Dodaj do ulubionych

Wiersze wigilijne

23.12.05, 04:35
Wigilia w lesie

L. Staff

I drzewa mają swą wigilię...
W najkrótszy dzień Bożego roku,
Gdy błękitnieje śnieg o zmroku:
W okiściach, jak olbrzymie lilie,
Białe smereczki, sosny, jodły,
Z zapartym tchem wsłuchane w ciszę,
Snują zadumy jakieś mnisze
Rozpamiętując święte modły.
Las niemy jest jak tajemnica,”
'Milczący jak oczekiwanie,
Bo coś się dzieje, coś się stanie,
Coś wyśni się, wyjawi lica.
Chat izbom posłał las choinki,
Któż jemu w darze dziw przyniesie
Śnieg jeno spadł na drzewa w lesie,
Dłoniom gałęzi w upominki.
Las drży w napięciu i nadziei,
Niekiedy srebrne sfruną puchy
I polatują jak snu duchy...
Wtem bić przestało serce kniei,
Bo z pierwszą gwiazdą niebo rozłogów,
A z gęstwiny, rozgarniając zieleń,
Wynurza głowę pyszny jeleń
Z świeczkami na rosochach rogów...


Obserwuj wątek
    • pielgrzym_we_mgle Re: Wiersze wigilijne 23.12.05, 08:37
      WSPOMNIENIE

      Drzewa kredą malowane
      W poświacie księżyca
      Sanie cicho przez las sunące,
      Rżenie konia, dźwięk dzwonka,
      Oddech w obłoku pary,
      Mróz z pod kopyt trzeszczący...
      Potem -
      mały kościółek pokryty gontem,
      Uściski dłoni, wymiana pozdrowień,
      Życzenia zdrowych, wesołych, radosnych,
      I głos: cichy, miarowy, spokojny:
      "Cicha noc, święta noc".
      ================================
    • aurora.we.mgle Re: Wiersze wigilijne 23.12.05, 16:41
      Wigilia
      Już wzdychał na myśl o Bożym Narodzeniu
      o tym jak naprawde było
      zaczął się modlić do świętej rewolucji w Betlejem
      od której liczymy czas
      kiedy znów zaczął merdać puszysty ogon tradycji
      wprosiła się choinka za osiemdziesiąt złotych
      elegancko ubrana
      mlaskały kluski z makiem
      kura po wigilii spieszyła na rosół
      potem milczenie większe niż żal
      i już na gwiazdkę stuprocentowy szalik przytulny jak kotka
      żeby się nie ubierać za cienko
      i nie kasłać za grubo
      zdrzemnął się na dwóch fotelach
      wydawało mu się że słowo ciałem się stało - i mieszkało poza nami
      nawet usłyszał że za oknem przyszedł Pan Jezus
      prosty jak kościół z jedną tylko malwą
      obdarty ze śniegu i polskich kolęd
      za wcześnie za późno nie w porę

      nacisnął dzwonek, dzwonek był nieczynny
      Jan Twardowski


    • aurora.we.mgle KK Baczynski 23.12.05, 16:42
      Wigilia
      Matce
      I zbudzili go nagle. Był to głos z daleka.
      Umarłego lat tyle któż by zbudził z Boga
      jak ze snu, by jak kropla ciążył znów ku ziemi
      i cierpieniem, co myślą żywego człowieka,
      jak ciałem okrył i sprowadził w dół?
      Już opadał. Mgła nisko. Obłok śniegu w dole.
      Od światła oderwany, w czarnoksięskim kole,
      w kole głosu wirował, aż usłyszał z bliska,
      aż go nazwała po imieniu. Śliska
      ulica w śniegu nikła. Grajek zginał piłę
      i cienki głos przeszywał i oddalał czas -
      jak w tamten wieczór śmierci. Już był u tych okien.
      Stół biały, wigilijny, posypany mrokiem
      i ona tam samotna. Płomień śniegu gasł
      od chłodu, który przyniósł, i powiew westchnienia
      zatrzepotał, i stanął znów u jej ramienia
      jak w tamten wieczór śmierci. "Mój miły - mówiła -
      oto samotność moja, łzy i tych łez siła,
      co cię do mnie prowadzi". pytał ciężko: "Co,
      co mi każe powracać w ołowiane dno,
      na samo dno milczenia, na ziemię, w popioły?"
      "0 miły, ukochany - mówiła; wspomniała: -
      Ty duch, ty nie pamiętasz o cierpieniu ciała.
      już nie ma naszych synów, Krew ich wsiąka w śnieg.
      Możeś widział ty serca ich na ulic bruku,
      możeś widział schodzących na umarły brzeg,
      a może roztrzaskaną matki siwą głowę?
      Dzisiaj przyszła godzina, zabierz serce moje,
      obroń mnie, od dotknięcia ich jakeś mnie bronił".
      Pokój spełniał się świtem. Na ulicy dzwonił
      dzwonek u małych sanek. Ciemni, trzej, schyleni,
      długo szukali w szafie. Jeden złożył dłoń
      na jej ramieniu sztywnym. Wtedy się ukosem
      obsunęła powoli; brzask jej zwilżył włosy
      i strumyk chłodnej ciszy popłynął przez skroń.
      Zamilkli. Ona była z nim, daleko, chyba
      dalej niż każda miłość. Ostry szron na szybach
      skrzył się. Ruszyli z wolna, lęk ich biały zmroził
      i czarny krzyż ze ściany jak milczenie - groził.
      Było wysoko, cicho jak w kościele.
      9. VIII. 1942r.

    • aurora.we.mgle Ballada o trzech królach 23.12.05, 16:46

      Tajemnicę przesypując w sobie
      jak w zamkniętej kadzi ziarno,
      jechali trzej królowie
      przez ziemię rudą i skwarną.
      Wielbłąd kołysał jak maszt,
      a piasek podobny do wody;
      i myślał król: "Jestem młody,
      a nie minął mnie wielki czas.
      I zobaczę w purpurze rubinów
      ogień, siły magiczny blask;
      może stanę się mocniejszy od czynów
      przez ten jeden, jedyny raz".
      Tygrys prężył siłę jak wąż,
      mięśnie w puchu grały jak harfa.
      Na tygrysie jechał drugi mąż,
      siwą grzywę w zamyśleniu szarpał.
      "Teraz - myślał - po latach tylu,
      gdy zobaczę, jak płomienie cudu drżą,
      moje czary skarbów mi uchylą,
      moje wróżby nabiegną krwią.
      Ziemia pełna jak złoty orzech,
      pęknie na niej skorupy głaz,
      usta jaskiń diamentowych otworzy
      przez ten jeden, jedyny raz."
      Trzeci król na rybie
      wielkiej jak wyspa jechał
      przez stepy podobne szybie
      błękitnej pod wiatru miechem.
      Nucił: "Po latach stu
      kwiat początku i końca ogień
      w jedno koło związanych nut
      gdy zobaczę, sam się stanę Bogiem.
      W suche liście moich ciemnych ksiąg
      spłynie mądrość odwiecznych gwiazd
      i osiądzie w misie moich rąk
      przez ten jeden, jedyny raz".
      A w pałacach na lądach zielonych,
      co jak sukno wzburzonej fali,
      mieli króle trzej błękitne dzwony,
      w których serca swe na co dzień chowali.
      A tak śpiesznie biegli, że w pośpiechu
      wzięli tylko myśli pełne grzechu.
      Więc uklękli trzej królowie zadziwieni,
      jak trzy słupy złocistego pyłu,
      nie widząc, że się serca trzy po ziemi
      wlokły z nimi jak psy smutne z tyłu.
      I spojrzeli nagle wszyscy trzej,
      gdzie dzieciątko jak kropla światła,
      i ujrzeli, jak w pękniętych zwierciadłach,
      w sobie - czarny, huczący lej.
      I poczuli nagle serca trzy,
      co jak pięści stężały od żalu.
      Więc już w wielkim pokoju wracali,
      kołysani przez zwierzęta jak przez sny.
      Wielbłąd z wolna huśtał jak maszt,
      tygrys cicho jak morze mruczał,
      ryba smugą powietrza szła.
      I płynęło, i szumiało w nich jak ruczaj.
      Powracali, pośpieszali z wysokości
      trzej królowie nauczeni miłości.

      KK Baczynski
      9 III 44 r.
    • aurora.we.mgle Powrot 23.12.05, 16:53
      Powrót

      K. I. Gałczyński

      A podana jest gdzieś ulica
      (lecz jak tam dojść? którędy?),
      ulica zdradzonego dzieciństwa,
      ulica Wielkiej Kolędy.
      Na ulicy tej taki znajomy
      w kurzu z węgla, nie w rajskim ogrodzie,
      stoi dom jak inne domy,
      dom, w którym żeś się urodził.
      Ten sam stróż stoi przy bramie.
      Przed bramą ten sam kamień.
      Pyta stróż: „Gdzieś pan był tyle lat?"
      „Wędrowałem przez głupi świat ".
      Więc na górę szybko po schodach.
      Wchodzisz. Matka wciąż taka młoda.
      Przy niej ojciec z czarnymi wąsami.
      I dziadkowie. Wszyscy ci sami.
      I brat, co miał okarynę.
      Potem umarł na szkarlatynę.
      Właśnie ojciec kiwa na matkę,
      Że czas się dzielić opłatkiem,
      więc wszyscy podchodzą do siebie
      i serca drżą uroczyście
      jak na drzewie przy liściach liście.
      Jest cicho. Choinka płonie.
      Na szczycie cherubin fruwa.
      Na oknach pelargonie
      blask świeczek złotem zasnuwa,
      a z kąta, z ust brata, płynie
      kolęda na okarynie:
      Lulajże, Jezuniu,
      moja perełko,
      Lulajże, Jezuniu,
      me pieścidełko.


    • palnick Re: Wiersze wigilijne 23.12.05, 20:40
      Witaj Emily !




      Wiersze Bożonarodzeniowe

      „Błękitna kolęda” J. Pietrzycki
      „Kolęda” K.K. Baczyński
      „Modlitwa Wigilijna” Czesław Miłosz
      „Nie-kolęda” Iłłakowiczówna
      „Noc Bożego Narodzenia” M. Jastrun
      „Noc wigilijna” J.A. Gałuszka
      „Powrót” K.I. Gałczyński
      „Pozdrowienie gwiazdy”B. Ostromęcki
      „Przyjście Mesjasza” A. Asnyk
      „Psalm wigilii” C.K. Norwid
      „Wigilia w lesie” L. Staff
      „W święto rodziny” M. Pawlikowska-Jasnorzewska
      *** L. Staff
      „Przy wigilijnym stole” Jan Kasprowicz

      Błękitna kolęda

      J. Pietrzycki

      Ktoś miłowany tu przyjdzie
      Dobre obejmą nas ręce
      I będą nasze uśmiechy
      srebrnym błękitem dziecięce.


      Ktoś miłowany nam powie:
      Tęsknotą waszą zakwitnę,
      Ponad srebrnymi łodziami
      ujrzycie żagle błękitne.
      Jakże daleko —
      daleko fala nas życia poniosła
      Wszystko się ku nam przybliży:
      żagle i łodzie, i wiosła.


      Wszystko się ku nam przybliży
      i w zachwyceniu ukaże
      Dawno zgubione radości,
      imiona nasze i twarze.


      Gwiazdy melodią zaszumią,
      struny się dźwiękiem rozpędzą.
      Będziemy sami dźwiękami
      i tą błękitną kolędą.



      Kolęda

      K. K. Baczyński

      Aniołowie, aniołowie biali,
      na coście to tak u żłobka czekali,
      pocoście tak skrzydełkami trzepocąc
      płatki śniegu rozsypali czarną nocą?


      Czyście blaskiem drogę chcieli zmylić
      tym przeklętym, co krwią ręce zbrudzili?
      Czyście kwiaty, srebrne liście posiali
      na mogiłach tych rycerzy ze stali,
      na mogiłach tych rycerzy pochodów,
      co od bata poginęli i głodu?


      Ciemne noce, aniołowie, w naszej ziemi,
      ciemne gwiazdy i śnieg ciemny, i miłość,
      i pod tymi obłokami ciemnymi
      nasze serce w ciemność się zmieniło.


      Aniołowie, aniołowie biali,
      O! poświećcie blaskiem skrzydeł swoich,
      by do Pana trafił ten zgubiony
      i ten, co się oczu podnieść boi,
      i ten, który bez nadziei czeka,
      i ten rycerz w rozszarpanej zbroi
      by jak człowiek szedł do Boga-Człowieka,
      aniołowie, aniołowie biali.


      Modlitwa Wigilijna

      Cz. Miłosz

      Maryjo czysta, błogosław tej,
      Co w miłosierdzie nie wierzy.
      Niech jasna twoja strudzona dłoń
      Smutki jej wszystkie uśmierzy.
      Pod twoją ręką niechaj płacze lżej.


      Na wigilijny ześlij jej stół
      Zielone drzewko magiczne,
      Niech, gdy go dotknie, słyszy gwar pszczół,
      Niech jabłka sypią się śliczne.
      A zamiast świec daj gwiazdę mroźnych pól.


      Przyprowadź blisko pochód białych gór,
      Niechaj w jej okno świecą.
      Astrologowie z Chaldei, z Ur,
      Pamięć złych lat niech uleczą.
      Zmarli poeci niechaj dotkną strun
      Samotnej zanucą kolędę.

      Nie-kolęda

      K. Iłłakowiczówna

      Nie wyjdzie z tego kolęda.
      Obcy przybłęda
      szedł, i nic nie wart był, i nic już nie chciał,
      zużyty, ot, na kształt wiechcia...
      Słońce czy deszcz — było mu wszystko jedno:
      niczym, nikogo nie jednał,
      i nikt mu nic dać nie mógł ani też odebrać.
      Ot, żebrak.
      Tak szedł... I w szalejącą grudniową zawieję
      trafił, choć mu o to nie szło,
      nie do aresztu, ale do Betlejem.
      Tam wśród aniołów śpiewania i bydlątek ryku
      obok pastuchów przystanął w kąciku
      i patrzył na Dzieciątko, patrzył, ludzie moi,
      i pewnie, gdy to piszę, dotychczas tam stoi,
      wpatrzony i wsłuchany — jak jak! — i jak ja
      zapomniał kolęd.


      Noc Bożego Narodzenia

      M. Jastrun

      Bożego Narodzenia noc wśród nocy grobów,
      Wysoko świeci jasna gwiazda betlejemska,
      Błyszczy na śniegu, coraz bliższy, bardziej ziemska,
      Osioł i wół żują sen nocy zimowej u żłobu.


      Między osłem i wołem wróbli świergotanie
      Wesołe, chwila, gdy opuszczając niebiosy
      Góry ziemi łagodnie klękają na sianie
      Przed tobą, dziecko ludzkie, zrodzone tej nocy.


      Zniosą ci barwy ziemi, wszystkie świata mowy,
      Dziecko ludzkie, leżące na sianie stajenki,
      Gdzie zlatują się ptaki, by jeść z twojej ręki
      Maleńkiej, i gdzie puszy się gołąb tęczowy.


      Tak życie, rozjątrzone przez śmierć i przez nędzę,
      Rozszerza się w swej głębi posępnej milczeniu
      I aby nic nie stracić, snuje z siebie przędzę
      I określa rzecz każdą we własnym jej cieniu,
      Wypruwa z niej kształt mowy i smak wydobywa
      Nieznany, smak anielski oszczędnego chleba,
      Którego okruszyny jak ptakom niebieskim Rzuca nam w lód okuta, twarda rękawica.


      Głód wynosi ku niebu te pokarmy ziemskie,
      Treść ich umrzeć nie daje, ale nie nasyca.


      W tę noc ma wszystko cichą przejrzystość księżyca,
      Jak w baśni rzeczy nic nie wiedzą o ciężarze.
      Ciemność liże nam dłonie jak dobra wilczyca
      I ciepły blask od ognia pada nam na twarze.


      Patrz! gołąb śniegu rozleciał. Ma tęczę na szyi.
      To radość grucha ku nam, nocy zimowej dziecię.
      Ciężko stąpa wół płowy, którego jeszcze nie zabili
      Ludzie zbrojni, blask gwiazdy jego garb oświecił.
      Osioł cień rzuca kłapouchy na śnieg biały,
      Jak zamorska roślina, jak olbrzymi łopuch,
      I klon, który od śniegu jak od głodu opuchł,
      Rusza się, żyje! jakby mu ręce liści zmartwychwstały.

      • palnick Re: Wiersze wigilijne 23.12.05, 20:49
        Noc Wigilijna

        J. A. Gałuszka

        Jakże samotnym zawsze mnie zastajesz
        o nocy! święta nocy!
        płonąca rajem czarodziejskich bajek,
        cudem rozjarzeń i tęczą rozzłoceń —
        jak śnieg cichutka, biała jak opłatek,
        którym się dzielisz z całym, z całym światem —
        O nocy, pod gwiazd milczeniem dalekim,
        I wśród której Bóg się pobratał z człowiekiem!
        Podchodzę cichy do cudzego stołu
        I przełamuję opłatek ze drżeniem:
        z warg proszą słowa z szarego popiołu
        w grobów milczenie —
        Stoję samotny w gwiazd źrenicach wilczych
        owity w smutek jak w sztandar żałobny —
        Na zmarzłej ziemi śnieg — Nade mną milczą
        wieczność i gwiazdy, a pode mną groby.


        Powrót

        K. I. Gałczyński

        A podana jest gdzieś ulica
        (lecz jak tam dojść? którędy?),
        ulica zdradzonego dzieciństwa,
        ulica Wielkiej Kolędy.
        Na ulicy tej taki znajomy
        w kurzu z węgla, nie w rajskim ogrodzie,
        stoi dom jak inne domy,
        dom, w którym żeś się urodził.
        Ten sam stróż stoi przy bramie.
        Przed bramą ten sam kamień.
        Pyta stróż: „Gdzieś pan był tyle lat?"
        „Wędrowałem przez głupi świat ".
        Więc na górę szybko po schodach.
        Wchodzisz. Matka wciąż taka młoda.
        Przy niej ojciec z czarnymi wąsami.
        I dziadkowie. Wszyscy ci sami.
        I brat, co miał okarynę.
        Potem umarł na szkarlatynę.
        Właśnie ojciec kiwa na matkę,
        Że czas się dzielić opłatkiem,
        więc wszyscy podchodzą do siebie
        i serca drżą uroczyście
        jak na drzewie przy liściach liście.
        Jest cicho. Choinka płonie.
        Na szczycie cherubin fruwa.
        Na oknach pelargonie
        blask świeczek złotem zasnuwa,
        a z kąta, z ust brata, płynie
        kolęda na okarynie:
        Lulajże, Jezuniu,
        moja perełko,
        Lulajże, Jezuniu,
        me pieścidełko.


        Pozdrowienie gwiazdy

        B. Ostromęcki

        Gwiazdo, gwiazdo
        czekałem ciebie tysiącami lat
        wołałem cię z północnych mroźnych borów
        gdy lodowce kry po rzekach ciemnych szły
        polarne tęcze paliły wzrok w spienione śniegiem noce
        lecz oddałbym dyszący młodością groźną świat za światła
        twego kroplę.
        Gwiazdo zakryta drżąca nad wiekami
        gdy marł cichutko zmarszczkami wiatr pustyni
        u stóp kolosów czarnych
        z grobowców śladu twoich dróg
        lecz tylko ziarna nieskończone paliły wąskie oczy
        i wyciosany moją dłonią
        pochmurny milczał Bóg.
        Tej jedynej nocy
        której nie zapomnę póki na ziemi trwa mój ślad
        gdy wszystko we mnie gasło
        powoli łuna srebrna uśmiechu twego wschodziła
        ponad świat i pozdrowiłem Światło.

        Przyjście Mesjasza

        A. Asnyk

        Lud czekający na swego Mesjasza
        Nie zwróci oczu na dziecinę małą
        I do biednego nie zajrzy poddasza;
        Mniema, że zbawcę, którego czekało


        Tyle pokoleń, ujrzy ziemia nasza
        Od razu ziemską okrytego chwałą,
        Jak na wojsk czele niewiernych rozprasza —
        Mniema, że wszystko będzie przed nim drżało.


        Że nawet głowy ugną się książęce,
        Zdając mu władzę nad światem...
        Więc jeśli usłyszy, że się narodził w stajence
        I że mędrcowie dary mu przynieśli,
        Pyta ze śmiechem: „Jak to? ten syn cieśli
        Ma rządy świata ująć w swoje ręce?"


        Psalm Wigilii

        C. K. Norwid

        I
        O, dzięki Tobie, Ojcze ludów — Boże,
        Że ziemię wolną dałeś nam i nagą,
        Ani oprawną w nieprzebyte morze,
        Ni przeciążoną gór dzikich powagą,
        Lecz jako piersi otworzoną Boże...


        II
        Więc na arenie tej się nie ostoi
        Przeciwnik żaden, jeno mąż bezpieczny —
        I ten, co za się nierad szuka zbroi,
        Ale zupełny, wcale obosieczny,
        Który jak gwiazda w niebie czystym stoi.


        III
        I za to jeszcze dzięki Ci, o Panie,
        Że człek się ówdzie laurem nie upoi „
        Ani go wiatrów ciepławych głaskanie
        Prze — atłasowi w nicość — i rozstroi
        Na drzew i kwiatów motyle kochanie.


        IV
        Strzeliście w niebo spojrzy on ku Tobie,
        Który przez stajnię wszedłeś do ludzkości,
        I w grobie zwiędłych ziół leżałeś — w żłobie,
        I w porze ziemskich próżnej zalotności,
        I kiedy cały świat się tarzał w grobie.


        V
        Za prawo tedy do Polski obszaru
        Dziękujem Tobie, któryś niezmierzony,
        Wszech-istny —jednak z obłoków wiszaru
        Patrzący na świat w prawdzie rozdzielony
        Światło-cieniami czaru i roz-czaru.


        VI
        I który łaski zakreślisz promieniem
        Dzielnicę ludów w czas ludów — chaosu,
        Tak, jako morze obszedłeś pierścieniem
        I nie rzuciłeś gór na wagę losu,
        Lecz najpodlejszym bawisz się stworzeniem.


        VII
        Do Ciebie, Ojcze Ojczyzn, się podnosim
        W tym to ubóstwie naszym bardzo sławnym,
        I w tej nadziei, co po skrzydeł osiem
        Przybiera co dzień i w płaczu ustawnym,
        I w bólach, które tak mdło jeszcze znosim.


        VIII
        O, dzięki Tobie za państwo — boleści,
        I za męczeńskich — koron rozmnożenie,
        I za wylaną czarę szlachetności
        Na lud, któremu imię jest — cierpienie —
        I za otwarcie bram... nieskończoności
        • palnick Re: Wiersze wigilijne 23.12.05, 20:51
          Wigilia w lesie

          L. Staff

          I drzewa mają swą wigilię...
          W najkrótszy dzień Bożego roku,
          Gdy błękitnieje śnieg o zmroku:
          W okiściach, jak olbrzymie lilie,
          Białe smereczki, sosny, jodły,
          Z zapartym tchem wsłuchane w ciszę,
          Snują zadumy jakieś mnisze
          Rozpamiętując święte modły.
          Las niemy jest jak tajemnica,”
          'Milczący jak oczekiwanie,
          Bo coś się dzieje, coś się stanie,
          Coś wyśni się, wyjawi lica.
          Chat izbom posłał las choinki,
          Któż jemu w darze dziw przyniesie
          Śnieg jeno spadł na drzewa w lesie,
          Dłoniom gałęzi w upominki.
          Las drży w napięciu i nadziei,
          Niekiedy srebrne sfruną puchy
          I polatują jak snu duchy...
          Wtem bić przestało serce kniei,
          Bo z pierwszą gwiazdą niebo rozłogów,
          A z gęstwiny, rozgarniając zieleń,
          Wynurza głowę pyszny jeleń
          Z świeczkami na rosochach rogów...


          W święto rodziny

          M. Pawlikowska-Jasnorzewska

          O Refiugies niebiescy, godni dziś zazdrości,
          Nierozłączni w swej gwiezdnie wyzłacanej szopce!
          Posłuchajcie kantyczki, którą Wojna niesie:
          „Maria martwo zrodzone opłakuje dziecię,
          Józef odchodzi, w mroźne pognany zaświecić,
          Betlejem płonie
          I reflektory w chmurnym wędrują bezkresie..."


          * * *

          L. Staff

          Patrzyli z oczu ogromną dziwota
          Pasterze, owiec porzuciwszy straże,
          O, trzej królowie, gdyście Panu w darze
          Przynieśli mirrę, kadzidło i złoto,


          Lecz o Melchiorze, Kasprze, Baltazarze,
          Tajnej mądrości słynęliście cnotą
          I z swych uczonych ksiąg doszliście oto,
          Że się w Betlejem cud boski ukaże.


          Cóż to wielkiego, Magowie ze Wschodu,
          Żeście odkryli po roku podróży
          Pana na sianie, między bydłem, gnojem,


          Gdy ja, bez gwiazdy szczególnej przewodu,
          Znalazłem Boga — błądząc wiele dłużej —
          W jeszcze podlejszej stajni: w sercu swojem.”


          Przy wigilijnym stole

          Jan Kasprowicz

          Że, jako mówi nam wszystkim
          Dawne, odwieczne orędzie,
          Z pierwszą na niebie gwiazdą
          Bóg w naszym domu zasiędzie.
          Sercem Go przyjąć gorącym,
          Na sciezaj otworzyć wrota —
          Oto co czynie wam każe
          Miłość, największa cnota.


    • jaceq Re: Wiersze wigilijne 23.12.05, 21:47

      Zawsze w okolicach wigilii, jak sobie pomyślę o Tych za wodą (dużą i małą),
      przychodzi mi na myśl Kaczmarski:

      "Zasyczał w zimnej ciszy samowar
      Ukrop nalewam w szklanki
      Przy wigilijnym stole bez słowa
      Świętują polscy zesłańcy
      Na ścianach mokry osad wilgoci
      Obrus podszyty słomą
      Płomieniem ciemnym świeca się kopci
      Słowem - wszystko jak w domu

      Słyszę z nieba muzykę i anielskie pieśni
      Sławią Boga, że nam się do stajenki mieści
      Nie chce rozum pojąć tego, chyba okiem dojrzy czego

      Nie będzie tylko gwiazdki na niebie
      Grzybów w świątecznym barszczu
      Jest nóż z żelaza przy czarnym chlebie
      Cukier dzielony na kartce
      Talerz podstawiam, by nie uronić
      Tego czym życie się słodzi
      Inny w talerzu pustym twarz schronił
      Bóg się nam jutro urodzi

      Król wiecznej chwały już się nam narodził
      Z kajdan niewoli lud swój oswobodził
      Brzmij wesoło świecie cały, oddaj ukłon Panu chwały
      Bo to się spełniło, co nas nabawiło serca radością

      Nie, nie jesteśmy biedni i smutni
      Chustka przy twarzy to katar
      Nie będzie klusek z makiem i kutii
      Będzie chleb i herbata
      Siedzę i sam się w sobie nie mieszczę
      Patrząc na swoje życie
      Jesteśmy razem - czegóż chcieć jeszcze...
      Jutro przyjdzie Zbawiciel

      Lulajże Jezuniu moja perełko
      Lulaj ulubione me pieścidełko
      Lulajże Jezuniu, lulajże lulaj
      A ty go Matulu w płaczu utulaj

      Byleby świecy starczyło na noc
      Długo się czeka na Niego
      By jak co roku sobie nad ranem
      Życzyć tego samego
      Znów się urodzi, umrze w cierpieniu
      Znowu dopali się świeca
      Po ciemku wolność w Jego imieniu
      Jeden drugiemu obieca."

      Wesołych Świąt, Palnicku i Auroro

      _____________________________
      Ojciec Dyrektor: "Radio Maryja to zbiorowa psychoterapia"

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka