svetomir 26.06.03, 23:31 Co sądzicie o powieści Pilipiuka "Kuzynki". Według mnie, to najlepsza jego książka jak dotąd, choć jest w niej sporo drobnych błędów. Czyta się świetnie, akcja jest konsekwentna, mogliby z tego nawet film zrobić. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: REDSKULL Re: Kuzynki IP: *.netten.com.pl 27.06.03, 09:44 BEZNADZIEJNA KSIĄŻKA-TRZY SUPER PANIENKI(NIEŚMIERTELNA,WAMPIRZYCA I INFORMATYK) BRAK ŁADU I SKŁADU-PISANA W CZASIE TERAŻNIEJSZYM-ZGROZA!IDEOLOGIA GIRL POWER! KOMUDA JKO KRÓL POLSKI-CHORE UROJENIA OGÓLNIE BEZNADZIEJA-WEDROWYCZ JUŻ SIĘ ZBROI! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: alamar Re: Kuzynki IP: 217.11.142.* 27.06.03, 10:37 "KUZYNKI" to najlepsza rzecz jaką napisał AP. Wędrowycz był już nudny, a ponadto przeszkadzły mi potwrne błędy w składzie książek, błędach ortograficznych i gramatycznych nie wspominając. Natomiast KUZYNKI to kawał dobrze napisanej prozy rozrywkowej. Co do ideologii, no to indywidualny odbiór każdego czytelnika. To samo można powiedziec o Wrześniu Pacyńskiego, Imperium Solarnum Kołodziejczaka czy prozie RAZa. Ideologiczne wtręty czytam, ale traktyje jako osobistą wypowiedź pisarza - ma do tego prawo. Jeżeli nie przeszkadzają w odbiorze całośći to jest OK. W przypadku Kuzynek nie przeszkadzały. Do dzieła Panie Pilipiuk, kiedy następny tom Kuzynek? I skończyć z JW. Odpowiedz Link Zgłoś
jolajola1 Re: Kuzynki 27.06.03, 10:50 Doskonale się bawiłam, czytając tę książkę. Kilka wątków, początkowych, było juz drukowane w SF, bałam sie , że książka będzie zbiorem opowiadań - a tu sie okazało, że zostało ładnie to poplątane/pomieszane. Czytając, nie czyje sie opowiadań, tylko powieść. Odpowiedz Link Zgłoś
rubeus pytanko 03.07.03, 15:36 jolu - czy czytalas "czarny ocean" dukaja ? kupilem sobie to niedawno, ale na razie czytam co innego ... Odpowiedz Link Zgłoś
svetomir Re: Kuzynki 30.06.03, 17:06 A mnie się motyw piszarzy-Sarmatów z królem Komuda na czele bnardzo podobał, ot dowcipne nawiązanie dop Rzeczypospolitej Babińskiej, co w przypadku lubelskiego pisarza jes jak najbardziej na miejscu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ayana Re: Kuzynki IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 01.07.03, 12:02 "Kuzynki" bardzo mi się podobały, JW zaczyna sie robić nudny, a tu bohaterki ostre, akcja żywa... Parę błędów merytorycznych można wybaczyć, nie wszyscy się orientują w mikrobiologii, więc to bardzo nie przeszkadza. Natomiast wtręty ideologiczne wnerwiają mnie strasznie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: redskull Re: Kuzynki IP: *.hestia.pl 29.06.03, 18:52 co wy wiecie o literaturze ..... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: REDSKULL Re: Kuzynki IP: *.netten.com.pl 01.07.03, 15:05 BUDOWA OPOWIADANIA LEKKO ROZWINIETEGO-TO CO PISZE PAN PILIPIUK TO MOZNA PRZECZYTAC W KAZDYCH WIADOMOSCIACH!A FASCYNACJA 16-LETNIA BLOND WAMPIRZYCA?JAK JEST SENS TEJ KSIAZKI? Odpowiedz Link Zgłoś
