25.03.08, 12:28
Poznaliśmy się ponad 6 lat temu, mamy teraz po 25 lat.
Ona, dziewczyna ze wsi, córka niepijacego alkoholika, który pił i bił
15 lat, czy 20 lat żone i potem tez czasem dzieci, upośledzony
umysłwo
brat. W domu sie nie przelewalo
Ja, chłopak z miasta, po lewostronnym paraliżu, obecnie kuleje lkko i
mam dłoń niesprawną, pomimo tego skonczylem Uniwerek, mam dobra
prace,
dobrze zarabiam. 5, 5 roku "chodziliśmy" ze sobą. bywało różnie, ale
w
sumie bylem bardzo szczesliwy, ona podobno tez, choc wielu rzeczy nie
dostrzegalem. Chocby tego ze ona nie ma zadnych zainteresowan poza
imprezami ktore lubila ale nie chodzila beze mnie. Myslalem ze
zalapalem Pana Boga za nogi, kobieta ktorej nie przeszkadza moja
niepelnosprawnmosc, akceptuje mnie kocha.
Wszystko robilismy razem. Przygotwalem ja do matury, pomoglem na
studiach, napisalem prace licencjcka i 3 z 4 pracy mgr. mogla liczyc
na mnie zawsze i ze wszystkim tak jak i ja na nia. Slub w sierpniu
200-
cudowne wesele. Potem 2 miesiace zycia w raju. Koniec pazdiernika
dostalem ataku epilepsji, zdiagnozowao mi te chorobe ale atakow nie
mam, normalnie zyje, pracuje. A w domu (mieszkanie w duzym domu z
tesciami, w trakcie wykanczanie jej czesci domu). Mniej wiecej od
tego
czasu coraz gorzej, oddalala sie ode mnie, bylem jak mebel. od
grudnia
sexu zero praktycznie-tak bywalo i przed slubem wiec to nie nowosc.
Ciagle pretensje ze zle sie odnosze do tesciow(bzdura) i inne
czepialskie wyssane z palca zarzuty. Ja jej oddalem calego siebie,
serce na dloni. A wczoraj (Wielka Niedziela) bylem u mamy, od niej
sms-"nie kocham Cie" strasznie sie pomylilam" itd. Wiec pojechalem
spakowac rzeczy, wchodze a one juz spakowane, po niej wdidzialem cos
w
rodzaju ulgi. Tak mi sie przynajmniej wydaje.
dzis rao dzwonie, ze zostawilem plaszcz, slysze-"oddam Ci go, pytam
czemu to zrobila-nie chce tk dluzej zyc jak niewolnica""nie psuj mi
telefonami ŚWiąt" I po tej rozmowie klapki mi z oczu spadly.
Co nie zmienia faktu ze tesknie za nia strasznie, wczoraj plakalem,
mysle o niej, ciezko mi okropnie. Jenoczesnie mam swiadomosc ze
okazala sie pusta jak balon. Tyle ze na skinienie jej palca bym
wrocil. Boje sie ze bede sam, ze moja niepelnosprawnosc, choroba,
bycie (chyba) rozwodnikiem przekresla moje szanse na ulozenie sobie
zycia, a ja nie potrafie byc sam, potrzebuje ciepla i chce je dawac.
Moze ktos z Was ma podejrzenia czemu to zrobila, ja naprawde nie
wiem,
chyba zetak bardzo brakuje jej imprez itd (z epilepsja nie moge na
nie
chodzic)?
Jak myslicie, wyciagnie jescze reke do zgody?
I jak sobie radzic z bolem rozstania?
Bede wdzieczny za pomoc
Piotr
Obserwuj wątek
    • eva52-52 Re: Porzucony 25.03.08, 18:26
      jeżeli rzeczywiście było tak jak piszesz to lepiej .że skończyło to
      się teraz a nie trwa dłużej. Ja jestem w trochę innej sytuacji.
      Pomogłam mężowi skończć studia ( opiekowałam się dziećmi ażeby mógł
      się uczyć). wyciągnęłam z nałogu i "ustawiłam" w naszej małej
      społeczności. Lata stresu spowodowały poważną chorobę u mnie i od15
      lat jestem na rencie bez możliwości pracy. Tym sposobem jestem
      zależna od męża finansowo i co? Poszukał sobie inną , ale jak
      twierdzi on jest odpowiedzialny i dlatego n mnie nie może zostawić
      bo przecież " jak ty sobie porazisz z tą nędzną rentą" . Mam 55 lat
      i jestem samotną mężatką. Proszę Cię stań na nogi i ciesz się tym
      co masz czyli pracą i napewno masz jakiś przyjaciół popatrz tylko
      wkolo Zyczę dużo szczęścia i nie czekaj na kogoś kto nie jest tego
      wart Eva
    • luana30 Re: Porzucony 26.03.08, 12:24
      Znalazłeś sie z trudnej sytuacji, ale i takie bywają w życiu. Z
      własnego doświadczenia wiem, że jeżeli w młodym małżeństwie
      pojawiają się tak poważne kryzysy, to nie ma co liczyć na poprawę
      tej sytuacji. Można to ciągnąć, ale na dłuższą metę staje się to tak
      męczące, że wszystkiego się odechciewa. Jeżeli jedna ze stron
      zaczyna iść w inną stronę, oddalać się, to znaczy, że coś pękło i
      nigdy nie będzie, jak dawniej. Jesteś młody i wszystko jeszcze w
      Twoim życiu może się wydarzyć. Wiem, że chciałbyś żebyście byli
      razem i żeby było, jak przed ślubem, ale uwierz mi, że nie warto
      czekać i czekać, że będzie lepiej. Rozstania są bardzo trudne,
      jednak czasem są jedynym logicznym wyjściem z sytuacji. Sama się
      przekonałam, że być z kimś tylko z obawy przed samotnością nie ma
      najmniejszego sensu. Trzymaj się!
      • medy-2008 Re: Porzucony 26.03.08, 13:16
        Życie toczy się dalej, nie rób sobie tamy.Płyń dalej smile
    • jusdor Re: Porzucony 27.03.08, 01:28
      Jak dobrze, to rozumiem.Miałam podobną sytuację.Teraz cierpisz i
      świadczy to o tym,że kochałeś naprawdę, a raczej dalej kochasz.Tylko-
      czy ta miłość była dla Ciebie dobra? Z tego co napisałeś, Ty byłeś
      dawcą, a Ona biorcą. Tylko,że dawcy po przeszczepie umierają!
      Poświęciłeś się, bo uważasz się za gorszego- dlaczego?!Bo masz
      niesprawną jedną rękę?- masz drugą!Piszesz,że jestes po studiach-
      więc głowę masz sprawną!Chciałeś za wszelka cene zasłużyć na
      miłośc,bo czułeś się kimś gorszym. Nigdy tak o sobie nie myśl. bo
      takie myślenie zaszczepiasz w innych. Naucz się doceniać siebie
      dostrzegać swoją wartość, a wtedy inni spojrzą na ciebie tak- jak na
      to zasługujesz.Przepraszam, że tak sie wymądrzam ale wiem co
      piszę.Sama mam podobne doświadczenia, a historie, które prawie
      codziennie słyszę w pracy, tylko to potwierdzają.Wierzę, że wszystko
      się jeszcze ułoży i że spotkasz wartościową kobietę, Która doceni
      Ciebie i to jakim jesteś człowiekiem. Życzę powodzenia suspicious

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka