Forum Sport Rowery
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Rowerem Do Pracy - tekst z BikeBoardu

    07.11.07, 00:44
    Witam!

    Aż 8 stron do poczytania :D

    turystyka.interia.pl/wiadomosci/news/rowerem-do-pracy,1005140,

    lub

    tiny.pl/jtk7

    Teskt: Marek Czerwiński, Ziemek Cyra, Marcin Hyła, Jacek
    Kaczmarczyk, Miłosz Kędracki, Paweł Kisielewski, Marcin Klag, Piotr
    Oleksy
    Obserwuj wątek
      • boruta_wwa Re: Rowerem Do Pracy - tekst z BikeBoardu 08.11.07, 18:28
        dojeżdżam w Warszawie do pracy na rowerze od kilku lat i muszę ze
        zmartwieniem przyznać, że jest coraz gorzej, liczba samochodów
        wzrasta w tempie lawinowym i coraz trudniej jest sie przebić przez
        miasto nawet na rowerze, do tego na mojej trasie Ursynów - Wola nie
        powstał nawet metr ścieżki rowerowej przez te lata :(
        powiem szczerze, że czasem sie po prostu odechciewa :(
        b.
        • seba-sch Re: Rowerem Do Pracy - tekst z BikeBoardu 08.11.07, 21:09
          je też staram się (poza skrajnymi warunkami pogodowymi) dojeżdżać do pracy z
          ursynowa na okęcie (11km), przedtem z ursynowa na targówek (23km), niedługo
          przeprowadzam się i z ząbek przyjdzie mi jeździć na okęcie (20km). rzeczywiście
          z drogami rowerowymi jest krucho, samochody coraz bardziej korkują miasto, lecz
          jest to jednak oszczędność czasu, jak słyszę jak koledzy z pracy potrafią jechać
          do pracy 10-15km samochodem przez 1-2godz. a do tego oczywiście doskonałe
          wyluzowanie, trening w jednym :)
          • roweroraffi Re: Rowerem Do Pracy - tekst z BikeBoardu 09.11.07, 09:44
            No ja też dojeżdżam. Kiedyś miałem 800m to chodziłem, później 2km ale nie było,
            gdzie roweru zostawić. Później było 7km jak studium kończyłem, ale był wzorowy
            parking rowerowy - jeździłem nawet w najgorszą pogodę. Później pracowałem w PZU
            - 8km... zima, nie zima - rower. Teraz sobie studiuje i mam do uczelni 15km, z
            Warszawy na Mokotów. Czasem mi się nie chce, słabiej się czuję, czy cuś, to jadę
            komunikacją. Ale szybko zazwyczaj wracam na rower, ze względu na czas przejazdu,
            tłok i korki...


            seba-sch napisał:
            > a do tego oczywiście doskonałe
            > wyluzowanie, trening w jednym :)

            No właśnie... dojeżdża się z rana i dziwi ludziom w szkole/pracy, że muszą kawę
            żłopać litrami, by się dobudzić ;-)
            • xiontz Re: Rowerem Do Pracy - tekst z BikeBoardu 09.11.07, 15:10
              Przez pierwszy rok jeździłem dwa, trzy razy w tygodniu, w tej chwili
              jeżdżę codziennie (około 10 km) z Bielan do Centrum Warszawy i kiedy
              czasami muszę jechać autobusem, jestem nieszczęśliwy!!! Tłok, brud,
              smród, chamskie odzywki, nerwowi kierowcy no i korki ze względu na
              remonty ulic. Na początku dojeżdżania bawiłem się w bicie rekordów,
              ale kiedy wyśróbowałem 33 minuty, dałem sobie spokój - ważniejsza
              jest sama przyjemność jazdy. Droga którą jeżdżę ma kilka wariantów,
              mój ulubiony to oczywiście szlak nadwiślański, którym jeździ masa
              cyklistów. Jazda podczas deszczu, śniegu, wichury czy w nocy
              dostarcza mnóstwo emocji i jest bezcennym doświadczeniem. Poza tym
              wyrabia charakter :) a wystarczy tylko właściwie się ubrać, tzn.
              stosownie do temperatury i warunków atmosferycznych. W pracy szybko
              się odświeżam i przebieram. Oprócz mnie z firmy dojeżdża na rowerze
              około 5-6 osób (w różnym natężeniu), więc zawsze można liczyć na
              ewentualną pomoc, dobrą radę, wymianę uwag o sprzęcie i nowinkach,
              czy zwykłą rowerową pogawędkę. Rowery parkujemy w hollu głównym pod
              schodami, a czasem przed siedzibą.
              Ludziom, którzy nie dojeżdżają rowerami do pracy mówię w żartach,
              gdy o to pytają, że zmieniłem styl życia z "praca - dom, dom -
              praca" na "praca - rower - dom, dom - rower - praca". A kiedy pytają
              mnie czy dojeżdżam podczas deszczu, odpowiadam pytaniem: "A ty co,
              jak pada, to nie musiz iść do pracy?"

              Pozdrawiam wszystkich cyklistów!!! Alleluja i do przodu!!!

              xiontz

              Ps. A poranną kawę wypijam z prawdziwą rozkoszą i nie dlatego, żeby
              się obudzić!
              • roweroraffi Re: Rowerem Do Pracy - tekst z BikeBoardu 09.11.07, 19:36
                xiontz napisał:

                > Przez pierwszy rok jeździłem dwa, trzy razy w tygodniu, w tej chwili
                > jeżdżę codziennie (około 10 km) z Bielan do Centrum Warszawy i kiedy
                > czasami muszę jechać autobusem, jestem nieszczęśliwy!!! Tłok, brud,
                > smród, chamskie odzywki, nerwowi kierowcy no i korki ze względu na
                > remonty ulic.

                No dokładnie. Ja mam tak samo... czasem mi się nie chce jechać rowerem jak jest
                zła pogoda... wsiadam w autobus/tramwaj/metro i... następnego dnia mam już
                najczęściej ochotę na rower niezależnie od pogody ;-)

                Gorzej jest, gdy akurat nie mam sprawnego roweru, lub gdy nie mogę jeździć nim
                ze względów np zdrowotnych (a miałem taką jedną ponad półroczną przerwę)...
                wtedy to prawdziwa katorga. Zwłaszcza, gdy jest piękna pogoda za oknem, lato i
                widzi się co dzień setki szczęśliwych rowerzystów mknących na rowerach. Na
                szczęście to nie zdarza się często.

                > Na początku dojeżdżania bawiłem się w bicie rekordów,
                > ale kiedy wyśróbowałem 33 minuty, dałem sobie spokój - ważniejsza
                > jest sama przyjemność jazdy.

                Prawda. Ja co prawda czasem jeszcze "podzikuje" nieco (z Kowalczyka na
                Rakowiecką mój rekord to 32 minuty i 16 sekund, czyli avg około 30km/h - w
                mieście, ze staniem na światłach, czyli realnie pewnie więcej), ale zazwyczaj
                bujam się dużo spokojniejszym tempem bez stresu oglądając jak mnie wyprzedzają
                inni rowerzyści nawet na ciężkich góralach z terenowymi oponami. W końcu to
                żaden dyshonor się nie śpieszyć ;-)

                > Droga którą jeżdżę ma kilka wariantów,
                > mój ulubiony to oczywiście szlak nadwiślański, którym jeździ masa
                > cyklistów.

                A ja ten wariant skreśliłem u siebie w trasie Białołęka-Mokotów. Dodawał mi
                10-15 minut do czasu przejazdu, co w zasadzie nie pozwalało z niego korzystać w
                stronę DO SZKOŁY (musiałbym wcześniej wstawać). W powrotną stronę najczęściej
                coś jeszcze załatwiam w Centrum, więc też najczęściej odpadał. Ale mam jeszcze
                kilkanaście innych wariantów trasy zależnie od humoru, pogody, korków, ilości
                czasu, miejsc do których powinienem zajechać, czy nawet wyświetlanego światła na
                niektórych skrzyżowaniach (chodzi o to by nie stać na czerwonym tam, gdzie cykl
                jest wyjątkowo długi, ale i by jednocześnie nie łamać prawa jadąc na nich na
                czerwonym).
                Ogólnie stałym fragmentem mojej trasy jest tylko Modlińska, bo zwyczajnie
                niezbyt mam możliwość nią nie jechać, oraz Jagiellońska i Most S-D bo przyjemnie
                mi się nimi jeździ i prawie zawsze są "po drodze" ;-)

                >Jazda podczas deszczu, śniegu, wichury czy w nocy
                > dostarcza mnóstwo emocji i jest bezcennym doświadczeniem.

