gyubal_wahazar
10.08.10, 23:04
We wtorek centrum miasta wygląda tak samo jak i w każdy inny dzień tygodnia. Pod warunkiem, że nie przyjdzie komuś do głowy poszwendać się po Krakowskim. Kwartet basowy zabrzmiał jak memento, a mina pani dmącej w saksa nie pozostawiała złudzeń co do grozy nadchodzącego wieczoru.
Tuż za zakrętem czujka telewizorów, a zaraz za nią rześki tłumek w wieku trolejbusowym+. Awangardę stanowiło kilka niepokojącej urody - ośmielę się domniemać - bielanek, na których widok gorączkowo starałem się przypomnieć sobie 1-szą zwrotkę 'Dzisiaj w Betlejem', by służbowo wtopić się na statek.
Już ją miałem aż do 'wesoła nowina' , gdy nagle zrozumiałem, że 30cm lód i koszula w hawajskie ślimaki uszłaby może jeszcze gdyby było to spóźnione majowe, roraty albo nowenna o ciepłe źródła Ojdyrka. Nie doszacowałem ponadto rozmiaru horroru nadal pod powiekami mając relację spod Grunwaldu i płynące z radia Trwam zapewnienia, że znów dalim im łupnia. Nie dalim. To byli Oni.
Krzyżacy.