hymen 03.01.07, 15:24 który specjalnie zarażał kobiety. www.warszawa.policja.gov.pl/?page=Structure&id=8&nid=3712 Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
hymen Re: A skąd wiesz, że to Antyfaszysta roku 2003? n 03.01.07, 15:56 www.nigdywiecej.prh.pl/komunikat/2001-2005/01_2004.php Odpowiedz Link Zgłoś
oleg3 Portret antyfaszysty 03.01.07, 16:13 a właściwie dwa portrety. Simon Mol (Simon Moleke Njie) urodził się w 1973 r., mieszka w Polsce jako uchodźca polityczny od roku 1999. Wcześniej pracował jako ujawniający skandale korupcyjne dziennikarz w Kamerunie i Ghanie, skąd zmuszony był wyjechać z powodu represji i wielokrotnych aresztowań. W Polsce miał kilkakrotnie do czynienia z aktami rasizmu - miedzy innymi został pobity przez grupę nazi-skinheadow na Placu Bankowym w Warszawie (vide "Katalog wypadków", "NIGDY WIECEJ" nr 13). Obecnie jest współzałożycielem Stowarzyszenia Uchodźców RP oraz współpracownikiem Stowarzyszenia "NIGDY WIECEJ". Zajmuje się twórczością literacka i dziennikarska (m.in. w tygodniku "Warsaw Voice"). Jest tez miłośnikiem piłki nożnej, gra w drużynie Mazura Karczew. W październiku 2003 roku we współpracy ze Stowarzyszeniem "NIGDY WIECEJ" zorganizował m.in. serie imprez w ramach Tygodnia Akcji "Futbol przeciwko Rasizmowi w Europie", w tym mecz z udziałem drużyn Polonii Warszawa oraz Afrykańczyków mieszkających w Polsce. Był aktywnym uczestnikiem Europejskiej Konferencji przeciwko Rasizmowi i Faszyzmowi "NIGDY WIECEJ!", która odbyła się w Krakowie w listopadzie 2003 r. pod egida europejskiej sieci antyrasistowskiej UNITED for Intercultural Action. www.nigdywiecej.prh.pl/komunikat/2001-2005/01_2004.php Simon M. przyjechał do Polski z Kamerunu w 1999 r. Po pobycie w ośrodku dla uchodźców zamieszkał w Warszawie. Tu poznał również swoje ofiary. Wybierał kobiety młode (20 – 25 lat), wykształcone, wrażliwe, znające język angielski. Znajomość nawiązywał, prosząc je o pomoc w tłumaczeniu esejów, artykułów, które pisał, czy też w załatwieniu spraw urzędowych. W ten sposób zdobywał ich zaufanie, aranżował kolejne spotkania. www.warszawa.policja.gov.pl/?page=Structure&id=8&nid=3712 Rasistą okazał się lekarz. "Z relacji lekarza wynikało też, że w ostatnim czasie jego pacjentkami było kilka innych młodych pań zakażonych wirusem HIV z genotypem charakterystycznym dla jednego z państw afrykańskich." Oleg Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re:Autoportret antyfaszysty (interview) 05.01.07, 16:09 Wszystko jest sztuką Z Simonem Molem, kameruńskim dziennikarzem, pisarzem, reżyserem, aktorem, rozmawia Damian A. Zaczek Mieszka Pan w Warszawie, redaguje gazetę, pisze sztuki teatralne, występuje w nich. Skąd tyle zainteresowań? Zainteresowanie literaturą i sztuką wyniosłem z domu rodzinnego. Mój ojciec jest gawędziarzem, opowiada historie. Przychodzą do niego dzieci i starsi, aby posłuchać bajek, przygód, ale również innych opowieści o świecie. Mój ojciec komponuje muzykę, śpiewa. To po nim odziedziczyłem artystyczne talenty. Skąd Pan pochodzi? Z historycznego miasta Buea, które było stolicą Kamerunu, gdy mój kraj był kolonią niemiecką. W Buea mieszkał Stanisław Rogoziński, polski badacz, antropolog. Wśród Kameruńczyków spędził 25 lat. Pewnie bardzo lubił jeść timba- na`mbusa, potrawę plemienia Bakweri. Świetnie mówił w języku bakweri ? to mój język ojczysty, obok angielskiego. Historycy z plemienia Bakweri podkreślają, że nie można mówić o historii Buea nie uwzględniając punktu widzenia Rogozińskiego. Co Pan robił w Buea? Od dzieciństwa grałem w piłkę nożną, m.in. w zawodowych drużynach pierwszoligowych Top Tarzan Mutengene, Tico United. Ta druga awansowała z II do I ligi, ale później znowu spadła. Natomiast z zawodu jestem dziennikarzem. W jakich gazetach Pan pracował? W tygodniku politycznym The Sketch, później w Cameroon Life Magazine ? to również było pismo zajmujące się polityką. Ukazywało się w regionie anglojęzycznym Kamerunu. Wyjaśnię, iż Kamerun podzielony jest na 10 województw: w ośmiu mówi się po francusku, w dwóch po angielsku. To wynik kolejnych dwóch kolonizacji: francuskiej i angielskiej. Dlaczego musiał Pan wyjechać z Kamerunu? W Kamerunie od 24 lat dyktatorsko rządzi prezydent Paul Biya. Pisałem artykuły o korupcji w rządzie, o ministrach, którzy defraudowali pieniądze. Za to zostałem aresztowany i kilka tygodni przesiedziałem w więzieniu. Po wyjściu dostałem zakaz pracy jako dziennikarz. Jednak dalej pisywałem do różnych gazet. W pewnym momencie stało się to niebezpieczne i musiałem uciekać. Najpierw do Gwinei Równikowej, stamtąd do Gabonu. Władze Gabonu mają bardzo dobre stosunki z rządem Kamerunu, więc tam też nie było bezpiecznie. Uciekłem do Nigerii, stamtąd pojechałem do Ghany. W Ghanie spędziłem półtora roku pracując w bardzo radykalnej gazecie Weekly Inside. Bardzo krytykowaliśmy prezydenta Ghany Jerry Rawlingsa. Naczelny Weekly Inside był aresztowany 30 razy. Tak radykalna gazeta nie miała reklam, gdyż wszyscy bali się je dawać w gazecie tak krytycznej wobec rządu. Nie było więc pieniędzy, żeby pracownikom płacić regularnie. Żeby żyć musiałem zacząć pracować dla gazety rządowej The Democrat, ale jednocześnie drukowałem teksty w opozycyjnej Weekly Inside. Po pewnym czasie to nie spodobało się redaktorowi naczelnemu The Democrat. Kazał mi wybierać. Zostałem w gazecie opozycyjnej. Takie miałem poglądy i zasady moralne. Rząd Kamerunu protestował w rządzie Ghany przeciwko moim artykułom. Zamknięto mnie na sześć tygodni do więzienia. Kameruńska tajna policja zaczęła się mną interesować. Zrobiło się niebezpiecznie i znowu musiałem uciekać. Jak to się stało, że znalazł się Pan w Polsce? Jestem także pisarzem i poetą. Należę do PEN Clubu. W Ghanie dowiedziałem się, że w 1999 r. w Polsce odbywa się Międzynarodowy Kongres PEN Clubu. Postarałem się o zaproszenie i przyjechałem. Od razu poprosiłem o azyl polityczny. Jak długo Pan czekał? Półtora roku. Przez ten czas mieszkałem w ośrodku dla uchodźców w Dębaku. W Warszawie założył Pan teatr. Tak. Migrator Theatre jest zarejestrowany jako międzynarodowa fundacja teatralna dla emigrantów. W zespole mamy 20 aktorów z 12 krajów, również Polaków. Często gościnnie występują u nas aktorzy zawodowi z warszawskich teatrów Narodowego, Rozmaitości. Gramy po polsku i angielsku. Mamy aktorów- amatorów i zawodowych. Występuje u nas Mikołaj Klimek z Teatru Narodowego, Kasia Regulska, Christian Emany z Konga, który gra w Teatrze Rozmaitości, Szymon Malinowski, Adam Rogoziński i inni. Czy macie stałą scenę? Nie mamy własnej sali teatralnej, ale szukamy takiego miejsca. Niektóre współpracujące z nami instytucje, np. Państwowe Muzeum Etnograficzne, Austriackie Forum Kultury udostępniają nam sale. Ale gramy wszędzie, gdzie nas zaproszą: w domach kultury, np. na Bielanach, w liceach mamy próby, np. w liceum przy ul. Raszyńskiej. Dlaczego w Warszawie wymyślił Pan teatr? Teatr istnieje od początku świata. Wszystko jest sztuką. Nawet życie. Dla mnie teatr jest muzeum abstrakcji, w którym jednocześnie dzieje się mnóstwo zdarzeń. Teatr to miejsce, w którym wszystko może nas spotkać. Teatr to wspaniałe miejsce do opisywania historii i przyszłości. Teatr to miejsce metafizyczne, strefa wolności. Ile sztuk wystawił Migrator Theatre? Cztery przez trzy lata istnienia. Dodam, że dopiero na początku tego roku teatr został zarejestrowany jako fundacja. Moją sztukę "Wędrówki ku nowej ojczyźnie" wystawiliśmy rok temu po angielsku na międzynarodowej konferencji praw człowieka w hotelu Victoria. Natomiast spektakl muzyczny "Zastygła chwila" pokazaliśmy w Muzeum Etnograficznym, Domu Kultury na Bielanach, Wyższej Szkole Psychologii Społecznej i również w hotelu Victoria. Pracujemy nad nową sztuką pt. "Człowiek XXI wieku", której premierę zaplanowaliśmy na październik. W ramach European Voluntary Service przyjeżdża do nas na 9 miesięcy zawodowa aktorka z Gruzji, z którą też zrealizujemy różne projekty. A dlaczego zaczął Pan wydawać polsko-angielski dwumiesięcznik Głos Uchodźcy (Voice of Exile)? Początkowo współpracowałem z The Warsaw Voice. Doszedłem do wniosku, że uchodźcom w Polsce brakuje własnej gazety. Chciałem pisać o naszych sprawach, informować o Polsce, zbliżać Polakom kultury i społeczności uchodźców. Chciałem zbudować gazetę, która skupiałaby się na sprawach emigracji, problemach integracji, prawach człowieka. Chcemy pokazywać różne punkty widzenia, więc Polacy też piszą do naszej gazety. Są to głównie studenci. Mamy też współpracowników z zagranicy. Chciałbym przeprowadzić międzynarodowe badanie dotyczące problemów uchodźców w różnych krajach europejskich. Zebrane w ten sposób informację opublikuję po polsku. Będzie to kompendium wiedzy dla polskich pracowników zajmujących się uchodźcami. Będą oni mogli porównać metody pracy w innych krajach i w Polsce, poznać doświadczenia innych. Na ten temat nie ma informacji po polsku. Więc mam taki cel. Jaki jest nakład Głosu Uchodźcy? Na początku mieliśmy tysiąc egzemplarzy, teraz pięć tysięcy. Ale to mało. Pismo rozdajemy za darmo. Chcielibyśmy, żeby było w sprzedaży w empikach, ale nie mamy pieniędzy, żeby zapewnić ciągłość jego wydawania. Nie pomagają wam polskie instytucje rządowe? Nie. Raz mieliśmy dotację finansową z FIO ? Forum Inicjatyw Obywatelskich i raz z Biura Polityki Społecznej m.st. Warszawy. Bez przerwy szukamy pieniędzy. Jest Pan sekretarzem generalnym Stowarzyszenia Uchodźców w Polsce. Czy uchodźcy w Warszawie stanowią zintegrowaną grupę, która chciałby coś wspólnie robić? Społeczność uchodźców potrzebuje dobrego lidera, dobrych inicjatyw, które mają sens. Wtedy ta społeczność będzie gotowa pracować. Stowarzyszenie jest otwarte dla uchodźców ze wszystkich krajów. Jak działa Stowarzyszenie? Też ma poważne kłopoty finansowe. Ale pomagamy uchodźcom w miarę możliwości. Współpracujemy z kancelariami adwokackimi, pomagamy wypełnić wnioski o azyl, informujemy, jak żyć w Polsce, otworzyliśmy drzwi do wielu instytucji, które pomagają uchodźcom. Miasto nam dało lokal na biuro, ale nie mamy pieniędzy na opłacenie czynszu. Na co narzekają uchodźcy w Polsce? Przede wszystkim na brak mieszkań. Jako uchodźcy polityczni mamy takie same prawa jak Polacy. Mamy więc prawo do mieszkań komunalnych. Wcześniej Odpowiedz Link Zgłoś
ewa8a Re: Antyfaszysta roku 2003 nosicielem HIV, 03.01.07, 19:12 Polki jak widać w dalszym ciągu lubią smagłych cudzoziemców – ten zapewne też był dość smagły. Od czasów ,,Ragazzo di provincia'' Jacka Zwoźniaka chyba niewiele się zmieniło. Rogazzo da Napoli zajechał Mirafiori, Na sam trotuar wjechał kołami. Nosem prezent poczułaś, już taka jesteś czuła, Że pomyślałaś o nim bella mi On ciemny był na twarzy, a prezent ci się marzył, Za dziesięć centów torba w "Pewex"-ie. Ty miałaś cztery złote, on proponował hotel I nie musiałaś zameldować się. Ty z nim poszłaś w ciemno, damo bez matury, Koza ma prezencję lepszą niźli ty. Czemu smutną minę masz i wzrok ponury? "Ciao, bambina"- spadaj mała, tam są drzwi. On miał w kieszeni paszport, Sprawdziłaś, a więc znasz to, A on nie sprawdził, ile ty masz lat. On mówił "bella bionda ...", A popatrz, jak wyglądasz, Te włosy masz, jak len co w błoto wpadł. Jak spojrzysz w oczy teraz swojego prezentera, Co dyskotekę robi i ma styl. Straciłaś fatyganta, chciał kupić ci Trabanta, Czy warto było za tych parę chwil. Twój Rogazzo Forda Capri ci nie kupi, "Buona notte" pewnie też nie powie ci, Jeszcze wierzysz, że dla ciebie śpiewa Drupi. "Ciao, bambina"- spadaj mała, tam są drzwi. Poznałaś Europe, więc nie mów do mnie "kotek", Ja nie wiem co Vokswagen, a co Ford. Nie jestem tak bogaty, nie wezmę cię do chaty, Więc przestań mnie nazywać "My sweet lord". Ty nie będziesz moją Julią Capuletti. Inny wszak, niż ja, Romeo ci się śni. W żadnym calu nie wyglądam jak spagetti, "Ciao, bambina"- spadaj mała, tam są drzwi. Gdy ci pizze stawiał rzekł: "Prego, mangiare" To pamiętać będziesz po kres swoich dni, Tęskniąc za nim jak złotówka za dolarem, "Ciao, bambina"- spadaj mała, tam są drzwi. Odpowiedz Link Zgłoś