                Uczy pokory w sposób, którego nie da się zastąpić gadaniem kogoś bardziej
                doświadczonego. Bum, leżysz i już wiesz, że trzeba było bardziej uważać, albo
                coś zrobić inaczej. Pretensje można mieć tylko do siebie.

                Przynajmniej na mnie tak to działa. 2-3 "gleby" w zimę i z jedna w lato jest
                wręcz wskazana, bym nie zaczął przesadzać z agresywnością stylu jazdy ;-)

                > A kiedy pytają
                > mnie czy dojeżdżam podczas deszczu, odpowiadam pytaniem: "A ty co,
                > jak pada, to nie musisz iść do pracy?"

                A to dobre jest. Chyba zacznę używać ;-)

                > Ps. A poranną kawę wypijam z prawdziwą rozkoszą i nie dlatego, żeby
                > się obudzić!

                Ano ja nie zakazuje kawy rowerzystom. Mówię po prostu, że nie jest nam potrzebna
                by się obudzić, bo trasa robi to wystarczająco dobrze ;-)
                • boruta_wwa Re: Rowerem Do Pracy - tekst z BikeBoardu 11.11.07, 17:58
                  roweroraffi napisał:
                  > No dokładnie. Ja mam tak samo... czasem mi się nie chce jechać rowerem jak jest
                  > zła pogoda... wsiadam w autobus/tramwaj/metro i... następnego dnia mam już
                  > najczęściej ochotę na rower niezależnie od pogody ;-)

                  ja mam to szczęście, że mieszkam na "linii metra" więc zimową porą czasem z
                  niego korzystam podjeżdżając do Centrum a stamtąd już na rowerku do pracy,
                  śmiesznie, że wracając po pracy do domku zawsze świetnie się jedzie mimo późnej
                  pory a do pracy bardzo się nie chce pedałować he he...
                  b.
            • stary_bej Re: Rowerem Do Pracy - tekst z BikeBoardu 09.11.07, 17:46
              roweroraffi napisał:


              > ... z
              > Warszawy na Mokotów.

              to uwazasz ze mokotow to nie warszawa ;)?
              • roweroraffi Re: Rowerem Do Pracy - tekst z BikeBoardu 09.11.07, 19:12
                stary_bej napisał:

                > roweroraffi napisał:
                > > ... z
                > > Warszawy na Mokotów.
                > to uwazasz ze mokotow to nie warszawa ;)?

                Nie prowokuj flame'a. Powszechnie wiadomo, która strona Wisły jest "właściwa" ;-)
                • xiontz Re: Rowerem Do Pracy - tekst z BikeBoardu 12.11.07, 11:32
                  roweroraffi napisał:

                  > zazwyczaj
                  > bujam się dużo spokojniejszym tempem bez stresu oglądając jak mnie wyprzedzają
                  > inni rowerzyści nawet na ciężkich góralach z terenowymi oponami. W końcu to
                  > żaden dyshonor się nie śpieszyć ;-)

                  ...a czasami można się nawet dla "draki" pościgać. Ja czasami specjalnie
                  zwalniam, puszczam "Lance'a" do przodu, a potem wskakuję mu na ogon i staram się
                  przez jakiś czas nie odpuszczać, żeby zobaczyć ile wart jest mój rower i ja sam :)
                  inna rzecz to ładne cyklistki...

                  > >Jazda podczas deszczu, śniegu, wichury czy w nocy
                  > > dostarcza mnóstwo emocji i jest bezcennym doświadczeniem.
                  >
                  > Uczy pokory w sposób, którego nie da się zastąpić gadaniem kogoś bardziej
                  > doświadczonego. Bum, leżysz i już wiesz, że trzeba było bardziej uważać, albo
                  > coś zrobić inaczej. Pretensje można mieć tylko do siebie.
                  >
                  > Przynajmniej na mnie tak to działa. 2-3 "gleby" w zimę i z jedna w lato jest
                  > wręcz wskazana, bym nie zaczął przesadzać z agresywnością stylu jazdy ;-)

                  Zgadza się! Nic tak nie działa na rozpaloną głowę cyklisty jak zimny prysznic w
                  postaci "gleby". Kiedyś, na samym początku mojej rowerowej przygody, w Puszczy
                  Kampinowskiej zaliczyłem drzewo i totalny wypieprz - nic mi się nie stało poza
                  drobnym stłuczeniem, ale do dzisiaj dobrze to pamiętam.
                  Co do ekstremalnych warunków, ani deszcz, ani śnieg tak bardzo chyba nie
                  przeszkadza jak silny wiatr prosto w twarz. Pedałujesz ile wlezie, a masz
                  wrażenie, że stoisz w miejscu. Pamiętam taką wichurę w jedną sobotę, wtedy, co
                  ta awionetka spadła do Wisły - po kilkunastu kilometrach jazdy pod wiatr ma się
                  dosyć roweru i wszystkiego, ale dzień później czuje się tylko ogromną
                  satysfakcję i marzy się, żeby następnym razem wiało jeszcze mocniej!

                  > Gorzej jest, gdy akurat nie mam sprawnego roweru, lub gdy nie mogę jeździć nim
                  > ze względów np zdrowotnych (a miałem taką jedną ponad półroczną przerwę)...
                  > wtedy to prawdziwa katorga. Zwłaszcza, gdy jest piękna pogoda za oknem, lato i
                  > widzi się co dzień setki szczęśliwych rowerzystów mknących na rowerach. Na
                  > szczęście to nie zdarza się często.

                  No tak, na pewne sprawy nie ma rady. Awaria sprzętu + brzydka pogoda może
                  skutecznie zniechęcić do jazdy. Ja zawsze staram się zreperować rower jak
                  najszybciej, aby nie wypaść z "cugu". Poza tym "gmeranie" przy własnym sprzęcie
                  tworzy ważną nić emocjonalną między mną a moim rowerem (nie wiem czy macie tak
                  samo?) - podczas naprawy często z nim rozmawiam, jak z kimś bliskim - przy
                  normalnej eksploatacji, nie ma na to czasu :)

                  Pogoda dzisiaj wybitnie rowerowa - przyjemny chłodek powoduje, że człowiek się
                  tak bardzo nie poci, nie pada, a wiatr raczej w normie. Rano w drodze do pracy
                  naliczyłem 9 mijanych cyklistów - ruch raczej spory, bo ostatnio nie
                  przekraczało 4-5 osób.

                  pozdro

                  Ps. Czy nadajecie swoim rowerom imiona? Ja na swojego wołam Kruzio, albo
                  Ferrarek (bo jest czerwony jak ferrari).
                  • roweroraffi Re: Rowerem Do Pracy - tekst z BikeBoardu 12.11.07, 21:02
                    xiontz napisał:

                    > Co do ekstremalnych warunków, ani deszcz, ani śnieg tak bardzo chyba nie
                    > przeszkadza jak silny wiatr prosto w twarz. Pedałujesz ile wlezie, a masz
                    > wrażenie, że stoisz w miejscu. Pamiętam taką wichurę w jedną sobotę, wtedy, co
                    > ta awionetka spadła do Wisły - po kilkunastu kilometrach jazdy pod wiatr ma się
                    > dosyć roweru i wszystkiego, ale dzień później czuje się tylko ogromną
                    > satysfakcję i marzy się, żeby następnym razem wiało jeszcze mocniej!

                    Hehe... prawdę mówiąc to nie do końca rozumiem o co chodzi... jeżdżę rowerem
                    poziomym i mam dwukrotnie niższe opory powietrza, więc problem wiatru w twarz
                    jest dla mnie duzo mniej odczuwalny. Gdy tylko mocniej wieje, ja jadę 26km/h
                    (zamiast powiedzmy 30-36) i dziwię się, gdy ktoś na kolarce pocąc się jedzie
                    21km/h, a po wyprzedzeniu nie jest w stanie mi się na ogonie utrzymać ;-)

                    Pamiętam jak z Bartkiem robiliśmy kurs do Łodzi na poziomach. Wiało wtedy tak,
                    że gałęzie latały, flagi z masztów zrywało, a rowerzyści praktycznie stali w
                    miejscu jadąc (media mówiły, że 80km/h, ale chyba jednak przesadzali). A my
                    zrobiliśmy w tym dniu ponad 280km w tym połowę pod wiatr, a drugą połowę bez
                    wiatru, bo cholera ucichła na wieczór nie dając nam poszaleć w stronę powrotną
                    (poza pierwszą godziną jazdy z Łodzi, gdy jeszcze wiało - mieliśmy avg 35km/h).
                    Ostatecznie w ten dzień średnią z 280km wyszła nam 25,6km/h, czy jakoś tak.

                    > "gmeranie" przy własnym sprzęcie
                    > tworzy ważną nić emocjonalną między mną a moim rowerem (nie wiem czy macie tak
                    > samo?) - podczas naprawy często z nim rozmawiam, jak z kimś bliskim - przy
                    > normalnej eksploatacji, nie ma na to czasu :)

                    No coś w tym jest. Ja co prawda z rowerem nie gadam (no chyba, że klnę jak coś
                    idzie nie tak jak powinno, np gdy nie chce "wejść" przerzutka regulowana
                    niedawno), ale jak mojemu rowerowi coś dolega to mi też. Teraz właśnie choruję
                    na otwarte złamanie ramy, ale myślę już nad patentem na naprawę, który powinien
                    sobie śpiewająco dać z tym radę - wycięciem w całości uszkodzonej rury i
                    wstawieniem nowej z kompozytu ze wzmocnieniami w odpowiednich miejscach. Myślę,
                    że do masy "wyzdrowiejemy" z moim poziomem, a przy okazji stracimy jeszcze nieco
                    na wadze i zyskamy na wytrzymałości i sztywności ;-)

                    > Pogoda dzisiaj wybitnie rowerowa - przyjemny chłodek powoduje, że człowiek się
                    > tak bardzo nie poci, nie pada, a wiatr raczej w normie. Rano w drodze do pracy
                    > naliczyłem 9 mijanych cyklistów - ruch raczej spory, bo ostatnio nie
                    > przekraczało 4-5 osób.

                    No dziś jeszcze śnieżek spadł. Rewelacja. Mnie dziś szlag trafiał w komunikacji.

                    > Ps. Czy nadajecie swoim rowerom imiona? Ja na swojego wołam Kruzio, albo
                    > Ferrarek (bo jest czerwony jak ferrari).

                    Mojemu jednemu rowerowi, który miał "imię" nadał je przypadkowo Czajnik, gdy po
                    serii "dziwnych zbiegów okoliczności", w których, gdy tylko gdzieś się
                    pojawiałem na rowerze, zaraz trzeba było wzywać Policję, albo Policja sama się
                    pojawiała, albo dochodziło do jakiejś "rozruby". Nazwał mnie wtedy w żarcie
                    zadymiarzem, a mój rower zadymą. I tak się przyjęło, że mój rower to "Zielona
                    Zadyma". Nie było sensu z tym walczyć ;-)

                    Innym rowerom nazw nie wymyślałem. Chyba jestem zbyt mało kreatywny w tej
                    kwestii. Poziom co prawda miał mieć ksywę "Patent" (od całej masy dziwnych
                    pomysłów, jakie w nim zostały zastosowane) i nawet takiż napis na ramie jako
                    markę, ale to umarło śmiercią naturalną jakoś i ostatecznie na ramie jest
                    "Raffi" (czyli moja ksywa) i numer seryjny (000001).
                    Zaś poprzednie moje rowery miały tylko nazwy od marek: Biria była Birią, Magnum
                    był Magnumem, a życie było proste tak bardzo jak nasze drogi dziurawe ;-)
                    • xiontz Re: Rowerem Do Pracy - tekst z BikeBoardu 16.11.07, 19:02
                      roweroraffi napisał:


                      > Hehe... prawdę mówiąc to nie do końca rozumiem o co chodzi... jeżdżę rowerem
                      > poziomym i mam dwukrotnie niższe opory powietrza, więc problem wiatru w twarz
                      > jest dla mnie duzo mniej odczuwalny. Gdy tylko mocniej wieje, ja jadę 26km/h
                      > (zamiast powiedzmy 30-36) i dziwię się, gdy ktoś na kolarce pocąc się jedzie
                      > 21km/h, a po wyprzedzeniu nie jest w stanie mi się na ogonie utrzymać ;-)
                      >
                      > Pamiętam jak z Bartkiem robiliśmy kurs do Łodzi na poziomach. Wiało wtedy tak,
                      > że gałęzie latały, flagi z masztów zrywało, a rowerzyści praktycznie stali w
                      > miejscu jadąc (media mówiły, że 80km/h, ale chyba jednak przesadzali). A my
                      > zrobiliśmy w tym dniu ponad 280km w tym połowę pod wiatr, a drugą połowę bez
                      > wiatru, bo cholera ucichła na wieczór nie dając nam poszaleć w stronę powrotną
                      > (poza pierwszą godziną jazdy z Łodzi, gdy jeszcze wiało - mieliśmy avg 35km/h).
                      > Ostatecznie w ten dzień średnią z 280km wyszła nam 25,6km/h, czy jakoś tak.


                      No tak, nie będę się licytował ani cwaniaczył, no bo zresztą gdzie mi tam do
                      Wspaniałych Osiągnięć Pana Rowerorafii. Wiatr wiatrowi nierówny, miałem na myśli
                      naprawdę ostre wianie, grubo ponad 100 km/h - taki huragan, orkan, czy inne
                      tornado, czy jak tam się to nazywa w slangu meteo. Z pewnością dla niektórych
                      twardzieli i ich "poziomów" to pestka. Może przejazd przez trąbę powietrzną
                      byłby w stanie ich "wzruszyć"? Nie wiadomo. Dla mnie tamta jazda pod wiatr była
                      ciężkim i fajnym doświadczeniem i z pewnością chciałbym jeszcze kiedyś przeżyć
                      coś podobnego, a może nawet bardziej. Jeśli dla innych to małe miki, to trudno.
                      Znam takich, co w ogóle nie potrafią jeździć na rowerze? I co, mam się z tego
                      powodu uważać za lepszego? Z nikim się nie zamierzam ścigać - jestem cyklistą
                      "użytkowo-przyjemnościowym", a nie wyczynowym.

                      Co do dojeżdżania do pracy, dziś (piątek, 16 listopada)zaobserwowałem na trasie
                      prawdziwy wysyp cyklistów. Rano 14 osób, w porze lunchu 3 a wieczorem 10!!! Tyle
                      wiary to nawet latem nie jeździło! A pogoda nadal sprzyjająca - lekki mrozik,
                      ale bez opadów i poważniejszego oblodzenia. Przy okazji - przypomniałem sobie o
                      kolejnej zalecie dojeżdżania na rowerze do pracy - otóż co jakiś czas na ulicy,
                      chodniku, a czasem nawet na ścieżce można znaleźć pieniądze! Zazwyczaj 1 lub 2
                      grosze, rzadziej 10 groszy. A tu dzisiaj, na ścieżce przy ul. Żeromskiego
                      znalazłem całego złocisza! Ciekaw jestem, czy to rowerzyści gubią, czy może
                      raczej piesi, którzy nagminnie łażą po ścieżkach.
                      pyzdra dla wszystkich
                      x.
                      • roweroraffi Re: Rowerem Do Pracy - tekst z BikeBoardu 17.11.07, 15:58
                        xiontz napisał:

                        > Dla mnie tamta jazda pod wiatr była
                        > ciężkim i fajnym doświadczeniem i z pewnością chciałbym jeszcze kiedyś przeżyć
                        > coś podobnego, a może nawet bardziej.

                        No i to waśnie się liczy w jezdzie. Ciesze sie, ze tez tak czujesz ;-)

                        > Jeśli dla innych to małe miki, to trudno.

                        To juz Ty napisales. Ja w kazdym razie bawilem sie wtedy przednie i tez chce to
                        kiedys powtorzyc :-)

                        > Co do dojeżdżania do pracy, dziś (piątek, 16 listopada)zaobserwowałem na trasie
                        > prawdziwy wysyp cyklistów. Rano 14 osób, w porze lunchu 3 a wieczorem 10!!! Tyl
                        > e
                        > wiary to nawet latem nie jeździło!

                        No, robi sie to w koncu popularne. Z roku na rok jest coraz wiecej. Sam nie moge
                        sie juz doczekac, az znowu wsiade na rower :-)

                        > Ciekaw jestem, czy to rowerzyści gubią, czy może
                        > raczej piesi, którzy nagminnie łażą po ścieżkach.

                        Piesi rzucaja kase na sciezke w ramach samokarania sie, za lazenie tam, gdzie
                        nie powinni ;-)
                        • xiontz Re: Rowerem Do Pracy - tekst z BikeBoardu 22.11.07, 16:52
                          Kolejny tydzień dojeżdżania dobiega końca - jutro piątek i ciekaw
                          jestem czy średnia frekwencja z tygodnia (15 mijanych cyklistów)
                          podskoczy jak w zeszłym tygodniu. A za tydzień masa - więc pewnie
                          statystyka podkoczy w następny piątek do "berlińskich" rozmiarów :)

                          We wtorek wieczorem była zarąbista mgła - zwłaszca na Polach
                          Mokotowskich ("w lesie" zawsze jest bardziej) - światło z lampki
                          rzucało snop jak z lasera jakiegoś! Niestety i tym razem napotkałem
                          batmana bez światełek...

                          A dziś rano śpiesząc się do roboty (he, he) zaliczyłem pierwszą
                          glebę: szybkie tempo + gwałtowny skręt + śliska nawierzchnia i leżę.
                          Paskudny szron osadził się na białej farbie, którą na ścieżce
                          pomalowano przejście dla pieszych. Akurat na zakręcie! A poranne
                          słoneczko nie zdążyło roztopić i "guma mi uciekła". Kolejna lekcja
                          pokory! A niby do prawdziwej zimy jeszcze daleko.

                          Dobra, dosyć tego pisania, pora się zbierać w powrotną drogę!
                          Pozdro dla wszystkich dojeżdżających bikeholiców
                          x.
                          • seba-sch Re: Rowerem Do Pracy - tekst z BikeBoardu 22.11.07, 20:11
                            Może i ja podbijam frekwencję którą liczysz ?
                            ja jeżdżę do pracy z Natolina na Okęcie (Żwirki Wigury) i spotykam pomimo pogody
                            zdecydowanie nierowerowej dla typowego homosapiens homosamochódocus kilu
                            rowerzystów.

                            Pozdrowienia dla wszystkich jeżdżących dzięki którym wiem że nie jestem sam
                            nawiedzony :)
                            • xiontz Re: Rowerem Do Pracy - tekst z BikeBoardu 23.11.07, 17:04
                              Moja trasa wiedzie tzw. szlakiem obwodowym z Bielan (od Wrzeciona)
                              na Pola Mokotowskie (Narbutta), więc chyba jednak nie łapiesz się do
                              mojej frekwencji :(
                              Pozdrawiam wszystkich policzonych i niepoliczonych rowerzystów
                              dojeżdżających na rowerze do pracy! W przyszłym tygodniu ma wreszcie
                              zacząć padać śnieg! Nareszcie!
                              x.
                              Jak odpowiadacie na pytanie: Nie za zimno już na rower?
                              Ja mówię: Pewnie tak, ale z drugiej strony na narty jest za ciepło.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka