harry_p_otem
14.01.09, 01:07
Przygladajac sie Wam, co prawda nie wszystkim, przypomina mi sie moj
wykladowca - ktory, jak go potrzeba naszla (a nachodzila niestety
czesto) to wyjmowal chusteczke odwracal sie do kata i smarkal - po
czym (uwaga!) z powrotem odwracal sie do gawiedzi i ostentacyjnie
przez czas dluzszy ogladal zawartosc chusteczki, a nastepnie rownie
ceremonialnie i ostentacyjnie ja skladal.
- Rzec by mozna, swoista idiosynkrazja... Nigdy nie rozumielismy do
konca tego rytualu. Podejrzewano, ze kiedys wysmarkal cos cennego i
mial nadzieje na replay. Ja jednak, sklanialem sie ku teorii, ze
chcial nam pokazac, ze robi jednak w chusteczke a nie w rekaw czy na
ziemie. (I do apologise if anyone was eating a sandwich meanwhile).
Dopiero teraz, dzis doceniam tytanow intelektu tu piszacych, rzec by
mozna smietanka intelektualna IV RP podchodzaca prawie pod setke -
nie wiem jak sie to na omelany rekalkuluje). Wiem, bo
tlumaczylem "mojemu" kolesiowi (z "jego" na polski) przemowienie na
zjazd XII-stego Liceum. Z uwagi na stopien tajnosci rzecz sie
dziala w jego gabinecie i jego obecnosci, wiec wargi mialem
pogryzione do krwi. "Moj" wyszedl na zjezdzie na intelektualiste, bo
sam przeczytal - inni przywiezli "swoich" paziow do wygloszenia
(relato refero - nie bardzo mi sie chce wierzyc).
Jade tak sobie i... mysli mnie "najszly" takie.