Dodaj do ulubionych

matrymonialne

10.12.18, 13:47
nie, nie ogłoszenie lecz biuro, tam mnie poniosło, trochę z ciekawości, trochę dla św. spokoju, mego i nie tylko. O tym będzie ten wątek.
Oferty analizowałem dość wnikliwie, kierując się przy wyborze kilkoma kryteriami. Mianowicie:
* wiek +/- 3 lata, chciałbym, aby to była osoba w podobnym wieku. Dojrzewanie, nabieranie doświadczeń w tych samych czasach zbliża ludzi, pozwala złapać podobną perspektywę na otaczający świat, podobne zainteresowania (np. muzyka, filmy z tych samych czasów, wchodzenie w czasy komputeryzacji). Poza tym chciałbym jeszcze zostać ojcem, więc to ostatni dzwonek, w momencie kiedy interesują mnie "rówieśniczki", przyjmując za nie te ww. roczniki. Ostatecznie ten przedział został trochę poszerzony.
* niepaląca - główne kryterium eliminujące dużą część kandydatek. Nigdy nie paliłem, nie próbowałem, w najbliższej rodzinie praktycznie nikt nie pali, bardzo dobrze mi z tym. Nie mam też styczności z "towarzyskim paleniem", z garstką znajomych spotykamy się poza takimi miejscami jak puby, to też są osoby niepalące, w pracy praktycznie nigdy nie towarzyszę w przerwach na dymka, w której z kolei pali znaczna większość, tracę na tym braku "integracji" ale to już kwestia na inny wątek, którą warto rozwinąć. Nie byłbym w stanie patrzeć jak najbliższa mi osoba truje się, mnie i ewentualne dziecko, wydając na to znaczne pieniądze. Na pewno nie będę palił, na siłę nikogo nie będę namawiał by rzucił, właściwie papieros to... "styl życia", choć inne słowo się ciśnie na usta, ale tak ładniej brzmi i nikogo nie uraża, mnie ten styl życia nie mocno nie leży.
* najlepiej bezdzietna - trudno byłoby mi się odnaleźć w innej sytuacji, po prostu.
* wygląd - było to kryterium nie tyle wyboru, co eliminacji, tzn. nie szukałem jakiś ideałów tylko odrzucałem kobiety ewidentnie nie pasujące, nawet trudno konkretnie określić, co było tego przyczyną, to takie "coś" tyle że odrzucające i podobnie jak trudno takie "coś" pozytywnie wyjątkowego znaleźć, poczuć w kimś, negatywnie jest analogicznie, jedna czy dwie osoby w ten sposób odpadły, także margines.
* odrzucone zostały kobiety, które miały zbyt dużo wymagań, większość osób ma ich w ofertach kilka, to bardziej ustawienie priorytetów, które czasem można poszerzyć, zdarzało się jednak, że w ofertach były stworzone niemal wirtualne profile osobowe poszukiwanego kandydata, z cechami niemal się wykluczającymi.
* to samo miasto - mieszkam w dużym mieście, więc teoretycznie powinien być wystarczająco duży wybór, akceptowane były miasteczka ościenne, traktowane niemal jak dzielnice, ze wspólną komunikacją miejską.

Co ciekawe, jeśli chodzi o wiekowy przekrój ofert w biurze, takich poniżej trzydziestu lat praktycznie nie ma, są to jednostkowe przypadki, te z przedziału 30-39 lat stanowią raptem jakieś 20-25%.
Wyselekcjonowałem 6 ofert, z czego po tygodniu otrzymałem 3 pozytywne odpowiedzi z biura, że jest chęć drugiej strony na bliższe poznanie. Teoretycznie można od razu dostać telefon do wybranych ofert, lecz wyszedłem z założenia, że stawianie drugiej strony przed faktem dokonanym nie jest najlepsze, trudno czasem odmówić komuś wprost. Nic na siłę.
W pierwszym wypadku pani bardzo szybko przystała na spotkanie, rozmowa między nami praktycznie sprowadziła się do ustalenia spotkania, dziwne to trochę było wg mnie. Uważam, że choćby naście minut rozmowy przez telefon jest bardzo istotne, bo daje możliwość wstępnego dostrojenia się ludzi, bez większego stresu można przełamać pierwsze lody.
Pani spóźniła się pół godziny, gdy zadzwoniłem punkt i spytałem czy będzie powiedziała, że jest w drodze, później dopytałem czy jechała komunikacją, czy może bezpośrednio po pracy. Okazało się, że jechała samochodem prosto z domu, a że sama wybrała tę godzinę, wyglądało to słabo już na starcie, nie było zwykłego przepraszam, od tak, jakby nic się nie stało i było ok. Spotkanie odbyło się w pijalni czekolady, trwało lekko ponad godzinę, ciszy nie było zbyt wiele, rozmowa jakoś szła, ale kleiła się tak 50/50. Nie było takiej elementarnej chemii, druga strona wyglądała momentami na znudzoną podpierając twarz ręką, trochę wyglądało to jak nieświadomy odruch. Spytałem czy pozwoli za siebie zapłacić, zgodziła się. Grzecznie sobie podziękowaliśmy za miło spędzony czas i tyle.
W drugim przypadku sytuacja była z goła odmienna. Druga strona wiedziała w zarysie, kto dzwoni, przegadaliśmy coś koło 3h, przez kolejne dwa dni też jakoś po godzinie i ustaliliśmy spotkanie. Restauracja, kawka, jedna, druga, rozmowa na tematy poważne mniej lub bardziej, żarty i zleciały 3h. Zapłaciłem za kawę, jakże inne było to uczucie przez odmienną atmosferę obu spotkań. Wstępnie umówiliśmy się na przyszły tydzień do kina.
Było miło, fajnie, ale ja nie wiem czy się będę potrafił odnaleźć na dłuższą metę w relacji z kimś, przez długi czas właściwie wypadłem z obiegu w takich relacjach. Z jednej strony bardzo chce się mieć kogoś, z drugiej strony równie silne są obawy, mniej lub bardziej uzasadnione, potrafię się mocno przywiązać do kogoś, wtedy rozczarowania bolą bardzo.
Staram się nie zakładać nic z góry, niech czas pokaże jak to dalej się potoczy. Wiecie, co było ciekawym odczuciem z obu stron? Oboje odnosimy wrażenie, że umknęła nam w życiu taka największa szansa z kimś konkretnym. Ciężkie to wszystko, jest o czym myśleć, wielce prawdopodobne, że bez względu na wszystko w przyszłym roku, ostatecznie się gdzieś przeflancuję, sam czy z kimś, to chyba ten czas by skonfrontować ze sobą dwa różne wyjścia, jedno z siłą przyzwyczajeń i braków, drugie, z wyłamaniem się z dotychczasowych schematów i odrobiną szaleństwa, z kimś przy boku, tylko tu jest zależność dwóch stron, (nie)stety.
Mam trzeci potwierdzony kontakt, pod który mógłbym się odezwać, ale na tę chwilę go sobie odpuszczam.
Obserwuj wątek
    • autoteliczna Re: matrymonialne 10.12.18, 14:36
      samysliciel napisał:

      <<< Było miło, fajnie, ale ja nie wiem czy się będę potrafił odnaleźć na dłuższą metę w relacji z kimś.

      Nigdy się o tym nie dowiesz, jeśli nie spróbujesz smile
      Niech Cię "wypadnięcie" z obiegu nie powstrzymuje przed próbą, bo... tak naprawdę... jakie to "wypadnięcie" ma znaczenie dla tej konkretnej relacji? Kiedyś to kiedyś. A rzeczy dzieją się TERAZ. Czy warto tracić szansę tylko dlatego, że od dawna nie było szans? Czy warto rezygnować z szampana tylko dlatego, że dawno nie piłeś? wink


      <<< Z jednej strony bardzo chce się mieć kogoś, z drugiej strony równie silne są obawy, mniej lub bardziej uzasadnione, potrafię się mocno przywiązać do kogoś, wtedy rozczarowania bolą bardzo.

      Rozumiem to. To jest chyba najtrudniejsza część roboty.
      Co pogłębia nasze lęki w tej dziedzinie? Ze swoich doświadczeń mogę napisać, że nadmiar oczekiwań. Wiele osób ma tendencję do oczekiwania od człowieka, że ich uszczęśliwi, że spełni ich marzenia, że będzie takim jakim "powinien być, będąc w związku". Że będzie akceptować, kochać. Że będzie zawsze taki jak sobie wyobrażamy, że nie odejdzie, że zawsze będzie czuł tak samo.

      Zapominamy o tym, że ludzie mają prawo do tego, by być sobą; by wybierać, by czuć po swojemu. Im prędzej zrozumiemy, że drugi człowiek "nic nie musi", tym łatwiej będzie znieść gorycz niepowodzenia. I tu nawet nie chodzi o "przygotowanie się na porażkę" - bardziej chodzi o ogólną świadomość, jak to działa. Dawaj wolność innym, a i Ty będziesz bardziej wolny smile
      Byłoby fajnie, gdybyście pogadali o tym. smile

      <<< "Staram się nie zakładać nic z góry, niech czas pokaże jak to dalej się potoczy."

      No i właśnie o to chodzi. Luz i do przodu http://emots.yetihehe.com/1/okok.gif

      Powodzenia smile
      • samysliciel Re: matrymonialne 10.12.18, 14:56
        autoteliczna napisała:

        > Niech Cię "wypadnięcie" z obiegu nie powstrzymuje przed próbą, bo... tak napraw
        > dę... jakie to "wypadnięcie" ma znaczenie dla tej konkretnej relacji?

        Ma i to wielkie, ktoś kto tego nie doświadczy, nie zrozumie.
        • autoteliczna Re: matrymonialne 10.12.18, 15:02
          Pewnie, że "tylko ten wie, gdzie go trzewik ciśnie, kto go nosi".
          Na czym polega to znaczenie?
    • bunt_jest_moim_obowiazkiem Re: matrymonialne 10.12.18, 14:37
      Odpuść NA RAZIE nr 3 tylko po to, aby lepiej poznać nr 2.
      Bo jak dwie na raz, to nie skupisz się, można przeoczyć coś ważnego.
      Ale jak tylko poczujesz, że nr 2 to nie to - poznaj nr 3...
      Aha, i cały akapit: "Było miło, fajnie, ale..." - wywal w diabły z głowy, bo schrzanisz... już się nastawiasz negatywnie, szukasz problemów, asekurujesz... czasem żeby wygrać coś ważnego, trzeba się podłożyć, zaryzykować... nie daj bosze trafisz na podobną "chcem ale bojem siem" i klops. Rozpłynie się.
      Jedna strona (najczęściej facet) musi powiedzieć twardo: "chcę cię" - żeby druga mogła też się do tego przyznać. A że można się rozczarować, że trzeba będzie się naginać, że może trochę boleć... no nie mamy 5 lat, tyłek z roku na rok coraz twardszy (chyba?) smile
      • samysliciel Re: matrymonialne 10.12.18, 14:54
        generalnie zgadzam się ze wszystkim, poza ostatnim stwierdzeniem, właśnie dlatego że nie jest twardy trudno ryzykować.
        • bunt_jest_moim_obowiazkiem Re: matrymonialne 10.12.18, 15:00
          ...
          Spoko, przy odpowiedniej kobiecie będzie twardy wink big_grin
          • obserwator-rzeczy-ulotnych Re: matrymonialne 10.12.18, 15:34
            Buntosia ale Ty na pewno mówiłaś o tyłku ???
            wink
            wink
            • bunt_jest_moim_obowiazkiem Re: matrymonialne 10.12.18, 16:10
              wink big_grin
              a tak se troche poświntusze, co mi zostało! muszę w robocie kisić, a już nie mooooogie! tongue_out
              • samysliciel Re: matrymonialne 12.12.18, 00:07
                no zbuntowana po całości wink
                • bunt_jest_moim_obowiazkiem Re: matrymonialne 12.12.18, 08:19
                  Bunt - buntem.... a rachunki trzeba zapłacić i coś go gara włożyć wink ... lubię być niezależna - to też mój bunt przeciwko wygodnemu życiu ale u boku toksycznego (ex)męża wink ...
                  Zresztą stąd mój nick między innymi - kiedy dwa lata temu zakładałam konto moja DUSZYCZKA umierała u boku złego człowieka - a jako że ona jest najcenniejszą rzeczą jaką mam, musiałam ją ratować - bunt był moim obowiązkiem wink
      • obrotowy mylna kalkulacja. 12.12.18, 22:44
        bunt_jest_moim_obowiazkiem napisała:
        > Odpuść NA RAZIE nr 3 tylko po to, aby lepiej poznać nr 2.
        > Bo jak dwie na raz, to nie skupisz się, można przeoczyć coś ważnego.
        > Ale jak tylko poczujesz, że nr 2 to nie to - poznaj nr 3...


        pisalem juz o tym powyzej.
        - to mylna kalkulacja.
        spotkania "matrymonialne" to powazna sprawa i kobiety najczesciej tak do nich podchodza...
        jezeli spotkanie z nr. 3 jest juz "zaklepane" to trzeba go zrealizowac i dopiero potem zdecydowac czy nr. 2. czy nr. 3 ?

        odsuwajac to spotkanie w czasie - nr. 3 moze sie zorientowac, ze kandydat cos kombinuje
        i zrezygnowac, a okazja do poznania kogos ciekawego moze bezpowrotnie przepasc.
    • silencjariusz Re: matrymonialne 10.12.18, 16:47
      Czemu biuro, a nie portal randkowy?
      • witrood Re: matrymonialne 10.12.18, 17:47
        Na portalu większość zlewa. W biurze niby bardziej konkretnie. Problem główny polega chyba na tym, że mimo iż zapewniają, jakich to cudownych doborów partnerskich dokonują wykwalifikowani pracownicy, to wybór jest bardzo mały. Z pustego to i Salomon nie naleje i się nie dobierze. A żeby jeszcze zatrybiło obustronnie, to już trzeba chyba cudu. Myślę, że to biuro to jest równie nieskuteczne (w zdecydowanej większości) jak portale.
        • silencjariusz Re: matrymonialne 10.12.18, 18:07
          No właśnie o to mi chodziło.
        • samysliciel Re: matrymonialne 12.12.18, 00:06
          witrood napisał:

          > Myślę, że to biuro to jest równie nieskuteczne (w zdecydowanej większości) jak portale.

