Dodaj do ulubionych

Asymilacja

23.01.04, 13:53
Czujecie sie zasymilowani w krajach zamieszkania?
Kiedy poczuliscie sie zasymilowani?
Co to jest dla was pelna asymilacja i czy emigrant moze ja osiagnac?
Obserwuj wątek
    • don2 Re: Asymilacja 23.01.04, 14:45

      Poniewaz moje zdanie jest odmienne od wiekszosci sprawia mi to ogromna ucieche.
      Asymilacja to jest wg mojej nieskromnej osoby:
      Ubzduranie sobie po kilku latach w obcym kraju i srodowisku,ze juz jestem
      zaasymilowany gdy umie kupic bilet na autobus bez pomocy pokazywania na planie
      miasta ,gdzie chce sie dostac oraz gdy pani w lokalnym sklepie wita mnie z
      usmiechem i pyta jak dzien sie zaczal ,jak sie czuje i zyczy mi milego dnia.
      co jak wiadomo mowila do mnie od pierwszego dnia i nareszcie rozumie co mowi
      Asymilacja to tez nie wtedy gdy po 10 latach mieszkania w okolicy przychodzac
      na basen slysze jak pani ,ktora 2 razy w tygodniu tam spotykam patrzac na mnie
      z milym usmiechem mowi do kolezanki:Lilly nie zapomnij zamknac szafke apotem
      jednym tchem dodaje:hallo Szoszu ( Zosiu )
      Asymilacja to tez nie wtedy,gdy slyszysz od kolegow w pracy po 15 latach-no tak
      ja rozumie,ze masz z X trudnosci,wasza kultura zupelnie inna .
      Asymilacja to slowo ,ktore wspaniale brzmi w ustach politykow,duchownych i
      adwokatow.
      Asymilacja to gdy po wielu latach zycia w X,jakis nowy sasiad patrzac na
      tabliczke na drzwiach z twoim nazwiskiem i zapraszajac sasiadow na parapetowke
      Mowi do ciebie : MOJA TY PROSIC NA JEDNA DRINK-TWOJA ROZUMIEC CO JA MOWIC?
      Asymilacja to gdy po 35 latach pracy w tej samej firmie odchodzisz na
      emeryture i slyszysz za plecami :oczywiscie CI CUDZOZIEMCY TYLKO TU
      PRZYJEZDZAJA BY JAK NAJSZYBCIEJ DOSTAWAC EMERYTURY I WRACAC DO SWOJEGO KRAJU.
      Kochani powiem jak kiedys ktos powiedzial (parafrazujac )
      NA SLOWO ASYMILACJA NOZ OTWIERA MI SIE W KIESZENI
      Tym ,ktorzy maja jakies aluzje polecam patrzec nie swoimi oczami na ten
      problem.I zycze im zasypiania slodko w swiadomosci,ze asymilacja to odpowiada
      temu do czego wlasnie doszli. Don-najdluzej z was wszystkich za granica,od
      niektorych o wiele dluzej niz ich zycie ma lat. Ale sa tez przypadki skrajne
      O ktorych czytamy co dzien na Forum.
      .
      • don2 Re: Asymilacja 23.01.04, 14:51

        poprawka.maja iluzje powinno byc.tak sie zaasymilowalem ,ze popelniam bledy
        piszac po polskiemu i coraz trudniej mi mowic tyz.
        • emre_baran Pani, wam sie pomylil. 23.01.04, 15:54
          Pomylila wam sie homofobia z asymilacja. A moze to byla xenofobia? Kwestia
          semantyki oczywiscie. Obiaw klasyczny nowoczesnego w mysl postmodernistycznej
          mysli subiektywnego obiektywizmy myslenia. Nie jednemu psu burek.
          • jutka1 Re: Pani, wam sie pomylil-do kogo ten wpis? 23.01.04, 15:57
            baranie, u niektorych w opcjach forumowych nie widac kto pod kim (tak jak w
            zyciu ne c'est pas? ;)))))

            bo jesli do mnie to pewnie odpisze, a jesli nie, to siem nie bendem wtracac :)
            • emre_baran a pomylilo sie pani? 23.01.04, 16:00
              Jak sie pani pomylilo to do pani. W zasasdzie mysmy mieli juz te konwersacje na
              temat prawdy post-neo-moderny. Co nastepuje: chyba sie zgodzi z nami pani ze tu
              mamy widoczne przefarbowanie tkaniny rzeczywistosci przez rozowe okulary
              personalnej percepcji?
              • jutka1 Pani sie nigdy nie myli - poza tym sie zgadzam ntx 23.01.04, 16:02

    • jutka1 Re: Asymilacja 23.01.04, 14:57
      maria421 napisała:

      > Czujecie sie zasymilowani w krajach zamieszkania?
      > Kiedy poczuliscie sie zasymilowani?
      > Co to jest dla was pelna asymilacja i czy emigrant moze ja osiagnac?
      **********
      ze wszystkich krajow za granica gdzie mieszkalam, najbardziej zasymilowana
      czulam sie w Stanach. pewnie z roznych powodow, od dobrej znajomosci jezyka
      zanim przyjechalam, przez fakt ze w Stanach jest tylu ludzi skadstam, po -
      niestety, konstatuje - fakt ze jestem biala, czy to ze pobieralam nauki na
      ichnich uczelniech... czy byla to pelna asymilacja? nie. mimo 7 lat tam
      spedzonych. czy chcialam pelnej asymilacji? nie. im dluzej tam bylam tym
      bardziej chcialam do Europy (ale to juz temat na inna rozmowe :)

      we Francji to zupelnie inna historia... kraj hermetyczny, w sumie ciagle
      niepogodzony z imigracja, bardzo klasowy (nie chce powiedziec: "kastowy" coby
      nie urazic). co nie znaczy ze jestem odseparowana od spoleczenstwa, w zadnym
      wypadku, tyle ze wiem, ze nie bede nigdy traktowana jak "swoja". a wszystkie
      mity, co to Chrancuz rozpuszcza o integracji i wartosciach republiki to wg.
      mnie jeden wielki kit i mozna je miedzy bajki wlozyc. Wishful thinking more
      like it.

      Jutka
    • sabba Re: Asymilacja 23.01.04, 15:28
      Poniewaz czesto kiedy czytam Dona mam wrazenie ze jestem glab do kwadratu i nic
      o zyciu nie wiem, pozwolilam sobie zacytowac ksiege madrosci zebranych czyli
      encyklopedie i porownac to co tam jest napisane z moimi doswiadczeniami bo o
      takie pytala Maria. Cytuje:

      - upodobnienie się, przystosowanie, zintegrowanie
      - Asymilacja kulturowa - proces określający całokształ zmian społecznych i
      psychicznych, jakim ulegają jednostki, odłączając się od swojej grupy i
      przystosowując się do życia w innej grupie o odmiennej kulturze
      - Najczęściej o asymilacji mówi się w przypadku przystosowania się imigrantów do
      norm życia społecznego kraju, w którym się osiedlili bądź przedstawicieli
      mniejszości narodowych do norm zbiorowości (narodu) dominujących w danym kraju.
      Zjawisko to może mieć naturalny, niewymuszony charakter; niekiedy państwa
      prowadzą aktywną politykę asymilacyjną, która ma prowadzić do wykorzenienia
      innych wartości kulturowych i narzucenia norm narodu panującego.

      Proces asymilacji składa się z trzech faz:

      * akulturacja - przyjęcie przez migrantów (mniejszość) wzorów zachowań
      społeczności gospodarzy (grupy dominującej),
      * asymilacja strukturalna - przenikanie migrantów do grup i instytucji
      społeczeństwa gospodarzy,
      * asymilacja identyfikacyjna - rozwinięcie poczucia przynależności migrantów
      jedynie do społeczności gospodarzy.

      Proces pełnej asymilacji może trwać dwa lub trzy pokolenia - czasami jednak
      zasymilowani potomkowie migrantów powracają do swoich korzeni kulturowych.
      ________________
      Na podstawie madrej ksiazki stwierdzam ze zasymilowana sie nie czuje, moze
      jedynie jesli chodzi o asymilacje strukturalna jesli dobrze rozumiem...ale co
      nie zmienia faktu ze czuje sie dobrze. Nie czuje sie Niemcem, ale POlakiem tez
      nie. Choc jak sport jest w TV to kibicuje oczywiscie Polakom. Moja jedyna
      asymilacja to fakt ze mowie w ichniejszym jezyku, czasem lepiej, czasem gorzej
      ale pewnie coraz lepiej, mam nadzieje. Przyjmuje porzadek taki jest i biore go
      za swoj. Pelna asymilacja trwa do trzech pokolen jak mowi encyklopedia wiec jak
      widac mozna ja osiagnac:)) CZy asymiliacja oznacza jednosczenie tez zerwanie z
      tym wszytkim z czym zesmy przyjachali na emigracje?
      • don2 Re: Asymilacja 23.01.04, 15:59

        To jak ty sie czujesz jest wazne i najwazniejsze w twoim zyciu.To ,ze Ktos
        glosi ,ze jest zaasymilowany to dobrze.O asymilacji w drugim pokoleniu ,to juz
        idiotyzm-urodzony natura swego rozwoju i zycia juz nie w obcym a JEGO WLASNYM
        srodowisku itd.O 3-cim pokoleniu to moga sie wypowiadac antropolodzy :)))
        Termin :panstwo prowadzi polityke asymilacyjna ,jest bardzo delikatnym tematem.
        Lepiej nie ruszac ,bo to juz malutki krok do wynarodawiania w celach np
        zamazania roznic narodowosciowych,plemiennych itp.PS Ja tez nic o zyciu nie
        wiem i jestem glab-ale jako totalny glupek nie mam iluzji.przezylem te lata
        nie wysilajac sie by upodobnic sie do tubylcow i takim pozostane .amen
        • don2 Re: Asymilacja 23.01.04, 16:01

          To bylo do Sabby.
        • sabba tak myslalam ze to do mnie:) 23.01.04, 16:20
          Niegdy nie zastanawialam sie nad asymilacja tzn nad czy czy juz jestem niemiecka
          czy nie bo to chyba obled jakis. Znow az takiz wielkich "roznic kulturowych"
          miedzy polakami a niemcami nie ma zeby trzeba sie bylo naginac i bardzo starac
          zeby sie zjednolicic. Zreszta po co? POwiedziala mnie jest dobrze, czy ktos tego
          chce czy nie. Czy asymilacja byloby ze ide z bawarczykami i jem kielbase oraz
          pije piwo. nie. Ale moglabym mowic o asymiliacji jakbym sie zaczela czuc niemka
          i mi bylo glupio ze moze moj rodak z kraju z ktorym sie zasymilowalam kiedys w
          czasach wojny zabil zyda, polaka czy greka.
          Asymilacja? Mnie do zycia potrzebna nie jest, tak samo jak poczucie
          przynaleznosci narodowej. A ponoc nalezy sie okreslic bo bez tego czlwiek to
          niewiadomo co.
          • don2 Re: tak myslalam ze to do mnie:) 23.01.04, 16:32

            Okreslac to sie trzeba bylo w krajach i czasach dyktatury.teraz jak kto chce.
            Ale nie martw sie-nikt zbytnio sie twoim samopoczuciem ani twoimi deklaracjami
            nie przejmuje.Kazdy ma cie dokladnie w d...nie powinnas sie wstydzic ,ze jestes
            Polka ,jak to ma czesto miejsce w Niemczech.Dla ulatwienia podam ci stary trick
            emigracyjny :mow ze jestes z pomorza i daj do zrozumienia ,ze zawsze tam twoja
            rodzina zyla.To robi dobre wrazenie.Tylko nie wdawaj sie w szczegoly.Duzo
            nie ,ale zawsze troche w Niemczech pomaga. Don .)))))))))))))
            • sabba Re: tak myslalam ze to do mnie:) 23.01.04, 16:37
              z Pomorza????? A co mi tam pomorze....:) no wiesz, ja sie nie wstydze ze jestem
              z Krakowa:)) Co innego jakbym byla z koziej wolki to nie wiem ale Krakow mi
              wystarczy. A co do okreslenia sie mialam na ymsli jakiekolwiek okreslenie sie
              nie dotyczace emigracji, narodowsci czy pochodzenia. Dotyczylo to zdania ze nie
              myslalam w kategoriach asymilacja czy nie bo jest mi dobrze i juz. A jak
              czlwoeikowi dobrze to sie nie zastanawia tylko saczy nekrat i ambrozje i ma
              wszytko w dupie:)
              • don2 Re: O asymilacji powiastka mala 23.01.04, 16:56

                W miejscowosci N.blisko francuskiej granicy w centrum miasteczka lezy sobie
                Hotel " Anna ".Wjezdzam i tak pokrecone te uliczki ,ze zatrzymalem sie i pytam
                mlodzienca lat ok.15.jak dojechac do tego hotelu.na to on : A do tego hotelu co
                to wlascicielami jest Anna i jej maz Polak.....No i dojechalem jak on mi
                wskazal.wszedlem i gadka szmatka z Anna,maz byl " wyjechany".Ona mi opowiada,ze
                jej maz w czasie wojny pracowal w tutejszym tartaku ( przymusowe roboty )i
                jakoa tak im sie ksobie zebralo.I ona z humorem mowi ,ze w 1945 jak cudzoziemcy
                zaczeli wracac do swych krajow,ona polozyla sie na nim i tak zostal do dzisiaj.
                Lata mijaly i powiedzcie mi skad po tylu latach taki 15-latek ma to w glowie
                by zaznaczyc,ze to niemka z polakiem sa wlascicielami .Mysle ,ze w domu to
                sluszal-strasznie sie tam Stasiu zaasymilowal co? PS.potem przyjechal jej maz
                wypilismy po jednym i pogadalismy sobie cala noc-poszlo by szybciej,ale Stasiu
                przypominal sobie polska mowe i szlo to powoli. D.
                • chris-joe Re: O asymilacji powiastka mala 23.01.04, 22:19
                  anegdotka powyzsza o stopniu zasymilowania owego Polaka akurat nie mowi nic.
                  W innym skolei miasteczku, w Polsce, zyje sobie rodzina (od pokolen), w ktorej
                  to ktos kiedys trudnil sie kowalstwem- gdy spytasz o nich, to miejscowi ci
                  powiedza: "A, kowale! to tam zaraz za zakretem ich chalupa". Dodam, ze w
                  rodzinie owej od dawna juz kowala nie uswiadczysz, a i w domu murowanym i
                  calkiem sporym mieszkaja, a nie w "chalupie".
                  Jaki tu moral? Nie mam zielonego pojecia...
                  • don2 Re: O asymilacji powiastka mala 24.01.04, 12:25

                    CJ wybacz,nie wymagaj bym pisal wszystko zrozumiale.jak sam widzisz
                    nawet Ty zauwazyles,ze nie wszystko rozumiesz.A teraz wybacz -nie
                    umniejszajac twoich zdolnosci pojmowania postaram sie wyjasnic.
                    jezeli Ty nie widzisz roznicy w zachowaniu tradycyjnego wmiejscowosci
                    przydomka pochodzacego od zawodu itp.A ciaglego zaznaczania z kim zamezna jest
                    wlascicielka hotelu i to po 55 latach....to nie bardzo o czym tu mowic.
                    Tu chodzi o asymilacje-taki byl temat.Wlaczenie sie w srodowisko i przez te
                    srodowisko pelna akceptacja-az do " zamazania " roznic pochodzenia itd.
                    jedyne co pozostaje ,to roznice religijne,to nie przeszkadza zaleznie od
                    miejsca asymilowania sie. Widzisz Chris ja tez nie rozumie co chciales
                    powiedziec piszac ,ze Angielski jest " twoim domem " Czyzby Conrad mi z
                    daleka raczka machal? mozesz mi to wyjasnic? wiesz jestem takim prymitywem.ze
                    nie moge zrozumiec Jak jezyk moze byc domem ?Czy cos w tym rodzaju.

            • maja92 Re: tak myslalam ze to do mnie:) 23.01.04, 16:37
              Z Brombergu.....
              ;-))))))))
              • don2 Re: tak myslalam ze to do mnie:) 23.01.04, 16:41

                Oj Sabba Sabba! Marnie u ciebie z ta emigracyjna madroscia.Ten Krakow to
                sobie mozesz wsadzic dokladnie tam gdzie i Kozia Wolke.Dla niemcow cala Polska
                to kozia wolka.Liczy sie ich i tylko ich !!! Asymiluj sie do diabla a nie
                utrudniaj sobie zycie :))))))))
                • sabba Re: tak myslalam ze to do mnie:) 23.01.04, 16:44
                  Don ale ty nie rozumiesz, Krakow to Galicja, Galicja to Austria a Austria to
                  prawie tak jak Niemcy:))) I tak krowiem rozumem sobie tlumacze ze moze nie jest
                  tak zle...Kiedys w rozmowie pan mi sie na uniwerku zapytal (cale szczescie ze
                  nie byl historykiem) czy Krakow aby tez nie byl kiedys niemiecki....no pewnie
                  byl...skads ta plotka musiala pojsc hehe
                • maja92 Re: tak myslalam ze to do mnie:) 23.01.04, 16:44
                  don2 napisał:

                  >
                  > Oj Sabba Sabba! Marnie u ciebie z ta emigracyjna madroscia.Ten Krakow to
                  > sobie mozesz wsadzic dokladnie tam gdzie i Kozia Wolke.Dla niemcow cala
                  Polska
                  > to kozia wolka.Liczy sie ich i tylko ich !!! Asymiluj sie do diabla a nie
                  > utrudniaj sobie zycie :))))))))

                  ******
                  Przeciez mowie, zeby mowic ze sie jest z Brombergu. I wara od nazywania
                  Bydgoszczy "Kozia Wolka"!!!!!
      • alaskanka3 Re: Asymilacja 23.01.04, 16:12
        sabba napisała:

        > CZy asymiliacja oznacza jednosczenie tez zerwanie z
        > tym wszytkim z czym zesmy przyjachali na emigracje?
        >

        To co zacytowalas a propos 3 etapow asymilacji i to pytanie powyzej odnosi sie
        moim zdaniem do krajow homogenicznych, tzn. jednonarodowosciowych i
        jednorasowych, przyjmujacych immigrantow w niezbyt wielkich ilosciach na
        zasadzie dobrego uczynku. A i to pewnie sa juz przestarzale definicje z
        poprzedniego wieku, bo dzis baby z Siemiatycz pracuja w Brukseli 10 lat przed
        polskim komisarzem (sama spotkalam w zeszlym roku w hotelu w Londynie babe z
        Jeleniogorskiego sprzatajaca od 10 lat w zachodniej Europie), wiec wszystko
        miesza sie w tempie przyspieszonym.

        Zupelnie inaczej wyglada to w krajach otwartych a nawet wrecz opartych na
        immigrantach, tzn. w US, Kanadzie, Australii (moze Nowej Zelandii ? Afryce
        Poludniowej ?). Tutaj dosc latwo sie zasymilowac, szczegolnie dotyczy to okolic
        z duza liczba immigrantow w pierwszym pokoleniu. W naszej okolicy jest ich tak
        duzo ze mam wrazenie ze tubylcy (tzn. ludzie urodzeni w Kalifornii) sa
        mniejszoscia, kazda nacja przywozi swoja kulture i obyczaje, wszystko to miesza
        sie i powstaje najprawdziwsze spoleczenstwo wielokulturowe. Podobna mieszanke
        ras widzialam na ulicy w Sydney.

        Ja zdecydowanie czuje sie zasymilowana i zagniezdzona, ale nie przeszkadza to
        temu ze podobnie czuje sie w domu rodzinnym na Mazowszu. Tam mam rodzicow
        prawdziwych, tutaj po drugiej stronie ulicy mieszkaja tubylcy ktorych dzieci sa
        porozsiewane po calych Stanach, wiec traktuja mnie nieomal jak adoptowane
        dziecko. Dom w ktorym mieszkam zostal polecony przez posredniczke-immigrantke w
        pierwszym pokoleniu, uciekinierke z NRD (po raz pierwszy zobaczyla strony
        rodzinne w '89 po bodajze 15 latach), na spacery chadzam z dziewczyna z
        Singapuru, etc. etc. Ostatnio slyszalam od tubylki probujacej znalezc sobie
        meza, ze nie zdarzylo sie jej jeszcze umowic z 'Amerykaninem' bo ich tu nie ma,
        ale nie przeszkadza jej to zupelnie.

        Asymilacja w takich warunkach jest latwa.
    • szfedka Re: Asymilacja 23.01.04, 15:34
      Szfedka jestem ;)
      • starypierdola Re: Asymilacja 23.01.04, 15:40
        A diabel mi podpowiada: "... z Brombergu..."
        SP
        • szfedka Re: Asymilacja 23.01.04, 15:45
          z "bydzi" krajanie :)
          pozdrawiam
          • starypierdola Re: Asymilacja 23.01.04, 15:57
            Ja wiem ... ale to nie ja .... to diabel ...
        • maja92 Re: Asymilacja 23.01.04, 16:05
          Hi!hi!

          Ja tez!! Chociaz wole nazwe Bydgostia....

          Moja asymilacja wlasnie przechodzi probe ognia - szukam pracy.
          • starypierdola Szwecja 23.01.04, 16:50
            Znowu mnie diabel kusi ... zeby Wam przekazac "globalna perspektywe" nt.
            Szwecji .... i przekonywac ze Bydgostia (!!??) lepsza .....

            Szwecja przez dlugie wieki byla nic nie znaczacym pograniczem posiadlosci
            Wikingow; ci ostatni polowali tam na zwierzyne i niewolnikow, jak byli
            znudzeni podbijaniem swiata.

            Fortuna zmienila sie poczawszy od XV wieku. Okazalo sie ze Szwecja ma MIEDZ,
            towar bardzo cenny i porzadany w reszcie Europy. Zaczeli wiec ta miedz kopac i
            sprzedawac i bogacic sie. Wzbogacili sie na tyle ze stac ich bylo na wynajem
            najemnikow i podbicie okolicznych krajow. "Odbili" poludniowa Szwecje
            Dunczykom, zajeli Finlandie, Pomorze, kawal Rosji az po Poltawe, podbili
            Polske. Wszystko najemnikami i za pieniadze z miedzi. Czemu jest tyle legend o
            Falun? Bo tam byla miedz i tam byla potega Szwecji.

            Niestety miedz sie skonczyla. Nie majac pieniedzy na najemnikow kraj zaczal
            podupadac i tracic zdobycze. W czasach Napoleona byli juz na "smietniku
            historii". Jeszcze troche im pomogla ruda zelaza w Kirunie, Malmberget, etc,
            jak i fakt ze nie mieszali sie w wojny Europejskie (zarabiali na obu stronach;
            podobno 10,000 Szwedow walczylo w formacjach Waffen SS Wiking)ale to juz nie
            to. Troche im tez pomogl przemysl ktory ustanowili w oparciu o wczesne
            gornictwo (Atlas Copco, Sandvik/Scania czy oryginalne komanie). Ale przeda
            coraz cieniej.

            Co im tez wielce zaszkodzilo to opilstwo. Przed wprowadzeniem istniejacych
            ograniczen na sprzedaz i wysokich cen alkoholi byli takimi pijakami ze
            przecietny Rosjanin czy Polak to anniolek. Ci co plyneli wolnoclowym promem
            do/ze Szecji mieli okazje obserwowac ich zachowanie i zwyczaje.

            W tej chwili nie maja zbyt wiele do zaoferowania swiatu. Wrecz odwrotnie;
            niekonkurencyjny system wynagrodzen promuje miernote, wysokie podatki powoduja
            ze kazdy kto cos osiagnie emigruje na Riviere, do Hiszpanii, do ... No i EU
            domage sie zniesienia ograniczen na sprzedaz i obnizenia cen alkoholu.
            Czyli wszystko wskazuje ze beda sie staczac ...

            I ze Bydzia ich przescignie ....

            No moze nie przez nastepne 20 lat, ale po tym????

            Pamietaj, to nie ja, to diabel. A syn niech lepiej szuka szczescia gdzie
            indziej ...

            SP
            • don2 Re: Szwecja 23.01.04, 17:01
              tak ,ale strasznie uproszczone i niezbyt dokladnie.O tych szwedach w SS to ci
              sie pomylilo z Dunczykami -i nie az tak wielu.zreszta temat ciekawy i rzeka.
              hombre tjenes razon.bebedores grandes i tontos enormes !!cabrones!!!
              • starypierdola Re: Szwecja 23.01.04, 17:08
                Akurat skonczylem czytac ksiazke "SS Ddvision Wiking" opublikowana dwa
                miesiace temu. Cala masa danych statystycznych. Norwegow bylo w sumie kolo
                30,000. Zuzo Holendrow, Dunczykow, itd. Jak chcesz podam ci namiary.
                Dywizja byla "normalna" cos kolo 12,000 ale od 1941 co roku tracili ponad
                100% "stanu osobowego" bo ich wysylali na "najciezsze" odcinki. I walczyli az
                do maja 1945.
                Interesujacy szczegol: wiecej Norwegow walczylo razem z Niemcami niz po
                stronie Brytyjczykow. No al liczy sie krol ... Dlatego maja takie hoopla z
                rodzina krolewska.
                SP
                • don2 Re: Szwecja 23.01.04, 17:30

                  A wiesz ,ze " rozliczenia " czasu wojny w szwecji ciagle trwaja.
                  Nic nikomu sie nie dzieje-anonimowo.Ale ciagle nawoluja by sie wstydzic.
                  Zreszta oni zdaja sobie z tego sprawe,ze zbili kapital na wojnie i mogli
                  stac sie " normalnym " panstwem.tak ich to wbilo w dume ,ze po zlotych latach
                  60 i 70 nie moga sami uwierzyc w jakie gowno socjalistyczne obrucili kraj.
                  zreszta co moze 8 milionow w tym 12 % cudzoziemcow z najciemniejszych stron
                  swiata zrobic? Dla mnie osobiscie to sie nazywa " po mnie chocby potop "
                  sprawa beznadziejna,za jakis czas rozplyna sie w morzu cudzoziemcow.
                  nie starczylo im jaj by kopnac w dupe socjaldemokratow ,gdy byl na to czas.
                  Sreach maja straszny przed 1 maja.jako jedno z najmniejszych panstw Unii
                  nie beda mieli nic do gadania.I nic do zaoferowania. Finito,Ende.slonce nad
                  szwecja zachodzi powoli ale konsekwentnie.
                • starypierdola Re: Szwecja 23.01.04, 22:00
                  www.militarybookclub.com/doc/browse/detail/product_detail.jhtml;jsessionid=L1ICY5UOESAKQCWKAQOCFEY?repositoryId=515718047&_requestid=119040

                  Ciekawe co sie pokaze.
    • emre_baran Kwestia szersza - grunt to platforma. 23.01.04, 15:50
      Zeby rozpatrywac kwestie asymilacji trzebpa promo, sekundo i tercen uzogdnic
      grunt . A grunt jest w zasadzie taki podobny jak ze Slaska narodowoscia. N
      amarginesie stad wlasnie pochodzi nazwa klasy problemu filozoficznego
      dotyczacego percepcy swiata. W problemie slaskiej narodowosci wystepuje grupa
      ktore uparcie powtarza ze takiej nie ma. Jest rownierz grupa ktora sie za Slaski
      narod uwaza. Podobnie z Asymilacja sa tacy, ktorzy sie czuja zasymilowani i a
      jak ze istnieje silny front, ktory im sie stara udowodnic ze nie sa. Kwestia
      semantyczna w zasadzie. Semantyka zycia piekna sprawa, pisalem juz o tem w
      aspekcje fuckcji instysucji szkoly. Ustalcie moi drodzy platforme.
    • akawill Re: Asymilacja 23.01.04, 16:06
      Czuję się zasymilowany, funkcjonuję i się orientuję po 13 latach w USA. Ale
      jakby chcieć się zastanowić czy to jest na 100 %, to na pewno nie. Ale ja
      nawet zanim tu przybyłem, nie czułem się zasymilowany po przeprowadzce z
      rodzinnego miasta do Krakowa i to po wielu latach :)). Podobnie w pierwszej
      pracy w Polsce. Jakbym wrócił teraz do rodzinnego miasta, też nie byłbym
      zasymilowany. Tak jak pisze Sabba. Akawillowa mówi czasem, że jest ni pies ni
      wydra. Ja to bardziej widzę przez pryzmat szklanki półpełnej.

      Nasz syn jest w USA od 2 roku życia i na pewno jest jeszcze bardziej
      zasymilowany niż my. Kiedyś w szkole był Dzień Dziadka i każde dziecko
      przyszło z dziadkiem. Ale nie nasz chłopak, bo dziadka tu nie było i jest to
      niewątpliwa ujma na jego poczuciu asymilacji. A nawet gdyby dziadek był,
      dziadek byłby niezasymilowany więc tak samo.
      • don2 Re: Asymilacja 23.01.04, 16:16

        Pozwole sobie dodac cos z osobistego zycia -po pierwszych 10-ciu latach
        mialem wrazenie,ze juz tu zyje od zawsze .jakis taki stan
        euforii.Mowilem ,czytalem,nawet jak ktos mowil cos w publicznym miejscu i nie
        do mnie i nie patrzac mi w twarz tez rozumialem.Panstwowa praca w ktorej
        podobno bylem dobry.Pisalem raporty lepiej od tubylcow.Kawaly opowiadalem
        i koledzy sie nawet usmiechali.Krzyzowke gigant na scianie biura wlasciwie ja
        sam zrobilem.Ale czym bardziej w to wchodzilem ,tym bylo gorzej.za bardzo juz
        zauwazalem dystans miedzy mna a tubylcami.otrzasnelem sie i olalem dokladnie
        kazda analize tego zjawiska.ITP:ITD.
    • xurek Re: Asymilacja 23.01.04, 16:20
      Najpierw napisze to, co chcialam napisac, zanim przeczytalam Dona.

      W Niemczech czulam sie zasymilowana, glownym symptomem asymilacji w moim
      przypadku jest chec opuszczenia miejsca zasymilowanego, bo nic w nim juz nie ma
      nowego i robi mi sie nudno :)). A wracajac do powagi sprawy:
      Wiekszosci moich znajomych to byli Niemcy i co najwazniejsze czulam sie z nimi
      dobrze i rozumialam intuicyjnie jak dzialaja.
      W pracy czulam sie bardziej „swoja i rozeznana“ niz wielu innych pracownikow –
      to naprawde bylo „moje“ miejsce znane mi od podszewki.
      Niemiecki stal sie jezykiem, w ktorym nalatwiej i najchetniej mowie / czytam /
      pisze itd.
      Moj poziom znajomosci dzialania socialno / prawnego spoleczenstwa niemieckiego
      osiagnal nie znane mi dotad szczyty, czyli stal sie wiekszy, niz kiedykolwiek
      mialam o jakimkolwiek innym kraju lacznie z Polska (co wciaz nie znaczy, ze
      jest wysoki).
      Moich dwoch przyjaciol (nigdy nie mialam przyjaciolki) takich co to mozna
      przyjsc kiedy sie chce i spladrowac lodowke jak rowniez zna sie mamusie i
      tatusia bylo Niemcami.
      Mialam pierwsze w zyciu swoje wlasne mieszkanie.
      Nigdy sie nie zastanawialam czy to asymilacja czy nie i co wg. slownika
      asymilacja oznacza, ale czulam sie u siebie w domu.
      Rownoczesnie nigdy nie poczlam sie Niemka, Niemcy nigdy nie byly moja ojczyzna,
      zawsze mialam swiadomosc tego, ze cudzoziemcy nie przez kazdego Niemca sa mile
      widziani i ze w oczach wielu nigdy cudzoziemka byc nie przestane.
      W Niemczech mieszkalam 10 lat, jak u siebie poczulam sie po jakichs 5-6 –ciu.

      W Szwajcarii jest zupelnie inaczej. Lubie tutaj byc znacznie bardziej niz w
      Niemczech, lubie Szwajcarow „ryczaltowo“ bardziej niz Niemcow i po raz pierwszy
      w zyciu polityka kraju w ktorym mieszkam mnie obchodzi. Czuje sie tutaj jednak
      znacznie bardziej obca i to mimo tego, iz jestem poprzez dziecko
      bardziej „wrosnieta“ w sasiedztwo i poprzez wlasna firme bardziej „wrosnieta“ w
      struktury pracy. Moze to jezyk, ktory co prawda rozumiem ale nigdy nie
      odwazylabym sie w nim czegos powiedziec bo brzmi co najmniej sztucznie i
      idiotycznie.
      Moze jest to wiek, w ktorym juz nie tak latwo do czegos „przylgnac“. Moze jest
      to dziecko, ktorego wychowanie pokazuje mi moje szerokie braki w znajomosci
      szwajcarskich tradycji.

      Czuje sie tutaj dobrze i nie chce zmiany kraju, tym niemniej poczucie bycia
      obca jest znacznie bardziej swiadome i codzienne niz w Niemczech. Nie czuje sie
      tutaj zasymilowana, ale status niezasymilowanego cudzoziemca mi nie
      przeszkadza. Mimo braku asymilacji chcialabym sie tutaj zestarzec – powrot do
      Polski czy Niemiec nie wchodzi w gre, jezeli nie zostane do tego zmuszona.

      A teraz co mi przychodzi do glowy po przeczytaniu Dona:

      Gdyby tak na to spojrzec, to asymilacja nie ma nic wspolnego ze znalezieniem
      sie badz nie w obcym kraju. Asymilacja jest wtedy pojeciem okreslajacym
      znalezienie sie w ogole. I gdyby tak na to spojrzec to ja nigdy i nigdzie nie
      czulam sie zasymilowana odkad przestalam byc dzieckiem. Zawsze mialam
      poczucie “ostawania od reszty”, ktorego przyczyn nie umialabym nawet nazwac.
      Naleze do ludzi, ktorzy nie potrafia stworzyc sobie takiego “swojskiego
      grajdolka” gdzie jest sie za pan brat z kazdym sasiadem, ulica, drzewem itd.
      Dzialam na ludzi tak, ze zawsze wytwarzam wokol siebie pewien dystans – nie
      wiem, czy dlatego, ze go potrzebuje, czy dlatego, ze lepiej nie potrafie.
      Tak wiec nigdy i nigdzie nie bede zasymilowana.

      Xurek
      • starypierdola Re: Asymilacja 23.01.04, 16:56
        >>>Zawsze mialam poczucie “ostawania od reszty”, ktorego przyczyn nie
        umialabym nawet nazwac.<<<

        Jak bys tego poczucia nie miala, byla bys jak chlop Boryna; z taka sama
        mentalnoscia i filozofiami zyciowymi.
        Mysle ze wiekszosc Polakow Borynami sie nie czuje i ze jakos odstaje,
        niezaleznie od tego gdzei sa. Jak pisze Akawil: odstawal w Krakowie. I co z
        tego??
        Dlatego wlasnie zycie jest piekne bo ludzie odstaja!
        • ertes Re: Asymilacja 23.01.04, 17:06
          Wlasnie SP. Byl taki system co wlasnie chcial zamienic wszystko w jedna szarosc
          ale okazalo sie ze nawet szarosc potrafi odstawac :)
    • ertes Re: Asymilacja - w jednym zdaniu 23.01.04, 16:56
      Dla mnie asymilacja jest to jak sie czuje zintegrowany z tym co mnie otacza.
      • sabba Re: Asymilacja - w jednym zdaniu 23.01.04, 16:59
        a mozna sie zasymilowac zewnetrznie? w takim jednym filmie nie pamietam tytulu
        byla dziewczynka z autyzmem. I ona sie zasymilowala z drzewem, tak sie ladnie
        farbami pomalowala ze wygladala jak kora drzewa na przeciwko okna, ze jej nikt
        znalezc nie mogl. Wrazenie piorunujace...
        • ertes Re: Asymilacja - w jednym zdaniu 23.01.04, 17:03
          To nawet niezly pomysl. Zaraz pomaluje sie jak palma. Zawiesze sobie ze dwa
          kokosy na szyi i bede lepiej zasymilowany jak Swiatlow Oregonie ;)
        • don2 Re: Asymilacja - w jednym zdaniu 23.01.04, 17:04

          ha ha ha ,mam w rodzinie kogos kto sie " zaasymilowal " do przesady.mam spokoj
          nie rozmawiamy ze soba ,bo poradzilem ,by sobie ta osoba dupe pomalowala w
          barwy narodowe ,by dopelnic obrazu.:)))))))))))
          • sabba a jaka to nacja 23.01.04, 17:06
            z tymi wymalowanymi dupami lazi????? nigdy nie widzialam:)))
    • chris-joe Re: Asymilacja 23.01.04, 17:56
      moja odpowiedz na powyzsze pytanie bylaby suma odpowiedzi alaskanki i xurka.
      Podobnie jak xur, za mlodu w Polsce zawsze czulem sie obcawy, a przynaleznosc
      do miejsca dorastania narzucana mi niejako przez "moje stado" przez sam
      fakt "wiezi krwi i historii" nie zbyt mi odpowiadala. O tyle wiec
      nagla "obiektywna obcosc" w nowym kraju byla dla mnie stanem naturalnym i
      wyczekiwanym.

      Oczywiscie moja wybrana rodzina rozrastala sie wraz z wtapianiem sie w nowy
      pejzaz, nowy jezyk wyparl stary, nowe zachowania i sposob myslenia staly sie
      moimi dosc szybko.
      Takiej "asymilacji" sprzyjal bardzo fakt ogolnie opisany przez alaskanke:
      Vancouver byl miastem mlodym, gdzie Vancouverczycy z urodzenia stanowili
      kuriozalny wyjatek raczej, niz regule. Mieszkancy miasta, w tej liczbie moi
      nowi znajomi i przyjaciele, pochodzili z daleka: z Wegier, Ontario, Austrii,
      Saskatchewan, Serbii, Wyspy Ksiecia Edwarda. (bedac w innych czesciach Kanady
      szybko sie zorientowalem, ze na pytanie "skad jestes?" nie odpowiada sie "z
      Polski", lecz "z British Columbii").
      Wspominki z Polski w moim kregu znajomych rownowazone byly wspominkami z
      Alberty, czy z Manitoby. Moje "luki" wychodzily na wierzch tylko, gdy ktos
      odwolywal sie do jakichs seriali telewizyjnych sprzed dekad (tez same luki
      utrudniaja mi czasem rozwiazywanie krzyzowek).

      Podobnie jak xur, wynioslem sie z Vancouver (po 15 latach), po trosze, by
      odzyskac status obcego.
      Obecnie, w Quebec, jestem tym obcym. Tu, tak jak w Polsce, czy w Europie
      wogole, rzadzi nadal "wiez krwi i ziemi"- tutaj jest sie albo Qubecois,
      albo "nie naszym". A poniewaz jestem bialy, mowie po angielsku i jestem z BC,
      traktowany jestem jako "Anglo"- z calym blogoslawienstwem i przeklenstwem
      inwentarza. Tutejsi Anglofoni natomiast bez mrugniecia okiem traktuja mnie jak
      swego.

      Taki jest obiektywny opis mej asymilacji. Subiektywnie zas- moim krajem jest
      Kanada, moim domem- Brytyjska Kolumbia, Vancouver. Znakomita wiekszosc mych
      znajomych i przyjaciol jest tam. Tam jest tez wiekszosc wspomnien, do ktorych
      sie odwoluje. Moim domem jest takze jezyk angielski. Polskie wspomnienia sa
      wazne i zywe, sa one jednak tak odlegle, jak wspomnienia prenatalne.
      W jakims tam stopniu moge mowic o mych dwoch dziecinstwach/mlodosciach- te z
      Polski i te z BC.
      Bo emigracja w duzej mierze oznacza kolejne narodziny, kolejne dorastanie,
      zwlaszcza jesli ma miejsce w okreslonym wieku i nie jest przeprowadzka z
      Siemiatycz w Polsce do "Siemiatycz w Ameryce".

      Czy to sie moze zmienic? Jasne. Znam przypadki re-polonizacji na starosc. O
      tym tez pewnie pisal don (ktory, oczywiscie, jest nadal mlodziencem :))).






      • swiatlo Re: Asymilacja 23.01.04, 18:20
        W pełni się utożsamiam z każdym zdaniem C-J.
        Dodałbym jeszcze dwie rzeczy: ja mam rodzinę którą przywiozłem jeszcze z
        Polski. A to stawia mnie w innym trochę kontekscie jak C-J. Ta rodzina to ten
        korzeń który dalej mnie trzyma przy Polsce. C-J wyrwał wszystkie korzenie,
        zaczął od poczatku, urodził się zupełnie na nowo. Ludzie z polskimi rodzinami
        nie mają takich możliwości. Dlatego to właśnie polskość w moim odczuciu wciąż
        ma silne i specjalne znaczenie, nie pozwalając jednocześnie na pełną
        asymilację i ponowne narodzenie, jakie to miało w przypadku C-J.

        Po drugie język. Nie mam takich zdolności językowych jak C-J. Zresztą być może
        jest to ten sam powód: polska rodzina w domu. Dalej mówię z silnym akcentem i
        niegramatycznie. Język angielski nie jest tym samym co polski. I to też stawia
        mnie niejako poza margines pełnej asymilacji.
        • don2 Re: Asymilacja 23.01.04, 18:33

          Kolego Swiatlo,napisane jest: Ten tylko kto bedac bialym baranem i beczac jak
          baran,zmienia skore na czarna i beczy jak koza dostapi zbawienia i bram raju
          ( Faryzeusze -list do Vincentusa 12/65 ) Amen :))))))))))))
      • don2 Re: Asymilacja 23.01.04, 18:24

        Chris,musze przyznac ,ze rozumie twoja taktyke budowania sobie " przeszlosci"
        uzywana przez wszystkich szpiegow swiata i skuteczna.tylko istnieje ryzyko
        zatracenia prawdziwego ja.uzyles slow : moim domem jest takze jezyk angielski-
        hmmmm ,jestes sympatycznym czlowiekiem i nie bede sie znecal nad Toba:))
        Straszliwie i rozpaczliwie usilujesz zgniesc w malutka i niewazna
        niewidoczna kuleczke,twoje zycie w polsce. Nie martw sie ,nie idzie !wspomnisz
        kiedys co napisalem.! zadne przykre wspomnienia i przezycia nie idzie wymazac.
        repolonizacja :)))) ha ha ,to mi przypomina takich " polonusow " argentyny
        potomkow emigrantow z konca XIX w. dumni sa z tego ,ze sa polakami.Z Polska
        nic ich nie laczy,nie musieli nigdy przeprowadzac akcji " dezorientacji" by
        poczuc sie lepiej ( ? ) i na odwrot-potomkowie wyzwolonych ciemnych chlopow
        panszczyznianych ciagle podkreslaja Polskosc.Jak na to patrzec? Z politowaniem?
        Z podziwem ? Cos mi sie wydaje,ze czym bardziej " intelektualnie " rozwiniety
        Polak,tym bardziej rozpaczliwie chce sie odzegnac od swoich korzeni i
        wstydliwie ukrywac pochodzenie.To nie jest krytyka ,to stwierdzenie faktu.
        kazdy buduje sobie takie teoryjki by pokryc to dziwaczne zachowanie.Pisze to
        na podstawie obserwacji.jak dla mnie kazdy moze robic jak chce i obchodzic
        halowyn albo swieto dziekczynienia,albo szabbat i moze przyznawac sie do czego
        chce-byle nie przekraczac granic smiesznosci.Po jaka cholere tubylcy maja miec
        ucieche z klowna bioracego samego siebie powaznie. Don.
        • chris-joe Re: Asymilacja- do dona 23.01.04, 19:00
          z calym podziwem (i zazdroscia) dla twej szalonej i glebokiej wiedzy i madrosci
          zyciowej, przebogatych doswiadczen i talentu widzenia najglebszych pokladow
          swiadomosci jak i podswiadomosci wszystkich poszczegolnych istnien gatunku
          ludzkiego jak i innych form bytu- pozwole sobie nieskromnie pozostac przy swoim
          zdaniu :))
          • don2 Re: Asymilacja- do CJ 23.01.04, 19:07

            Uff.ironia dozwolona.Tylko ani razu nie napisalem o koniecznosci zmiany zdania
            zobacz na koncu.Zlosliwy nie bylem ,bo slubowalem :))
            jestem ostatni ,by cos komus narzucac.tez swoje zdanie wyrazilem.
            • chris-joe Re: Asymilacja- do CJ 23.01.04, 19:11
              :))
          • starypierdola Do C-J 23.01.04, 19:16
            >>pozwole sobie nieskromnie pozostac przy swoim zdaniu<<

            No, C-J, musze Cie skarcic. Przeciez jako LEADER powinienes sluchac
            pospolstwa, robic sadaze i zgadzac sie z wiekszoscia.... i zmieniac zdanie
            jesli tego zadaja konstytuenci!
            Man, show some leadership!!!
            SP
      • ertes Re: Asymilacja 23.01.04, 19:28
        >Subiektywnie zas- moim krajem jest
        > Kanada, moim domem- Brytyjska Kolumbia, Vancouver. Znakomita wiekszosc mych
        > znajomych i przyjaciol jest tam. Tam jest tez wiekszosc wspomnien, do ktorych
        > sie odwoluje.

        Ciesze sie ze ktos czuje podobnie. Ja po trzech latach pobytu w Kalifornii nadal
        mysle o Toronto jako o moim domu. Czasami mialem wrazenie ze to jakis dziwne
        uczucie no bo jak mozna traktowac jako dom miejsce w ktorym sie nie urodzilem.
        A jednak. Wiekszosc doroslego zycia tam spedzilem i tam uksztaltowalem jako
        osoba dorosla.
        Jestem ciekaw czy kiedykolwiek sie to zmieni.
    • tos.ka Re: Asymilacja 23.01.04, 22:17
      jak sie tak zastanawaim- to mysle ze czuje sie tak jak powinnam-
      po prostu nie zastanawiam sie czy jestem zasymilowana, czy nie.

      nie probuje udawac kogo innego niz jestem (nie tlumacze ze bielsko- to
      wlasciwie bilitz, a ze krakow to praaaaawie ze austria). na pytania czy
      pochodze z bylych terenow niemieckich (w tym rejonie niemiec - na szczescie b.
      rzadkie) odpowiadam ze nie, ze ja jestem z polski i "bez pochodzenia".

      no wlasnei. taka normalana atmosfera- bez zdziwienia z "ich" strony , bez
      udawania, tlumaczenia sie- z mojej.
      bez sensacji, "wyzszosci- nizszosci", bez zniemczania nazwiska, pochodzenia,
      bez kompleksow.
      jestem najnormalniej w swiecie polka mieszkajaca i pracujaca w niemczech.
      zupelnie tak samo- jak czesc pracujacych ze mna ludzi mieszka np w holandii.

      moze wlasnie ten trojkat niemiecko-holendersko-belgijski sprawia- ze tych z
      zewnatrz traktuje sie bez niezdrowej sensacji:)

      inna sprawa- to czy "asymilacja" jest mozliwa?
      zawsez bede polka- chocbym i 50 lat tu mieszkala- nie wyzbede sie tych lat
      ktore spedzilam w polsce, mojego myslenia, jezyka.
      moge sie starac- "zmienic" w nich, zasymilowac, stac sie niemka- abstrahujac od
      skutecznosci takich wysilkow (oraz od tego- ze akurat mentalnosc polakow i
      niemcow znow az tak bardzo si nie rozni, ale rozwazmy sytuacje teoretyczna) -po
      co?
      ja jestem bytem- swoim wlasnym.
      takim pomiedzy jedna a druga kultura.


      pozdrawiam








      • alaskanka3 Re: Asymilacja 23.01.04, 23:06
        tos.ka napisała:


        >
        > inna sprawa- to czy "asymilacja" jest mozliwa?
        > zawsez bede polka- chocbym i 50 lat tu mieszkala- nie wyzbede sie tych lat
        > ktore spedzilam w polsce, mojego myslenia, jezyka.
        > moge sie starac- "zmienic" w nich, zasymilowac, stac sie niemka-abstrahujac od
        > skutecznosci takich wysilkow (oraz od tego- ze akurat mentalnosc polakow i
        > niemcow znow az tak bardzo si nie rozni, ale rozwazmy sytuacje teoretyczna) po
        > co?
        > ja jestem bytem- swoim wlasnym.
        > takim pomiedzy jedna a druga kultura.
        >


        No wlasnie, wg mnie na tym polega asymilacja: zbudowanie sobie nowej warstwy
        kulturowej na starej bazie wyniesionej z dziecinstwa. Taka asymilacja bedzie
        bardzo naturalna i trwala, cos jak nadbudowanie zeba technika bonding (purystow
        jezykowych zawiadamiam ze nie znam polskiego odpowiednika tego zwrotu).

        Ciekawe ze podobno na starosc ta stara warstwa bazowa nabyta w dziecinstwie
        wyraznie wychodzi na wierzch, nieomal przykrywa warstwe nabyta, wiem to od kogos
        kto spedzil cale swoje dorosle zycie w kraju angielskojezycznym, praktycznie nie
        uzywajac jezyka polskiego, warstwa polska wyplynela na wierzch w wieku lat 70+,
        wyzwolona przez Internet i to w sposob gwaltowny - poczatkowo ta osoba przez
        kilkanascie miesiecy nie mogla oderwac sie od komputera. Cos podobnego pisal
        zreszta C-J o swojej warstwie polskiej.
    • basia553 Re: Asymilacja 24.01.04, 09:04
      Tak sobie mysle o tej asymiliacji i doszlam do wniosku, ze choc czuje sie tu
      jak u siebie w domu, wcale mi nie zalezy na tym - ba, nawet bym tego nie
      chciala, zeby mnie uwazac za Niemke. Dlaczego nie mam pozostac zasymilowana
      Polka? Polka calkowicie jako Polka zaakceptowana przez otoczenie? Co jest zlego
      w tym, ze mnie zawsze jako Polke beda widzieli? Nikt mnie przez to zle nie
      traktuje, nikt - poza moze jakimis prymitywami, nie uwaza mnie przez to za
      osobe drugiej kategorii. Moze to na tle zalewajacych Mannheim Turköw wypadam
      jako europejka lepiej?
      No i poniewaz nikt mnie zle nie traktuje, wazne jest dla mnie jak JA sie czuje.
      A czuje sie prawie od poczatku zasymilowana. Przyjechalam w styczniu 1975, to
      byl goracy okres RAFu itd., i pamietam ze bardzo sie wtedy juz sytuacja w
      Niemczech interesowalam, polityka wewnetrzna nie byla mi obca. Jak w 1976 czy
      1977 zostal porwany Schleyer to tak jak inni Niemcy wyczekiwalam wiadomosci
      w TV czy radio w nadziei, ze zostanie uwolniony. Wszystko co sie tu dzialo,
      bylo dla mnie wazne. I czy to dla naszego zycia i samopoczucia nie jest
      wazniejsze od tego jak nas jakis prymityw widzi? Co o tym sadzicie?
      • maria421 Re: Asymilacja 24.01.04, 11:56
        Czuje sie w Niemczech w pelni zintegrowana. Tu jest moj dom, tu jest moje zycie
        i moje kwiatki do podlewania. Wszystko co sie dzieje w tym kraju dotyczy
        rowniez mnie- podatki, reformy itp.
        Jestem czlonkiem tego spoleczenstwa, ktore sklada sie w prawie 10% z
        obcokrajowcow- ja jestem w tych 10%.
        Niemcy sa bardzo latwym krajem dla emigranta z Polski. Ten sam klimat, podobne
        krajobrazy, podobna architektura, podobna kuchnia, bardzo podobna kultura- to
        jest cos, co stwarza, ze mozna sie tu szybko poczuc jak w domu.
        Po wyjezdzie z Polski mieszkalam najpierw troche w Anglii, potem prawie 2 lata
        we Wloszech. Do Niemiec przyjechalam z Wloch. I zdawalo mi sie, ze wracam do
        domu...
        Zawsze wiedzialam, ze , przezywszy w Polsce prawie 30 lat, tych najwazniejszych
        bo formujacych nasza osobowosc lat, nigdy nie bede nikim innym jak Polka.
        Moja tozsamosc opiera sie na polskosci, na ktora nalozylo sie potem troche
        innych wplywow.
        Wiec, tak jak Basia, czuje sie Polka mieszkajaca w Niemczech i nie mam z tym
        zadnych klopotow. Wszelkie starania o "pelna asymilacje" uwazam za bezsensowne,
        to tak jakby sie chcialo zmienic kolor oczu lub skory.
        Wydaje mi sie tez, ze na tym polega bogactwo emigranta- na zachowaniu kultury
        kraju pochodzenia przy jednoczesnym zaakceptowaniu kultury kraju emigracji.
        • basia553 Do Dona 24.01.04, 12:47
          Odpisuje Donie na Twöj duzo wczesniejszy post. Pewnie nie zajrzalbys tak
          wysoko, wiec sie tu zawieszam. Myslalam bowiem o tym Twoim znajomy, co to po
          tylu latach ciagle "jeszcze" byl Polakiem. Opowiem tu o moim tesciu.
          Przywieziony w czasie wojny na roboty z rodzinnego Lancuta, nigdy do Polski nie
          wröcil. Ozenil sie bowiem tutaj. to po pierwsze. Po drugie: wielu ludzi tak jak
          on (pözniej widzialam filmy na ten temat, nie fabularne, lecz dokumenty), byl
          mocno zdezorientowany. Otöz na samym koncu wojny wszystkich Polaköw zapedzano
          do röznych prac, möj tesc odgruzowywal Norymberge. Tam zastali go Amerykanie i
          sie nim zaopiekowali. I ja mysle, ze to w duzym stopniu amerykanska propaganda
          i przeciekajace wiadomosci o komunizmie spowodowaly, ze möj tesc postanowil tu
          zostac. Sam zreszta jak wspomnialam o tej propagandzie tlumaczyl mi z cala
          powaga, ze Amerykanie nie maja propagandy, najwyzej pogadanki. Amerykanie
          zaopiekowali sie nim dokladnie: pracowal az do emerytury u nich jako pracownik
          cywilny w "suplaju" US Army. Kontakt z Polakami, to przede wszystkim tacy jak on
          pracujacy w powoli wymierajacym smog company, gdzie prawie wylacznie Polacy
          pracowali. Kontakty z rodzina w Lancucie sie urwaly, nie bardzo mogli sie z
          jego malzenstwem pogodzic. No i wyobraz sobie: möj tesc zmarl 10 lat temu,
          50 lat po wojnie. I po tak dlugim czasie w Niemczech ani mu w glowie bylo
          uwazac sie za Niemca. Nawet mojego meza, a swojego syna wybronil od sluzby w
          niemieckim wojsku i wpakowal go do wojska amerykanskiego. I nikogo nie dziwilo,
          ze po tylu latach jego zona byla ta, co ozenila sie z Polakiem. On niczego
          innego nie oczekiwal. I choc do kosciola nie uczeszczal, po jego smierci dla
          mojej tesciowej bylo rzecza absolutnie normalna zamöwic pogrzeb u polskiego
          ksiedza, choc ja np. z wielu powodöw bylam przeciw. To co opisales, nie wydaje
          mi sie wiec dziwne czy szokujace, tylko jak najbardziej naturalne.
          • don2 Re: Do Dona 24.01.04, 13:00

            alez w porzadku Basiu.nie ma sprawy.jezeli to jest normalne i swiadczy o
            asymilacji i akceptacji przez otoczenie tubylcow,az do pamietania skad kto
            jest ,to ok.dodam ,ze mialem wielu kolegow i kolezanek,ktorzy byli jak to w
            szczecinie czesto bylo spotykane dziecmi takich mieszanych malzenstw.
            Pojecia nie mielismy .Kto byl skad i czy matka byla ukrainka a ojciec
            warszawiak.Ale w Szczecinie to byla naprawde asymilacja w pozytywnym tego slowa
            znaczeniu.Odstepstwa od normy tez byly-to inna historia mowiaca o nietolerancji
            i ciemnocie.
            • don2 Re: Do Dona 24.01.04, 13:01

              PS do Basi-to potwierdza tylko moje zdanie o prawie nie istniejacej asymilacji
              w 1-szym pokoleniu.
              • basia553 Re: Do Dona 24.01.04, 13:06
                Möj maz byl drugim pokoleniem i tez nie czul sie niemcem. ale fakt: polakiem
                czul sie jeszcze mniej, marzyl zawsze o wyjezdzie do stanöw, ale to zupelnie
                inna historia. Pozdrawiam, wpadnij plis z czekolada!!! :))))
            • tos.ka Re: Do Dona 24.01.04, 14:50
              tak rozumujac asymilacja jest pojeciem o tyle abstrakcyjnym- co nie
              istniejacym. bo pamiec ludu trwala jest i jak nie wprost to niewprost ci
              przypomna zes ty obcy a nie swoj.
              panienskei nazwisko mojej mamy wskuzuje na to ze jej pra- (pra)n przybyl do
              wsi z miejscowosci obok, tu sie osiadl pojal i posiadl zone a potomstwu jego na
              wiek wiekow zostalo ze on z N. do M. przybyl i ze nie swoj.
              no to jak, zasymilowal sie ten pra- i potomstwo jego czy nie?

              w historyjce Twojej i baski- gdyby nie czasy w ktorych wszystko zapisane i
              zadokumentrowane- to tez by im pewnie tak zostalo.
              byloby wszystko "u polaka", a dzieci pewniekiem jakims francuskim vel
              niemieckim odpowednikiem polaczynskich, przybyszewskich lub cos w stylu zwano.

              no to jak,
              zasymilowane sa te wszystki polskie nowaki, czy nie?

              ps na wszyslki wypadek nie podejmuje zadynch asymilacyjnych wysilkow.
              a co mi tam!


              • don2 Re: Do Dona 24.01.04, 14:52

                :)))))))))))))))))))))))))
                • don2 Re: Do watku 24.01.04, 14:57

                  W czasie mistrzostw w Boksie na ringu nawalaja sie przedstawiciele
                  Ugandy i szwecji-moja zona (aktualna wtedy ) patrzy i pyta mnie :
                  ktory to szwed? To ja jej mowie ten z czerwonym paskiem,na to ona:
                  mam nadzieje ze nasz wygra ( zona polka )
      • starypierdola Basia, Maria ... 24.01.04, 14:51
        .. bardzo wywazone i przenikliwe wpisy. Kazdego historia jest inna i tak jak
        jest nas, Polakow na emigracji, miliony tak i sa miliony roznych przypadkow i
        miliony roznych pogladow.
        Najwazniejsze roznice w tym co ko rozumie przez asymilacje. I czy chce sie
        zasymilowac.
        Hej BAsia, brakowalo CIe u wczoraj. Teraz musisz nadrabiac ... :))
        SP
    • basia553 Re: Asymilacja 24.01.04, 15:08
      Czesc SP, milo ze sie wyspales. Zaczela sie teraz sobota czy niedziela?
      A nie, to chyba u kanguröw jest niedziela i Luiza zamiast pisac, wysiaduje w
      ogrödku szukajac ostatnich truskawek :)))
    • chris-joe rozmowy z donem czesc dalsza 25.01.04, 00:14
      ponizej jest odpowiedz na rozmowe z donem rozpoczeta nastepujacym postem:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14420&w=10337690&a=10341230
      napisalem, iz twoja powiastka nic o stopniu asymilacji owego Polaka nie mowi, i
      porownalem sytuacje do owych "kowali", by zaznaczyc, ze w malych spolecznosciach
      (zwlaszcza takich, jak w Europie) odnosniki typu "Polak", "kowal" przylegaja do
      osob -i ich rodzin- zwyczajowo i uzywane bywaja przez cale pokolenia. Masz
      racje- w taki sposob czesto powstaja (powstawaly) nazwiska. W Polsce bywaja do
      dzis wsie, o ktorych sie mowi "Holendrzy", "Tatarzy" itp. Ba, te wsie tak sie
      w konsekwencji nazywaja: Holendry, Tatary . Mimo, iz ich mieszkancy sa -i za
      takich sa uwazani- Polakami od stuleci.

      Jest mozliwe, ze okreslenie "Polak" uzywane w odniesieniu do tego konkretnego
      Polaka rzeczywiscie oznacza brak jego akceptacji w lokalnej gromadzie, mozliwe
      jednak jest rowniez, ze -wrecz przeciwnie- oznacza ono jego pelna akceptacje,
      ze jako ow "Polak" wtopil sie on w lokalny pejzaz, stal sie czescia gromady.
      Powiastka nie zawiera wystarczajaco duzo danych, by poprzec ktorakolwiek z
      mozliwych wersji.

      Wreszcie takze- czy nie mowisz raczej o "akceptacji" niz o "asymilacji"? To
      jest kolejne zagadnienie. Czy akceptacja jest warunkiem koniecznym dla
      asymilacji? Wydaje sie, ze tak, ale czy na pewno?
      I kolejna kwestia: przeniesienie pytania o asymilacje do malej, pewnie
      hermetycznej spolecznosci lokalnej. Czy w takiej spolecznosci latwo sie
      zasymiluje i zostanie zaakceptowany nawet nie cudzoziemiec, ale np. Niemiec z
      innego landu, mowiacy innym dialektem, z innym zaspiewem?

      Nie przyjmujesz takze, don, mej metafory o jezyku jako "domie". A przeciez w
      nowym jezyku nastepuje proces "zadomowienia sie", nieprawdaz? Jezyk nabyty
      jest w duzym stopniu jak nowy dom. Gdy w nowym domu sie budzisz w nocy i w
      stanie poluspienia, po ciemku idziesz do klopa sie odlac bedziesz potykal sie o
      nowe meble, wpadal na sciany, szukal po omacku drzwi. Po jakims jednak czasie
      nie nabijesz juz sobie zadnego guza, poznasz rozmieszczenie mebli, scian i
      drzwi na pamiec, z zawiazanymi oczami bedziesz potrafil zejsc z pietra do
      piwnicy i z powrotem, pojsc do kuchni, otworzyc lodowke, znalezc butelke piwa,
      szklanke w szafce nad zlewem itp.

      Mowiac o procesie nabywania nowego jezyka czesto mowie o dwoch zasadniczych
      etapach: 1. gdy na nowy jezyk patrzymy z "zewnatrz", tlumaczymy zdania,
      zastanawiamy sie nad kazdym slowem i szykiem zdania i 2. gdy poslugujemy sie
      tym jezykiem juz z "wewnatrz", frazy wymawiamy automatycznie, bez
      intelektualnego wysilku, "czujemy" je, pasuja nam one jak rekawiczki, obudzeni
      w srodku nocy plynnie odpowiadamy w tym jezyku, snimy w nim, w nim liczymy.
      Jestesmy juz w tym jezyku zadomowieni, jezyk ten bowiem stal sie juz naszym
      domem. Nawet jesli posiadamy takich domow dwa, moze trzy. (W tym znaczeniu
      mowienie o znajomosci jezykow jako o bogactwie trafnie ilustruje stan rzeczy :))

      Nawet jesli powielamy jeszcze w nowym jezyku bledy, mamy akcent- ten jezyk jest
      juz "nasz", te bledy naleza juz do naszego jezyka. Ba, otoczenie przywyka do
      naszego akcentu i pewnych niezdarnosci jezykowych, akceptuje je, przestaje je
      nawet dostrzegac. Troche tak, jak przyjmuje do wiadomosci, ze ktos tam sie
      jaka, sepleni, badz nie potrafi wymowic "r".

      W tym znaczeniu angielski jest moim domem. I have spoken. Hawk!
      • basia553 Re: rozmowy z donem czesc dalsza 25.01.04, 08:40
        Obejrzalam wczoraj szalenie ciekawy film-reportarz na temat Alzheimera. Temat
        dla mnie wiecznie ciekawy i bolesny - moja Mama miala Alzheimera. W filmie tym
        pokazywali Osrodek Alzheimera w okolicach Stittgartu, jeden z niestety tylko
        dwöch istniejacych w Niemczech. Nie o tych Osrodkach chce jednak pisac, ale o
        zalozycielce jednego z nich: Barbara Romero. Powiedziano: psycholog z Polski.
        Möwili o niej i pokazywali ja niezwykle pozytywnie, ale w pierwszym zdaniu
        powiedziano, ze Polka. Czy uwazacie ze to zle? Möwila przepiekna niemczyzna, z
        bardzo silnympolskim akcentem. I jestem pewna, ze to powiedzenie ze z Polski,
        a nie np. - sadzac z nazwiska - "zona przebywajacego w Niemczech Hiszpana" czy
        tp., bylo dla niej wazne. Zorganizowala cos wspanialego, pacjenci, a przede
        wszystkim przebywajacy z nimi wspölmalzonkowie, nie tylko ja akceptowali, ale
        i podziwiali. Ja w kazdym razie ta jej polskosc z przyjemnoscia przyjelam do
        wiadomosci.
        • starypierdola Re: rozmowy z donem czesc dalsza 25.01.04, 08:51
          Dzien dobry, Basia! Pewno jest u Ciebie sloneczne rano to nie zawracaj sobie
          glowy takimi ciezkimi problemami. Dzis niedziela, nie trzeba robic! No bo w
          koncu macie w Niemczech wolne niedziele??
          Daj CJ sie pomarwic. U niego pogoda taka ze zima 1942 pod Stalingradem to jak
          Floryda latem! I bedzie jeszce tak ze dwa miesiace!
          SP
          • basia553 Re: rozmowy z donem czesc dalsza 25.01.04, 08:55
            Slonce? Co to jest? Taka kulka na niebie, co jej dawno nie widzialam??
            U nas wczoraj po poludniu zaczelo "suc". Bialo, mroznie, slicznie i fajnie
            ze nie musze wychodzic z domu. Chyba ze mnie ktos zmusi :)))) Dzisiaj kolejna
            niedziela gdy nie ide na wedröwke do Pfalzu i troche mi szkoda. Ale uszkodzilam
            sobie lewa reke i ani plecaka nie moge niesc, ani sie podeprzec jak wpadne w
            poslizg. A w Pfalzu sniegu ze hoho! Mam nadzieje, ze reka wkrötce bedzie OK, bo
            chce wreszcie kupic ten aparat cyfrowy i go wypröbowac. Jak Mädel kiedys
            slusznie zauwazyla, zimowe zdjecia sa piekne.
            • starypierdola Pfalz 25.01.04, 09:08
              O gorkach w tej okolicy to nie wiem ... ale o winach slyszalem... tyle ze
              glownie sikacze...
              Dobrego dnia!
              • basia553 Re: Pfalz 25.01.04, 09:45
                Nozeszty! Nazywasz nasze znane w swiecie wina sikaczami i zyczysz mi milego
                dnia jednym tchem! Pojecia nie masz! Jak tylko znajde ksiazke w angielskim
                na temat win z Pfalzu, dostaniesz ode mnie w prezencie! Przywioze Ci do
                Calavasito :))))))
                • don2 Re: Pfalz 25.01.04, 16:56
                  asymilacja po polsku
                  w znanej miejscowosci N.Sacz w ramach asymilacji i integracji,do
                  wyremontowanego budynku zasiedlono rodziny polskie i cyganskie w dalszym ciagu
                  zwane Romami.przeniesiono je z ruder i barakow.jak opowiada rzecznik Romow
                  o typowo cyganskim imieniu i nazwisku:Artur Szczerba,szczesliwi posiadacze
                  nowych mieszkan-on naprzyklad wraz z zona i corka otrzymal az 1 pokoj z
                  kuchnia.Sa oni bardzo zadowoleni.jak pisze reporter:ale romowie by nie byli
                  soba gdyby nie narzekali.jeden z cyganow powiedzial ,ze musial przemalowac
                  sciany ,bo byly jakies krzywe ! jak stwierdza pani ze sklepiku :narazie
                  grzecznie placa za to co kupuja !sasiedzi nic przeciwko nim nie maja.jak
                  opowiada jedyny pracujacy roma-A.Szczerba ,zatrudniony w przedszkolu dla romow
                  50 lat nikt nimi sie nie zajmowal. Pomuslalem sobie,ze nareszcie strasznie sie
                  nimi zajeli:))) Don zwolennik integraci.
                  • jan.kran Asymilacja. 03.03.04, 16:42
                    Mimo , ze rozumiem to slowo to do konca nie moge pojac tej dyskusji.
                    Moze ze wzgledu na zamieszanie zyciowe i opcje jaka przyjelam niedawno.
                    Od czasu wyjazdu z PL lat temu ho, ho i jeszcze troche zawsze sie czulam troche
                    zazenowana z powodu swojej polskosci. Zwlaszcza w DE gdzie Polacy nie mieli
                    dobrej prasy.
                    O DE moge napisac elaborat, ale wersja krotka jest taka ,ze dosc dobrze
                    funkcjonowalam jako Polka w super konserwatywnej Bayern.
                    Po przyjezdzie do kraju pozaeuropejskiego jakim ,mimo coraz wiekszej sympatii ,
                    jest dla mnie Norge czulam sie tu bardziej jako Niemka niz Polka.
                    Ale jakos tak sie stalo, ze im bardziej wnikam w to dziwne norweskie
                    spoleczenstwo tym mniejsza mam problam ze swoja polskoscia.
                    Coraz czesciej z duma podkreslam , ze jestem z PL i Norwegowie sa tym
                    zaimponowani:-pppp Zwlaszcza jak widza moje osiagi na niwie.
                    Szczerze powiedziawszy coraz mniej mi zalezy na asymilacji a bardziej na dobrym
                    wspolzyciu z narodem Wikingow.
                    K. Pomiedzy.
                    • maja92 Re: Asymilacja. 03.03.04, 16:57
                      A mi sie podoba porownanie Dona w Jego pozegnalnym poscie:
                      "polska dupa przeszczepiona na celtycka" - wydaje mi sie, ze przeszczep sie
                      udal - zyje i kwitne - ale ciagle jak owocuje, to po staremu:)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka