Dodaj do ulubionych

Jestem doktorem i .... co dalej???

IP: 217.8.163.* 22.03.05, 13:48
Upragniony doktorat, publikacje (do którcyh dopłacałam) i ...Pani dziękujemy,
choć rozprawa celująca, obrona na szóstkę. Miejsca na uczelni nie ma, bo
okupują je asystentki, które od 10 lat nie zdążyły jeszcze się obronić.
Po prostu ręce opadają. na innej uczelni nie mam znajomości. Porażka. Może
ktoś był w takie sytuacji?

Obserwuj wątek
    • xenon9 Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 22.03.05, 15:31
      wiem , że w urzędach pracy jest rekrutacja kobiet na truskawki do Hiszpani.
      Zarobisz z 2000zł, czyli tyle ile na uczelni.
    • Gość: dziubek Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? IP: 5.5R6D* / 194.75.37.* 22.03.05, 16:08
      Jezzuuu, kobito, brawo jestes doktorem. Gratulacje! Ale jesli chodzi o prace to
      moze wczesniej trzeba bylo pomyslec czy jest popyt na twoje umiejetnosci.
      Musisz myslec o tym, ze zatrudnienie ciebie MUSI SIE TWOJEMU PRACODAWCY
      OPLACIC!!! Uwazasz, ze zatrudnienie kogos z tytulem doktora to dla twojego
      pracodawcy jakas nobilitacja? A co on z tego ma?

      Chryste, po kiego wala ludzie tak gonia za tymi tytulami? A potem lament i lzy,
      bo "ja taka wyksztalcona a pracy dla mnie nie ma"...

      Zenada...
      • Gość: waw Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? IP: 217.8.186.* 22.03.05, 16:17
        podobno rekrutacja jest w www.wszp.edu.pl
        www.wsseuczelnia.edu.pl
        www.civitas.edu.pl
        www.vizja.edu.pl
        • Gość: Kagan Do "waw" - skad masz te informacje? IP: *.95.221.203.acc50-dryb-mel.comindico.com.au 26.03.05, 12:13
          W trawie tak piszczy, czy tez jest jakas strona informujaca
          o polskich uczelniach, ktore poszukuja pracownikow naukowych?
          • Gość: waw Re: Do "waw" - skad masz te informacje? IP: 217.8.186.* 30.03.05, 16:36
            www.wszp.edu.pl
            • Gość: Kagan Re: Do "waw" - skad masz te informacje? IP: *.83.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 31.03.05, 04:10
              Gość portalu: waw napisał(a): www.wszp.edu.pl
              K: Dzieki! A wiesz, gdzie mozna pisac odwolanie, np. jak
              sie bralo udzial w konkursie na adiunkta, i nie zostalo
              sie wybranym, i to czesto bez podania powodu, i mimo
              spelniania wszystkich warunkow?
              Pozdr.
              Kagan (ljkel2@netscape.net)
              • Gość: WAW Re: Do "waw" - skad masz te informacje? IP: 217.17.46.* 31.03.05, 08:44
                niestetety nie wiem nic o odwołaniach.
                w WSZP przyjmują wykładowców ze względu na prężny rozwój uczelni
              • Gość: waw Re: Do "waw" - skad masz te informacje? IP: 217.17.46.* 31.03.05, 08:45
                W collegium Civitas jest konkurs na adiunkta
                • Gość: Kagan Re: Do "waw" - skad masz te informacje? IP: *.82.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 31.03.05, 13:37
                  BYL! I sie zmyl!
      • kosmisia Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 25.03.05, 00:36
        Gość portalu: dziubek napisał(a):

        > Jezzuuu, kobito, brawo jestes doktorem. Gratulacje! Ale jesli chodzi o prace
        to
        >
        > moze wczesniej trzeba bylo pomyslec czy jest popyt na twoje umiejetnosci.
        > Musisz myslec o tym, ze zatrudnienie ciebie MUSI SIE TWOJEMU PRACODAWCY
        > OPLACIC!!! Uwazasz, ze zatrudnienie kogos z tytulem doktora to dla twojego
        > pracodawcy jakas nobilitacja? A co on z tego ma?
        >
        > Chryste, po kiego wala ludzie tak gonia za tymi tytulami? A potem lament i
        lzy,
        >
        > bo "ja taka wyksztalcona a pracy dla mnie nie ma"...
        >
        > Zenada...


        żenadą jest to co Ty piszesz, dziubku
    • dyplomata i .... co dalej??? Nic... 22.03.05, 17:14
      Gość portalu: kiwi napisał(a):

      > Upragniony doktorat, publikacje (do którcyh dopłacałam) i ...Pani dziękujemy,
      > choć rozprawa celująca, obrona na szóstkę. Miejsca na uczelni nie ma, bo
      > okupują je asystentki, które od 10 lat nie zdążyły jeszcze się obronić.
      > Po prostu ręce opadają. na innej uczelni nie mam znajomości. Porażka. Może
      > ktoś był w takie sytuacji?

      Chcialabys byc asystentka z doktoratem pracujaca za marne grosze?
      Jako Doktor powinnas miec wyzsze aspiracje.
      Pomysl o chabilitacji zeby zostac profesorem nadzwyczajnym.
      • Gość: xxx Re: i .... co dalej??? Nic... IP: *.acn.waw.pl 23.03.05, 01:19
        dyplomata - pomytśl o podstawówce.
        • Gość: Monika Re: i .... co dalej??? Nic... IP: 62.233.164.* 23.03.05, 11:28
        • Gość: Monika Re: i .... co dalej??? Nic... IP: 62.233.164.* 23.03.05, 11:31
          Kiwi Gratuluję doktoratu!!
          A reszcie radzę aby chociaż troszeczkę przestała zawiścić. Najgorsza przywara
          Polaka to zazdrośc i zawiśc. Nikt nikomu nie broni siedzenia latami w
          książkach, wiec dajcie dziewczynie spokój.
          • Gość: dziubek Re: i .... co dalej??? Nic... IP: 5.5R6D* / 194.75.37.* 23.03.05, 11:40
            Z tego co widac na tym watku, to nikt tej dziewczynie nie zazdrosci ani
            siedzenia nad ksiazkami ani niczego innego. To raczej ona wyzala sie, ze nie
            moze znalezc pracy. I to jest jej problemem a nie zawisc.
            Szczerze mowiac mam gdzies czyjes doktoraty, jak widac jest to dla wielu slepa
            uliczka i zmarnowane lata. Tylko ze ja sobie wczesniej zadalem to pytanie: po
            co mi to? Czy tytul ma dla mnie wartosc sam w sobie? Czy chce sie w ten sposob
            dowartosciowac? Rozwijac? Rozwijam sie przeciez codziennie... Co kto lubi...

            Nie da sie odsuwac doroslosci w nieskonczonosc, kiedys trzeba stawic czola
            rzeczywistosci pozauczelnianej... i zweryfikowac wartosc tego co sie potrafi.
            • Gość: Ru Re: i .... co dalej??? Nic... IP: *.crowley.pl 23.03.05, 13:38
              To nie chodzi o odsuwanie doroslości. NIektorzy po prostu wola realizowac sie
              naukowo niz najemnie. Mi sciezka naukowa wydaje sie bardziej atrakcyjna niz
              bycie najemnikiem, mimo iz naukowcem nie jestem ( na razie;)
              • Gość: kiwi Bez krzyków, proszę IP: 217.8.163.* 23.03.05, 13:59
                Nie krzyczcie tak na mnie, proszę.
                Nie chodzi o żadną zazdrość czy zawiść; chciałam tylko pokazać, ze w dziedzinie
                tak "niepodatnej" (teoretycznie) na "układy", jak nauka, też istnieją układy i
                układziki. Nie znaczy to, że musimy się na to godzić i pokornie podkulać ogon.
                Pytałam tylko, czy ktoś był w podobnej sytuacji, musiał sam "deptać" sobie
                ścieżki i wjaki sposób to robił. Jest mi szczególnie trudno, ponieważ:
                1. Jestem humanistką i zarządzania nie mogę wykładać :)
                2. Mieszkam w Warszawie a broniłam się w Krakowie, reprezentuję więc inną
                szkołę badawczą
                3. Nie mam tu znajomości, przede wszytkim swojego promotora, który mógłby mi
                wskazać możliwości pracy.
                Chcę być nauczycielem akademickim i to wszystko.
                Nie mam już niestety pieniedzy, aby za swoje fundusze prowadzić hobbystycznie
                działalność naukową i publikować, skoro nie mam nawet możliwości normalnego
                korzystania z BUW, (nie posiadam legitymacji aduinkta).
                Dziekuję za miłe słowa, może coś uda mi się tu znaleźć. W każdym razie nie
                poddaję się.
                • Gość: gosc Re: Bez krzyków, proszę IP: 213.76.139.* 23.03.05, 14:32
                  bylam w identycznej sytuacji ale nie pociagnelam studiow doktoranckich
                  katedra jak opisywalas obsadzona przez asystentki ktore po 7 lat doktorat robily
                  poszlam do pracy "na etat"
                  wydaje mi sie ze powinnas poskladac cv do maksymalnej ilosci szkol wyzszych
                  prywatnych
                  jest ich w warszawie od groma
                • Gość: dr Re: Bez krzyków, proszę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.05, 12:19
                  Zartujesz sobie?
                  Promotor Ci potrzebny by wskazac prace? Cos czuje ze wskazywal tez jak i co
                  pisac...
                  Ja sie obronilam w zeszlym roku, "wydeptalem sciezki" chodzac z miejsca na
                  miejsce - jak KAZDY kto szuka pracy, a wiadomo ze jest to trudne. Udalo mi sie.
                  Jestem adiunktem po polrocznych poszukiwaniach. Zarabiam 2500zl - ogolnie na
                  uczelni nedza, ale robie to co chce - jestesm szczesliwy.

                  I co ma inna szkola badawcza do szukania pracy?
                  Albo sie przystosujesz- jak kazdy, albo daruj sobie.

                  dr
            • Gość: madzia do "dziubek" IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 24.03.05, 10:41
              jak uważasz,ze to jej problem to po co sie w ogole wypowiadasz?
          • kosmisia Re: i .... co dalej??? Nic... 25.03.05, 00:37
            Gość portalu: Monika napisał(a):

            > Kiwi Gratuluję doktoratu!!
            > A reszcie radzę aby chociaż troszeczkę przestała zawiścić. Najgorsza przywara
            > Polaka to zazdrośc i zawiśc. Nikt nikomu nie broni siedzenia latami w
            > książkach, wiec dajcie dziewczynie spokój.

            prawda
      • Gość: xxx Re: i .... co dalej??? Nic... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.03.05, 21:35
        a może o HABILITACJI?
    • ralston Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 23.03.05, 17:02
      A próbowałaś szukać pracy w szkołach prywatnych? Czasem to może oznaczać
      mniejszą renomę uczelni, ale zawsze to jakiś sposób na zaczepienie się, jeśli
      marzysz o dalszej karierze naukowej...
    • Gość: Margo Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 23.03.05, 17:16
      Nie wiem, jak było u Ciebie, ale gdy ja stałam przed decyzją, robić doktorat,
      czy nie, wiedziałam już, że co roku broni się około 5 osób, a pracę dostaje
      jedna lub żadna. Wydaje mi sie naiwnością liczyć, że po obronie to właśnie Ty
      będziesz tą jedną, tym bardziej, że jak piszesz - na wyższej uczelni układy się
      liczą i to bardziej sie liczą niż w firmach komercyjnych.

      Nie myśl, że na Ciebie "krzyczę", czy Cię krytykuję. Rozumiem Twoje rozżalenie,
      bo jest ono słuszne. Sytuacja jest chora. Tylko, że już od początku, zaczynając
      robić doktorat, warto mieć to na uwadze. Ci, którzy kochają naukę, z reguły i
      tak się nie zlekną i będą w to brnąć. A ci, którzy są nieco bardziej
      praktyczni, pomyślą, czy warto. Czy warto siedzieć dodatkowe lata na uczelni
      zarabiając śmieszne asystenckie pieniądze, po to, aby po obronie doktoratu
      zostać bez pracy i na dodatek, w porównaniu do innych swoich rówieśników, bez
      doświadczenia! Jedynym sensownym rozwiązaniem dla praktycznych wydaje mi się,
      jak najszybsze poszukanie pracy w firmie komercyjnej i robienie doktoratu
      zaocznie, bez obejmowania stanowiska asystenckiego. No i oczywiście bez nadziei
      na pracę naukową, chyba że za granicą.

      Ale głowa do góry! Doktorat z dobrą oceną na obronie jak najbardziej świadczy o
      potencjale człowieka. Zrób sobie listę firm w których mogłabyś się odnaleźć i
      bądź dzielna w poszukiwaniach wymarzonej pracy. Nie daj sobie podciąć skrzydeł
      i nie obejmuj stanowisk dużo poniżej Twoich kwalifikacji.
      • czlonek_sojuszu Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 23.03.05, 19:26
        Gość portalu: Margo napisał(a):

        > jak najszybsze poszukanie pracy w firmie komercyjnej i robienie doktoratu
        > zaocznie, bez obejmowania stanowiska asystenckiego.

        to co proponujesz, to jest dopiero skandal. NIE DA SIĘ napisać porządnego
        doktoratu robiąc cokolwiek innego. to jest potrójne oszustwo - wobec uczelni,
        studentów i tzw. społeczeństwa (bo płaci za coś, czego się nie zrobi) wobec
        pracodawcy, bo kradnie mu się czas, za który płaci (nie ma prawdziwej pracy
        naukowej "po godzinach") o wobec samej siebie - bo oszukujesz siebie, udając, że
        masz dwie rzeczy na raz, a tak naprawdę nie masz żadnej.
    • czlonek_sojuszu Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 23.03.05, 19:53
      Gość portalu: kiwi napisał(a):

      > Upragniony doktorat, publikacje (do którcyh dopłacałam) i ...Pani dziękujemy,
      > choć rozprawa celująca, obrona na szóstkę. Miejsca na uczelni nie ma, bo
      > okupują je asystentki, które od 10 lat nie zdążyły jeszcze się obronić.
      > Po prostu ręce opadają. na innej uczelni nie mam znajomości. Porażka. Może
      > ktoś był w takie sytuacji?
      Trzy rzeczy ci powiem, które wynikają z przemyśleń nad własną przyszłością
      (kończę pisać doktorat w tej chwili).

      Po pierwsze, to jest normalna sytuacja. W pewnym sensie normalna, bo jej
      przyczyny mogą być uzasadnione. Jeśli jest tak, że brak zatrudnienia wynika z
      prawdziwej konkurencji, to nie ma co protestować - mówi się trudno. W normalnych
      krajach tak zdarza się bardzo często, i trzeba się z tym pogodzić - uczelnie są
      (i powinny być) bardzo konkurencyjnymi miejscami, bo w przeciwnym wypadku się
      degenerują. Jeśli (jak piszesz) nie wynika to z konkurencji, to oczywiście
      trudno powiedzieć, że wszystko jest ok. Ale spójrz na to z drugiej strony:
      chcesz przez wiele lat pracować z ludźmi, którzy kierują się w życiu (i w pracy)
      takimi zasadami ? Ja bym nie chciał, bo z takimi ludźmi nie da się pracować, a
      można sobie tylko zaszkodzić.

      Po drugie (słowo do innych osób, które się wypowiadały w tym wątku), skupiając
      się na doktoracie zrobiłaś słusznie. Nie da się napisać dobrego doktoratu poza
      uczelnią, i nie da się tego zrobić "na pół etatu", pracując jeszcze gdzieś. Nie
      i już. Ktoś, kto twierdzi inaczej jest albo idiotą, który nie ma pojęcia o czym
      mówi, albo ma powód, żeby tak twierdzić - zwykle wynika to z prostej frustracji
      faktem, że nie jest się samemu w stanie zrobić czegoś takiego (dostać się na
      studia doktoranckie, skończyć je, napisać pracy, poświęcić czegoś dla pracy
      naukowej itp). Albo i jedno i drugie. Uważam, że należy Ci się szacunek za
      poświęcenie i "postawę": zrobiłaś to, co powinnaś była zrobić, i w ogóle nie
      słuchaj tych durni, którzy pisali wcześniej.

      Po trzecie, uszy do góry. Jesteś w lepszej sytuacji, niż byś była nawet 10 lat
      temu. Istnieje coś takiego, jak prywatne uczelnie. Tylko w Warszawie jest ich
      kilkadziesiąt. Istnieje też coś takiego, jak nowopowstałe uniwersytety: UR, UWM,
      UO, UZ, UwB, UKSW, USz nawet. Brakuje tam kadry, i ich władze po prostu boją się
      komisji menowskich, dlatego chętnie zatrudniają osoby, które rokują jakieś
      nadzieje na ustabilizowanie sytuacji w przyszłości. Jasne, że to nie to samo co
      UJ, i poziom jest niski, a czasami żenujący, ale wszak nie od razu Kraków...
      Poza tym, masz tam szanse na zorganizowanie sobie pracy od początku, bez udziału
      "układu", i tylko w ten sposób możesz pokazać ludziom, którzy Tobie zaszkodzili,
      gdzie jest ich miejsce. Więc rada: wyślij oferty po prostu, gdzie tylko możesz,
      bo jest szansa, że się uda.
    • Gość: monia Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.03.05, 21:19
      gratulacje! odetchnij...nabierz dystansu, albo odrazu za ciosem programy
      stypendialne UE, JRC, program Marie Curie - możliwości jest naprawdę sporo

      powodzenia
      m.
      • bumcykcyk2 Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 23.03.05, 22:50
        Trzeba było wcześniej pomyśleć i zadać sobie pytanie "co dalej?". Na studia
        doktoranckie jest przyjmowana masa osób, bo uczelnie dostają z MEN-u dodatkową
        kasę za każdego doktoranta. Dlatego ludzi jest tam po prostu ZA DUŻO. W
        polskiej nauce w porównaniu z Zachodem jest zreszta w ogóle nadmiar
        pracowników, w dużej mierze bezproduktywnych. Dlatego trudno mysleć o hurtowym
        przyjmowaniu nowych, zwłaszcza, że zwolnić kogos mianowanego jest bardzo trudno
        (w sprzyjających warunkach trwa to 2 lata).

        Swoją drogą, Twój post to pewien znak czasów. 10 lat temu ludzi na asystenturę
        brano w większości z łapanki, dzisiaj panuje tu wyścig szczurów podczas gdy
        pieniądze na starcie są niewiele większe. Czyżby chodziło o załapanie się na
        dożywotnią rentę socjalną?

        PS. Poczytaj sobie forum prywatne "doktoranci" (dział edukacja)
        • Gość: m Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? IP: 5.2.* / *.chello.pl 24.03.05, 10:18
          Dlatego ludzi jest tam po prostu ZA DUŻO. W
          > polskiej nauce w porównaniu z Zachodem jest zreszta w ogóle nadmiar
          > pracowników, w dużej mierze bezproduktywnych.

          To, ze jest ich za duzo, jeszcze nie swiadczy o tym, ze ludzie z prawdziwym potencjalem (a ocena celujaca na dyplomie niewatpliwie jest na to dowodem) maja rezygnowac ze swoich aspiracji. Na tej zadadzie powinnam zrezygnowac ze studiow (ba! po co mi matura?!) i zostac hydraulikiem, bo ten przynajmniej kasuje 50 zl za godzine (czyli 2x tyle niz ja na korepetycjach) i w dodatku ma ciagly zbyt, bo konkurencja niewielka! Zyc nie umierac! Tylko nie o to chodzi, by z powodou tego, ze ambitniaczkow mamy w tym kraju coraz wiecej i ludzie uganiaja sie za tytulami w nadziei, ze zapewni im to lepsze zycie ludzie z prawdziwa pasja z niej rezygnowali...
        • czlonek_sojuszu Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 24.03.05, 10:56
          bumcykcyk2 napisał:

          > pieniądze na starcie są niewiele większe. Czyżby chodziło o załapanie się na
          > dożywotnią rentę socjalną?

          a może dopuścisz myśl, że ci ludzie chcą się zajmować nauką ?
    • rootka Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 24.03.05, 10:33
      kiwi: gratuluje obrony, oceny i tempa! zastanawiam sie tylko dlaczego oczekujesz
      ze promotor zatrudni Cie w swojej katedrze albo znajdzie Ci inne miejsce? to Ty
      sobie szukasz pracy, promotor jest od wsparcia naukowego.

      poza tym, te asystentki nie bez powodu pisza doktorat od 7 lat. Maja mnostwo
      dydaktyki i tak malo czasu na wlasne badania, ze kiedy otwieraja ksiazke
      zasypiaja ze zmeczenia zamiast czytac .chcialabys byc na ich miejscu? a po
      doktoracie to juz chyba na inny poziom sie wskakuje, wiec niekoniecznie one

      moja skromna rada -uwierz w siebie! rozejrzyj sie na roznych uczelniach, moze
      jakis post-doc za granica? praca naukowa ciagle w tym samym towarzystwie moze
      szybko wyjalowiec, a nowe wyzwania i nowi ludzie zawsze dobrze wplywaja na jakos
      Twoich naukowych osiagniec :)

      pozdrawiam goraco
      • rootka Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 24.03.05, 10:35
        sorry, z tym niekoniecznie one chodzilo mi o to, ze niekoniecznie one zajmuja
        miejsce na ktore Ty moglabys wskoczyc.
        mniej oczekiwan, a wiecej wlasnego zaangazowania, tego Ci zycze i jeszcze raz
        pozdrawiam
      • czlonek_sojuszu Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 24.03.05, 10:58
        rootka napisała:

        > poza tym, te asystentki nie bez powodu pisza doktorat od 7 lat. Maja mnostwo
        > dydaktyki i tak malo czasu na wlasne badania, ze kiedy otwieraja ksiazke
        > zasypiaja ze zmeczenia zamiast czytac .chcialabys byc na ich miejscu? a po
        > doktoracie to juz chyba na inny poziom sie wskakuje, wiec niekoniecznie one
        ROTFL !!!!

        210 godzin (realnie 150 godzin zegarowych) *rocznie* to dużo twoim zdaniem ?
        • Gość: iti Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? IP: *.p.lodz.pl 24.03.05, 11:03
          Asystenci obok tego że mają zajęcia często jeszcze muszą je najpierw opracować.
          Prowadzą też różne prace dla swoich profesorów - jak sama nazwa "asystent" mówi.
          Mają też inne zajęcia jak np. reprezentowanie uczelni na targach edukacyjnych
          czy zajmowanie się goścmi uczelni.
          • czlonek_sojuszu Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 24.03.05, 11:43
            Gość portalu: iti napisał(a):

            > Asystenci obok tego że mają zajęcia często jeszcze muszą je najpierw opracować.
            > Prowadzą też różne prace dla swoich profesorów - jak sama nazwa "asystent" mówi
            > .
            > Mają też inne zajęcia jak np. reprezentowanie uczelni na targach edukacyjnych
            > czy zajmowanie się goścmi uczelni.
            ok, niech to będzie nawet 400 godzin (chociaż to zupełnie nieprawdopodobne).
            Przepracowana po 2 godzinach pracy dziennie ? Hahahahaha....
            • Gość: iti Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? IP: *.p.lodz.pl 24.03.05, 11:53
              400 h to stanowczo za niskie szacowanie.
            • Gość: pea nie masz racji IP: 195.136.246.* 24.03.05, 13:03
              nie masz racji licząc godziny pracy w dydaktyce jako tożsame z godzinami
              prowadzenia zajęć na uczelni. szczególnie jeśli prowadzi się dany przedmiot
              pierwszy raz i nie chce się odwalać fuszerki (tj. przepytywać nieboraków przez
              godzinę:). ja prowadzę w tym semestrze 2 kursy - w sumie mam TYLKO 3 grupy,
              czyli 6 razy po 45 minut. ale przygotowuję te zajęcia przez cały tydzień
              (pomijając pracę na pół etetu) - każdy wieczór po powrocie z pracy i calusieńki
              weekend; kseruję, skanuję, biegam po bibliotekach... itd. dostaję za to o wiele
              mniej niż mogłabym zarobić pracując tyle (realnych!) godzin gdziekolwiek
              indziej. i wcale teraz nie narzekam (bo chcę i lubię to robić), tylko chciałabym
              Ci uświadomić że nie wszystko wziąłeś pod uwagę.
            • rootka Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 24.03.05, 13:11
              jesli masz wieloletni staz jako dydaktyk i ciagle powtarzasz studentom to samo,
              to zajmuje Ci to dwie godziny dziennie. Ale jak jestes mlody i sam sie dopiero
              uczysz, to przygotowanie porzadnej, ciekawej i z pomyslem godziny zajec zabiera
              godzin kilka. zwlaszcza jesli sie nie ma wlasnego asystenta :)
              • Gość: pea Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? IP: 195.136.246.* 24.03.05, 13:56
                no, otóż to! :)
                w przyszłym roku będzie lepiej... chyba że dostanę inny przedmiot:)
            • babazgaga Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 24.03.05, 14:02
              A teraz wsadzę kij w mrowisko.
              A ile ty, siedząc w pracy za biurkiem, pracujesz EFEKTYWNIE? Odejmujemy kawki,
              herbatki, pierdółki, pogaduszki, forum, gg, prywatna pocztę, i inne takie. I ile
              zostało? Wiecej niz 2h dziennie? I co, nie przepracowujesz sie?
              PS. Pracowalam trzy lata w biurze przed pracą na uczelni, wiem co mówię.
              • czlonek_sojuszu Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 24.03.05, 15:01
                babazgaga napisała:

                > A teraz wsadzę kij w mrowisko.
                > A ile ty, siedząc w pracy za biurkiem, pracujesz EFEKTYWNIE? Odejmujemy kawki,
                > herbatki, pierdółki, pogaduszki, forum, gg, prywatna pocztę, i inne takie. I

                Dla pewności: sam piszę doktorat, mam doświadczenie dydaktyczne, w dodatku znam
                uczelnie także z innych powodów, więc wiem, o czym mówię. Zwróć uwagę na to, o
                czym mówiłem na początku: ktoś niezbyt mądry napisał, że obciążenie dydaktyką na
                uczelni uniemożliwia napisanie doktoratu w terminie - co wyśmiałem, bo to jest
                kompletna bzdura. Nie twierdzę, że praca na uczelni zajmuje mało czasu -
                przeciwnie, gdybyś przeczytała mój pierwszy post to byś wiedziała, że uważam
                dokładnie odwrotnie. Ale wcale nie jest tak, że dydaktyka przeszkadza w pracy
                badawczej, tylko pomaga, bo pokazuje, czego się tak naprawdę nie wie, albo do
                końca nie zrozumiało, i gdzie się ma braki. Przygotowywanie się do zajęć stanowi
                część pracy naukowej, a nie ją utrudnia...

                Zresztą, prawda jest taka, że jak się chce, to można. Znam ludzi, którzy
                potrafili napisać doktorat (razem z obroną) w ROK. Supermeni jacyś, czy co ?
                Jeśli ktoś nie umie napisać doktoratu w terminie, to znaczy że się nie nadaje do
                tej pracy i jest darmozjadem, w związku z czym powinien dostać kopa w cztery
                litery. Mocnego i celnego. To samo dotyczy habilitacji, publikacji po
                habilitacji itp itd. KROPKA.
                • babazgaga To ja przepraszam:D 24.03.05, 16:59
                  Trochę mnie poniosło. Podpisuję się rekami i nogami pod tym co napisałeś. Tym
                  bardziej ze teraz pracuję tak,jak to napisałam wcześniej, i robię drugi doktorat.
                  A co do pracy wieloletniej na uczelni i pisaniu doktoratu, to fakt, jest
                  niestety trochę Pań które prace na uczelni traktowały jako ekskluzywny urlop
                  wychowawczy, a doktorat?.... Doktorat poczeka przecież. Na szczęscie nie
                  zaliczam się do nich.
                • ewachem Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 25.03.05, 08:42
                  a co powiesz gdy zajecia prowadzi sie z innej dziedziny niz praca naukowa?
                  Wszystko zalezy od zakladu, w ktorym sie pracuje, czy to to samo gdy sie uczy
                  studentow o podziale kationow w chemii analitycznej a pisze sie doktorat z
                  nowotworow? Chyba jest roznica, dlatego nie uogolniaj stwierdzenia ze dydaktyka
                  współgra z praca naukowa, bo wszystko zalezy od kierunku nauki oraz zakładu w
                  ktorym sie pracuje
                  Pozdrawiam
                  Ewa
                  • czlonek_sojuszu Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 25.03.05, 12:36
                    ewachem napisała:

                    > a co powiesz gdy zajecia prowadzi sie z innej dziedziny niz praca naukowa?
                    > Wszystko zalezy od zakladu, w ktorym sie pracuje, czy to to samo gdy sie uczy
                    > studentow o podziale kationow w chemii analitycznej a pisze sie doktorat z
                    > nowotworow? Chyba jest roznica, dlatego nie uogolniaj stwierdzenia ze dydaktyka
                    > współgra z praca naukowa, bo wszystko zalezy od kierunku nauki oraz zakładu w
                    > ktorym sie pracuje

                    Zawsze mi się wydawało, że praca naukowa powinna opierać się na
                    profesjonalizmie, a nie na amatorszczyźnie. Jeśli się na czymś nie znam (i
                    przygotowanie się do zajęć zajmuje mi dni i miesiące), to się nie pakuję w ten
                    interes (czy ktoś cię zmusza do pisania doktoratu na niekorzystnych warunkach
                    ?). Przed wojną była instytucja veniam legendi, i wydaje się, że nie była
                    pozbawiona sensu, potem to zniesiono licząc na poczucie odpowiedzialności
                    pracowników... Zgadzając się na pisanie doktoratu zawierasz pewną umowę z tymi,
                    którzy cię finansują, i skoro się na nią zgodziłaś, to wypada dotrzymać
                    warunków, a nie opowiadać, że plamy na słońcu ci w tym przeszkadzają...
                    • ewachem Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 25.03.05, 12:45
                      Moja odpowedz nie miala na celu pokazania ze cos mi przeszkadza w mojej pracy,
                      przeciwnie lubie to co robie, zarowno dydaktyka jak i praca naukowa zajmuje sie
                      profesjonalnie i nie ma mowy o amatorszczyznie, bo gdyby tak bylo po prostu nie
                      mialabym tej pracy w tym konkretnym zakladzie i tyle. Moim celem bylo
                      uswiadomienie iz opocz tego ze sa pracownicy naukowi ktorzy nic nie robia to sa
                      rowniez i tacy ktorzy chca zrobic dr i chca sie czegos nauczyc, sa zaangazowani
                      w to co robia, i nie odwalaja przyslowiowej kaszanki. Z doswiadczenia wiem, iz
                      w dzisiejszym swiecie ukladow, powinno sie dbac o prace, bo mozna ja za
                      niedbalstwo i lenistwo latwo stracic i nie znalezc lepszej.
        • ewachem Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 25.03.05, 08:36
          Oficjalnie 210 godzin a nieoficjalnie ile? Kto policzy czas spędzony w domu,
          gdy domownicy domagaja sie poswiecenia im czasu a Ty wertujesz ksiazki,
          sprawdzasz kola, piszesz fakultety, szukasz literatury, masz do zrobiena "na
          wczoraj" 2 publikacje.
          Ja nie dziwie sie ze doktorat sie robi 7 lat. Wszystko zalezy od zakladu. Z
          wlasnego otoczenia wiem, ze sa takie zaklady w ktorych przychodzi sie na 9,30 i
          pije kawe, potem jakas dydaktyka i do domku, a co do publikacji to 1-2 na rok
          albo i tego nie. Ostatnio moja kolezanka sie bronila po 9 latach(2 ciaze
          wydluzaja okres minimalny na zrobienie dr) majac na koncie uwaga ...3
          publikacje. Sa jednak i innego typu zaklady, gdzie dr robi sie w góra 3-4 lata,
          dydaktyka stoi na wysokim poziomie,o czym swiadcza opinie w ankietach studentow
          i wyniki w sesji, asystenci staraja sie zeby wszystko bylo tak jak trzeba,
          oprocz tego pracuja naukowo w piątki i świątki, publikuja kilkanascie artykulow
          rocznie. To sa zalety pracy w takim zakladzie. Wady-to tak jak napisalam wyzej-
          brak czasu dla rodziny i dla siebie. Wiec nie uogolniajmy, ze wszyscy asystenci
          sa rozleniwieni i nic nie robia bo jest to opinia krzywdzaca
          Pozdrawiam
          Ewa-asystent :)
          • czlonek_sojuszu Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 25.03.05, 12:39
            ewachem napisała:

            > Oficjalnie 210 godzin a nieoficjalnie ile? Kto policzy czas spędzony w domu,
            > gdy domownicy domagaja sie poswiecenia im czasu a Ty wertujesz ksiazki,
            > sprawdzasz kola, piszesz fakultety, szukasz literatury, masz do zrobiena "na
            > wczoraj" 2 publikacje.
            Jasne, z tym się zgadzam - przeczytaj co napisałem wcześniej. Ale tłumaczenie
            się nawałem dydaktyki nieco mnie śmieszy...
            • ewachem Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 25.03.05, 12:49
              dydaktyka dydaktyce nie rowna drogi czlonku_sojuszu, mozna prowadzic zajecia z
              grupa 11 osobowa raz w tygodniu a mozna miec 5 grup w tygodniu 20 osobowych
              (gdy na pierwszym roku ponad 300 osob). Wiec nie uogólniajmy tego tematu, bo co
              innego przygotowac i sprawdzic material dla 300 osob to nie dla 11
    • Gość: set Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? IP: *.p.lodz.pl 24.03.05, 11:00
      A może zajmij się pisaniem książek. Pisz tak wspaniałe książki jak np.
      Katarzyna Grochola. Z pewnoscią sprawiłoby ci to dużą satysfakcję.
    • Gość: Jo Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 24.03.05, 11:14
      1) 210 godzin to założenie. Obiążenie dydaktyczne jest tak duże, że większość
      pracowników ma nadgodziny. 2) Zrobienie doktoratu nie gwarantuej zatrudnienia
      na uczelni, tak samo jak zrobie magisterium nie gwarantuje przyjęcie na studia
      doktoranckie 3) w zasadzie, to nie ma już asystentów bez doktoratów, ponieważ
      zatrudnianie ich jest dużym obciążeniem finansowym dla wydziału (MENiS nie daje
      pieniędzy na magistrów), więc droga Kiwi coś Ci się chyba pomyliło 4) Obron
      doktorskich się nie ocenia, jedyne ocen, jakie ma doktorant dotyczą egzaminów z
      języka, filozofii i kierunkowego. Zdanie ich jest warunkiem dopuszczeni do
      obrony, poza oczywiście pozytywnymi recenzjami pracy. Na dyplomie doktorskim
      nie ma żadnych ocen, co najwyżej komisja może przyznać wyróżnienie. Zatem jak
      czytam Tówj post, to się zastanawiam, czy Ty w ogóle dyplom doktorski widziałaś
      na oczy? 5) Jeśli jesteś absolwentem UW, to zapisz się do Klubu Absolwenta i
      będziesz mogła sobie korzystać z BUW-u do upojenia. Acha - w Warszawie istnieje
      ponadto Biblioteka Narodowa. Tam też są książki i można sobie prowadzić badania
      naukowe. Legitymację wydają na podstawie dowodu.6) Przed wojną wybitni naukowcy
      pracowali w liceach i gimnazjach. Nie przeszkadzało im to publikować dobrych
      artykułów. Jakoś nie narzekali.
      • janek0 Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 24.03.05, 11:29
        Gość portalu: Jo napisał(a):

        > 1) 210 godzin to założenie. Obiążenie dydaktyczne jest tak duże, że większość
        > pracowników ma nadgodziny.

        210 godzin to norma ustawowa. Jeśli ktoś pracuje więcej, to znaczy, że potrzebne
        jest zatrudnienie dodatkowej osoby. A dlaczego się tego nie robi ? Bo nadgodziny
        są dodatkowo (lepiej) płatne...

        > 3) w zasadzie, to nie ma już asystentów bez doktoratów, ponieważ
        > zatrudnianie ich jest dużym obciążeniem finansowym dla wydziału (MENiS nie daje

        bzdura. nie można zatrudnić doktora na stanowisku asystenta, bo to niezgodne z
        prawem jest.
        • Gość: Jo Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 24.03.05, 11:43
          Art. 80 Ustawy o szkolnictwie wyższym: "Na stanowsiku adiunkta można zatrudnić
          osobę, która posiada stopień naukowy. Na stanowisku asytenta można zatrudnić
          osobę, która posiada tytuł zawodowy magistra lub równorzędny tytuł naukowy".
          Ustawa nie zabrania zatrudniania na stanowisku asystenta zdoktorów, nie można
          tylko atrudniać kogoś, kto nie ma magistra. Tak samo na stanowisku adiuntka
          pracują ludzie, którzy mają stopień doktora habilitowanego. Nadgodziny na
          uczelni są lepiej płatne? Kpisz, czy o drogę pytasz?
          • Gość: Minius Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.03.05, 13:01
            A z jakiej dziedziny ten doktorat?
          • janek0 Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 24.03.05, 14:00
            Gość portalu: Jo napisał(a):

            > Art. 80 Ustawy o szkolnictwie wyższym: "Na stanowsiku adiunkta można zatrudnić
            > osobę, która posiada stopień naukowy. Na stanowisku asytenta można zatrudnić
            > osobę, która posiada tytuł zawodowy magistra lub równorzędny tytuł naukowy".
            > Ustawa nie zabrania zatrudniania na stanowisku asystenta zdoktorów, nie można
            > tylko atrudniać kogoś, kto nie ma magistra.
            Nie odróżniasz *stopnia* od *tytułu* naukowego/zawodowego.

            > Tak samo na stanowisku adiuntka
            > pracują ludzie, którzy mają stopień doktora habilitowanego. Nadgodziny na
            > uczelni są lepiej płatne? Kpisz, czy o drogę pytasz?
            Nie kpię, tylko wiem, i nawet mogłem to odczuć we własnej kieszeni.
        • babazgaga Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 24.03.05, 12:51
          Hmmm no to chyba nie wiem o co chodzi z moją umową o pracę. Jestem doktorem,
          pracuję jako asystent. I co? U mnie na wydziale nie ma już asystentów
          nie-doktorów (tych zasiedzianych przekwalifikowali na wykladowcow, większe
          pensjum i praca tylko dydaktyczna).
          Dokładnie rozumiem frustrację autorki wątku, bo byłam w tej samej sytuacji.
          Trzymaj się, wiem że czujesz się teraz fatalnie, i masz do tego najświętsze
          prawo. Ja pól roku po obronie przepłakałam... Bronilam sie zaraz na początku
          roku akademickiego, i od tego samego poczatku mieliśmy u nas w zespole wakat.
          Jedna osoba się zwolnila, wiec dla kierownictwa instytutu (i dla nas wszystkich)
          bylo w zasadzie logiczne, ze trzeba kogos na to miejsce zatrudnic, bo nie
          wydalamy, a skoro wlasnie bronic się osoba ktora i studia skonczyla z
          wyroznieniem, i doktorat do nagrod nominowany, i takie tam różne, to dostanę
          etat. Rada Wydziału przeglosowała pozytywnie, ja się zdążyłam upić z radości, a
          rektor "wziął i nie podpisał". Jeden semestr przepracowalam na umowę zlecenie,
          bo godzin do zrobienia było tyle, że pensum wszyscy wyrabiali z nawiązką,
          zatrudnili mnie od nowego semestru z najnizszą mozliwą pensją - tak jakbym byla
          świeży magister, a nie doktor.
          I co? I nic. Jestem szczęśliwa. Co prawda pensja starcza mi na kredyt i
          rachunki, ale udaje mi sie dorobic w innych szkolach i zyc jakos. Pewno zaraz
          posypie się tu krytyka na dorabianie w prywatnych szkolach na zlecenie - od razu
          ją uprzedzę. Nie robiłabym tego, gdybym nie musiala. To nie zadna pogon za
          forsą, tylko próba związania konca z koncem.
          Ale jestem szczęsliwa. Robię to, co naprawdę lubię. Nieważne że co tydzien
          zajęcia na zaocznych, i wolnych wekeendów brak, skoro mam długie wakacje.
          Niewazne ze dyplomanci myślą żem maszyna i z dnia na dzien poprawię im prace
          magisterskie, pojdę spac o 2 w nocy a poprawię. Nieważne że uważacie że co to
          jest 210h... to jest po 105 godzin na semestr, czyli 15 tygodni. Czyli średnio
          po 7 godzin na tydzien. Niewiele... plus 4h konsultacji i 2h godzin
          organizacyjnych. Dalej niewiele. Plus średnio dwa-trzy razy więcej godzin na
          przygotowanie zajęć (o ile prowadzę je pierwszy raz). To przyjmijmy ze 10h
          tygodniowo. Plus praca w domu - sprawdzanie kartkowek, kolokwiuw, prac
          magisterskich. Kolejne 8h, dajmy na to (oszczędnie). Razem ostrożnie 31godzin na
          tydzien, a to sama dydaktyka, bez pracy naukowej. I to licząc tylko jeden etat,
          bez ewentualnych nadgodzin i innych szkół.
          I bardzo proszę nie mówić mi, że co ci naukowcy robią, że pensum śmieszne itede.
          babazgaga
    • losiu4 Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 24.03.05, 13:03
      co dalej? ano trzeba pracy pewnie szukać. Albo w nauce (uczelnie, instytuty),
      albo poza nią. Z doświadczeń znajomych wiem, że zdarzają się problemy ze
      znalezieniem pracy po doktoracie poza środowiskiem naukowym. Poza wyjątkami
      postaci takiej, że ktoś mając już pracę doktorat zrobił

      Pozdrawiam

      Losiu
      • Gość: kiwi Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? IP: 217.8.163.* 24.03.05, 15:29
        Widzę, że temat bardzo na czasie, więc może dodam co nieco. Z tłumami walących
        na studia doktoranckie nie spotkałam się. Poza tym tych, którzy te studia
        kończą jest zdecydowanie mniej niż tych, którzy je zaczynali, o ok. 40%. Ode
        mnie z roku obroniła się połowa, reszta się wycofała.
        Nie biadolę ani nie narzekam, tylko zadałam pytanie do sób w podobnej
        syttuacji. Właśnie otrzymałam zaświadczenie o przyznaniu tytułu i zaczynam
        pisać podania, nie tylko do wyższych szkół.
        Jestem kulturoznawcą. Wiem, dla niektórych znaczy to: "baba oszalała"
        albo "zachciało się babie pisanie o niczym". To nieprawda, że kierunki
        humanistyczne są mniej ważne od biznesu i ekonomii. Przykro mi, że niektórzy
        tak myślą.
        Raczej nie wyobrażam sobie pracy w biznesie, choć kto wie? Na pewno nie za cenę
        zaniechania pracy badawczej.
        • agulha biznes a badania 24.03.05, 21:20
          "Raczej nie wyobrażam sobie pracy w biznesie, choć kto wie? Na pewno nie za cenę
          zaniechania pracy badawczej"
          Obawiam się, że albo-albo. W biznesie nie będą Ci płacić chyba za prowadzenie
          badań własnych. Praca w biznesie wymaga natomiast tak znacznie więcej
          zaangażowania, niż praca na uczelni (statystycznie, oczywiście), tyle godzin,
          takiej dyspozycyjności, że pociągnąć obie rzeczy naraz - trudno mi to sobie
          wyobrazić. Ale może znajdziesz jakąś niszę dla siebie - życzę z całego serca. Ja
          nie konkuruję, jestem z innej branży.
        • Gość: Muchomorek Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? IP: 213.25.172.* 25.03.05, 14:07
          > Jestem kulturoznawcą. Wiem, dla niektórych znaczy to: "baba oszalała"
          > albo "zachciało się babie pisanie o niczym". To nieprawda, że kierunki
          > humanistyczne są mniej ważne od biznesu i ekonomii. Przykro mi, że niektórzy
          > tak myślą.

          Niestety zwykle jest tak, ze liczba wykladowcow jest mniejsza niz liczba
          studentow. Niemoze byc tak, ze z nowych 10 doktorow wszyscy zostana na uczelni
          i beda sobie wykladac. To chyba oczywiste. Szczegolnie w przypadku takich
          kierunkow jak wyzej wspomniane jest to dosc bolesne bo wiadomo, ze etatow na
          rynku dla ludzi po takim kierunku jest 0.
          To niejest kwestia tego czy to kierunek lepszy czy gorszy. Chyba, ze mierzymy
          to liczba sposobow zarobienia na zycie po skonczeniu kierunku 'biznesowego'
          lub 'humanistycznego', to oczywiscie biznes da sobie rade lepiej, wiec w tym
          sensie jest lepszy.

          Wybierajac sie na studia oczywiscie myslimy tylko o tym zeby sie na nie dostac,
          zeby realizowac swoja pasje, zeby bylo nam przyjemnie. Niewielu ludzi mysli o
          tym z czego po studiach beda zyli. I to jest chyba problem autorki postu. Szuka
          takich samych nieprzystosowanych do zarabiania na zycie doktorow. Mamy wiec
          cala mase socjologow (ulubiony kierunek mezczyzn uciekajacych przed wojskiem),
          politologow, przypadkowych pedagogow nauczania poczatkowego, magistrow od
          fikolkow, artystow, bibliotekarzy i innych ludzi, ktorzy wybierali studia
          kierujac sie emocjami, nie zadajac sobie pytania: a co ja potem bede robil, z
          czego bede zyl?
          A teraz placz i zgrzytanie zebow... i kto z tego forum moze im pomoc????

          Zycze owocnej "pracy badawczej". Ludzkosc napewno ja doceni bo zapewne bardzo
          duzo wnosi do dorobku kulturowego, narodowego, spolecznego :D:D:D
          • czlonek_sojuszu Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 25.03.05, 16:55
            > takich samych nieprzystosowanych do zarabiania na zycie doktorow. Mamy wiec
            > cala mase socjologow (ulubiony kierunek mezczyzn uciekajacych przed wojskiem),
            > politologow, przypadkowych pedagogow nauczania poczatkowego, magistrow od
            > fikolkow, artystow, bibliotekarzy i innych ludzi, ktorzy wybierali studia
            > kierujac sie emocjami, nie zadajac sobie pytania: a co ja potem bede robil, z
            > czego bede zyl?

            ciekawa teoria. pozwól, że w celu uzyskania dodatkowych informacji zadam dwa
            dodatkowe pytania

            1. ilu mamy bezrobotnych absolwentów kierunku "zarządzanie i marketing" vel
            "ekonomia" ? a może jest tak, że zdarzają się także nieprzystosowani do
            zarabiania (jak piszesz) ekonomiści i informatycy, bo nie od kierunku to zależy
            ? hę ?

            2. czy twoim zdaniem należałoby zlikwidować kierunki inne niż ekonomiczne
            względnie politechniczne, albowiem po nich nie ma (oczywistego) zatrudnienia ?
            czy może jednak do czegoś są potrzebne ?

            a w ogóle, to jeżdżenie po kimś, kto ma jakiś problem, to wyjątkowo obrzydliwa
            cecha - szczerze życzę ci, żeby w stosunku do ciebie nikt się tak nigdy nie
            zachował. (tak tak, wiem, ty jesteś ten silny i przystosowany, i nie masz
            problemów, a nawet jak masz to momentalnie rozwiązujesz je swoim umięśnionym
            ramieniem...) miałem ochotę napisać kilka słów na temat tego, dlaczego różne
            smutne osoby czerpią przyjemność z pisania "recenzji" z życia kogoś, kto coś
            osiągnął, ale z litości sobie odpuszczę.
    • callafior Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 24.03.05, 17:04
      Taaak, to powszechne zjawisko w tym kraju, tak właśnie traktuje się inteligencję
      i dlatego ta rzeczywistość tak wygląda. Znam osobiście przypadki, że niedoszły
      doktor nauk prawnych pracuje jako ... ochroniarz wraz z mgr inżynierem
      politechniki, a matematyk jest magazynierem. Nikt mi nie przetłumaczy, że
      wystarczy być dobrym, aby coś osiągnąć. Decydują TYLKO I WYŁĄCZNIE ZNAJOMOŚCI.
      Byle tuman, ze znajomościami pracuje na stanowisku, niezły fachowiec też ze
      znajomościami pracuje na lepszym stanowisku, a znakomity fachowiec BEZ
      znajomości handluje na bazarze, albo w ogóle wegetuje. Po prostu kraj tragedii.
      ---------
      Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze, będziesz mieć dwa dni wolnego...
      • dyplomata Kalafiorowe myslenie 24.03.05, 18:15
        callafior napisał:

        > Taaak, to powszechne zjawisko w tym kraju, tak właśnie traktuje się
        inteligencj
        > ę
        > i dlatego ta rzeczywistość tak wygląda. Znam osobiście przypadki, że niedoszły
        > doktor nauk prawnych pracuje jako ... ochroniarz wraz z mgr inżynierem
        > politechniki, a matematyk jest magazynierem. Nikt mi nie przetłumaczy, że
        > wystarczy być dobrym, aby coś osiągnąć. Decydują TYLKO I WYŁĄCZNIE ZNAJOMOŚCI.
        > Byle tuman, ze znajomościami pracuje na stanowisku, niezły fachowiec też ze
        > znajomościami pracuje na lepszym stanowisku, a znakomity fachowiec BEZ
        > znajomości handluje na bazarze, albo w ogóle wegetuje. Po prostu kraj
        > tragedii.

        To jest myslenie na poziomie lepperowskim. Znakomici fachowcy zawsze znajda
        prace. Znakomity jest ktos kto ma unikalne umiejetnosci na ktore jest
        zapotrzebowanie.

        Jezeli ktos skonczyl jakies studia to pierwsze nie jest znakomitym fachowcem,
        pod drugie sam dyplom nie znaczy obecnie nic, po trzecie ludzie po studiach
        na ktore nie ma zapotrzebowania nie maja zadnych podstaw do narzekania.
        Studiowali se cos dla przyjemnosci, ktos ma teraz im placic za to?
        • callafior MYŚLENIE IDIOTY 25.03.05, 18:14
          Czyli rozumiem, że twierdzisz, iż magister zamiatający ulice to normalna
          sytuacja. Tak jest niestety tylko w Polsce, nigdzie nikt po studiach nie pracuje
          jako sprzątacz, ochroniarz czy inny robotnik. Tak jak ty rozumuje polski "rząd"
          i dlatego tak jest.
          ---------
          Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze, będziesz mieć dwa dni wolnego...
          • Gość: Kagan Re: MYŚLENIE IDIOTY IP: *.95.221.203.acc50-dryb-mel.comindico.com.au 26.03.05, 12:18
            W Australii absolwenci studiow, i to nawet inzynieryjnych,
            ukaldaja towar na polkach supermarketow. Straznicy na Melbourne
            University maja czesto nawet podyplomowe studia...
            Kapitalizm to najbardziej marnotrawny system w historii
            ludzkosci, bo marnuje to, co najcenniejsze, czyli ludzi... :(
            • callafior Re: MYŚLENIE IDIOTY 26.03.05, 12:35
              Zgadzam się, kapitalizm to DNO.
              ---------
              Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze, będziesz mieć dwa dni wolnego...
              • dyplomata Kalafiorowe DNO 28.03.05, 20:38
                callafior napisał:

                > Zgadzam się, kapitalizm to DNO.

                Niestety kapitalizm to taka maszynka kotra wytwarza nadmiar dobr i uslug ale
                trzeba dobrze sie napocic zeby sprzedac swoja prace by miec kase na te
                dobra i uslugi. Niestety nie istnieje nic innego tylko to DNO.

                Nigdzie w kapitalizmie nie ma gwarancji dobrze platnej pracy dla posiadacza
                jakiegos dyplomu. Przeciwnie, w kapitalizmie kase moze zrobic kazdy jezeli
                potrafi cos robic na co jest zbyt.
                • Gość: Kagan Re: Kalafiorowe DNO IP: *.83.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 31.03.05, 04:07
                  Popyt najwiekszy jest w kapitalizmie wciaz na:
                  1. Platny sex
                  2. Nielegalne narkotyki
                  Stad najlepiej sie maja w kapitakizmie qurvy na dodatek handlujace
                  narkotykami. Wniosek: taki ustroj musi upasc, co zreszta
                  widac na przykladzie upadku USA, najbardziej kapitalistycznego
                  kraju swiata... :(
        • Gość: Joanna B. Dobry z Ciebie człowiek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.05, 17:47
          rozumiem, że jeżeli ktoś nie ma "unikalnych umiejętności" powinien być skazany
          na wegetację? A ile jest tych "unikalnych" w skali całego społeczeństwa? 10%?
          A co z 90%? Może zalecisz eutanazję?
    • r.richelieu Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 24.03.05, 17:51
      Bo nie powinno się mieć za dużych nadziei. To dokładnie tak jak absolwenci SGHu
      oczekiwali 5000 na starcie, a świeżoupieczeni doktorzy etatu. Niestety tak jak
      wszędzie w Polsce nepotyzm i cwaniactwo tak i w szkołach się to pleni. Dziwne,
      że przez 4 lata nie wyczułaś kto ma największe szanse na etat. Ja na przykład
      wolę założyć, że etatu po obronie nie dostanę, bo w razie czego będę mieć
      przyjemną niespodziankę zamiast żalu. I głupio sugerować, ale czy na czas
      szukania pracy w szkolnictwie wyższym nie chcesz się zaczepić w średnim czy
      gimnazjalnym? Tam nadal doktorant robi wrażenie, nie mówiąc o doktorze. Skłonni
      są nawet przyjąć bez uprawnień pedagogicznych i zrefundować część ich kosztów
      gdy już będziesz je zdobywać.

      Lub przygotuj się na przeprowadzkę. W małych uczeelnakch nawet doktor na
      pierwszym etacie to już coś
      • losiu4 Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 24.03.05, 18:36
        Kardynale, skąd taki defetyzm...

        Pozdrawiam

        Losiu
        • r.richelieu Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 24.03.05, 20:15
          to nie defetyzm tylko realizm, a i to od tej właśnie radosnej strony, bo w
          końcu wolę mieć radosną niespodziankę niż przykrą.

          • losiu4 Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 24.03.05, 20:47
            ano chyba że tak :)

            Pozdrawiam

            Losiu
    • dreaded88 Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 24.03.05, 20:38
      Też jestem, tyle że chemii i we Wrocławiu. Uczelnia kontynuowaniem współpracy
      nie była zainteresowana, zresztą działka, którą z głupoty własnej i łaski
      promotora przyszło mi uprawiać nie była absolutnie perspektywiczna, ciężko by
      było na niej znaleźć tyle, żeby choćby utrzymać się na powierzchni jako wieczny
      adiunkt, o habilitacji nie wspominają. Wartość rynkowa tytułu mizerna, chociaż,
      nie powiem, firmy branżowe (farmacja, bo gdzie indziej chemików nie szukają) na
      aplikacje odpowiadają nawet chętnie - niestety, głównie po to, żeby sobie
      pooglądać doktora i stwierdzić, że akurat TYCH technik nie zna (jak gdyby nie
      umieli czytać CV); nie generalizuję, bo są tacy drowie, którzy TE techniki mają
      obcykane. Firmy spoza branży odpowiadania unikają programowo - po co im typek
      podejrzewany o nadmierne aspiracje i chęć przechowania się do znalezienia
      lepszej okazji? O działaniu na innej uczelni polskiej nie ma co nawet marzyć,
      wkręcić się do szkoły prywatnej, gdzie uczą zarządzania marketnigiem mogą ci,
      którzy stosowali zaawansowane narzędzia informatyczne - ja nie, patrz zdanie nr
      2 (uczyć głupków klikania w Excelu i Wordzie mógłbym, ale takich, co by mogli
      są tysiące). Pozostaje kontentować znaleziona dzięki przyjaciołom robótką -
      nudną, zupełnie nie związaną, na szczęście przyzwoicie płatną i bombardować
      uczelnie zagraniczne aplikacjami postdocowymi.

      To była część opisowa, po której nastąpi część refleksyjna.

      50-75% polskich samodzielnych pracowników naukowych powinno się przenieść na
      etety czysto dydaktyczne, żeby nie marnować państwowych pieniędzy na produkcję
      pod ich egidą beznadziejnie miałkich, koprofagiczno-wydumanych doktoratów,
      których jedynym celem jest zapewnienie promotorowi dwu wypromowanych drów, żeby
      mógł się starać o belewederskiego, a kiedy już nim jest - podtrzymywanie
      pozorów aktywności naukowej. Śmieszą mnie panowie Wielcy Naukowcy, postulujący
      na panelach dyskusyjnych szersze rozpowszechnienie techniki rachowania IF jako
      cudowny lek na ocalenie nauki polskiej. Wiecie jak łatwo jest znaleźć
      słabiutkie czasopismo, które wydrukuje każdy nadesłany chłam, a jednak
      obcojęzyczne i mające IF rzędu 0.3? Bardzo łatwo. I pozór można podtrzymywać do
      woli. A dać tym przenoszonym nawet tytuł oberprofesora, a do niego miecze,
      brylanty i dębowe liście plus podwyżkę uposażenia o 25% - i tak będzie taniej,
      jakość dydaktyki wzrośnie, powstrzyma się błędne koło reprodukcji naukowej
      miernoty, dzięki możliwości koncentracji środków na rzeczach naprawdę
      sensownych.
      • Gość: sisi Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.05, 23:14
        Brawo! Wyjeto mi to z ust. U mnie sytuacja byla taka: dwa lata wczesniej
        obronil sie chłopak i etatu nie dostal (mial skonczony drugi kierunek, wiec
        zlapal prace za granica w amerykanskim koncernie informatycznym), potem byla
        moja obrona i...nie dostalam etatu, teraz bronila sie moja kolezanka i ona
        także etatu nie dostala. W trakcie studiow nie mielismy nawet gdzie usiasc,
        traktowano nas jak intruzow, którzy maja napisac bardzo dobre doktoraty, ale
        ktorym ani sie nie pomoże, ba-bedzie sie uprzykrzac zycie. Pod koniec doktoratu
        mialam dosc. Wiedzac jaka jest sytuacja jeszcze na pierwszym roku studiow
        doktoranckich podjelam drugie studia (bardzo rynkowe), ktore kiedys moj
        promotor nakazl mi przerwac, bo: "napisze pani zly doktorat." Skonczylam je rok
        po doktoracie i...zaproponowano mi doktorat z drugiej dziedziny. Oczywiscie nie
        podjelam, widzac, ze w miejscu, gdzie ewentualnie mialabym go robic sytuacja
        jest podobna. Aha dodam jeszcze, ze przez dobry rok nie moglam znalezc pracy,
        to byl bardzo ciezki okres, stopniowo wykreslalam z mojego zyciorysu doktorat,a
        na koncu nawet magisterke z "nierynkowego" przedmiotu. To nastapilo po tym jak
        bedac na stazu w miedzynarodowym koncernie moj opiekun drwiaco odniosl sie do
        mojego zyciorysu, mowiac, ze on tez by sie zastanawial czy przyjac taka osobe
        do pracy, no bo co to znaczy miec ukonczone tak rozne kierunki? Stwierdzil, że
        tak na prawde to nie wiadomo w czym taka osoba jest dobra...
        Powiem szczerze, ze chcialabym wrocic na uczelnie, ale im jestem dalej od tego
        środowiska tym widze wyrazniej, ze ja sie tam meczylam, z tymi ludzmi,
        wiecznymi doktorami, ktorzy juz nic nie sa w stanie zaoferowac, a tylko
        podkladaja noge. Dzis jestem konsultantem/analitykiem biznesowym. O doktoracie
        staram sie zapomniec, bo myslenie o tym, ze wlozylam w niego tyle pracy i sil
        jest raczej destrukcyjne. Poza tym praca naukowa i biznes to dwa rozne swiaty i
        mieszanie ich rzadko wychodzi komukolwiek na dobre.
        Zycze powodzenia, wiem że czas po doktoracie, kiedy opadaja emocje i przychodza
        refleksje nie jest latwy.
        • dreaded88 Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 25.03.05, 00:28
          Gość portalu: sisi napisał(a):

          > Zycze powodzenia, wiem że czas po doktoracie, kiedy opadaja emocje i
          przychodza
          >
          > refleksje nie jest latwy.

          Bóg zapłać. Mnie refleksje obsiadły mniej więcej po II roku, kiedy zaczęło się
          stawać coraz boleśniej jasne, że nic nie jest takie, jakim się wydawało.
          Badania praco- i czasochłonne, bez godnych uwagi efektów. Promotor, sprawiający
          wrażenie superkompetentnego naukowca - jednak to tylko wrażenie, rozwiewajace
          się z upływem czasu. Zatem późniejsze przygody nie były zaskoczeniem. Na
          szczęście pomaga mi nihilistyczno-pesymistyczna filozofia życiowa ;-)

          Odnoszę wrażenie, nie wiem, czy słuszne, że nie działałaś w naukach stricte
          ścisłych. Ścisłowcy mają o tyle lepiej, że do nich adresowana jest stosunkowo
          duża liczba stypendiów w ramach programów unijnych, a i poza tym idzie sobie
          wynaleźć jakieś przytulisko poza krajem. Mi właśnie błyska jakieś światełko w
          tunelu. Ale to pewnie rozpędzony pociag pancerny...
          • Gość: sisi Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.03.05, 22:26
            Tak, wiem o projektach unijnych. Moj doktorat dotyczyl nauk humanistycznych, a
            te raczej nie sa finansowane przez UE. Po doktoracie mialam mozliwosc wyjazdu
            na postdoc'a do Stanow, ale stwierdzilam, ze po roku wroce i sytuacja bedzie
            taka sama (brak etatu, rzeczywistosc pokazala, ze sie nie mylilam). Poza tym
            konczylam drugie studia(informatyczne). Mialam jednak pewna stycznosc z
            funduszami unijnymi. Zanim zostalam analitykiem biznesowym, przez kilka
            miesiecy pracowalam w miejscu, w ktorym zaproponowano mi drugi doktorat
            (przywiązanie do środowiska naukowego widac jest we mnie dosc duże:)), projekt
            UE, dobrze platny, ale niestety potencjalny promotor w kilka miesiecy pokazal
            swoja twarz na tyle, ze odechcialo mi sie (a ze mnia 3 innym osobom). Zlozylam
            podania w kilka miejsc i dosc szybko dostalam prace znacznie bardziej rokujaca
            i za te same pieniadze na wstepie. W sumie zaliczylam dwa rozne kierunki, dwie
            rozne uczelnie i narobilam sie jak dziki osiol. Ale niestety praca naukowa w
            tym kraju obarczona jest ryzykiem niepowodzenia, utopienia znacznych pieniedzy
            i straty czasu. Pozdrawiam.
      • czlonek_sojuszu Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 25.03.05, 12:42
        dreaded88 napisał:

        > 50-75% polskich samodzielnych pracowników naukowych powinno się przenieść na
        > etety czysto dydaktyczne, żeby nie marnować państwowych pieniędzy na produkcję
        > pod ich egidą beznadziejnie miałkich, koprofagiczno-wydumanych doktoratów,
        > których jedynym celem jest zapewnienie promotorowi dwu wypromowanych drów, żeby
        >
        > woli. A dać tym przenoszonym nawet tytuł oberprofesora, a do niego miecze,
        > brylanty i dębowe liście plus podwyżkę uposażenia o 25% - i tak będzie taniej,
        > jakość dydaktyki wzrośnie, powstrzyma się błędne koło reprodukcji naukowej
        > miernoty, dzięki możliwości koncentracji środków na rzeczach naprawdę
        > sensownych.

        pięknie powiedziane. ja jednak czasami jestem za działaniami bardziej
        radykalnymi, czyt. eutanazją. wystarczy spojrzeć na "aktywność" niektórych
        jednostek panu...
    • matya Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 25.03.05, 10:34
      bronie sie 12 kwietnia. poszukiwania pracy zaczelam juz w zeszle wakacje.
      oczywiscie ze to nie jest tak ze pracy nie ma wcale ale nie jest szczytem moich
      marzen pracowac na przyklad na kasie w sklepie. pracy w mojej dziedzinie nie ma
      bo nie ma etatow. 21 kwietnia wyjezdzam na posdoca. mam nadzieje ze wroce i
      znajde prace w polsce. ech, smutne to...
      • Gość: axx Re: Tylko polityka. IP: *.res.east.verizon.net 25.03.05, 19:19
        Po prostu trzeba sie zajac polityka. Zatem jakas partia polityczna. I pisz cos
        na ten temat ze tylko ona ,jedyna jest przodowniczka.
        Jakis zyciorys polityka od strony kuchni. Lepper moze.
        Czy ktos inny. Moze homoseksualizm w polityce.
        Moze cos o tych co maja pieniadze. Portrety juz sobie maluja to moze ksiazka.
        Wiecej inicjatywy prosze. I nie narzekac bo kapitalizm w Polsce ma morde wilka .
        • pizza Re: Tylko polityka. 27.03.05, 01:43
          Zrobiliscie doktoraty, jestescie dobrzy w swojej dziedzinie- starajcie sie o
          postdoc pozycje w Stanach.Macie niedoskonaly jezyk?- tu doszlifujecie.Wazne jest
          co macie w glowach.Przemyslcie.
          • Gość: Kagan Re: Tylko polityka. IP: *.82.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 27.03.05, 16:14
            W USA mozna latwo stracic glowe, i to doslownie...
            Wiec odradzam!
            • Gość: Maria DOKTORAT I CO DALEJ IP: *.mn.rr.com 27.03.05, 20:38
              Witam, w stanach sa wieksze : mozliwosci mozesz pracowac i dalej kontynuowac
              nauke - wszedzie mozna stracic glowe(w Polsce tez) to zalezy od czlowieka.Nie
              masz pracy w Polsce bo nauka to tez biznes-jak tego nie zrozumialas przez 4
              lata doktoratu???, wszystkie granty nie granty: to sa uklady i ukldaziki.Jak
              nie trafilasz rzeczywiscie na prawdziwego profesora ktory zajmuje sie
              rzeczywiscie nauka ani karjera to po prostu mialas pecha? nie martw sie ty nie
              jestes jedyna osoba w takiej sytuacji.Pzd.Maria
    • rootka Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 30.03.05, 16:14
      to jest artykul dla Ciebie:
      serwisy.gazeta.pl/edukacja/1,52282,2625740.html

      zgadzam sie z profesorem w wielu kwestiach, a zwlaszcza w tej, ze wlasciwa
      praktyka jest, kiedy uczelnia nie zatrudnia wypromowanych przez siebie doktorow.
      • czlonek_sojuszu Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 31.03.05, 11:13

        rootka napisała:

        > to jest artykul dla Ciebie:
        > serwisy.gazeta.pl/edukacja/1,52282,2625740.html
        >
        > zgadzam sie z profesorem w wielu kwestiach, a zwlaszcza w tej, ze wlasciwa
        > praktyka jest, kiedy uczelnia nie zatrudnia wypromowanych przez siebie doktorow
        pod warunkiem, że ŻADNA uczelnia tego NAPRAWDE nie robi
        • rootka Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 31.03.05, 11:30
          ??? oswiec mnie, bo nie rozumiem o co Ci chodzi..

          ja pisze w Niemczech, gdzie jest ustawa, ktora tego zabrania, wiec jak juz
          obronie moja prace, bede szukac czegos gdzie indziej. normalna sprawa, wszyscy
          to robia
          • czlonek_sojuszu Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 31.03.05, 17:55
            rootka napisała:

            > ??? oswiec mnie, bo nie rozumiem o co Ci chodzi..
            chętnie.

            > ja pisze w Niemczech, gdzie jest ustawa, ktora tego zabrania, wiec jak juz
            > obronie moja prace, bede szukac czegos gdzie indziej. normalna sprawa, wszyscy
            > to robia
            cieszę się, że masz takie perspektywy, ale problem koleżanki polegał właśnie na
            tym, że w Polsce nie istnieje taka zasada, i większość miejsc pracy na danej
            uczelni zajmują osoby które się z danej uczelni wywodzą (fikcyjne konkursy).

            Więc
            (1) szukanie pracy poza własną uczelnią jest utrudnione
            (2) reguła, że nie można zatrudniać własnych doktorów, aby mogła być efektywna,
            musi obowiązywać na wszystkich uczelniach w danym kraju w danym czasie.

            Chyba proste.

            Oczywiście zgadzam się z Tobą i prof. Jajszczykiem, że taki stan rzeczy jest
            przyczyną wielu problemów, z efektywnością nauki jako sektora przede wszystkim.
            • rootka Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? 01.04.05, 13:40
              a moze odrobine przewrotnie: regula wcale nie musi obowiazywac na wszystkich
              uczelniach w danym kraju i w danym czasie. To wszyscy doktoranci po obronie
              musza w danym kraju i w danym czasie zrezygnowac z zatrudnienia w swojej
              uczelni! co Ty na to, czlonek_sojuszu? ;)

              pracowanie ciagle na tej samej uczelni w tym samym gronie po prostu nie sprzyja
              rozwojowi, wie o tym doskonale kazdy kto miejsce pracy zmienil.. dlatego nie ma
              sensu robienie wyrzutow profesorowi, ze pani z szostka za doktorat (???)
              dziekuje; nie ma tez sensu patrzenie z zalem na pracujace od 7 lat nad
              doktoratem asystentki, bo wtedy czlowiek sam sie staje czescia tego chorego
              systemu.

              Trzeba za to pakowac manatki i szukac ciekawszych miejsc, oto moja rada dla
              kiwi. Moze Ci wyjsc wylacznie na dobre!
              • Gość: Kagan Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? IP: *.99.221.203.acc51-dryb-mel.comindico.com.au 21.05.05, 12:32
                Teraz wszedzie jest nadprodukcja doktorow... :(
                • Gość: ona Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.05, 17:38
                  No własnie.HAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA pozchodzili z tasmy i sie naroiło teraz
                  najczesciej szukaja taniej siły roboczeji to smutne...jak najtanszej byle robic
                  za nic ...szok... ale Uda Ci sie z doktoratem na bank
    • Gość: Mikee Re: Jestem doktorem i .... co dalej??? IP: 83.71.107.* 23.05.05, 21:56
      a moze lepiej zwiewac z PL?

      Panstwo dalo Ci wyksztalcenie, ale nic wiecej...wiec niech inni korzystaja,
      oczywiscie z Toba w roli glownej.
      Moja uczelnia (Politechnika) sama wysylala absolwentow za granice ;) Ja sie
      obronilem pod koniec czerwca (mgr inz mechanik) i na poczatku lipca pojechalem
      do Irlandii...nie zaluje.
      Nie mowie, ze jest latwo. Jesli kogos interesuje praca w zawodzie jako
      specjalista itp., to sie bedzie wsciekal jak ja. Szukalem pracy dlugo, az w
      fabryce gdzie na tasmie skladalem pudelka trafilo sie miejsce w kontroli
      jakosci w projekcie SixSigma i sie wkrecilem, mam nadzieje ze zostane...;)
      Nie mialem dosw. zawodowego, wiec od 6m-cy udowadniam na co mnie stac i jak
      moge zrobic cos o czym ludzie z 10-letnim doswiadczeniem nie maja pojecia.
      Ale kto mowil, ze bedzie latwo...? ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka