samysliciel
10.12.18, 13:47
nie, nie ogłoszenie lecz biuro, tam mnie poniosło, trochę z ciekawości, trochę dla św. spokoju, mego i nie tylko. O tym będzie ten wątek.
Oferty analizowałem dość wnikliwie, kierując się przy wyborze kilkoma kryteriami. Mianowicie:
* wiek +/- 3 lata, chciałbym, aby to była osoba w podobnym wieku. Dojrzewanie, nabieranie doświadczeń w tych samych czasach zbliża ludzi, pozwala złapać podobną perspektywę na otaczający świat, podobne zainteresowania (np. muzyka, filmy z tych samych czasów, wchodzenie w czasy komputeryzacji). Poza tym chciałbym jeszcze zostać ojcem, więc to ostatni dzwonek, w momencie kiedy interesują mnie "rówieśniczki", przyjmując za nie te ww. roczniki. Ostatecznie ten przedział został trochę poszerzony.
* niepaląca - główne kryterium eliminujące dużą część kandydatek. Nigdy nie paliłem, nie próbowałem, w najbliższej rodzinie praktycznie nikt nie pali, bardzo dobrze mi z tym. Nie mam też styczności z "towarzyskim paleniem", z garstką znajomych spotykamy się poza takimi miejscami jak puby, to też są osoby niepalące, w pracy praktycznie nigdy nie towarzyszę w przerwach na dymka, w której z kolei pali znaczna większość, tracę na tym braku "integracji" ale to już kwestia na inny wątek, którą warto rozwinąć. Nie byłbym w stanie patrzeć jak najbliższa mi osoba truje się, mnie i ewentualne dziecko, wydając na to znaczne pieniądze. Na pewno nie będę palił, na siłę nikogo nie będę namawiał by rzucił, właściwie papieros to... "styl życia", choć inne słowo się ciśnie na usta, ale tak ładniej brzmi i nikogo nie uraża, mnie ten styl życia nie mocno nie leży.
* najlepiej bezdzietna - trudno byłoby mi się odnaleźć w innej sytuacji, po prostu.
* wygląd - było to kryterium nie tyle wyboru, co eliminacji, tzn. nie szukałem jakiś ideałów tylko odrzucałem kobiety ewidentnie nie pasujące, nawet trudno konkretnie określić, co było tego przyczyną, to takie "coś" tyle że odrzucające i podobnie jak trudno takie "coś" pozytywnie wyjątkowego znaleźć, poczuć w kimś, negatywnie jest analogicznie, jedna czy dwie osoby w ten sposób odpadły, także margines.
* odrzucone zostały kobiety, które miały zbyt dużo wymagań, większość osób ma ich w ofertach kilka, to bardziej ustawienie priorytetów, które czasem można poszerzyć, zdarzało się jednak, że w ofertach były stworzone niemal wirtualne profile osobowe poszukiwanego kandydata, z cechami niemal się wykluczającymi.
* to samo miasto - mieszkam w dużym mieście, więc teoretycznie powinien być wystarczająco duży wybór, akceptowane były miasteczka ościenne, traktowane niemal jak dzielnice, ze wspólną komunikacją miejską.
Co ciekawe, jeśli chodzi o wiekowy przekrój ofert w biurze, takich poniżej trzydziestu lat praktycznie nie ma, są to jednostkowe przypadki, te z przedziału 30-39 lat stanowią raptem jakieś 20-25%.
Wyselekcjonowałem 6 ofert, z czego po tygodniu otrzymałem 3 pozytywne odpowiedzi z biura, że jest chęć drugiej strony na bliższe poznanie. Teoretycznie można od razu dostać telefon do wybranych ofert, lecz wyszedłem z założenia, że stawianie drugiej strony przed faktem dokonanym nie jest najlepsze, trudno czasem odmówić komuś wprost. Nic na siłę.
W pierwszym wypadku pani bardzo szybko przystała na spotkanie, rozmowa między nami praktycznie sprowadziła się do ustalenia spotkania, dziwne to trochę było wg mnie. Uważam, że choćby naście minut rozmowy przez telefon jest bardzo istotne, bo daje możliwość wstępnego dostrojenia się ludzi, bez większego stresu można przełamać pierwsze lody.
Pani spóźniła się pół godziny, gdy zadzwoniłem punkt i spytałem czy będzie powiedziała, że jest w drodze, później dopytałem czy jechała komunikacją, czy może bezpośrednio po pracy. Okazało się, że jechała samochodem prosto z domu, a że sama wybrała tę godzinę, wyglądało to słabo już na starcie, nie było zwykłego przepraszam, od tak, jakby nic się nie stało i było ok. Spotkanie odbyło się w pijalni czekolady, trwało lekko ponad godzinę, ciszy nie było zbyt wiele, rozmowa jakoś szła, ale kleiła się tak 50/50. Nie było takiej elementarnej chemii, druga strona wyglądała momentami na znudzoną podpierając twarz ręką, trochę wyglądało to jak nieświadomy odruch. Spytałem czy pozwoli za siebie zapłacić, zgodziła się. Grzecznie sobie podziękowaliśmy za miło spędzony czas i tyle.
W drugim przypadku sytuacja była z goła odmienna. Druga strona wiedziała w zarysie, kto dzwoni, przegadaliśmy coś koło 3h, przez kolejne dwa dni też jakoś po godzinie i ustaliliśmy spotkanie. Restauracja, kawka, jedna, druga, rozmowa na tematy poważne mniej lub bardziej, żarty i zleciały 3h. Zapłaciłem za kawę, jakże inne było to uczucie przez odmienną atmosferę obu spotkań. Wstępnie umówiliśmy się na przyszły tydzień do kina.
Było miło, fajnie, ale ja nie wiem czy się będę potrafił odnaleźć na dłuższą metę w relacji z kimś, przez długi czas właściwie wypadłem z obiegu w takich relacjach. Z jednej strony bardzo chce się mieć kogoś, z drugiej strony równie silne są obawy, mniej lub bardziej uzasadnione, potrafię się mocno przywiązać do kogoś, wtedy rozczarowania bolą bardzo.
Staram się nie zakładać nic z góry, niech czas pokaże jak to dalej się potoczy. Wiecie, co było ciekawym odczuciem z obu stron? Oboje odnosimy wrażenie, że umknęła nam w życiu taka największa szansa z kimś konkretnym. Ciężkie to wszystko, jest o czym myśleć, wielce prawdopodobne, że bez względu na wszystko w przyszłym roku, ostatecznie się gdzieś przeflancuję, sam czy z kimś, to chyba ten czas by skonfrontować ze sobą dwa różne wyjścia, jedno z siłą przyzwyczajeń i braków, drugie, z wyłamaniem się z dotychczasowych schematów i odrobiną szaleństwa, z kimś przy boku, tylko tu jest zależność dwóch stron, (nie)stety.
Mam trzeci potwierdzony kontakt, pod który mógłbym się odezwać, ale na tę chwilę go sobie odpuszczam.