svetomir Re: Kuzynki 03.07.03, 09:03 Gość portalu: REDSKULL napisał(a): Po pierwsze: czemu krzyczysz? > BUDOWA OPOWIADANIA LEKKO ROZWINIETEGO- Ja dostrzegam w tej książce wszystkie cechy powieści (wielowatkowość, konstrukcja sporej ilości bohaterów, odpowiednia objętość) a nie opowiadania, żadna miara nie mogę sie zgodzić z twierdzeniem o opowiadaniu >TO CO PISZE PAN PILIPIUK TO MOZNA > PRZECZYTAC W KAZDYCH WIADOMOSCIACH! Czyżby? Nawet jeśli odrzućic fantastyke, to opowieści o ludziach innych niz wszyscy pojawiaja się raczej w "Sprawie dla reportera niz w w iadomościach". >A FASCYNACJA 16-LETNIA BLOND WAMPIRZYCA? Gdzie widzisz tę fascynację? To nawet nie jest główna bohaterka. >JAK > JEST SENS TEJ KSIAZKI? Wieloraki, jak mniemam. Po pierwsze rozrywkowy, po drugie popularyzujacy sarmatyzm i alchemię Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Redskull Re: Kuzynki IP: *.netten.com.pl 04.07.03, 14:15 1.JEZELI DLA SVETOMIRA CECHY POWIESC TO ILOŚĆ BOHATERÓW I OBJĘTOŚĆ A TAKŻE WIELOWĄTKOWOŚĆ TO POLECAM KSIĄŻKĘ TELEFONICZNĄ-DUŻA OBSADA, OBJĘTOŚĆ I REKLAMY FIRM TWORZĄ NOWE WĄTKI. 2.JEŻELI PAN SVETOMIR NIE UWAŻA ZA FASCYNACJE OPIS SZESNASTKI(WIEKOWEJ),KTÓRA JEST INTELIGENTNIEJSZA OD KADR I UCZNIÓW WSZYSTKICH SZKÓŁ KRAKOWA,SILNIEJSZA OD BANDY ZŁYCH DRESIARZY I WPROWADZAJĄCA STRACH W CAŁYCH DZIELNICACH I DO TEGO KOCHAJĄCA KONIE....BEZ PRZESADY... (OCZYWIŚCIE WSPANIAŁE KSZTAŁTY) 3.NIE WIEM CZEGO PAN SVETOMIR SIĘ DOWIEDZIAŁ O ALCHEMII Z TEJ KSIĄŻKI I CZY WYKORZYSTA TO W ŻYCIU ALE BARDZIEJ POLECAM CHEMIĘ PANA PAZDRO... Odpowiedz Link Zgłoś
svetomir Re: Kuzynki 04.07.03, 16:15 Ja sie więcej o alchemii dowiedziałem z pism samego Sędziwoja. ale ktos, kto nic o niej nie wie, moze się nieco dowiedzieć z "Kuzynek" W odróznieniu od KT "Kuzynki" maja też fabułe. Ale fabułe ma też opowiadanie, a w moim poprzednim poscie chodziło o udowodnienie, że "Kuzynki" nie sa przerośniętym opowiadaniem, lecz poprawnie zbudowana powieścią. Co do cech przypisywanych JE Monice x. Stiepankovic, to są to to cechy zazwyczaj w literaturze fantasy przypisywane wampirom, e.g. Regis u Sapka. Widzę, że mój interlokutor zepia się, zeby sie czepiać. Odpowiedz Link Zgłoś
rubeus Re: Kuzynki 03.07.03, 15:35 jak dostane zwrot podadtku to sobie zakupie... Odpowiedz Link Zgłoś
vampi73 Re: Kuzynki 04.08.03, 15:02 Dopiero kiedy napisałam posta. Stwierdziłam, że wątek istnieje, więc wklejam posta także tutaj. Mam problem taki - przeczytałam "Kuzynki" i powiem szczerze, że nie bardzo jestem zachwycona, chciałabym przeczytać coś jeszcze, żeby wyrobić sobie konkretną opinię, ale nie bardzo wiem co. Proszę o jakąś radę - może opowiadania, może szanowyny Autor lepiej się czuje w krótkich formach, może jakaś inna powieść. Bardzo proszę o instrukcję. Z góry dziękuję. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dilvish Re: Kuzynki IP: *.lj.pl / 192.168.1.* 04.08.03, 16:12 Przeczytajcie sobie recenzję „Kuzynek” w ostatnim Przekroju. Hihihi. Jak będę miał czas to zeskanuje i tu wrzucę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dilvish Partactwo - recenzja Kuzynek z gazety IP: *.lj.pl / 192.168.1.* 05.08.03, 17:19 Wrzucam recenzję „Kuzynek” z ostatniego „Przekroju”. Ubawiłem się setnie to czytając. Przyznaje się że też nie jestem miłośnikiem talentu pana Pilipiuka. Najbardziej mnie bawi to że już trzy razy wpadłem na niego w Empiku (na Marszałkowskiej) jak stał przed półką z polską fantastyką i podziwiał swoje książki (powaga!). Może przychodzi tam patrzeć jak się sprzedają? Partactwo Wytarte klisze, pogarda dla historii i dobre samopoczucie, czyli jak pisarz Pilipiuk lekceważy swego czytelnika. Niespełna 30-letni dziś Andrzej Pilipiuk i w ciągu niecałych dwóch lat rozbłysnął jako gwiazda polskiej fantastyki rozrywkowej, stając się jednym z najpoczytniejszych rodzimych autorów. Ma w dorobku trzy tomy opowiadań o Jakubie Wędrowyczu, dwie nominacje do najważniejszej, środowiskowej nagrody imienia Zajdla, a teraz zdobył trzecią nominację za opowiadanie "Kuzynki" drukowane w zeszłym roku w miesięczniku "Science Fiction". "Kuzynki" w poszerzonej wersji ukazały się niedawno jako pełnowymiarowa powieść i nieżyjący od 18 lat społeczny wizjoner Janusz Zajdel powinien się chyba przewrócić z okazji tej nominacji w grobie. O ile w pełnym koszarowego dowcipu cyklu o Wędrowyczu Pilipiuk niewątpliwie wykreował oryginalnego bohatera - wiejskiego egzorcystę bimbrownika, o tyle "Kuzynki" okazują się zlepkiem wyeksploatowanych pomysłów skrzętnie pozbieranych ze śmietnika przez ich autora i osadzonych na siłę we współczesnych polskich realiach. Tak jakby Pilipiuk zapomniał, że film "Nieśmiertelny" (ten z Christopherem Lambertem) parę osób jeszcze pamięta. I jakby oczywiste było, że alchemicy wytwarzają tylko kamień filozoficzny i zapewniającą nieśmiertelność tynkturę. A skoro już alchemik, to koniecznie Sędziwój, którego muszą odnaleźć tytułowe kuzynki, żeby przedłużyć sobie życie. Żeby przynajmniej Pilipiuk szanował szczegóły historyczne, którymi z taką lubością ubarwia swe powieścidło... Ale nie –same szkolne błędy: u niego kapo w obozie to wcale nie funkcyjny więzień, lecz umundurowany hitlerowiec (!), z czułością opisywany rewolwer Nagan wynaleźli dlań Francuzi (a nie Belgowie), zaś przywoływana autentyczna przełożona żeńskiej pensji określana jest jako młoda kobieta, choć gdy się sprawdzi, gdzie trzeba, to okaże się, że w rzeczywistości dźwigała wówczas już piąty krzyżyk (cóż za kurtuazja!). Nie da się zweryfikować jedynie scena, gdzie sympatycznej wampirzycy uczeń alchemika wypala oczy i obcina palce, a te oczywiście zaraz jej odrastają. Andrzej Pilipiuk w biogramie przedstawia się jako "z zamiłowania niezależny historyk". O, na pewno niezależny na pewno nie uczci wy rzemieślnik, nie mistrz, nie czeladnik, lecz partacz niegodny cechoweqo certyfikatu. Odpowiedz Link Zgłoś
michpio Re: Partactwo - recenzja Kuzynek z gazety 26.08.03, 09:42 Gość portalu: Dilvish napisał(a): > Wrzucam recenzję „Kuzynek” z ostatniego „Przekroju”. Chwali się. > Niespełna 30-letni dziś Andrzej Pilipiuk i w ciągu niecałych dwóch lat > rozbłysnął jako gwiazda polskiej fantastyki rozrywkowej, stając się jednym z > najpoczytniejszych rodzimych autorów. Ma w dorobku trzy tomy opowiadań o > Jakubie Wędrowyczu, dwie nominacje do najważniejszej, środowiskowej nagrody > imienia Zajdla, a teraz zdobył trzecią nominację za opowiadanie "Kuzynki" > drukowane w zeszłym roku w miesięczniku "Science Fiction". "Kuzynki" w > poszerzonej wersji ukazały się niedawno jako pełnowymiarowa powieść i > nieżyjący od 18 lat społeczny wizjoner Janusz Zajdel powinien się chyba > przewrócić z okazji tej nominacji w grobie. "Kuzynki" nie były jedynym opowiadaniem drukowanym w SF. Obok niego pojawiła się "Księżniczka", która potem również weszła w skład książki. Sam Pilipiuk właśnie przygotowuje oddzielną książkę poświęconą młodej wampirzycy. A co od ocen czy Zajdel się przewraca czy nie - zmilczę dyplomatycznie. > O ile w pełnym koszarowego dowcipu > cyklu o Wędrowyczu Pilipiuk niewątpliwie wykreował oryginalnego bohatera - > wiejskiego egzorcystę bimbrownika, o tyle "Kuzynki" okazują się zlepkiem > wyeksploatowanych pomysłów skrzętnie pozbieranych ze śmietnika przez ich > autora i osadzonych na siłę we współczesnych polskich realiach. Jednak ludzie kochają owe "śmieci". Książka była jedną z najlepiej sprzedawanych zaraz po wydaniu. Ale widocznie redaktor z "Przekroju" za dzieła uważa tylko tomiki poezji wydawane w kilkuset egzemplarzach. > Tak jakby > Pilipiuk zapomniał, że film "Nieśmiertelny" (ten z Christopherem Lambertem) > parę osób jeszcze pamięta. I jakby oczywiste było, że alchemicy wytwarzają > tylko kamień filozoficzny i zapewniającą nieśmiertelność tynkturę. A skoro już > alchemik, to koniecznie Sędziwój, którego muszą odnaleźć tytułowe kuzynki, > żeby przedłużyć sobie życie. Związków nie widzę wcale. Zresztą gdybym miał się czepiać to, "Highlander" był kręcony w 1986 (druga część w 1991, a trzecia w 1994) - wątek nieśmiertelności w fantasy był wtedy już tak wyeksploatowany, że naprawdę niewiele oryginalnego można było do niego dorzucić. Zastanawiam się także, czy czasem autor recenzji w ogóle czytał całą książkę? Kuzynki nie szukają Sędziwoja by przedłużyć sobie życie, ale po to by Stanisława mogła żyć w ogóle. Księżniczka nie potrzebuje tynktury, gdyż jest nieśmiertelna ex deffinitio, a Katarzyna jakoś nie przejawia ku temu wielkiej ochoty. > Żeby przynajmniej Pilipiuk szanował szczegóły historyczne, którymi z taką > lubością ubarwia swe powieścidło... Ale nie –same szkolne błędy: u niego > kapo > w obozie to wcale nie funkcyjny więzień, lecz umundurowany hitlerowiec (!) Nie mam książki przy sobie, ale tego kapo nie potrafię skojarzyć w ogóle. > z czułością opisywany rewolwer Nagan wynaleźli dlań Francuzi (a nie Belgowie), > zaś przywoływana autentyczna przełożona żeńskiej pensji określana jest jako > młoda kobieta, choć gdy się sprawdzi, gdzie trzeba, to okaże się, że w > rzeczywistości dźwigała wówczas już piąty krzyżyk (cóż za kurtuazja!). Nie da > się zweryfikować jedynie scena, gdzie sympatycznej wampirzycy uczeń alchemika > wypala oczy i obcina palce, a te oczywiście zaraz jej odrastają. Nie polemizuję z tym fragmentem, gdyż nie posiadam obecnie przy sobie tekstu. Pamiętam jednak doskonale, że palce naszej księżniczce nie odrastają. Regeneruje się u niej oko i skóra na twarzy, a palce nie. > Andrzej > Pilipiuk w biogramie przedstawia się jako "z zamiłowania niezależny historyk". > O, na pewno niezależny na pewno nie uczci wy rzemieślnik, nie mistrz, nie > czeladnik, lecz partacz niegodny cechoweqo certyfikatu. > Nie wiem kim jest autor z wykształcenia (bo dziennikarzem się bywa), ale Pilipiuk jest archeologiem. Do tego pewnie dał do poczytania rękopis paru ludziom z branży (choćby wspomnianemu Komudzie). Dlatego też z podważaniem prawdziwości wartości historycznej książki byłbym bardzo ostrożny. Odpowiedz Link Zgłoś
ignatz Re: Partactwo - recenzja Kuzynek z gazety 26.08.03, 11:32 Spokojnie, Przekrój pod nowym dowództwm nie raz dał dowody że do poprzedniego pisma ma się nijak. Ostre, mocno zsubiektywizowane teksty, argumenty ad personam, populizm, sianie paniki - czego się nie zrobi żeby sprzedać aprę egzemplarzy więcej. Oj panie Najsztub, szkoda, szkoda... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: taki jeden Re: Partactwo - recenzja Kuzynek z gazety IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 29.08.03, 11:27 michpio napisał: ...a ja nie zdzierżyłem i się dopisuję... > > O ile w pełnym koszarowego dowcipu > > cyklu o Wędrowyczu Pilipiuk niewątpliwie wykreował oryginalnego bohatera - > > wiejskiego egzorcystę bimbrownika, o tyle "Kuzynki" okazują się zlepkiem > > wyeksploatowanych pomysłów skrzętnie pozbieranych ze śmietnika przez ich > > autora i osadzonych na siłę we współczesnych polskich realiach. > > Jednak ludzie kochają owe "śmieci". Książka była jedną z najlepiej > sprzedawanych zaraz po wydaniu. Ale widocznie redaktor z "Przekroju" za dzieła > uważa tylko tomiki poezji wydawane w kilkuset egzemplarzach. No, to teraz moje zdanie - g...no jest BOSKIE - BILIONY MUCH NIE MOGĄ SIĘ MYLIĆ!!!!!!!!!!!!! Liczba sprzedanych egzemplarzy NIGDY nie była wyznacznikiem jakości dzieła literackiego, i całe, kurczaki, szczęście, bo Noble by dostawały tylko autorki Harlequinów. > Kuzynki nie szukają Sędziwoja by przedłużyć sobie życie, ale po to by > Stanisława mogła żyć w ogóle. Księżniczka nie potrzebuje tynktury, gdyż jest > nieśmiertelna ex deffinitio, a Katarzyna jakoś nie przejawia ku temu wielkiej > ochoty. To znaczy, że życie jest czymś innym od przedłużenia życia? To,że Katarzyna (jeszcze) nie przejawia ochoty do przedłużenia sobie życia, może się zmienić w sto pięćdziesiątym tomie sagi, kiedy się okaże, że kolejną kuzynką jest np. Pan Samochodzik. A co, cykle trzeba łączyć, liczba konsumentów się zwiększy. Aha - "definitio" jest przez jedno "f". > > Żeby przynajmniej Pilipiuk szanował szczegóły historyczne, którymi z taką > > lubością ubarwia swe powieścidło... Ale nie –same szkolne błędy: u n > iego > > kapo > > w obozie to wcale nie funkcyjny więzień, lecz umundurowany hitlerowiec (!) > > Nie mam książki przy sobie, ale tego kapo nie potrafię skojarzyć w ogóle. Hej ho, jak mi wesoło... > > z czułością opisywany rewolwer Nagan wynaleźli dlań Francuzi (a nie > Belgowie), zresztą Pilipiuk oczywiście (przynajmniej w wersji "Księżniczki" drukowanej w SF) sieknął bykiem zmyślając kaliber naganta (jakie 9 mm? Skąd? Komu? Za co?). > > zaś przywoływana autentyczna przełożona żeńskiej pensji określana jest jak > o > > młoda kobieta, choć gdy się sprawdzi, gdzie trzeba, to okaże się, że w > > rzeczywistości dźwigała wówczas już piąty krzyżyk (cóż za kurtuazja!). Nie > > da > > się zweryfikować jedynie scena, gdzie sympatycznej wampirzycy uczeń > alchemika > > wypala oczy i obcina palce, a te oczywiście zaraz jej odrastają. > > Nie polemizuję z tym fragmentem, gdyż nie posiadam obecnie przy sobie tekstu. > Pamiętam jednak doskonale, że palce naszej księżniczce nie odrastają. > Regeneruje się u niej oko i skóra na twarzy, a palce nie. > > > Andrzej > > Pilipiuk w biogramie przedstawia się jako "z zamiłowania niezależny > historyk". > > O, na pewno niezależny na pewno nie uczci wy rzemieślnik, nie mistrz, nie > > czeladnik, lecz partacz niegodny cechoweqo certyfikatu. > > > Nie wiem kim jest autor z wykształcenia (bo dziennikarzem się bywa), ale > Pilipiuk jest archeologiem. Do tego pewnie dał do poczytania rękopis paru > ludziom z branży (choćby wspomnianemu Komudzie). Dlatego też z podważaniem > prawdziwości wartości historycznej książki byłbym bardzo ostrożny. Archeolog, przepraszam, to nie historyk? Czyli kto, antygrabarz? Mam tylko nadzieję, że nie jest (jak swego czasu Inglot) nauczycielem, bo z "Księżniczki" chociażby, tak, jak z "inquisitora" pana I., widać, iż a) nienawidzi uczniów, b) nienawidzi nauczycieli, c) program nauczania też mu się nie podoba. Biedny facet... A Komuda jest ekspertem od XVII-XVIII w., ery nieco jakby wcześniejszej od tej, w której Pilipiuk porusza się swobodniej. Przy czym "swobodniej" bynajmniej nie znaczy tu "pewniej". Kto czytał rzyg pt. 2586 ten wie, o czym mówię, a jak nie, to już służę wyjaśnieniem: jest wiek XIX i polski lekarz, warszawiak bodajże, a na pewno kształcony w Petersburgu, przyjeżdża do Bergen pracować w leprozorium. Póki co, wszystko się zgadza. Ale sprawę kładzie taki mały detal - ów Polak w Bergen marznie. Miałem wątpliwą przyjemność spędzić w Norwegii dwa lata i powiem jedno - ktoś, kto przeżył zimę w Petersburgu, chodziłby w styczniu po Bergen w krótkich rękawach. Temperatury spadają tam do co najwyżej -15 Celsjuszy. Jak się już wysyła bohatera za granicę, przydałoby się to i owo o tej zagranicy wiedzieć... (a temperatury w tym mieście są takie same, od kiedy Golfsztrom płynie tak, jak płynie). I tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dilvish Re: Partactwo - recenzja Kuzynek z gazety IP: *.lj.pl / 192.168.1.* 29.08.03, 20:55 Po IP wnoszę, że kolega Taki Jeden jest z Gdyni. Czyżby kolega był zrzeszony w klubie o szumnej nazwie GKF? Tak czy nie, never mind, ciszy mnie że są osoby które podchodzą do „tfurczości” pisarzy takich jak szanowny Pan Pilipiuk, czy Pan Inglot, z pewnym dystansem. Przynajmniej nie jestem osamotniony. Jestem zdania, że wymienieni pisarze pod płaszczykiem pisania tak zwanej „fantastyki rozrywkowej” dryfują w kierunku maxymalnej grafomanii. Choć o dziełach Inglota trudno mi się wypowiadać bo twórca to mało płodny, choć w gębie mocny, co wiedzą bywalcy konwentów. Natomiast Pan Pilipiuk postacią jest sympatyczną, typ misiowatego mądrali, który dla odmiany produkuje tekst z prędkością karabinu maszynowego. Niestety sterty produkowanej przez niego literatury to jak dla mnie po prostu „pulp fiction”, a nie fantastyka. Pozdrawiam wszystkich. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: taki jeden Odpowiedź Dilvishowi i innym zainteresowanym IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 01.09.03, 14:26 taki jeden jest internautą peregrynacyjnym (tj. korzysta z Sieci kiedy i gdzie bogi dadzą - darowanej stałce nie zagląda się w zęby). Niezrzeszony w żadnych fantastycznych klubach, bo to szkodzi na wątrobę, a na przeszczepy mnie nie stać. Za dużo wypuszczam na książki. Co do Andrzeja Pilipiuka, facet mój kredyt zaufania wyczerpał błyskawicznie. Larry Niven regularnie aktualizuje "rozszerzony dekalog pisarzy SF i fantasy", w którym jedno z przykazań brzmi "Nie wstydź się niczego, co ci wydrukowali" (w domyśle: przeczytaj i pomyśl, nim do druku coś oddasz...). Pod tym względem Pilipiuk, niczym inne sławy pokroju KaTeeLa czy Piotra Wiktora Lecha, jest niestety upośledzony. Inglot jest ciężko zapracowany :) sekretarzowaniem w "SFinksie" (niedługo chłopaki dojdą do zupełnie absurdalnych oznaczeń numerów: może "Sierpień 03 - Maj 04"?), toteż faktycznie z pisaniem ostatnio u niego kiepskawo. Może to i lepiej, po "Inquisitorze" sądząc... Choć akurat Inglot nigdy nie upadł tak nisko, jak co poniektórzy. Ostatnio wygląda na to, że kluczem do sukcesu na rynku SF&F jest stempel z wrocławskim zameldowaniem w dowodzie - warunek konieczny i wystarczający. Antyredaktor Szmidt + grupa silnego zaparcia Ziemiański, Drzewiński, Kochański, Dębski... Litości! Najbardziej żal mi jest lasów, które są wycinane na kolejne numery miesięcznika licealnych prób literackich "Science Fiction" (Wrocław to w ogóle fajne miejsce dla piszących licealistów, bo poeci mają "Odrę"). POzdrowienia dla wszystkich (prawie) PS. A "pulp fiction" w formie kanonicznej to coś o dobre sześć pięter nad maksymalnym pułapem Pilipiuka. Opowiadania Dashiella Hammetta są tu dobrym przykładem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Qbuś Re: Odpowiedź Dilvishowi i innym zainteresowanym IP: *.tvgawex.pl 01.09.03, 20:39 Aż miło do czasu do czasu poczytać post nie przepełniony żółcią i pełen argumentów ^_^ Odpowiedz Link Zgłoś
svetomir Dwa obozy 01.09.03, 21:18 Widze, ze kształtuje sie nowy podział wśród polskich miłośników fantastyki: na zwolenników i przeciwnikow miesiecznika "Science Fiction". Ja osobiście zaliczam sie do zwolenników,a i P.W. Lecha lubiłem. A "SF" to bardzo dobre ipotrzebne pismo. Gdzieś musza publik,owac młodzi twórcy. A niektórzy (np. Świdzieniewski, czy Rafła Dębski pisza bardzo ciekawie. Dwa sprostowania: 1. Lechowi na drugie jest Witold, a nie Wiktor 2. Redakcja "SF" jest w katowicach, nie we Wrocławiu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: taki jeden Re: Dwa obozy IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 02.09.03, 07:31 Naprawdę nie jestem zaprzysięgłym wrogiem Szmidtowej "SF" - chciałbym tylko, żeby pan redaktor (niezależnie od tego, gdzie ma redakcję, to jednak wrocławianin) zamiast szukać po szufladach wypełniaczy typu "Mały" (kiedy on to pisał? W liceum, na świeżo po "Głowie Kasandry"?) zaczął np. poprawiać koszmarki językowe, jakich w tym pisemku pełno. NF też ma na koncie grzechy przeciwko czytelnikom - taka "Jenny i Dawca Śmierci" to mój ulubiony przykład, a poza tym to właśnie oni swego czasu raczyli nas P.W. Lechem (do tego Szmidt jednak się nie zniżył). Obie redakcje promują swojaków, ale SF powoli przeobraża się w katalog wysyłkowy "Żółtych Papierów"... I to by było na tyle. Aha - chętnym, by zapoznać się z NAPRAWDĘ solidnie robionym pismem fantastycznym, polecam semi-fanzin z Wielkiej Brytanii "The 3rd Alternative". Nic znad Wisły i Odry się nawet nie umywa... I to dopiero jest przykre. Na razie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: digan Re: Dwa obozy IP: *.voltronik.pl 11.10.03, 15:37 Oto mail z fifkowej listy dyskusyjnej: "Witam! Poniższe cytaty pochądzą z Kuzynek naszego kochanego Andrzeja. Książka zupełnie przeciętna - znacznie lepsze były same opowiadania. Ale nie przedłużam i co lepsze cytaty wynotowuję, jak mniemam - ku uciesze gawedzi. "Zwyczajny poniedziałkowy wieczór w mieszkanku przy Plantach. Stanisława czyta sobie książkę. Dostała ją od kuzynki, ponoć to coś fajnego. Z pierwszych stron wydedukować można, że dzieło opowiada o przygodach egzorcysty - alkoholika. Tak, polska literatura zdecydowanie zeszła na psy... Ciekawe, swoją drogą, kto to napisał? Grafoman nieprzeciętny. Na wewnętrznej stronie okładki umieszczono fotografię autora. Paskudna gęba, zarośnięty jak artysta, nóż się sam w kieszeni otwiera..." s. 154 "[Alchemik] Przeglądając polskie gazety czuje wzbierającą złość. Zdrada, afery, korupcja... Krajem rządzi największa możliwa hołota. Nigdy dotąd nie było tak źle. Najgrubszy dziennik, pełen ogłoszeń, wziął do ręki pierwszy i ostatni raz w życiu. Kto to, do diabła, wydaje? I dla kogo? Czy jest aż tylu zdrajców ojczyzny, by opłacało się utrzymywanie tego tytułu na rynku? Rzucił gazetę z obrzydzeniem do kosza i odruchowo umył ręce." s. 230 "Katarzyna uruchomiła kartę telewizyjną w komputerze. Wiadomości jak co dzień, zdrajcy ojczyzny znowu uchwalili szereg ustaw utrudniających ludziom życie. Sprzedawczyki z rządu popchnęli swój nieszczęsny kraj kawałek głębiej w ramiona Unii. Korupcja, malwersacja, złodziejstwo, afery, przestępczość, aż rzygać się chce..." s. 263 "Stojący obok Wielki Grafoman w haftowanej, ukraińskiej koszuli nic jeszcez nie wyciągnął, ale wyraz jego oczu nie wróży nic dobrego. Facet z sanepidu nie wie, że to prawdziwy wariat, potrafiący napisać książkę w dwanaście dni." s. 271 Pozdrawiam Bert" Przytoczył digan. Odpowiedz Link Zgłoś
l33 temperatury 13.10.03, 19:26 No coz nie wiem jak jest w Bergen, ale z tymi temperaturami i marznieciem to dziwna sprawa. Teraz jestem w miescie, gdzie temperatury rzadko spadaja ponizej zera a jesli nawet to niewiele. Gdybym nie widziala to bym w zyciu nie uwierzyla, ale spotkalam tutaj parke z Syberii, ktora autentycznie tu marzla. Nie mam pojecia na czym ten fenomen polega - na wilgotnosci, ubiorze, wiatrze. Zreszta ja czesto tez chodze grubiej ubrana niz miejscowi, choc teoretycznie powinnam byc lepiej przystosowana do zimna. Ale moze masz racje i w Bergen ten fenomen nie ma miejsca i faktycznie Pilipuk zasugerowal sie opinia, ze w Norwegii musi byc zimno. Trzeba by sie tam przejechac i pomieszkac;-)) Pozdr. L. > ...jest wiek > XIX i polski lekarz, warszawiak bodajże, a na pewno > kształcony w Petersburgu, przyjeżdża do Bergen pracować w > leprozorium. Póki co, wszystko się zgadza. Ale sprawę > kładzie taki mały detal - ów Polak w Bergen marznie. > Miałem wątpliwą przyjemność spędzić w Norwegii dwa lata i > powiem jedno - ktoś, kto przeżył zimę w Petersburgu, > chodziłby w styczniu po Bergen w krótkich rękawach. > Temperatury spadają tam do co najwyżej -15 Celsjuszy. Jak > się już wysyła bohatera za granicę, przydałoby się to i > owo o tej zagranicy wiedzieć... (a temperatury w tym > mieście są takie same, od kiedy Golfsztrom płynie tak, > jak płynie). Odpowiedz Link Zgłoś