Gość: EUROMIR
IP: *.cm-upc.chello.se
27.02.02, 13:22
Szanowna Publiczności,
czy nie sądzicie Państwo, że dobrze się stało, iż tzw. sprawa arcybiskupa Paetza ujrzała światło dzienne,
właśnie dziś i teraz ?
Czemu tak sądzę ?
Otóż, wbrew podnoszącym się (tu i tam) głosom o manipulacji medialnej wydarzenia (w całej sprawie mało
istotnej /o ile zasadnej / ), uważam, że wydarzeniu powinno sią mówić, nie jako o pojedyńczym fenomenie, lecz
bardziej jako zjawisku, i z tego punktu widzenia podjąć się analizy obserwowanych zachowań.
Po pierwsze ważne jest stwierdzenie, iż :
- grzech arcybiskupa Paetza nie polega na jego homoseksualnych frywolnościach, dokonywanych z novisami,
lecz na fakcie wykorzystania przez niego pozycji i autorytetu do pokazania tym młodym ludziom, że można żyć
i funkcjonować w Kościele nie przestrzegając nauk moralnych, które się jednocześnie głosi. Tu odnajdujemy
rdzeń główny dokonanej przez niego demoralizacji. Tem bardziej godny napiątnowania, im bardziej długotrwały,
rozciągnięty w czasie.
Z relacji prasowych wynika, że wykorzystywanie przez arcybiskupa jego autorytetu i pozycji trwało już od
dłuższego czasu. Dla środowiska (również hierarchów) było tajemnicą poliszynela. A jednak, mimo prób
protestów części środowiska, seksualne zabawy zdemoralizowanego arcybiskupa trwały latami. Czy nie
świadczy to przypadkiem o tym, iż jego pozycja była na tyle silna, że mógł bez obaw kontynuować swój
grzech ? Wiadomo, że protesty i doniesienia o prowadzeniu się pasterza słane były również do Watykanu.
Już rok temu Jego Swiętobliwość Jan Paweł II przysłał do Poznania specjalną komisję, która miała za zadanie
zbadać sprawę. A jednak trzeba było dopiero publikacji "Rzeczpospolitej", aby zahamować niemoralną
działalność arcybiskupa.
Powstaje zatem pytanie. Czy plotki o działającej w Watykanie i popierającej zdemoralizowanych, katolickich
hierarchów - koterii pedalskiej, nie są prawdziwe i warte sprawdzenia ? Jako wierzący i praktykujący katolik
uważam, że obowiązkiem Kościoła, do którego należę jest wyjaśnienie całej sprawy do końca. Również roli
zaciemniających sprawę popleczników arcybiskupa. Również w Rzymie.
Z przykrością też stwierdzam, że słowa prymasa Glempa :
" /.../ Przypomniał też o tysiącach duchownych, którzy oddali życie za wiarę lub
poświęcają swój czas i zdolności dla bliźniego i Boga. Dopiero "wtedy mamy pełny obraz, w którym grzeszny
człowiek jest tylko jakąś częścią w morzu dobroci" - powiedział Prymas. Zapytany, czy wcześniej miał informacje
o podejrzeniach wobec abp. Paetza, odpowiedział, że żadne listy na ten temat do niego nie dotarły./.../
(GW 24-02-2002)
niestety nie budzą wiary. Trudno jest mi uwierzyć, że sprawa tak głośna w polskim, katolickim środowisku,
niejednokroć oprotestowana przez znanych przecie działaczy, sprawa, która dotarła nawet do stacjonowanego
w Warszawie nuncjusza, była księdzu Prymasowi zupełnie nieznana.
Ta przykra konstatacja mogłaby stanowić zakończanie moich tu uwag. Nie mogę jednak poprzestać, nie
wyrażając mej nadziei, zawartej w tytule postu. Sprawa arcybiskupa Paetza może, i powinna być widziana jako
szansa Kościoła katolickiego w Polsce (i może nie tylko), na oczyszczenie, a być może i zreformowanie struktur,
(nie tak aby zjawisko homoseksualizmu w KK zanikło, gdyż to niemożliwe. Księża są też tylko ludżmi z całym
wynikającym stąd bagażem ), ale aby nie powtórzyły się zjawiska świadczące o istnieniu nieformalnych klik ,
rozporządzających wpływami, na tyle silnymi, iż umożliwiającymi popieranie osób zdeprawowanych do szpiku
kości i umożliwiających ich działalność w (również moim) Kościele.
Euromir