          Chyba tak jest, z tą różnicą że w pierwszym wypadku winna jest mała liczba ofert, w drugim natomiast podejście ludzi, traktujące takie portale jako zwykłe pokazówki.
      • nerw_rdzeniowy Re: matrymonialne 10.12.18, 21:02
        No właśnie, przecież portale są pełne szlachetnych szukających miłości kobiet i podłych chłopów szukających przygód, taki normalny zszedłby tm na pniu.
        • silencjariusz Re: matrymonialne 10.12.18, 21:07
          He he... Rozbawiłeś mnie. Normalnego żadna nie chce.
    • szarlotka_ja Re: matrymonialne 10.12.18, 20:17
      Biura matrymonialne istnieją jeszcze?
      • witrood Re: matrymonialne 10.12.18, 20:23
        Tak. I nawet ponoć świetnie się mają, ale z tym bym polemizował. wink
        • szarlotka_ja Re: matrymonialne 10.12.18, 20:31
          Myślałam, że już całkowicie zostały wyparte przez portale randkowe smile.
          • witrood Re: matrymonialne 10.12.18, 20:34
            Jeden szajs. wink
            • szarlotka_ja Re: matrymonialne 10.12.18, 20:38
              Muszę Witoldowi uwierzyć na słowo wink.
              • witrood Re: matrymonialne 10.12.18, 20:41
                Możesz sama spróbować. tongue_out
                • szarlotka_ja Re: matrymonialne 10.12.18, 20:46
                  Nie jestem pewna czy chcę wink.
                  • bunt_jest_moim_obowiazkiem Re: matrymonialne 11.12.18, 08:11
                    teraz biura matrymonialne zrobiły się bardziej "dla bogatych". Są takie, gdzie trzeba zapłacić ok 1500 zł - to się człowiek trochę zastanawia no i poważniej podchodzi...
                    Są też takie gdzie "wejściówka" 8 tys - tam znajdują kobitkom bogatych panów. Nie śmiejcie się, ale jedna moja koleżanka zbiera na "wpisowe", a druga znalazła tam pana, który jej sponsoruje wyjazdy po całym świecie...
                    od razu uprzedzę pytania: to nie dla mnie...
                    dlaczego?
                    bo ja nie jestem typem "kobiety na jachcie" tylko "kobiety w siedzącej na molo i patrzącej na mewy" tongue_out
                    do hoteli jeżdżę 3-4 gwiazdki nie więcej bo się duszę, od szampana w kasynie wolę piwko albo cydr na jakiejś górce... no i "pan bogaty" koleżanki nie traktuje jej po partnersku, tylko jest bardzo przyzwyczajony do rozkazywania ogólnie w życiu (wszystko musi grać do jego muzyki), a ja polecenia to lubię tylko w jednej sferze życia, a i to nie zawsze tongue_out wink
    • searam Re: matrymonialne 11.12.18, 11:32
      Czytam i nie wierze...Opis drogi do dobrowolnego zalozenia sobie petli na szyje...W pakiecie perspektywiczna wykonawczyni wykopniecia stolka spod stop...wink
      • marcepanka313 Re: matrymonialne 11.12.18, 21:20
        Niech każdy ma możliwość nauki na własnych błędach. wink
      • samysliciel Re: matrymonialne 12.12.18, 00:01
        Faktem jest że większość związków jest przeciętna lub nawet kiepska, są jednak naprawdę fajne, co nawet obserwując z boku widać że to "trybi" i nie są to związki na starcie.
        Mnie do ideału również daleko, bywam trudny w obyciu, ale można do mnie dotrzeć, sposobem lub urokiem własnym.
        • marcepanka313 Re: matrymonialne 12.12.18, 07:52
          samysliciel napisał:

          > Mnie do ideału również daleko, bywam trudny w obyciu, ale można do mnie dotrzeć
          > , sposobem lub urokiem własnym.

          Facet z dołączoną instrukcją postępowania (żeby nie było, że obsługi) wink
          I po problemie.wink
    • dolores2222 Re: matrymonialne 11.12.18, 21:26
      Zerwanie z nałogiem może być nieco trudniejsze niż zmajstrowanie wspólnego potomka. suspicious
    • samysliciel Re: matrymonialne 11.12.18, 23:52
      Jak dla Ciebie. Argumentacja jest taka a nie inna bo fajki są tym, co najbardziej mnie irytuje u kobiety, która mogłaby mi przypaść do gustu pod innymi względami. Posiadanie dzieci nie jest wadą, nie każdy jednak potrafiłby się odnaleźć w takiej sytuacji.
      • bunt_jest_moim_obowiazkiem Re: matrymonialne 12.12.18, 08:36
        Mój kolega kiedyś powiedział, że "całowanie palącej kobiety to jak lizanie popielniczki" big_grin
        Dosadne, ale oddaje "postać rzeczy"... no jest ten zmieniony smak i zapach i to trudno przeskoczyć... też wolę nie, gdybym miała wybór.
        • kevinjohnmalcolm Re: matrymonialne 12.12.18, 09:31
          Twój kolega ma rację. Raz w życiu pocałowałem dziewczynę która paliła papierosy. Ostatni... Popielniczek nie całuję.
          • bunt_jest_moim_obowiazkiem Re: matrymonialne 12.12.18, 10:15
            kevinjohnmalcolm napisał:
            < Popielniczek nie całuję.

            hihi, ja też nie wink
            Na szczęście teraz coraz mniej ludzi pali... no i część przerzuciła się na elektroniczne, co już nie jest takie złe (z dwojga złego smak truskawki czy wanilii ujdzie).
            • kevinjohnmalcolm Re: matrymonialne 12.12.18, 22:14
              Mniej ludzi pali? Rzeczywiście, w moim otoczeniu trudno znaleźć palącego faceta, znam takich zaledwie trzech, za to kopci średnio co trzecia kobieta. Piszę o Polakach, bo jeżeli chodzi o Anglików to rzeczywiście prawie nikt nie pali!
              • yesterday56 Re: matrymonialne 12.12.18, 22:35
                Ja mam w swoim Dziale w Polsce czterech inżynierów i jedną dziewczynę, i nikt nie pali. Ale już z Działu Handlowego na górze palą cztery dziewczyny.
    • samysliciel Re: matrymonialne 12.12.18, 00:03
      no więc sam widzisz, paląca nie, napalona tak wink
    • autoteliczna Re: matrymonialne 12.12.18, 00:04
      Może tak być.
      Ale taki jest niestety koszt podjęcia jakiegokolwiek działania. Unikanie czegoś z powodu nieokreślonego lęku prowadzi tylko do pogłębienia poczucia bezradności i izolacji. To nie jest dla człowieka budujące. Taki człowiek nie osiągnie tego, o czym marzy, czego chce.
      I dlatego myślę, że fajnie jest o tym z drugą osobą pogadać. Dobrze, żeby obie strony miały świadomość, że relacja może różnie się potoczyć, a jej bohaterowie mają wolny wybór co do uczestniczenia w niej, z pełną świadomością jej kosztów smile
    • samysliciel właściwie to już 12.12.18, 00:10
      pozamiatane.
      • samysliciel Re: właściwie to już 15.12.18, 02:36
        Drugiego spotkania z kandydatką nr 2 nie będzie, nie będzie żadnych innych, dojrzałem do decyzji że będę ogarniał wszystko sam. Nawet miałem powiedziane że na najbliższy ślub w rodzinie mam zaprosić jak mi się tak fajnie gadało, dało się wyczuć że gdyby się bardziej postarać mogłoby coś z tego wyjść, niby było ok, ale to też nie to. Nie chcę aby było tylko ok i tak zdroworozsądkowo, to trzeba czuć całym sobą a na to się nie zanosiło. W sumie wychodzi przy okazji, że bardziej zależy tym z otoczenia abym nie był sam, jak mnie samemu. Co ma być to będzie, nic na siłę, takie życie z kimś musi się zwyczajnie widzieć, a mnie poza krótkim przebłyskiem generalnie się nie widziało nigdy.
        • bunt_jest_moim_obowiazkiem Re: właściwie to już 15.12.18, 08:20
          Hmmm... a co się stało przez ten czas? Przecież po spotkaniu byleś na tak?
          Często bywa tak, że po miłym spotkaniu to "coś" się po prostu rozpływa, jeśli nie zadbamy aby było inaczej...
          Czy to drugie spotkanie, to już u Ciebie spełniałoby kryteria określenia "na silę"?
        • bunt_jest_moim_obowiazkiem Re: właściwie to już 15.12.18, 08:23
          samysliciel napisał:

          >to trzeba czuć całym sobą a na to się nie zanosiło.
          >
          A to co napisałeś po spotkaniu wskazywało na co innego... przegadane 3 godziny i bardzo dobre wrażenie...
          Nie namawiam, tylko tak się po prostu zastanawiam, jakie to wszystko (związki) dziwne i trudne ....
          • samysliciel Re: właściwie to już 15.12.18, 09:15
            z każdym wolnym facetem którego lubisz i dobrze się gada mogłabyś być?
            • bunt_jest_moim_obowiazkiem Re: właściwie to już 15.12.18, 09:25
              No oczywiście że nie... ale mam odczucie, że ta Twoja rezygnacja jest na strasznie wczesnym etapie...
              Jeśli fajnie się rozmawiało i kobitka Ci się całkiem podoba, to czemu nie spróbować iść dalej?
              • bunt_jest_moim_obowiazkiem Re: właściwie to już 15.12.18, 09:28
                Ja po pierwszych spotkaniach zawsze rezygnowałam z trzech powodów: albo facet mnie odrzucał/był obojętny jako mężczyzna, albo intelektualnie, albo światopoglądowo (wąskie horyzonty myślowe)... a tu w Twoim przypadku wydało mi się że było ok.
                • dolores2222 Re: właściwie to już 15.12.18, 10:09
                  Też tak czytam i z jednej strony nie dowierzam, że Sam rezygnuje.
                  Ale z drugiej...
                  Mam podobnie. Tzn. nie wiem, czy podobnie do niego, ale mam problem z uwolnieniem emocji. Doszłam do tego, że to jest problem we mnie. Ktoś mi na nieśmiałkach pisał, że to odruch obronny. Być może. Boję się odsłonić, bo boję się kolejnego zranienia. A jak się nie odsłonię, to nie stworzę związku z nikim. No chyba że taki powierzchowny, nastawiony na jakieś sporadyczne spotkania czy seks. A taki mnie nie interesuje. No i mamy kwadraturę koła. Dla mnie teraz to nie do przeskoczenia. Więc z jednej strony aż mi się serce wyrywa, żeby chłopakowi mówić: próbuj, nie zrażaj się. A z drugiej myślę: z czym do ludzi? skoro sama mam taki problem z emocjonalnością. sad
                  • bunt_jest_moim_obowiazkiem Re: właściwie to już 15.12.18, 10:26
                    Trzeba trafić na mądrą emocjonalnie osobę, która Cię otworzy. Ty będziesz się chronić za pancerzem, a ta druga konsekwentnie pomału obierać Cię "z wierzchnich warstw" jak cebulę wink, jednocześnie sygnalizując że widzi wady, ale całkowicie cię akceptuje. To bardzo wyzwalające - żeby ktoś dał całkowitą akceptację, pomimo wad i słabości...
                    Można spotkać taką osobę, choć to nie łatwe, bo ta osoba musi być na dość dużym poziomie samoświadomości, czyli przejść swoją dość daleką drogę.
                    • dolores2222 Re: właściwie to już 15.12.18, 10:53
                      A tobie się udało spotkać taką osobę?
                      Bo mnie się wydaje, że to mission impossible sad
                      • bunt_jest_moim_obowiazkiem Re: właściwie to już 15.12.18, 12:12
                        Nie jest to mission impossible, ale faktycznie niełatwe...
                        Jest jeszcze opcja, żeby sobie coś takiego z kimś razem wypracować... wierzę, że "życzliwa, szczera rozmowa" czyni cuda smile
                    • autoteliczna Re: właściwie to już 15.12.18, 11:18
                      Buntosiu, zgadzam się z Tobą, choć przyznam, że to, co napisałaś jakoś bardzo "psychologicznie" zabrzmiało... wink
                      Tak jakby ktoś miał szukać w partnerze psychologa...
                      Ja wiem, że pewnie nie to miałaś na myśli, ale... po prostu chciałabym tak przy okazji powiedzieć, że choćbyśmy trafili na naprawdę wyrozumiałą osobę, to nie powinniśmy liczyć na to, że ona nas z czegoś wyprowadzi, wyleczy. Nie powinno się wchodzić w związek z nastawieniem, że ktoś nas "naprawi". To jest prosta droga do rozczarowania.

                      Myślę, że w parze można sobie rozmawiać o trudnościach, lecz bez oczekiwań, że ta druga osoba będzie nas "holować". Fajnie jest, gdy osoby wspierają się nawzajem emocjonalnie, kibicują i pomagają sobie w pokonywaniu własnych słabości (zamiast je sobie wytykać), ale nie może być tak, że jedna strona przez dłuższy czas pełni rolę lekarza, a ta druga się na niej "zawiesza".
                      • bunt_jest_moim_obowiazkiem Re: właściwie to już 15.12.18, 11:59
                        autoteliczna napisała:

                        Nie powinno s
                        > ię wchodzić w związek z nastawieniem, że ktoś nas "naprawi". To jest prosta dro
                        > ga do rozczarowania.
                        > Myślę, że w parze można sobie rozmawiać o trudnościach, lecz bez oczekiwań, że
                        > ta druga osoba będzie nas "holować".

                        Tego nie napisałam, ani też nie miałam na myśli. Zgadzam się w 100% z tym Autośka, że nie powinno się oczekiwać od drugiej osoby "naprawiania" czy "holowania" - ale to nie Dolorkowy przypadek.
                        Pisałam o tym, że jeśli ktoś jest bardzo schowany emocjonalnie, to dla niego dobrze byłoby, aby trafił na osobę, która wykaże się cierpliwością i chęcią, aby zajrzeć, co jest głębiej (to "obieranie cebuli")... uważam, że to musi być życiowo mądra osoba, wykazująca się życzliwością i silną wolą "skruszenia muru". Wtedy ta schowana emocjonalnie doceni i będzie robiła wiele, aby się otworzyć - i to naprawdę może się udać.
                        Niestety teraz wiele osób woli znajomości powierzchowne (żeby nie było "za ciężko"), co znacznie utrudnia stworzenie prawdziwego trwałego związku. Trzeba albo pracować nad swoją zmianą (otworzeniem się), albo mieć szczęście i trafić na kogoś, komu czyjeś schowanie emocjonalne nie będzie "murem nie do zdobycia", tylko drobną przeszkodą.
                        Natomiast leczenie swoich dysfunkcji emocjonalnych drugim człowiekiem - nie, nie - to najgorsza z możliwych ścieżka dla związku.
                        • dolores2222 Re: właściwie to już 15.12.18, 12:02
                          "Dolorkowy przypadek" - nowa jednostka chorobowa? suspicious big_grin
                          Ale po prawdzie to ja cię właśnie tak zrozumiałam. Holowanie mi niepotrzebne. Jeno to otwarcie. Ale może to nie kwestia mocno zamkniętego zamka, tylko właściwego klucza? uncertain
                          • bunt_jest_moim_obowiazkiem Re: właściwie to już 15.12.18, 12:07
                            big_grin
                            ...taaak - właściwy klucz... to jest właśnie TO! wink
                            • dolores2222 Re: właściwie to już 15.12.18, 12:21
                              Ostatnio usłyszałam, że robię wszystko, żeby nie dać szansy na odkopanie tego klucza, a nawet jak już się znajdzie, to butem przysypuję z powrotem, a nawet z ręki potrafię wytrącić, żeby tylko nie spróbował dobrać się do tego zamka. wink
                              Chyba to nie najlepiej o mnie świadczy, co? uncertain
                              Poważnie się nad sobą zastanawiam, czy w ogóle zdolna jestem na tyle zaufać, żeby pozwolić komuś chociaż pomajstrować przy moim zameczku wink
                              • bunt_jest_moim_obowiazkiem Re: właściwie to już 15.12.18, 13:43
                                Ja tam jestem piewczynią prostych rozwiązań - zacznij bez spiny, po prostu od dobrej zabawy, Dolorkasmile ... daj się zaprosić komuś na grzane winko! - to i zameczek będzie dla obojga łatwiejszy do sforsowania big_grin
                                • dolores2222 Re: właściwie to już 15.12.18, 14:37
                                  Piewczyni, a powiedz mi, jakim cudem mam się dobrze bawić, jak mi flegma w gardle zalega? suspicious tongue_out
                                  Mówi się, że trzeba być szczerym, no to rzekłam panu szczerze, że ja się do związku teraz nie nadaje. Że mam problem z własną emocjonalnością i muszę się najpierw sama w tym znaleźć.
                                  I co?
                                  Pytanie:
                                  ale coś zrobiłem nie tak??? big_grin
                                  No jak rany, gadaj do chłopa wprost, to on ci walnie pytaniem jak baba przed okresem tongue_out
                                  • bunt_jest_moim_obowiazkiem Re: właściwie to już 17.12.18, 20:57
                                    Oj bo chłopy to myślą, że oni tylko przez to że po prostu SOM to już wszystkie nasze bolączki wyleczą smile...
                                    ...i po prawdzie, to TAK JEST! big_grin
                                    ... jak spotkasz tego odpowiedniego, to Ci Dolorka żadna flegma ani problemy z emocjonalnością nie przeszkodzą rzucić się na główkę... wieeeem, wieeem… tylko znajdź tu tego ODPOWIEDNIEGO smile
                        • autoteliczna Re: właściwie to już 15.12.18, 12:31
                          bunt_jest_moim_obowiazkiem napisała:

                          Trzeba albo
                          > pracować nad swoją zmianą (otworzeniem się), albo mieć szczęście i trafić na k
                          > ogoś, komu czyjeś schowanie emocjonalne nie będzie "murem nie do zdobycia", tyl
                          > ko drobną przeszkodą.
                          > Natomiast leczenie swoich dysfunkcji emocjonalnych drugim człowiekiem - nie, ni
                          > e - to najgorsza z możliwych ścieżka dla związku.

                          O właśnie smile

              • samysliciel Re: właściwie to już 15.12.18, 11:29
                bunt_jest_moim_obowiazkiem napisała:

                > No oczywiście że nie... ale mam odczucie, że ta Twoja rezygnacja jest na strasz
                > nie wczesnym etapie...
                > Jeśli fajnie się rozmawiało i kobitka Ci się całkiem podoba, to czemu nie sprób
                > ować iść dalej?

                Wiesz, pisałem na początku wątku jakieś wstępne oczekiwania, a właściwie nie od pierwszego wrażenie ale w sumie dość szybko, mogę określić czy ktoś pasuje, czy warto spróbować. W kwestii doboru takiej osoby po prostu musi być chemia, to jest dla mnie kluczowe, każdy ma jakieś wady, coś co różni, a mimo wszystko ciągnie do takiej osoby, o to w tej zabawie chodzi. Ja nie rozumiem jak można ciągle drążyć tę drugą osobę, aby mieć pewność (pewności nigdy nie będzie), uważam też, że jeśli nie potrafi się dać drugiej stronie kredytu zaufania, bo właśnie ktoś taki na taki kredyt zasługuje, to nie ma co tego ciągnąć. Takie upewnianie w nieskończoność czy szukanie pozytywów, na zasadzie dam szansę to ktoś fajny. Ja tak nie potrafię, wiem że to mało sprawiedliwe ale generalnie relacje międzyludzkie nie są sprawiedliwe i im większe oczekiwania i nadzieje (wyłącznie te emocjonalne) tym trudniej znaleźć odwzajemnienie.
                • dolores2222 Re: właściwie to już 15.12.18, 11:35
                  Kurczę, jakbym czytała swoje myśli... uncertain
                • bunt_jest_moim_obowiazkiem Re: właściwie to już 15.12.18, 12:04
                  Ok, z tym nie dyskutuję. Chyba po prostu na początku odebrałam Twój wpis, że jednak chemia była i stąd zdziwienie, czemu rezygnujesz. Ale jak tej znajomości "nie czujesz" - to faktycznie bez sensu.
    • marcepanka313 Re: matrymonialne 12.12.18, 07:55
      Myślę sobie, że problemem przy poszukiwaniach przez biuro czy portale jest rozdźwięk między tym co pisane a prawdą, między tym co widzimy a co jest.
      A przede wszystkim między oczekiwaniami i wyobrażeniami a rzeczywistością.
      • marcepanka313 Re: matrymonialne 12.12.18, 08:19
        I jeszcze taka refleksja, że kolejność w poznawaniu jest trochę inna.
        W realu najpierw kogoś widzimy, mamy możliwość, żeby zauważyć to co nieuchwytne i to co odpychające czy nieakceptowalne, a potem ewentualnie spotkanie i kontynuowanie.
        A portal mimo wszystko rządzi się swoimi prawmi pewne rzeczy wychodzą w praniu.
        Chociaż jak życie pokazuje, gwarancji nie ma nigdzie.
      • obrotowy nie jest. 12.12.18, 08:24
        marcepanka313 napisała:
        > Myślę sobie, że problemem przy poszukiwaniach przez biuro czy portale jest rozdźwięk między...

        nie jest tak.
        biura matrymonialne to bardzo solidne instytucje i nie pozwalaja sobie na wciskanie im kitu,,
        bo z kazda osoba skladajaca wniosek jest przeprowadzona FACHOWA rozmowa.

        ludzie sie po prostu tych biur wstydza...

        - a wiem to, bo zalatwialem kiedys koledze "Amerykaninowi" trzy "kandydatki na zone"

        prosil mnie o wybranie trzech najlepszych dla niego ofert (podal mi oczekiwania)
        i wybralem mu takie. przyjechal do Polski, spotkal sie z nimi - i skomentowal mi, z te Panie rzeczwiscie byly takie, jak zapodawaly same w ofertach...

        niestety, nic z tego nie wyszlo, bo zadna mu nie podpasowala, ale nie czul sie rozczarowany. rozczarowany...
        • marcepanka313 Re: nie jest. 12.12.18, 08:34
          Napisałam tak, bo takie są moje odczucia i wnioski z komentarzy w necie a nie z moich doświadczeń.
          Co nie zmienia faktu, że mimo fachowej rozmowy( i nawet zadowolenia mimo braku spodziewanego efeku) nic nie gwarantuje sukcesu.
          Wytyczne, potrzeby, wymagania są po dwóch stronach. Chodzi o ten ambaras..
      • bunt_jest_moim_obowiazkiem Re: matrymonialne 12.12.18, 08:38
        Jednak z doświadczeń moich znajomych wychodzi, że najczęściej opis zgadza się z rzeczywistością, a znajomość rozpada się po 2-3 miesiącach... ludzie na początku mają dobre chęci, ale nie potrafią się do siebie dostosować w codziennym życiu...
    • obrotowy nieslusznie. 12.12.18, 08:16
      samysliciel napisał:
      Mam trzeci potwierdzony kontakt, pod który mógłbym się odezwać, ale na tę chwilę go sobie odpuszczam.

      nieslusznie. dales tej "trzeciej" osobie przynajmniej nadzieje na spotkanie i powinienes je zrealizowac...
      a nastepnego juz byc nie musi - skoro ta "duga szansa" tak wpadla Ci w oko.

    • mavika_88 Re: matrymonialne 12.12.18, 11:01
      "prawdopodobne, że bez względu na wszystko w przyszłym roku, ostatecznie się gdzieś przeflancuję, sam czy z kimś, to chyba ten czas by skonfrontować ze sobą dwa różne wyjścia, jedno z siłą przyzwyczajeń i braków, drugie, z wyłamaniem się z dotychczasowych schematów i odrobiną szaleństwa, z kimś przy boku, tylko tu jest zależność dwóch stron, (nie)stety."

      Masz na mysli zmiane miejsca? Bardzo polecam. Duuuzo daje. Wyciaga Cie ze stagnacji. I nie patrz na to czy pojedziesz z kims czy sam. Jesli do tej pory nie znajdziesz polowy sprobuj zmiany miejsca. Ja tak wlasnie zrobilam. Mozna powiedziec ze pojechalam w ciemno kawal drogi. Pojechalam sama i nie wiedzialam co mnie czeka. Jak dlugo tutaj pobede, co znajde.... Bylo niesamowicie ciezko bo jesli chodzi o zmiane miejsca to ogarnial mnie ogromny strach. Warto czasem go przelamac smile
      • bunt_jest_moim_obowiazkiem Re: matrymonialne 12.12.18, 11:49
        Podziwiam za odwagę wyjścia ze strefy komfortu. Ja jeszcze na chwilę przycupnę zbierając siły... ale też już myślę, żeby coś odwalić smile
        Jak będę miała głupie pomysły, to najwyżej mieszkanie sama odremontuję, żeby się troszki zmęczyć... ale może jeden z pomysłów mnie skusi bardziej i zobaczę sens...
    • mavika_88 Re: matrymonialne 12.12.18, 11:28
      Patrzac teraz z perspektywy to wiem ze nie bylo to takie straszne. Ale w tamtej chwili to byl moj najwiekszy strach.... Wydawaloby sie nie do przeskoczenia.... Walczylam nie tylko ze swoimi myslami ale i z innymi, ktorzy mi odradzali, mowili ze nie dam rady. Wszystko dobrze sie ulozylo. W podjeciu takiej decyzji o wyprowadzeniu sie z rodzinnych stron pomoglo mi to ze na start mialam zapewnione lokum. Po miesiacu jednak doszlam do wniosku ze trzeba juz wyleciec z tamtego tymczasowego gniazdka i poszukac czegos w lepszej lokalizacji.
    • autoteliczna Re: matrymonialne 12.12.18, 17:23
      gwen75 napisał:
      >
      > Niekoniecznie. Działania można też podejmować bez żadnego lęku.

      Można i trzeba.
      Ja jednak miałam na myśli coś innego - przepraszam, użyłam skrótu myślowego.
      Powinnam była napisać "podjęcia jakiegokolwiek działania w relacji". Bo wiesz - tak to już w życiu jest, że teoretycznie to zawsze możesz na kogoś jakoś negatywnie wpłynąć.
      "A co, jeśli się obrazi?", "a co jeśli źle zrozumie?", "a co jeśli za bardzo weźmie do siebie?", "a co jeśli to się nie sprawdzi?" - w ten sposób można zrezygnować lub wycofać się ze wszystkiego: z szansy na związek, ze związku, z przyjaźni, ze starań o bycie dobrym ojcem/bratem/kolegą/przełożonym...
      I nikt nie broni się wycofać, tylko jest pytanie, jaką konsekwencję się poniesie.
      >

      > Można unikać "na razie", i walczyć z lękiem. A potem wziąć się do działania z w
      > iększą pewnością siebie i przekonaniem smile

      I bardzo dobrze - na tym polega przełamanie lęku i rozwój smile
      >

      >
      > Możliwe, że masz rację. Ja osobiście w takiej sytuacji bym uznał, że to jednak
      > jest mój problem i to ja muszę sobie z nim sam poradzić. A jak już sobie poradz
      > ę to zobaczę co dalej.

      Można i tak smile Byle nie zasypiać gruszek w popiele wink


      W ogóle takie spotkania aranżowane przez biura matrym
      > onialne czy spotkania z portali randkowych należałoby traktować na dużym luzie,
      > bardziej jako poznawanie nowych ludzi niż szukanie partnera wink

      Też tak myślę. smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka