęłaś od lekkiej negacji a skończyłaś w zasadzie na zgodzie ze
                  mnątongue_out.
                  • claire.ampres Re: samotnosc 24.11.09, 12:54
                    Zaczęłam od negacji? Ja się tylko lekko przyczepiłam do tego dorabiania ideologii mistycyzmu do zwykłego pożądania. Nie widzę sensu w mówieniu z wielkim napuszeniem o seksie "przygodowym". Ot co smile
      • b.wicia Re: samotnosc 24.11.09, 10:17
        Kurcze chyba "coś" nie chce, żebym odpowiadała na ten wątek, bo już 3 razy mi
        mój esej skasowało, i już mam dość więc w wielkim skrócie...! coś w tym jest, że
        im dłużej jesteśmy sami, tym bardziej się do tego przyzwyczajamy? a może boimy
        się? boimy się wyjść na przeciw czemuś nowemu..że nie zaufamy, nie pokochamy,
        nie oddamy się na nowo tak w 100%...że to co zbudujemy z wielką nadzieją,
        rozwali się tak w jeden dzień jak domek z kart...ale co pozostaje? zamknąć się w
        tej Naszej skorupie i ciągle tęsknić za czymś, i udawać że wcale tego nie
        potrzebujemy? chyba człowiek nie jest stworzony do życia w pojedynkę...boję
        się, cholernie się boję, choć często tego nie pokazuję...wszyscy myślą, że taka
        silna jestem...a ja się boję..ale chcę próbować, choć czasem nie mam na to już
        siły i wydaje mi się, że nie warto...ale warto, prawda? myślę, że jak się coś
        zacznie, to Nam zacznie się chcieć i poświęcać i dawać z siebie..."potrzeba
        czasu, żeby zrozumieć...potrzeba wielu, wielu lat..."

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka