hasz0
14.04.09, 21:48
www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=99187
-----
www.radiomaryja.pl > artykuły
Ten sam komitet, ta sama idea, ci sami ludzie
Nasz Dziennik, 2009-04-14
20 lat Rejonowego Komitetu Obywatelskiego Ziemi Biłgorajskiej
20 lat temu w Biłgoraju grupa członków zdelegalizowanej w stanie
wojennym "Solidarności" utworzyła Rejonowy Komitet Obywatelski Ziemi
Biłgorajskiej, rozpoczynając proces demontażu komunizmu na swoim
terenie. Przez kilka pierwszych lat niegdysiejsi konspiratorzy,
przedzierzgnięci w samorządowców, nadawali ton życiu miasta, budując
zręby lokalnej demokracji. Jednak po dwóch dekadach historia
zatoczyła znamienne koło i dziś, gdy Biłgorajem rządzi burmistrz o
eseldowskich korzeniach, byli opozycjoniści wskazują, że jak za
komuny są poddawani sądowym i administracyjnym represjom.
W Biłgoraju działacze zarządu podziemnej "Solidarności" ujawnili się
jeszcze w listopadzie 1988 roku. Do tworzenia komitetu
obywatelskiego przystąpili zaraz po ogłoszeniu przez Państwową
Komisję Wyborczą terminu czerwcowych wyborów. W zebraniu
założycielskim Komitetu Obywatelskiego Ziemi
Biłgorajskiej "Solidarność", które odbyło się 16 kwietnia 1989 r.,
uczestniczyło 76 osób.
- U podstaw naszego komitetu leżała wolna wola obywateli, a nie
decyzja kogoś na górze, co miało znaczenie później, gdy chciano nas
odgórnie zlikwidować - wskazuje Marian Jagusiewicz. To jedna z
barwniejszych postaci Biłgoraja, mieszkaniec miasta z dziada
pradziada, za młodu sportowiec, piłkarz i bokser trenowany przez
słynnego Feliksa Stamma, absolwent Technikum Ekonomicznego Vetterów
w Lublinie, marynarz, pracownik zakładów przemysłowych Biłgoraja,
jeden z przywódców pierwszej "Solidarności", a po internowaniu - w
grudniu 1982 r. - również jej struktur podziemnych.
Na zebraniu założycielskim wybrano 14-osobowy zarząd i prezydium, na
którego czele stanął Marian Jagusiewicz, piastujący tę funkcję do
dziś. W działalność komitetu włączył się jako członek zarządu ks.
kan. Kazimierz Sagan, proboszcz z Frampola.
- Wtedy uważaliśmy, że największym naszym przeciwnikiem był
komunizm - wskazuje Stanisław Schodziński, członek komitetu
obywatelskiego, były działacz duszpasterstwa akademickiego i Ruchu
Obrony Praw Człowieka i Obywatela, współorganizator "Solidarności" w
Biłgoraju, a po zdelegalizowaniu członek podziemnego zarządu,
późniejszy radny, starosta, obecnie wicestarosta biłgorajski. - Z
naszej perspektywy nie było widać istotnych różnic ideowych wewnątrz
antykomunistycznej opozycji.
Komitet obywatelski jako antykomunistyczna, powiązana z Kościołem
i "Solidarnością" organizacja zdobył w Biłgoraju ogromną
popularność.
- Czuliśmy się tak, jakbyśmy robili rewolucję - podkreśla Czesław
Dolina, od początku w biłgorajskim komitecie obywatelskim, wcześniej
szef biłgorajskich struktur NSZZ "Solidarność" Rolników
Indywidualnych, represjonowany za czasów PRL. - Mamy pełną
dokumentację początków naszej samorządności. Chcielibyśmy tę
dokumentację wyeksponować w samorządowej izbie pamięci, na którą nie
godzi się obecny eseldowski burmistrz Biłgoraja.
Działacze biłgorajskiego komitetu z dumą podkreślają, że
przeprowadzili na swoim terenie pierwsze wybory - parlamentarne,
samorządowe i prezydenckie - i we wszystkich zwyciężyli popierani
przez nich kandydaci. Uznawali to wtedy za swój sukces. Dziś z dumą
podkreślają przede wszystkim bezapelacyjną wygraną w historycznych,
pierwszych wyborach samorządowych.
Niebezpieczni - bo silni i niezależni
Dziś działacze RKOZB nie mają wątpliwości, że na początku lat 90.
ich organizacja jako silna i autentyczna reprezentacja lokalnej
społeczności stała się niewygodna dla elit III Rzeczypospolitej
wyłonionych po wyborach czerwcowych.
- Początkowo nie wiedzieliśmy, co się naprawdę za tą "grubą kreską"
kryło - wskazuje Czesław Dolina. - Dopiero później okazało się, że
zostaliśmy zdradzeni jeszcze w Magdalence. Naszym przywódcom
chodziło o podzielenie się władzą z komunistami, a dla
takich "oszołomów" jak my nie przewidzieli w III RP żadnej istotnej
roli.
- Władza na górze przestraszyła się komitetów, gdyż zrozumiała, że
posiadają struktury terenowe i mogą zagrozić powstającym wtedy
partiom - sądzi Jagusiewicz.
W 1991 r. z misją rozwiązania komitetu przybył do nich Ryszard
Setnik, lubelski działacz ROAD, później Unii Demokratycznej i Unii
Wolności, który wylądował ostatecznie w SLD.
- Nie zastosowaliśmy się do tego polecenia - wspomina Jagusiewicz. -
Przeciwnie, podjęliśmy uchwałę o dalszej działalności, gdyż
uznaliśmy, że istnieje taka społeczna potrzeba.
Działacze komitetu obywatelskiego z niedowierzaniem przyjęli żądanie
NSZZ "Solidarność", by usunąć z nazwy komitetu wyraz "Solidarność".
- Uważałem, że to jakiś absurd, bo przecież to ja
tworzyłem "Solidarność" w Biłgoraju - mówi Jagusiewicz. - Ale
ostatecznie zgodziliśmy się i teraz mamy z tego powodu kłopoty...
Pozory władzy
Wkrótce okazało się, że mimo wcześniejszych ustaleń działacze
komitetu obywatelskiego nie mogą mieć wpływu na obsadę stanowiska
komendanta policji i prokuratora rejonowego.
Dziś członkowie Komitetu Obywatelskiego, którzy jako pokrzywdzeni
mają wgląd w akta IPN, wiedzą już, dlaczego nie mogli mieć wpływu na
obsadę kluczowych stanowisk w mieście. Myśleli, że walka z komuną
zakończyła się ich zwycięstwem, a tymczasem przeciwnik przegrupował
tylko siły.
- Tak nas rozpracowali jeszcze w latach 80., że nie możemy pozbierać
się do dziś - mówi Schodziński. - Dopiero teraz okazuje się, jak
wiele stanowisk w mieście objęli z naszej rekomendacji ludzie,
którzy donosili na nas do SB. A te powiązania trwają do śmierci.
Dość powiedzieć, że w naszym podziemnym 8-osobowym zarządzie
oddziału "Solidarności" było 3 tajnych współpracowników! Każda
zakładowa komisja "S" w latach 1989 i 1990 była w aktach bezpieki
scharakteryzowana nieomal osoba po osobie, dysponowano sylwetkami
psychologicznymi, typowano, z kim można rozmawiać, a z kim nie, kogo
można zrobić współpracownikiem, gdzie zainstalować kontakt osobowy.
Komitet zmienił oblicze miasta
Trudno byłoby wskazać w czasie ostatnich 20 lat jakąkolwiek
inicjatywę patriotyczną powstałą w Biłgoraju bez udziału komitetu
obywatelskiego.
Jednym z pierwszych osiągnięć komitetu obywatelskiego była
organizacja Festiwalu Pieśni Patriotycznej i Legionowej corocznej
imprezy, w której do dziś biorą udział setki młodych ludzi.
O niektóre pomniki musieli staczać prawdziwe boje. Tak było np. z
pomnikiem dla ofiar Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego czy z Krzyżem
Katyńskim. Dzięki komitetowi obywatelskiemu powstała też nowa
tablica ku czci biłgorajskich ofiar gestapo, która zastąpiła starą,
ufundowaną jeszcze przez Polską Partię Robotniczą.
- Przekonaliśmy władze, że ofiarami tutejszego gestapo byli przecież
żołnierze AK i nie wypada, aby PPR później prześladująca i mordująca
tych żołnierzy fundowała im tablicę - tłumaczy Jagusiewicz. Na
prośbę środowiska żołnierzy Armii Krajowej komitet obywatelski
zmodyfikował pomnik żołnierzy AK przez wzbogacenie go o symbolikę
religijną, czego "zapomnieli" postkomunistyczni budowniczowie
monumentu. Na kościele św. Jerzego społecznicy wmurowali tablicę ku
czci ks. Jerzego Popiełuszki, doprowadzili też do wybudowania w 2001
r. pomnika wdzięczności za dwa tysiące lat chrześcijaństwa, nazwania
jednej z ulic imieniem Jana Pawła II, a szkoły nr 1 - imieniem ks.
kard. Stefana Wyszyńskiego.
- Wszystkie inicjowane przez nas pomniki są wykonane czynem
społecznym ze zbieranych przez nas składek mieszkańców, bez
angażowania, no może z wyjątkiem pomnika wdzięczności, pieniędzy
miasta czy innych urzędów - zaznacza Stanisław Schodziński.
Dzięki komitetowi obywatelskiemu w Biłgoraju istnieje tzw.
park "Solidarności", a trzem kap