Dodaj do ulubionych

przeszczep świadomości ...

IP: *.chello.pl / *.chello.pl 04.12.02, 11:16
Poszukuje wszelkich tropów literackich i filmowych związanych z motywem
wszczepienia, "zakupienia", podmiany świadomości człowieka. Nie chodzi mi
tutaj o wszelkie możliwe ingerencje w świadomość stylu dickowskim, czy
manipulacje narkotyczne, ale o zamianę siwadomości sensu stricto. Bedę
wdzięczny za wszelkie Wasze propozycje.
pzdr
Obserwuj wątek
    • Gość: Illain Re: przeszczep świadomości ... IP: blue:* / 172.16.89.* 04.12.02, 12:46
      Proponuje "Przesiadke w przedpieklu" - autora nie pamietam, jak nik nie
      podpowie to dopisze przy okazji.
      • kuba# Re: przeszczep świadomości ... 05.12.02, 14:01
        Andrzej Ziemiański pod pseudonimem Patrick Shoughnessy wydane przez "CIA
        Books". Niedługo, sumptem wydawnictwa Ares2 w ramach "żółtej serii Science
        Fiction", ma wyjść wznowienie pod tytułem "Przesiadka w piekle" i pod właściwym
        nazwiskiem. Osobiście nie czytałem.
        • Gość: Illain Re: przeszczep świadomości ... IP: blue:* / 172.16.89.* 05.12.02, 14:13
          No to musze zwrocic Ziemienskiemu honor za wszystkie psy jakie na nim
          wieszalem, bo to naprawde fajny kawalek. Zastanawiam sie czemu pod wlasnym
          nazwiskiem pisze gorzej. To zreszta nasuwa mi pomysl dla AZ - "Mniej
          Ziemianskiego, wiecej Shougnessy'ego", mysle ze bylby wtedy bardziej cenionym
          pisarzem SF
    • grisznak Re: przeszczep świadomości ... 05.12.02, 23:39
      He he "Smok i Jerzy" Dicksona ale pewnie też nie do końca o to ci chodzi :)
    • valkrissa Przeszczep definicji... 06.12.02, 08:13
      Gość portalu: real napisał(a):
      > [...] Nie [...] wszelkie możliwe ingerencje w świadomość stylu dickowskim, czy
      > manipulacje narkotyczne, ale o zamianę siwadomości sensu stricto.

      1) Co to jest ingerencja w stylu dickowskim?
      2) Co to jest "zamiana świadomości sensu stricto"? (Pan z panią / pan z panem / pani z panią / człowiek ze zwierzem
      itd.
      • Gość: Illain Re: Przeszczep definicji... IP: blue:* / 172.16.89.* 06.12.02, 08:52
        Na jedno odpowiem za reala, z reszta pytan niech sie sam meczy:
        DrJ&MrH to nie jest zamiana swiadomosci - to narkotyczne wyzwolenie
        podswiadomosci

        Milego Mikolaja...
    • Gość: Illain Re: przeszczep świadomości ... IP: blue:* / 172.16.89.* 06.12.02, 08:43
      Aha, przypomnial mi sie jeszcze jeden "trop" filmowy - to stary polski film z
      Holoubkiem "Awatar czyli zamiana dusz"
      • Gość: real Re: przeszczep świadomości ... IP: *.chello.pl / *.chello.pl 06.12.02, 22:04
        Gość portalu: Illain napisał(a):

        > Aha, przypomnial mi sie jeszcze jeden "trop" filmowy - to stary polski film z
        > Holoubkiem "Awatar czyli zamiana dusz"

        Film Majewskiego kiedyś widziałem, dzięki za wskazówkę, bardzo się ucieszyłem.
        Już po napisaniu wpadło mi do głowy "Remember it for you wholesale" i film ze
        Schwarzeneggerem; "umierajac żyjemy" Silverberga, również "Twarze na sprzedaż"
        Frankenheimera czy "Zjadacza dyń " Claytona. Ale to przykłady, kóre za
        wyjątkiem filmu Verhoevenna zaledwie dotykają istotę problemu. Podobnie
        wszelkie fantazmaty dickowskie ewoluowały raczej w kierunku eksploatowania
        możliwości ludzkiego mózgu, poprzez dotykanie granic jego możliwości czy
        sztuczne pobudzanie>>>modulatory nastroju, ubiki, środki halucynogenne, empatia
        pobudzana hipnozą. Wszelkie takie eksperymenty w skrajnych przypadkach
        prowadziły do powstawania alternatywnych punktów widzenia i poszerzenia
        perspektyw możliwości działania ludzkiego mózgu i świadomości człowieka.
        Rzadko, albo wcale były natomiast powodem zaistnienia odrębnej, autonomicznej
        świadomości. A takich przykładów potrzebuje. Dwie osobowości w jednym ciele,
        klasyczna schizofrenia, chrześcijańska koncepcja preegzystencji dusz, czy
        reinkarnacja, takich przykładów jest całe mnóstwo.,Mnie interesują tylko te,
        które dotyczą zamiany świadomości i funkcjonowania nowej/innej/ w miejsce
        pierwotnej w obrębie jednego ciała. Przyczyna, spopsób ingerencji, inwazyjność,
        czy też bezinwazyjność metody jest bez znaczenia ;-P.
        wesołego alleluja
        ;-P
        • valkrissa Re: przeszczep świadomości ... 09.12.02, 09:38
          Gość portalu: real napisał(a):
          > [...] Mnie interesują tylko te, które dotyczą zamiany świadomości i funkcjonowania nowej/innej/ w miejsce
          > pierwotnej w obrębie jednego ciała. Przyczyna, spopsób ingerencji, inwazyjność,
          > czy też bezinwazyjność metody jest bez znaczenia ;-P.

          Hokka. Na pierwszy miot memu:
          - Freaky Friday (Zwariowany piątek) 1976, remake 2002?
          - Switch (Zamiana?) z Ellen Barkin
          - The Mask (maska) z Jimem Carreyem
          - Vice Versa (Vice versa) 1988
          - Liczne motywy kosmitów w ludzkich hostach�choćby teraz Polsat puszcza (serial) Roswell, patrz Skórowie,
          chyba�) Invasion Of The Body Snatchers (Inwazja porywaczy ciał) 1956....They Live (Oni żyją) 1988

          Myślę, że powinieneś też zobaczyć te feministyczne-ale-mówi-się-trudno :), strony:
          www.feministsf.org/femsf/bibs/sexchange.htmlhttp://www.feministsf.org/femsf/bibs/mutevo.html

          Upieram się przy Jekyllu i Hydzie.
          X-Menach.
          Batmanie w ciele Bruce'a Wayne'a.
          (Po)tworze Frankensteina.
          I tak very much dalej.

          Pzdr, pstr

          PS 1. Czy przeprogramowanie złego Arniego w dobrego Arniego z Terminatora II to błędny trop?
          PS 2. Czy ta sama świadomość w nowym anturażu (Jak w "Godzinie pąsowej róży") to błędny trop?
          PS 3. Czy wychodzenie z amnezji (jak w "Stworach światła i ciemności") do innej (czytaj: pełnej) świadomości w
          jednym ciele to błędny trop?
          PS 4. A wszelkie opętania przed diabelskie nasienia, których liczba legion? (Egzorcysty, Pazuzu, Omeny, Warlocki?)
          PS 5. Czy świadomość Gandalfa Białego w ciele Gandalfa Szarego to błędny trop? Czy wpływ Ash Nazga na jego
          wkładaczy to nie inna / obca / Saurońska świadomość w jednym ciele?
          • valkrissa Rozlepione linki 09.12.02, 09:39
            www.feministsf.org/femsf/bibs/sexchange.html
            www.feministsf.org/femsf/bibs/mutevo.html
          • Gość: Illain Re: przeszczep świadomości ... IP: blue:* / 172.16.83.* 09.12.02, 12:21
            Pytam, bo chce zrozumiec:

            > Upieram się przy Jekyllu i Hydzie.
            Gdzie tu przeszczep? To ciagle ten sam facet tylko z/bez hamulcow
            > X-Menach.
            Ludzie obdarzeni nadnaturalnymi zdolnosciami, ale o zawsze tej samej swiadomosci
            > Batmanie w ciele Bruce'a Wayne'a.
            To znowu ten sam gosc, tyle ze jako B incognito
            > (Po)tworze Frankensteina.
            Stworzony z roznych kawalkow, ale swiadomosc ma wlasna i indywidualna, a nie
            odziedziczona po dawcy mozgu
            > I tak very much dalej.
            No wlasnie. Czy przypadkiem nie starasz sie specjalnie zagmatwac?

            Pozdrowionka
            • Gość: real Re: przeszczep świadomości ... IP: *.chello.pl / *.chello.pl 09.12.02, 16:56
              "Inwazje.." były trzy, począwszy od wesji z `56 roku, przez wersje Kaufmanna,
              po Ferrarę. Ty przywołujesz jako przykład największego gniota ;-)
              Dziękuję za wszystkie propozycje, czekam na wiecej
              pzdr
            • valkrissa Zaszczep odpowiedzi 10.12.02, 08:56
              W poprzednim poście celowo podałem wyimek z Reala: "Mnie interesują tylko te [przykłady], które dotyczą zamiany
              świadomości i funkcjonowania nowe j/innej/ w miejsce pierwotnej w obrębie jednego ciała. Przyczyna, spopsób
              ingerencji, inwazyjność, czy też bezinwazyjność metody jest bez znaczenia".

              1.
              Zgodnie z definicjami tak szerokimi i swobodnymi
              • Gość: Illain Zaszczep przeszczepu IP: blue:* / 172.16.83.* 10.12.02, 12:22
                To w zasadzie powinien byc odrebny watek, ale skoro juz...

                valkrissa napisał:

                > 1.
                (...)świadomości i definicji ciała.
                Wystarcza ogolnie obowiazujace, niezaleznie od systemu filozoficznego. No chyba
                ze Twoj system filozoficzny jest kompletnie odrebny, w takim ukladzie przed
                dalsza dyskusja powinienes go dokladnie opisac
                >
                > 2.
                Mile jest w dyskusji o swiadomosci powolywanie sie na Freuda, ale Stevesnon
                korzystal prawdopodobnie z Hegla, co zreszta nie ma wplywu na triade
                (podswiadomosc nadswiadomosc i swiadomosc) a jedynie na nazewnictwo. Wypada
                wyjasnic, ze swiadomosc to stan zmienny, wypadkowa pomiedzy zwierzeciem
                (podswiadomosc) a nadbudowa kulturowa (nadswiadomosc). W zwiazku z tym dowolne
                manipulacje polegajace na wylaczeniu jednego lub drugiego nie tworza NOWEJ
                swiadomosci, ale jedynie modyfikuja isniejaca. Przejscie od Jekylla do Hyde'a
                odbywa sie wlasnie poprzez wylaczenie narkotykiem nadbudowy, co powoduje, ze
                swiadomoscia steruje tylko prymityw. Cala opowiesc jest zreszta o tym, ze jak
                dopuszczamy siedzace w nas zwierze do glosu, to coraz trudniej je wylaczyc i
                nad nim zapanowac, czyli funkcje niskopoziomowe powinny byc pod stala kontrola
                systemu, bo gdy ja utracimy, to mozemy jej juz nie odzyskac.
                Naprawde nie miesci sie to w sforumuowaniach uzytych przez reala.
                > 3.
                > To nie jest tak, że "Wayne to Batman incognito". Ich cechy charakterologiczne
                są odmienne.
                Musze Cie rozczarowac, ale to wlasnie tak jest A ich cechy odmienne absolutnie
                nie sa. Kazdy superbohater, gdy zostanie zdemaskowany podejmuje walke jako
                czlowiek, ujawniajac dokladnie te cechy, ktore posiada zakladajac kostium
                batmana, spidermana, power rangersa czy dowolnego innego. Po prostu przebranie
                zapewnia anonimowosc, czyli m. in. poczucie bezpieczenstwa i mozliwosc poworotu
                do spoleczenstwa jako jego czlonek. To powoduje wysuniecie sie na pierwszy plan
                cech zwiazanych z misja, a nie zmiane swiadomosci. Jak chcesz wiecej przykladow
                to popatrz na nasza dyskusje - nie probowalibysmy sie przerzucac publicznie
                argumentami i wysoka mowa, nie bedac w pewnym sensie anonimowi. Wymagaloby to
                najpierw rozpoznania przeciwnika, jego wiedzy, pozycji towarzyskiej itp. Czy
                nastapila w nas w zwiazku z tym jakas zmiana swiadomosci? Nie! po prostu
                puscily pewne ograniczenia narzucone przez proces socjalizacji.

                > 4.
                W przypadku Frankensteina definicja ciala nie ma zadnego znaczenia dla
                rozwazan. Nastapil akt tworczy - stworzono nowego czlowieka - a wiec nie moze
                byc mowy o zadnym podstawieniu, zamianie, przeszczepie (itd.) swiadomosci
                >
                > 5.
                Tu trudno polemizowac bez zaglebiania sie w funkcjonowanie mozgu, ale zwracam
                uwage na roznice pomiedzy odtworzeniem jakiegos elementu, a zastapieniem go
                przez inny...

                > 6.
                Tu oczywiscie zgoda - opetanie jest typowym przykladem zaszczepienia obcej
                swiadomosci, istnienie tej poprzedniej zalezy od stopnia opetania.
                > 7.
                Jak bedzie Ci sie chcialo czytac powyzej, to zrozumiesz, ze ten punkt w calosci
                odrzucam. Jakiekolwiek modyfikacje swiadomosci w procesie uczenia sie,
                wychowania, nabywania doswiadczen itp. sa modyfikacjami nadbudowy, a wiec nie
                podtawiaja swiadomosci inna, ale ja modyikuja. Zeby uzyc porownania poprzez
                modyfikacje zawartosci pliku mozesz zmodyfikowac zawartosc indeksu, ale nie
                zastapisz ich innymi, bo do tego potrzeba funkcji zewnetrznych.

                Uff... mam nadzieje, ze na tym forum nie bywaja studenci filozofii, bo niezle
                by mnie zjechali, ale co mi tam - jestem incognito i moge sobie pozwolic,
                chociaz pewnie Twoim zdaniem cierpie wlasnie na schizofrenie ;)
                • valkrissa O/T: Es hagelt dich, es freut mich 11.12.02, 09:43
                  Gość portalu: Illain napisał(a):
                  ) To w zasadzie powinien byc odrebny watek, ale skoro juz...
                  OFF TOPIC zatem.

                  ) valkrissa napisał:
                  ) ) 1.
                  ) (...)świadomości i definicji ciała.
                  ) Wystarcza ogolnie obowiazujace, niezaleznie od systemu filozoficznego. No chyba
                  ) ze Twoj system filozoficzny jest kompletnie odrebny, w takim ukladzie przed
                  ) dalsza dyskusja powinienes go dokladnie opisac

                  1a.
                  Definicja świadomości jest konieczna bardzo a definicja ciała konieczna nieco. A choćby dlatego, żeby
                  stwierdzić czy przeprogramowanie cyborga to zmiana świadomości w ciele.
                  1b.
                  By stwierdzić, czy mój system jest odrębny = różny, muszę wiedzieć: różny OD czego (kogo).

                  ) ) 2.
                  ) Mile jest w dyskusji o swiadomosci powolywanie sie na Freuda, ale Stevesnon
                  ) korzystal prawdopodobnie z Hegla, co zreszta nie ma wplywu na triade
                  ) (podswiadomosc nadswiadomosc i swiadomosc) a jedynie na nazewnictwo.

                  2a.
                  Powołałem się na Freuda, bo Freud powinien być znany każdemu licealiście a Hegel niekoniecznie.
                  (Odnoszę się do programu nauczania obowiązującego za moich = dawnych czasów.)
                  Nie napisałem nigdzie, że Stevenson powoływał się na Freuda. (Nie mógł.) A czy korzystał z Hegla?
                  Możliwe. Co innego zastanawia: jeśli różnice między, Freudem a Heglem (lub na odwrót) sprowadzają
                  się, jeśli Cię rozumiem, do nazewnictwa, to po czorta Freud papugował? ALE jeżeli różnice dotyczą Tak
                  Zwanego Sedna, to oczywistym staje się, że definicja świadomości jest jednak potrzebna: choćby po to,
                  aby wiedzieć "świadomość w czyim ujęciu".

                  ) Wypada wyjasnic, ze swiadomosc to stan zmienny, wypadkowa pomiedzy zwierzeciem
                  ) (podswiadomosc) a nadbudowa kulturowa (nadswiadomosc). W zwiazku z tym dowolne
                  ) manipulacje polegajace na wylaczeniu jednego lub drugiego nie tworza NOWEJ
                  ) swiadomosci, ale jedynie modyfikuja isniejaca. Przejscie od Jekylla do Hyde'a
                  ) odbywa sie wlasnie poprzez wylaczenie narkotykiem nadbudowy, co powoduje, ze
                  ) swiadomoscia steruje tylko prymityw. Cala opowiesc jest zreszta o tym, ze jak
                  ) dopuszczamy siedzace w nas zwierze do glosu, to coraz trudniej je wylaczyc i
                  ) nad nim zapanowac, czyli funkcje niskopoziomowe powinny byc pod stala kontrola
                  ) systemu, bo gdy ja utracimy, to mozemy jej juz nie odzyskac.

                  2c.
                  Nie zgadzam się.
                  Jeżeli "manipulacje" w mniejszym / większym stopniu OGRANICZAJĄ wpływ zwierza na kulturę (lub
                  kultury na zwierza), to
                  • valkrissa Re: O/T: Es hagelt dich, es freut mich 11.12.02, 09:51
                    ZAGUBIONA KOŃCÓWKA
                    Gość portalu: Illain napisał(a):
                    > Uff... mam nadzieje, ze na tym forum nie bywaja studenci filozofii, bo niezle
                    > by mnie zjechali, ale co mi tam - jestem incognito i moge sobie pozwolic,
                    > chociaz pewnie Twoim zdaniem cierpie wlasnie na schizofrenie ;)

                    Wszyscy dążący do zrozumienia czegoś, uczymy się miłować wiedzę, a więc jesteśmy studentami filozofii.
                    Słowo "cierpi" odnosiłbym do bólu fizycznego, z mniejszym przekonaniem do, tfu!, egzystencjalnego. Z
                    dużo mniejszym, a właściwie z wogólnym do schizofrenii.
                    Wreszcie
                  • Gość: Illain Re: O/T IP: blue:* / 172.16.83.* 11.12.02, 15:09
                    > 1a.
                    > Definicja świadomości jest konieczna bardzo a definicja ciała konieczna
                    nieco.
                    > A choćby dlatego, żeby
                    > stwierdzić czy przeprogramowanie cyborga to zmiana świadomości w ciele.

                    Stanowczo nie podejmuje dyskusji na temat czy cyborgi maja swiadomosc, albo czy
                    adnroidy marza o elektrycznych owcach. To jest problem wiary w rozwoj
                    technologii przyszlosci i opiera sie wszelkiej merytorycznej argumentacji

                    > 1b.
                    > By stwierdzić, czy mój system jest odrębny = różny, muszę wiedzieć: różny OD
                    cz
                    > ego (kogo).

                    One wszystkie sa w zasadzie takie same, roznice polegaja na uwzglednianiu (lub
                    nie) poszczegolnych elementow jak dusza, plyny ustrojowe, pamiec genetyczna itd.

                    > 2a.
                    > Powołałem się na Freuda, bo Freud powinien być znany każdemu licealiście a
                    Hegel niekoniecznie.
                    > (Odnoszę się do programu nauczania obowiązującego za moich = dawnych czasów.)

                    Twoj nauczyciel polskiego ma u ciebie dlug, bo nie udalo mi sie znalezc
                    programu nie uwzgledniajacego triady heglowskiej, zazwyczaj na jednej lekcji z
                    imperatywem kategorycznym, natomiast Freud czy Young to raczej nowe pomysly
                    programowe.

                    > Nie napisałem nigdzie, że Stevenson powoływał się na Freuda. (Nie mógł.) A
                    czy korzystał z Hegla?
                    > Możliwe. Co innego zastanawia: jeśli różnice między, Freudem a Heglem (lub na
                    o
                    > dwrót) sprowadzają
                    > się, jeśli Cię rozumiem, do nazewnictwa, to po czorta Freud papugował? ALE
                    jeże
                    > li różnice dotyczą Tak
                    > Zwanego Sedna, to oczywistym staje się, że definicja świadomości jest jednak
                    po
                    > trzebna: choćby po to,
                    > aby wiedzieć "świadomość w czyim ujęciu".

                    Odpowiedz powyzej, przy 1b

                    > 2c.
                    > Nie zgadzam się.
                    > Jeżeli "manipulacje" w mniejszym / większym stopniu OGRANICZAJĄ wpływ
                    zwierza
                    > na kulturę (lub
                    > kultury na zwierza), to
                    • valkrissa Re: O/T (Epizod 2) 12.12.02, 10:01
                      Gość portalu: Illain napisał(a):

                      > > 1a.
                      > Stanowczo nie podejmuje dyskusji na temat czy cyborgi maja swiadomosc, albo czy
                      > adnroidy marza o elektrycznych owcach. To jest problem wiary w rozwoj
                      > technologii przyszlosci i opiera sie wszelkiej merytorycznej argumentacji

                      Podałem przykład (filmowego) Terminatora: jeżeli szkielet cyborga uznamy za ciało a program
                      pozwalający cyborgowi działać za świadomość, to...i tak dalej. Nie podejmujesz dyskusji. Twoja wola.

                      > > 1b.
                      > > By stwierdzić, czy mój system jest odrębny = różny, muszę wiedzieć: różny OD czego (kogo).
                      > One wszystkie sa w zasadzie takie same, roznice polegaja na uwzglednianiu (lub
                      > nie) poszczegolnych elementow jak dusza, plyny ustrojowe, pamiec genetyczna itd.

                      Pisałeś: "No chyba ze Twoj system filozoficzny jest kompletnie odrebny".
                      Ja pytam: odrębny / różny od czego?
                      Ty na to, że "one" (jakie one? systemy filozoficzne?) są w zasadzie takie same (?!).
                      Skonfundowanym.

                      > > 2a.
                      > > Powołałem się na Freuda, bo Freud powinien być znany każdemu licealiście a Hegel niekoniecznie.
                      > > (Odnoszę się do programu nauczania obowiązującego za moich = dawnych czasów.)
                      > Twoj nauczyciel polskiego ma u ciebie dlug, bo nie udalo mi sie znalezc
                      > programu nie uwzgledniajacego triady heglowskiej, zazwyczaj na jednej lekcji z
                      > imperatywem kategorycznym, natomiast Freud czy Young to raczej nowe pomysly programowe.

                      Z których lat te programy przeszukiwałeś?...Freud, owszem, nienowy...Jung (Hm, Young? Powstrzymam
                      się od komentarza o _Twoich_ nauczycielach), owszem, nienowy...Ale triada heglowska?!
                      Żyjemy w różnych krajach, albo uczyliśmy sie w różnych czasach...Teraz są jakieś profile o zboczeniach
                      filozoficznych...może....Ja z mat-fizu...Pewnie na humanistycznym był Hegel. Cóż z tego, tak czy siak? I tak
                      populacja w swej masie
                      • Gość: Illain Re: O/T (Epizod 2) IP: blue:* / 172.16.83.* 12.12.02, 12:45
                        >
                        > Podałem przykład (filmowego) Terminatora: jeżeli szkielet cyborga uznamy za
                        cia
                        > ło a program
                        > pozwalający cyborgowi działać za świadomość, to...i tak dalej. Nie
                        podejmujesz
                        > dyskusji. Twoja wola.
                        No, no - zabrzmialo nieco obrazalsko - chodzilo mi o to, ze ja wogole nie
                        uwazam za mozliwe stworzenie programu posiadajacego swiadomosc, ozywiania
                        rzeczy sztucznych itp. I jestem w tym taki beton, ze nie dam sie przekonac, w
                        zwiazku z tym sygnalizuje bezcelowosc dowolnej argumentacji.
                        >
                        > Ja pytam: odrębny / różny od czego?
                        > Ty na to, że "one" (jakie one? systemy filozoficzne?) są w zasadzie takie
                        same
                        > (?!).
                        > Skonfundowanym.
                        Wszystkie ogolnie znane systemy filozoficzne - polecam pozycje "historia
                        filozofii". Roboczo przyjmijmy, ze systemy wymienione ksiazkach na ten temat.
                        >
                        > Z których lat te programy przeszukiwałeś?...Freud, owszem, nienowy...Jung
                        (Hm,
                        > Young? Powstrzymam
                        > się od komentarza o _Twoich_ nauczycielach), owszem, nienowy...Ale triada
                        >heglowska?!
                        > Żyjemy w różnych krajach, albo uczyliśmy sie w różnych czasach...Teraz są
                        >jakieś profile o zboczeniach
                        > filozoficznych...może....Ja z mat-fizu...Pewnie na humanistycznym był Hegel.
                        Uczylem sie w roznych szkolach na przestrzeni lat 70tych - 90tych ostatniego
                        wieku. Program nauczania jezyka polskiego dzielimy na komunistyczny i
                        pokomunistyczny (dwudziestolecie odpada, zabory z oczywistych powodow tez), w
                        obu wystepuje Hegel (sprawdzilem u zaprzyjaznionej nauczycielki) na poziomie
                        licealnym. Tez jestem z mat-fizu. A Karla Gustawa moge tylko przeprosic, to
                        wynik szlifowania jezyka na forach w stanach i braku czasu na przeczytanie
                        posta przed wyslaniem (czasem musze zajac sie praca :((().

                        Có ż z tego, tak czy siak? I tak
                        > populacja w swej masie
                        • valkrissa Re: O/T (Epizod 3) 12.12.02, 14:05
                          Gość portalu: Illain napisał(a):

                          > > Nie podejmujesz dyskusji. Twoja wola.
                          > No, no - zabrzmialo nieco obrazalsko

                          Ależ skąd. Obrażalsko byłoby tak chyba #-[
                          ze smutkiem :(
                          z (życzliwą!) kpiną tak: :P
                          a z radością tak: :)
                          A bez tego, to jest tylko aż i aż tylko stwierdzająco, orzekająco a obiektywizująco.

                          > chodzilo mi o to, ze ja wogole nie
                          > uwazam za mozliwe stworzenie programu posiadajacego swiadomosc, ozywiania
                          > rzeczy sztucznych itp. I jestem w tym taki beton, ze nie dam sie przekonac, w
                          > zwiazku z tym sygnalizuje bezcelowosc dowolnej argumentacji.

                          W porządku. To jest, chciałem napisać, w porządku :))

                          > > Ja pytam: odrębny / różny od czego?
                          > > Ty na to, że "one" (jakie one? systemy filozoficzne?) są w zasadzie takie same (?!). Skonfundowanym.
                          > Wszystkie ogolnie znane systemy filozoficzne - polecam pozycje "historia
                          > filozofii". Roboczo przyjmijmy, ze systemy wymienione ksiazkach na ten temat.

                          Nadal nie rozumiem pytania. Pytasz - czy mój system filozoficzny jest odrębny od systemów przedstawionych u
                          Tatarkiewicza?! Ależ u samego Tatarkiewicza właśnie są systemy wzajemnie wykluczające się, albo co najmniej z
                          potężną częścią niewspólną.

                          > Uczylem sie w roznych szkolach na przestrzeni lat 70tych - 90tych ostatniego
                          > wieku. Program nauczania jezyka polskiego dzielimy na komunistyczny i
                          > pokomunistyczny (dwudziestolecie odpada, zabory z oczywistych powodow tez), w
                          > obu wystepuje Hegel (sprawdzilem u zaprzyjaznionej nauczycielki) na poziomie licealnym

                          Ale co sprawdziłeś? Program nauczania? Podręcznik? Który? Do której klasy? Dla Warszawy czy Psiapsiółkowa?
                          Ja sprawdzałem we własnej pamięci, i wyszło mi, że najpierw wiedziałem kto Freud, a potem, kto Hegel, a potem kto
                          Kierkegaard, ale zastrzegam się, że to o niczym nie świadczy. Nie ręczę za pamięć, takoż, nawet własną.

                          > Bo to bardziej nosny temat.
                          To nie tak, że ja za nośnym poleciałem. Jeżeli zacznę filozofizować nie od podstaw ale od różnic między Hume'em a
                          Kantem, dajmy na to, to prawdopodobieństwo, że odbiorca potraktuje mnie jako (a) napuszeńca (b) snoba (c)
                          świeżego właściciela licznych wydawnictw encyklopedycznych jest większe niż prawdopodobieństwo, że jestem
                          (d) normalny. Akcentując Freuda
                          • valkrissa Re: O/T (Epizod 3.1) 12.12.02, 14:22
                            valkrissa napisał:
                            > Nie chodziło mi o zaimek NA
                            NA to przyimek. Och (wykrzyknienie) ty (tu zaimek) bęcwale (rzeczownik) jeden (być może liczebnik ;))
                          • Gość: Illain Re: O/T (Epizod 3) IP: blue:* / 172.16.83.* 12.12.02, 17:22
                            ) Obrażalsko byłoby tak chyba #-[
                            ) ze smutkiem :(
                            ) z (życzliwą!) kpiną tak: :P
                            ) a z radością tak: :)
                            Dzieki za korki z emoticonow :P

                            ) Nadal nie rozumiem pytania. Pytasz - czy mój system filozoficzny jest odrębny
                            o
                            ) d systemów przedstawionych u
                            ) Tatarkiewicza?! Ależ u samego Tatarkiewicza właśnie są systemy wzajemnie
                            wykluc
                            ) zające się, albo co najmniej z
                            ) potężną częścią niewspólną.
                            Ale nie dotyczy to swiadomosci, a o innych rzeczach nie dyskutujemy (chyba???).
                            Zreszta zdaje sie, ze ponizej przyjales roziwazania mi odpowiadajace, dlatego
                            proponuje zarzucic ten punkt, bo posty robia sie za dlugie
                            )
                            ) Ale co sprawdziłeś? Program nauczania? Podręcznik? Który? Do której klasy?
                            Dla
                            ) Warszawy czy Psiapsiółkowa?
                            ) Ja sprawdzałem we własnej pamięci, i wyszło mi, że najpierw wiedziałem kto
                            Freud, a potem, kto Hegel, a potem kto
                            ) Kierkegaard, ale zastrzegam się, że to o niczym nie świadczy. Nie ręczę za
                            pamięć, takoż, nawet własną.

                            Jak zapytalem nauczycielki, to chyba wiedziala co odpowiada mowiac o kazdym
                            programie nauczania, nie rozbijalem tego na Psiapsiolkowo czy Grojec nad Morzem
                            Oczywiscie chodzi o programy dla liceow (zawodowych i ogolnoksztalcacych)
                            )
                            ) ) Bo to bardziej nosny temat.
                            ) To nie tak, że ja za nośnym poleciałem. Jeżeli zacznę filozofizować nie od
                            pods
                            ) taw ale od różnic między Hume'em a
                            ) Kantem, dajmy na to, to prawdopodobieństwo, że odbiorca potraktuje mnie jako
                            (a
                            ) ) napuszeńca (b) snoba (c)
                            ) świeżego właściciela licznych wydawnictw encyklopedycznych jest większe niż
                            pra
                            ) wdopodobieństwo, że jestem
                            ) (d) normalny. Akcentując Freuda
                            • valkrissa Re: O/T (Epizod 4) 13.12.02, 09:18
                              Gość portalu: Illain napisał(a):
                              > Dzieki za korki z emoticonow :P
                              Nie tyle chciałem (tu przepraszam) korkować Ci emotikony, co przyuważyć, że jak nie ma emotikonu, to niekoniecznie
                              jest obrażalsko.

                              > Ale nie dotyczy to swiadomosci, a o innych rzeczach nie dyskutujemy (chyba???).
                              Dotyczy. Mogę znaleźć systemy filozoficzne lub okołofilozoficzne, które różnie opisują świadomość. Żeby było
                              śmiesznie: sam uznałeś, że Freud niezbyt się tu nadaje a Hegel bardziej: oboje są u Tatarkiewicza.

                              > Zreszta zdaje sie, ze ponizej przyjales roziwazania mi odpowiadajace, dlatego
                              > proponuje zarzucic ten punkt, bo posty robia sie za dlugie
                              OK.

                              > Jak zapytalem nauczycielki, to chyba wiedziala co odpowiada mowiac o kazdym programie nauczania
                              U Tatarkiewicza są w (roz)działach drobniejszą czcionką krótkie przeglądy sztuki i nauki danej epoki. Co nie znaczy,
                              że Tatarkiewicz to także historia sztuki i nauki. Podobnie - w książkach licealnych też bywały zapisy ważne, zapisy
                              mniej ważne, kwestie poboczne, materiały dodatkowe, dopowiastki drobną czcionką. Może o Heglu było drobną
                              czcionką?
                              Pewnie mógłbym znaleźć nauczyciela, który nie odpowie tak, jak Twoja nauczycielka. Ale to mało ważne. W gruncie
                              rzeczy chodziło o to, czy najpierw uczeń dowiaduje się o Freudzie czy o Heglu. Proponuję przeprowadzić ankietę:
                              wyjdzie na moje.

                              > jako przykalad) chcialem zwrocic uwage na niezreczne, IMO, analizowanie
                              > bohaterow Stevensona w oparciu o psychoanalize Freuda.
                              Nie tyle o psychoanalizę, co o jego pojęcia. IMO, można przynajmniej tak zręcznie jak Heglem. To kolejny punkt, w
                              którym się nie zgadzamy i już.

                              > To byl rodzaj dowcipu subelitarnego
                              Ja łapię tylko dowcipy elitarne ;)

                              > ) A instykty jakie są - złe czy dobre czy amoralne?
                              > Zdecydowanie wole okreslenie "moralnie obojetne".
                              Za to ja mogę bez oporów mówię o etyce instynktów. To kolejny punkt, w którym się nie zgadzamy i już.

                              > To ja dla odmiany nie bede powtarzal :) Uznam, ze po prostu sie nie przekonalismy.
                              OK.

                              > Ale zeby z gory sie nie poddac podrzuce jeszcze jeden trop: w ekranizacjach Jekylla i Hyde'a gra
                              > ten sam aktor, zazwyczaj z pociemniona twarza, zarostem i skoltuniony jako Hyde, a blady i ulizany
                              > jako Jekyll. Ludzie ich nie poznaja - czy Ci to przeszkadzalo?
                              To nie trop, jeno kiks.
                              (1) Grał ten sam aktor, bo producenci liczą koszty.
                              (2) U Kafki w Przemianie rodzina poznaję Gregora S, choć się zmienił w owada: czego to dowodzi? Pewni znajomi
                              mnie nie poznają a inni tak: czy to z kolei dowodzi czegoś?
                              Wobec czego oto najważniejsze:
                              (3) Bazowaliśmy na tekście, nie filmie. W książce ciało J i ciało H były fizycznie wielce poróżnione. Jeśli się z tym
                              spierasz, spierasz się z tekstem Wielkiego Szkota.

                              > ) Nie zdążę do jutra.
                              > Ja jestem jutro ostatni dzien - z gory zaluje ;)
                              BTW, kiedy wracasz?

                              > No tylko prosze nie czepiaj sie literowek. Wystarczajaco wkurza mnie
                              > rozchrzaniona klawiatura i brak polskich liter. Staram sie pisac uwaznie, ale
                              > nie mam az tyle czasu, zeby robic drobiazgowa autokorekte. A za Younga przeciez sie pokajalem...
                              Jestem tolerancyjny, czytam polskie teksty nawet jeśli nie mają diakrytów itede. Poza tym sam walę błędy, przyimek z
                              zaimkiem mylę, he. Jest to wina pośpiechu raczej niż nieuctwa, co i u Ciebie podejrzewam. Jeśli z lekka wyzłośliwiam,
                              to dlatego, że (1) to Ty zacząłeś z przytykiem, że Freud niepotrzebnie, bo Hegel lepszy (bardziej to przytyk niż
                              argument); (2) że program nauczania i że nauczyciel u mnie zadłużony.
                              Słowem: Jeśli zaczynasz wojnę, to się nie dziw. Nie ja przelałem pierwszą krew, jak mawiał Rambo ;)

                              > To nie musi chodzic o obrazanie (ach ta jednotorowosc myslenia niektorych nauczycieli...)
                              "Argument ad personam" jest definiowany (np. u Schopenhauera) w sposób jednotorowy. Jednotorowość konieczna.

                              > No wlasnie nie jestem pewien, czy to nie to samo i dlatego nie moge pogodzic
                              > sie z uzyskiwaniem NOWEJ swiadomosci w przypadku amnezji, o ktorej pisales
                              Bo pewnie stosujemy inne definicje dla NOWA. Dla Ciebie nowa, jak podejrzewa, to "powstała od nowa, zera". Dla
                              mnie NOWA to "różna w obrębie jednego np. ciała". Stan amnezji i stan pamiętania oznaczają taką różność.
                              Przykład bliższy życia: ksiązka może być nowa, jeśli ją dopiero napisano, wydano itd. ORAZ jest nowa, jeżeli jej stan
                              zmienił się (np. wydarto z niej 5 kartek).

                              > Tutaj wlasnie oczekiwalbym powaznej argumentacji, bowiem dla mnie jest to jak
                              > mowienie, ze komputer moze sie skladac z samego oprogramowania.
                              A co to znaczy: poważnej? :))

                              > Zreszta juz się kiedys z tym pytaniem zetknalem - czy moze istniec program tak doskonaly, ze
                              > nie wymaga hardware'u? Wlasciwie to nie wiem, czy chcialbym uslyszec odpowiedz
                              > akurat na tak postawione pytanie...
                              Musiałbym pomyśleć. Też nie dzisiaj bym odpowiedział.

                              > A szkoda, bo wiara w dusze ma fundamentalne znaczenie.
                              Dla celów naszej dyskusji ma znaczenie żadne.

                              > Zapytam wiec inaczej - czy zwierzeta maja swiadomosc?
                              Świadomość czego? (Żeby nie napisać: świadomość ZDEFINIOWANĄ w jaki sposób?)

                              > Czy koniecznie musze cytowac slownik jezyka polskiego i wyrazow obcych na
                              > dodatek? Jak potrzebuje definicji to pobieram je wlasnie stamtad, czego i Tobie zycze.
                              > Choc nie wykluczam, ze moge miec inne wydanie...
                              Metafora (przenośnia) lub idiom (bo i tak możemy na "bombowo" spoglądać) to w gruncie różnica między znaczeniem
                              dosłownym (bombowo: eksplodująco) a niedosłownym (bombowo: wspaniale).
                              W przypadku "cierpieć [na chorobę]" znaczenie jest tylko dosłowne. Niedosłownego brak.
                              Nie można więc stawiać znaku równości między użyciem "bombowo" a "cierpieć".

                              > A o postrzeganiu afektywnym kiedys slyszales? Dla mnie taki czlowiek cierpi, bo
                              > ja tak czuje, a nikt nie jest w stanie udowodnic, ze jest inaczej. W zwiazku z
                              > tym uzywam tego okreslenia (ty razem juz raczej ewaluatywnie) w sytuacji gdy kojarze cos/kogos z ta choroba.
                              Dla Ciebie "cierpienie na CUDZĄ schizofrenię" to "cierpienie na WŁASNĄ schizofrenię".
                              Ja pytam: skąd wiadomo, że cierpi schizofrenik? Ty odpowiadasz: bo nie-schizofrenik w jego otoczeniu ma takie
                              wrażenie, przeświadczenie. To kolejny punkt, w którym się nie zgadzamy (i już?).

                              > Uzywam zreszta "cierpiec" do wiekszosci chorob
                              > i jestes pierwsza osoba, ktora ma w zwiazku z tym jakies watpliwosci.
                              > Ale nie omieszkam sprawdzic w zrodlach...
                              NB, niektórzy uważają, że schizofrenia to nie choroba, że cyklofrenia to nie jednostka chorobowa, że epilepsja to
                              objaw a nie choroba, że autyzm - tu nie pamiętam. Zatem i to trzeba (by) ustalić: czy schizofrenia to IYO choroba?

                              > Do nastepnego
                              No właśnie. Ta hej!
                              • valkrissa Re: O/T (Epizod 4.1) 13.12.02, 09:27
                                valkrissa napisał:
                                > Freud niezbyt się tu nadaje a Hegel bardziej: oboje są u Tatarkiewicza.
                                Obaj. Hem. Obaj. Mhm.
                              • Gość: Illain Re: O/T (Epizod 4) IP: blue:* / 172.16.83.* 13.12.02, 13:27
                                > nie ma emotikonu, to niekoniecznie
                                > jest obrażalsko.
                                Przeczytalem tamtego posta i chyba faktycznie padlem na doborze slownictwa,
                                chodzilo mi o cos innego, ale juz nie pamietam o co :(
                                >
                                > > Ale nie dotyczy to swiadomosci, a o innych rzeczach nie dyskutujemy (chyba
                                > ???).
                                > Dotyczy. Mogę znaleźć systemy filozoficzne lub okołofilozoficzne, które
                                różnie
                                > opisują świadomość. Żeby było
                                > śmiesznie: sam uznałeś, że Freud niezbyt się tu nadaje a Hegel bardziej:
                                oboje

                                Tak... wiem... czytalem 4.1...;)

                                > są u Tatarkiewicza.
                                Ja nie mowilem o nadawaniu sie, tylko o tym, ze Stevenson nie korzystal z
                                Freuda i nalezaloby wybrac innego filozofa. Hegel wyskoczyl przypadkiem, moglby
                                byc dowolny inny, np. Platon
                                >
                                > > Zreszta zdaje sie, ze ponizej przyjales roziwazania mi odpowiadajace, dlat
                                > ego
                                > > proponuje zarzucic ten punkt, bo posty robia sie za dlugie
                                > OK.
                                >
                                > > Jak zapytalem nauczycielki, to chyba wiedziala co odpowiada mowiac o kazdy
                                > m programie nauczania
                                > U Tatarkiewicza są w (roz)działach drobniejszą czcionką krótkie przeglądy
                                sztuk
                                > i i nauki danej epoki. Co nie znaczy,
                                > że Tatarkiewicz to także historia sztuki i nauki. Podobnie - w książkach
                                liceal
                                > nych też bywały zapisy ważne, zapisy
                                > mniej ważne, kwestie poboczne, materiały dodatkowe, dopowiastki drobną
                                czcionką
                                > . Może o Heglu było drobną
                                > czcionką?

                                Nie bylo. Jak wspomnialem byl to jeden z tematow glownych programow nauczania

                                > Pewnie mógłbym znaleźć nauczyciela, który nie odpowie tak, jak Twoja
                                nauczycielka.

                                Pewnie moglbys, ale musialby byc bardzo mlody, bo nauke dopiero niedawno
                                postawiono na glowie
                                Ale to mało ważne. W gruncie
                                > rzeczy chodziło o to, czy najpierw uczeń dowiaduje się o Freudzie czy o
                                Heglu.
                                > Proponuję przeprowadzić ankietę:
                                > wyjdzie na moje.
                                Wyjdzie, bo zainteresowanie filozofia i psychoanaliza pojawia sie na bardzo
                                wczesnym etapie rozwoju (IMO w wiekszosci przypadkow miedzy 8 a 12 rokiem
                                zycia) a Freud jest bardziej obecny w swiadomosci powszechnej i latwiej na
                                niego trafic. Co nie zmienia zreszta faktu, ze jego teorie okazaly sie zbyt
                                uproszczone i nie znajduja zastosowania w dzisiejszej rzeczywistosci.

                                > > To byl rodzaj dowcipu subelitarnego
                                > Ja łapię tylko dowcipy elitarne ;)
                                Dobra, na przyszlosc postaram sie dostosowac ;))
                                >
                                > > ) A instykty jakie są - złe czy dobre czy amoralne?
                                > > Zdecydowanie wole okreslenie "moralnie obojetne".
                                > Za to ja mogę bez oporów mówię o etyce instynktów. To kolejny punkt, w którym
                                s
                                > ię nie zgadzamy i już.
                                Tu sie nie da "i juz" bo etyka jako taka moze byc zwiazana wylacznie z
                                nadbudowa, co oznacza, ze stworzyles nowy rodzaj nadbudowy, a co za tym idzie
                                nowy system filozoficzny. Gratuluje i zazdroszcze ;)
                                >
                                > (1) Grał ten sam aktor, bo producenci liczą koszty.
                                Mam wrazenie, ze zupelnie nie dlatego, zwlaszcza jak byl to aktor z gornej
                                polki. Caly czas wracam do tezy, ze chodzi o konwencje i symbolizm.
                                > (2) U Kafki w Przemianie rodzina poznaję Gregora S, choć się zmienił w owada:
                                c
                                > zego to dowodzi? Pewni znajomi
                                > mnie nie poznają a inni tak: czy to z kolei dowodzi czegoś?
                                Oczywiscie! A konretnie tego, ze nie miales racji piszac, ze Jekyll i Hyde to
                                dwa rozne ciala, bo ludzie nie poznaja w Hydzie Jekylla (nie cytowalem
                                doslownie, ale sens byl wlasnie taki)

                                > Wobec czego oto najważniejsze:
                                > (3) Bazowaliśmy na tekście, nie filmie. W książce ciało J i ciało H były
                                fizycz
                                > nie wielce poróżnione. Jeśli się z tym
                                > spierasz, spierasz się z tekstem Wielkiego Szkota.
                                W czasie swiat wroce do tej powiesci, bo cos mi w tym co piszesz nie pasuje,
                                ale nie bardzo kojarze co. Na razie kuryna, koniec aktu.
                                >
                                > > ) Nie zdążę do jutra.
                                > > Ja jestem jutro ostatni dzien - z gory zaluje ;)
                                > BTW, kiedy wracasz?
                                Dokladnie nie wiem, zalezy od fal i wiatrow. Okolo stycznia (ale jestem
                                precyzyjny, nie? ;)
                                >
                                > Jestem tolerancyjny, czytam polskie teksty nawet jeśli nie mają diakrytów
                                itede
                                > . Poza tym sam walę błędy, przyimek z
                                > zaimkiem mylę, he. Jest to wina pośpiechu raczej niż nieuctwa, co i u Ciebie
                                po
                                > dejrzewam. Jeśli z lekka wyzłośliwiam,
                                > to dlatego, że (1) to Ty zacząłeś z przytykiem, że Freud niepotrzebnie, bo
                                Hege
                                > l lepszy (bardziej to przytyk niż
                                > argument); (2) że program nauczania i że nauczyciel u mnie zadłużony.
                                > Słowem: Jeśli zaczynasz wojnę, to się nie dziw. Nie ja przelałem pierwszą
                                krew,
                                > jak mawiał Rambo ;)
                                Rambo to wlasciwie mawial "Oni przelali pierwsza krew" ;) a przeciw przytykom
                                nie nie mam dopoki nie przekraczaja granic chamstwa, wtedy po prostu znikam (to
                                jeden z celow utrzymywania anonimowosci). Masz talent do szpilkowania
                                rozmowcow, co bardzo mi odpowiada, bo jestem leniem i bez bodzcow dodatkowych
                                truno mi sie zmobilizowac do czegokolwiek.
                                >
                                > "Argument ad personam" jest definiowany (np. u Schopenhauera) w sposób
                                jednotor
                                > owy. Jednotorowość konieczna.
                                No i trafiles mnie w mietkie <--to nie blad tylko cytat
                                Ja z Szopenhauera uznaje tylko Szopena i Hauera - nie bardzo jest on dla mnie
                                strawny. Moze wrocmy juz raczej do Tatarkiewicza, albo sprobujmy np. Fromma?
                                A propos: Argument czy Argumentum, bo nie bardzo pamietam?
                                >
                                > Przykład bliższy życia: ksiązka może być nowa, jeśli ją dopiero napisano,
                                wydan
                                > o itd. ORAZ jest nowa, jeżeli jej stan
                                > zmienił się (np. wydarto z niej 5 kartek).
                                Czy walniety samochod to nowy samochod? czy ruiny to nowy dom? Mysle, ze tak
                                samo rozumiemy slowo "nowy", tyle ze ty, dla dobra dyskusji niewatpliwie ;)
                                uparcie czepiasz sie tylko jednego znaczenia. Trafilem? To zreszta Twoj wolny
                                wybor, ale na Tobie w takim ukladzie spoczywa odpowiedzialnosc, zebysmy nie
                                zaczeli gonic w pietke.
                                >
                                > A co to znaczy: poważnej? :))
                                W tym znaczeniu w jakim uzylem (cholera, znowu ta wieloznacznosc!) chodzilo mi
                                o "wytoczenie ciezkich armat", razem z przykladami i zrodlami. (gwoli
                                wyjasnienia - nie uwazam, ze sluzysz a artylerii ;)
                                >
                                >
                                > > A szkoda, bo wiara w dusze ma fundamentalne znaczenie.
                                > Dla celów naszej dyskusji ma znaczenie żadne.
                                Jezeli dusza w rozumieniu chrzescijanskim (od razu dodam rzymsko-katolickim
                                bliskim Ojcu Dyrektorowi) istnieje, to bez niej nie ma swiadomosci - takie jest
                                wlasnie znaczenie.
                                >
                                > > Zapytam wiec inaczej - czy zwierzeta maja swiadomosc?
                                > Świadomość czego? (Żeby nie napisać: świadomość ZDEFINIOWANĄ w jaki sposób?)
                                Jako (1) (2) i ewentualnie (3) z poprzednich postow.
                                >
                                > Metafora (przenośnia) lub idiom (bo i tak możemy na "bombowo" spoglądać) to w
                                gruncie różnica między znaczeniem
                                > dosłownym (bombowo: eksplodująco) a niedosłownym (bombowo: wspaniale).
                                Nie do konca - to sie nawet jakos specjalnie nazywa - przy okazji zapytam
                                znajoma nauczycielke...
                                > W przypadku "cierpieć [na chorobę]" znaczenie jest tylko dosłowne.
                                Niedosłownego brak.

                                Tu niestety musze juz spadac. Jezeli wyrazasz zyczenie kontynuacji, daj znac.
                                Po powrocie zajrze do niniejszego watku i go podbije, albo rozpoczne nowy.
                                Zaczne oczywiscie od "cierpienia" i cytatu "cierpial na szczegolna przypadlosc".
                                Jak znajdziesz inny pasjonujacy watek to tez daj znac, a tam sie spotkamy.

                                Wesolych Swiat i Szczesliwego Nowego Roku, a jak po drodze masz urodziny albo
                                imieniny to 100 lat!

                                Caluski rowniez dla Reala, jezeli wogole te offy czyta.

                                Illain
                                • valkrissa Re: O/T (Epizod 5) 16.12.02, 09:23
                                  Gość portalu: Illain napisał(a):

                                  ) Ja nie mowilem o nadawaniu sie, tylko o tym, ze Stevenson nie korzystal z Freuda i nalezaloby
                                  ) wybrac innego filozofa. Hegel wyskoczyl przypadkiem, moglby byc dowolny inny, np. Platon

                                  No mógłby Platon. Masz rację, i to słuszną :) Ale rozumowałem (dumne słowo, co nie?) w ten sposób:
                                  (1) W mojej opinii (*) Freud zaistniewa w młodej pamięci przed Heglem
                                  (2) Freudowska terminologia pasuje (**) do dyskusji o parze Jekyll / Hyde, toć z niej (tj. terminologii)
                                  korzystałem.
                                  (3) Jeśli nawet ktoś (***) nadałby się bardziej, nie należy z niego korzystać, bo może być nieznany [por. pkt
                                  (1)]

                                  (*) Z którą się nie zgadzasz, ale to inna historia.
                                  (**) Z czym się nie zgadzasz, ale to inna historia.
                                  (***) Hegel, Platon, Pluton, Plotyn, Płatonow, Platnik, płatnik...

                                  ) ) Może o Heglu było drobną czcionką?
                                  ) Nie bylo. Jak wspomnialem byl to jeden z tematow glownych programow nauczania

                                  No masz. Aż chce mi się wleźć w Allegro i kupić książki do liceum. Wrrr. :)

                                  ) ) Za to ja mogę bez oporów mówię o etyce instynktów. To kolejny punkt, w którym się nie zgadzamy i
                                  ) ) już.
                                  ) Tu sie nie da "i juz" bo etyka jako taka moze byc zwiazana wylacznie z
                                  ) nadbudowa, co oznacza, ze stworzyles nowy rodzaj nadbudowy, a co za tym idzie
                                  ) nowy system filozoficzny. Gratuluje i zazdroszcze ;)

                                  A dlaczego NADbudowy? Jeżeli już to PODświadomości. No i nie każdy musi być wyznawcą Hegla ;)
                                  Co do etyki instynktów
                                  • Gość: Illain Re: O/T (Epizod 5) IP: blue:* / 172.16.89.* 20.01.03, 13:45
                                    Witam ponownie i powtarzam prawie wszystkie zyczenia z poprzedniego epizodu
                                    (prawie - bo swiateczne juz nieaktualne, ale noworoczne mozna podobno do konca
                                    karnawalu)
                                    Wlasciwie po naladowaniu akumulatorow wewnetrznych zastanawialem sie czy warto
                                    jeszcze wracac do zeszlorocznej dyskusji, ale uznalem, ze szkoda byloby tracic
                                    mozliwosc pocwiczenia argumentacji (niekoniecznie ad personam). Brakuje mi
                                    tego, bo przez kilka tygodni glownie wykonywalem rozkazy, a o sprzeczkach nie
                                    moglo byc mowy. Nie moge natomiast oblozyc sie slownikami, a wiec bede bazowal
                                    na swojej niedoskonalej pamieci...

                                    ) No masz. Aż chce mi się wleźć w Allegro i kupić książki do liceum. Wrrr. :)

                                    Po co? zapytaj na odpowiednim forum (moze "Nauka"?)

                                    ) A dlaczego NADbudowy? Jeżeli już to PODświadomości. No i nie każdy musi być
                                    wyznawcą Hegla ;)

                                    Otoz ja tez nie jestem, ale mowiac o jakims dziele (jak DrJ&MrH) staram sie nie
                                    oddzielac go od kontekstu historycznego i filozoficznego w jakim powstal, zeby
                                    nie dojsc do absurdu (jak moj ulubiony - "Mniszkowna ukazywala
                                    niesprawiedliwosc spoleczna i walke klas")

                                    ) Co do etyki instynktów
                                    • valkrissa O/T (Epizod 6) 21.01.03, 09:40
                                      Gość portalu: Illain napisał(a):
                                      [...]
                                      ) mowiac o jakims dziele (jak DrJ&MrH) staram sie nie
                                      ) oddzielac go od kontekstu historycznego i filozoficznego w jakim powstal, zeby
                                      ) nie dojsc do absurdu (jak moj ulubiony - "Mniszkowna ukazywala
                                      ) niesprawiedliwosc spoleczna i walke klas")

                                      W porządku. Rozumiem ten punkt widzenia. Choć nie [do końca] podzielam. A to dlatego, że idąc tym
                                      torem powinienem nie oddzielać również _kontekstu_ (a więc Hegla) od jego z kolei (meta-? sub-?)
                                      kontekstu. I tak w koło wojtek. No i kto ma decydować, czy w analizie Stevensona należy uwzględnić
                                      takiego Hegla czy nie? (BTW, Mniszkówna? Coraz bardziej jestem przekonany, że mieliśmy różne
                                      programy nauczania i zestawy lektur ;))

                                      ) ) Co do etyki instynktów
                                      • Gość: Illain Re: O/T (Epizod 6) IP: blue:* / 172.16.89.* 21.01.03, 13:11

                                        ) W porządku. Rozumiem ten punkt widzenia. Choć nie [do końca] podzielam.

                                        To juz zaczyna byc sdtandard w naszej dyskusji

                                        ) A to dlatego, że idąc tym torem powinienem nie oddzielać również _kontekstu_
                                        ) (a więc Hegla) od jego z kolei (meta-? sub-?)
                                        ) kontekstu. I tak w koło wojtek. No i kto ma decydować, czy w analizie
                                        Stevensona należy uwzględnić takiego Hegla czy nie?

                                        Tu kazdy decyduje za siebie, ja nawet nie wiem czy to o Hegla chodzilo,
                                        wymienilem go jako przyklad, ze bardziej pasuje niz Freud, i tyle.

                                        ) (BTW, Mniszkówna? Coraz bardziej jestem przekonany, że mieliśmy różne
                                        ) programy nauczania i zestawy lektur ;))

                                        To nie ze szkoly. Ja po prostu studiuje rozne wydawnictwa ku pamieci. Jak np.
                                        zaczyna mi sie podobac komuna to czytam "Antymarksistowska teoria i praktyka
                                        maoizmu", lub "Stosunek marksizmu i leninizmu do religii", albo "Ucisk klasy
                                        robotniczo chlopskiej w literaturze okresu miedzywojennego".
                                        Jak zaczynam wierzyc w autorytety naukowe, to jako antidotum aplikuje
                                        sobie "Palihalit srodanhydrytowy a palihalit srodsolny w swietle badan
                                        szczegolowych" lub ksiazki z archeologii.
                                        A jak czuje sympatie do amerykanow to studiuje ich procesy sadowe az mi
                                        przejdzie.
                                        I tak dalej
                                        )
                                        ) Gratulowałeś mi, że pisząc o etyce instynktów stworzyłem "nowy system
                                        filozoficzny". Stwierdziłem jeno, że on ani nowy, ani mój.

                                        Dobra, przepraszam
                                        )
                                        ) ) ) Zredukuję ad absurdum:
                                        ) ) ) Skoro jedni moi znajomi mnie poznają ORAZ drudzy nie poznają (ergo) mam
                                        inne ciało
                                        ) ) ) ORAZ mam to samo ciało (ergo) mam dwa ciała. A to absurd. Nie mam dwóch
                                        ciał (ergo)
                                        ) ) ) tu sobie dopowiedz.
                                        ) ) OK, dopowiem - dosc powszechne jest zjawisko nieprawidlowego dowodzenia w
                                        ) ) oparciu o logike i indukcje. To ze jedni znajomi Cie poznaja ORAZ drudzy
                                        nie,
                                        ) ) oznacza (ergo) tylko to, ze jedni cie poznaja a drudzy nie. Jakiekolwiek
                                        ) ) ekstrapolacje sa sprzeczne z logika, niestety ;)
                                        )
                                        ) Przyjąłeś wariant, że jedna grupa postrzega prawidłowo a druga grupa myli się
                                        w swym oglądzie.

                                        A z czego to wnioskujesz? Przeczytalem jeszcze raz i NA PEWNO nic takiego nie
                                        sugerowalem!

                                        ) Podobnie matematyk może powiedzieć, że 2+2=4 a ja, że 2+2=5. Można i tak, tyle
                                        ) że daleko tą drogą nie
                                        ) zajdziemy, bo musielibyśmy definiować, od czego zależy racja (jak kto woli:
                                        prawda, jak kto woli: prawda
                                        ) obiektywna). Chyba, że rzeczywiście chcemy poprzestać na stwierdzeniu, że
                                        dwie osoby podają różne sumy 2+2. Chcemy?

                                        Otoz wlasnie TYLKO na tym stwierdzeniu mozemy zakonczyc, niczego wiecej to nie
                                        dowodzi. Dalej moglibysmy tylko gdybac nt systemow liczenia, pozycyjnych albo
                                        wogole filozoficznie. Niczego w ten sposob nie da sie udowodnic.

                                        ) Spróbuję jeszcze tak:
                                        ) U Stevensona ludzie nie rozpoznawali w Jekyllu Hyde'a. Czyli widzieli dwa
                                        różne ciała.

                                        Zauwaz, ze masz tu juz blad w dowodzie - wyciagasz wniosek z zalozenia (powinno
                                        byc ludzie nie rozpoznawali, zakladam wiec, ze widzieli dwa)

                                        ) Można stwierdzić, że tak naprawdę to ciało było jedno, _tylko_ o ile
                                        stwierdzimy, że percepcja bohaterów Stevensona jest zwichnięta. Co ja odrzucam.

                                        To jest kolejne zalozenie

                                        Bohaterowie Stevensona spotykający Jekylla i Hyde'a to był
                                        ) zbiór kilku osób. Stwierdzić, że kilka osób myli się w swym oglądzie
                                        rzeczywistości (jej wyimka), to stwierdzić, że Stevenson przedstawił grupkę
                                        niedowidzących optodysfunkcjonałów.

                                        To kolejne zalozenie

                                        ) A nie przedstawił.

                                        Tego nie udowodniles, wiec to chyba kolejne zalozenie

                                        ) Ergo: Jekyll i Hyde to dwa różne ciała.

                                        Czyli z czterech zalozen wyszla nam teza. Kontynujac: Zakladam, ze ladna dzis
                                        pogoda, zakladam ze Valkrissa nosi parasol, ergo Valkrissa nosi parasol przy
                                        pogodzie...
                                        A swistak siedzi i zawija je w te sreberka...
                                        ) [...]
                                        ) ) ) Wróć, wróć. Do powieści, do tematu, do teatru :)
                                        ) ) Jeszcze nie wrocilem:( - wszystko przed nami :)
                                        ) No tak, ale jeśli będziesz wracał w takim tempie, to i ja będę musiał
                                        wrócić ;)

                                        Nigdy za wiele dobrej literatury ;)

                                        ) ) Ja natomiast zastanowie sie nad intencja piszacego i jezeli uznam, ze
                                        chcial
                                        ) ) mnie po prostu obrazic, to dalsza dyskusja nie ma sensu - slowem plugawym
                                        mam sie z kim obrzucac i bez internetu.
                                        )
                                        ) W skrócie: przedkładasz etykę (estetykę?) nad prawdę (niechby nawet że
                                        subiektywną). Które, owszem,
                                        ) niekoniecznie są sprzeczne. Ale tak BTW: nie zgadzam się z twoją "etyką
                                        intencji".

                                        Zadziwia mnie czasami Twoj sposob rozumowania. Ja wogole wysoko cenie estetyke
                                        i kulture, jezeli ktos nie zachowuje odpowiedniego poziomu, to zadne prawdy
                                        przez niego wyrazone mnie nie interesuja, nawet jezeli sa obiektywne (o ile
                                        istnieje cos takiego jak prawda obiektywna - nie znalazlem dotad przykladu,
                                        moze jakis znasz?
                                        )
                                        ) [...]
                                        ) ) Ockhama nie bardzo kocham, osobiscie uwazam, ze jego brzytwa sluzy glownie
                                        do obcinania jaj pisarzom. Nie uwazam wcale, ze pistolet musi wypalic, czasem mo
                                        ) ze lezec dla zbudowania nastroju, albo urozmaicenia widoku...
                                        )
                                        ) Prawdziwe jaja ma ten pisarz, który potrafi się wstrzymać od kogla mogla.
                                        Czyli od bełkotu. (Nie mam na myśli bełkotu formy, czyli bełkotu użytych
                                        środków wyrazu, ale bełkot rozumowania.)
                                        ) Co do pistoletu, to też nie tak było u Hume'a...OK, zrozumiałem: jesteś
                                        pacyfistą i nie lubisz broni :))

                                        Uwielbiam bron, odwolalem sie do znanego powiedzenia, ze pistolet pokazany w
                                        pierwszej scenie musi wypalic przed koncem filmu. Od warstwy fabularnej w
                                        sztuce wazniejsza jest dla mnie umiejetnosc operowania nastrojem, swiatlem,
                                        scenografia, to czy aktorzy mnie przekonaja do swoich postaci i inne
                                        niemierzalne rzeczy. 1000x bardziej lubie kino europejskie (szczegolnie
                                        francuskie) niz hollywoodzkie. A odrobina belkotu mi nie przeszkadza, jezeli
                                        pomaga w odbiorze parametrow dla mnie istotnych
                                        )
                                        ) ) ) ) Czy walniety samochod to nowy samochod? czy ruiny to nowy dom?
                                        ) ) ) Przeprowadzasz się do innego miasta i kupujesz sobie nowy dom i nowy
                                        samochód,
                                        ) ) ) chociaż dom to dworek z XVII wieku (a więc stary, nie nowy) a samochód to
                                        ) ) ) maluch 20 letni (a więc stary, nie nowy). No to co tu nie gra?
                                        ) ) ) Czy gdyby Frankenstein partałby potwora z ciał staruszków, to jego
                                        partanina byłaby tworem starym czy nowym? Wydaje mi się, że nie zwracasz uwagi
                                        na (co najmniej)
                                        ) ) ) dwuznaczeniowość wyrazu "nowy".
                                        ) ) Prosze, prosze, czy to ten sam Valkrissa, ktory widzi tylko jedno znaczenie
                                        ) ) slowa "cierpiec", czy ktos sie podszywa???
                                        )
                                        ) Ten sam, ten sam. Ale ja nie widzę jednego znaczenia słowa "cierpieć". Ja
                                        widzę jedno znaczenie
                                        ) (dosłowne) frazy "cierpieć na chorobę".
                                        )
                                        ) ) ) Wyżej akcentowałem kapitalikami spójnik ORAZ. Jest on ważny.
                                        ) ) ) Dyć powtórzę: "NOWY" to (dla celów tej dyskusji) taki, którego stan (N)
                                        zmienił
                                        ) ) ) się w porównaniu ze stanem (N-1).
                                        ) ) A w jaki wlasciwie sposob zmienil sie stan starego dworku czy samochodu,
                                        ktory
                                        ) ) teoretycznie kupilem?. Tutaj "nowy" ma raczej znaczenie "ten, ktorego
                                        wczesniej
                                        ) ) nie mialem", w innym przypadku "ten, ktory do nas dolaczyl" - gdzie tu jest
                                        cos
                                        ) ) o zmianach? I czy aby na pewno nie zagubiles sie w argumentacji?
                                        )
                                        ) Nie.
                                        No to przyznam, ze nie rozumiem :(((

                                        )
                                        ) [...]
                                        ) ) Wlasciwie to istnieje cala galaz nauki zajmujaca sie mowa zwierzat,
                                        ewentualnie
                                        ) ) uczeniem zwierzat porozumiewania sie z ludzmi (np. szympansy i alfabet
                                        migowy.
                                        ) ) Efekty sa zachecajace...
                                        )
                                        ) Zachęcające do czego?
                                        Poddaje sie! Unioslem rece do gory i odddalilem sie w kierunku najblizszego
                                        obozu jenieckiego! Naprawde nie rozumiesz sformuowania "zachecajace
                                        wyniki/efekty"???

                                        ) A czyja to definicja? (BTW: może jest nowoczesna, ale nie jest
                                        • Gość: Illain :((( IP: blue:* / 172.16.89.* 21.01.03, 13:17
                                          Znowu obcielo koncowke posta, one sa chyba za dlugie - radz co robic, ja nie
                                          mam pomyslu

                                          Pozdrawiam
                                          • valkrissa Re: :((( 22.01.03, 07:47
                                            Na długość nic nie poradzimy, chyba że będziemy pisać półgębkiem...
                                            Japo prostu wyklejam Twoje posty do Worda, w Wordzie sklepuję odpowiedź i całość wklejam gdzie
                                            trzeba. Wtedy nawet jeśli Forum GW się zbiesi, to mam kopię. Powodzenia!
                                            • Gość: Illain Re: :((( IP: blue:* / 172.16.89.* 22.01.03, 08:15
                                              Dzieki za podpowiedz, ale ja tu nie mam Worda. Bede musial wykombinowac cos
                                              innego. Na razie uznajmy, ze rzeczy, ktore nie przeszly nie byly wazne i serwer
                                              je ocenzurowal...
                                        • valkrissa Re: O/T (Epizod 7) 22.01.03, 08:29
                                          Gość portalu: Illain napisał(a):
                                          [...]
                                          ) Tu kazdy decyduje za siebie, ja nawet nie wiem czy to o Hegla chodzilo,
                                          ) wymienilem go jako przyklad, ze bardziej pasuje niz Freud, i tyle.
                                          OK.

                                          ) ) (BTW, Mniszkówna? Coraz bardziej jestem przekonany, że mieliśmy różne
                                          ) ) programy nauczania i zestawy lektur ;))
                                          ) To nie ze szkoly. Ja po prostu studiuje rozne wydawnictwa ku pamieci. Jak np.
                                          ) zaczyna mi sie podobac komuna to czytam "Antymarksistowska teoria i praktyka
                                          ) maoizmu", lub "Stosunek marksizmu i leninizmu do religii", albo "Ucisk klasy
                                          ) robotniczo chlopskiej w literaturze okresu miedzywojennego".
                                          ) Jak zaczynam wierzyc w autorytety naukowe, to jako antidotum aplikuje
                                          ) sobie "Palihalit srodanhydrytowy a palihalit srodsolny w swietle badan
                                          ) szczegolowych" lub ksiazki z archeologii.
                                          ) A jak czuje sympatie do amerykanow to studiuje ich procesy sadowe az mi przejdzie.
                                          ) I tak dalej

                                          No i pieknie :)
                                          A z ciekawości: ten palihandryt coś tam to jest tytuł bytu istniejącego?

                                          [...]
                                          ) ) Przyjąłeś wariant, że jedna grupa postrzega prawidłowo a druga grupa myli się w swym oglądzie.
                                          ) A z czego to wnioskujesz? Przeczytalem jeszcze raz i NA PEWNO nic takiego nie sugerowalem!

                                          Intuicyjnie wnioskowałem. Muszę pewne rzeczy przyjmowac na intuicję. Np. to, że obaj piszemy po
                                          polsku. Czyli że nasze idiolekty mają sporą część wspólną. A tam, gdzie nie jestem tego intuicyjnie
                                          pewien, tam właśnie głośno dopytuję się o definicje. Na przykład definicję świadomości.

                                          ) ) Podobnie matematyk może powiedzieć, że 2+2=4 a ja, że 2+2=5. Można i tak, tyle
                                          ) ) że daleko tą drogą nie zajdziemy, bo musielibyśmy definiować, od czego zależy racja (jak kto woli:
                                          ) ) prawda, jak kto woli: prawda obiektywna). Chyba, że rzeczywiście chcemy poprzestać na stwierdzeniu,
                                          ) ) że dwie osoby podają różne sumy 2+2. Chcemy?
                                          ) Otoz wlasnie TYLKO na tym stwierdzeniu mozemy zakonczyc, niczego wiecej to nie
                                          ) dowodzi. Dalej moglibysmy tylko gdybac nt systemow liczenia, pozycyjnych albo
                                          ) wogole filozoficznie. Niczego w ten sposob nie da sie udowodnic.

                                          No tak, ale zauważ, że przyjmująć twoje podejście "minimalistyczne" nasza dyskusja się nie rozwinie. Ja
                                          czytałem Stevensona. Ty czytałeś Stevensona. I poza tym nic więcej nie można stwierdzić.

                                          ) ) Spróbuję jeszcze tak:
                                          ) ) U Stevensona ludzie nie rozpoznawali w Jekyllu Hyde'a. Czyli widzieli dwa różne ciała.
                                          ) Zauwaz, ze masz tu juz blad w dowodzie - wyciagasz wniosek z zalozenia (powinno
                                          ) byc ludzie nie rozpoznawali, zakladam wiec, ze widzieli dwa)
                                          ) ) Można stwierdzić, że tak naprawdę to ciało było jedno, _tylko_ o ile
                                          ) stwierdzimy, że percepcja bohaterów Stevensona jest zwichnięta. Co ja odrzucam.
                                          ) To jest kolejne zalozenie
                                          ) ) Bohaterowie Stevensona spotykający Jekylla i Hyde'a to był
                                          ) ) zbiór kilku osób. Stwierdzić, że kilka osób myli się w swym oglądzie
                                          ) ) rzeczywistości (jej wyimka), to stwierdzić, że Stevenson przedstawił grupkę
                                          )) niedowidzących optodysfunkcjonałów.
                                          ) To kolejne zalozenie
                                          ) ) A nie przedstawił.
                                          ) Tego nie udowodniles, wiec to chyba kolejne zalozenie
                                          ) ) Ergo: Jekyll i Hyde to dwa różne ciała.
                                          ) Czyli z czterech zalozen wyszla nam teza. Kontynujac: Zakladam, ze ladna dzis
                                          ) pogoda, zakladam ze Valkrissa nosi parasol, ergo Valkrissa nosi parasol przy
                                          ) pogodzie...A swistak siedzi i zawija je w te sreberka...

                                          To wcale nie jest tak nielogiczne, jak się niektórym świstakom zdaje. No to jeszcze raz od końca:
                                          1. Czy Stevenson ukazując bohaterów z otoczenia Jekylla / Hyde'a opisywał ich kłopoty ze wzrokiem,
                                          niemożność percepcji otaczającego ich świata, pomieszanie zmysłów? Ano nie. Przypuszczam więc ( i
                                          uważam, że to przypuszczenie uprawnione), że pokazał ludzi "normalnych". Człowiek w jednym z
                                          aspektów swojej "normalności" wyposażony jest w zdolność odróżniania gęb, sylwetek i rysów.
                                          2. Otoczenie Jekylla / Hyde'a nie odrózniało Jekylla od Hyde'a.
                                          3. Jekyll róznił się (fizycznie, cieleśnie) od Hyde'a.
                                          4. Wniosek A: Jekyll i Hyde to jedno ciało, które się cyklicznie zmienia nie do poznania. Wniosek B
                                          (opcja):
                                          Jekyll i Hyde to dwa ciała.
                                          Na dobrą sprawę oba wnioski są tym samym a różnica to kwestia retoryki.
                                          Oczywiście, możesz mi zarzucić, że błędnie przyjąłem przypuszczenie w pkt. 1 powyżej. Ano zdałem się na
                                          rachunek prawdopodobieństwa: więcej jest w takim Londynie ludzi, którzy odróżniają jednego faceta od
                                          drugiego niż tych, którzy nie odróżnianiają. (NB, fakt, że Jekyll nie był rozpoznawany w Hydzie krytyka
                                          literacka, np. Nabokov, ASAIR, uznała za słaby punkt "realizmu" opowieści Stevensona.)

                                          [...]
                                          ) ) ) Ja natomiast zastanowie sie nad intencja piszacego i jezeli uznam, ze chcial
                                          ) ) ) mnie po prostu obrazic, to dalsza dyskusja nie ma sensu - slowem plugawym
                                          ) ) ) mam sie z kim obrzucac i bez internetu.
                                          ) ) W skrócie: przedkładasz etykę (estetykę?) nad prawdę (niechby nawet że
                                          ) ) subiektywną). Które, owszem,
                                          ) ) niekoniecznie są sprzeczne. Ale tak BTW: nie zgadzam się z twoją "etyką intencji".
                                          ) Zadziwia mnie czasami Twoj sposob rozumowania. Ja wogole wysoko cenie estetyke
                                          ) i kulture, jezeli ktos nie zachowuje odpowiedniego poziomu, to zadne prawdy
                                          ) przez niego wyrazone mnie nie interesuja, nawet jezeli sa obiektywne (o ile
                                          ) istnieje cos takiego jak prawda obiektywna - nie znalazlem dotad przykladu,
                                          ) moze jakis znasz?

                                          Znam przykłady definicji prawdy / rzeczywistości obiektywnej, ale one zostały stworzone przez
                                          subiketywnych w swym jednostkowym bycie filozofów.
                                          A estetyka kontra prawda to, broń Boże, żaden przytyk ani nic złego. Ja Ci podam przykład:
                                          • Gość: Illain Re: O/T (Epizod 7) IP: blue:* / 172.16.89.* 22.01.03, 16:18
                                            > No i pieknie :)
                                            > A z ciekawości: ten palihandryt coś tam to jest tytuł bytu istniejącego?
                                            Jak najbardziej, ale ten skrypt o nim to przyklad totalnego belkotu,
                                            zrozumialego jedynie dla wtajemniczonych, przy okazji nie wnosi on nic
                                            specjalnego do wiedzy na jakikolwiek temat, ale za to ktos wzial za niego
                                            pieniadze.

                                            > Intuicyjnie wnioskowałem.
                                            No coz - wynika z tego, ze nie jestes kobieta podszywajaca sie pod mezczyzne ;)

                                            > No tak, ale zauważ, że przyjmująć twoje podejście "minimalistyczne" nasza
                                            dyskusja się nie rozwinie. Ja czytałem Stevensona. Ty czytałeś Stevensona. I
                                            poza tym nic więcej nie można stwierdzić.
                                            Rozwinie sie, rozwinie - na kazdy zamykany watek mamy pare pobocznych. Na
                                            przyklad - ja pisalem, ze wiecej nie mozna udowodnic, a ty - stwierdzic. Czy
                                            dla Ciebie "stwierdzic" i "udowodnic" to to samo?
                                            >
                                            > To wcale nie jest tak nielogiczne, jak się niektórym świstakom zdaje.
                                            Nie jest to nielogiczne, nielogicznym jest cos w ten sposob udowadniac ;)

                                            > 4. Wniosek A: Jekyll i Hyde to jedno ciało, które się cyklicznie zmienia nie
                                            do poznania. Wniosek B (opcja): Jekyll i Hyde to dwa ciała.

                                            A moj wniosek jest taki - przedtawiajac wewnetrzna przemiane bohatera Stevenson
                                            zastosowal chwyt polegajacy na zmianie wygladu, z lagodnego na brutalny, aby
                                            tym mocniej zaznaczyc "barbarzynstwo" Hyde'a. Zwykla fikcja literacka,
                                            uprawniona zreszta od zarania dziejow w sztuce i literaturze.
                                            Wniosek B (opcja): Owlosienie, broda, wyostrzone rysy twarzy, zmiana postawy i
                                            zachowania, a takze sposobu poruszania sie twarzy moga spowodowac, ze osoba nie
                                            bedzie rozpoznana, zwlaszcza w slabym swietle nawet przez znajomych. Wniosek
                                            uprawniony dzialalnoscia wszystkich, ktorzy nie chca byc rozpoznani.
                                            Twoj ruch ;)

                                            >(NB, fakt, że Jekyll nie był rozpo znawany w Hydzie krytyka literacka, np.
                                            Nabokov, ASAIR, uznała za słaby punkt "realizmu" opowieści Stevensona.)

                                            Pewnie ta krytyka niegdy nie slyszala o charakteryzacji i slabym oswietleniu
                                            Londynu w tamtych czasach. Moge tylko im wspolczuc.

                                            > Znam przykłady definicji prawdy / rzeczywistości obiektywnej, ale one zostały
                                            stworzone przez subiketywnych w swym jednostkowym bycie filozofów.
                                            > A estetyka kontra prawda to, broń Boże, żaden przytyk ani nic złego. Ja Ci
                                            podam przykład:
                                            >
                                            • valkrissa Re: O/T (Epizod 8) 23.01.03, 09:17
                                              Gość portalu: Illain napisał(a):
                                              [...]
                                              > Jak najbardziej, ale ten skrypt o nim to przyklad totalnego belkotu,
                                              Tu polecam w kwestii bełkotu:
                                              www.lodz.pdi.net/~eristic/decon.html
                                              > > Intuicyjnie wnioskowałem.
                                              > No coz - wynika z tego, ze nie jestes kobieta podszywajaca sie pod mezczyzne ;)
                                              Ehem, mogę być jeszcze dobrze maskującą się kobietą?
                                              [...]
                                              > Czy dla Ciebie "stwierdzic" i "udowodnic" to to samo?
                                              > Nie jest to nielogiczne, nielogicznym jest cos w ten sposob udowadniac ;)

                                              No właśnie takie pytania: czy stwierdzić / udowodnić, czy nielogicznie udowadniać / wnioskować skłania
                                              mnie do przyjęcia (niepraktycznej, ale koniecznej) zasady, że precyzujemy i definiujemy. Dziwi mnie tylko,
                                              że kiedy pytam Cię o definicję czegoś albo owegoś, odsyłasz mnie do intuicji albo "wiedzy zbiorowej"
                                              (czyli czegoś w ordzaju "no przecież powszechnie wiadomo, czym jest świadomość").

                                              > A moj wniosek jest taki - przedtawiajac wewnetrzna przemiane bohatera Stevenson
                                              > zastosowal chwyt polegajacy na zmianie wygladu, z lagodnego na brutalny, aby
                                              > tym mocniej zaznaczyc "barbarzynstwo" Hyde'a. Zwykla fikcja literacka,
                                              > uprawniona zreszta od zarania dziejow w sztuce i literaturze.
                                              > Wniosek B (opcja): Owlosienie, broda, wyostrzone rysy twarzy, zmiana postawy i
                                              > zachowania, a takze sposobu poruszania sie twarzy moga spowodowac, ze osoba nie
                                              > bedzie rozpoznana, zwlaszcza w slabym swietle nawet przez znajomych. Wniosek
                                              > uprawniony dzialalnoscia wszystkich, ktorzy nie chca byc rozpoznani. Twoj ruch ;)

                                              Pominę milczeniem "słabe światła" --nie zawsze były słabe. Lekceważysz dyć argumenty "frekwencyjne":
                                              Jeżeli tyle osób kontaktujących się z Hyde'em nie widziało w nim Jekylla, to czy to dlatego, że wszyscy
                                              mieli słaby wzrok (czyli byli niereprezentatywni, bo w Londynie większość ludzi miała chyba wzrok
                                              normalny), czy to dlatego, że jednak Jekyll "zohydzał się" nie do poznania?

                                              Ale na ciekawą Twoją konkluzję zaryzykuję takie stwierdzenie:
                                              Jeśli w przeciągu kilku minut owłosienie, rysy, wzrost, ruchy zmieniłyby mi się tak, że by mnie nie
                                              poznawano, to stwierdziłbym, że ciało mi się zmienill. Czyli że mam inne. Drugie. Nowe, jak kto woli.

                                              [...]
                                              > Ja Ci podam inny przyklad - forum Auto-Moto, albo Warszawa. Nie biore w nim
                                              > udzialu ze wzgledu na jezyk oraz intencje, niezaleznie od zgadzania sie z
                                              > niektorymi wypowiedziami.
                                              To niekoniecznie paralela jest. Że się zgadzasz z argumentami, to nie znaczy, że chcesz o nich
                                              rozmawiać. Ja przyjąłem sytuację, że wyrażasz chęć do rozmowy, a nawet że juz uczestniczysz w
                                              rozmowie i twedy pada bluzg
                                              • Gość: Illain Re: O/T (Epizod 8) IP: blue:* / 172.16.89.* 23.01.03, 12:51
                                                > Tu polecam w kwestii bełkotu:

                                                Dzieki. Zapoznalem sie i podpisuje sie obiema rekami. Dodalbym jeszcze, ze
                                                czesto zargon jest mechanizmem obronnym (nawet gdy nikt nie atakuje)
                                                wynikajacym z poczucia slabej pozycji w wypowiedzi. Dla przykladu, na innym
                                                forum, gdy zarzucilem archeologowi, ze jest reprezentantem pseudonauki, w
                                                odpowiedzi dostalem belkot o warstwach stratygraficznych, zamiast chocby
                                                pytania czemu tak uwazam...

                                                > No właśnie takie pytania: czy stwierdzić / udowodnić, czy nielogicznie
                                                udowadniać / wnioskować skłania mnie do przyjęcia (niepraktycznej, ale
                                                koniecznej) zasady, że precyzujemy i definiujemy. Dziwi mnie tylko,
                                                > że kiedy pytam Cię o definicję czegoś albo owegoś, odsyłasz mnie do intuicji
                                                albo "wiedzy zbiorowej" (czyli czegoś w ordzaju "no przecież powszechnie
                                                wiadomo, czym jest świadomość").

                                                Akurat swiadomosc nie jest zbyt dobrym przykladem, podalem Ci definicje, ktora
                                                uznaje. W innych przypadkach owszem, tylko czemu zawsze wymagasz definicji
                                                pojec, ktore nie zostaly oficjalnie zdefiniowane? I co moge wtedy zrobic?
                                                Przestac ich uzywac? Oczywiste jest, w przypadku pojec nie posiadajacych
                                                jednoznacznej definicji, zalozenie posiadania przez rozmowcow wspolnej siatki
                                                pojeciowej, inaczej rozmowa sie w zaden sposob nie sklei. Coraz bardziej Twoje
                                                wymagania precyzowania zaczynaja przypominac czepianie sie slowek, co mi
                                                zreszta specjalnie nie przeszkadza, nie wiem tylko, czy naprawde o to Ci
                                                chodzi...
                                                >
                                                > Pominę milczeniem "słabe światła" --nie zawsze były słabe. Lekceważysz dyć
                                                argumenty "frekwencyjne":
                                                > Jeżeli tyle osób kontaktujących się z Hyde'em nie widziało w nim Jekylla, to
                                                czy to dlatego, że wszyscy
                                                > mieli słaby wzrok (czyli byli niereprezentatywni, bo w Londynie większość
                                                ludzi miała chyba wzrok normalny), czy to dlatego, że jednak Jekyll "zohydzał
                                                się" nie do poznania?

                                                A co mnie obchodzi jaki wzrok mieli w Londynie? Ja caly czas o konwencji
                                                literackiej, a ty o chorobach. Jakas obsesja ;)
                                                >
                                                > Ale na ciekawą Twoją konkluzję zaryzykuję takie stwierdzenie:
                                                > Jeśli w przeciągu kilku minut owłosienie, rysy, wzrost, ruchy zmieniłyby mi
                                                się tak, że by mnie nie poznawano, to stwierdziłbym, że ciało mi się zmienill.
                                                Czyli że mam inne. Drugie. Nowe, jak kto woli.

                                                Jestem dzisiaj w spolegliwym nastroju, wiec zareaguje tak: Uznaje bez
                                                zastrzezen, ze tak bys uwazal. Dopuszczam, ze mialbys w tym racje. Ja bym tak
                                                nie uwazal i wydaje mi sie, ze racji bys nie mial. A to ze wzgledu na
                                                zastosowanie funkcji czasu - wlosy rosna wolno - cialo stare, rosna szybko -
                                                cialo nowe, podobnie z rysami. Jezeli zas chodzi o ruchy, to nagraj sie na
                                                video po zazyciu wiekszej ilosci alkoholu i na trzezwo - porownanie moze Cie
                                                nielicho zaskoczyc. Zmierz sie rowniez dokladnie rano i wieczorem, to powinno
                                                zalatwic sprawe wzrostu
                                                >
                                                > To niekoniecznie paralela jest. Że się zgadzasz z argumentami, to nie znaczy,
                                                że chcesz o nich rozmawiać. Ja przyjąłem sytuację, że wyrażasz chęć do rozmowy,
                                                a nawet że juz uczestniczysz w rozmowie i twedy pada bluzg
                                    • valkrissa Re: O/T (Epizod 6.1) 21.01.03, 09:48
                                      Gość portalu: Illain napisał(a):
                                      > ) ) ) W przypadku "cierpieć [na chorobę]" znaczenie jest tylko dosłowne. Niedosłownego brak.
                                      > Zajrzyj do slownika, istnieja zwiazki

                                      Związki? Tajemne? Frazeologiczne? Wydawców słowników zawodowe związki? hehe. :) Nie możesz (tj.
                                      możesz, ale nie powinieneś) we wstępie swojego postu stwierdzać, że nie masz słowników pod ręką a
                                      jednocześnie odsyłać do słowników mnie.

                                      Ale i tak cieszę się, że wróciłeś. Bis dann, bis millach.
                                      PS. Rozwiążmy sprawę prościej: podaj przykład NIEdosłownego użycia "cierpieć [na chorobę]".
                                      • Gość: Illain Re: O/T (Epizod 6.1) IP: blue:* / 172.16.89.* 21.01.03, 10:05
                                        Wycielo mi cholera pol posta, te zwiazki byly oczywiscie frazeologiczne,
                                        przyklady takze podawalem w duzych ilosciach, a i pare szpilek wsadzilem ;)
                                        Jak pomysle, ze mialbym to teraz odtworzyc to mi sie chce plakac, bo juz tak
                                        dobrze nie wyjdzie (w koncu bylem juz caly jeden dzien w pracy i jestem
                                        zmeczony)
                                        Tez sie ciesze, ze wrocilem. A na to co nie zginelo odpowiem z wielka radoscia,
                                        ale za chwile.
              • Gość: mmankowka Re: Zaszczep odpowiedzi IP: 212.160.155.* 22.01.03, 08:40
                Słońce, życzę powodzenia. Nie ma definicji świadomości. Są luźne propozycje
                określeń. Walczę z tematem piąty rok pisząc doktorat o świadomości i jej
                zaburzeniach. Sama mam juz zaburzenia od tego... pozdrawiam
                • Gość: Illain Re: Zaszczep odpowiedzi IP: blue:* / 172.16.89.* 22.01.03, 10:29
                  Szczerze gratuluje! Nigdy w zyciu nie starczyloby mi samozaparcia na pisanie
                  przez 5 lat pracy, co zapewne oznacza bycie przez 5 lat pracownikiem naukowym...
                  Jesli zas chodzi o definicje swiadomosci to ona istnieje, tylko ze, podobnie
                  jak w religii, jest wylacznie kwestia wiary. Ja na ten przyklad jestem wyznawca
                  triady id ono ego ze wszystkimi konsekwencjami, czego natomiast wyznawca jest
                  Valkrissa (slonce) jeszcze nie odkrylem, ale jestem na dobrej drodze, mam
                  nadzieje.
                  Przy okazji, jezeli moge powolac sie na Ciebie jako na autorytet, w koncu bylo
                  nie bylo naukowy, wyjasnij nam prosze problem, ktory roztrzasamy juz od wielu
                  dni - czy mozna "cierpiec na zaburzenia swiadomosci"? Valkrissa (slonce)
                  twierdzi, ze nie, a ja wrecz przeciwnie.

                  Pozdrawiam nowa dyskutantke/nowego dyskutanta*

                  * (niepotrzebne skreslic)
                  • valkrissa Co słonko wi(e)działo 22.01.03, 11:41
                    Gość portalu: Illain napisał(a):
                    > Szczerze gratuluje! Nigdy w zyciu nie starczyloby mi samozaparcia na pisanie
                    > przez 5 lat pracy, co zapewne oznacza bycie przez 5 lat pracownikiem naukowym...
                    > Jesli zas chodzi o definicje swiadomosci to ona istnieje, tylko ze, podobnie
                    > jak w religii, jest wylacznie kwestia wiary. Ja na ten przyklad jestem wyznawca
                    > triady id ono ego ze wszystkimi konsekwencjami, czego natomiast wyznawca jest
                    > Valkrissa (slonce) jeszcze nie odkrylem, ale jestem na dobrej drodze, mam nadzieje.

                    Owóż ockhamiczny w doborze metody poznawczej i humiczny w odczycie rzeczywistości przyznam, że
                    świadomość mam często za byt niepotrzebnie naddany. Ani o tym dyskutować (wobec mnogośc
                    definicyj), ani to okiełznać (bo zawsze jakieś popędy, podpędy i nadpędy). Sam fakt, że świadomość każe
                    mi pisac podobne bzdety napawa mnie tym i owym ;)

                    > Przy okazji, jezeli moge powolac sie na Ciebie jako na autorytet, w koncu bylo
                    > nie bylo naukowy, wyjasnij nam prosze problem, ktory roztrzasamy juz od wielu
                    > dni - czy mozna "cierpiec na zaburzenia swiadomosci"? Valkrissa (slonce)
                    > twierdzi, ze nie, a ja wrecz przeciwnie.

                    O ile Illain (inny układ słoneczny) stwierdzi ponad wszelką wątpliwość że "zaburzenia świadomości" to
                    choroba oraz ponad jakąkolwiek wątpliwość, że pracownik naukowy od świadomości jest autorytetem w
                    kwestiach cierpień oraz, tertium not leastum, że rozstrzyganie o prawdzie (ha ha:) obiektywnej uzależnimy
                    od oceny autorytetu. Poza tym, OK :))

                    > Pozdrawiam nowa dyskutantke/nowego dyskutanta*
                    > * (niepotrzebne skreslic)

                    I ja pozdrawiam / bardzo pozdrawiam*
                    * (niczego nie skreślać)
                    • Gość: Illain Re: Co słonko wi(e)działo IP: blue:* / 172.16.89.* 22.01.03, 12:13
                      Ha! I tu Cie mam!
                      Siegnij do wczesniejszych postow, a zauwazysz, ze to TY pisales, ze cierpiec
                      mozna wylacznie na chorobe, czepiajac sie mojego sformuowania o cierpieniu,
                      stad wynikl nam ten fragment dyskusji. Wycofujesz sie?

                      Jesli chodzi o "slonce" to ona Cie tak nazwala, a wiec wnioskujac (byc moze
                      nieslusznie), ze znacie sie juz skadinad uzylem slowa dla zaznaczenia ze wiem,
                      ze post nie byl odpowiedzia nie dla mnie, a dla Ciebie, a ja sie tylko wtracam.

                      Czy moze istniec inny uklad sloneczny to oddzielny problem, mnie uczyli (ach,
                      te programy nauczania!), ze slonce jest jedno, a inne uklady sa gwiezdne.

                      Zupelnie przy okazji, jaka literature lubisz???
                      • valkrissa Re: Co słonko wi(e)działo 22.01.03, 12:25
                        Gość portalu: Illain napisał(a):

                        > Ha! I tu Cie mam!
                        > Siegnij do wczesniejszych postow, a zauwazysz, ze to TY pisales, ze cierpiec
                        > mozna wylacznie na chorobe, czepiajac sie mojego sformuowania o cierpieniu,
                        > stad wynikl nam ten fragment dyskusji. Wycofujesz sie?

                        Nie pamiętam: czy tam było, że "cierpieć można tylko na chorobę" czy "na chorobę można tylko cierpieć"?
                        Za duże nam się zrobiło archiwum. Ale i tak nie myslę się wycofać, bo:
                        - (1) chcesz powołać sąd arbitrażowy a ja pytam o kompetencje sądu i umocowania
                        - (2) pytałem (i dość serio) czy np. schizofrenia jest chorobą. A jeśli tak, to prosiłbym o definicję choroby
                        - (3) nie wykluczam, że mnie przekonasz - słońca żyje dość długo ;)

                        > Jesli chodzi o "slonce" to ona Cie tak nazwala, a wiec wnioskujac (byc moze
                        > nieslusznie), ze znacie sie juz skadinad uzylem slowa dla zaznaczenia ze wiem,
                        > ze post nie byl odpowiedzia nie dla mnie, a dla Ciebie, a ja sie tylko wtracam.

                        Intencju poniał. Jak mnie ktoś per-słońcuje, to mi się może tylko promiennie zrobić od przyniamności.
                        Chciałem się przyniamnością podzielić
                        • Gość: Illain Wyciag z archiwum IP: blue:* / 172.16.89.* 22.01.03, 14:44
                          To bylo mniej wiecej tak: ja napisalem o cierpieniu na chizofrenie, ty - czy
                          schizofrenia jest choroba, ja - czy cierpiec mozna tylko na chorobe, ty - tak,
                          a przy okazji cos o bolu itd. Jasne jest, ze ty piszesz o cierpieniu wylacznie
                          na chorobe, a ja wrecz przeciwnie - widze wieloznacznosc "cierpiec", powtornie
                          wiec pytam, czy sie wycofujesz?

                          > - (1) chcesz powołać sąd arbitrażowy a ja pytam o kompetencje sądu i
                          umocowania
                          Po prostu odwoluje sie do autorytetu naukowego. Niezaleznie od mojej niezbyt
                          wielkiej wiary w naukowcow, jest to jakis argument w dyskusji.

                          > - (2) pytałem (i dość serio) czy np. schizofrenia jest chorobą. A jeśli tak,
                          to prosiłbym o definicję choroby
                          Nie wiem, czy schizofrenia jest choroba, wiem, ze mozna CIERPIEC na
                          schizofrenie.
                          > - (3) nie wykluczam, że mnie przekonasz - słońca żyje dość długo ;)
                          W kazdym razie bede probowal ;)

                          Slonce to tez gwiazda, ale tylko jedna we wszechswiecie, co znaczy, ze nasz
                          uklad gwiezdny jest ukladem slonecznym, ale "inny uklad sloneczny" istniec nie
                          moze, bo wtedy musialoby istniec "inne slonce"

                          Przy literaturze chodzilo mi raczej o gatunki nie tytuly

                          Zabieram sie wlasnie za naszego glownego offa, zerknij pozniej
                          • valkrissa Wyciąg ze zwojów 23.01.03, 08:54
                            Gość portalu: Illain napisał(a):
                            > To bylo mniej wiecej tak: ja napisalem o cierpieniu na chizofrenie, ty - czy
                            > schizofrenia jest choroba, ja - czy cierpiec mozna tylko na chorobe, ty - tak,
                            > a przy okazji cos o bolu itd. Jasne jest, ze ty piszesz o cierpieniu wylacznie
                            > na chorobe, a ja wrecz przeciwnie - widze wieloznacznosc "cierpiec", powtornie
                            > wiec pytam, czy sie wycofujesz?

                            No więc cytat ze mnie:
                            (11.12) Słowo "cierpi" odnosiłbym do bólu fizycznego, z mniejszym przekonaniem do, tfu!,
                            egzystencjalnego. Z dużo mniejszym, a właściwie z wogólnym do schizofrenii.
                            ---------------
                            Było to w komentarzu do TWOJEGO:
                            (10.12) chociaz pewnie Twoim zdaniem cierpie wlasnie na schizofrenie
                            ---------------
                            Zauważ ponadto, że to TY pierwszy użyłeś w ogóle słowa "choroba" (czyli chyba założyłeś, że schizofrenia
                            jest chorobą):
                            (11.12) Jezeli zas chdzi o "cierpienie" na chorobe to slowo "cierpi" zostalo uzyte dla uzyskania
                            okreslonego efektu (podobnie uzywa sie wyrazenia "bombowo" jak cos jest bardzo dobrzei itp)
                            ---------------
                            Wreszcie ja:
                            (12.12) "cierpieć na chorobę" nie jest wyrażeniem przenośnym.
                            ---------------
                            Wiosek? Powtórnie i jeszcze dobitniej: nie, nie wycofuję się. Tylko nie wiem, czy jesteśmy zgodni: Z
                            CZEGO miałbym się wycofywać lub nie...

                            Ty uważasz, że można cierpieć NIE TYLKO na choroby, czyli np. na otarte kolano można cierpieć, a
                            kolano
                            otarte to przecież nie jest jednostka chorobowa.
                            Ja zaś akcent kładłem na coś zupełnie innego...Że boli kolano - to wiadomo. Ergo że cierpi się nie tylko
                            na choroby: wiadomo.
                            Ale skąd wiadomo, że BOLI schizofrenia? Bo jeśli nie boli, to się na nią nie cierpi (niezależnie czy to
                            choroba, czy nie).

                            Od razu dopowiem to i owo:
                            1) Przez cierpienie rozumiem związany z chorobą dyskomfort psychiczny / fizyczny odczuwany przez
                            _chorego_ (a nie np. przez opiekujących się chorym czy osoby trzecie);
                            2) Do stwierdzenia cierpienia uważam za konieczne wyrażenie przez chorego (np. werbalnie, ale
                            niekoniecznie) tego, że cierpi;
                            3) Jeżeli stwierdzisz (być może), że istnieją choroby, które nie sprawiają cierpienia, to ja (niechętnie)
                            zawężę swoje stwierdzenie do "cierpi się na choroby _sprawiające ból_. Nie będzie to oddanie przeze
                            mnie pola, bo, po prawdzie, stwierdzenie cierpienie jest warunkiem sine qua non dla stwierdzenia
                            choroby. IMO, oczywiście.

                            Dlaczego np. podejrzewam (choć mogę się mylić), że przy takich założeniach np. na schizofrenię się nie
                            cierpi. Dlatego, że o dyskomforcie często wspomina rodzina / opiekun schizofrenika. To znaczy zaś, że to
                            rodzina / opiekun "cierpi" na schizofrenię, tzn. odczuwa dyskomfort z nią związany. Jeśli schizofrenik
                            przyzna, że cierpi
                            • Gość: Illain Re: Wyciąg ze zwojów IP: blue:* / 172.16.89.* 23.01.03, 13:07
                              Tym razem, dla skrocenia, bez cytatow.
                              Cierpienie wystepuje w roznych zwiazkach frazeologicznych niekoniecznie
                              majacych zwiazek ze stanem fizycznym. Mozna "cierpiec czyjas obecnosc" w
                              znaczeniu niechetnie tolerowac, mozna "cierpiec za miliony" (to akurat IMO
                              utarlo sie niezgodnie z intencja Mistrza, ktoremu chodzilo o "cierpiec
                              katusze"), mozna tez "nie cierpiec" w znaczeniu nienawidzic. Nie wiem, co
                              jeszcze moglbym dodac, dalej uwazam, ze "cierpiec na schozofrenie" w
                              kontekscie, w ktorym go uzylem, bylo zwrotem uprawnionym, niezaleznie od chorob
                              i bolu.

                              Nie zrozumialem emoticona, na wszelki wypadek potwierdze, ze inny uklad
                              sloneczny istniec nie moze, na wszelki wypadek uznajac jednak fakt, ze takie
                              sformuowanie byc moze jest uzywane na tyle czesto, ze przyjelo sie w
                              Powszechnym Zwyczaju Jezykowym, ktory uwazam za glowna wykladnie poprawnosci
                              jezyka.

                              Zdrowka zycze :)
                              • valkrissa Epizod 9 (zbiorczo z góry i dołu) 23.01.03, 14:25
                                No to ja też skrótowo:

                                Emoticon miał wyrażać zadziwienie ale połączone z wielkim zwątpieniem we własną wiedzę (coś jakby niemoc
                                zaprzeczenia paradoksom Zenona z Elei). A ściślej biorąc - Stawiam na to, że mogą istnieć (ba! że istnieją) inne
                                systemy słoneczne.

                                Co do Powszechnych Zwyczajów Językowych, to wyniki z gugli mam następujące:
                                "system gwiezdny" (56) "system słoneczny" (236)
                                "układ gwiezdny" (21) "układ słoneczny" (6380)
                                "inny układ gwiezdny" (0) "inny układ słoneczny" (0)
                                "inny system gwiezdny" (1) "inny system słoneczny" (3)
                                Twoja gwiazda "przegrywa" z moim słońcem. Co o niczym nie musi. Ale może.

                                Co do "cierpień na".
                                Nadal nie masz racji. I w "cierpieć za miliony", i w "cierpieć czyjas obecnosc", słowo cierpieć znaczenie ma
                                dosłowne. Cierpieć - czyli odczuwać dyskomfort psychiczny lub somatyczny. Musisz poszukać lepszych przykładów
                                :)) Nadal też uważam, że "cierpieć" da się wyłącznie w dosłownym znaczeniu, bo niedosłownego brak. Oraz nadal
                                uważam że cierpieć na schizofrenię się nie da. A dlaczego tak uważam - starałem się uzasadnić w wyciętym przez
                                Ciebie tekście.
                                "Nie cierpieć" to zupełna inna para kaloszy i nakładasz je bez podstaw. Mówiliśmy o wyrazie +A, nie zaś -A.

                                Co do tego czy żądza precyzji jest czepialstwem, czy nie? Nie. Upewniać się tylko chcę. Kiedy jestem "upewniony"
                                staję się mniej drażliwy i bardziej logiczny, co wychodzi na zdrowie partnerowi w rozmowie ;)) Nie zastanawiam się
                                wtedy czy kiedy Illain przytacza archeologa, to ukrytym tekstem pije także do mnie, że chowam się za żargon.
                                Gdybym się miał czepiać, znalazłbym lepsze punkty. Zauważ proszę, że nawet kiedy piszesz dość niewinne:
                                "Jestem dzisiaj w spolegliwym nastroju"
                                to ja się _nie_ muszę domyślać, o którą spolegliwość chodzi. Do Łodzi odsyłam po szczegóły, może od tego postu:
                                www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=4341354&a=4355083
                                I jeszcze autentyk z mojego ogródka: Kiedyś dyskutant przyznał mi rację, pisząc: "Tak, tak". A potem się znowu ze
                                mną nie zgadza. Przypominam mu "tak, tak" a on stwierdza, że:
                                - "tak, tak" to może być potakiwanie ("słucham cię"), a niekoniecznie przytakiwanie ("zgadzam się")
                                - "tak, tak" to szwedzkie "tack, tack" i on mi dziękował za myśl, z którą się głęboko nie zgadzał.
                                - "tak, tak" to łacińskie "tac, tac" od tacere, czyli on chciał, żeby był cicho, bo bredzę głupoty, że nijak się z nimi
                                zgodzić
                                - "tak, tak" to ocenzurowane angielskie "fuck, fuck", czyli stwierdzenie, że bredzę tak, że lepiej mi wracać do domu.
                                Nie pogniewałem się tylko dlatego, że facet był dowcipny i znał języki. Ale lekcję wymuszania precyzji mi dał. Czy
                                precyzji do przesady? Nie mnie oceniać, bo jestem stroną w "sporze".

                                Co do definicji świadomości. Na pytanie o definicje odpisałeś (10.12) "Wystarcza ogolnie obowiazujace, niezaleznie
                                od systemu filozoficznego." A później: "swiadomosc jest funkcja podswiadomosci, nadbudowy, ewentualnie duszy i
                                chemii (jesli ktos w to wierzy), nie wystepuje jako byt samodzielny." Toż to żadna definicja, bo cóż to jest
                                podświadomość (Freuda? Hegla?), nadbudowa (Hegla? Marksa?), dusza (agnostyka? Hyde'a?), chemii (tu mnie
                                więcej wiadomo). Uff. Aż dziwne, że pani doktor od słoneczka, co po latach nie doszła do definicji świadomości, nie
                                podziękowała Ci za rozwiązanie problemu ;)

                                Co do chorób ocznych Londyńczyków: Nie rozumiesz nadal. To znaczy: udajesz, że nie rozumiesz. Zasłaniasz się
                                konwencją - co ma konwencja do tego, czy Hyde i Jekyll mieli jedno ciało, czy byli ciał parą?!

                                >> Jeśli w przeciągu kilku minut owłosienie, rysy, wzrost, ruchy zmieniłyby mi
                                >> się tak, że by mnie nie poznawano, to stwierdziłbym, że ciało mi się zmienill.
                                >> Czyli że mam inne. Drugie. Nowe, jak kto woli.
                                > Jestem dzisiaj w spolegliwym nastroju, wiec zareaguje tak: Uznaje bez
                                > zastrzezen, ze tak bys uwazal. Dopuszczam, ze mialbys w tym racje. Ja bym tak
                                > nie uwazal i wydaje mi sie, ze racji bys nie mial. A to ze wzgledu na
                                > zastosowanie funkcji czasu - wlosy rosna wolno - cialo stare, rosna szybko -
                                > cialo nowe, podobnie z rysami. Jezeli zas chodzi o ruchy, to nagraj sie na
                                > video po zazyciu wiekszej ilosci alkoholu i na trzezwo - porownanie moze Cie
                                > nielicho zaskoczyc. Zmierz sie rowniez dokladnie rano i wieczorem, to powinno
                                > zalatwic sprawe wzrostu
                                Dlatego właśnie w stwierdzeniu napisałem "w przeciągu kilku minut". Nadal nie masz racji :)

                                > Mnie nie interesuje sama zasadnosc, ale rowniez forma jej wyrazenia.
                                Wykrztuś wreszcie: "najgenialniejsza myśl wszechświata i wszech czasów, najbystrzejsza uwaga we wszech
                                układach gwiezdnych, najjaśniejsza konstatacja we wszech układach słonecznych nie ma do mnie dostępu, jeżeli
                                podana jest w nieodpowiadającej mi formie"
                                • Gość: Illain Re: Epizod 9 (zbiorczo z góry i dołu) IP: blue:* / 172.16.89.* 23.01.03, 17:39
                                  > Emoticon miał wyrażać zadziwienie ale połączone z wielkim zwątpieniem we
                                  własną wiedzę (coś jakby niemoc zaprzeczenia paradoksom Zenona z Elei). A
                                  ściślej biorąc - Stawiam na to, że mogą istnieć (ba! że istnieją) inne
                                  > systemy słoneczne.
                                  J...jasne!

                                  > Co do Powszechnych Zwyczajów Językowych, to wyniki z gugli mam następujące:
                                  [...]
                                  Coz, pozostaje mi miec tylko nadzieje, ze internet jest kiepskim przykladem PWZ.

                                  > Co do "cierpień na".
                                  > Nadal nie masz racji. I w "cierpieć za miliony", i w "cierpieć czyjas
                                  obecnosc", słowo cierpieć znaczenie ma dosłowne. Cierpieć - czyli odczuwać
                                  dyskomfort psychiczny lub somatyczny. Musisz poszukać lepszych przykładów

                                  Synonimem do "cierpiec czyjas obecnosc" jest "znosic czyjas obecnosc" - ciekawy
                                  trop, nie? Ale przykladow poszukam, tylko nie od razu, bo jutro sie powaznie
                                  certyfikuje.

                                  > [...] uzasadnić w wyciętym przez Ciebie tekście.
                                  Dokladnie sie z nim zapoznalem, ale uznalem, ze chwilowo nie jestem w stanie
                                  polemizowac, wiec obcialem dla oszczednosci miejsca. Wrocimy...

                                  > "Nie cierpieć" to zupełna inna para kaloszy i nakładasz je bez podstaw.
                                  To z +A i -A Ci sie za bardzo nie udalo ;) - wystarczy, ze wspomne "kochac"
                                  i "nie kochac". Kalosz tez moze byc +prawy i -prawy (czyli lewy), a nie zmieni
                                  to faktu, ze para moze byc ta sama ;))

                                  > Co do tego czy żądza precyzji jest czepialstwem, czy nie? Nie. Upewniać się
                                  tylko chcę. Kiedy jestem "upewniony" staję się mniej drażliwy i bardziej
                                  logiczny, co wychodzi na zdrowie partnerowi w rozmowie ;)) Nie zastanawiam się
                                  > wtedy czy kiedy Illain przytacza archeologa, to ukrytym tekstem pije także do
                                  mnie, że chowam się za żargon.

                                  Nie!

                                  > Gdybym się miał czepiać, znalazłbym lepsze punkty. Zauważ proszę, że nawet
                                  kiedy piszesz dość niewinne:
                                  > "Jestem dzisiaj w spolegliwym nastroju"
                                  > to ja się _nie_ muszę domyślać, o którą spolegliwość chodzi. Do Łodzi odsyłam
                                  po szczegóły, może od tego postu:

                                  Nie musisz? a ktora spolegliwosc moze wystapic w parze z nastrojem?
                                  A generalnie to dzieki za ten odnosnik, wreszcie dowiedzialem sie jak
                                  przetlumaczyc "reliability", mialem do tej pory duzy z tym problem.

                                  > I jeszcze autentyk z mojego ogródka: [...]>
                                  > Nie pogniewałem się tylko dlatego, że facet był dowcipny i znał języki. Ale
                                  lekcję wymuszania precyzji mi dał. Czy precyzji do przesady? Nie mnie oceniać,
                                  bo jestem stroną w "sporze".

                                  Ja nie jestem strona w sporze i zajmuje stanowisko, ze do przesady;) Kultura
                                  dyskusji zaklada, ze jezeli uzywasz znaczenia innego niz najczesciej uzywane
                                  (tylko BLAGAM obejdzmy sie bez definicji czestego uzywania), to powinienes to
                                  zasygnalizowac (mam cholera deja vu, juz kiedys to pisalem). Tu jest tylko taki
                                  problem, ze powtorzenia czesto uzywa sie ironizujac, czyli pierwszy argument
                                  mogl byc prawdziwy. Pozostale to byly zwykle popisy erudycyjne.

                                  > Co do definicji świadomości. Na pytanie o definicje odpisałeś
                                  (10.12) "Wystarcza ogolnie obowiazujace, niezaleznie od systemu
                                  filozoficznego." A później: "swiadomosc jest funkcja podswiadomosci,
                                  > nadbudowy, ewentualnie duszy i chemii (jesli ktos w to wierzy), nie
                                  wystepuje jako byt samodzielny.

                                  Zmuszasz mnie, zebym przejrzal wczesniejsze posty, a wydaje mi sie, ze historie
                                  naszej malej wymiany pogladow mam mniej wiecej w glowie. Z tego co pamietam, to
                                  jak pierwszy raz uzylem terminu "swiadomosc", zdefiniowalem zarowno nadbudowe
                                  jak i podswiadomosc, poprzez nie dochodzac do opisu swiadomosci. Przyjalem tez,
                                  jak z tego wynika mylnie, ze uzywajac jakiejs interpretacji pojecia bez
                                  dodatkowych wyjasnien przedstawiam to jako interpretacje, ktora uznaje za
                                  sluszna. Piszac o niezaleznosci mialem zas na mysli ze jak nie spojrzec i tak
                                  wyjdzie na to samo.

                                  >" Toż to żadna definicja, bo cóż to jest
                                  > podświadomość (Freuda? Hegla?), nadbudowa (Hegla? Marksa?), dusza (agnostyka?
                                  Hyde'a?), chemii (tu mnie więcej wiadomo). Uff. Aż dziwne, że pani doktor od
                                  słoneczka, co po latach nie doszła do definicji świadomości, nie podziękowała
                                  Ci za rozwiązanie problemu ;)

                                  Moze nie czytala :(
                                  A przy okazji - podswiadomosc u Freuda i Hegla opisana jest tak samo, Marks
                                  zajmowal sie innymi dziedzinami niz Hegel, dusza agnostyka to jakis nie
                                  poddajacy sie rozumowaniu abstrakt, dalej uwazam ze niebezpiecznie blisko
                                  jestes czepiania sie slowek ;) A po odpowiedz na pytanie co to jest dusza udaj
                                  sie do najblizszego ksiedza, nie czuje sie umocowany do wyjasnienia tego
                                  terminu.
                                  >
                                  > Co do chorób ocznych Londyńczyków: Nie rozumiesz nadal. To znaczy: udajesz, że
                                  > nie rozumiesz. Zasłaniasz się konwencją - co ma konwencja do tego, czy Hyde i
                                  Jekyll mieli jedno ciało, czy byli ciał parą?!
                                  Nie udaje i nie zaslaniam sie. Choroby oczu nie maja nic do rzeczy. Czas mi sie
                                  konczy, wiec wyjasnie dokladniej przy okazji

                                  > Dlatego właśnie w stwierdzeniu napisałem "w przeciągu kilku minut". Nadal nie
                                  masz racji :)
                                  A ty dalej uwazasz to za funkcje czasu. Odpowiem tak: wez sztange 100 kg,
                                  potrzymaj przez kilka minut, zmierz sie, potem wkocz na kilka minut do basenu i
                                  ponownie zmierz sie. Potem pogadamy.

                                  >
                                  > > Mnie nie interesuje sama zasadnosc, ale rowniez forma jej wyrazenia.
                                  > Wykrztuś wreszcie: "najgenialniejsza myśl wszechświata i wszech czasów,
                                  najbystrzejsza uwaga we wszech układach gwiezdnych, najjaśniejsza konstatacja
                                  we wszech układach słonecznych nie ma do mnie dostępu, jeżeli
                                  > podana jest w nieodpowiadającej mi formie"
                                  • valkrissa Epizod 10 24.01.03, 09:12
                                    Gość portalu: Illain napisał(a):
                                    [...]
                                    > > Co do Powszechnych Zwyczajów Językowych, to wyniki z gugli mam następujące
                                    > Coz, pozostaje mi miec tylko nadzieje, ze internet jest kiepskim przykladem PWZ.

                                    To moze (w końcu to forum SF) zapytać tzw. ogół: CZY MOŻE ISTNIEĆ INNY SYSTEM SŁONECZNY?

                                    > > Co do "cierpień na".
                                    > > Nadal nie masz racji. I w "cierpieć za miliony", i w "cierpieć czyjas
                                    > obecnosc", słowo cierpieć znaczenie ma dosłowne. Cierpieć - czyli odczuwać
                                    > dyskomfort psychiczny lub somatyczny. Musisz poszukać lepszych przykładów
                                    > Synonimem do "cierpiec czyjas obecnosc" jest "znosic czyjas obecnosc" - ciekawy
                                    > trop, nie? Ale przykladow poszukam, tylko nie od razu, bo jutro sie powaznie certyfikuje.

                                    Certyfikujesz się? Będziesz miał ISO? :)

                                    > > [...] uzasadnić w wyciętym przez Ciebie tekście.
                                    > Dokladnie sie z nim zapoznalem, ale uznalem, ze chwilowo nie jestem w stanie
                                    > polemizowac, wiec obcialem dla oszczednosci miejsca. Wrocimy...

                                    Wróćmy.

                                    > > "Nie cierpieć" to zupełna inna para kaloszy i nakładasz je bez podstaw.
                                    > To z +A i -A Ci sie za bardzo nie udalo ;) - wystarczy, ze wspomne "kochac"
                                    > i "nie kochac". Kalosz tez moze byc +prawy i -prawy (czyli lewy), a nie zmieni
                                    > to faktu, ze para moze byc ta sama ;))

                                    +A i -A miało być skróconymi odpowiednikami danego wyrazu i jego negacji (antonimii).
                                    Zwróć uwagę, że w języku nie zawsze jest tak, że co odnosi się do wyrazu / związku frazeologicznego, to
                                    odnosi się również do "nie-wyrazu" i "nie-związku".
                                    A właśnie" kochać / nie kochać. Nawidzieć / nienawidzieć. Nawidzieć już wyszło z języka.

                                    [...]
                                    > Nie musisz? a ktora spolegliwosc moze wystapic w parze z nastrojem?
                                    Nie muszę, a nawet nie powinienem, ponieważ w moim idiolekcie "spolegliwość" występuje tylko w
                                    znaczeniu "możność zaufania komuś, zdania się na kogoś".
                                    Wydaje mi się natomiast, że TY musisz, pisząc "spolegliwy" mieć na uwadze, że istnieją jeszcze tacy
                                    dziwacy jak ja ;)

                                    > A generalnie to dzieki za ten odnosnik, wreszcie dowiedzialem sie jak
                                    > przetlumaczyc "reliability", mialem do tej pory duzy z tym problem.

                                    [...]
                                    > > lekcję wymuszania precyzji mi dał. Czy precyzji do przesady? Nie mnie oceniać,
                                    > > bo jestem stroną w "sporze".
                                    > Ja nie jestem strona w sporze i zajmuje stanowisko, ze do przesady;) Kultura

                                    No nie chcę Cię straszyć, ale też jesteś. Ty mi zarzucasz (między wierszami) precyzję do przesady, a ja
                                    tłumaczę, że to jest precyzja w sam raz konieczny. To właśnie my jesteśmy stronami.

