Dodaj do ulubionych

Azjatycka polityka ...

10.11.07, 13:54

Niezależnie od doraźnych interwencji prezydenta Busha i jego ekipy w
państwach Azji działania te obliczone są także na długofalową
politykę.

Stany Zjednoczone coraz częściej zwracają się ku Azji jako
kontynentowi przyszłości. Gospodarczo i ludnościowo jest to region,
który już teraz zaczyna dominować w świecie, za parę dziesiątków
lat - będzie główną potęgą ekonomiczną na ziemi. Pozycja Europy,
jeszcze wciąż największego partnera handlowego USA, słabnie i będzie
słabła, niezależnie od buńczucznych deklaracji polityków Unii
Europejskiej i rzeczywistych starań wspólnoty o dorównanie kroku w
tempie rozwoju krajów przyszłości. Europa się starzeje, polityka
państwa dobrobytu nie jest w stanie sprostać konkurencji prężnej i
energicznej Azji.

Ale jest to kontynent jednocześnie ważny dla Stanów Zjednoczonych,
albowiem stamtąd płynąć będą potencjalne zagrożenia dla USA i
świata. Niestabilny rejon Bliskiego Wschodu i państw muzułmańskich
będzie jeszcze długo przedmiotem troski w związku z bezpieczeństwem
świata. Irak, Iran, państwa islamu przeciw Izraelowi, kraje arabskie
kontra Zachód, wybuchowa sytuacja w Pakistanie - państwie
dysponującym bronią nuklearną, islamscy separatyści w Indonezji czy
Malezji dążą do destabilizacji lokalnych rządów, przechwycenia choć
części kontroli nad terytoriami czy szlakami wodnymi.

Nad całym ogromnym kontynentem zaczynają stopniowo dominować Chiny -
największe i gospodarczo najpotężniejsze państwo o ogromnych
ambicjach mocarstwowych. Choć ciągle stosunkowo biedny, nie ma
jednak wątpliwości, iż niebawem kraj ten będzie dyktować warunki
innym. Wielowiekowa tradycja imperialna oraz brak demokracji czynią
Chiny państwem potencjalnie niebezpiecznym.

Polityka Stanów Zjednoczonych obliczona jest więc na związanie Chin
gospodarczo z USA i z innymi państwami, aby Pekin był bardziej
zainteresowany pokojową współpracą niż militarnymi
przedsięwzięciami. Jednocześnie Waszyngton dąży do przeciwstawienia
(w tym i militarnego) Chinom - Indii, drugiego z ogromnych krajów
Azji i również w przyszłości gospodarczej potęgi. Także Japonia może
militarnie stanowić przeciwwagę dla Państwa Środka. Wreszcie
Mongolia, ulokowana między Rosją a Chinami, może stać się
nieocenionym sojusznikiem.

Ale najlepszą formą powstrzymania hegemonistycznych tendencji Chin
(i militarnego awanturnictwa mniejszych państw) jest demokracja.
Prezydent Bush nie pominął okazji, aby wielokrotnie apelować o
większą tolerancję, poszerzenie swobód obywatelskich, respektowanie
praw człowieka.

Polityka wobec Azji w ogóle, a Chin w szczególności, polega na
związaniu kontynentu siecią gospodarczych interesów oraz
sygnalizowaniu, że kraje te wejdą do rodziny rozwiniętych państw z
ich międzynarodowymi instytucjami, jeśli wprowadzać zaczną
demokrację.

Quelle PDN-NY(CK)
Obserwuj wątek
    • herr7 co za brednie... 11.11.07, 12:36
      Demokracja nie jest lekarstwem zapobiegającym wojennym awanturnictwom, o czym
      świadczy historia Stanów Zjednoczonych, a wcześniej Republiki Rzymskiej, R.
      Weneckiej i paru innych demokracji. Jest wprost przeciwnie, dyktatorzy są mniej
      skorzy do wszczynania awantur gdyż zdają sobie z niewesołych dla nich
      konsekwencji przegranej. Demokracja to idealny system na wszczynanie wojen pod
      warunkiem że atakuje się kraje zamorski. To dlatego Amerykanie którzy są marnymi
      wojakami tak chętnie w tych wojnach uczestniczą.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka