oblocznosc
26.09.11, 12:00
Czy zycie w pojedynke to li tylko czekanie na kogos drugiego? Kogos, kto nas uzupelni? Czy to, co jest teraz to udawanie? zawieszenie? ucieczka? Czy pojedynczosc, oznacza innosc?
Ciagle slyszy sie o podstawowej jednostce spolecznej, o tym, ze trzeba kogos miec, z kims byc...
Pewnie, ze lepiej jest miec z kim wyjsc, pojechac, pokoloci sie, ale jesli tego nie ma to co?
Co pozostaje? Zycie w oczekiwaniu, czy raczej zycie tak jak sie chce, spelnianie swoich pasji, marzen...Pewnie inaczej maja Ci, ktorzy maja dzieci, to taka nieco inna samotnosc... i jednak nie jest sie kompletnie samemu...
Fakt codziennosc w pojedynke jest troche smutna, bo nie nastraja optymistycznie swiadomosc, ze nie bedzie z kim wspominac, ze nie ma sie z kim podzielic wrazeniami, ale jednak liczy sie tu i teraz, a nie jakies odlegle kiedys.
A moze to dzis nie ma znaczenia?....
A tak się bije z myslami....