                                    > dyskusji zaklada, ze jezeli uzywasz znaczenia innego niz najczesciej uzywane
                                    > (tylko BLAGAM obejdzmy sie bez definicji czestego uzywania), to powinienes to

                                    A właśnie: znasz badania frekwencyjne, w którym znaczeniu częściej się używa "spolegliw"? Albo czy
                                    "kobza" częściej oznacza dudy czy kobzę? Albo czy "upust" oznacza opust czy upuszczenie czegoś na
                                    nogę? Ja nie znam. Nie wierzę więc w coś takiego jak "częste używanie". Częste używanie stosuje się
                                    tylko w grupie częstych używaczy. lepszym rozwiązaniem jest zdanie się na wyczucie, Co Chciał Autor
                                    Danym Semem Sygnifikować.

                                    > zasygnalizowac (mam cholera deja vu, juz kiedys to pisalem). Tu jest tylko taki
                                    > problem, ze powtorzenia czesto uzywa sie ironizujac, czyli pierwszy argument
                                    > mogl byc prawdziwy. Pozostale to byly zwykle popisy erudycyjne.

                                    > > Co do definicji świadomości. Na pytanie o definicje odpisałeś
                                    > > (10.12) "Wystarcza ogolnie obowiazujace, niezaleznie od systemu
                                    > > filozoficznego." A później: "swiadomosc jest funkcja podswiadomosci,
                                    > > nadbudowy, ewentualnie duszy i chemii (jesli ktos w to wierzy), nie
                                    > wystepuje jako byt samodzielny.
                                    > Zmuszasz mnie, zebym przejrzal wczesniejsze posty, a wydaje mi sie, ze historie

                                    No fakt, zmuszam. Podobnie Ty zmusiłeś mnie poprzednią wypowiedzią, bym szukał tych cytatów wyżej.
                                    Jak równość w prawach, to i równość w obowiązkach :)

                                    > Przyjalem tez, jak z tego wynika mylnie, ze uzywajac jakiejs interpretacji pojecia bez
                                    > dodatkowych wyjasnien przedstawiam to jako interpretacje, ktora uznaje za
                                    > sluszna. Piszac o niezaleznosci mialem zas na mysli ze jak nie spojrzec i tak
                                    > wyjdzie na to samo.

                                    A toto długo będę rozgryzał...:(

                                    > >" Toż to żadna definicja, bo cóż to jest
                                    > > podświadomość (Freuda? Hegla?), nadbudowa (Hegla? Marksa?), dusza (agnostyka?
                                    > > Hyde'a?), chemii (tu mnie więcej wiadomo). Uff. Aż dziwne, że pani doktor od
                                    > > słoneczka, co po latach nie doszła do definicji świadomości, nie podziękowała
                                    > > Ci za rozwiązanie problemu ;)
                                    > Moze nie czytala :(

                                    A może Twoja definicja jest tyle samo warta, co każda inna. A skoro imię definicji jest legion, to dlatego
                                    warto pytać: którą definicję ma się na myśli.

                                    > A przy okazji - podswiadomosc u Freuda i Hegla opisana jest tak samo, Marks

                                    No tak, ale u innych może nie jest tak samo. Poza tym muszą istniec drobne zmiany, przynajmniej w
                                    nazewnictwie. Inaczej: po co by Hegla dublował Freuda dublował Junga dublował Hegel?

                                    > zajmowal sie innymi dziedzinami niz Hegel, dusza agnostyka to jakis nie
                                    > poddajacy sie rozumowaniu abstrakt, dalej uwazam ze niebezpiecznie blisko

                                    No ale zgodzisz się, że w róznych religiach i parareligiach dusza jest definiowana różnie?

                                    > jestes czepiania sie slowek ;) A po odpowiedz na pytanie co to jest dusza udaj
                                    > sie do najblizszego ksiedza, nie czuje sie umocowany do wyjasnienia tego terminu.

                                    Ja nie lubię najbliższego księdza. Jesteś bezduszny tak mi radząc ;)

                                    > > Co do chorób ocznych Londyńczyków: Nie rozumiesz nadal. To znaczy: udajesz, że
                                    > > nie rozumiesz. Zasłaniasz się konwencją - co ma konwencja do tego, czy Hyde i
                                    > > Jekyll mieli jedno ciało, czy byli ciał parą?!
                                    > Nie udaje i nie zaslaniam sie. Choroby oczu nie maja nic do rzeczy. Czas mi sie
                                    > konczy, wiec wyjasnie dokladniej przy okazji

                                    Do tego czasu zatem.

                                    > > Dlatego właśnie w stwierdzeniu napisałem "w przeciągu kilku minut". Nadal nie
                                    > > masz racji :)
                                    > A ty dalej uwazasz to za funkcje czasu. Odpowiem tak: wez sztange 100 kg,
                                    > potrzymaj przez kilka minut, zmierz sie, potem wkocz na kilka minut do basenu i
                                    > ponownie zmierz sie. Potem pogadamy.

                                    Opiszę inaczej: zmienia mi się ciało, tzn. jabłko Adama mi urosło, co innego zmalało, obwisło albo
                                    porosło szczeciną. Proces ten rozłożył się w czasie. Właśnie dlatego, że się rozłożył, nie twierdzę, że
                                    mam różne ciała (np. jedno z obwisłością, inne bez). Natomiast!
                                    • Gość: Illain Re: Epizod 10 IP: blue:* / 172.16.89.* 24.01.03, 13:19
                                      > To moze (w końcu to forum SF) zapytać tzw. ogół: CZY MOŻE ISTNIEĆ INNY SYSTEM
                                      SŁONECZNY?
                                      I zamknac sobie taki siekawy temat do rozwazan? ;)
                                      >
                                      > Certyfikujesz się? Będziesz miał ISO? :)
                                      Nie - bede mial Technical Solutions, Design - jak zdam, oczywiscie
                                      >
                                      > +A i -A miało być skróconymi odpowiednikami danego wyrazu i jego negacji
                                      (antonimii).
                                      > Zwróć uwagę, że w języku nie zawsze jest tak, że co odnosi się do wyrazu /
                                      związku frazeologicznego, to odnosi się również do "nie-wyrazu" i "nie-związku".
                                      > A właśnie" kochać / nie kochać. Nawidzieć / nienawidzieć. Nawidzieć już
                                      wyszło z języka.

                                      No dobra, ale to tylko swiadczy o wieloznacznosci slowa "cierpiec" Pytales o
                                      inne (niedoslowne) znaczenia SLOWA, wiec podalem pierwszy lepszy przyklad.
                                      >
                                      > [...]
                                      > > Nie musisz? a ktora spolegliwosc moze wystapic w parze z nastrojem?
                                      > Nie muszę, a nawet nie powinienem, ponieważ w moim idiolekcie "spolegliwość"
                                      występuje tylko w znaczeniu "możność zaufania komuś, zdania się na kogoś".
                                      > Wydaje mi się natomiast, że TY musisz, pisząc "spolegliwy" mieć na uwadze, że
                                      i stnieją jeszcze tacy
                                      > dziwacy jak ja ;)
                                      No coz, to tylko potwierdza, ze mamy nieco rozna siatke pojeciowa, pewnie
                                      rowniez i nadbudowe ;) Mimo wszystko "byc w nastroju do ufania komus" wydaje mi
                                      sie nieco naciagane, a skoro nie zarzuciles mi, ze uzywam wyrazow, ktorych nie
                                      rozumiem, to pewnie wlasciwie odebrales co mialem na mysli.
                                      >
                                      > No nie chcę Cię straszyć, ale też jesteś. Ty mi zarzucasz (między wierszami)
                                      precyzję do przesady, a ja tłumaczę, że to jest precyzja w sam raz konieczny.
                                      To właśnie my jesteśmy stronami.
                                      Przy takim podejsciu nie moge zaprzeczac ;)
                                      >
                                      > A właśnie: znasz badania frekwencyjne, w którym znaczeniu częściej się
                                      używa "spolegliw"? Albo czy "kobza" częściej oznacza dudy czy kobzę? Albo
                                      czy "upust" oznacza opust czy upuszczenie czegoś na nogę? Ja nie znam. Nie
                                      wierzę więc w coś takiego jak "częste używanie". Częste używanie stosuje się
                                      tylko w grupie częstych używaczy. lepszym rozwiązaniem jest zdanie się na
                                      wyczucie, Co Chciał Autor Danym Semem Sygnifikować.

                                      O ile dobrze pamietam, to takie badania sa robione i czesciej uzywane znaczenie
                                      jest podawane jako pierwsze w slowniku. Nalezy tylko pamietac, aby wydanie bylo
                                      w miare nowe. Jedyne badanie jakie znam dotyczy wyrazu "nomenklatura" i nadal
                                      czesciej jest on uzywany w sensie "nazewnictwo". A poza tym to nie jest
                                      teleturniej Familiada, jak dyskusja sie rozwija, to rzadko kiedy dyskutanci sa
                                      w 100% losowi, musza uzywac mniej wiecej tych samych znaczen.
                                      Przy okazji kobza to nie dudy. Pominmy prosze patologie, bo naprawde zabraknie
                                      miejsca na posty ;)
                                      >
                                      > > Zmuszasz mnie, zebym przejrzal wczesniejsze posty, a wydaje mi sie, ze his
                                      > torie
                                      >
                                      > No fakt, zmuszam. Podobnie Ty zmusiłeś mnie poprzednią wypowiedzią, bym
                                      szukał tych cytatów wyżej. Jak równość w prawach, to i równość w obowiązkach :)

                                      Najpierw namow zone, zeby wbila gwozdz w sciane, a potem opowiadaj o rownosci w
                                      obowiazkach. (rozumiesz, nie wiem oczywiscie czy masz zone to taki zwrot
                                      retoryczny, skoro mam juz precyzowac ;)

                                      > A toto długo będę rozgryzał...:(
                                      Podpowiem - nie zawsze roznice w definicjach zmieniaja sens wypowiedzi. Ja na
                                      ten przyklad dokladnie rozumiem o co chodzi Realowi, nie musze w tym celu nic
                                      precyzowac. Skad wiem, ze rozumiem? Ano stad, ze jemu odpowiadaja moje
                                      przyklady, a mi jego. Nie musze wiedziec dokladnie jaka jest jego definicja
                                      swiadomosci czy zamiany.
                                      >
                                      > > Moze nie czytala :(
                                      >
                                      > A może Twoja definicja jest tyle samo warta, co każda inna. A skoro imię
                                      definicji jest legion, to dlatego warto pytać: którą definicję ma się na myśli.

                                      Chyba wielkimi krokami zmierzamy do mojego pytania (jesli chcesz mozesz uznac
                                      ze jeszcze go nie zadalem) "Jaka wlasciwie jest Twoja definicja definicji?"

                                      > > A przy okazji - podswiadomosc u Freuda i Hegla opisana jest tak samo, Mark
                                      >
                                      > No tak, ale u innych może nie jest tak samo. Poza tym muszą istniec drobne
                                      zmiany, przynajmniej w nazewnictwie. Inaczej: po co by Hegla dublował Freuda
                                      dublował Junga dublował Hegel?
                                      >
                                      No ja z Toba nie moge :( Uwazasz, ze kazdy filozof musi zaczynac budowe
                                      systemu od podstaw? Moze zamiast wywazac otwarte drzwi lepiej jest skorzystac i
                                      rozwinac w interesujacym kierunku? Znane jest Ci pojecie jadra systemu?

                                      >
                                      > No ale zgodzisz się, że w róznych religiach i parareligiach dusza jest
                                      definiowana różnie?
                                      Nie zgodze sie, chyba ze masz na mysli religie Jedi i (tfu!) midichloriany.
                                      >
                                      > Ja nie lubię najbliższego księdza.
                                      Moze byc dalszy ;)
                                      >
                                      > > > Dlatego właśnie w stwierdzeniu napisałem "w przeciągu kilku minut". N
                                      > > >adal nie masz racji :)
                                      > > A ty dalej uwazasz to za funkcje czasu. Odpowiem tak: wez sztange 100 kg,
                                      > > potrzymaj przez kilka minut, zmierz sie, potem wkocz na kilka minut do bas
                                      > >enu i ponownie zmierz sie. Potem pogadamy.
                                      >
                                      > Opiszę inaczej: zmienia mi się ciało, tzn. jabłko Adama mi urosło, co innego
                                      zmalało, obwisło albo porosło szczeciną. Proces ten rozłożył się w czasie.
                                      Właśnie dlatego, że się rozłożył, nie twierdzę, że mam różne ciała (np. jedno
                                      z obwisłością, inne bez). Natomiast!
                                      • valkrissa Epizod 11 24.01.03, 14:28
                                        Gość portalu: Illain napisał(a):
                                        > > To moze (w końcu to forum SF) zapytać tzw. ogół: CZY MOŻE ISTNIEĆ INNY SYSTEM SŁONECZNY?
                                        > I zamknac sobie taki siekawy temat do rozwazan? ;)

                                        Ależ ten ciekawy temat nie musi być zamknięty nawet po uzyskaniu odpowiedzi na powyższe pytanie.
                                        Przecież my tu sobie dyskutujemy a inny system słoneczny i tak sobie obiektywnie istnieje :))

                                        > > Certyfikujesz się? Będziesz miał ISO? :)
                                        > Nie - bede mial Technical Solutions, Design - jak zdam, oczywiscie

                                        Aaa, nie wiem co znaczy, ale gratuluję. Jak zdasz, oczywiście.

                                        [...]
                                        > No dobra, ale to tylko swiadczy o wieloznacznosci slowa "cierpiec" Pytales o
                                        > inne (niedoslowne) znaczenia SLOWA, wiec podalem pierwszy lepszy przyklad.

                                        No właśnie. Ja cię o inne znaczenie SŁOWA, a Ty mi inne znaczenie antonima.

                                        [...]
                                        > No coz, to tylko potwierdza, ze mamy nieco rozna siatke pojeciowa, pewnie
                                        > rowniez i nadbudowe ;) Mimo wszystko "byc w nastroju do ufania komus" wydaje mi
                                        > sie nieco naciagane, a skoro nie zarzuciles mi, ze uzywam wyrazow, ktorych nie
                                        > rozumiem, to pewnie wlasciwie odebrales co mialem na mysli.

                                        No pewno, że tak.

                                        [...]
                                        > O ile dobrze pamietam, to takie badania sa robione i czesciej uzywane znaczenie
                                        > jest podawane jako pierwsze w slowniku.

                                        No więc niekoniecznie. A stwierdzam to w leksykografii niejako certyfikowany.

                                        > Nalezy tylko pamietac, aby wydanie bylo
                                        > w miare nowe. Jedyne badanie jakie znam dotyczy wyrazu "nomenklatura" i nadal
                                        > czesciej jest on uzywany w sensie "nazewnictwo". A poza tym to nie jest
                                        > teleturniej Familiada, jak dyskusja sie rozwija, to rzadko kiedy dyskutanci sa
                                        > w 100% losowi, musza uzywac mniej wiecej tych samych znaczen.
                                        > Przy okazji kobza to nie dudy. Pominmy prosze patologie, bo naprawde zabraknie
                                        > miejsca na posty ;)

                                        Że kobza a nie dudy, też się certyfikowałem :) Faktycznie: patologia.

                                        [...]
                                        > > A toto długo będę rozgryzał...:(
                                        > Podpowiem - nie zawsze roznice w definicjach zmieniaja sens wypowiedzi. Ja na
                                        > ten przyklad dokladnie rozumiem o co chodzi Realowi, nie musze w tym celu nic
                                        > precyzowac. Skad wiem, ze rozumiem? Ano stad, ze jemu odpowiadaja moje
                                        > przyklady, a mi jego. Nie musze wiedziec dokladnie jaka jest jego definicja
                                        > swiadomosci czy zamiany.

                                        Aaa, teraz rozumiem.
                                        Sprowadzasz wyrokowanie do (znowu) frekwencji. Czyli jeśli ja znajdę kogoś, kto się z Realem nie zrozumiał, to Ty
                                        powołasz drugiego świadka, a potem ja drugiego, to Ty trzeciego...I wyjdzie na to, że większość ma rację.
                                        A jest to głeboko nieuprawnione twierdzenie. Że większośc ma rację. Ty, owszem, może masz rację ;)

                                        > > > Moze nie czytala :(
                                        > > A może Twoja definicja jest tyle samo warta, co każda inna. A skoro imię
                                        > definicji jest legion, to dlatego warto pytać: którą definicję ma się na myśli.
                                        > Chyba wielkimi krokami zmierzamy do mojego pytania (jesli chcesz mozesz uznac
                                        > ze jeszcze go nie zadalem) "Jaka wlasciwie jest Twoja definicja definicji?"

                                        Ja o to Ciebie chciałem zapytać, ale się bałem.

                                        > No ja z Toba nie moge :( Uwazasz, ze kazdy filozof musi zaczynac budowe
                                        > systemu od podstaw? Moze zamiast wywazac otwarte drzwi lepiej jest skorzystac i
                                        > rozwinac w interesujacym kierunku? Znane jest Ci pojecie jadra systemu?

                                        Jest róznica między rozwijac a dublowac. jeśli rozwijać - to znaczy, że jest jakaś wartość dodana. A wtedy
                                        poświadomość u Hegla i Freuda może się rożnić o wartośc dodaną właśnie.

                                        > > No ale zgodzisz się, że w róznych religiach i parareligiach dusza jest
                                        > definiowana różnie?
                                        > Nie zgodze sie, chyba ze masz na mysli religie Jedi i (tfu!) midichloriany.

                                        A ja się nie zgodże, choć nie mam na myśli Jedi.

                                        > > Ja nie lubię najbliższego księdza.
                                        > Moze byc dalszy ;)

                                        Dalszego nie ma :)

                                        [...]
                                        > Czyli proces szybki - masz rozne ciala, proces powolny - masz dwa ciala. Hm,
                                        > jeszcze do tego wrocimy...

                                        Wróćmy. (Już nie pamiętam, do czego trzeba nam wracać...)

                                        > Konczac zycze milego uikendu, also bis dann :)
                                        Uaikendo Kendo Aikidon Uyeshibis Dann :))
                                        • Gość: Illain Re: Epizod 11 IP: *.energis.pl 28.01.03, 11:20
                                          Witam znowu i mam wstępną propozycję - Skoro i tak kopiujesz posty to może
                                          następny epizod (jak jeszcze Ci się nie znudziły) zacznij jako odpowiedź na
                                          wątek główny, wtedy znowu przeskoczymy w lewo.

                                          > Ależ ten ciekawy temat nie musi być zamknięty nawet po uzyskaniu odpowiedzi na
                                          > powyższe pytanie.
                                          > Przecież my tu sobie dyskutujemy a inny system słoneczny i tak sobie
                                          obiektywnie istnieje :))

                                          Jezeli obiektywnie to nie istnieje ;)
                                          >
                                          > > > Certyfikujesz się? Będziesz miał ISO? :)
                                          > > Nie - bede mial Technical Solutions, Design - jak zdam, oczywiscie
                                          > Aaa, nie wiem co znaczy, ale gratuluję. Jak zdasz, oczywiście.
                                          To taki IBMowski - zmuszaja wszystkich partnerow, zeby zrobili. Pozwala to
                                          teoretycznie na konfigurowanie sprzetu i oprogramowania w zaleznosci od potrzeb
                                          klientow...

                                          > No właśnie. Ja cię o inne znaczenie SŁOWA, a Ty mi inne znaczenie antonima.
                                          Nie jestem do konca pewien, czy "nie cierpiec" jest antonimem "cierpiec" - brak
                                          tu koniecznego przeciwstawnego znaczenia.
                                          >
                                          > [...]
                                          > > O ile dobrze pamietam, to takie badania sa robione i czesciej uzywane znac
                                          > > zenie jest podawane jako pierwsze w slowniku.
                                          >
                                          > No więc niekoniecznie. A stwierdzam to w leksykografii niejako certyfikowany.
                                          >
                                          No coz, moge tylko podziekowac za oswiecenie w tej kwestii, ja musze bazowac na
                                          opiniach zaslyszanych, a wiec dla dalszych wynurzen przyjmijmy Twoja.
                                          >
                                          > Że kobza a nie dudy, też się certyfikowałem :) Faktycznie: patologia.
                                          :))
                                          >
                                          > Aaa, teraz rozumiem.
                                          > Sprowadzasz wyrokowanie do (znowu) frekwencji. Czyli jeśli ja znajdę kogoś,
                                          >kto się z Realem nie zrozumiał, to Ty powołasz drugiego świadka, a potem ja
                                          drugiego, to Ty trzeciego...I wyjdzie na to, że większość ma rację.
                                          > A jest to głeboko nieuprawnione twierdzenie. Że większośc ma rację. Ty,
                                          owszem, może masz rację ;)
                                          Nigdy nie uwazalem,ze wiekszosc ma racje, moje zdanie w tej kwestii jest wrecz
                                          przeciwne. Nie za bardzo lubie rowniez demokracje. Moja wypowiedz miala
                                          znaczyc, ze albo dwoch dyskutantow pojmuje cos tak samo, albo nie, a wynika to
                                          zazwyczaj z samych wypowiedzi. Zadanie definiowania rzeczy nie poddajacych sie
                                          jednoznacznej definicji (czyli wiekszosci) moze sluzyc jedynie "do poddierzki
                                          rozgowora", ale niewiele zmieni w sferze zrozumienia sie nawzajem. Zaznaczam,
                                          ze powyzszemu opisowi nie przeczy, a nawet pomaga, moj stosunek do PZJ jako
                                          wykladni, mimo ze dla certyfikowanego oka stanowic on moglby jedynie argument
                                          frekwencyjny ;)
                                          >
                                          > > Chyba wielkimi krokami zmierzamy do mojego pytania (jesli chcesz mozesz uz
                                          > nacze jeszcze go nie zadalem) "Jaka wlasciwie jest Twoja definicja definicji?
                                          > "
                                          >
                                          > Ja o to Ciebie chciałem zapytać, ale się bałem.
                                          Ja sie prawie nie boje - zaczynaj! Wydaje sie, ze jak tego nie uzgodnimy, to
                                          nasza czesc wspolna pozostanie terror incognita.

                                          > Jest róznica między rozwijac a dublowac. jeśli rozwijać - to znaczy, że jest
                                          jakaś wartość dodana. A wtedy
                                          > poświadomość u Hegla i Freuda może się rożnić o wartośc dodaną właśnie.
                                          Jest roznica miedzy dublowac a opierac sie na. Korzystajac z jakiegos systemu
                                          trzeba go przytoczyc chocby po to, zeby przyblizyc rzecz ludziom nie znjacym. A
                                          wartoscia dodana moze obejmowac rzeczy, o ktorych nie snilo sie filozofom
                                          system tworzacym ;)
                                          >
                                          > A ja się nie zgodże, choć nie mam na myśli Jedi.
                                          Tu nie obejdzie sie bez przykladu, niestety.
                                          >
                                          > > > Ja nie lubię najbliższego księdza.
                                          > > Moze byc dalszy ;)
                                          > Dalszego nie ma :)
                                          Szcesciarz...
                                          >
                                          > Wróćmy. (Już nie pamiętam, do czego trzeba nam wracać...)
                                          Ja pamietam. Nie rozwijam od razu wszystkiego, bo pewne rzeczy musze najpierw
                                          poukladac w glowie, a potem czekam na odpowiedni moment. Taki sobie granat z
                                          opoznionym zaplonem :)
                                          >
                                          Poki co na tyle, do nastepnego...

                                          PS. Na poczatku dzialaly polskie literki, pozniej juz nie - ale walcze :)
    • valkrissa O/T Epizod 12 28.01.03, 13:37
      > Witam znowu i mam wstępną propozycję - Skoro i tak kopiujesz posty to może następny epizod (jak jeszcze Ci się
      nie znudziły) zacznij jako odpowiedź na wątek główny, wtedy znowu przeskoczymy w lewo.

      A juści.

      > > Ależ ten ciekawy temat nie musi być zamknięty nawet po uzyskaniu odpowiedzi na powyższe pytanie.
      > > Przecież my tu sobie dyskutujemy a inny system słoneczny i tak sobie obiektywnie istnieje :))
      > Jezeli obiektywnie to nie istnieje ;)

      Ale zauważ, że nikt nam nie podpowiada: istnieje, nie istnieje. Albo nas nie czytają, albo nas mają gdzie inny system
      słoneczny nie dochodzi, albo kwestia jest nad wyraz skomplikowana.

      [...]
      > To taki IBMowski - zmuszaja wszystkich partnerow, zeby zrobili. Pozwala to teoretycznie na konfigurowanie
      sprzetu i oprogramowania w zaleznosci od potrzeb klientow...

      Toż to jakieś sadomaso! Żeby zmuszać partnerów! I to partnerów! Czyli jeszcze poligamista orgietnik. Trzeba się
      wystrzegać zboczeńca IBM'a ;)

      [...]
      > Nigdy nie uwazalem,ze wiekszosc ma racje, moje zdanie w tej kwestii jest wrecz
      > przeciwne. Nie za bardzo lubie rowniez demokracje. Moja wypowiedz miala

      I półgębkiem marginesu wyszło, że nas też coś łączy: ja też nie lubię demokracji i argumentacji per większość.

      > znaczyc, ze albo dwoch dyskutantow pojmuje cos tak samo, albo nie, a wynika to
      > zazwyczaj z samych wypowiedzi. Zadanie definiowania rzeczy nie poddajacych sie
      > jednoznacznej definicji (czyli wiekszosci) moze sluzyc jedynie "do poddierzki
      > rozgowora", ale niewiele zmieni w sferze zrozumienia sie nawzajem. Zaznaczam,
      > ze powyzszemu opisowi nie przeczy, a nawet pomaga, moj stosunek do PZJ jako
      > wykladni, mimo ze dla certyfikowanego oka stanowic on moglby jedynie argument frekwencyjny ;)

      Zgadzając się (frekwencyjnie) z większością powyższych dalece słusznych tez Twoich, nie mogę wszak nie
      napisać i takiego przeświadczenia, że my niekoniecznie nie rozumiemy z racji niezgodności pojęciowych (np. inaczej
      rozumiemy świadomość) co z racji metaniedogodności (czyli świadomość rozumiemy tak samo ale opisujemy ją
      różnymi językami). Czyli prościej: dogadujesz się ze mną jak Polak z Czechem lub Rusinem - nie zaś jak Polak z
      Polakiem antagonistą. Tak bym się skłaniał ku. (Dobrze, że choc o kobzach rozumiemy się w pół słowa. :)

      > Ja sie prawie nie boje - zaczynaj! Wydaje sie, ze jak tego nie uzgodnimy, to nasza czesc wspolna pozostanie terror
      incognita.

      Definicja to jest takie cuś, co opisuje inne cuś w taki sposób, że (co najmniej) dwie strony dysputy zgadzają się, że
      cuś definiujące opisuje cuś definiowane w sposób zadowalający. Funkcjonalnie.

      [...]
      > Jest roznica miedzy dublowac a opierac sie na. Korzystajac z jakiegos systemu
      > trzeba go przytoczyc chocby po to, zeby przyblizyc rzecz ludziom nie znjacym. A
      > wartoscia dodana moze obejmowac rzeczy, o ktorych nie snilo sie filozofom system tworzacym ;)

      Ludziom nieznającym? Czyli dopuszczasz, że są ludzie, co muszą czytać u Hegla o co chodziło Freudowi albo na
      odwrót? Ja jednak śmiem podejrzewać (tym bardziej, że w co drugim domu Tatarkiewicz), że takich ludzi nie ma.

      > > A ja się nie zgodże, choć nie mam na myśli Jedi.
      > Tu nie obejdzie sie bez przykladu, niestety.

      Ano na początek: czy dusza jest cielesna (np. ma masę)? Czy jest to anima, "duch ożywiający somę" - czyli czy jest
      dla ciała konieczna? czy raczej jest ona "przy ciele, obok ciała, równolegle z ciałem"?
      Czy Golem (ten od Dee'a, Kelleya, Pragi i Pana Samochodzika) miał (ma) duszę?

      NB co do religii: okazuje się, że pojęcia mają swoje fata tak samo jak libelli. Zdaje się, że w ostatnim SFInksie czytałem,
      że nowoczesne (czytaj: obecne) definicje religii nie wymagają już istnienia boga (Boga), wystarczy w religii istnienie
      wiary. Na tej zasadzie jako humista jestem religijny po pachy. Takoż nie podśmiechuj się z Jedi, nie podśmiechuj.

      > > Wróćmy. (Już nie pamiętam, do czego trzeba nam wracać...)
      > Ja pamietam.

      O to całe szczęście! :)

      > Poki co na tyle, do nastepnego...

      Ja dzisiaj krócej, niestety, bo czas goni. Mnie goni precz od modemu. Będę odmodemowany do ósmego lutego bodaj.
      Wytrwaj w wierze, krzepnij w argumentach, zbrój w logikę - a jak wrócę, to posprzątam ;)
      Pa, pa, gaj :)
      • Gość: Illain Re: O/T Epizod 12 IP: *.energis.pl 30.01.03, 11:13
        >
        > > > Ależ ten ciekawy temat nie musi być zamknięty nawet po uzyskaniu odpo
        > wiedzi na powyższe pytanie.
        > > > Przecież my tu sobie dyskutujemy a inny system słoneczny i tak sobie
        > obiektywnie istnieje :))
        > > Jezeli obiektywnie to nie istnieje ;)
        > Ale zauważ, że nikt nam nie podpowiada: istnieje, nie istnieje. Albo nas nie
        czytają, albo nas mają gdzie inny system słoneczny nie dochodzi, albo kwestia
        jest nad wyraz skomplikowana.
        Mysle,ze odpowiedz brzmi nie czytaja nas, bo maja nas itd. Ni kazdy ma czas i
        mozliwosc brac udzial w takiej dyskusji, jaka wlasnie prowadzimy, poza tym
        ciezko (wiem z doswiadczenia) jest wciac sie w srodek. Jak chcesz rozszerzyc
        nasza dyskusje, to moze powinnismy sprobowac zalozyc jakis kontrowersyjny watek
        (niestety tlumaczenie Lozinskiego nam chwilowo zablokowali, ale zostaje np.
        spiskowa teoria dziejow)
        >
        > Toż to jakieś sadomaso! Żeby zmuszać partnerów! I to partnerów! Czyli jeszcze
        poligamista orgietnik. Trzeba się wystrzegać zboczeńca IBM'a ;)
        Coz, podobno zadna praca nie hanbi, mam nadzieje ze dotyczy to tez wspolpracy ;)

        > I półgębkiem marginesu wyszło, że nas też coś łączy: ja też nie lubię
        demokracji i argumentacji per większość.
        Niestety w demokracji najlatwiej sterowac motlochem, dlatego watpie, zeby w
        dzisiejszych czasach ktos poszukiwal innych rozwiazan.
        >
        > Zgadzając się (frekwencyjnie) z większością powyższych dalece słusznych tez
        Twoich, nie mogę wszak nie napisać i takiego przeświadczenia, że my
        niekoniecznie nie rozumiemy z racji niezgodności pojęciowych (np. inaczej
        > rozumiemy świadomość) co z racji metaniedogodności (czyli świadomość
        rozumiemy tak samo ale opisujemy ją różnymi językami). Czyli prościej:
        dogadujesz się ze mną jak Polak z Czechem lub Rusinem - nie zaś jak Polak z
        > Polakiem antagonistą. Tak bym się skłaniał ku. (Dobrze, że choc o kobzach
        rozumiemy się w pół słowa. :)

        To ciekawe spostrzerzenie, bo mi sie wydawalo, ze jest wrecz odwrotnie! To
        chyba kolejna rzecz, ktora musze przemyslec, na szczescie jak spojrzalem bede
        mial troche czasu... Kobza Rulezzzz !!!! :)
        >
        > Definicja to jest takie cuś, co opisuje inne cuś w taki sposób, że (co
        najmniej
        > ) dwie strony dysputy zgadzają się, że
        > cuś definiujące opisuje cuś definiowane w sposób zadowalający. Funkcjonalnie.
        Z tego wynika, ze wystarczy powiedziec "Nie zgadzam sie z ta definicja", albo
        tez "Ta definicja mnie nie zadowala", aby dany opis definicja byc przestal, czy
        tak?
        >
        > Ludziom nieznającym? Czyli dopuszczasz, że są ludzie, co muszą czytać u Hegla
        o co chodziło Freudowi albo na odwrót? Ja jednak śmiem podejrzewać (tym
        bardziej, że w co drugim domu Tatarkiewicz), że takich ludzi nie ma.

        Nic takiego nie sugerowalem. Pisalem, ze sa ludzie, ktorzy moga nie znac,
        dlatego spacer po miescie filozofii zawsze nalezy zaczynac od kosciola podstaw
        systemu. To zreszta jeden z nielicznych przypadkow, gdzie sprawdza sie
        Twoje "definiowac" i "precyzowac". Takoz i Tatarkiewicz...
        >
        > Ano na początek: czy dusza jest cielesna (np. ma masę)? Czy jest to
        anima, "duch ożywiający somę" - czyli czy jest dla ciała konieczna? czy raczej
        jest ona "przy ciele, obok ciała, równolegle z ciałem"?
        A coz to takiego? Definicja poprzez zapytanie? Zreszta nie wiem, czy dla
        definicji duszy jest wazne czy jest ona bytem fizycznym czy tylko astralnym,
        albo gdzie wzgledem ciala sie znajduje (nie znam bowiem definicji duszy dla
        ktorej warunkiem sin equa non istnienia byloby cialo)? Jezeli chodzi o pytanie
        2, to faktycznie istotne jest rozgraniczenie "daje zycie", czy "daje
        swiadomosc", itp., tylko ze to wszystko ani o krok nie przybliza nas do
        definicji, zwlaszcza wzgledem definicji definicji, ktora podales...

        > Czy Golem (ten od Dee'a, Kelleya, Pragi i Pana Samochodzika) miał (ma) duszę?
        On byl chyba raczej od jakiegos rabina, ale rozumiem o co Ci chodzi, zastanawia
        mnie tylko skad akurat ten przyklad. Tesknota za dziecinstwem?

        > NB co do religii: okazuje się, że pojęcia mają swoje fata tak samo jak
        libelli. Zdaje się, że w ostatnim SFInksie czytałem, że nowoczesne (czytaj:
        obecne) definicje religii nie wymagają już istnienia boga (Boga), wystarczy w
        religii istnienie wiary. Na tej zasadzie jako humista jestem religijny po
        pachy. Takoż nie podśmiechuj się z Jedi, nie podśmiechuj.
        >
        Jestem jak najdalszy od podsmiechiwania sie z jakichkolwiek tematow
        religijnych, szczerze mowiac to fakt istniena religii jako takiej mnie
        przeraza. A ze SFInksem (jesli to w nim czytales) zgadzam sie w 100%
        > Ja dzisiaj krócej, niestety, bo czas goni. Mnie goni precz od modemu. Będę
        odmodemowany do ósmego lutego bodaj.
        Nie jestes z PWC? Wszyscy znajomi stamtad nagle znikneli :((
        > Wytrwaj w wierze, krzepnij w argumentach, zbrój w logikę - a jak wrócę, to
        posprzątam ;)
        Czekam z utesknieniem ;)
        > Pa, pa, gaj :)
        I Tobie tez!
        • valkrissa O/T Epizod 13 10.02.03, 12:14
          Witam :) po feriach :(

          >> Ale zauważ, że nikt nam nie podpowiada: istnieje, nie istnieje. Albo nas nie czytają, albo nas mają gdzie inny
          system słoneczny nie dochodzi, albo kwestia jest nad wyraz skomplikowana.
          > Mysle,ze odpowiedz brzmi nie czytaja nas, bo maja nas itd. Ni kazdy ma czas i mozliwosc brac udzial w takiej
          dyskusji, jaka wlasnie prowadzimy, poza tym ciezko (wiem z doswiadczenia) jest wciac sie w srodek. Jak chcesz
          rozszerzyc nasza dyskusje, to moze powinnismy sprobowac zalozyc jakis kontrowersyjny watek (niestety
          tlumaczenie Lozinskiego nam chwilowo zablokowali, ale zostaje np. spiskowa teoria dziejow)

          No to ja tutaj Cię doprowadzę, a co mi tam, ku oświeceniu niejakiemu,
          www.washingtonpost.com/wp-dyn/articles/A45506-2002Jun13.html
          i dorzucę, że artykuł ten to na pewno spiskowa teoria astrologów. Nie od wczoraj wiadomo, że Washington Post jest
          ściśle powiązany z niejakim Łozińskim. Sądzisz, że to już wystarczająco kontrowersyjne? :)

          [...]
          > To ciekawe spostrzerzenie, bo mi sie wydawalo, ze jest wrecz odwrotnie! To chyba kolejna rzecz, która musze
          przemyslec, na szczescie jak spojrzalem bede mial troche czasu... Kobza Rulezzzz !!!! :)

          Rulezzz??? To ciekawe, bo mi sie wydawalo, ze jest wrecz odwrotnie! Tzn. że to Dudy Rule!

          >> Definicja to jest takie cuś, co opisuje inne cuś w taki sposób, że (co najmniej) dwie strony dysputy zgadzają się, że
          cuś definiujące opisuje cuś definiowane w sposób zadowalający. Funkcjonalnie.
          > Z tego wynika, ze wystarczy powiedziec "Nie zgadzam sie z ta definicja", albo tez "Ta definicja mnie nie zadowala",
          aby dany opis definicja byc przestal, czy tak?

          Tak.

          [...]
          >> Ano na początek: czy dusza jest cielesna (np. ma masę)? Czy jest to anima, "duch ożywiający somę" - czyli czy
          jest dla ciała konieczna? czy raczej jest ona "przy ciele, obok ciała, równolegle z ciałem"?
          > A coz to takiego? Definicja poprzez zapytanie? Zreszta nie wiem, czy dla definicji duszy jest wazne czy jest ona
          bytem fizycznym czy tylko astralnym, albo gdzie wzgledem ciala sie znajduje (nie znam bowiem definicji duszy dla
          ktorej warunkiem sin equa non istnienia byloby cialo)? Jezeli chodzi o pytanie 2, to faktycznie istotne jest
          rozgraniczenie "daje zycie", czy "daje swiadomosc", itp., tylko ze to wszystko ani o krok nie przybliza nas do definicji,
          zwlaszcza wzgledem definicji definicji, ktora podales�

          Ja nie definiuję przez zapytanie. Ja chcę ustalić jakieś założenia wstępne, co do których byśmy się zgodzili.
          Czy dusza jest cielesna (np. w takim aspekcie, że ma masę?) A jeśli jest, to czym się różni od ciała?
          Jeżeli dusza jest niecielesna, to czy i kiedy zgadzamy się, że jest w ogóle?

          >> Czy Golem (ten od Dee'a, Kelleya, Pragi i Pana Samochodzika) miał (ma) duszę?
          > On byl chyba raczej od jakiegos rabina, ale rozumiem o co Ci chodzi, zastanawia mnie tylko skad akurat ten
          przyklad. Tesknota za dziecinstwem?

          Oj, bardzo tęsknota.
          A o Golema w różnych wersjach (z płytką z hebrajską kabałą wkładaną a to pod język, a to w czółko a to jeszcze
          inaczej ożywianego) też nie bez kozery pytam. Czy płytka była duszą Golema, jego animą?

          [�]
          >> Ja dzisiaj krócej, niestety, bo czas goni. Mnie goni precz od modemu. Będę odmodemowany do ósmego lutego
          bodaj.
          > Nie jestes z PWC? Wszyscy znajomi stamtad nagle znikneli :((
          PWC? Poliwinylu chlorek? Piotr Whatever Cholewa? O cóż Ci chodzi?

          >>Wytrwaj w wierze, krzepnij w argumentach, zbrój w logikę - a jak wrócę, to posprzątam ;)
          > Czekam z utesknieniem ;)

          Doczekałeś się :)
          • Gość: Illain Re: O/T Epizod 13 IP: *.energis.pl 11.02.03, 12:02
            > Witam :) po feriach :(
            Ja nie mialem ferii :((( Byles na nartach?
            >
            > No to ja tutaj Cię doprowadzę, a co mi tam, ku oświeceniu niejakiemu,
            > [...]
            > i dorzucę, że artykuł ten to na pewno spiskowa teoria astrologów. Nie od
            wczoraj wiadomo, że Washington Post jest ściśle powiązany z niejakim Łozińskim.
            > Sądzisz, że to już wystarczająco kontrowersyjne? :)
            Ja pisalem powaznie... prawie ;) A co do wymienionego artykulu, to jest on
            typowym przykladem tego, co nazywam "pseudonaukowym belkotem". Jest to tez
            potwierdzenie mojej opinii, ze nauka w Ameryce (poza paroma wyjatkami) zostala
            doprowadzone do takiego absurdu jak ich system prawny - udowodnic mozna
            wszystko pod warunkiem zastosowania odpowiednio demagogicznej argumentacji.
            Widze w tym artykule 2 sprawy:
            1. Kompletny brak szacunku dla czytelnika gazety WP (to zupelnie jak
            Lozinski ;) - jak opisujemy cos naukowego to ci durnie nie zrozumieja, wiec
            przyblizmy im to, stosujac slownictwo wlasciwe do tego co wie kazdy np.
            nazwijmy uklad "solar system" to beda wiedzieli, ze chodzi o podobny do naszego
            (gwiazda dzienna + planety), a z gazowych olbrzymow od razu zrobmy "Jupitera",
            bo sie glupki pogubia w nastepnych linijkach... Tu jedynie drobna uwaga, ze
            czesto poprzez "uklad gwiezdny" Amerykanie rozumieja gwiazde podwojna, moglo
            wiec chodzic o jednoznacznosc, ale watpie, zeby chodzilo.
            2. Coraz bardziej popieprzone teorie naukowcow - nie chodzi juz o fakty, ale o
            to, zeby zalapac sie do publikacji wysnuwajac nawet najbardziej poronione
            teorie. I tak nikt nie bedzie ich weryfikowal, bo ma wlasne, czesto jeszcze
            glupsze, do opublikowania.
            >
            > Rulezzz??? To ciekawe, bo mi sie wydawalo, ze jest wrecz odwrotnie! Tzn. że to
            > Dudy Rule!
            Wedle zyczenia ;) A "Dude looks like a lady"
            >
            > >> Definicja to jest takie cuś, co opisuje inne cuś w taki sposób, że (co
            > najmniej) dwie strony dysputy zgadzają się, że
            > cuś definiujące opisuje cuś definiowane w sposób zadowalający. Funkcjonalnie.
            > > Z tego wynika, ze wystarczy powiedziec "Nie zgadzam sie z ta definicja", a
            > lbo tez "Ta definicja mnie nie zadowala",
            > aby dany opis definicja byc przestal, czy tak?
            >
            > Tak.
            Czyli, zebym juz byl pewny na 100%, jak napisze "nie zadowala mnie Twoja
            definicja definicji", to to co napisales definicja nie bedzie? A co to wtedy
            bedzie?
            >
            > Ja nie definiuję przez zapytanie. Ja chcę ustalić jakieś założenia wstępne, co
            > do których byśmy się zgodzili.
            > Czy dusza jest cielesna (np. w takim aspekcie, że ma masę?) A jeśli jest, to
            czym się różni od ciała?
            > Jeżeli dusza jest niecielesna, to czy i kiedy zgadzamy się, że jest w ogóle?
            Dobra. Ja to widze tak: dusza w sensie religijnym (jako cos danego od boga) nie
            istnieje, bo nie istnieje bog. Dusza w sensie naukowym (jako cos materialnego
            lub nie, ozywiajacego materie, lub nadajacego swiadomosc) istniec moze, ale na
            obecnym etapie wiedzy:
            a - nie da sie jej zdefiniowac
            b - nie da sie udowodnic jej istnienia/nieistnienia
            c - nie da sie udowodnic, ze nie mozna udowodnic jej istnienia/nieistnienia
            Dlatego mozna jedynie przyjac istnienie i cel istnienia duszy na wiare, oraz
            uzywac w dyskusji jako swoistego aksjomatu, pod warunkiem, ze wszystkie strony
            wierza w to samo, albo przekonanie o wlasciwosci swojego pogladu jest dyskusji
            celem.
            Niemniej zakladam, ze w przyszlosci naukowcy odkryja istnienie czegos (np. tfu!
            midichlorianow) co wywoluje zycie lub swiadomosc, i nazwa to dusza.
            >
            > A o Golema w różnych wersjach (z płytką z hebrajską kabałą wkładaną a to pod
            język, a to w czółko a to jeszcze inaczej ożywianego) też nie bez kozery pytam.
            > Czy płytka była duszą Golema, jeg o animą?
            Mysle, ze odpowiedz wyika z tego, co napisalem powyzej. Napisz czy byla dusza,
            czy nie, a ja dla dobra dyskusji uznam Twoj poglad, przez co stanie sie on
            definicja duszy.
            >
            > PWC? Poliwinylu chlorek? Piotr Whatever Cholewa? O cóż Ci chodzi?
            Jak nie wiesz, to nie jestes, znaczy sie nie bylo pytania.
            >
            > Doczekałeś się :)
            I dobrze! Tyle, ze w ciagu najblizszych tygodni bede mial problem z codziennym
            dostepem do netu, apeluje wiec o cierpliwosc! Bede odpowiadal!
            • valkrissa O/T Epizod 14 11.02.03, 12:57
              Gość portalu: Illain napisał(a):

              > > Witam :) po feriach :(
              > Ja nie mialem ferii :((( Byles na nartach?

              A ja napisałem, że miałem ferie? ;P Ja witałem po feriach np. Twoich. Ale skoro ni Twoich, ni moich, to tych dzieci z
              uiluś tam województw. Na nartach nie byłem nigdy w życiu, bo nie mam i nie umiem, przy czym pierwsze wynika z
              drugiego a drugie z pierwszego.

              [...]
              > A co do wymienionego artykulu, to jest on
              > typowym przykladem tego, co nazywam "pseudonaukowym belkotem".

              No, zadałem sobie trudu i wyszukałem jeszcze parę innych stron. Z Wolszczanem albo bez w tle. Planetrane,
              gwiezdne, solarne, słoneczne. Puściłem ten z Washington Post, bo myslałem, że Washington Postowi można
              wierzyć? Uważasz, że nie można? Czy poza nieporadnością (bełkotnością) formy stwierdzasz jednocześnie
              bełkotność odkrycia?
              [...]
              > Widze w tym artykule 2 sprawy:
              > 1. Kompletny brak szacunku dla czytelnika gazety WP (to zupelnie jak
              > Lozinski ;) - jak opisujemy cos naukowego to ci durnie nie zrozumieja, wiec
              > przyblizmy im to, stosujac slownictwo wlasciwe do tego co wie kazdy np.
              > nazwijmy uklad "solar system" to beda wiedzieli, ze chodzi o podobny do naszego

              Hm, ale czy to trochę nie zahacza o to, że "inni durnie" nie zrozumieją Hegla, więc przybliżmy im spacer po mieście
              filozofii, czy jakże to tam ładnie ująłeś, od Freuda, to się z grubsza pokapują o co chodzi?

              [...]
              > 2. Coraz bardziej popieprzone teorie naukowcow - nie chodzi juz o fakty, ale o
              > to, zeby zalapac sie do publikacji wysnuwajac nawet najbardziej poronione
              > teorie. I tak nikt nie bedzie ich weryfikowal, bo ma wlasne, czesto jeszcze glupsze, do opublikowania.

              Hm, czyli jak perpetuum morbidile. A gdzie niewidzialna ręka rynku konsumentów tych bełkopublikacji? ;)

              > > Rulezzz??? To ciekawe, bo mi sie wydawalo, ze jest wrecz odwrotnie! Tzn. że to Dudy Rule!
              > Wedle zyczenia ;) A "Dude looks like a lady"
              And Labuda like a lady or a duda?

              [...]
              > > > Z tego wynika, ze wystarczy powiedziec "Nie zgadzam sie z ta definicja", a
              > > lbo tez "Ta definicja mnie nie zadowala",
              > > aby dany opis definicja byc przestal, czy tak?
              > > Tak.
              > Czyli, zebym juz byl pewny na 100%, jak napisze "nie zadowala mnie Twoja
              > definicja definicji", to to co napisales definicja nie bedzie? A co to wtedy bedzie?

              Propozycja definicji. Nieprzyjęta, ściślej biorąc.

              [...]
              > Dobra. Ja to widze tak: dusza w sensie religijnym (jako cos danego od boga) nie
              > istnieje, bo nie istnieje bog. Dusza w sensie naukowym (jako cos materialnego
              > lub nie, ozywiajacego materie, lub nadajacego swiadomosc) istniec moze, ale na
              > obecnym etapie wiedzy:
              > a - nie da sie jej zdefiniowac
              > b - nie da sie udowodnic jej istnienia/nieistnienia
              > c - nie da sie udowodnic, ze nie mozna udowodnic jej istnienia/nieistnienia
              > Dlatego mozna jedynie przyjac istnienie i cel istnienia duszy na wiare, oraz
              > uzywac w dyskusji jako swoistego aksjomatu, pod warunkiem, ze wszystkie strony
              > wierza w to samo, albo przekonanie o wlasciwosci swojego pogladu jest dyskusji celem.
              > Niemniej zakladam, ze w przyszlosci naukowcy odkryja istnienie czegos (np. tfu!
              > midichlorianow) co wywoluje zycie lub swiadomosc, i nazwa to dusza.

              Aspektu religijnego w ogole nie biorę pod uwagę, bo nie jest naukowy. (Wbrew temu, co mogą myśleć teologowie.)
              W skrócie: jeśli dusza ma masę, to nie wyróżniam jej osobnym nomenem "dusza", tylko uparcie uznaję ją za ciało (a
              ściślej za część ciała). Czy ta część po śmierci "reszty ciała" unosi się do jakiegoś nieba czy nie - nie jest
              przedmiotem do dyskusji - jako że z chwilą śmierci "reszty" przestaje funkcjonować świadomość (od duszy w
              ramach świadomości /osobowości zaczęliśmy).
              Natomiast, jeśli dusza nie ma masy, to nie istnieje.

              > > A o Golema w różnych wersjach (z płytką z hebrajską kabałą wkładaną a to pod
              > język, a to w czółko a to jeszcze inaczej ożywianego) też nie bez kozery pytam.
              > > Czy płytka była duszą Golema, jeg o animą?
              > Mysle, ze odpowiedz wyika z tego, co napisalem powyzej. Napisz czy byla dusza,
              > czy nie, a ja dla dobra dyskusji uznam Twoj poglad, przez co stanie sie on
              > definicja duszy.

              Dusza by to była - co najwyżej w znaczeniu - organ powołujący / przywołujący do życia. Równie ważna zatem jak
              np. mózg (Golem miał mózg?), bardziej niż nerka czy jądro (Giolem miał...itd?)

              > > PWC? Poliwinylu chlorek? Piotr Whatever Cholewa? O cóż Ci chodzi?
              > Jak nie wiesz, to nie jestes, znaczy sie nie bylo pytania.
              Politechnika WroCławska? Czuję się, jakbym grał w masterminda, he.

              > > Doczekałeś się :)
              > I dobrze! Tyle, ze w ciagu najblizszych tygodni bede mial problem z codziennym
              > dostepem do netu, apeluje wiec o cierpliwosc! Bede odpowiadal!

              Będę czekał!

              PS. Ufam, że pamiętasz, że to Ty (a nie ja) notujesz gdzieś listę tematów jeszcze nieomówionych i kwestii
              niezaklepanych? Jak się nam zaczną posty skracać, to przypominaj, zadrażniaj...
              • Gość: Illain Re: O/T Epizod 14 IP: *.energis.pl 14.02.03, 10:19
                > A ja napisałem, że miałem ferie? ;P Ja witałem po feriach np. Twoich. Ale
                skoro ni Twoich, ni moich, to tych dzieci z uiluś tam województw. Na nartach
                nie byłem nigdy w życiu, bo nie mam i nie umiem, przy czym pierwsze wynika z
                > drugiego a drugie z pierwszego.
                Jezeli witasz "po feriach" mnie konkretnie (z w koncu zawlaszczylismy ten watek
                na wylacznosc, wiec kogo niby mialbys witac?), to, skoro ja nic wczesniej o
                feriach nie pisalem, to uprawnione jest zalozenie, ze Ty na feriach byles. Na
                drugi raz witaj "po powrocie" albo jakos tak i nieporozumien nie bedzie ;)
                >
                > [...]
                > No, zadałem sobie trudu i wyszukałem jeszcze parę innych stron. Z Wolszczanem
                albo bez w tle. Planetrane, gwiezdne, solarne, słoneczne. Puściłem ten z
                Washington Post, bo myslałem, że Washington Postowi można
                > wierzyć? Uważasz, że nie można?
                Jest to gazeta, a wiec mozna jej wierzyc tak samo jak dowolnej innej gazecie na
                swiecie, z pominieciem brukowcow, ktorym wierzyc nie mozna wogole.

                > Czy poza nieporadnością (bełkotnością) formy stwierdzasz jednocześnie
                > bełkotność odkrycia?
                Forma wcale nie wydaje mi sie belkotliwa. Raczej nawet precyzyjna. Chodzilo mi
                o olewanie czytelnikow. Nie wnikam w istnienie nowo odkrytego ukladu, nawet nie
                rozumiem tego poziomu fizyki, belkotem nazwalem te dalsze wypowiedzi o Jowiszu.
                Ale jak juz jestesmy przy temacie, to nie widzialem nigdzie dowodu, ze w innych
                ukladach (gwiezdnych/planetarnych/slonecznych itd.) obowiazuje ta sama fizyka
                co w naszym...
                [...]
                > Hm, ale czy to trochę nie zahacza o to, że "inni durnie" nie zrozumieją Hegla,
                > więc przybliżmy im spacer po mieście filozofii, czy jakże to tam ładnie
                ująłeś, od Freuda, to się z grubsza pokapują o co chodzi?
                >
                Moze i zachacza, tyle ze ja nie jestem dziennikarzem, a za moje wypowiedzi nikt
                mi nie placi.
                > [...]
                > Hm, czyli jak perpetuum morbidile. A gdzie niewidzialna ręka rynku konsumentów
                > tych bełkopublikacji? ;)
                Najwiekszym osiagnieciem mediow jest to, ze ludzie im wierza. Przypomina mi sie
                od razu drugi film o Puchatku ("mozg nie pomogl jeszcze nigdy mi, po co go wiec
                nosze nie wiem sam, starczy to co na papierze mam!")
                >
                > > > Rulezzz??? To ciekawe, bo mi sie wydawalo, ze jest wrecz odwrotnie! T
                > zn. że to Dudy Rule!
                > > Wedle zyczenia ;) A "Dude looks like a lady"
                > And Labuda like a lady or a duda?
                Oh, duda day ;)
                >
                > [...]
                > Aspektu religijnego w ogole nie biorę pod uwagę, bo nie jest naukowy. (Wbrew
                temu, co mogą myśleć teologowie.) W skrócie: jeśli dusza ma masę, to nie
                wyróżniam jej osobnym nomenem "dusza", tylko uparcie uznaję ją za ciało (a
                > ściślej za część ciała). Czy ta część po śmierci "reszty ciała" unosi się do
                ja kiegoś nieba czy nie - nie jest przedmiotem do dyskusji - jako że z chwilą
                śmierci "reszty" przestaje funkcjonować świadomość (od duszy w ramach
                świadomości /osobowości zaczęliśmy).
                > Natomiast, jeśli dusza nie ma masy, to nie istnieje.

                A gdyby byla energia, tzn. wykazywala nature czasteczkowo/falowa???
                > [...] - o Golemie
                > Dusza by to była - co najwyżej w znaczeniu - organ powołujący / przywołujący
                do życia. Równie ważna zatem jak np. mózg (Golem miał mózg?), bardziej niż
                nerka czy jądro (Giolem miał...itd?)
                Golem w tym rozumieniu byl typowym robotem. Z materii nieozywionej stworzono
                humanoida, ktory po zaladowaniu programu mogl wykonywac pewne czynnosci. We
                wspolczesnej literaturze SF spotyka sie golemy obdarzone pewnego rodzaju
                swiadomoscia, ale jest to kwestia czarodziejskiego zaladowania osobowosci
                stworcy, wiec tez moglibysmy przyjac, ze jest to program.
                >
                > Politechnika WroCławska? Czuję się, jakbym grał w masterminda, he.
                Nie bede Ci psul zabawy, probuj dalej ;)
                >
                > PS. Ufam, że pamiętasz, że to Ty (a nie ja) notujesz gdzieś listę tematów
                jeszcze nieomówionych i kwestii niezaklepanych? Jak się nam zaczną posty
                skracać, to przypominaj, zadrażniaj...
                Pamietam, a na dzisiaj przgotowalem Frankensteina w aspekcie swiadomosci. Otoz
                jezeli przjac wyznawana przeze mnie teorie swiadomosci, to mozg jest pamiecia
                typu RAM, tzn informacja w nim zawarta musi byc odswiezana (tak, wiem ze random
                access memory oznacza co innego, ale proponuje taka definicje). Po smierci
                osobnika, po jakims czasie cala ta informacja zanika. Tak wiec Franek,
                korzystajacy z mozgu trupa, musial miec swiadomosc oparta tylko o
                podswiadomosc, tzn. po "narodzinach" byl wyposazony wylacznie w atawizmy, chuci
                i (choc tego nie jestem pewien) w odruchy wlasciwe dla noworodka. W procesie
                poznawczym i edukacyjnym zaczela mu sie pojawiac nadbudowa, wlasciwa dla niego,
                a nie poprzedniego nosiciela mozgu, natomist wplyw podswiadomosci byl sterowany
                przez gruczoly dokrewne i inne rzeczy, pobrane byly od innych dawcow, a wiec
                byly rowniez inne niz dawcy mozgu. Na tej samej zasadzie uklady nerwowe inaczej
                sterowaly poszczegolnymi skladowymi organizmu. Dlatego Franek byl kompletnie
                nowym, stworzonym od zera osobnikiem z kompletnie nowa swiadomoscia.
                Pzdr
    • valkrissa O/T Epizod 15 14.02.03, 13:12
      Gość portalu: Illain napisał(a):
      > Jezeli witasz "po feriach" mnie konkretnie (z w koncu zawlaszczylismy ten watek
      > na wylacznosc, wiec kogo niby mialbys witac?), to, skoro ja nic wczesniej o
      > feriach nie pisalem, to uprawnione jest zalozenie, ze Ty na feriach byles.
      Niekoniecznie. Ze zdania "witam Cię po feriach" oznacza, że witam Ciebie oraz że były ferie. Ferie
      obiektywne ;) Podobnie mógłbym powiedzieć "witam Cię po wynalezieniu druku", "witam Cię po środzie".
      (No pewnie, że wywijam kota ogonem, ale z jaką gracją ;))

      [...]
      > Washington Post, bo myslałem, że Washington Postowi można wierzyć? Uważasz, że nie można?
      > Jest to gazeta, a wiec mozna jej wierzyc tak samo jak dowolnej innej gazecie na
      > swiecie, z pominieciem brukowcow, ktorym wierzyc nie mozna wogole.
      No ja tam graduję. Widziałem różnice między pismami Komputer i Bajtek (niebrukowcami). Zajmowały
      się tym samym, ale z Komputera odczytywałem lepsze podpowiedzi do gier i sztuczki z peek i poke. Dyć
      jest różnica między Trybuną a GW. Ba, nawet między Polityką a Wprost jest.

      [...]
      > Ale jak juz jestesmy przy temacie, to nie widzialem nigdzie dowodu, ze w innych
      > ukladach (gwiezdnych/planetarnych/slonecznych itd.) obowiazuje ta sama fizyka co w naszym...
      Ale: "nie widziałem, jaka szkoda" czy "nie widziałem, więc inne systemy solarne nie istnieją"?

      [...]
      > Najwiekszym osiagnieciem mediow jest to, ze ludzie im wierza. Przypomina mi sie
      > od razu drugi film o Puchatku ("mozg nie pomogl jeszcze nigdy mi, po co go wiec
      > nosze nie wiem sam, starczy to co na papierze mam!")
      Ale to Gopher twierdził, tak? (Słabo przypomina mi się kaseta audio z Puchatkiem.)
      www.lavasurfer.com/pooh-faq9.html
      [...]
      > > Natomiast, jeśli dusza nie ma masy, to nie istnieje.
      > A gdyby byla energia, tzn. wykazywala nature czasteczkowo/falowa???
      Systemów z antymasami, masami ujemnymi czy innymi quasimasami nie biorę pod uwagę. Dlatego, że
      dopuszczam tylko binarną możliwość dla duszy: (0) ma masę zerową lub (1) ma masę dodatnią. Jeśli
      zerową: nie istnieje. (Bodaj de la Mettrie twierdził, że dusza ożywia i porusza ciałem ale żeby to czynić
      sama jest ciałem. Wśród pięciu hebrajskich rodzajów dusz jest jakaś cielesna AFAIR. Niejaki (chyba)
      Watson w książce Biologia śmierci pisze o obliczeniu masy duszy. Ktoś ważył ciała "schodzące z tego
      świata", i one chudły o ileś tam miligrama.)

      [...]
      > Golem w tym rozumieniu byl typowym robotem. Z materii nieozywionej stworzono
      > humanoida, ktory po zaladowaniu programu mogl wykonywac pewne czynnosci. We
      > wspolczesnej literaturze SF spotyka sie golemy obdarzone pewnego rodzaju
      > swiadomoscia, ale jest to kwestia czarodziejskiego zaladowania osobowosci
      > stworcy, wiec tez moglibysmy przyjac, ze jest to program.
      Bardzo ładny opis. A wzbraniałeś się przed dyskusją czy cyborgi mają duszę :)

      > > Politechnika WroCławska? Czuję się, jakbym grał w masterminda, he.
      > Nie bede Ci psul zabawy, probuj dalej ;)
      Price Waterhouse Cooper?

      > Pamietam, a na dzisiaj przgotowalem Frankensteina w aspekcie swiadomosci. Otoz
      > jezeli przjac wyznawana przeze mnie teorie swiadomosci, to mozg jest pamiecia
      > typu RAM, tzn informacja w nim zawarta musi byc odswiezana (tak, wiem ze random
      > access memory oznacza co innego, ale proponuje taka definicje). Po smierci
      > osobnika, po jakims czasie cala ta informacja zanika. Tak wiec Franek,
      > korzystajacy z mozgu trupa, musial miec swiadomosc oparta tylko o
      > podswiadomosc, tzn. po "narodzinach" byl wyposazony wylacznie w atawizmy, chuci
      > i (choc tego nie jestem pewien) w odruchy wlasciwe dla noworodka. W procesie
      > poznawczym i edukacyjnym zaczela mu sie pojawiac nadbudowa, wlasciwa dla niego,
      > a nie poprzedniego nosiciela mozgu, natomist wplyw podswiadomosci byl sterowany
      > przez gruczoly dokrewne i inne rzeczy, pobrane byly od innych dawcow, a wiec
      > byly rowniez inne niz dawcy mozgu. Na tej samej zasadzie uklady nerwowe inaczej
      > sterowaly poszczegolnymi skladowymi organizmu. Dlatego Franek byl kompletnie
      > nowym, stworzonym od zera osobnikiem z kompletnie nowa swiadomoscia.

      Syćko piknie. Ale ten mózg chyba całkiem nie umarł? Czy gdyby całkiem umarł możliwe byłoby
      "Frankowanie" osobnika? Skąd wiesz, że trzeba było odświeżać mu RAM? (Czy przez "odświeżać
      informacje" miałeś na myśli "ładować od nowa pliki z informacjami po formatowaniu" czy raczej
      "wprowadzać poprawki w istniejących plikach"?)
      W zasadzie to przecież obaj zgadzamy się, że świadomość Franka była nowa. (Lekki dowód: gdyby nie
      była, byłby zbójem, tym zbójem , którym był dawca mózgu.) Różnica jest chyba tu: ja twierdzę, że ciało było
      to samo -a Ty twierdzisz, że nowe? A twierdzę, że ciało to samo, bo uznaję, że tego jest ciało, czyja głowa
      z mózgiem.

      (Tu przypomina się nagle jakiś staaaare pismo komiksowe, Alfa się nazywało?�Na ostatnich stronach
      był komiks o jakiejś kobiecie, której doszyli (omal że nitką, widziałem ślady cerowania) głowę do innego
      ciała�Technologię doszywania głowy wymyślił jakiś profesor, zdaje się że ojciec kobiety. Potem
      szwarccharakter chciał przypisać sobie sławę profesora, więc w piwnicy obciął mu wszystko poza głową,
      którą wsadził do jakiejś owodni z drucikami�Hm, kojarzysz takie coś może?)
      • Gość: Illain Re: O/T Epizod 15 IP: *.energis.pl 14.02.03, 14:01
        > (No pewnie, że wywijam kota ogonem, ale z jaką gracją ;))
        ;)
        > [...]
        > No ja tam graduję. Widziałem różnice między pismami Komputer i Bajtek
        (niebrukowcami). Zajmowały się tym samym, ale z Komputera odczytywałem lepsze
        podpowiedzi do gier i sztuczki z peek i poke. Dyć jest różnica między Trybuną a
        GW. Ba, nawet między Polityką a Wprost jest.
        Komputer i Bajtek nie byly w potocznym rozumieniu tego slowa gazetami.
        Nalezaloby je okreslic raczej jako czasopisma branzowe. A co do roznic w
        pozostalych wymienionych tytulach, to oswiec mnie jakie widzisz w kwestii
        wiarygodnosci - bo ja zadnych.
        >
        > [...]
        > Ale: "nie widziałem, jaka szkoda" czy "nie widziałem, więc inne systemy
        solarne nie istnieją"?
        Nie widzialem dowodu na zasady w nich obowiazujace, tzn. ze moga faktycznie nie
        istniec, przynajmniej w czesci, ale nie traktuje tego w kategoriach "szkoda"
        >
        > [...]
        > Ale to Gopher twierdził, tak? (Słabo przypomina mi się kaseta audio z
        Puchatkiem.)

        Krolik

        > [...]
        > > > Natomiast, jeśli dusza nie ma masy, to nie istnieje.
        > > A gdyby byla energia, tzn. wykazywala nature czasteczkowo/falowa???
        > Systemów z antymasami, masami ujemnymi czy innymi quasimasami nie biorę pod
        uwagę. Dlatego, że dopuszczam tylko binarną możliwość dla duszy: (0) ma masę
        zerową lub (1) ma masę dodatnią. Jeśli zerową: nie istnieje. (Bodaj de la
        Mettrie twierdził, że dusza ożywia i porusza ciałem ale żeby to czynić
        > sama jest ciałem. Wśród pięciu hebrajskich rodzajów dusz jest jakaś cielesna
        AFAIR. Niejaki (chyba) Watson w książce Biologia śmierci pisze o obliczeniu
        masy duszy. Ktoś ważył cia ła "schodzące z tego świata", i one chudły o ileś
        tam miligrama.)
        Zamiast zalewac mnie potokiem slow, zastanowilbys sie o co pytam - energia jest
        rownoczesnie czasteczka i fala i jako taka ma i rownoczesnie nie ma masy. A
        jezeli dusza jest energia???
        A co do wazenia sprawa jest od dawna wyjasniona.
        >
        > [...]
        > Bardzo ładny opis. A wzbraniałeś się przed dyskusją czy cyborgi mają duszę :)
        Ja??????
        >
        > Price Waterhouse Cooper?
        Bingo!
        >
        > Syćko piknie. Ale ten mózg chyba całkiem nie umarł? Czy gdyby całkiem umarł
        możliwe byłoby "Frankowanie" osobnika?
        Tak
        > Skąd wiesz, że trzeba było odświeżać mu RAM?
        Nie rozumiem pytania.
        (Czy przez "odświeżać informacje" miałeś na myśli "ładować od nowa pliki z
        informacjami po formatowaniu"
        Tak
        > czy raczej "wprowadzać poprawki w istniejących plikach"?)
        Nie
        > W zasadzie to przecież obaj zgadzamy się, że świadomość Franka była nowa.
        (Lekki dowód: gdyby nie była, byłby zbójem, tym zbójem , którym był dawca
        mózgu.) Różnica jest chyba tu: ja twierdzę, że ciało było to samo -a Ty
        twierdzisz, że nowe? A twierdzę, że ciało to samo, bo uznaję, że tego jest
        ciało, czyja głowa z mózgiem.

        A ja uznaje, ze czlowiek jest polaczeniem ciala i mozgu. Zarowno przeszczep
        ciala jak i przeszczep mozgu tworzy nowego czlowieka, choc w tym drugim
        przypadku moze on zachowac wspomnienia poprzedniego nosiciela mozgu.
        >
        > (Tu przypomina się nagle jakiś staaaare pismo komiksowe, Alfa się nazywało?�Na
        > ostatnich stronach był komiks o jakiejś kobiecie, której doszyli (omal że
        nitką, widziałem ślady cerowania) głowę do innego
        > ciała�Technologię doszywania głowy wymyślił jakiś profesor, zdaje się że
        ojciec kobiety. Potem szwarccharakter chciał przypisać sobie sławę profesora,
        więc w piwnicy obciął mu wszystko poza głową, którą wsadził do jakiejś owodni z
        drucikami�Hm, kojarzysz takie coś może?)
        Kojarze. To bylo na podstawie opowiadania. Powinienem gdzies ten komiks miec,
        jak znajde to podam Ci wiecej informacji.

        PS. Zauwaz, ze jak w poniedzialek napiszesz "witam po weekendzie" to bedzie
        jednoznacznie - obaj mamy weekend, podczas ktorego wypoczynku zycze
        • valkrissa O/T Epizod 16 14.02.03, 14:50
          Gość portalu: Illain napisał(a):
          [...]
          > A co do roznic w pozostalych wymienionych tytulach, to oswiec mnie jakie widzisz w kwestii
          wiarygodnosci - bo ja zadnych.
          Hm, jako że nagie fakty nie przychodzą mi na zawołanie, muszę odwołać się do "metafizyki": _wolę_
          Politykę od Wprost. Nie wynika to z ewentualnych różnic w ilości stron. Może trochę z różnic
          warsztatowych
          Najbardziej z różnic w napastliwości i upolitycznieniu. Wyczuwam je podskórnie raczej�Jeśli chodzi o
          sprawy pozapolityczne, np. naukowe, mogę wyobrazić sobie artykuł w gazecie X "sklonowano Dolly [tu
          szczegółowy opis]", gazecie Y "sklonowano Dolly [tu opis pobieżny], w gazecie Z "sklonowano Dolly [tu
          piktorial z owcami]".

          > > [...]
          > > Ale to Gopher twierdził, tak? (Słabo przypomina mi się kaseta audio z Puchatkiem.)
          > Krolik
          A na kasecie to chyba jednak ten stwór podziemny śpiewał: "co podano drukiem, to ma sens"�

          [...]
          > Zamiast zalewac mnie potokiem slow, zastanowilbys sie o co pytam - energia jest
          > rownoczesnie czasteczka i fala i jako taka ma i rownoczesnie nie ma masy. A jezeli dusza jest
          > energia???
          Zalewam cię tym, co czytałem ze zrozumieniem. Zdania, że coś równocześnie ma masę i jej nie ma,
          natomiast nie rozumiem (*). Bardzo słabiutki i kruchutki jestem z fizyki. Już odpowiadam: wtedy dusza
          równocześnie jest i nie jest.
          (*) A czy to są stany jednoczesne czy naprzemienne [manie i niemanie masy]?

          > A co do wazenia sprawa jest od dawna wyjasniona.
          Tak?

          [...]
          > > Bardzo ładny opis. A wzbraniałeś się przed dyskusją czy cyborgi mają duszę :)
          > Ja??????
          Przepraszam, mylło mi się. Stanowczo nie chciałeś dyskutować czy cyborgi mają świadomość.

          > > Price Waterhouse Cooper?
          > Bingo!
          Tylko że niczego nie wygrałem ;(

          > > W zasadzie to przecież obaj zgadzamy się, że świadomość Franka była nowa.
          > > Różnica jest chyba tu: ja twierdzę, że ciało było to samo -a Ty twierdzisz, że nowe?
          > > A twierdzę, że ciało to samo, bo uznaję, że tego jest ciało, czyja głowa z mózgiem.
          > A ja uznaje, ze czlowiek jest polaczeniem ciala i mozgu. Zarowno przeszczep
          > ciala jak i przeszczep mozgu tworzy nowego czlowieka, choc w tym drugim
          > przypadku moze on zachowac wspomnienia poprzedniego nosiciela mozgu.
          To ja też uznaję. Tylko dla mnie głowa z mózgiem jest na tyle samodzielna (hm, autokefaliczna?) że
          doczepienie do głowy z mózgiem całej reszty nie oznacza tworzenie nowego ciała (a dalej człowieka).
          Dlatego pytałem (o nieszczęsny) jak rozumieć ciało. Np.: czy człek z przeszczepioną wątrobą, sztuczną
          ręką ma to samo czy inne ciało?

          [...]
          > Kojarze. To bylo na podstawie opowiadania. Powinienem gdzies ten komiks miec,
          > jak znajde to podam Ci wiecej informacji.
          Ja komiks też gdzieś mam. Będę współszukał.

          > PS. Zauwaz, ze jak w poniedzialek napiszesz "witam po weekendzie" to bedzie
          > jednoznacznie - obaj mamy weekend, podczas ktorego wypoczynku zycze
          Będzie jednoznaczne, że witam. I będzie prawdziwe, że po weekendzie. Ale nie będzie jednoznaczne, po
          którym. Życzę więc hurtem, zaprzeszle i w przyszłość, ze szczególnym naciskiem na najbliższy :)
          • Gość: Illain Re: O/T Epizod 16 IP: *.energis.pl 17.02.03, 09:56
            > [...]
            > > A co do roznic w pozostalych wymienionych tytulach, to oswiec mnie jakie w
            > idzisz w kwestii wiarygodnosci - bo ja zadnych.
            > Hm, jako że nagie fakty nie przychodzą mi na zawołanie, muszę odwołać się
            do "metafizyki": _wolę_ Politykę od Wprost. Nie wynika to z ewentualnych różnic
            w ilości stron. Może trochę z różnic warsztatowych
            > Najbardziej z różnic w napastliwości i upolitycznieniu.
            Wiadomo, ze kazdy lubi co innego, na ten przyklad jedni Michnika, drudzy
            Urbana, a jeszcze inni Wolka. Ale ja pytalem o wiarygodnosc. Czy znasz gazete,
            ktora nie uzywa kaczek dziennikarskich (zwanych spamami, albo zgodnie z
            zasadami poprawnosci politycznej - faktami medialnymi), niesprawdzonych
            informacji, jednostronnego sprawdzania informacji, robienia sensacji z byle
            czego, itd. itp. Wiem, ze w jednych gazetach takie rzeczy zdarzaja sie
            czesciej, w innych rzadziej, ale zadna nie jest od nich wolna. Dlatego media po
            prostu nie sa wiarygodne, bo nie mozesz miec pewnosci co do zadnej
            przedstawionej w nich informacji. Wszystkie sa takze tendencyjne, nawet jezeli
            nie wprost, to zgodnie z zasadami polityki...

            > > > [...]
            > > > Ale to Gopher twierdził, tak? (Słabo przypomina mi się kaseta audio z
            > Puchatkiem.)
            > > Krolik
            > A na kasecie to chyba jednak ten stwór podziemny śpiewał: "co podano drukiem,
            t o ma sens"
            >
            Nie wiem jaka masz kasete audio, le w filmie to byl krolik, a w ksiazce jak
            wiadomo "I tak go nie ma"
            > [...]
            > > Zamiast zalewac mnie potokiem slow, zastanowilbys sie o co pytam - energia
            > jest rownoczesnie czasteczka i fala i jako taka ma i rownoczesnie nie ma
            masy. A jezeli dusza jest energia???
            > Zalewam cię tym, co czytałem ze zrozumieniem. Zdania, że coś równocześnie ma
            masę i jej nie ma, natomiast nie rozumiem (*). Bardzo słabiutki i kruchutki
            jestem z fizyki. Już o dpowiadam: wtedy dusza równocześnie jest i nie jest.
            > (*) A czy to są stany jednoczesne czy naprzemienne [manie i niemanie masy]?

            Sluchaj nie bede naprawde Ci robil wykladu z fizyki, nie czuje sie do tego
            powolany i nie umiem terminow fizycznych objasniac wystarczajaco dobrze.
            Proponuje podrecznik, lub jakis forum mlodych naukowcow :( Sprawa nie jest
            zwiazana z maniem i nie maniem masy, tylko z natura energii jako takiej. Jezeli
            dusza jest energia, to moze istniec fizycznie, ale masy nie miec itd.
            >
            > > A co do wazenia sprawa jest od dawna wyjasniona.
            > Tak?
            Tak! Przemiany jakim ulega organizm w po smierci powoduja systematyczne
            zmniejszanie jego masy zaczynajace sie w zasadzie juz przed zgonem. Ma to jakis
            zwiazek z przemiana materii...
            >
            > Tylko że niczego nie wygrałem ;(
            Nie trac nadzieji, moze dostaniesz talon na balon...
            >
            > > > W zasadzie to przecież obaj zgadzamy się, że świadomość Franka była n
            > owa.
            > > > Różnica jest chyba tu: ja twierdzę, że ciało było to samo -a Ty twier
            > dzisz, że nowe?
            > > > A twierdzę, że ciało to samo, bo uznaję, że tego jest ciało, czyja gł
            > owa z mózgiem.
            > > A ja uznaje, ze czlowiek jest polaczeniem ciala i mozgu. Zarowno przeszcze
            > p ciala jak i przeszczep mozgu tworzy nowego czlowieka, choc w tym drugim
            > > przypadku moze on zachowac wspomnienia poprzedniego nosiciela mozgu.
            > To ja też uznaję. Tylko dla mnie głowa z mózgiem jest na tyle samodzielna (hm,
            > autokefaliczna?) że doczepienie do głowy z mózgiem całej reszty nie oznacza
            tworzenie nowego ciała (a dalej człowieka).
            > Dlatego pytałem (o nieszczęsny) jak rozumieć ciało. Np.: czy człek z
            przeszczepioną wątrobą, sztuczną ręką ma to samo czy inne ciało?
            >
            Mysle, ze mozna to traktowac statystycznie. Do pewnego poziomu przemian (np.
            przeszczep pojedynczych organow z wyjatkiem mozgu) cialo zostaje to samo, gdyz
            przeszczepiony organ wdraza sie do istnienia w "gotowym" organizmie. Gdy
            organow jest wiecej, lub sa szczegolnie istotne (mozg?), to organizm sie do
            nich dostosowuje i wtedy mozna mowic o nowym ciele. Podobnie zreszta widze
            stosunki spoleczne - przychodzac do nowej pracy dostosowujesz sie do zastanych
            ukladow, jezeli nie jestes jednostka wybitnie dominujaca. Jezeli jestes, to
            firma podporzadkuje sie Tobie, lub Cie odrzuci. W pierwszym przypadku powstanie
            nowa grupa, w drugim przypadku pozostanie stara. P przyjsciu wiekszej ilosci
            ludzi grupa zawsze bedzie nowa.
            Od razu wyjasnie (nauczony doswiadczeniem), ze nie da sie okreslic ilosci
            osobnikow jaka jest potrzebna w sztukach, pojecia grupy (malej lub duzej),
            ilosci (wiekszej lub mniejszej) itp. nalezy traktowac socjologicznie.
            > [...]
            > Będzie jednoznaczne, że witam. I będzie prawdziwe, że po weekendzie. Ale nie
            będzie jednoznaczne, po którym. Życzę więc hurtem, zaprzeszle i w przyszłość,
            ze szczególnym naciskiem na najbliższy :)

            A ja mysle, ze bedzie jednoznaczne. Niedawno Miodek wypowiadal sie, ze jezeli
            wspominamy jakies zdarzenie, to domyslnie odwolujemy sie do najblizszego w
            czasie, ktore dotknelo nas bezporednio (np. "przed wojna" domyslnie oznacza w
            Polsce "przed II wojna swiatowa", a nie "przed wojna w Zatoce" czy "przed wojna
            rosyjsko-japonska"). "Bezposrednio" tez nalezy rozumiec w sensie spolecznym
            (ach, ta nadbudowa!). "Po weekendzie" dla dwoch Polakow zyjacych w kregu
            kulturowym cywilizacji zachodniej (a w takim zyjemy) musi oznaczac "po
            ostatniej sobocie/niedzieli wzgledem daty wypowiedzi", a dopiero majac na mysli
            inne weekendy nalezaloby dojasniac.
            Na koniec dodam, ze Bralczyk wspominal kiedys niezrozumienie zasad rzadzacych
            wlasnym jezykiem moze miec podloze chorobowe lub patologiczne ;)
            Rowniez zycze!
            • valkrissa O/T Epizod 17 17.02.03, 11:42
              Gość portalu: Illain napisał(a):
              > Ale ja pytalem o wiarygodnosc. Czy znasz gazete, ktora nie uzywa kaczek dziennikarskich
              Tak, wiarygodność można mierzyć ilością kaczek. Ale _także_ sposobem podania informacji. Między
              kaczką (kłamstwem, zmyśliną) a faktem (prawdą) jest wiele odcieni dziennikarskiej wiarygodności.
              [...]
              > Wiem, ze w jednych gazetach takie rzeczy zdarzaja sie
              > czesciej, w innych rzadziej, ale zadna nie jest od nich wolna. Dlatego media po
              > prostu nie sa wiarygodne, bo nie mozesz miec pewnosci co do zadnej
              Pewności - nie, ale można szukać źródeł, w którym niepewność jest mniejsza niż gdzie indziej. To jak z
              głosowaniem. Nie startuje UPR, to szukam partii mu najbliższej. Albo z lekami
              • Gość: Illain Re: O/T Epizod 17 IP: *.energis.pl 17.02.03, 14:36
                O gazetach - niestety tez je czytuje (niestety - bo brak alternatywy). Probuje
                filtrowac zdroworozsadkowo, a przede wszystkim operajac sie na masowce (tzn.
                powtorzeniach w innych mediach) i starajac sie za bardzo nie wierzyc, dopoki
                komunikat nie przetrwa proby czasu
                > [...]
                > To jak z głosowaniem. Nie startuje UPR, to szukam partii mu najbliższej. Albo
                > z lekami - wszystkie mają skutki uboczne, ale to nie znaczy, żeby nie brać.
                Wszystko ma skutki uboczne, a zyc jakos trzeba. A przy okazji - znasz jakas
                partie o pogladach chocby zblizonych do UPR? Wszystkie mi znane sa skazone
                socjalizmem w stopniu uniemozliwiajacym kontakt progamowy z UPRem
                > [...]
                > Kasetę magnetofonową z przygodami Puchatka mam na myśli. Jeśli znajdę ją u
                dziecka w pokoju, to odsłucham i dopowiem.
                Nie bedzie niedyskretne pytanie ile lat ma dziecko? Wyjasnie, ze nie chodzi mi
                o sluchanie puchatka, tylko o pewne echy Twoich wypowiedzi sugerujace (moim
                zdaniem), ze masz biezacy kontakt z tzw. wczesna mlodzieza.
                > [...]
                O fizyce - nie przejmuj sie, ja na swoj wlasny uzytek staram sie modelowac
                zjawiska fizyczne, przez co pewnie robie wiele bleow, ale mam wrazenie (pewnie
                mylne ;) panowania nad tym co naukowcy prezentuja.
                > [...]
                > Być może, choć być może nie. Co innego utrata masy w wyniku przemiany materii
                (albo drastyczniej - diety: zrzucam 2 kilo do jutra, bo niczego nie zjem) a co
                > innego zrzut masy drobnicy mierzony, AFAIU i ASAIR, w czasie (trakcie) zgonu.
                No dobra - moja wina - zapomnialem, ze powinienem zdefiniowac przemiane
                materii. Otoz jest to proces chemiczny, w wyniku ktorego jeden zwiazek zmienia
                sie w inny, wydzielajac (lub pochlaniajac) przy okazji energie. Przemiana
                mterii jest wiec rowniez oddychanie (spalanie) i inne czynnosci zyciowe, W
                trakcie zgonu (ktory jest procesem rozlozonym w czasie) zmienia sie sklad
                organizmu, a co za tym idzie jego masa (np. spalony jest tlen, a nie jest
                dostarczony w to miejsce nowy). Teraz juz jasne?
                > [...]
                > A jeśli będą możliwe przeszczepy mózgu, to zmienisz zdanie?
                Nie
                > Szczególnie istotny dla mnie jest tylko mózg.
                To po co pytasz o nerki?
                >
                > Ale zmieniłbym wyraz "dominującą". Ja jestem dość, tfu, uwaga, modne słowo,
                nie asertywny, w ogóle niedominujący a i tak mnie firmy (poza merytorycznie)
                odrzucały�:(
                Co innego odrzucenie przez grupe, a co innego przez firme. Jezeli osoby
                zatrudniajace odrzucaja Cie z przyczyn pozamerytorycznych, to problem moze byc
                w Twojej osobowosci. Calkiem serio polecam do przestudiowania pozycje "Mowa
                Ciala" (nie wiem czy wyszlo juz w Polsce - jezeli nie to "Body language")
                i "Jak modyfikowac wlasne zachowania". Jezeli potrzebujesz prostych rozwiazan,
                to na kazdej stronie zwiazanej z zatrudnieniem znajdziesz odpowiednie odnosniki
                (rowniez mozesz podyskutowac na forum "Praca")
                > [...]
                > > A ja mysle, ze bedzie jednoznaczne. Niedawno Miodek wypowiadal sie, ze jez
                > eli wspominamy jakies zdarzenie, to domyslnie odwolujemy sie do najblizszego w
                >
                > Owszem, ale właśnie domyślnie. A domyślność sama z siebie oznacza, że ktoś
                się musi domyślać. A to z kolei oznacza, że może się nie domyślić :)
                A ktos jadac z Krakowa do Warszawy moze przechac przez szczecin... Coz, jednemu
                i drugiemu moge tylko wspolczuc ;)
                >
                > (NB: Miodek jest przy tym dziwną instancją, bo mogą się nim podpierać ci,
                którzy przedkładają komunikatywność języka nad jego gramatyczność - jak również
                ci, którym blisko do purystów. Ten sam Miodek, którego opisujesz wyżej, chce
                żeby mówić "opust" zamiast "upust", "onegdaj" _nie_ w znaczeniu "ongiś", sroży
                się na dywizje i konferencje (w sporcie) i proponuje (do niedawna jeszcze
                proponował przynajmniej), żeby dalej od mianownika Sapieha tworzyć celownik
                Sapieże.)
                Jesli chodzi o Sapiehe, to akurat z nim sie zgadzam, to byla Bialorus, a wiec
                taka odmiana jest bardziej prawdopodobna.
                Ntomiast pozostale przyklady niestety maja sie nijak do tematu, szczegolowe
                rozwazania jezykowe nie maja wplywu na rozumienie tego i owego.
                >
                > Co to "zasady rządzące własnym językiem"? Językiem sformalizowanym,
                zesłownikowanym, czy językiem używanym i niewiadomym? Czy Miodek jest chory, bo
                wkurza go "wkurzać" i denerwuje "dokładnie"? Czy traci kontakt z ogółem
                użytkowników języka?
                Jezykiem mowionym, a te zasady to to, co przyjmujemy jako znane, nie wymagajace
                dookreslania. Ja rozumiem, ze macisz w dyskusji, ale nie wierze i nie uwierze,
                ze piszac "po feriach" miales na mysli jakies inne ferie niz ostatnie, lub
                uwazales, ze ja moglbym miec jakies inne na mysli...

                > I co innego nierozumienie zasad a co innego niestosowanie się do nich.
                To akurat zgoda, ale w tej czesci dyskusji kompletnie nie ma zastosowania.
                Mowimy tu o rzeczach, z ktorych wiekszosc nie zdaje sobie sprawy, specyfice
                danego jezyka i danej kultury. Nie trzeba tych zasad rozumiec, aby sie nimi
                poslugiwac.
                > > Rowniez zycze!
                > Ale czego??! ;))
                Tego, co zyczyles wczesniej :)
                • valkrissa O/T Epizod 18 18.02.03, 09:31
                  Gość portalu: Illain napisał(a):
                  > O gazetach - niestety tez je czytuje (niestety - bo brak alternatywy).
                  Parafrazując Giertycha, alternatywą dla czytania gazet jest ich nieczytanie.
                  [...]
                  > A przy okazji - znasz jakas partie o pogladach chocby zblizonych do UPR?
                  Najpierw: iść na wybory, nie iść? Jeśli iść, to, chcąc nie chcąc, mus mi szukać nie tyle partii bliskiej
                  programowo UPRowi, co najbliższej. Przy czym "najbliższy" może w praktyce znaczyć "bardzo odległy". Na
                  wsi, w której mieszkam, najbliższym programowo UPR'owi był ostatnio SLD. To dopiero szok.
                  [...]
                  > Nie bedzie niedyskretne pytanie ile lat ma dziecko? Wyjasnie, ze nie chodzi mi
                  > o sluchanie puchatka, tylko o pewne echy Twoich wypowiedzi sugerujace (moim
                  > zdaniem), ze masz biezacy kontakt z tzw. wczesna mlodzieza.
                  Niedyskretne byłoby, gdybyś spytał czy z prawego łoża ;) Odpowiem przekornie: nie jedno mam dziecko.
                  Ale i dopowiem: echy sugerują Ci błędnie (chyba że inaczej, brrr, definiujemy "wczesną młodzież")

                  > O fizyce - nie przejmuj sie, ja na swoj wlasny uzytek staram sie modelowac zjawiska fizyczne,
                  Modelować? A jakiś przykład?
                  [...]
                  > No dobra - moja wina - zapomnialem, ze powinienem zdefiniowac przemiane
                  > materii. Otoz jest to proces chemiczny, w wyniku ktorego jeden zwiazek zmienia
                  > sie w inny, wydzielajac (lub pochlaniajac) przy okazji energie. Przemiana
                  > mterii jest wiec rowniez oddychanie (spalanie) i inne czynnosci zyciowe, W
                  > trakcie zgonu (ktory jest procesem rozlozonym w czasie) zmienia sie sklad
                  > organizmu, a co za tym idzie jego masa (np. spalony jest tlen, a nie jest
                  > dostarczony w to miejsce nowy). Teraz juz jasne?

                  Jasne (było i bez powyższego). Ale jeśli ktoś się uparł, żeby ważyć umierające ciała, to myślę, że wziął
                  takie oczywistości, o których piszesz, pod uwagę. Że np. umierający wydaje ostatnie tchnienie, które też
                  przecież waży. (Skoro się uporam z Puchatkiem, zajrzę do Biologii śmierci, może znajdę szczegóły.)
                  [...]
                  > > Szczególnie istotny dla mnie jest tylko mózg.
                  > To po co pytasz o nerki?
                  Bo dla mnie jasne, co ja myślę. Natomiast nie jest jasne, co Ty myślisz. Jakie przeszczepy są
                  "dozwolone", żeby ciało pozostało ciałem tym samym? A może to kwestia ilości?
                  [...]
                  > Co innego odrzucenie przez grupe, a co innego przez firme. Jezeli osoby
                  > zatrudniajace odrzucaja Cie z przyczyn pozamerytorycznych, to problem moze byc
                  > w Twojej osobowosci. Calkiem serio polecam do przestudiowania pozycje "Mowa
                  > Ciala" (nie wiem czy wyszlo juz w Polsce - jezeli nie to "Body language")
                  No i trafiłeś w sedno z diagnozą (to moja osobowość). Nie trafiłeś chyba z terapią. Nie w mowie ciała
                  problem. Nawet nie problem w tym, żeby mnie firma przyjęła. (Bo przyjmują mnie.) Problem jest w tym, że
                  ja uważam, że nie muszę się firmie podobać (ani firma mnie), żebym świadczył na jej rzecz usługi. A tak
                  się porobiło, IMO, że poza fachowością żądają jeszcze uśmiechowości i bratania z kolektywem.
                  [...]
                  > > Owszem, ale właśnie domyślnie. A domyślność sama z siebie oznacza, że ktoś
                  > > się musi domyślać. A to z kolei oznacza, że może się nie domyślić :)
                  > A ktos jadac z Krakowa do Warszawy moze przechac przez szczecin... Coz, jednemu
                  > i drugiemu moge tylko wspolczuc ;)
                  Mam nadzieję (e tam, mam pewność), że wiesz, że się tak tylko droczę. W praktyce i ja się domyślam i
                  liczę na domyślność.
                  [...]
                  > Jesli chodzi o Sapiehe, to akurat z nim sie zgadzam, to byla Bialorus, a wiec
                  > taka odmiana jest bardziej prawdopodobna.
                  Nie. To akurat chodzi o dźwieczne H, różne od bezdźwięcznego CH. Przewertowałem kiedyś słownik w
                  poszukiwaniu słów typu "Sapieha". Znalazłem jeszcze "wataha" (wataże, watadze?) i, AFAIR, "katarha"??
                  (jakiś namiot turecki?). Sapiehy w Polszcze nie rządzą, watahy wybite, katarhy spalone, myślę sobie:
                  może dać sobie spokój z tym celownikiem H w Ż? A tu nagle pojawia się "Yamaha" i stara reguła
                  odzyskuje sens. Czytaj: jeśli gdzieś zobaczysz anonimowy zapis "Yamaże", to będziesz bliski pewności,
                  że ten anonim to ja ;)) [Acha, i napisałem to może nie na temat, ot, luźnodygresyjnie]

                  > Ntomiast pozostale przyklady niestety maja sie nijak do tematu, szczegolowe
                  > rozwazania jezykowe nie maja wplywu na rozumienie tego i owego.
                  Ależ mają. "Opust" się opuszcza, "upust" upuszcza. Onegdaj to przedwczoraj, nie kiedyś. Mogą być
                  przekłamania w odbiorze komunikatów językowych. Miodek raz cieszy się z rozwoju języka, raz opowiada
                  się za formami z "użytkowej mniejszości". Czyli na Miodka się nie powołuj - to chciałem stwierdzić (na
                  temat).
                  [...]
                  > Jezykiem mowionym, a te zasady to to, co przyjmujemy jako znane, nie wymagajace
                  > dookreslania. Ja rozumiem, ze macisz w dyskusji, ale nie wierze i nie uwierze,
                  Nie mącę. Świetnie rozumiem Twoją tęsknotę za prostotą, tzn. X to jest coś, co się przyjmuje za X, Y nie
                  wymaga dookreślenia a Z nie wymaga definicji. Ale świat (języka) nie jest taki prosty, żeby zaufać
                  jakiemuś ogółowi, jakiejś wiedzy zbiorowej i oczywistej.

                  > > I co innego nierozumienie zasad a co innego niestosowanie się do nich.
                  > To akurat zgoda, ale w tej czesci dyskusji kompletnie nie ma zastosowania.
                  Może ma? Czy zarzucałeś (i komu? mnie?) nierozumienie zasad, czy ten Bralczyk to był tak bardziej z
                  kapelusza i bez nawiązań do dyskusji? ;)

                  > Mowimy tu o rzeczach, z ktorych wiekszosc nie zdaje sobie sprawy, specyfice
                  > danego jezyka i danej kultury. Nie trzeba tych zasad rozumiec, aby sie nimi poslugiwac.
                  Chciejstwo przez Ciebie przemawia. Niestety (dla nas wszystkich).

                  > > > Rowniez zycze!
                  > > Ale czego??! ;))
                  > Tego, co zyczyles wczesniej :)
                  Wcześniej niż kiedy? ;))
                  • Gość: Illain Re: O/T Epizod 18 IP: *.energis.pl 19.02.03, 10:47
                    > Parafrazując Giertycha, alternatywą dla czytania gazet jest ich nieczytanie.
                    Tylko skad wtedy brac informacje?
                    > [...]
                    > Na wsi, w której mieszkam, najbliższym programowo UPR'owi był ostatnio SLD.
                    To dopiero szok.
                    Jak dla kogo - SLD bedac silna partia w kraju kapitalistycznym musi nieco
                    prawicowac poglady, podczas gdy mniejsze partie musza operowac populizmem aby
                    przyciagnac wyborcow. UPR jest tu chlubnym wyjatkiem, niestety JKM zdaje sie
                    nie bardzo rozumiec spoleczenstwo w jakim zyje - przykladem sprawa kobiet,
                    przez ktora, IMO, UPR nie ma prawa zaistnec szerzej na scenie politycznej.
                    > [...]
                    > Ale i dopowiem: echy sugerują Ci błędnie (chyba że inaczej, brrr,
                    definiujemy "wczesną młodzież")
                    Moja definicja to 4 i nastepne klasa podstawowki, a wiec miedzy 10 a 12 lat
                    >
                    > > O fizyce - nie przejmuj sie, ja na swoj wlasny uzytek staram sie modelowac
                    > zjawiska fizyczne,
                    > Modelować? A jakiś przykład?
                    Dlugo by przykladac. Przez modelowanie rozumiem przekladanie na cos, co mozna
                    sobie wyobrazic, uzupelniajac o pewne zasady matematyczne.
                    > [...]

                    > Jasne (było i bez powyższego). Ale jeśli ktoś się uparł, żeby ważyć umierające
                    > ciała, to myślę, że wziął takie oczywistości, o których piszesz, pod uwagę.
                    > Że np. umierający wydaje ostatnie tchnienie, które też przecież waży. (Skoro
                    > się uporam z Puchatkiem, zajrzę do Biologii śmierci, może znajdę szczegóły.)
                    A ja mysle, ze nie wzial - albowiem biorac to, co wiemy dzisiaj o czlowieku pod
                    uwage, nigdy nie wpadlby na idiotyczny pomysl wazenia.
                    > [...]
                    > Jakie przeszczepy są "dozwolone", żeby ciało pozostało ciałem tym samym? A
                    może to kwestia ilości?
                    Tak wlasnie pisalem - to raczej kwestia wypadkowej ilosci i jakosci. W pewnym
                    momencie przeszczepow nastapi takie zaburzenie rownowagi, ktore spowoduje, ze
                    wszystkie nieprzeszczepione elementy dostosuje sie do nowej jakosci wyznaczonej
                    przez przeszczepione. To oczywiscie tylko gdybanie - w transplantologii mysli
                    sie tylko o przyjeciu sie przeszczepu, raczej ignorujac wplyw obcego ciala na
                    organizm. Ale tez nie znam przypadku, w ktorym ktos mialby przeszczepione
                    wiecej niz 2 organy.
                    > [...]
                    > Problem jest w tym, że ja uważam, że nie muszę się firmie podobać (ani firma
                    mnie), żebym świadczył na jej rzecz usługi. A tak się porobiło, IMO, że poza
                    fachowością żądają jeszcze uśmiechowości i bratania z kolektywem.
                    Obecnie obowiazujaca szkola nosi nazwe "human relations" nazwa chyba
                    jednoznacznie wyjasnia co sie porobilo. Nie oceniam jej, podobnie
                    jak "odczlowieczonej" szkoly Taylora - po prostu zwracam uwage, ze obowiazuje i
                    mozesz sie do niej dostosowac, lub miec klopoty w pracy. Sa oczywiscie, choc w
                    zaniku firmy, ktore stawiaja glownie na fachowosc, znalezienia takiej Ci zycze.
                    > [...]
                    > Mam nadzieję (e tam, mam pewność), że wiesz, że się tak tylko droczę. W
                    praktyce i ja się domyślam i liczę na domyślność.
                    No wiem, po prostu uznalem, ze "chcesz o tym pogadac" ;)
                    > [...]
                    O Sapiesze - Wielkie Ksiestwo Litewskie obejmowalo ludy w wiekszosci ruskie
                    (np. wczesna wersja bialoruskiego byla najprawdopodobniej rodzinnym jezykiem
                    ksiazat litewskich, w tym krola Jagielly). Ludy te mowily roznymi gwarami,
                    ktore dopiero nowozytnie paru ludzi zebralo w jezyk nazywany dzis bialoruskim.
                    Dzwieczne H, ktore stosowane bylo przy slowach odziedziczonych ze wschodu, bylo
                    rozniez uzywane w formie G (dzis np zostalo "Halina"="Galina"), a jego odmiana
                    w Ż (znalazlem tablice z polskim znakami, ale trudno sie wywoluje) byla
                    normalna, np. wolaczem od slowa "Boh" bylo "Boże". Slowa katarha i wataha (nb.
                    wataha uzywana jest do dzisiaj dla stad dzikow i wilkow) pochodza ze wschodu,
                    stad odmiana z Ż jest prawidlowa.
                    Od razu dodam - uwazam, ze Miodek w tym wypadku przesadza. Skoro uznaje on
                    zanik roznic w wymowie miedzy H i CH, to powinien przyjac odmiane bezdzwieczna
                    jako dopuszczalna. Jest to jednak naukowiec i autorytet (podobnie jak Bralczyk
                    zreszta), dzieki czemu z jego wypowiedziami mozna polemizowac, ale nalezy
                    podchodzic do nich z respektem, bo nie biora sie znikad. Dalej wiec bede sie na
                    niego powolywal i dziwie sie, ze mnie od tego odwodzisz wlasnie Ty - wielibciel
                    precyzji i uzasadnien ;)
                    > [...]
                    > Nie mącę. Świetnie rozumiem Twoją tęsknotę za prostotą, tzn. X to jest coś, co
                    > się przyjmuje za X, Y nie wymaga dookreślenia a Z nie wymaga definicji. Ale
                    świat (języka) nie jest taki prosty, żeby zaufać jakiemuś ogółowi, jakiejś
                    wiedzy zbiorowej i oczywistej.
                    Ta wiedza zbiorowa i oczywista przeklada sie na tzw siatke pojeciowa,
                    obowiazujaca dla danego kregu jezykowego, kulturowego, spolecznego i
                    zawodowego. Zalozenie, ze dwoch rozmawiajacych ludzi uzywa tej samej siatki
                    jest byc moze na wyrost, ale podobnie na wyrost jest zalozenie, ze jej nie
                    maja. Dlatego zadanie definiowania od razu, jest mocno na wyrost i bardzo
                    utrudnia wymiane pogladow. Dodam, ze nie znam dobrego sposobu dyskutowania
                    pozwalajacego okreslic wiekszosc pojec. Jak sprobowalbys definiowac od razu
                    wszystko o czym mowisz, rozmowca pomyslalby, ze traktujesz go jak glupka -
                    wierz mi, ze tej tezy nie wzialem z powietrza, wynikla z wieloletniej praktyki.
                    >
                    > > > > Rowniez zycze!
                    > > > Ale czego??! ;))
                    > > Tego, co zyczyles wczesniej :)
                    > Wcześniej niż kiedy? ;))
                    Wczesniej niz moje zyczenia. Choc po zastanowieniu stwierdzam, ze
                    zamiast "wczesniej" powinienem uzyc "ostatnio" - byloby bardziej precyzyjnie ;)
                    • valkrissa O/T Epizod 19 19.02.03, 12:31
                      Gość portalu: Illain napisał(a):
                      > > Parafrazując Giertycha, alternatywą dla czytania gazet jest ich nieczytanie.
                      > Tylko skad wtedy brac informacje?
                      Ale chodzi Ci o wieści (ploty, ploteczki, polityka) czy o wieści (co tam nowego w nauce)? I zakładasz, że informacje
                      są Ci potrzebne? Prasę niepolską można czytać.
                      [...]
                      > > Na wsi, w której mieszkam, najbliższym programowo UPR'owi był ostatnio SLD. To dopiero szok.
                      > Jak dla kogo
                      No jak dla mnie.
                      > SLD bedac silna partia w kraju kapitalistycznym musi nieco
                      Z tym "kapitalistycznym krajem" to przesadzasz. Ani tu szkocki smithizm, ani tu (przede wszystkim) kapitał.
                      [...]
                      > przykladem sprawa kobiet, przez ktora, IMO, UPR nie ma prawa zaistnec szerzej na scenie politycznej.
                      E, tylko bez feminizmu ;) Ja tam słyszałem od kobiet: "nie zagłosuję, bo KM nosi muszkę i jest kurdupel". A Rokita się
                      obleśnie oblizuje. A Kwaśniewski ma oczy za niebieskie. A Olechowski w sam raz ma niebieskie. A Lepper się
                      ładnie-
                      nieładnie opalił. Pewnie trafiam na niereprezentatywne kobiety? Ale szczęścia w kartach i tak nie mam, psia drakiew
                      ;)
                      [...]
                      > > Ale i dopowiem: echy sugerują Ci błędnie (chyba że inaczej, brrr, definiujemy "wczesną młodzież")
                      > Moja definicja to 4 i nastepne klasa podstawowki, a wiec miedzy 10 a 12 lat
                      Zgadza się. A zatem echy sugerują Ci błędnie.
                      [...]
                      > Przez modelowanie rozumiem przekladanie na cos, co mozna
                      > sobie wyobrazic, uzupelniajac o pewne zasady matematyczne.
                      Ha! Pół życia modelowałem i dopiero teraz się o tym dowiaduję! :))
                      [...]
                      > A ja mysle, ze nie wzial - albowiem biorac to, co wiemy dzisiaj o czlowieku pod
                      > uwage, nigdy nie wpadlby na idiotyczny pomysl wazenia.
                      E tam. Znam idiotyczniejsze pomysły.
                      [...]
                      > > Jakie przeszczepy są "dozwolone", żeby ciało pozostało ciałem tym samym? A może to kwestia ilości?
                      > Tak wlasnie pisalem - to raczej kwestia wypadkowej ilosci i jakosci. W pewnym momencie [...]
                      No pisałeś. I piszesz nadal. Tyle że bez konkretu, wzoru, proporcji. "Kwestia wypadkowej" i "w pewnym momencie",
                      to nadal wściekle nieostro. Chyba że przyjmujesz te 2 organy. A, to w porządku. Ale wtedy przyginasz nasze
                      gdybania teoretyczne do praktyki ("o większej ilości nie słyszałem").
                      [...]
                      > Obecnie obowiazujaca szkola nosi nazwe "human relations" nazwa chyba
                      > jednoznacznie wyjasnia co sie porobilo. Nie oceniam jej, podobnie
                      > jak "odczlowieczonej" szkoly Taylora - po prostu zwracam uwage, ze obowiazuje i
                      > mozesz sie do niej dostosowac, lub miec klopoty w pracy. Sa oczywiscie, choc w
                      > zaniku firmy, ktore stawiaja glownie na fachowosc, znalezienia takiej Ci zycze.
                      Co do szkół, to ja je postrzegam jako mody, które miną szybciej niż przeminę ja. Odrzuciło mnie od czasów, kiedy
                      okazało się, że jestem (cóż z tego że cennym) aktywem w zasobach ludzkich. Ot, (zwykle) amerykańskie wymysły,
                      żeby sprzedać kolejną książkę z chwytliwym zlepkiem terminów. A firmę, w której stawiano głównie na fachowość,
                      już kiedyś znalazłem. Sam ją sobie założyłem. Tylko mnie zusy dobiły w tył głowy :(
                      [...]
                      > O Sapiesze - Wielkie Ksiestwo Litewskie obejmowalo ludy w wiekszosci ruskie
                      O Sapieże, hehe.
                      [...]
                      Sorry że wyciąłem środek, ale wiem to wszystko, bo muszę. Nawet że watahy są wilków: wiem :)

                      > stad odmiana z Ż jest prawidlowa. Od razu dodam - uwazam, ze Miodek w tym wypadku przesadza.
                      O, a to jest akurat ciekawe. Że ktoś, kto opowiada o prawidłowości - przesadza...

                      > Skoro uznaje on zanik roznic w wymowie miedzy H i CH, to powinien przyjac odmiane bezdzwieczna
                      Miodek, AFAIU, w ogóle nie tłumaczy, że H dźwięczne, CH bezdźwięczne, tylko optuje za zasadą
                      kuj-bez-rozumienia:
                      "Sapieha - Sapieże", "Zocha - Zosze". I kropka. Przecie różnicy między Ó a U od dawna nie słychać, co nie znaczy,
                      że mamy z dnia na dzień zarzucić różnicowanie pomiędzy nimi.

                      > jako dopuszczalna. Jest to jednak naukowiec i autorytet (podobnie jak Bralczyk
                      > zreszta), dzieki czemu z jego wypowiedziami mozna polemizowac, ale nalezy
                      > podchodzic do nich z respektem, bo nie biora sie znikad. Dalej wiec bede sie na
                      > niego powolywal i dziwie sie, ze mnie od tego odwodzisz wlasnie Ty - wielibciel precyzji i uzasadnien ;)
                      Naukowiec? Nauka o języku jest trudna, bo przedmiot obserwacji za bardzo się zmienia. To tak, jakby żaba skakała
                      pod skalpelem, albo zamieniała się w księcia.
                      Autorytet? Najciekawsze są autorytety, których dopuszcza się do mediów półgębkiem na TV Polonia raz na jakiś
                      czas
                      w porach niewysokiej oglądalności.
                      Miodek _jest_ dla mnie autorytetem, co nie znaczy, że ze wszystkim, co powie się zgadzam. (Ja nawet nie zgadzam
                      się ze wszystkim, co mówi JKM.) I jeśli Ty się powołasz na Miodka, to ja będę w kłopocie: czy "posiłkujesz się"
                      Miodkiem z którym się zgadzam, czy tym z którym się nie zgadzam. Z Tobą jest zresztą podobnie: skoro piszesz
                      "Miodek w tym wypadku przesadza". Musiałbys jakoś markować - kiedy przywołujesz Miodka Przesadzającego a
                      kiedy Tego Co Nie Wziął Się Znikąd i Basta ;)
                      [...]
                      > Ta wiedza zbiorowa i oczywista przeklada sie na tzw siatke pojeciowa,
                      To jest akurat masło maslane.

                      > obowiazujaca dla danego kregu jezykowego, kulturowego, spolecznego i zawodowego.
                      A to jest za generalnie.

                      > Zalozenie, ze dwoch rozmawiajacych ludzi uzywa tej samej siatki
                      > jest byc moze na wyrost, ale podobnie na wyrost jest zalozenie, ze jej nie maja.
                      A to racja. I co teraz zrobimy? :))

                      > Dlatego zadanie definiowania od razu, jest mocno na wyrost i bardzo utrudnia wymiane pogladow.
                      Oba podejścia mają zady i walety:
                      1. Traci się na wstępie dużo sił i energii na utkanie "siatki pojęciowej" - ale potem komunikacja leci w miarę gładko.
                      2. Komunikacja leci w miarę gładko, a potem traci się dużo sił i energii na rozplątywanie pomieszanych "siatek".
                      Ja się, mimo wszystko, opowiadam za pierwszym. Z dodatkiem intuicji.

                      > Jak sprobowalbys definiowac od razu wszystko o czym mowisz, rozmowca pomyslalby, ze traktujesz
                      > go jak glupka - wierz mi, ze tej tezy nie wzialem z powietrza, wynikla z wieloletniej praktyki.
                      Wierzę z innego powodu. Ludzie się na mnie obrażali, że "traktowałem ich jak głupka". A ja chciałem tylko proces
                      komunikacji usprawniać.

                      > > > > > Rowniez zycze!
                      > > > > Ale czego??! ;))
                      > > > Tego, co zyczyles wczesniej :)
                      > > Wcześniej niż kiedy? ;))
                      > Wczesniej niz moje zyczenia. Choc po zastanowieniu stwierdzam, ze
                      > zamiast "wczesniej" powinienem uzyc "ostatnio" - byloby bardziej precyzyjnie ;)
                      "Ostatnio" nie stoi w miejscu, tylko cofa się na osi czasu, ustępując miejsca nowemu "ostatnio". Zdefiniuj "ostatnio" ;))
                      • Gość: Illain Re: O/T Epizod 19 IP: *.energis.pl 19.02.03, 13:47
                        > Gość portalu: Illain napisał(a):
                        > Ale chodzi Ci o wieści (ploty, ploteczki, polityka) czy o wieści (co tam
                        nowego w nauce)?
                        Jedno i drugie, wedlug potrzeb czytajacego
                        > I zakładasz, że informacje są Ci potrzebne?
                        Lubie wiedziec ;)
                        > Prasę niepolską można czytać.
                        Ze niby jest bardziej rzetelna od polskiej? Zesmialem sie ze smiechu jak
                        pszczola...
                        > [...]
                        > Z tym "kapitalistycznym krajem" to przesadzasz. Ani tu szkocki smithizm, ani
                        tu (przede wszystkim) kapitał.
                        Lepiej zabrzmi "kraj z aspiracjami do kapitalizmu"?
                        > [...]
                        > E, tylko bez feminizmu ;)
                        To nie feminizm - to smutna prawda o zyciu. W kraju gdzie kobiety maja taki
                        wplyw na mezczyzn nie mozna spychac ich na polityczny margines, nawet jezeli to
                        wlasciwe dla nich miejsce.
                        > Pewnie trafiam na niereprezentatywne kobiety?
                        Trafiasz na oblude powszechna w naszym zyciu. Niestety jest ona norma i UPR
                        tego nie zmieni.
                        > [...]
                        > Zgadza się. A zatem echy sugerują Ci błędnie.
                        To trudno, moze po prostu Twoje dzieci sa nadzwyczaj inteligentne? A moze ze
                        mnie zaden psycholog? Nie mam zreszta aspiracji ;)
                        > [...]
                        > > Przez modelowanie rozumiem przekladanie na cos, co mozna
                        > > sobie wyobrazic, uzupelniajac o pewne zasady matematyczne.
                        > Ha! Pół życia modelowałem i dopiero teraz się o tym dowiaduję! :))
                        "What a day! Computers broke down, and we have to check what our job actually
                        were!" (moze niezbyt po angielsku, ale tak bylo w orginale...)
                        > [...]
                        > E tam. Znam idiotyczniejsze pomysły.
                        Fakt - przemowil przeze mnie nadmierny optymizm ;)
                        > [...]
                        > No pisałeś. I piszesz nadal. Tyle że bez konkretu, wzoru, proporcji. "Kwestia
                        wypadkowej" i "w pewnym momencie", to nadal wściekle nieostro.
                        Inaczej sie nie da - nigdy tego nie zweryfikowano w naturze.
                        > Chyba że przyjmujesz te 2 organy. A, to w porządku.
                        > Ale wtedy przyginasz nasze gdybania teoretyczne do praktyki ("o większej
                        ilości nie słyszałem").
                        Nic nie przyginam, zwrocilem uwage na fakt, ze nie przeprowadzono odnosnych
                        eksperymentow.
                        > [...]
                        szkół, to ja je postrzegam jako mody, które miną szybciej niż przeminę ja
                        I tu moglbys sie zdziwic, przmijanie jest tu bowiem zwiazane ze zmiana
                        pokoleniowa na odpowiednich stanowiskach, a na razie nie zanosi sie na to, ze
                        nastepne pokolenie bedzie korzystac z innej szkoly...
                        > Ot, (zwykle) amerykańskie wymysły, żeby sprzedać kolejną książkę z chwytliwym
                        > zlepkiem terminów.
                        Pewnie tak, jak zapewne zauwazyles jest to zgodne z moimi pogladami na
                        wspolczesna nauke.
                        > A firmę, w której stawiano głównie na fachowość, już kiedyś znalazłem. Sam
                        > ją sobie założyłem. Tylko mnie zusy dobiły w tył głowy :(
                        A moze niewlasciwe zarzadzanie zasobami ludzkimi? ;)
                        > [...]
                        > > O Sapiesze - Wielkie Ksiestwo Litewskie obejmowalo ludy w wiekszosci ruski
                        > e
                        > O Sapieże, hehe.
                        Swiadomie!
                        > [...]
                        > Sorry że wyciąłem środek, ale wiem to wszystko, bo muszę.
                        Od razu musze?
                        > Nawet że watahy są wilków: wiem :)
                        Gratulacje!
                        >
                        > > stad odmiana z Ż jest prawidlowa. Od razu dodam - uwazam, ze Miodek w tym
                        > wypadku przesadza.
                        > O, a to jest akurat ciekawe. Że ktoś, kto opowiada o prawidłowości -
                        przesadza.
                        Przesadza w niedopuszczaniu obocznosci, skoro uznaje zanik roznic.
                        >
                        > Miodek, AFAIU, w ogóle nie tłumaczy, że H dźwięczne, CH bezdźwięczne, tylko
                        optuje za zasadą kuj-bez-rozumienia: "Sapieha - Sapieże", "Zocha - Zosze". I
                        kropka. Przecie różnicy między Ó a U od dawna nie słychać, co nie znaczy,
                        > że mamy z dnia na dzień zarzucić różnicowanie pomiędzy nimi.
                        Po pierwsze nikt nie mowi, ze z dnia na dzien, a po drugie akurat we wszystkich
                        jego wypowiedziach slyszalem wyjasnienia, czasem nawet za dokladne. Dodam
                        jednakze, ze mam z nimi kontakt raczej dorywczy.
                        >
                        > Naukowiec? Nauka o języku jest trudna, bo przedmiot obserwacji za bardzo się
                        zmienia. To tak, jakby żaba skakała pod skalpelem, albo zamieniała się w
                        księcia.
                        Tylko co to zmienia? jak jest sekcja zwlok kroi sie zabe albo ksiecia, wazne
                        zeby krojacy znal sie na anatomii ksiazat i zab ;)
                        > Autorytet? Najciekawsze są autorytety, których dopuszcza się do mediów
                        półgębkiem na TV Polonia raz na jakiś czas w porach niewysokiej oglądalności.
                        Moze sa za malo medialni? A moze nikomu nie zalezy na czystosci jezyka,
                        zwlaszcza w telewizji?
                        [...]
                        O autorytetach - ja osobiscie najbardziej cenie faceta, ktory wypowiada sie w
                        Angorze (nazwiska nie pomne) reprezentuje on podejscie do jezyka, ktore bardzo
                        mi osobiscie odpowiada. Z tego co wiem nie jest to jezykoznawca, tylko
                        zwyciezca konkursu ortograficznego :)
                        A powolujac sie na autorytety staram sie wybierac opinie, dla ktorych nie znam
                        opinii przeciwnych, a ktore sam uznaje za prawdziwe. Jest to oczywiscie pewne
                        przyblizenie, ale w koncu nie jestesmy na forum jezykoznawcow, a milosnikow
                        SF&F, niejako z definicji borykajacych sie z odnosnymi problemami.
                        > [...]
                        > > Ta wiedza zbiorowa i oczywista przeklada sie na tzw siatke pojeciowa,
                        > To jest akurat masło maslane.
                        Uzylem "przeklada sie" w znaczeniu "nosi nazwe", niezbyt zrecznie, przyznaje ;)
                        >
                        > > obowiazujaca dla danego kregu jezykowego, kulturowego, spolecznego i zawod
                        > owego.
                        > A to jest za generalnie.
                        "W danej grupie" bedzie mniej generalnie?
                        >
                        > > Zalozenie, ze dwoch rozmawiajacych ludzi uzywa tej samej siatki
                        > > jest byc moze na wyrost, ale podobnie na wyrost jest zalozenie, ze jej nie
                        > maja.
                        > A to racja. I co teraz zrobimy? :))
                        >
                        > > Dlatego zadanie definiowania od razu, jest mocno na wyrost i bardzo utrudn
                        > ia wymiane pogladow.
                        > Oba podejścia mają zady i walety:
                        > 1. Traci się na wstępie dużo sił i energii na utkanie "siatki pojęciowej" -
                        ale potem komunikacja leci w miarę gładko.
                        I dlatego ta zasada obowiazuje przy spisywaniu umow.
                        > 2. Komunikacja leci w miarę gładko, a potem traci się dużo sił i energii na
                        rozplątywanie pomieszanych "siatek".
                        Tylko czy naprawde w zyciu codziennym one sie tak strasznie placza? Mi to sie
                        zdarza incydentalnie (w ciagu ostatnich 2 lat 1 raz - wlasnie w niniejszej
                        dyskusji, ktora ciagne oprocz przyjemnosci rowniez z powodu poszerzenia siatki)
                        > Ja się, mimo wszystko, opowiadam za pierwszym. Z dodatkiem intuicji.
                        Nie przekonales mnie, zwlaszcza ze nasza od kilku miesiecy prowadzona dyskusja
                        bylaby zdecydoanie bardziej dretwa.
                        >
                        > Wierzę z innego powodu. Ludzie się na mnie obrażali, że "traktowałem ich jak
                        głupka". A ja chciałem tylko proces komunikacji usprawniać.
                        No wlasnie - we wszystkim nalezy zachowac umiar, rowniez w usprawnianiu ;)
                        >
                        O zyczeniach - PAS! Domyslniki dla "ostatnio" wyjasnilem przy "po feriach",
                        wybrales z tego watek autorytetow, wiec moze tak to zostawmy, w razie czego
                        jestem gotow wrocic :))

                        Znowu znikam na kilka dni (takie juz moje zycie), ale bede wykladal, co moze
                        dostarczyc nam nowych tematow. Bede tez w Zywcu, gdzie wypije (za) Twoje
                        zdrowie.

                        Przy okazji - wymyslilem cos do "wladcy przekladow" - ciekaw jestem jak
                        zareaguja.
                        • valkrissa O/T Epizod 20 19.02.03, 14:30
                          Gość portalu: Illain napisał(a):
                          > Lubie wiedziec ;)
                          No to jesteś przegrany. "Ignorance is bliss", pamiętasz?
                          > > Prasę niepolską można czytać.
                          > Ze niby jest bardziej rzetelna od polskiej?
                          Może tak, może nie. Ale nie piszą o Polsce. Dlatego pytałem, czy Cię interesują niusy z polskiego poletka.
                          [...]
                          > Lepiej zabrzmi "kraj z aspiracjami do kapitalizmu"?
                          Heh, a kto aspiruje?
                          [...]
                          > W kraju gdzie kobiety maja taki wplyw na mezczyzn nie mozna spychac ich na polityczny margines
                          Byleby nie spychały na margines łóżka (małżeńskiego, of course), to już będzie coś.
                          [...]
                          > "What a day! Computers broke down, and we have to check what our job actually
                          > were!" (moze niezbyt po angielsku, ale tak bylo w orginale...)
                          :))
                          [...]
                          > > "Kwestia wypadkowej" i "w pewnym momencie", to nadal wściekle nieostro.
                          > Inaczej sie nie da - nigdy tego nie zweryfikowano w naturze.
                          No ja dałem radę inaczej: ciałem jest czaszka z mózgiem, reszta może być "cudza".
                          [�]
                          > zwrocilem uwage na fakt, ze nie przeprowadzono odnosnych eksperymentow.
                          A do mnie kiedyś zadzwoniła pani, która chciała mnie skusić na ubezpieczenie na życie. Młoda w ogóle i
                          młoda w zawodzie, więc zacukana, mówi: "wie Pan, wypadki się zdarzają, na państwową opiekę nie ma
                          co liczyć, może się okazać konieczny przeszczep szpiku albo mózgu"�Więc z tymi eksperymentami to
                          może nie jest tak, jak czytasz w swoich gazetach ;)
                          [...]
                          > I tu moglbys sie zdziwic, przmijanie jest tu bowiem zwiazane ze zmiana
                          Sam pisałeś, że był jakiś odhumanizowy Taylor i obecnie obowiązujące co innego. Czyli się zmienia.
                          [�]
                          > > A firmę, w której stawiano głównie na fachowość, już kiedyś znalazłem. Sam
                          > > ją sobie założyłem. Tylko mnie zusy dobiły w tył głowy :(
                          > A moze niewlasciwe zarzadzanie zasobami ludzkimi? ;)
                          Ano właśnie. I jeszcze dyrekcji było tyle samo co pracowników szeregowych :)
                          [...]
                          > > O Sapieże, hehe.
                          > Swiadomie!
                          Wiedziałem. (Nie słuchasz się Miodka, nieładnie:)
                          [...]
                          > > Sorry że wyciąłem środek, ale wiem to wszystko, bo muszę.
                          > Od razu musze?
                          Muszę wiedzieć, nie wycinać.
                          [�]
                          > Po pierwsze nikt nie mowi, ze z dnia na dzien, a po drugie akurat we wszystkich
                          > jego wypowiedziach slyszalem wyjasnienia, czasem nawet za dokladne.
                          No, i on tak mówi, mówi, objaśnia, objaśnia, odwija, odwija z papierka, a Ty i tak: Sapiesze.
                          [...]
                          > A moze nikomu nie zalezy na czystosci jezyka, zwlaszcza w telewizji?
                          O widzisz, jeszcze mi się przypomniał argument, która gazeta bardziej wiarygodna. Ta, w której mniej
                          błędów językowych - jak jest mniej, to znaczy, że albo ma gazeta lepszych redaktorów, albo lepszych
                          korektorów, tak czy siak - lepsze pieniądze. A jak kto ma lepsze pieniądze, to można zakładać, że nie
                          będzie ze wszech sił gonić za poczytnością (żeby zdobyć pieniądze) a więc nie będzie puszczał kaczek. Z
                          drugiej strony, kto bogatszy, ten ma np. lepsze dojścia do billingów.
                          [...]
                          > A powolujac sie na autorytety staram sie wybierac opinie, dla ktorych nie znam
                          > opinii przeciwnych, a ktore sam uznaje za prawdziwe.
                          Co by znaczyło, że trzeba wiedzieć, co autorytet mówi? Bo ja miewam też autorytety z dziedzin, o których
                          nie mam pojęcia.
                          [...]
                          > Uzylem "przeklada sie" w znaczeniu "nosi nazwe", niezbyt zrecznie, przyznaje ;)
                          A ja nie o "przekłada się", tylko że "wiedza zbiorowa" i "siatka pojęciowa" to samo w zasadzie.
                          [...]
                          > > > obowiazujaca dla danego kregu jezykowego, kulturowego, spolecznego i zawodowego.
                          > > A to jest za generalnie.
                          > "W danej grupie" bedzie mniej generalnie?
                          Nie.
                          [...]
                          > > 1. Traci się na wstępie dużo sił i energii na utkanie "siatki pojęciowej" - ale potem komunikacja leci w
                          > > miarę gładko.
                          > I dlatego ta zasada obowiazuje przy spisywaniu umow.
                          I w matematyce?

                          > > 2. Komunikacja leci w miarę gładko, a potem traci się dużo sił i energii na rozplątywanie
                          pomieszanych "siatek".
                          > Tylko czy naprawde w zyciu codziennym one sie tak strasznie placza?
                          Masz rację. Czasami się nie plączą. Ale jak się zaplączą, to uuuch!

                          > Mi to sie zdarza incydentalnie (w ciagu ostatnich 2 lat 1 raz - wlasnie w niniejszej dyskusji
                          A kto był wcześniej, tj. przed 2 laty�Tzn. jaki typ psychosocjologicznie?

                          > > Ja się, mimo wszystko, opowiadam za pierwszym. Z dodatkiem intuicji.
                          > Nie przekonales mnie, zwlaszcza ze nasza od kilku miesiecy prowadzona dyskusja
                          > bylaby zdecydoanie bardziej dretwa.
                          Ależ ja Cię nie przekonuję, tylko informuję o swoich, ehem, preferencjach.
                          [...]
                          > Znowu znikam na kilka dni (takie juz moje zycie), ale bede wykladal, co moze
                          > dostarczyc nam nowych tematow. Bede tez w Zywcu, gdzie wypije (za) Twoje zdrowie.
                          Wykładał? Piwa na ławę? ;) Co za życie: tak sobie do Żywcu. Ale pij, pij. Życzę Ci :)
                          • Gość: Illain Re: O/T Epizod 20 IP: *.energis.pl 26.02.03, 09:35
                            Witam po przerwie (przerwa oznacza w tym przypadku kilka dni odstepu pomiedzy
                            biezacym a ostatnim moim postem, a ze wszystkich przerw chodzi o te, ktora
                            wlasnie sie zakonczyla ;)

                            > > Lubie wiedziec ;)
                            > No to jesteś przegrany. "Ignorance is bliss", pamiętasz?
                            Pamietam, ale ignoruje.
                            > > > Prasę niepolską można czytać.
                            > > Ze niby jest bardziej rzetelna od polskiej?
                            > Może tak, może nie. Ale nie piszą o Polsce. Dlatego pytałem, czy Cię
                            interesują niusy z polskiego poletka.
                            No interesuja, nic nie poradze :((
                            > [...]
                            > > Lepiej zabrzmi "kraj z aspiracjami do kapitalizmu"?
                            > Heh, a kto aspiruje?
                            Ja na ten przyklad...
                            > [...]
                            > No ja dałem radę inaczej: ciałem jest czaszka z mózgiem, reszta może
                            być "cudza".
                            To by oznaczalo, ze mozg nie moze istniec bez czaszki, czy ze sam mozg cielem
                            nie jest, czy sie juz zgubilem?
                            > [...]
                            > Sam pisałeś, że był jakiś odhumanizowy Taylor i obecnie obowiązujące co
                            innego. Czyli się zmienia.
                            No ale miedzy Taylorem a tym co dzisiaj nastapila zmiana pokolen. Nie bardzo
                            rozumiem o co Ci chodzi, ale to chyba nie problemy z siatka, wiec powtorze, ze
                            wymiana pokolen na stanowiskach decyzyjnych jest niezbedna do upowszechnienia
                            sie nowej koncepcji.
                            > [...]
                            > > > A firmę, w której stawiano głównie na fachowość, już kiedyś znalazłe
                            > > > m. Sam ją sobie założyłem. Tylko mnie zusy dobiły w tył głowy :(
                            > > A moze niewlasciwe zarzadzanie zasobami ludzkimi? ;)
                            > Ano właśnie. I jeszcze dyrekcji było tyle samo co pracowników szeregowych :)
                            A zbyt scsle powiazania miedzy personelem produkcyjnym a pomocniczym wplywaly
                            na obnizenie wydajnosci :)
                            > [...]
                            > Wiedziałem. (Nie słuchasz się Miodka, nieładnie:)
                            A czemu nieladnie?
                            > [...]
                            > No, i on tak mówi, mówi, objaśnia, objaśnia, odwija, odwija z papierka, a Ty i
                            > tak: Sapiesze.
                            No tak, ale nie znaczy to, ze nie rozumiem objasnien, lub sie z nimi nie
                            zgadzam. On ma racje, a ja sobie przysapiesze, choc niewatpliwie oficjalnie
                            uzylbym poprawnej formy, gdybym ja znal.
                            > [...]
                            W kwestii przekladania sie pieniedzy na wiarygodnosc - rozumiem ze to dowcip,
                            isn't it?
                            > [...]
                            > Co by znaczyło, że trzeba wiedzieć, co autorytet mówi? Bo ja miewam też
                            autorytety z dziedzin, o których nie mam pojęcia.
                            No nie wiem, chyba tu przykladamy inna skale. Dla mnie nie istnieje cos takiego
                            jak "autorytet w dziedzinie, o ktorej nie mam pojecia", to jest sformuowanie
                            wewnetrznie sprzeczne.
                            > [...]
                            > > > > obowiazujaca dla danego kregu jezykowego, kulturowego, spoleczne
                            > go i zawodowego. A to jest za generalnie. "W danej grupie" bedzie mniej
                            generalnie?
                            > Nie.
                            No a wlasciwie dlaczego?
                            > [...]
                            > > I dlatego ta zasada obowiazuje przy spisywaniu umow.
                            > I w matematyce?
                            Nawet obszerniej rzeklbym - w nauce, tylko ze w tej sferze naukowej bazuje sie
                            na wyksztalceniu, a wiec nie ma to bezposredniego zastosowania w naszym
                            przypadku. Choc z matematyki pochodzi najlepszy przyklad pomieszania sietek -
                            na imie mu bilion.
                            >
                            > > Tylko czy naprawde w zyciu codziennym one sie tak strasznie placza?
                            > Masz rację. Czasami się nie plączą. Ale jak się zaplączą, to uuuch!
                            Az uuuch!? Wlasciwie powazne problemy wystepuja tylko w komediach i jako fakty
                            medialne.
                            >
                            > A kto był wcześniej, tj. przed 2 laty Tzn. jaki typ psychosocjologicznie?
                            Wczesniej byl facet, ktory uwazal, ze skoro nie zapierdzielam jak maly
                            parowozik, to wszystko mu bedzie funkcjonowac po moim odejsciu. Nieskromnie
                            dodam, ze po 2 latach moj byly zakres obowiazkow wykonuje 6 osob, choc ilosc
                            roboty wcale sie nie zwieksza.
                            > [...]
                            > Wykładał? Piwa na ławę? ;) Co za życie: tak sobie do Żywcu. Ale pij, pij.
                            Życzę Ci :)
                            Akurat w tym przypadku prowadzenie projektow wykladalem. A piwo w browarze
                            drozsze niz w knajpach :((
                            Rowniez zycze!
    • Gość: mimoza Re: przeszczep świadomości ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.03, 00:54
      a co na to wszystko moi drodzy powiedzial by kant?
      a o swiadomosci i ej zawirowaniach wszelkiej masci pisal topor duzo i
      dowcipnie, a czasem przerazajaco. film? evil dead 1,2,3... zwlaszcza 2. pamiec
      absolutna i tysiace innych ale czy to wa s jeszcze wogole interesuje?
      • Gość: Illain Re: przeszczep świadomości ... IP: *.energis.pl 19.02.03, 09:30
        Interesuje... nawet mam pewne pytanie - czemu pamiec absolutna? uwazasz, ze w
        kategorii przeszczepu swiadomosci miesci sie narkotyczne
        wymazywanie/dopisywanie wspomnien? Jezeli tak, to nalezysz do opcji valkrissy,
        ja sie z tym nie zgadzam pamiec jest dla mnie raczej czynnikiem wspomagajacym
        swiadomosc.
        • Gość: mimoza Re: przeszczep świadomości ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.03, 23:09
          mam co nieco do czynienia z psychiatria i tam wyraznie zarysowywuje sie
          tendencja do przypisywania wlasciwosci scalajacych i w zasadzie konstytuujacych
          swiadomosc pamieci. zauwaz ze na swiadomasc skladaja sie nasze epistemologiczne
          doznania, a pamiec jest czyms co je zachowuje i umozliwia refleksje nad samym
          soba czyli wglad w siebie. niechce zbyt pochopnie sie wypowiadac ale mam chyba
          przekonanie iz pamiec jst czyms co stanowi o naszej swiadomosci.ludzie
          cierpiacy na glebokie zabuzenia pamieci w zasadzie nie odczuwaja czegos takiego
          jak swiadomosc.
          zmiana wspomnien wiec jst bardzo silna przeslanka do wnioskowania ze musiala
          sie zmienic i swiadomosc danego czlowieka. mysle ze jak to sobie wyobrazisz to
          poczujesz a moze i zrozumiesz oco mi chodzi.
          jstesmy ksztautowani(nasza swiadomosc jst ksztautowana) poprzez to czego
          doswiadczamy, wiec jezeli zmienic doswiadczenia zmienai sie i swiadomosc.
          wszystko jednak zalezy czy przyjmiemy dajmy na to koncepcje platona ktora by z
          latwoscia obalila moje tezy, wtedy faktycznie pamiec taka jaka my rozumiemy
          niema znaczenia bo musimy sobie przypomniec cos co jst poza naszym
          doswiadczeniem, ale juz arystoteles jst moim ziomkiem bo wprowadza tabule
          rase. ..
          i tak mozna by dlugo.
          nadmienie jeszcze tylko ze shizofrenia, ktora zdaje sie zaliczyliscie byliscie
          do grupy spelniajacej kryteria w 1st pytaniu,zasadza sie wlasnie na odlaczeniu
          pamieci od podmiotu choroby... warto nad tym pomyslec
          • Gość: Illain Re: przeszczep świadomości ... IP: *.energis.pl 26.02.03, 10:21
            Witam!
            Na poczatek zaznacze, ze moje zwiazki z psychiatria ograniczaja sie do
            okazjonalnych kontaktow towarzyskich z psychiatrami przy trunkach. Czesto
            rozmawiamy na temat, ale za znawce dziedziny uwazac sie nie moge. Tyle, ze moj
            stosunek do nauki wspolczesnej jest raczej negatywny, a wiec nielatwo poddaje
            sie autorytetom naukowym.
            Mysle, ze kluczem do Twojej wypowiedzi jest sformuowanie "mam chyba przekonanie"
            Otoz, jak juz wielokrotnie pisalem, nie znam niepodwazalnego dowodu na
            jakakolwiek teorie obowiazujaca w psychiatrii, dlatego pozostaja one jedynie
            teoriami i mozna w nie wierzyc, lub nie. Zauwaz, ze leczenie psychiatryczne
            dzisiaj i w przeszlosci przynosi bardzo podobne efekty, mimo kompletnie innych
            metod. Wazniejsza wydaje mi sie naukowa podbudowa, dzieki ktorej w swiadomosci
            spolecznej buduje sie tolerancje dla psychicznych, niz sam fakt ich leczenia.
            Ja mam chyba przekonanie ;) ze pamiec nie jest najbardziej znaczacym czynnikiem
            wplywajacym na swiadomosc. Wazniejsze wydaja mi sie podswiadomosc,
            warunkowanie, odruchy nabyte itp. Zeby sie naukowo podeprzec, to o ile pamietam
            u pacjentow z utrata pamieci nie obserwuje sie generalnych zmian w sposobie
            wyslawiania, reagowaniu, charakterze, czy wreszcie postrzeganiu. Zmienia te
            rzeczy np. pranie mozgu, ale ono polega chyba na warunkowaniu reakcji, a nie
            wszczepianiu wspomnien.
            A co do schizofrenii to wdawalo mi sie, ze polega ona na niemoznosci
            odroznienia wyobrazen od rzeczywistosci, pamietam takie terminy jak zespol
            urojeniowy, mania itp. Jakos nie kojarzy mi sie to z odlaczeniem pamieci -
            prosze o wyjasnienie, jezeli nie sprawi Ci to za duzego klopotu.
            Pzdr.
            • Gość: mimoza Re: przeszczep świadomości ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.03, 23:26
              przeczytalam odpowiem, tylko za jakis czas jak bede miala chwilke zeby
              przysiasc i zetelnie acz zrozumiale odpowiedziec. na razie mam strasznie duzo
              pracy i urzad skarbowy na glowie wiec obiecuje opdpisac, ale narazie to tyle.
              cierpliwosci
      • valkrissa O/T bardzo mi przyjemnie 19.02.03, 10:11
        Gość portalu: mimoza napisał(a):
        > [...] ale czy to wa s jeszcze wogole interesuje?

        Toć i ja dopowiem, że nas interesuje. Interesuje też pewnie założyciela wątku Reala. O ile nas czyta. Illain
        wprawdzie twierdził był, że od dawna nikt nas nie czyta, ale Ty tu, taka niespodzianka, jego zdanie
        cokolwiek podważasz.
        PS. Freud, Hegel, Kant...Coraz ciaśniej się robi, i dobrze...Pozdrawiam :)
        • Gość: mimoza Re: O/T bardzo mi przyjemnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.03, 23:14
          troszke sie wstydze tutaj ingerowac w tok waszych przemyslen, bo spelniam
          czyjes wczesniejsze obawy - otórz reprezentuje wlasnie oboz filozoficzny i
          medykopsychiatryczny. niestety nie mialam czasu doczytac wszystkich postow wiec
          nie orientuje sie do konca w rozwoju dyskusji, jednakze sam temat bmnie
          interesuje wiec w miare mozliwosci bede sie starala udzielac.
          a prywatnie to rozplynelam sie z zachwytu nad tym ze ktos jeszcze uzywa formy
          zaprzeszlej...
          pozdrawiam
    • valkrissa Illainie odpiszę jak złapię czas i dech (N/T) 27.02.03, 10:06
    • valkrissa O/T Epizod 21 06.03.03, 08:35
      ANTE POSTUM DUŻĄ CZCIONĄ DO REALA CO RZECZ ZACZĄŁ (A I ILLAINOWI POD ROZWAGĘ)
      Jacka Dukaja "Czarne oceany" od paru dni w ponownej lekturze chybocą mi przed oczami w chybocącym autobusie
      do pracy - i tam jest takie mnóstwo wariantów jak się ma świadomość do obcej świadomości do cielesności do
      techniki a do granic poznania a do granic jestestwa, że lektura byłaby konieczną. Niektóre pomysły nie są nowe (a
      nawet większość z nich nie jest nowością), ale dużym plusem jest to, że przeróżne spojrzenie na świadomość /
      umysłowość / cielesność zebrano między jedną parą okładek.

      Gość portalu: Illain napisał(a):
      > Witam po przerwie (przerwa oznacza w tym przypadku kilka dni odstepu pomiedzy
      > biezacym a ostatnim moim postem, a ze wszystkich przerw chodzi o te, ktora wlasnie sie zakonczyla ;)
      I ja witam po przerwie. Moja przerwa o tyle dziwniejsza, że jej nie ma. Dostałem pilne zlecenie :( a terminy gonią :((
      [...]
      > > > Lepiej zabrzmi "kraj z aspiracjami do kapitalizmu"?
      > > Heh, a kto aspiruje?
      > Ja na ten przyklad...
      No to musisz mieć kapitał ;)
      [...]
      > > No ja dałem radę inaczej: ciałem jest czaszka z mózgiem, reszta może być "cudza".
      > To by oznaczalo, ze mozg nie moze istniec bez czaszki, czy ze sam mozg cielem
      > nie jest, czy sie juz zgubilem?
      Nie, nie, ta czaszka to raczej dla ozdoby. Mógłby być sam pulp mózgowy.
      [...]
      > powtorze, ze wymiana pokolen na stanowiskach decyzyjnych jest niezbedna do
      > upowszechnienia sie nowej koncepcji.
      To pod warunkiem, że coś nie jest na tyle (a) modne; (b) konieczne; (c) a+b, że i bez wymiany pokoleń się
      upowszechni.
      [...]
      > > > > A firmę, w której stawiano głównie na fachowość, już kiedyś znalazłem
      > > > > Sam ją sobie założyłem. Tylko mnie zusy dobiły w tył głowy :(
      > > > A moze niewlasciwe zarzadzanie zasobami ludzkimi? ;)
      > > Ano właśnie. I jeszcze dyrekcji było tyle samo co pracowników szeregowych :)
      > A zbyt scsle powiazania miedzy personelem produkcyjnym a pomocniczym wplywaly
      > na obnizenie wydajnosci :)
      Czy chodzi Ci o molestowanie? ;)
      [...]
      > > Wiedziałem. (Nie słuchasz się Miodka, nieładnie:)
      > A czemu nieladnie?
      Nieładnie, czytaj niekonsekwentnie. Jeżeli powołujesz się na autorytet Miodka w kwestii A, to stosuj się do jego
      zaleceń w kwestii B. A jeśli nie słuchamy się autorytetu we wszystkim (bardzo powszechne w życiu codziennym,
      bo nie chyba absolutów _uniwersalnych_, nawet w ramach jednej dziedziny wiedzy / nauki), to musimy, przed
      powołaniem się na autorytet określić choć z grubsza od czego zależy, że raz się stosujemy do jego zaleceń a kiedy
      indziej nie.
      [...]
      > W kwestii przekladania sie pieniedzy na wiarygodnosc - rozumiem ze to dowcip, isn't it?
      Nie, a dlaczego? Może uprecyzyjnię: "w kwestii przekładania się pieniędzy prawdopodobieństwo wiarygodności.
      [...]
      > > Co by znaczyło, że trzeba wiedzieć, co autorytet mówi? Bo ja miewam też
      > autorytety z dziedzin, o których nie mam pojęcia.
      > No nie wiem, chyba tu przykladamy inna skale. Dla mnie nie istnieje cos takiego
      > jak "autorytet w dziedzinie, o ktorej nie mam pojecia", to jest sformuowanie wewnetrznie sprzeczne.
      Fiszer z Kasparowem z są dla mnie autorytetami w szachach, choć ja z szachów wiem, że nic nie wiem. Religa jest
      dla mnie autorytetem z chirurgii serca, choć ja ledwie wiem, z której strony lancet tnie. Czyli nie zakładam konieczności
      osobistej weryfikacji kogoś na podstawie osobiście zgromadzonej wiedzy, żeby ten ktoś był mi autorytetem.
      [...]
      > > > > > obowiazujaca dla danego kregu jezykowego, kulturowego, spolecznego
      > > > > > i zawodowego. A to jest za generalnie. "W danej grupie" bedzie mniej generalnie?
      > > Nie.
      > No a wlasciwie dlaczego?
      Bo to jest rozmyte�Ledwie co ugodziliśmy się co to jest definicja a Ty rzucasz jednym haustem: "kulturowy" (a cóż to
      jest kultura?), "społeczny" (a społeczeństwo jak wyznaczamy?) A w wyrażeniu "w danej grupie" nie wiem, co
      znaczy "danej", więc - wbrew Twoim intencjom - jest to wyrażenie generalniejsze niż to o kręgu.
      [...]
      > > A kto był wcześniej, tj. przed 2 laty Tzn. jaki typ psychosocjologicznie?
      > Wczesniej byl facet, ktory uwazal, ze skoro nie zapierdzielam jak maly
      > parowozik, to wszystko mu bedzie funkcjonowac po moim odejsciu. Nieskromnie
      > dodam, ze po 2 latach moj byly zakres obowiazkow wykonuje 6 osob, choc ilosc roboty wcale sie nie zwieksza.
      No, ale podałeś przykład tego faceta jako przypadek poplątania siatki w życiu codziennym? (NB: w opisanym
      przypadku model stał się lepszy: 6 osób zamiast 1 Illaina to 5 osób odjętych z puli bezrobotnych (ewentualnie 4, jeśli
      Ty stałeś się bezrobotny)�A że to się przekłada na tzw. optymalizację efektywności pracy i maksymalizację zysku,
      to pryszcz. Gdy mowa o owej optymalizacji, owej maksymalizacji
      • Gość: Illain Re: O/T Epizod 21 IP: *.energis.pl 07.03.03, 10:22
        > ANTE POSTUM DUŻĄ CZCIONĄ DO REALA CO RZECZ ZACZĄŁ (A I ILLAINOWI POD ROZWAGĘ)
        > Jacka Dukaja "Czarne oceany" [...]
        Generalnie nie przepadam za Dukajem, z polskich autorow aktywnych obecnie cenie
        Pilipiuka, Kresa, Kolodziejczaka, Brzezinska i (choc ostatnio nieco mniej)
        Sapkowskiego. Reszta jest dla mnie raczej malo strawna. Ale jezeli NAPRAWDE
        polecasz, to sprobuje...
        >
        > I ja witam po przerwie. Moja przerwa o tyle dziwniejsza, że jej nie ma.
        > Dostałem pilne zlecenie :( a terminy gonią :((
        Coz, ze zleceniami tak juz jest :(
        > [...]
        > > > > Lepiej zabrzmi "kraj z aspiracjami do kapitalizmu"?
        > > > Heh, a kto aspiruje?
        > > Ja na ten przyklad...
        > No to musisz mieć kapitał ;)
        Glownie umyslowy, niestety :(
        > [...]
        > > powtorze, ze wymiana pokolen na stanowiskach decyzyjnych jest niezbedna do
        > > upowszechnienia sie nowej koncepcji.
        > To pod warunkiem, że coś nie jest na tyle (a) modne; (b) konieczne; (c) a+b,
        > że i bez wymiany pokoleń się upowszechni.
        Byc moze masz racje, ale nie znam w naturze zadnego przykladu potwierdzajacego.
        > [...]
        > > A zbyt scisle powiazania miedzy personelem produkcyjnym a pomocniczym wplyw
        > > aly na obnizenie wydajnosci :)
        > Czy chodzi Ci o molestowanie? ;)
        A o coz innego? ;)
        > [...]
        > > > Wiedziałem. (Nie słuchasz się Miodka, nieładnie:)
        > > A czemu nieladnie?
        > Nieładnie, czytaj niekonsekwentnie. Jeżeli powołujesz się na autorytet Miodka
        > w kwestii A, to stosuj się do jego zaleceń w kwestii B. A jeśli nie słuchamy
        > się autorytetu we wszystkim (bardzo powszechne w życiu codziennym,
        > bo nie chyba absolutów _uniwersalnych_, nawet w ramach jednej dziedziny
        > wiedzy / nauki), to musimy, przed powołaniem się na autorytet określić choć z
        > grubsza od czego zależy, że raz się stosujemy do jego zaleceń a kiedy indziej
        > nie.
        Oczywiscie sie zgadzam, ale ta odmiana chcialem zaznaczyc, ze nie traktuje
        Miodka, czy innych, na ktorych sie powoluje, absolutnie bezkrytycznie. Ale
        jeszcze raz zaznaczam, ze w podanym przykladzie, piszac czy mowiac cos
        oficjalnie uzylbym "ż"
        > [...]
        > > W kwestii przekladania sie pieniedzy na wiarygodnosc - rozumiem ze to dowc
        > ip, isn't it?
        > Nie, a dlaczego? Może uprecyzyjnię: "w kwestii przekładania się pieniędzy
        > prawdopodobieństwo wiarygodności.
        No nie wiem, czy moge sie zgodzic, dla mnie pieniadze sie nijak z
        wiarygodnoscia nie wiaza, niezaleznie od precyzji okreslenia ;)
        > [...]
        > Fiszer z Kasparowem z są dla mnie autorytetami w szachach, choć ja z szachów
        > wiem, że nic nie wiem. Religa jest dla mnie autorytetem z chirurgii serca,
        > choć ja ledwie wiem, z której strony lancet tnie. Czyli nie zakładam
        > konieczności osobistej weryfikacji kogoś na podstawie osobiście zgromadzonej
        > wiedzy, żeby ten ktoś był mi autorytetem.
        Widze, ze wpadles w pewna pulapke pojeciowa, wiec bede prostowal ;)
        O szachach wiesz, ze to gra strategiczna, grana na szachownicy 8x8, przy uzyciu
        figur, podejrzewam nawet, ze wiesz jak co sie porusza, a byc moze znane ci sa
        pojecia "roszada", "bicie w przelocie", "debiut" itp. O sercu wiesz, ze jest
        miesniem, mniej wiecej z czego sie sklada, jak dziala, jaki ma wplyw na funkcje
        zyciowe, przypuszczam, ze potrafilbys wymienic podstawowe trudnosci, jakie
        napotykamy w chirurgii serca, znasz zapewne takze pojecia "zawal", "zapasc" itp.
        Mozesz wiec okreslac autorytety. Wez dziedzine, o ktorej RZECZYWISCIE nie masz
        pojecia i sprobuj wtedy. Pytanie pomocnicze: Czy docent Pawlowski jest dla
        Ciebie autorytetem w kwestii palihalitu srodanhydrytowego?
        > [...]
        > > > > > > obowiazujaca dla danego kregu jezykowego, kulturowego, spolecznego
        > > > > > > i zawodowego. A to jest za generalnie. "W danej grupie " bedzie
        mniej generalnie?
        > > > Nie.
        > > No a wlasciwie dlaczego?
        > Bo to jest rozmyte Ledwie co ugodziliśmy się co to jest definicja a Ty rzucasz
        > jednym haustem: "kulturowy" (a cóż to jest kultura?), "społeczny" (a
        > społeczeństwo jak wyznaczamy?) A w wyrażeniu "w danej grupie" nie wiem, co
        > znaczy "danej", więc - wbrew Twoim intencjom - jest to wyrażenie
        > generalniejsze niż to o kręgu.
        O kulturze i spoleczenstwie nie bede pisal, bo po prostu nie chce mi sie
        wierzyc, ze rozumiesz te pojecia inaczej niz ja. Jezeli zas chodzi o grupe,
        jest to zbior osobnikow wyznaczonych na podstawie jakiegos (zaznacze ze
        dowolnego) kryterium. Niezaleznie od rzeczonego kryterium dla kazdej grupy
        obowiazuja te same zasady spoleczne np. grupa moze byc "mala" lub "duza", moze
        miec cel lub nie, itd. itp. Grupy mozna wyrozniac np. ze wzgledu na jezyk,
        dziedzictwo kulturowe, zasady moralne, albo konglomeraty tych pojec (Polacy na
        emigracji w Chicago od co najmniej dwoch pokolen, rzymsko-katoliccy). Jak nie
        zalezy nam na konkretnym podziale, piszemy "w danej grupie", odwolujac sie do
        zasad obowiazujacych dla grupy dowolnej, lub (to mi sie podoba szczegolnie)
        dopasowujac kryteria wyboru grupy do tezy, ktora przedstawiamy (fajne nie?).
        > [...]
        > > Akurat w tym przypadku prowadzenie projektow wykladalem.
        > Wykładałeś prowadzenie projektów? Czyli uczyłeś, jak prowadzić projekty? Jak
        > to rozumieć?
        Dobrze zrozumiales, choc w Polsce czesciej uzywa sie okreslenia "zarzadzanie
        projektami" niz "prowadzenie projektow", ale akurat ta kalka jezykowa niezbyt
        mi sie podoba.
        >
        > > A piwo w browarze drozsze niz w knajpach :((
        > A Tobie się kapitalizmu zachciewa? ;))
        Wlasciwie to wole, zeby piwo bylo drozsze, niz zeby go wogole nie bylo, a wiec
        tak - zachciewa mi sie kapitalizmu! ;)
        • valkrissa O/T Epizod 22 11.03.03, 09:16
          Gość portalu: Illain napisał(a):
          > > Jacka Dukaja "Czarne oceany" [...]
          > Generalnie nie przepadam za Dukajem
          A ja przepadam w stopniu zbliżonym do Absolutu czyli Siebie Samego. Pilipiuk, owszem, Sapkowski, być
          może, ale to rozrywka, kraina chichów śmichów. A że znam lepsze sposoby na rozrywkę, wolę literaturę
          do pogłówkowania (z rzadka czuję zew, aleć zawsze ;). "Czarne oceany" (właśnie ta pozycja, bo np. Ruch
          Generała to też bardziej rozrywka) jest szczególna - kwestie świadomości w ciele, poza ciałem (w VR, w
          AI) itd. (No i książka mi bliska, bo jąm otłumaczył z co smakowitszych kawałków, nie czekając Kandela :)

          > Coz, ze zleceniami tak juz jest :(
          Ale miałeś zlecenie, którego wykonanie ciągnie się drugi rok? Bo ja właśnie mam. (A wisi nade mną inne
          jeszcze, które zacząłem w 1995 bodaj a przed 2005 chyba nie ukończę. To dopiero cuś, nespa? :)
          [...]
          > > No to musisz mieć kapitał ;)
          > Glownie umyslowy, niestety :(
          Pamiętasz, co mówił Korwin (z czym BTB się nie zgadzam) że kto bogaty umysłowo, ten bogaty mamoną?
          [...]
          > > To pod warunkiem, że coś nie jest na tyle (a) modne; (b) konieczne; (c) a+b,
          > > że i bez wymiany pokoleń się upowszechni.
          > Byc moze masz racje, ale nie znam w naturze zadnego przykladu potwierdzajacego.
          E, tak na poczekaniu? Bo ja wiem? A "political corectness"?
          [...]
          > Oczywiscie sie zgadzam, ale ta odmiana chcialem zaznaczyc, ze nie traktuje
          > Miodka, czy innych, na ktorych sie powoluje, absolutnie bezkrytycznie. Ale
          > jeszcze raz zaznaczam, ze w podanym przykladzie, piszac czy mowiac cos oficjalnie uzylbym "ż"
          OK. W kwestii Miodka dzieli nas niewiele :)
          [...]
          > > Może uprecyzyjnię: "w kwestii przekładania się pieniędzy prawdopodobieństwo wiarygodności.
          > No nie wiem, czy moge sie zgodzic, dla mnie pieniadze sie nijak z
          > wiarygodnoscia nie wiaza, niezaleznie od precyzji okreslenia ;)
          Np. duża kasa u pana X zmniejsza prawdopodobieństwo, że pójdzie babci rwać torebkę na ulicy.
          [...]
          > Widze, ze wpadles w pewna pulapke pojeciowa, wiec bede prostowal ;)
          > O szachach wiesz, ze to gra strategiczna, grana na szachownicy 8x8, przy uzyciu
          > figur, podejrzewam nawet, ze wiesz jak co sie porusza, a byc moze znane ci sa
          > pojecia "roszada", "bicie w przelocie", "debiut" itp. O sercu wiesz, ze jest
          > miesniem, mniej wiecej z czego sie sklada, jak dziala, jaki ma wplyw na funkcje
          > zyciowe, przypuszczam, ze potrafilbys wymienic podstawowe trudnosci, jakie
          > napotykamy w chirurgii serca, znasz zapewne takze pojecia "zawal", "zapasc" itp.
          > Mozesz wiec okreslac autorytety. Wez dziedzine, o ktorej RZECZYWISCIE nie masz
          > pojecia i sprobuj wtedy. Pytanie pomocnicze: Czy docent Pawlowski jest dla
          > Ciebie autorytetem w kwestii palihalitu srodanhydrytowego?

          A więc Ty stopniujesz niewiedzę, przy czym na biegunie ujemnym jest niewiedza rzeczywista. Tylko jakimi
          instrumentami stopniować niewiedzę? Jak znaczyć kryteria? Jeśli pamiętam, że pod Grunwaldem 15
          lipca 1410 walczono, a kto inny pamięta inny fakt, np. że Witold był kniaziem, kto inniejszy potrafi wyliczyć,
          że 15 lipca 1410 to był wtorek albo zna etymologię imienia Witold, to któren z nas jest ignorantem? Ano
          pewnie każden - w porównaniu z mediewistą. Siatka ma pojęciowa nie tak potargana, jak sądzisz ;)
          IMO nikt, absolutnie _nikt_ nie może się znać "rzeczywiście" [w Twoim (do)rozumieniu tego słowa] na
          czymkolwiek. (Czytaj: zawsze będzie fakt, pojęcie, wyraz z dziedziny A, którego spec od A znać nie będzie.)
          Moja niewiedza szachowa a niewiedza palihalitowa są - w tej teorii - sobie równe, rózni je tylko to, że o
          Karpowie słyszałem a o Pawłowskim nie.
          Tyle teorii, bo w praktyce jednak niewiedze trzeba stopniować. Widzę to w uproszczeniu tak: znam się na
          czymś (czytaj: mam mniejszą o czymś niewiedzę), kiedy wiem o czymś więcej niż otaczenie. Na tej
          zasadzie znam się na języku dolnoszkockim, ale nie znam na szachach, chirurgii i anhydrytach. Gdybym
          znalazł się w Szkocji, pewnie przestałbym być sobie autorytetem z dolnoszkockiego, bo otoczenie miałoby
          wiedzę większą ode mnie. A więc porównuję swoją wiedzę z wiedzą otoczenia (tylko nie pytaj jak to robię,
          albo co to jest otoczenie: bo za długo by pisać) - przy czym otoczenie nie jest "constans".
          [...]
          > O kulturze i spoleczenstwie nie bede pisal, bo po prostu nie chce mi sie
          > wierzyc, ze rozumiesz te pojecia inaczej niz ja.
          Drobnym tekstem poddajesz w wątpliwość sens kulturoznawstwa czy socjologii?
          [...]
          (fajne nie?).
          fajne :)
          [...]
          > Dobrze zrozumiales, choc w Polsce czesciej uzywa sie okreslenia "zarzadzanie
          > projektami" niz "prowadzenie projektow", ale akurat ta kalka jezykowa niezbyt
          > mi sie podoba.
          Jeszcze dopytam: co to jest projekt? W rozumieniu np. budowlany? Czy w rozumieniu Plan Barbarossa?
          [...]
          > Wlasciwie to wole, zeby piwo bylo drozsze, niz zeby go wogole nie bylo, a wiec
          > tak - zachciewa mi sie kapitalizmu! ;)
          Piwo może istnieć w każdym systemie. Apolityczne jest piwo. Ale ja wolę whiscotche. Pzdr :)
          • Gość: Illain Re: O/T Epizod 22 IP: *.energis.pl 12.03.03, 12:32
            > > > Jacka Dukaja "Czarne oceany" [...]
            > > Generalnie nie przepadam za Dukajem
            > A ja przepadam w stopniu zbliżonym do Absolutu czyli Siebie Samego.
            O rany! czyzby projekcja asymilatywna?
            A na powaznie, niekoniecznie musze czytac jednozwojowce (chociaz czasem mi sie
            zdarza - to jak z filmami klasy B, maja swoj niepowtarzalny urok), ale Dukaj
            jest dla mnie po prostu belkotliwy. Wszystko mu sie rwie, a ja uznaje
            niespojnosci tylko wtedy, gdy maja na celu budowanie nastroju - w innym
            przypadku mnie mecza i nudza.
            > (No i książka mi bliska, bo jąm otłumaczył z co smakowitszych kawałków
            > , nie czekając Kandela :)
            Cos mi umyka w tej wypowiedzi (razem z czescia obcieta oczywiscie), nie moge
            zalapac o co chodzi :((
            >
            > Ale miałeś zlecenie, którego wykonanie ciągnie się drugi rok? Bo ja właśnie
            > mam. (A wisi nade mną inne
            > jeszcze, które zacząłem w 1995 bodaj a przed 2005 chyba nie ukończę. To
            > dopiero cuś, nespa? :)
            Realizuje wlasnie zlecenie, ktore zostanie zakonczone po wejsciu do UE, bez
            wzgledu na to kiedy to wejscie nastapi. Jest to zreszta duzy problem - serce
            chce przekraczac granice bez zamieszania, a rozum mowi, ze wtedy skonczy sie
            bezpieczenstwo finansowe, zastapione jakimis wirtualnymi mozliwosciami.
            > [...]
            > Pamiętasz, co mówił Korwin (z czym BTB się nie zgadzam) że kto bogaty
            umysłowo, ten bogaty mamoną?
            Nie pamietam, ale rowniez sie nie zgadzam.
            > [...]
            > > > To pod warunkiem, że coś nie jest na tyle (a) modne; (b) konieczne; (
            > > > c) a+b, że i bez wymiany pokoleń się upowszechni.
            > > Byc moze masz racje, ale nie znam w naturze zadnego przykladu potwierdzaja
            > > cego.
            > E, tak na poczekaniu? Bo ja wiem? A "political corectness"?
            Popieram tutaj poglad, ze cale zamieszanie z pc zostalo wprowadzone przez
            mlodych amerykanskich prawnikow, ktorzy mieli trudnosci ze zrobieniem kariery,
            a wiec zajeli sie wygrywaniem spraw interesujacych z medialnego puntu widzenia.
            A wiec wymiana pokolen nastapila.
            > [...]
            > > > Może uprecyzyjnię: "w kwestii przekładania się pieniędzy prawdopodobi
            > eństwo wiarygodności.
            > > No nie wiem, czy moge sie zgodzic, dla mnie pieniadze sie nijak z
            > > wiarygodnoscia nie wiaza, niezaleznie od precyzji okreslenia ;)
            > Np. duża kasa u pana X zmniejsza prawdopodobieństwo, że pójdzie babci rwać
            > torebkę na ulicy.
            Jedna z najlepiej zarabiajacych na swiecie kobiet (Wynona Ryder) zostala
            przylapana na kradziezy tanich kosmetykow w sklepie...
            > [...]
            > A więc Ty stopniujesz niewiedzę, [...]
            Wycialem, bo wogole sie nie zrozumielismy. Ja nic nie stopniuje, tylko mowie,
            ze jak sie o czyms nie wie, to nie mozna miec w tym temacie autorytetow. Mozesz
            co najwyzej przyjac na wiare, ze ktos autorytetem jest, jak o tym uslyszysz lub
            przeczytasz, ale to zupelnie inna sprawa. Pojecia "rzeczywistej niewiedzy"
            uzylem dla zobrazowania roznicy pomiedzy wyobrazeniami na temat wlasnej wiedzy,
            a stanem faktycznym. A piszac o "rzeczywistej wiedzy" robisz to, co nie
            podobalo Ci sie pare watkow wczesniej - mieszasz "a" i "-a", a przypominam ze
            to dotyczylo cierpienia, a wiec jednego z wazniejszych watkow naszej dyskusji.

            > Widzę to w uproszczeniu tak: znam się na czymś (czytaj: mam mniejszą o czymś
            > niewiedzę), kiedy wiem o czymś więcej niż otaczenie.
            Czyli w otoczeniu np. trzylatkow wyszloby ze znasz sie na szachach. A zwracam
            uwage, ze w zadnym otoczeniu nie wyszloby, ze znasz sie na palihalicie. Czujesz
            problem z wlasnym widzeniem?

            > wiedzę większą ode mnie. A więc porównuję swoją wiedzę z wiedzą otoczenia
            > (tylk o nie pytaj jak to robię, albo co to jest otoczenie: bo za długo by
            > pisać)
            Czyli ja mam tego nie robic, ale ty meczysz mnie bez opamietania? Zadam
            rownouprawnienia w dyskusji i powoluje niniejszym jednoosobowo Ruch Obrony
            Illaina Przed Niecnymi Zakusami Valkrissy, w skrocie KOIPNZ ;) Statut komitetu
            bedzie tworzony na biezaco. Na razie:
            1. Jezeli "a" nie jest rowne "-a" przy cierpieniu, to nie jest takze rowne przy
            rzeczywistej niewiedzy
            2. Wprowadza sie pojecie "zbyt dlugiego opisu", ktore ogranicza mozliwosc
            zadania od rozmowcy dowyjasniania pojec.
            > [...]
            > Drobnym tekstem poddajesz w wątpliwość sens kulturoznawstwa czy socjologii?
            Obu ;) Mozna je spokojnie zastapic zdrowym rozsadkiem...
            > [...]
            > Jeszcze dopytam: co to jest projekt? W rozumieniu np. budowlany? Czy w
            rozumieniu Plan Barbarossa?

            Projekt jest to niepowtarzalny, skonczony w czasie ciag dzialan, prowadzacych
            do osiagniecia unikatowego celu (to swobodne tlumaczenie angielskiej defincji).
            Takie przeciwiensto produkcji seryjnej. Projekt budowlany w sensie "plan
            obiektu", o ktory zapewne Ci chodzi, sie w tej definicji nie miesci, ale nalezy
            do dokumentacji projektu "budowa obiektu".

            > [...]
            > Piwo może istnieć w każdym systemie.
            Ale w niektorych systemach jest go mniej i jest niedobre.
            > Apolityczne jest piwo.
            Ale jest wykorzystywane do zbijania kapitalu politycznego (casus Lukaszenki)
            > Ale ja wolę whiscotche.
            De gustibus... ale zasadniczo tez wole mocniejsze trunki i takie, po ktorych
            mniej sie sika.
            > Pzdr :)
            Rowniez :)
            • valkrissa O/T Epizod 23 13.03.03, 08:39
              Gość portalu: Illain napisał(a):
              > > > Generalnie nie przepadam za Dukajem
              > > A ja przepadam w stopniu zbliżonym do Absolutu czyli Siebie Samego.
              > O rany! czyzby projekcja asymilatywna?
              Chciałem wyrazić, że najbardziel vel Absolutnie przepadam za sobą.

              > a ja uznaje niespojnosci tylko wtedy, gdy maja na celu budowanie nastroju - w innym
              > przypadku mnie mecza i nudza.
              Czy są niespójności: de gustibus. Czy nudzą? Mnie - nigdy? Czy męczą? Być może. Ale jest to zmęczenie
              często pozytywne tj. pożądane. No i dużo mniej męczy mniej niespójność niż oczywistość. Oczywistość
              wywołuje we mnie zmęczenie negatywne tj. niepożądane. Taka np. oczywistość harlekina, we wszystkich
              definicjach oczywistości. Sapkowski też jest oczywisty (tzn. np. przewidywalny fabułowo) ale fajnie czytalny
              dla języka i grepsów (jak się nie ma Chandlera co się lubi, to się lubi Sapka co się ma) i odwołań
              do-inno-literackich.

              > Cos mi umyka w tej wypowiedzi (razem z czescia obcieta oczywiscie), nie moge
              > zalapac o co chodzi :((
              Kandel (ten, co to Lema zangielszczył na rynki zachodnie) wziął się (nie wiem, czy z racji nominacji
              Bagińskiego do Oskara czy nie) za Dukaja. AFAIK przetłumaczył "Ruch Generała", "Katedrę" a bierze się
              za "Czarne oceany". Nie czekając aż skończy ja też sobie przetłumaczyłem fragmenty - dla wprawki.

              > Realizuje wlasnie zlecenie, ktore zostanie zakonczone po wejsciu do UE, bez
              > wzgledu na to kiedy to wejscie nastapi.
              A jaki jest THEN po IF: nie będzie wejścia...?

              > Jest to zreszta duzy problem - serce
              > chce przekraczac granice bez zamieszania, a rozum mowi, ze wtedy skonczy sie
              > bezpieczenstwo finansowe, zastapione jakimis wirtualnymi mozliwosciami.
              Ja mam podobnie formułowalny dylemat. Prymat rozumu jednak chyba uznam. Tym bardziej, że na
              przekraczanie granic nie mam pieniędzy, ochoty i czasu, czytaj: pieniędzy.
              [...]
              > Popieram tutaj poglad, ze cale zamieszanie z pc zostalo wprowadzone przez
              > mlodych amerykanskich prawnikow, ktorzy mieli trudnosci ze zrobieniem kariery,
              > a wiec zajeli sie wygrywaniem spraw interesujacych z medialnego puntu widzenia.
              > A wiec wymiana pokolen nastapila.
              No nastąpiła. Ale gdyby przyjąć, co piszesz, to mamy młodzież, która nie może się przebić a żeby się
              przebić wymyśla pc? Czegoś nie rozumiem: z nowym pomysłem też by się nie przebili (bo niby
              dlaczego?) a gdyby się przebili innymi sposobami, to niepotrzebna byłaby im pc?
              [...]
              > > Np. duża kasa u pana X zmniejsza prawdopodobieństwo, że pójdzie babci rwać torebkę na ulicy.
              > Jedna z najlepiej zarabiajacych na swiecie kobiet (Wynona Ryder) zostala
              > przylapana na kradziezy tanich kosmetykow w sklepie...
              Dlatego napisałem, że forsa zapewnia większe prawdopodobieństwo ale nie zapewnia pewności.
              Wynona jest przypadkiem ze zbioru małoprawdopodobnego ale możliwego właśnie.
              [...]
              > Wycialem, bo wogole sie nie zrozumielismy. Ja nic nie stopniuje, tylko mowie,
              > ze jak sie o czyms nie wie, to nie mozna miec w tym temacie autorytetow.
              Ja nie wiem, czy się z Twoim poglądem zgadzam, bo nie wiem, co rozumiesz przez "jak się o czymś nie
              wie". Nie wie się jak, połowicznie, absolutnie? Ja niewiedzę stopniuję właśnie po to, żeby móc mieć
              autorytet w niewiedzy szachowej (niewiedza mniejsza) a nie móc mieć autorytetu w dziedzinie X
              (niewiedza absolutna).

              > Mozesz co najwyzej przyjac na wiare, ze ktos autorytetem jest, jak o tym uslyszysz lub
              > przeczytasz, ale to zupelnie inna sprawa.
              "Inna"? Hm, może. Ale "zupełnie inna" to na pewno nie.

              > A piszac o "rzeczywistej wiedzy" robisz to, co nie podobalo Ci sie pare watkow wczesniej -
              > mieszasz "a" i "-a", a przypominam ze to dotyczylo cierpienia, a wiec jednego z wazniejszych watkow
              A tak, mea culpa! Ale wobec tego przyznajesz, że możesz użyć terminu "rzeczywista niewiedza" a nie
              możesz "rzeczywista wiedza"? (Nieważne. Sofistyka.)

              > Czyli w otoczeniu np. trzylatkow wyszloby ze znasz sie na szachach. A zwracam
              > uwage, ze w zadnym otoczeniu nie wyszloby, ze znasz sie na palihalicie. Czujesz
              > problem z wlasnym widzeniem?
              No zgadza się! Wśród trzylatków znam się na szachach (założenie: żaden z trzylatków nie jest szachistą).
              Jestem wśród nich autorytet szachowy (założenie: autorytet może funkcjonować, bo się nim jest a
              niekoniecznie bo są tacy, którzy go uznają). Autorytetem palihalitowym nie jestem nigdzie. Gdzie
              sprzeczność czy niespójność?
              (NB: jest takie środowisko, w którym byłbym autorytetem palihalitowym. Ponieważ już usłyszałem od
              Ciebie tę nazwę, byłbym autorytetem w każdej grupie, która nawet tej nazwy nie słyszała. Nie miałoby
              nawet znaczenia, czy coś takiego (palihalit) istnieje: można być autorytetem w dziedzinach abstrakcyjnych.
              Ale porzućmy ten notabenizm, żeby nie mieszać za dużo.)

              > > wiedzę większą ode mnie. A więc porównuję swoją wiedzę z wiedzą otoczenia
              > > (tylk o nie pytaj jak to robię, albo co to jest otoczenie: bo za długo by pisać)
              > Czyli ja mam tego nie robic, ale ty meczysz mnie bez opamietania?
              Chętnie Ci napiszę, tylko to będzie, IAA, długie. Skoro długie, to nam się inne wątki rozmażą. Proponuję,
              byś wpisał na listę wątków oczekujących "jak swoją wiedzę z wiedzą otoczenia porównywać").
              [...]
              > Projekt jest to niepowtarzalny, skonczony w czasie ciag dzialan, prowadzacych
              > do osiagniecia unikatowego celu (to swobodne tlumaczenie angielskiej defincji).
              Swobodnie czy nie, to z tego odczytuję, że kiedy idę spełnić czynność fizjologiczną, to też jest projekt ;))
              (Nie będę rozwijał dlaczego _nie_ uważam defekacji za produkcję seryjną, bo się robi niesmacznie.)
              [...]
              > > Apolityczne jest piwo.
              > Ale jest wykorzystywane do zbijania kapitalu politycznego (casus Lukaszenki)
              Ano tak. I jeszcze była Polska Partia P (Przyjaciół? Pijaczy?) Piwa. A Jelcyn się chwiał na lotniskach. Czyli
              jednak polityczny jest alkohol? No to trzeba zakazać
              • Gość: Illain Re: O/T Epizod 23 IP: blue:* / 172.16.84.* 17.03.03, 10:24
                > Chciałem wyrazić, że najbardziel vel Absolutnie przepadam za sobą.
                Rozumiem, uwzglednie w przyszlosci ;)
                >
                > Czy są niespójności: de gustibus. Czy nudzą? Mnie - nigdy? Czy męczą? Być
                > może. Ale jest to zmęczenie często pozytywne tj. pożądane. No i dużo mniej
                > męczy mniej niespójność niż oczywistość. Oczywistość wywołuje we mnie
                > zmęczenie negatywne tj. niepożądane. Taka np. oczywistość harlekina, we
                > wszystkich definicjach oczywistości. Sapkowski też jest oczywisty (tzn. np.
                > przewidywalny fabułowo) ale fajnie czytalny dla języka i grepsów (jak się nie
                > ma Chandlera co się lubi, to się lubi Sapka co się ma) i odwołań do-inno-
                > literackich.
                Nie wiem jako kto pracujesz, ale ja osobiscie czasami, dla odreagowania,
                bardzo lubie oczywistosci. Pewnie, ze nie te halequin'owe, albo z oper
                mydlanych, ale takie np. z Sapka czy Eddingsa mi odpowiadaja, bo nie wymagaja
                myslenia, a pozwalaja bez problemu zaglebic sie w swiat bajkowy. Jezeli zas
                chodzi o efekty pozytywne zmuszania do myslenia, to mozna to osiagnac na wiele
                sposobow. Rwanie akcji i sensu jest jednym z nich, ale niezbyt przeze mnie
                pozadanym. Tu juz raczej wole Kresa czy Ziemianskiego (choc musze uczciwie
                przyznac, ze ten pierwszy robi sie tym bardziej przewidywalny im wiecej go
                czytasz). Dukajowe dzielka sa dla mnie jakies takie... wydukane(?).
                >
                > > Realizuje wlasnie zlecenie, ktore zostanie zakonczone po wejsciu do UE, be
                > > z wzgledu na to kiedy to wejscie nastapi.
                > A jaki jest THEN po IF: nie będzie wejścia...?
                THEN: mam fuche do emerytury.
                >
                >Ja mam podobnie formułowalny dylemat. Prymat rozumu jednak chyba uznam. Tym bar
                > dziej, że na przekraczanie granic nie mam pieniędzy, ochoty i czasu, czytaj:
                > pieniędzy.
                To nie jest takie drogie. Spedzalem juz wakacje za granica, ktore kosztowaly
                mnie zniacznie mniej niz w Polsce, nawet czasem przy wyzszym poziomie zycia.
                > [...]
                > No nastąpiła. Ale gdyby przyjąć, co piszesz, to mamy młodzież, która nie może
                > się przebić a żeby się przebić wymyśla pc? Czegoś nie rozumiem: z nowym
                > pomysłem też by się nie przebili (bo niby dlaczego?) a gdyby się przebili
                > innymi sposobami, to niepotrzebna byłaby im pc?
                pc jest historyczna konsekwencja kazdego ustroju w okresie schylkowym.
                Znajdzesz je nawet w niewolnictwie i monarchii. Jeswt to jeden z dowodow, ze
                wkrotce (oczywiscie w kategoriach historycznych) nastapi jakas rewolucja.
                Innymi dowodami sa istnienie grup, ktore zawsze beda u wladzy, nieefektywnosc
                systemow sadowniczych, nadmierne poblazanie mlodziezy, podnoszenie glow przez
                margines obyczajowy itd. itp. Nie zmienia to jednak faktu, ze ktos musi zaczac
                i zawsze jest to okreslone pokolenie, ktore albo wlasnie jest u wladzy, albo
                sie do niej pcha.
                > [...]
                > Wynona jest przypadkiem ze zbioru małoprawdopodobnego ale możliwego właśnie.
                Ale sam fakt jej istnienia powoduje, ze ochrona w sklepie musi uwazac rowniez
                na bogatych, wszystkich, czytaj: do NIKOGO nie moze miec zaufania tylko
                dlatego, ze posiada on duze pieniadze.
                > [...]
                O autorytetach - nie chcac juz dalej roztrzasac przyjmuje dla potrzeb
                niniejszej dyskusji odnosne wnioski, przyjmijmy ze w tym zakresie ustalilismy
                czesc wspolna siatki.
                Zeby bylo zupelnie jasne, ja tez nie mam kompletnie pojecia co to jest
                palihalit, nie znam nikogo kto moglby to wiedziec, a wiec przywoluje go czesto
                jako przyklad czegos o czym sie nie wie. A zeby udowodnic,ze zrozumialem to
                dodam, ze zgodnie z Twoja definicja jestem dla Ciebie autorytetem z palihalitu,
                bowiem wiem, ze dzieli sie on na srodanhydrytowy i srodsolny, cokolwiek by to
                mialo oznaczac.
                > [...]
                > Swobodnie czy nie, to z tego odczytuję, że kiedy idę spełnić czynność
                fizjologiczną, to też jest projekt ;))
                > (Nie będę rozwijał dlaczego _nie_ uważam defekacji za produkcję seryjną, bo
                się robi niesmacznie.)
                Nie wiem dlaczego uzyles ";)", to oczywiscie moze byc projekt, jezeli wczesniej
                poukladasz sobie w glowie harmonogram, okreslisz rzeczywisty cel (a jest nim
                nie tylko samo zdefekowanie), potrzeby (nie tylko fizjologiczne) niezbedne do
                jego realizacji itd. Mozna oczywiscie zdefekowac bez projektu, ale narazamy sie
                wtedy np. na zaskoczenie po procesie brakiem papieru.
                > [...]
                > > > Apolityczne jest piwo.
                > > Ale jest wykorzystywane do zbijania kapitalu politycznego (casus Lukaszenk
                > i)
                > Ano tak. I jeszcze była Polska Partia P (Przyjaciół? Pijaczy?) Piwa. A Jelcyn
                s
                > ię chwiał na lotniskach. Czyli
                > jednak polityczny jest alkohol? No to trzeba zakazać
                • valkrissa O/T Epizod 24 18.03.03, 09:30
                  Gość portalu: Illain napisał(a):
                  [...]
                  > Nie wiem jako kto pracujesz, ale ja osobiscie czasami, dla odreagowania,
                  A sądzisz, że wybór źródła oczywistości albo podniety intelektualnej zależy od zawodu? Kiedy czytam
                  Dukaja, to pracuję jako czytelnik ;)

                  > bardzo lubie oczywistosci. Pewnie, ze nie te halequin'owe, albo z oper
                  A dlaczego "pewnie, że nie te harlequinowe"? Czy to tylko kwestia gustu, o którym się nie dyskutuje - czy
                  może podświadomie jednak Sapek różni się od harlequina dawką intelektu i zmuszaniem do myślenia?

                  > mydlanych, ale takie np. z Sapka czy Eddingsa mi odpowiadaja, bo nie wymagaja
                  > myslenia, a pozwalaja bez problemu zaglebic sie w swiat bajkowy. Jezeli zas
                  > chodzi o efekty pozytywne zmuszania do myslenia, to mozna to osiagnac na wiele sposobow.
                  No ale również na wiele sposobów można się zagłębiać w świat bajkowy.

                  > Rwanie akcji i sensu jest jednym z nich, ale niezbyt przeze mnie pozadanym.
                  Czyli formalistów nie lubisz, rozumiem?
                  [...]
                  > >Ja mam podobnie formułowalny dylemat. Prymat rozumu jednak chyba uznam. Tym bar
                  > > dziej, że na przekraczanie granic nie mam pieniędzy, ochoty i czasu, czytaj: pieniędzy.
                  > To nie jest takie drogie. Spedzalem juz wakacje za granica, ktore kosztowaly
                  > mnie zniacznie mniej niz w Polsce, nawet czasem przy wyzszym poziomie zycia.
                  Ale to zależy czy wakacje czy wakacyjki, czy dalekie czy bliskie, czy z żoną czy bez (jeśli jest żona), komu
                  podrzucić dzieci (jeśli są, no bo z dziećmi na głowie, to co to za wakacje), jakim dojazdem (jak kto się boi
                  samolotów, to go transport wyniesie taniej), jak zgrać terminy urlopów itede, itede. Wszystkie owe troski
                  ucina pieniądz. Ale przez coraz większe P.
                  [...]
                  > pc jest historyczna konsekwencja kazdego ustroju w okresie schylkowym.

                  Czy z faktu, że jakiś ustrój jest w okresie schyłkowym wynika, że młody ma się dopchać do jakiejkolwiek
                  władzy? W schyłkowym Rzymie nowym cezarem zostawał ten, kto miał jakiś legion. A co to za legion -
                  polityczna poprawność? Ile toto ma dywizji? Ja tego dalej nie rozumiem. Jeśli pc to wymysł młodych, to
                  tym gorzej dla młodych. Ja też mogę zmyślić jakąś socjopolityczną nowość, ale nie dorwę się do żadnej
                  władzy - chyba że ta nowość spodoba się i przyda tym, co u władzy już są.
                  Rozumiem, że można odnieść korzyści z niewolnictwa - oraz z braku niewolnictwa. Rozumiem, że są
                  jakieś z zyski z istnienia monarchii i jej nieistnienia. A dlaczego pc miałaby się podobać? Tego nie wiem.
                  Jak pojadę na wakacje do usa, to pojmę, heh.
                  [...]
                  > > Wynona jest przypadkiem ze zbioru małoprawdopodobnego ale możliwego właśnie.
                  > Ale sam fakt jej istnienia powoduje, ze ochrona w sklepie musi uwazac rowniez
                  > na bogatych, wszystkich, czytaj: do NIKOGO nie moze miec zaufania tylko
                  > dlatego, ze posiada on duze pieniadze.
                  Ale to co piszesz, to tylko założenie. W rzeczywistości niewirtualnej zaufanie tworzone jest przez pieniądz i
                  inne atrybuty (a dlaczego każą chodzić w garniturach?) Pułkownik Kwiatkowski, Konsul - z zagranicznych
                  filmów ten ostatni z DiCaprio i Hanksem - pokazują, że jest magia pieniądza, munduru i znajomości
                  psychiki.
                  [...]
                  > A zeby udowodnic,ze zrozumialem to
                  > dodam, ze zgodnie z Twoja definicja jestem dla Ciebie autorytetem z palihalitu,
                  > bowiem wiem, ze dzieli sie on na srodanhydrytowy i srodsolny, cokolwiek by to mialo oznaczac.
                  Faktycznie: zrozumiałeś. Faktycznie: jesteś :)
                  [...]
                  > > Swobodnie czy nie, to z tego odczytuję, że kiedy idę spełnić czynność
                  > fizjologiczną, to też jest projekt ;))
                  > Nie wiem dlaczego uzyles ";)", to oczywiscie moze byc projekt,

                  Użyłem, żeby przenieść dać jakoś do zrozumienia, że odchodzę od tematyki projektów, o których Ty
                  wykładasz w tematykę turpistyczno-oniryczno-freudowską.

                  > jezeli wczesniej poukladasz sobie w glowie harmonogram, okreslisz rzeczywisty cel (a jest nim
                  > nie tylko samo zdefekowanie), potrzeby (nie tylko fizjologiczne) niezbedne do
                  > jego realizacji itd. Mozna oczywiscie zdefekowac bez projektu, ale narazamy sie
                  > wtedy np. na zaskoczenie po procesie brakiem papieru.

                  Hm, jak się nad tym dłużej zastanawiam, to wychodzi mi, że defekacja nie jest produkcją seryjną (bo
                  wynik nie jest nigdy ten sam a często nie jest nawet taki sam) ale nie jest to też projekt, bo niczego się
                  nie planuje. Nie układa harmonogramu (idę i robię, co mam robić), nie określa celu
                  • Gość: Illain Re: O/T Epizod 24 IP: blue:* / 172.16.84.* 19.03.03, 13:00
                    > A sądzisz, że wybór źródła oczywistości albo podniety intelektualnej zależy od
                    > zawodu? Kiedy czytam Dukaja, to pracuję jako czytelnik ;)
                    Po prostu mysle, ze przy niektorych zawodach, w ramach rekompensaty, pozada sie
                    literatury nie wymagajacej wielkiego wysilku umyslowego.
                    >
                    > > bardzo lubie oczywistosci. Pewnie, ze nie te halequin'owe, albo z oper
                    > A dlaczego "pewnie, że nie te harlequinowe"? Czy to tylko kwestia gustu, o
                    > którym się nie dyskutuje - czy może podświadomie jednak Sapek różni się od
                    > harlequina dawką intelektu i zmuszaniem do myślenia?
                    Rozni sie tym, ze nie walkuje na okroglo oklepanych schematow zawsze w ten sam
                    sposob. Harlequiny spokojnie moglyby byc pisane przez komputery. Muz jednak
                    przyznac, ze rozne rzeczy maja tu znaczenie. Eddings na ten przyklad walkuje
                    ten sam schemat w roznych wariantach aranzacyjnych, a go lubie. Podobnie jws np
                    z muzyka Ciechowskiego. Facet napisal w zyciu tylko jeden kawalek, ktory potem
                    roznie aranzowal, ale wielu jego piosenek moge sluchac...
                    >
                    > Czyli formalistów nie lubisz, rozumiem?
                    W ogolnosci nie przepadam
                    > [...]
                    > Ale to zależy czy wakacje czy wakacyjki, czy dalekie czy bliskie, czy z żoną
                    > czy bez (jeśli jest żona), komu podrzucić dzieci (jeśli są, no bo z dziećmi
                    > na głowie, to co to za wakacje), jakim dojazdem (jak kto się boi
                    > samolotów, to go transport wyniesie taniej), jak zgrać terminy urlopów itede,i
                    > tede. Wszystkie owe troski ucina pieniądz. Ale przez coraz większe P.
                    Konkretnie Chorwacja 2 tygodnie z dojazdem samochodem, zona i dzieckiem wyszla
                    mi tyle co Mazury w takiej samej konfiguracji. Tyle ze w Chorwacji mam pewne
                    uklady, a na Mazurach nie.
                    > [...]
                    > Czy z faktu, że jakiś ustrój jest w okresie schyłkowym wynika, że młody ma się
                    > dopchać do jakiejkolwiek władzy? W schyłkowym Rzymie nowym cezarem zostawał
                    > ten, kto miał jakiś legion. A co to za legion - polityczna poprawność? Ile
                    toto ma dywizji? Ja tego dalej nie rozumiem.
                    Bo mylisz pojecia. Przejmowanie wladzy nie przeklada sie bezposrednio na PC,
                    one funkcjonuja niejako obok siebie, ale akurat w Ameryce pc zostala
                    zawlaszczona przez zadnych przebicia sie na szczyt mlodych politykow i
                    prawnikow (co akurat czesto na jedno wychodzi). Taki sobie zbieg okolicznosci
                    > [...]
                    > Ale to co piszesz, to tylko założenie. W rzeczywistości niewirtualnej zaufanie
                    > tworzone jest przez pieniądz i inne atrybuty (a dlaczego każą chodzić w
                    garniturach?) Pułkownik Kwiatkowski, Konsul - z zagranicznych
                    > filmów ten ostatni z DiCaprio i Hanksem - pokazują, że jest magia pieniądza,
                    munduru i znajomości psychiki.
                    Ale zwracam uwage, ze w niewirtualnej rzeczywistosci niektorzy sa podejrzliwi z
                    zalozenia (np. ochrona w stosunku do klientow). Ja jestem wlasnie z zalozenia
                    podejrzliwy wobec mediow i ich bogatosc nie ma dla mnie znaczenia
                    > [...]
                    > A teraz wracam do swoich licznych projektów, teoretycznie niepodbudowany.
                    Pzdr
                    > :)
                    W wolnej chwili oprauje dla Ciebie projekt defekowania w celach podbudowy
                    teoretycznej.
                    Pa
                    • valkrissa O/T Epizod 25 20.03.03, 08:35
                      Gość portalu: Illain napisał(a):

                      > Po prostu mysle, ze przy niektorych zawodach, w ramach rekompensaty, pozada sie
                      > literatury nie wymagajacej wielkiego wysilku umyslowego.
                      Aaa, poczułem się z lekka ubodziony ;)) Bo z tego powyższego wynika a rebours, że skoro ja lubię w
                      czasie wolnym męczącego Dukaja, to w czasie pracy się intelektualnie relaksuję? Jest jeszcze i ta
                      możliwość, że ktoś lubi się męczyć i w pracy, i po. Umysłowym masochistą bym się nazwał, cymu ni.

                      > Rozni sie tym, ze nie walkuje na okroglo oklepanych schematow zawsze w ten sam
                      > sposob. Harlequiny spokojnie moglyby byc pisane przez komputery. Muz jednak
                      > przyznac, ze rozne rzeczy maja tu znaczenie. Eddings na ten przyklad walkuje
                      > ten sam schemat w roznych wariantach aranzacyjnych, a go lubie. Podobnie jws np
                      > z muzyka Ciechowskiego. Facet napisal w zyciu tylko jeden kawalek, ktory potem
                      > roznie aranzowal, ale wielu jego piosenek moge sluchac...
                      Sapek też mógłby być pisany przez komputer. A wszystko mogłoby być pisane przez małpy, byle dużo
                      małp i dużo czasu było. Róznica sprowadza się do stopnia powikłania fabuły, do tego, że u Sapka np.
                      język ciekawszy, wice wyszukańsze, że postmodernizm. Słowem do większej / mniejszej dojrzałości stylu.
                      A na prawym końcu osi dojrzałości stylu są właśnie formalisty, eksperymentatory, dżojse różnej maści.
                      IMVHO, rzecz jasna.
                      [...]
                      > Konkretnie Chorwacja 2 tygodnie z dojazdem samochodem, zona i dzieckiem wyszla
                      > mi tyle co Mazury w takiej samej konfiguracji. Tyle ze w Chorwacji mam pewne
                      > uklady, a na Mazurach nie.
                      Ale Ty piszesz, że wyszło Ci równo. A tu chodzi o to, czy wychodzi dużo. I trzeba (warunek wstępny) mieć
                      samochód? Nawet na Mazury - nie każdy jest stołeczny. I te pewne układy: sam widzisz. Ja mam pewne
                      układy w Hanowerze (za nudno na wakacje) i i Finlandii (za daleko na wuajaże całą familią). A i układy nie
                      zagwarantują udanych wakacji, bo jakemy się rodziną raz wybrali do Chorwacji na krótki jednotygodniowy
                      dych, to przez 3 dni deszcz padał :(
                      [...]
                      > Bo mylisz pojecia. Przejmowanie wladzy nie przeklada sie bezposrednio na PC,
                      > one funkcjonuja niejako obok siebie, ale akurat w Ameryce pc zostala
                      > zawlaszczona przez zadnych przebicia sie na szczyt mlodych politykow i
                      > prawnikow (co akurat czesto na jedno wychodzi). Taki sobie zbieg okolicznosci
                      Skoro zbieg okoliczności, to znaczy, że nie PC była windą dźwigającą tych młodych na salony władzy.
                      [...]
                      > Ale zwracam uwage, ze w niewirtualnej rzeczywistosci niektorzy sa podejrzliwi z
                      > zalozenia (np. ochrona w stosunku do klientow). Ja jestem wlasnie z zalozenia
                      > podejrzliwy wobec mediow i ich bogatosc nie ma dla mnie znaczenia
                      Rozumiem. Ja jestem podejrzliwy wobec mediów i ich bogatość ma dla mnie znaczenie.
                      [...]
                      > > A teraz wracam do swoich licznych projektów, teoretycznie niepodbudowany :)
                      > W wolnej chwili oprauje dla Ciebie projekt defekowania w celach podbudowy teoretycznej. Pa
                      Projekt opracuję sam. Ty mnie naucz zarządzania projektem ;) Też Pa
                      • Gość: Illain Re: O/T Epizod 25 IP: blue:* / 172.16.84.* 20.03.03, 12:17
                        > Aaa, poczułem się z lekka ubodziony ;)) Bo z tego powyższego wynika a
                        > rebours, że skoro ja lubię w czasie wolnym męczącego Dukaja, to w czasie
                        > pracy się intelektualnie relaksuję? Jest jeszcze i ta możliwość, że ktoś lubi
                        > się męczyć i w pracy, i po. Umysłowym masochistą bym się nazwał, cymu ni.
                        Nie no, nic osobistego! Chodzi mi mniej wiecej o to, ze moja praca czasami
                        wydrenowuje mi mozg do tego stopnia, ze nie jestem w stanie czytac zbyt
                        uwaznie. Wtedy dobieram sobie literature, ktoa nie wymaga ani uwaznego
                        czytania, ani zbyt glebokiego zastanawiania sie nad tym co autor mial na mysli.
                        Wogole spedzanie wolnego czasu zasadza sie u mnie na jak najwiekszym oderwaniu
                        od tego w czym pracuje, stad czytam i ogladam glownie Fantasy, a jak mam wiecej
                        czasu to zegluje (a wlasciwie upawiam yachting). Nie roznie sie zreszta w tym
                        od przytlaczajacej wiekszosci znanych mi informatykow. Dopiero przy mniejszym
                        obciazeniu praca zwracam sie w kierunku rozrywek wymagajacych wiecej od rozumu.
                        >
                        > Sapek też mógłby być pisany przez komputer. A wszystko mogłoby być pisane
                        > przez małpy, byle dużo małp i dużo czasu było. Róznica sprowadza się do
                        > stopnia powikłania fabuły, do tego, że u Sapka np. język ciekawszy, wice
                        > wyszukańsze, że postmodernizm. Słowem do większej / mniejszej dojrzałości
                        > stylu.
                        Ja tam mniemam, ze glowna roznica miedzy Sapkiem a harlequinami zasadza sie
                        raczej na kregu czytelnikow, dla ktorych sie pisze. On tez trafia w masowego
                        odbiorce, ale innego rodzaju. Odiorce lubiacego ciekawe zwroty akcji, zabawy
                        jezykowo-literackie, wyraziste postacie i inne mile rzeczy.
                        > A na prawym końcu osi dojrzałości stylu są właśnie formalisty,
                        eksperymentatory, dżojse różnej maści.
                        > IMVHO, rzecz jasna.
                        Jednak zauwazam pewna roznice miedzy Joycem a Dukajem, szczegolni taka, ze ten
                        drugi jest dla mnie nudniejszy.
                        Nie jest tak, ze lubie wylacznie literature lekka, latwa i przyjemna. Ale
                        udziwnionej na sile nie trawie...
                        > [...]
                        > Ale Ty piszesz, że wyszło Ci równo. A tu chodzi o to, czy wychodzi dużo. I
                        trzeba (warunek wstępny) mieć samochód? Nawet na Mazury - nie każdy jest
                        stołeczny. I te pewne układy: sam widzisz. Ja mam pewne układy w Hanowerze (za
                        nudno na wakacje) i i Finlandii (za daleko na wuajaże całą familią). A i układy
                        nie zagwarantują udanych wakacji, bo jakemy się rodziną raz wybrali do
                        Chorwacji na krótki jednotygodniowy dych, to przez 3 dni deszcz padał :(
                        > [...]
                        > Skoro zbieg okoliczności, to znaczy, że nie PC była windą dźwigającą tych
                        > młodych na salony władzy.
                        Winda byl poroniony system sadowniczy, a PC umozliwila najefektowniejsze
                        (czytaj: najbardziej medialne) wykorzystanie slabosci systemu
                        > [...]
                        > > > A teraz wracam do swoich licznych projektów, teoretycznie niepodbudow
                        > any :)
                        > > W wolnej chwili oprauje dla Ciebie projekt defekowania w celach podbudowy
                        > teoretycznej. Pa
                        > Projekt opracuję sam. Ty mnie naucz zarządzania projektem ;) Też Pa
                        W ogolnosci zarzadzene polega na dokladnym okresleniu rzeczywistego celu (np.
                        zdefekowac, ale tak by nie zabrudzic spodni, skonczyc z czystym tylkiem i
                        rekami, ewentualnie takze pozostawic po sobie porzadek), okresleniu potrzeb
                        (papier, mydlo, woda, recznik?), estymacji kosztow (oplata w toalecie
                        publicznej?), opacowaniu listy zadan, harmonogramu (uporzadkowana lista zadan z
                        kamieniami milowymi i zaleznosciami np. siasc na kiblu po zdjeciu majtek) i
                        nadzoru nad realizacja. Oczywiscie jest to nieco uproszczona wersja
                        zarzadzania. W razie czego zapraszam na kurs;)
                        Najlepszego!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka