Dodaj do ulubionych

Uprzejmie proszę prenumeratorów GW

28.09.20, 16:20
do wklejenia dalszego ciągu

wyborcza.pl/7,155287,26340059,te-wykresy-pokazuja-jak-pis-zadluzyl-polske-i-jak-to-ukrywa.html#s=BoxOpImg4
Mateusz Morawiecki jest specjalistą, jeśli chodzi o "kręcenie licznika" z długiem - wytknęła mu to zresztą za ubiegły rok Najwyższa Izba Kontroli. Upycha go tak, aby w statystykach krajowych nie było go widać.
Obserwuj wątek
    • benek231 Proszę bardzo :O) 28.09.20, 17:10
      Te wykresy pokazują, jak PiS zadłużył Polskę. I jak to ukrywa

      Piotr Miączyński, Leszek Kostrzewski
      28 września 2020 | 11:00

      Mechanika majstrowania PiS przy długu publicznym i wydatkach niepokoi już nie tylko ekonomistów. Nawet prorządowy Związek Przedsiębiorców i Pracodawców wzywa do rezygnacji z 500+ na pierwsze dziecko bez progu dochodowego oraz 13. i 14. emerytury.

      Ministerstwo Finansów, dług publiczny, epidemia koronawirusa, podatki, budżet
      Mateusz Morawiecki jest specjalistą, jeśli chodzi o "kręcenie licznika" z długiem - wytknęła mu to zresztą za ubiegły rok Najwyższa Izba Kontroli. Upycha go tak, aby w statystykach krajowych nie było go widać. Te triki wychodzą jednak od razu na jaw w metodologii Unii Europejskiej (ESA 2010).

      Rok 2019 - dług według statystyk krajowych wynosi 991 mld zł. Według unijnych jest o 54 mld zł większy.

      Rok 2020 - statystyki krajowe mówią 1 bln 132 mld zł długu. Według unijnych jest on aż o 259 mld zł większy.

      I rok przyszły. Statystyki krajowe przewidują 1 bln 246 mld zł. Według unijnych dług będzie wyższy o 278 mld zł.

      Poniższy wykres umieścił na Twitterze Sławomir Dudek, były dyrektor departamentu polityki makroekonomicznej Ministerstwa Finansów, przez 23 lata pracownik resortu, obecnie główny ekonomista Pracodawców RP.

      Kolejny wrzucił były wiceminister finansów Ludwik Kotecki. To również różnice między polską a unijną definicją długu publicznego. Wykres zaczyna rosnąć od kryzysu finansowego w 2008 roku. I nagle monstrualnie wystrzeliwuje w górę w II kwartale tego roku.

      To efekt przede wszystkim pozabudżetowych funduszy - przeciwdziałania COVID-19 (zarządza nim państwowy Bank Gospodarstwa Krajowego, o tym, na co wydać pieniądze, decyduje jednak premier) oraz obligacje wypuszczane przez państwową spółkę Polski Fundusz Rozwoju.

      Piotr Patkowski, obecny wiceminister finansów, pytany niedawno, ile długu zaciągniemy w tym roku, szybko policzył, że mamy deficyt budżetowy w wysokości nieco ponad 109 mld zł. Obligacje wypuszczone przez fundusz BGK to 112 mld zł. Do tego trzeba doliczyć tarczę PFR, czyli pomocy dla firm, z której pójdzie maksymalnie 100 mld zł. Część tych pieniędzy firmy zwrócą. Razem wychodzi 260 mld zł nowego zadłużenia.

      Konstytucyjny limit długu zaraz padnie
      Żyjemy w czasach, gdy liczby tracą swoją wagę. PiS tak rozdął wydatki państwa, że nagle rzucane lekką ręką przez polityków 5 czy 10 mld robią wrażenie niewielkich pieniędzy.

      Tak nie jest. W 2015 r. każdy z 38 mln obywateli Polski miał do spłacenia 22 tys. długu publicznego. W tym roku będzie to już 35 tys.

      To też oznacza, że gdyby nie sztuczki rządu Morawieckiego, próg konstytucyjny poziomu zadłużenia (60 proc.) zostałby w przyszłym roku złamany, a co za tym idzie - rząd musiałby zaordynować ostre i niepopularne politycznie oszczędności.

      Na koniec 2021 r. poziom zadłużenia państwa może przekroczyć 58 proc. PKB według metodologii krajowej i 64 proc. według metodologii unijnej.

      PiS chciałby zwiększyć limit długu do 90 proc. PKB bądź całkowicie go znieść. To wymaga poparcia większości dwóch trzecich w Sejmie, na co obecnie nie ma szans.

      Agencja ratingowa Moody’s, jedna z firm z tak zwanej Wielkiej Trójki zajmującej się ocenami ratingowymi, już zresztą ostrzegła, że zniesienie limitu będzie oznaczać osłabienie polskiej oceny kredytowej (będziemy musieli płacić wyższe odsetki za długi).

      Rząd nie tylko kręci z długiem, ale i z wydatkami
      Owszem, dochody podatkowe budżetu państwa mają spaść w tym roku według rządu aż o 40 mld zł, a dochody składkowe Funduszu Ubezpieczeń Społecznych - o prawie 17 mld.

      Te szacunki są jednak najprawdopodobniej zawyżone. Po co? Po to by maksymalnie zwiększyć deficyt budżetowy. I aby mieć do tego dobry pretekst.

      Wydatki budżetu państwa mają być o prawie 73 mld zł wyższe od uprzednio planowanych. Na co pójdą?

      - Ze wspomnianych 73 mld zł największą część stanowi dotacja do Funduszu Solidarnościowego (26,5 mld zł), która najpewniej posłuży do sfinansowania trzynastej i czternastej emerytury w przyszłym roku, co pozwoli wtedy na sztuczne obniżenie wydatków budżetu państwa na ten cel - twierdzi FOR, fundacja Leszka Balcerowicza.

      Kolejne 12 mld idzie na transport, w tym na dofinansowanie kolei i lokalnej infrastruktury drogowej w latach 2020-21, 3 mld - dodatkowo na armię, 7 mld - na rezerwy celowe, 1,3 - na górnictwo węglowe, 2,3 mld - na składkę do UE, 2,2 mld - na obsługę długu, 1,4 mld - na policję.

      Ile z tych dodatkowych 73 mld pójdzie na zwalczanie skutków pandemii? Tylko ok. 16 mld - tak wyjaśniał na sali sejmowej w trakcie dyskusji nad nowelizacją budżetu poseł Koalicji Obywatelskiej Dariusz Rosati.

      - Chcecie dodatkowo wydać 3,5 mld zł na wojsko i 1,5 mld zł na policję. Pytam publicznie, po co chcecie to zrobić, wytłumaczcie nam to. Czy dzisiaj F35, czołgi i armaty mają latać po Polsce, strzelać w koronawirusa? Po co chcecie wydać te środki finansowe w takim momencie i w takiej sytuacji? – dziwili się posłowie opozycji.
      Nawet zwolennicy rządu wzywają już do umiaru
      Rządowe manewry budzą niepokój już nie tylko ekonomistów oraz opozycji.


      Nawet prorządowy Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, która często publikuje wspólne odezwy z propisowskim Związkiem Zawodowym "Solidarność", wydaje komunikaty, w których wzywa do cięcia wydatków.

      Prezes Cezary Kaźmierczak, na Facebooku prezentujący się w koszulce DESTYLACJA (napis na wzór KONSTYTUCJA, mający ośmieszyć opozycję), ostro skomentował projekt budżetu na 2021 rok.

      "Niepokój muszą budzić stosunkowo optymistyczne założenia dotyczące zakładanych na 2021 rok wpływów budżetowych, przy jednoczesnym pozostawieniu wydatków, szczególnie socjalnych, na względnie wysokim poziomie" – napisał.

      I wysłał prawdziwą torpedę w stronę rządu PiS.

      - W opinii ZPP, z części świadczeń społecznych należałoby zrezygnować (bądź ewentualnie zawiesić ich wypłatę w przyszłym roku). Pozwoliłoby to obniżyć planowany na 2021 rok deficyt o ponad 40 mld zł bądź też wygenerować tej wysokości zapas możliwy do uruchomienia w przypadku konieczności poniesienia dodatkowych wydatków w związku z sytuacją epidemiczną – stwierdził Kaźmierczak.
      Te świadczenia społeczne to 500+ na pierwsze dziecko bez progu dochodowego, 13. i 14. emerytury oraz program „Dobry start”.

      Zdaniem Kaźmierczaka nadmierny dług publiczny będzie hamował wzrost gospodarczy w przyszłości.

      - Państwa, które już w tej chwili są zamożne, mogą pozwolić sobie na obsługiwanie długu znacznie przewyższającego zadłużenie Polski. Kraj będący na dorobku powinien jednak do zadłużenia podchodzić ostrożnie i konserwatywnie – przekonuje prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

      PiS się tym jednak nie przejmuje. Obligacje PFR mają terminy wykupu od 4 do 10 lat.

      - W 2025 ktoś w kolejnej kadencji będzie musiał wysupłać 21 mld zł, potem 17 mld zł w 2027 - komentuje Sławomir Dudek.

      Będzie to więc problem rządu wybranego w wyborach parlamentarnych w 2023 r. W polityce nikt tak daleko w przyszłość nie wybiega.
    • qwardian Re: Uprzejmie proszę prenumeratorów GW 29.09.20, 10:59
      Cały świat włączył drukarki i zwiększył dług w związku z przekrętem zwanym świrusem i nasze masońskie władze nie są tu wyjątkiem. Wszyscy mają w nosie ten dług, ale on wydrenuje nam kieszenie i portfele, stąd zadowolony Perła, który poszedł w złoto i teraz ma wszystko w nosie. Palladium przebija wszystkie rekordy, nigdy go nie widziałem na oczy, chociaż wydobywałem. Osobiście jestem entuzjastą, chromu, molibdenu, bo to składniki stali nierdzewnej. Co do prenumeratorów, to drukowana Wyborcza miał największy zjazd w przeciągu roku..

      Rozpowszechnianie płatne ogólnopolskich dzienników w lipcu 2020 roku spadło rok do roku o 14,5 proc. do 468,5 tys. sztuk. Sprzedaż była podobna (spadek o 0,05 proc.) jak w czerwcu - wynika z danych Związku Kontroli Dystrybucji Prasy (ZKDP).

      Rozpowszechnianie płatne "Gazety Wyborczej", wydawanej przez giełdową Agorę, w lipcu zmniejszyło się rok do roku o 25,6 proc. do 66,6 tys. sztuk. W porównaniu z czerwcem "Wyborcza" zanotowała spadek o 0,2 proc.

      Sprzedaż "Rzeczpospolitej" w lipcu wyniosła 40,3 tys. sztuk, co oznacza spadek rok do roku o 3,9 proc. oraz wzrost o 0,2 proc. w porównaniu z czerwcem. Wydawcą dziennika jest spółka Gremi Media, notowana na rynku NewConnect.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka